Start arrow Spis wierszy arrow Polski boks...
Polski boks...
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
10.06.2008.

Może nie ruina, ale napewno nie solidny budynek. Nie, nic tu nie ma z mojej bezczelności "omnibusa" - fachowca od jeszcze jednego kawałka życia. Po prostu opinia kibica, który chce aby jego zawodnicy wygrywali. Tylko to.

Tak, jest T. Adamek, ale on wygrywa nie tylko siłą, bo ogromną siłą serca mając złamany nos - wygrywa. Wygrywa charakterem.

Chyba nie odkryje Ameryki mówiąc, że Polacy nie są agresywnym narodem. Może dlatego nigdy nie mieli kolonii? Nie wiem. Słowianie jako ogół również nie są agresywni, a w boksie trzeba być, bardzo trzeba być. Polacy nie prowadzili zaborczych wojen, prawda? To też o czymś świadczy. Są gatunkiem człowieka zdolnego jak mało kto walczyć, ale w obronie. W OBRONIE...

Boks to atak, to dążenie może nie do zniszczenia przeciwnika, ale do po prostu obezwładnienia go nawet w brutalny sposób. Bo "stety" czy niestety taki jest boks. Pierdoły typu - szermierka na pięsci dobre były w czasach gdy nie tylko szkoła genialnego trenera Sztama tak uczyła, ale przeciwnicy polskich bokserów właśnie się "szermierkowali". NIE ROSJANIE (a przecież Słowianie, prawda?). W rosyjskim, wtedy - radzieckim boksie obowiązywała tylko jedna zasada i przytoczę ją dosłownie: Unicztażaj imuczestwo pratiwnika! Krótko - zniszcz przeciwnika. Nie jest tajemnicą, że jednym ze sposobów było bicie w tył głowy. Zanim sędzia dał upomnienioe, odebrał punkty, to najpierw parę razy zwrócił uwagę. A co uderzenia w tył głowy zrobiły na przeciwniku, to zrobiły...

Ludy północy to ludzie solidni, powolni, zwykle pracowici. Takie cechy są niezbędne by żyć w klimacie gdzie bez solidnego domu i ciepłej odzieży człowiek umrze. Takie cechy nie są potrzebne by boksować. Oczywiście, że dyscyplina jest potrzebna...

W latach "szermierki na pięści" południe Europy olewało boks. Nino Benwenuti był wyjątkiem. Boksował się Europa Środkowa. Polska miała kilku wspaniałych bokserów, ale oni za przeciwników mieli podobnych sobie temperamentem podobnych. Wyjątek stanowili Rumuni, ale wyjątek bez specjalnej uwagi do dyscypliny. Leszek Drogosz, fenomen, który potrafił zadać dwa celne ciosy cofając się(!!) odnosił sukcesy przeciwko, innym szermierzom na pięści. Miał szczęście nie boksować przeciwko Kubańczykom czy bokserom z rejonu Karaibów w ogóle. Dlaczego? Jeden z najlepszych, a raczej najlepszy polski bokser jaki jest Jerzy Kulej, człowiek mądry, również poza ringiem, kiedyś jako pierwszy odkrył tajemnicę sukcesów bokserów latynoskich mówiąc coś takiego..."Zrozumiałem dlaczego ich przeciwnicy przewracają się..." Miał na myśli sposób uderzenia nie ręką, ale całym ciałem, skrętem ciała, bo wtedy ręka waży jak "pół ciała..."

Tak boksują zawodnicy z Kuby, z Puerto Rico, z Meksyku. Ci ostatni są "właścicielami" tytułów mistrzowskich w najlżejszych wagach. Wyjątek jakim jest Ruiz w wadze ciężkiej, to nie zupełnie 100% Latino i kpina nie bokser...

"Szermierka na pięści" nie jest czymś przestarzałym, bo technika, umiejętność w wykonywaniu czego kolwiek nigdy nie będzie niemodna. Ale właśnie w polskim boksie brakuje pewnego elementu tej techniki, brakuje uczenia ciosów podbródkowych. Taki cios idealnie potrafi od dołu rozbić gardę czyli zasłanianie się rękawicami. Owszem, polscy bokserzy rozumieją potrzebę ciosów na korpus, ale albo nikt ich nie uczy, albo nie potrafią bić pod prawy łokieć na wątrobę. Tak uderzony zawodnik nie krwawi (co odrzuca, zniechęca niektórych widzów...) ale siada, zaciska zęby i nic więcej nie może zrobić...

Że ja pojęcia nie mam? Latem 1992 w Tucson, trzech Meksykanów próbowało mnie przekonać, że to oni powinni jeździć moim samochodem. Jeden z nich, mały, niepozorny, uderzył mnie w żebra. Odczułem jak uderzenie młotkiem. Bił pełnym skrętem ciała...

Nie, nie odjechali moim samochodem i nie szpanuję, bo udało się... Ludzie podobno są równi, ja kiedyś poradziłem słodzącym o równości człowieka socjologom, by równali go centymetrem...

Znam Latynosów, żyłem wśród nich, nawet nazywali mnie Poloricenio (w Nowym Yorku)Nie trzeba ich uczyć poruszania się gdy boksują. Pewno nie wiesz czytelniku, że w Stanach przez długi czas nazywano bokserów ze Wschodniej Europy - robotami... Była to nieomal oficjalna nazwa - Robotic type of boxing... Dlaczego? Bo polscy bokserzy poruszają się w ringu w linii prostej - do przodu i do tyłu. Są jak idealnie łatwy cel do trafienia.

