Start arrow Spis felietonów arrow W AMERYKAŃSKIEJ SZKOLE...
W AMERYKAŃSKIEJ SZKOLE...
Oceny: / 3
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
28.03.2010.

Dlaczego w moich tytułach prawie zawsze są trzy kropki? Bo prawie zawsze temat jest daleki od wyczerpania. Kropka.

No, nareszcie jakieś temat dla normalnego Internauty, a nie takich mamutów jak ja. Zgadzam się, ale młody Internauto - nie jesteś jedynym, bo moje pokolenie i nawet o połowę młodsze, też czytaj moją stronę, wyobraź sobie. Ale dość nudzenia. W amerykańskiej szkole nie jest, aż tak bardzo inaczej niż w polskiej. Oczywiście, że zaraz rzuca się w oczy różnica kolorów uczniów. W wielu amerykańskich miastach biała młodzież jest mniejszością bo latynoska przeważa i to jest najbardziej widoczne w San Antonio, gdzie prawie 70% ludności to głównie Chicanos i Meksykanie. Stolica USA - Waszyngton ma dzielnice zupełnie bez białej ludności i tak jest w szkołach tego miasta. Podobnie choć nie w takim stopniu jest w największych miastach Stanów. W Los Angeles przeważa ludność latynoska i takaż młodzież w szkołach dziesiątek dzielnic - miast tego kolosa równego obszarem Belgii, a ludnością Szwecji i Norwegii razem.

Ale to demograficznie, a w „środku” szkoły? Jest bardziej liberalnie niż w w polskim liceum czy gimnazjum, jeżeli chodzi o wybór przedmiotów oraz intensywność nauki. Niestety, polityczna poprawność osiąga monstrualne rozmiary i prowadzi do wypaczenia samego nauczania. Dwa lata temu w jednej ze szkół (junior high czyli gimnazjum) w stanie Georgia matka murzyńskiej uczennicy pozwała szkołę do sądu, bo jej córka nie jest na liście prymusów regularnie wywieszanej na szkolnych korytarzach... Szkoła tłumaczyła, że takie listy pokazują najlepszych uczniów bez względu na ich kolor. Nie pomogło, bo pod zarzutem rasizmu szkoła padła i listy zniknęły. To dało początek znikaniu takich list w już sześciu stanach USA. Argumentacja? A co! Czy moje dziecko jest gorsze?! To jest dyskryminacja! I tak dalej...

A wiec równanie do dołu, aby było sprawiedliwie, przepraszam... demokratycznie. A sama młodzież? Jak reaguje na kolor skóry? Wcale. To znaczy na ogół wcale. Tworzą się grupki lub pary związane zainteresowaniami bez względu na pochodzenie rasowe. Młodzież na szczęście jest o wiele lat do przodu, a sympatie rodzą się z uczuć, a nie z różnic.

Ponownie – niestety. Są w Stanach potężne siły mające na celu poróżnienie społeczeństwa. Siły żyjąca, dosłownie żyjące z tego. Na czele stoi pozorny obrońca praw każdego człowieka niejaki Jesse Jackson, a jego „adiutantem” jest All Sharpton. Są Murzynami i używają tytułu pastorów. Jest wiadomym, że pastor podobnie jak ksiądz, czy rabin musi mieć kościół, świątynię, gdzie wykonuje pasterskie obowiązki. Jackson, Sharpton (podobnie jak Martin Luter King też „pastor”...) nie maja kościoła i traktują Amerykę jako swoją „kongregację”... Obaj panowie robią wszystko co w ich mocy, by nienawiść rasowa nie tylko dobrze się miała, ale przynosiła im finansowe zyski na bardzo aktywne kampanie o ... równości człowieka. Martin Luter King w okresie swojej działalności tylko jednego roku przemierzał wręcz astronomiczna ilość 700.000mil, czyli około milion sto piętnaście tysięcy kilometrów ROCZNIE! Nic dziwnego, że nie miał czasu na pastorowanie i robił to przemówieniami na wiecach. Obaj wyżej wymienieni panowie, aż tyle nie podróżują, ale wiecują! Zarobki z tego? Sposób jest genialnie prosty. Oto czarny pracownik w na przykład fabryce Toyoty (konkretny przykład oparty na fakcie) wnosi o „rasizm”. Zjawią się Jesse Jackson i są rozmowy z dyrekcją (właścicielami fabryki). Ta nie chce rozgłosu w sadzie, że „popiera” rasizm i zgadza się polubownie bez rozgłosu wypłacić żądaną przez adwokatów Jacksona sumę. Sporą... By nie był posadzonym o stronniczość, że już nie mówię - o bzdury polecam książkę murzyńskiego pastora w której z detalami opisuje dosłowne produkowanie zysków oparte na kultywacji nauki o rasizmie i wszczepianiu nienawiści do białych.

SCAM (łajdactwo, w dowolnym tłumaczeniu) napisana przez murzyńskiego, autentycznego pastora Jesse Lee Petersona (podtytuł książki: How the Black Leadership EXPLOIT3 Black America) wydawnictwa WND Books, Nashville, Ten. 2003. Autor w prawdziwej trosce o przyszłość głównie młodzieży czarnej białej i każdej pokazuje perfidną politykę murzyńskich prominentów w USA.

