Start arrow Spis felietonów arrow Malowane brunetki...
Malowane brunetki...
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
22.05.2008.

Żeby nie było wątpliwości, że Polki są warte męskich oczu (kulturalnie to nazywając) podaję taką oto, a prawdziwą historię. W czerwcu 1969 płynąłem promem z Belgii do Anglii. Na promie, nie przesadzę gdy powiem, żę połowę pasażerów stanowiły młode dziewczyny. Słyszałem kilka języków, widziałem jak to się w literaturze (taniutkiej...) mawia paletę kolorów człowieka.

Dlaczego o tym? Zaraz, zaraz, będzie. Obok mnie siedziały trzy brunetki, Hiszpanki. Właśnie wtedy pierwszy raz w życiu, chociaż miałem już 29 lat powiedziałem, prawie krzyknąłem - Niech żyją Polki...

Brunetki popatrzyły po sobie, na mnie... Dziwny facet, niby normalny, nawet kulturysta z wyglądu, nie podrywa, a w dodatku mówi do siebie dziwnym językiem. Jedna z nich pomimo to uśmkiechnęła się do mnie, tak coś jakby zachęcająco. Oddałem uśmiech i powiedziałem - Ty, brunetka, nawet nie masz lotu do mojej bursztynowej...

Czy to znaczy, że zawsze wolałem blondynki? Nie, nie wiem jak to jest u Was, panie i panienki, ale ja zawsze wolałem "odkrywać" tereny nieznane. Kulturalnie to nazywając.

Skoro panie i panienki nad Wisłą już wiecie, że jesteście w czołówce peletonu konkurentek ze świata, to mam nadzieję, że następne zdania przyjmiecie przychylnie, a od człowieka, który kocha piękno.

Wy, dyplomowani eksperci od każdej definicji, odczepcie się z pytaniem co to jest piękno. Powiem Wam tylko tyle - Oto widzę coś, kogoś i pysk mi spada szeroko otwarty, oczy też. Wystarczy? Nie? To piszcie więcej, a i profesura będzie.

Pytam Was farbowane brunetki, bez złośliwości pytam, czy nie widzicie siebie w zimny, szary dzień, jeden z tych "nielicznych", bo tylko 300 razy w roku... gdy Wasza naturalna biała, jasna karnacja zmienia się na siną? Do tego (najczęściej) sztywna, czarna farba na głowie, a nawet gdy luźniejsza to i tak matowa, nawet nie jak dobra peruka w teatrze. Wiecie co mi to przypomina? Topielice.

Nawet gdy Bozia dała Wam ciemne oczy i takąż ich oprawę, to ta fabryczna czerń nie pomaga zmienić Was w kogo? No kogo? Kogoś z innej rasy?

Jeszcze w ubiegłym roku widziałem Bułgarki (prawdziwe) stojące przy drogach (a od Gdańska na Toruń szczególnie). Nie wszystkie są naturalnymi brunetkami, ale wszystkie są na czarno, a do tego "egzotyka" pomarańczowego makijażu. One też w zimny dzień, gdy udając "ciepło ramion"...biedaczki są w rzeczywistości sine od wewnątrz, bo las nie daje ciepła. Jest to bardzo smutny widok ludzkiego upokorzenia. Nawet gdy z własnej woli.

Właśnie taki widok przychodzi mi na myśl, gdy stojąc na peronie, konkretnie SKM w Trójmieście, widzę Was farbowane brunetki kurczące się w sobie, bo polski klimat nie pomaga "egzotyce".

Wtedy też myślę o tamtych, bezmózgowcach, głównie kierowców TIRów (ale i osobowe samochody widziałem), którzy za kilka minut "przyjemności" zapłacą również może nawet i HIV-em.

Sorry, że tak bezpośrednio to ujołem, ale nic na to nie poradzę, a nigdy nie byłem "miły Kazio".

Oczywiście, że możecie mnie przestać czytać, ale pytam - czy dotyk Waszych, sztywnych (a nawet gdy nie) "włosów z fabryki" naprawdę podoba się Waszym partnerom? Chyba tak skoro mając naturalny kasztan, ciemny blond lub każdy inny zmieniacie go w smolistą czerń.

Że co ja, jako facet wiem o potrzebie "bycia piękną", prawda? Może to, że nie mieszkam tylko z psem i kotami i z pierwszej, kobiecej ręki coś wiem.

Na pociechę... Nie tylko Wy padacie ofiarami cwaniaków dyktujących modę. Jakiś czas temu latynoski w Stanach Zjednoczonych malowały twarze białą farbą, a na to bordowe placki na policzkach. W kontraście z oliwkową skórą był to gotowy materiał do cyrku, na błazna...

Czy ja przyleciałem do Polski, aby wszystko krytykować? Chyba, aż tak głupi nie jesteś internauto - czytelniku, by tak myśleć!

Mam nadzieję, że nie. Zaskoczę Cię mówiąc, że podpadam nawet gdy coś chwalę w Polsce. Paradoks? Może dla Ciebie, bo tak jak górale w Zakopanym nie widzą gór mając je na codzień przez całe życie, tak Ty wielu spraw nie zrozumiesz. Mianowicie? Oto autentycznie chwalę coś i co słyszę? Że to wcale nie jest tak, a ja się nie znam... Nie pomyślą, że NIE trzeba się na niczym znać by chwalić, nie, MUSZĄ pouczyć obcokrajowca, który udaje, że mówi po Polsku...

To JA krytykuje? Chyba nie ma drugiego narodu, który żyje krytykowaniem, tak, jak to robią Polacy. Ale, ponownie, Ty tego nie widzisz nawet gdy... krytykujesz. Ponownie paradoks? Tym razem tak.

Ostatnio podpadłem mówiąc, że Polska flaga kiedyś nie była białoczerwona, ale biało - amarantowa. Co to takiego? Amarant to kolor coś jak różowy z bordowym, no, możę taki czerwony z odcieniem niebieskiego? Poszukaj.

O ile nie myli mnie pamięć, to właśnie taką flagę przywieźli do Polski legioniści z czasów Wybickiego, autora polskiego hymnu, ale może mylę się. Jednak to amaranty, anie czerwień przeplatały się i w poezji i w literaturze. Ale co podpadłem jako wynarodowiony, który nawet nie wie tak podstawowej rzeczy jak narodowe kolory, to moje.

Usłyszałem przy okazji, że Amerykanie szastają, pomiatają swoją flagą, bo ją nadużywają. Gdy odpowiedziałem, że Polacy powiewają flagą głównie z okazji sportu... podpadłem jeszcze bardziej.

Ale tak jak teraz, przy okazji farbowanych brunetek to chyba nie...

P.S. Dlaczego było tyle dziewczyn na tamtym promie? Nie tylko na tamtym, a płynęły do Anglii, by pracować jako opiekunki do dzieci, pomoce domowe itp.