Start arrow Spis wierszy arrow Polski człowiek roku 2007
Polski człowiek roku 2007
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
06.05.2008.

Pomyłka, bo Człowiek Roku w Polsce 2007.

W jak głebokim dole musi znajdować się i kraj i naród wybierając na swego Człowieka Roku obcokrajowca. Żeby to był wybitny naukowiec, któremu zawdzięcza się zdrowie i życie, żeby wybitny artysta, któremu zawdzięcza się głębię emocji... Przepraszam, błąd, mój błąd, bo emocji dostarczył. Szkoda tylko, że na zasadzie - igrzysk (choć bez chleba)...

Nie ma nic dziwnego w zatrudnianiu obcokrajowców by prowadzili daną dziedzinę sportu w danym kraju. Anglia, pryecie przodująca w piłce nożnej robi to od dziesiątek lat (i bez powodzenia...) teraz ma Włocha by ratować brytyjską piłkę. Cacy i tyle.

Ale czy w Polsce nie było kogoś naprawdę zasługującego na taki zaszczyt? Widocznie nie, a gawiedź ma rację, bo masa się bawi, masa ładuje, masa dziurzy... Tak, ale tam mawiało się lat temu 40 z okładem. Skoro z okładem, to możę potrzebny jest taki przy następnych wyborach człowieka roku, okład na głowy?

Holenderski Leo być może w głębi duszy ciszy się z tego, ale napewno dostarczył Holandii sporo, a wesołych tematów na temat Polski...

Że co mnie to przeszkadza? Nie to, nie to...

Ot, zachciało mi się wrócić by...szukać tu samego siebie. Błąd. Ogromny. Nie wolno szukać tego co zostało na czarno - białej fotografii. Niby wiedziałem o tym, ale to nie jest to samo - wiedzieć, a przekonać się.

Wróciliśmy by szukać nas w Gołubiu Kaszubskim gdzie wrzosy na pół metra wysokie, szukać echa... Nasz Sopot? Kiedyś naprawdę nasz uliczka do plaży (koniec ulicy Chrobrego), alejka przy plaży... To prawda, że wtedy śmierdziało z wydm, bo co wycieczka autokarowa po jod, to konsumowanie wędzonych dorszy, a potem...wydmy jako wychodek. Nie pomagały kolczaste druty na wydmach, bo zawsze było gdzie kucnąć...Ale nam to nie przeszkadzało. A jakie kasztany i liście jesienią i jakie przytulanki...Eh, ty durniu, tego szukałeś? Dziś alejka to promenada dla achów i ochów nowobogackiej Polski. Może tak trzeba, bo dobrze, że bogacka. Tylko... Tylko, że wtedy cieszyły najmniejsze, nawet biedniutkie rzeczy. Oto udało się dostać materiał na garnitur, a z Czechosłowacji podrzucili buty (Bata)... Na Monciaku bywały cytryny, a zawsze cudowne "Kukułki" i "Specjałki" (ulubione Renaty, a wtedy Aszamka) w delikatesach. Jej tata był dłuższy czas dyrektorem sopockich delikatesów, więc jak to wtedy... jak się zna to się ma...(Tata dbał o ludzi i na pogrzeb przyszły setki wdzięcznych ludzi).

Co się stało z radością tamtych dni. Nie mówię o echach mojej. Ludzie mieli czas spotykać się, a imieniny były jak wydarzenie roku. Na stole według dzisiejszych wymagań było biedniutko, ale wtedy to była uczta i radość...

Nie nudzę, że dziś liczą się gadżety, Peżoty i Toyoty, taki czas, żę cieszy radość, bo ma się więcej, więcej niż inni... I tak trzeba - więcej, ale radości jest chyba jednak mniej, a pazerstwa chyba więcej...

Sentymenty? Ty frajerze, niedługo zostanę te w klasykach literatury i te, który sam, a głównie dla siebie napiszesz...

A skoro o sentymentach. Mam go do holenderskiego Leo na tyle aby mu życzyć sukcesu z polską piłką. Niestety, nie wróżę powodzenia. Kiedyś na kresach mawiało się - I w Paryżu nie zrobią z owsa ryżu...

Polska reprezentacja nie wyjdzie z grupy, a nawet jeżeli, to aby przegrać w ćwierćfinałach. Nie może być inaczej. Polscy piłkarze nie potrafią panować nad piłką. Nie wiem czy to wynik szkolenia, w którym "carem i Bogiem" jest gra zespołowa czyli... oddawaj jak najszybciej piłkę koledze, czy po prostu brak umiejętności. Myślę, że jedno i drugie. Zespół, w którym nie ma kilki zawodników, którzy nie boją się przetrzymać piłkę, zrobić kółeczko lub dwa gdy trzeba, widzieć, że w tym czasie kolega wychodzi na idealną pozycję. Bo ja mam na sobie paru przeciwników, taki zespół nie ma szans grając przeciwko zespołom z południa Europy. Że wygrane z Portugalią? Portugalczycy obecnie bez Figo, to mięciutki zespół, wystarczy "wejść w chłopa" i tracą "brylantowość". Nie te numery z Włochami czy Hiszpanami. Kto wygra? Ten kto wygra.

Zespół, który nie ma silnego fizycznie napastnika zdolnego przebić się, często dosłownie, przez obrońców, przytrzymać piłkę, nie ma szans by wygrać. Polacy strzelili fuksiarskie gole NIE wyprowadzone z akcji lecz z przypadku odbicia się od bramkarza lub zaskoczenia go gdy zasłonięty obrońcami.

Nie ma dwójki czy trójki atakujących i grających z obrońcami w tak zwanego "dziada". Nasi zawodnicy nieomal w panice oddają piłkę, niech lecą panicznie oddane piłki na łup obrońców przeciwnika, do którego jest gdy tym zawodnikiem jest ktoś jak Boniek, Lato, Lubański czy Deyna. Dziś takich niema.

Że łatwo jest krytykować, a trudniej coś mądrego doradzić? Bez przesady. Nie trzeba żadnej mądrości tylko treningu, treningu i jeszcze raz treningu, w którym nagradza się graczy potrafiących sie utrzymać przy piłce nawet mająć na sobie paru zawodników. Utrzymać przez kilka minut. Oczywiście, że tak sie nie robi na meczu, ale tak się osiąga opanowanie boiska, zwłaszcza jego środka.

Poza tym, że piłka nożna to obecnie o wiele za dużo opłacany zawód, to również zabawa, bo tak się zaczęła. Zespół, który nie potrafi się bawić piłką nie ma szans wygrać. Jak do tej pory nie widziałem aby Polska reprezentacja potrafia się bawić piłką.

Nawet nie mogę powiedzieć... Panowie, źle się bawicie...

A mistrzostwa Europy już za kilka miesięcy i chciało by się powiedzieć - Miłej zabawy...