Ruchy południowców (w ogóle) przypominają ruchy kota... Taki nie stoi w jednym miejscu, ale onskakuje ofiarę z każdej strony i KAŻDĄ łapą potrafi uderzyć. "Roboty" religijnie wyznają zasadę - lewy prosty, prawy sierp. Bardzo jest to "trudne" do przewidzenia...

Bokserzy z Karaibów prawie zawsze wywodzą się z bioedy gdzie nieomal jedynym pożywieniem jest ryż i fasola (aroz con frijoles). Myślę, że polscy bokserzy mają bardziej bogaty jadłospis i NIE bieda kieruje ich na ring...

Mamy Cię, ty narcyziku! A supremacja Słowian w wadze ciężkiej! Udajesz, że tego nie wiesz, czy udajesz durnia? Pierwsza sprawa to NIE NARCYZIKU! DŁUGO PRACOWAŁEM NA PEŁNEGO NARCYZA! Tego nie kupisz w sklepie.

Druga sprawa, to rzucanie mi powyższego w twarz z jakąś chorą satysfakcją, bo Amerykańcowi, mówię o supremacji w wadze ciężkiej.

Więc jak to jest, że waga ciężka mówi po rosyjsku? Bo tak to jest.

Dziecinnie prosto, dziecino. Ogromne, potwornie silne amerykańskie chłopaki wolą grać w amerykański futbol. Już w szkole średniej wielu waży ponad sto kilo nie "wieprzowej", ale prawdziwej wagi i skauci z NFL już chodzą koło takich namawiając na kariere w futbolu gdzie nikt nikogo nie bije, przeciwnie na rękach noszą takich sportowców. A Ci już w szkole są bożyszczami zrywają każdą laskę jaką chcą. Zrywają? One same ustawiają się w kolejce, bo być dziewczyną boższcza szkoły to jest coś. Ty chamie! A gdzie szacunek dla kobiet? Nie wiem, chyba trzeba zapytać te młode kobiety...

Ogromne pieniądze w boksie wagi ciężkiej? A ile myślisz taki Kliczko zarabia na rok? No ile? Wcale, czyli nic na rok, bo płacą mu za walkę a ta bywa raz na jakiś czas, że sporo? Początkujący, a więc siedziący na ławce rezerwowych czy koszykarz czy futbolista czy "palancista" BEZ narażenia swego ciała na bicie, zarabia około miliona! Już na start, już po ukończeniu szkoły, czy bez szkoły, bez studiów. Na rok! A to jest dopiero przystawka do głównego dania czyli kontraktu na kilka lat za "drobne" 10 i 20 milionów, a nie mówię o 120 milionów na 10 lat, bo i takie są kontrakty i w futbolu i w pozostałych sportach. Bez bicia, bez narażania życia, a w pełnej chwale bohatera boiskowego. By bokser zarobił tyle kasy musi przedewszystkim wystarczająco długo żyć sportowym życiem. A w między czasie być bity, mocno bity, prawda? Każdy nokaut pozostawia jakiś, często trwały uraz w mózgu.

No, więc, czytelniku, internauto, co byś wybrał jako sposób zarabiania na życie? No i co z tym... narcyzikiem...?

Oczywiście, że i bokserzy i futboliści płacą za takie płace... Lapsus lingwa? Nie, bo płacą utratą zdrowia. Każdy sport, który wymaga poświęceń ciała zmuszonego do najwyższego wysiłku prowadzi może nie do kalectwa, ale do przedwczesnej utraty sprawności fizycznej. Bo "sport to zdrowie" jedynie w powiedzonku gdy nie obejmuje sportu wyczynowego. Przez dwadzieścia lat pracy jako fizjoterapeuta ze specjalnością do urazów sportowych coś o tym wiem.

A teraz najwyższy czas zapytać go, dla kogo "taki jak ja" ma szacunek... Co za ulga! Nareszcie do niego dotarło!

Myślę, że nie tylko "taki jak ja" ma szacunek dla każdego kto potrafi coś dobrze robić. Robić, a nie wytykać błędy.

Jest wiele zawodów dla których mam nie tylko szacunek, ale wdzięczność za to, że istnieją, ale bokserów darzę szczególnym szacunkiem.

Oto młody człowiek, decyduje się by swe dorosłe życie zacząć w ringu. Dobrowolnie, przecież nikt go na siłę tam nie ciągnie. Może wybrać wiele dróg zarabiania na życie, ale wybiera drogę przez mękę. Tylko on wie co go naprawdę "kręci". Tylko on, sam bez pomocy kolegów z zespołu, będzie zdany na walkę, a ta może okazać się dosłownie walką gladiatora. Z WŁASNEJ woli!

Nie ma drugiej dziedziny życia wymagającej tyle dyscypliny i odwagi. Nie ma drugiego zawodu, w którym przeciwnicy wypowiadają się o sobie z takim szacunkiem i tak skromnie.

Nawet prawnicy nie wypowiadają tak logicznych, tak zwięzłych i "w dziesiątkę" zdań jak to robią mistrzowie boku. Nawet gdy mają tylko podstawowe wykształcenie. Bo boks uczy, uczy bezlitośnie i dokładności i logiki. Błazeństwa typu Mahomet Ali to była mieszanka wrodzonej pyszałkowatości i... reklamy, ale to był wyjątek.

Gdy po walce, ociekający krwią bosker zapyta jak mógł wytrzymać rzeczywiście nadludzki wysiłek... często podnosi oczy do góry i odpowiada - Bóg dał...

Prawdziwość takiego zjednania z Bogiem jest o wiele mocniejsza niż dziesiątki w kółko powtarzanych "zdrowasiek".

Tylko dwa słowa - Bóg dał. Wystarczy.