Start arrow Spis wierszy arrow KULTURA MUZYCZNA W POLSCE
KULTURA MUZYCZNA W POLSCE
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
14.05.2010.

KULTURA MUZYCZNA W POLSCE

Oraz pojęcie jej „gałązki" czyli grzeczności na co dzień.

27 kwietnia 2001 Toruńska Akademia Kultury zorganizowała mi spotkanie w kawiarni Dworu Artusa. Było to z inicjatywy profesora Janusza Kryszaka, konkretnie mówiąc. Postanowiłem dać ciut kabaretowania recytując moją poezję w pierwszej części, a w drugiej piosenki od Wertyńskiego po folklor hiszpańskojęzyczny. Podobno wypadło dobrze i podpisałem sporo książek — „Ósmy kolor tęczy" oraz zbiór wierszy „W Dotyku". Ale naprawdę nie o tym, aczkolwiek nawet dla początkującego krytyka wygląda to na nic innego tylko zwyczajny szpan lub nieudolna reklamę. Zgoda, może tak być, skoro komuś milej.

Bodajże w dzień później dałem się namówić na koncert orkiestry, chyba z Warszawy. Muzyka tak zwana poważna... Dwór Artusa (tak, jest też inny w Gdańsku) to piękny zabytek i wielofunkcyjny bo ma sale koncertową na pietrze. Siedziałem na balkonie w drugim rzędzie. Obok mnie, z lewej strony siedział starszy (chyba) łysy, bardzo elegancko ubrany pan. Cosik go drapało pod prawa łopatka bo usiłował też podrapać, ale nie jest to łatwe zwłaszcza i gdy się siedzi ciasnawo i obok kogoś. Próby drapania dwa razy skończyły się mocnym uderzeniem łokciem we mnie. Pan nawet nie odwrócił się. Przepraszam? A niby kogo? Gdyby nie obecność pań, z którymi byłem, to odwróciłbym pana i zapytał czy zna takie słowo. Ale może i też nie o tym...

Orkiestra zagrała coś co tylko dwie osoby potrafią „zrozumieć”: kompozytor i jego mama. W Stanach jest takie powiedzenie o brzydocie - jedynie jej matka widzi w tym piękno... Oczywiście, że nie jestem krytykiem muzycznym, ale byli NIE byli nimi widzowie – słuchacze - publika. A może jednak byli? Kiedyś w Kochanym Związku Radzieckim po przemówieniu Ojczulka Stalina sporo ludzi wysyłano na śmierć, bo za wcześnie przestali bić brawa. Nie, to nie jest nic z kabaretu, a jeżeli humor to makabryczny. Towarzysze i towarówki na stojąco bili brawa tak długo, aż wielu już nie miało sił, a gdy ręce opadały (cwaniacy udawali, że biją wykonując odpowiednie ruchy) to HKWD wyprowadzało takich, bo nie podobało im się co wódz ludzkości powiedział...

Że ja ni go w de ni go w oko? Chwileczkę... Orkiestra skończyła grać, a publika brawo. Pięknie. Orkiestra za kulisy, a publika bis. Orkiestra pięć, PIEĆ razy za kulisy, a publika PIEĆ razy bis i wszyscy klaszczą! Obłęd, jaka kultura muzyczna! Co było grane? Czy kakofonia? Może nie aż tak, bo jakaś harmonia niby była, ale linii melodycznej, czegoś o co można „zaczepić ucho”? Zero. A publika w sumie SZEŚĆ razy wywoływała muzyków. Tak, zabisowali i uciekli. UCIEKLI! Co myślał bijący brawo widząc, że sąsiad robi to samo lub, że znajomy, że ktoś kto SIĘ LICZY bije brawo? Pewno - nie będę gorszy, głupszy...

Gdy wróciłem, by poprosić o afisz (piękny i mam go w domu) z mego występu, mżyło, a ulicą płynęło. Chodniki były suchsze. Było nas troje, dwie panie i ja. Szliśmy chodnikiem, aż do chwili, gdy naprzeciwko zbliżyli się chłopcy w wieku może 16-7 lat. Trzech chłopców modnie ubranych i uczesanych. Szli prosto nie na nas ale W NAS. Zmusili do zejścia na ulicę, do wody.

Następnego dnia miałem spotkanie w Liceum Nr 7. Zawsze rozmawiam z każdym tak samo niezależnie od wieku rozmówcy, jedynie temat może być inny. Spotykając się z dzieciakami podstawówki młodszych klas również nie używani „tatuśkowego" tonu, a wiem, że dzieciaki nie wyrabiają takiego „podlizywania".