Co jest godne uwagi, to bardzo podobna polityka „Planety” Hollywood robiącej filmy, które zamiast łagodzić, jednoczyć społeczeństwo nakazują rasowe okrucieństwa dokonywane nawet 200 lat temu. Po takim filmie Murzyni jak to się mawia otwierają noże w kieszeniach...

Mój kolega z koszykarskiego kortu All, Murzyn z którym do niedawna grałem przez 12 lat w ulicznej lidze, dowiedział się ode mnie o tej książce i chciał kupić. Powiedziano mu w największej księgarni w Tucson (Barnes and Kobles), że została... wycofana... Życzę powodzenia w poszukiwaniu, a warto, bo nie tylko oczyma, ale duszą czarnego człowieka pokazuje rany w amerykańskim społeczeństwie.

Ale w szkole... Nie zawaham się powiedzieć, że marzeniem białej i nie tylko gimnazistki, czy licealistki jest randka lub związek z czarnym futbolistą, gwiazdą szkoły. Futbolisci to nieomal nadludzie, gdy idą szkolnym korytarzem jest tylko dla nich, a „gawiedz”, „plebs” nieomal, z szacunkiem odsuwa się na boki, by „bogowie” mogli przejść. Nawet nie ma zera porównania uznanie dla na przykład prymusa w nauce, bo takich najczęściej określa się mianem: nerd lub nawet gik. Etymologia tego ostatniego słowa pochodzi od...koguta, który jakiś czas biegł bez odciętej głowy...

Młodzież amerykańska z reguły pracuje. Robi co się da. Oczywiście, że sprzedawanie narkotyków, to też praca, a zarobki tygodniowe przewyższają wielomiesięczne rodziców, ale takie „kariery” nie trwają długo, lub prowadza do stałych, dorosłych, lecz to już osobny temat. Praca może być każda, bo żadna nie hańbi. Sprzątanie suchych liści, wynoszenie śmieci, obcinanie trawy. Dziewczyny opiekują się maluchami, starsze często, a po szkole, spełniają role robiących zakupy, odwożących dzieciaki do sportowych imprez itp. Zarobki to nawet 10 dolarów za godzinę, w zależności od wieku i funkcji.

Praca w „fastfudach” jest bardzo typowa. Pracują nawet dzieci i młodzież z bogatych rodzin, bo tak zwane kieszonkowe to tylko na filmach. Amerykanie bardzo wcześnie uczą się dbać o siebie.

Sport. To już przemysł. Szkoła otrzymuje duże pieniądze za to, że młodzież nosi sportowe ubiory z danej firmy jak Nike itp. Szkoła ŻYJE z tego, nic więc dziwnego, że sportowcy są, pupilami i niestety, a powinno być NIESTETY... kończą szkołę średnią i ledwo, ledwo potrafią czytać i pisać...

Oczywiście, że podobnie jak miliony czarnych chłopaków marzą o karierach w NBA lub NFL, gdzie zawodnicy zarabiają przez jeden rok więcej niż ich rodzice przez całe życie, a czołowi zawodnicy zarabiają to przez jeden miesiąc, gdy kontrakt opiewa na 105 milionów dolarów na pieć lat...

Wreszcie nauka... Wbrew temu co słyszę w Polsce, amerykańska młodzież doskonale radzi sobie w matematyce, naukach ścisłych w ogóle. Kto jest w czołówce? Amerykaaska prasa rokrocznie zamieszczę zdjęcia najlepszych absolwentów szkoły średniej i studentów. Lista jest na kilka stron (na przykład w USA Today) w kolorze. By zaistnieć na takiej liście trzeba mieć minimum średnią 3.8, czyli (chyba) dzisiejsze minus 6? (5+?).

Większość to młodzież z rodzin chińskich, hinduskich, sporo jest z żydowskich. Rokrocznie na ogół to samo, ale jest też sporo tak zwanej „nie etnicznej” białej młodzieży. Niestety bardzo mało jest nazwisk latynoskich.

Prace domowe? Dużo i dokładnie odpytywane. A reszta, którą jest „prawdziwym życiem szkoły”?... Nie, aż bardzo inaczej niż w polskiej.

Jest jednak coś bardzo różnego - wiedza o świecie. Geografia jest na fatalnie niskim poziomie, a historia ogranicza się głównie do historii Stanów plus Anglii i większych krajów Europy, ale marginalnie i to bardzo. A ty, Internauto, czy jesteś tak biegły w historii i geografii USA?..

28/03/2010



P.S.

Wśród 10 najlepszych wyższych uczelni na świecie 8 (osiem) to amerykańskie uczelnie.

Polskie uniwersytety i wyższe uczelnie (w sumie 400!) zajmują miejsca w drugiej i trzeciej setce na liście światowego rankingu! Nie wiedziałeś o tym, prawda? Ale, że Amerykanie są „durni” to wiesz od polskiego Jasia z Chicagowa.

Skąd w/w dane? Z katedry socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, marzec 2008... Niespodzianka, że polskie dane, prawda?