Start arrow Spis felietonów arrow 1 MAJA 2008
1 MAJA 2008
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
20.05.2010.

1 MAJA 2008

Nie myślałem, że doczekam dnia, w którym, aby pisać o czasach mojej młodości, konkretnie o obowiązkowych pochodach na 1 maja trzeba będzie mięć doktorat z historii. By mówióć „naukowo” też... Czy wiesz czytelniku, jak w USA nazywa się historię? His-story... Czyli jego opowiadanie, tego, który ją napisał lub pisze. Głęboka to prawda, bo piszący historie zawsze dbali o własne dobro ale i życie też. Taki Kadłubek długo by nie podłubał gdyby chciał pokazać króla bez ozdóbek... Ze król taki, czy inny był głupolem, co nie umiał czytać? Nie szkodzi, bo miał przydupasów (chociażby mnichów), którzy szybko by donieśli o niewłaściwym „dłubaniu" kronikarza tego lub innego. Jest 1 maja 2008. Pani prezenterka (lat może 40-ści?) rozmawia z panem doktorem od historii i zadaje mu nie powiem, że głupiutkie, ale na pewno naiwne pytania, a on autorytetem doktoratu i „doświadczeniem życiowym” swoich może lat... 40-tu odpowiada, opowiada o święcie majowym w czasach, gdy ja musiałem podobnie jak reszta narodu iść w pochodzie majowym. Pani pyta — Czy nie było „kontrapochodów" i jak na takie reagowali goście z zachodu zaproszeni przez władze Polski Ludowej i PRL... Odpowiedz, że owszem były (od 1947 do 1967) nie widziałem takiego, a demonstracja początkowo studencka 1968 takim nie była) władza ludowa rozpraszała je wodą... 

A może nie wodę historii, a wodogłowie pan ma panie autorytecie? Czy dostudiował pan o tym, że zaproszeni goście z zachodniej Europy mieli w du... pochody i kontra pochody majowe dokładnie tak samo, jak ich polscy towarzysze partyjni? Nie? Szkoda, proszę dostudiować to i docenta pan zrobi. Nie powiem panu -czubku, ale to nie zmieni faktu, że nie o socjalizm towarzszom socjalistom z zachodu i z Polski chodziło, ale o WŁADZĘ! władzę! Ta nazywała się „władza ludu", jak kiedyś w Związku - „władza rad”, a po prostu: Koryto jest moje i tylko moje!

A wróg ludu, czy istniał? Oczywiście i podobnie jak dziś, gdy tworzy się terrorystów by mieć z kim walczyć, to wtedy tworzyło się wrogów władzy ludowej, panie historyku. Osobiście znałem takich. Byli regularnie „zatrudniani” jako kontra. Jeden nazywany był kułakiem, inny „hrabią". Nie chodzili na pochody i NIC, absolutnie NIC im się nie stało, byli potrzebni! Kumasz?

Pierwszy pracował w PZU, drugi gdzieś chyba w banku. Z synem pierwszego chodziłem do szkoły, po maturze pojechał studiować do... Moskwy. Szok? Dla takich historyków jak pan na pewno tak...

Pan pewno wie, że zaproszeni goście na przykład z Włochy to byli towarzysze komuniści, których utrzymywała Polska Ludowa. Co miesiąc z Warszawy do Rzymu jeździł kurier z walizką dolarów. Nie to nie jest z „rewolucyjnego" kabaretu studenckiego jakichś „podbaranów", czy „pstrągów”... To są sprawy znane ludziom mego pokolenia. Rumunia utrzymywała partię komunistyczną Francji. To tak na przykłady, o innych zaproszonych gościach z zachodu, więc NIC przed nimi nie trzeba było ukrywać, a wodą w święto majowe władza ludowa „rozpędzała” tych, co od świata zdjęli sine mundury, bo i wroga ludu i terrorystę należy mieć, by uzasadnić potrzebę walki o dobro obywatela.

Oto para młodych dziennikarzy, czy powielaczy dyskutuje na temat przyszłości święta 1 maja. Elokwencja, że i profesor Kotarbiński by pozazdrościł, bo logika cacy...

Wypowiadają się autorytatywnie o czasach, gdy ich rodzice nawet jeszcze się nie znali. Czy historyk ma prawo mówić o historii? Naprawdę? Czasy mojej młodości to jeszcze nie historia, nawet dla tych 30-letnich i bardzo elokwentnych. To ciągle teraźniejszość i powinni nie gdybać, ale popytać swoich dziadków, a może nawet rodziców. Gdy żyją, ludzie współcześni przeszłości, to ta jeszcze nie jest historią. Ale to do dyskusji, a ten kraj jak chyba żaden kocha dyskutować. Latynosi? Nie, oni kochają gadać, a to nie jest to samo.

„Ludzi zmuszano by szli w pochodzie pierwszomajowym"... Chce tu powiedzieć o latach 50-tych i początku 60-tych, a więc tej prawdziwej Ludowej... Udział w pochodzie był czymś tak oczywistym, że nikt nie zastanawiał się nad alternatywą. Czy był to przymus wytresowania nieładnie mówiąc? W jakimśsensie pewno tak, ale nagonki, przymusu nie pamiętam. Co ludzie prywatnie myśleli, a co mówili to inna sprawa. Był to dzień wolny od pracy, a gdy ciepły, słoneczny to naprawdę czekało się na niego.

Znajomi spotykali się, ba - nawet romanse rodziły się, „bo maj rozbierał nas z grubej szarzyzny ubrań...

W szkole czekało się na właśnie taki ciepły dzień, bo dziewczyny ubrane tylko w kostiumy gimnastyczne niosły jakieś transparenty. Co z tego, że to my je robiliśmy, nikt się nie zastanawiał nad treścią, była aż do znudzenia wałkowana, że traciła sens i widzieliśmy jedynie litery...

Oczywiście, że ja pierwszy chciałem iść tuż za... transparentami. Bywało, że już kwitły kasztany, a zawsze dziewczyny potem do parku i gra w nogę, aż do nocy. Dziewczyny na pewno uważały nas za gówniarskich głupoli co to tylko dogadują, podglądają, a potem grają w nogę...

A one? Bywało różnie, nawet już w VII klasie, gdy piękna Basia W. miała faceta. Faceta? Tak, Jurek P. miał 22 lata.

Ale my graliśmy w nogę. Eh...

Więc był pochód majowy, wtedy nie A.D. tylko po prostu 1952. Pamiętam, że chyba było ładnie, hasła skandowane i pisane dobrze pamiętam, ale nie znaliśmy proletariuszy wszystkich krajów, by się łączyli, Marks, Engels i Lenin już nie żyli, Stalin i towarzysze radzieccy byli daleko, a piękne dziewczyny tuż obok.

Wiec jak mam pamiętać pochody pierwszomajowe tamtych dni?...

Że wpadłem w oczywistą pułapkę różu wspomnień, a taka potrafi zamazać, a nawet wymazać tym kolorem te ciemne, nawet czarne? Na pewno tak. Czy to znaczy. że dziś ten kto chce powinien się wstydzić, bo wyszedł na ulice, w pochodzie? Jeżeli w takim, który nie niesie haseł ubliżających człowiekowi, to podam mu rękę.

01/05/2008