Jednak Polska najwidoczniej nie jest jeszcze przyzwyczajona do naturalnej, bezpośredniej rozmowy, więc wstaje dziewcze i mówi, że jestem niegrzeczny... Zagłuszona śmiechem nie zmienia zdania. Bywa i tak. A skoro tak, to opowiedziałem jej o starszym panu z koncertu i być może jej kolegach z chodnika, jako o probierzu grzeczności. Po spotkaniu podeszła i cicho powiedziała przepraszam, nie miałam racji.

Wielokrotnie ustępowałem młodym ludziom dając im suchy chodnik... Wielokrotnie Renatę i mnie szturchano ciężkim wózkiem załadowanym zakupami i nie usłyszelismy przepraszam. W Stanach „być może" wytresowanych tradycją z Anglii ZAWSZE w takiej sytuacji słyszy się "skjuzmi" lub I am sorry. Obłuda, sztucznota, tresura? Nawet gdy, to łatwiej z taką żyć.

Kilka dni potem podpadłem z okazji... Wertyńskiego. Pewien koneser tego typu muzyki wychwalał rosyjski patriotyzm i antykomunizm tego artysty. Mogłem oczywiście olać, ale nie, musiałem sprostować mówiąc, że Wertyński podobnie jak Szagal nie tylko, że nie walczył z komunizmem, ale zwalczał antykomunistów w Paryżu, jako agent Czeka (poprzedniczki NKWD i KGB) Ale się krzyk zrobił! A prawda jest taka, że Moryc Szagal syn bardzo pobożnej, żydowskiej rodziny z Białorusi wbrew rodzicom włączył się do trockistów, a potem do Bolszewików i zasłynął już jako Maurice Chagall „artysta malarz" takiej twórczości, jaka jest w wykonaniu każdego przedszkolaka BEZ talentu do rysunku. Szagalowskie, koślawe krowy i aniołki na białoruskim niebie uzyskały sławę, na zasadzie... weź durnia i zrób kogoś sławnym...

No nie, już słyszę twój krzyk mój krytyku! Przecież prawie, że z „mlekiem matki wyroczni specjalistów od sztuki" wyssałeś zamiłowanie do karykatur życia. By dodać Ci „sympatii” do mnie, to przypomnę, że Picasso nie tylko nie był twórcą kubizmu, ale zasłynął nad Wisła „gołąbkiem pokoju" jako aktywny hiszpański komunista. Podobnie jak pacykarze od muriali w Meksyku, tacy jak Orozco i jego kochanka Frida plus całe towarzystwo komunistycznej adoracji pod przewodnictwem Trockiego (którego wyrzekła się bardzo przyzwoita, żydowska rodzina przeciwna bolszewizmowi).

Kubizm stworzył Portugalczyk George Braques przekręcony ną „Francuza” Georgesa Braque. Po kilku latach, gdy Picasso złapał modny wiatr w plecy, to dołączył do niego i dziś znany jest jako ojciec kubizmu...

Nie, to nie jest wykład, zresztą nie musisz czytać, a jeżeli jednak czytasz to tylko dlatego, że Cię aż skręca by mi dołożyć, przynajmniej kilka przymiotników, no, przyznaj się, że tak jest. Wiem, wiem...

Zapytam Cię, na co wolałbyś patrzeć gdybyś MUSIAŁ przez dłuższy czas, jak to się mówi - nie mając wyjścia... Czy na ciało kobiety tak, jak je stworzył Stwórca, czy na takie z cyckami na plecach lub na nosie, tak jak malował Picasso... Wolisz patrzeć na Krzysia zamiast na Basię? Nie ma sprawy, wiec czy na Krzysia takim jakim jest, pięknego, muskularnego jak rzeźba, czy na takiego z wacusiem na przykład na oczach, bo i tak malował twój „gaieniuś" Picasso.

To już wtedy wymyślono hasło przewodnie dla tandety, beztalencia, oszpecania naturalnego piękna i na siłę szukania właśnie cyca na plecach, takie oto hasło: Symetria jest estetyką głupców...

Dziś możesz to zobaczyć w kabaretowych popisach chociażby w Polsce, gdzie brak oryginalności zastępuje się, równie garbato jak w pacykowaniu Szagala. A skoro o nim... Do końca pozostał wierny Leninowi i Stalinowi, pomagając dosłownie likwidować – czytaj mordować francuskich artystów zwalczających wpływy Moskwy w Paryżu. A Wertyński?

Zrozumiał, że służy bestii, na wzór której wiele lat później zrodziła się, równie okrutna, hitlerowska. Zrozumiał i w jednej ze swoich ostatnich ballad śpiewał „Żółtego anioła” (Żołtyj Angieł) o sobie, o swojej roli... „Slozy bolji i wstyda"... Gdy rankiem wracał bulwarami, to po twarzy płynęły mu łzy boleści i wstydu...

Ale co to Cię obchodzi...

07/03/2008