Start arrow Wiersze arrow "Patrol Sprawiedliwości" cz.8
"Patrol Sprawiedliwości" cz.8
Oceny: / 1
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
17.03.2019.

BLIŻEJ


-Uzmysłowiłem sobie, że od lat nie miałam urlopu. Jeszcze trochę, a zapomnę, co to jest odpoczynek.

-Ale ciągle pamiętasz?

-Oczywiście.

-To powiedz mi co to jest, bo ja nigdy nie miałem urlopu i żyję...

-To straszne. Tak mówić, to straszne. Może więc coś z tym zrobić?

-Jak na przykład co?

-Jak nie rozmawiać jak ślepy z głuchym... Co?! Wziąć dupy w garść, dodać Piesia i Kiska, i pojechać. Kumpelka chętnie popilnuje mieszkanko. Jeżeli już jechać, to tam, gdzie ciepło, codziennie ciepło. Zawsze chciałem zobaczyć Hiszpanię. Tam nie trzeba iść do muzeum, bo każde miasto jest jak muzeum. Jako architektka chyba się zgodzisz.

-Jako architektka tak, ale wszystko, tylko nie Hiszpania, co pod ręką.

-Odbiło ci?! Nie jestem rasistą, nawet wiem, co to znaczy!

-Tutaj „naprawiasz” chorych na okrucieństwo ludzi, prawda?

W Hiszpanii okrucieństwo jest narodową pasją, folklorem, kulturą. Gdy byłam na czwartym roku, to nasz profesor, a jest autorytetem w dziedzinie architektury śródziemnomorskiej ze specjalnością właśnie Hiszpanii, zorganizował wycieczkę do Hiszpanii. Zwymiotowała, co ja mówię.. rzygnęłam na siedzących niżej na pierwszej i ostatniej korridzie. Tłum wył w zachwycie, gdy najpierw tacy na koniach męczyli byka, kłując go, aż mocno krwawił, a potem taki pajac ubrany jak do kreskówki z fioletową szmatą drażnił byka, aby go zabić, uderzając szpadą w serce.

Publika dostawała orgazmu... A byka? Podobno potem zjedli. Nazywają to corride de toros, czyli walka byków. Jaka walka jakich byków! Człowiek powoli wykrwawia, wycieńcza byka, aby go w końcu zabić.

Polskie łańcuchy dla psów na polskiej wsi to nawet nie mały pikuś. W każdej knajpie, w każdym miejscu mają ten wizerunek byka jako symbol Hiszpanii. Ohyda!

-Ale jednak jakoś zbudowali tyle pięknych pałaców...

-Oni? Bysio... Hiszpanie nic nie zbudowali, bo nawet na północy gdzie mieszkają Baskowie, to właśnie oni są dziedzicami tamtych wieków. Jeden Hiszpan kpił z Polski, że gdy jego kraj miał uniwersytety, to w Polsce ludzie nie potrafili pisać i czytać.

-Dałaś mu w mordę?

-Dałam i dodałam bardzo głośno, a było to na wspólnej, pożegnalnej kolacji, że ten ich uniwersytet w Cordobie założony w 801 nie ma pojedynczej, hiszpańskiej cegły, bo w całości został zbudowany przez Arabów. Fakt, jest najstarszy na świecie i miał takie kierunki, jak medycyna, matematyka, astronomia...

-Jak się dogadywałaś, przecież nie znasz hiszpańskiego.

-Znam na tyle angielski, że mogłam. Profesor, już po powrocie do Polski, nie chcąc, jak to mówią, robić złej krwi, zrobił super ciekawy wykład o wpływie Arabów, konkretnie kalifatu Omayadów w Hiszpanii. Wszystkie wyrazy zaczynające się na al są pochodzenia arabskiego, a jest ich w hiszpańskim masa. Ta część Hiszpanii, najczęściej pokazywana w polskiej telewizji reklamującej wczasy pod palmami – Andaluzja, to w rzeczywistości Al Andaluz, czyli jak to nazwali Arabowie – Ziemia Utracona. Taki zabawki jak sprężynowe noże...

-Nie musisz tłumaczyć. To coś super. Wystarczy przystawić i nacisnąć sprężynę... Nie trzeba uderzyć. Jako szczyl miałem taki.

-Idealny, by przystawić do pleców, z tyłu... Tacy oni są, uderzyć z tyłu...

-Nie możesz tak o całym narodzie. U nas nie brakuje skurwieli i psycholi.

-Masz rację. Pojechałam za daleko, bo aż do miasta Sevilla...

-Hanka, ja poważnie...

-Ja też, i byliśmy w Sevilli, gdzie przewodniczka z dumą pokazywała dom, w którym urodził się niejaki Rodrigo Pachuco Ruiz, twórca sprężynowego noża zwanego sevillana... Nie, Bysio, wszędzie, tylko nie do Hiszpanii. Chcesz Słońce? Chorwacja bliżej. Nawet się dogadasz, prawie jak z Polakiem...

-O kurde... Tak mi zepsułaś Hiszpanię. Cacuś ma przekręt na ich muzykę, szczególnie grę na gitarze.

-Gitara? Nie musisz mówić Cacusiowi, że gitara nie jest hiszpańska...

Hanka, teraz już przeginasz. Rozumiem, że walka byków, bo ja bym nie rzygał, ale trafił do pierdla...

-Teraz ja nie łapię...

-Kiedyś Cacuś powiedział coś takiego – I Hercules dupa, gdy narodu kupa... Chyli jak obskoczy mnie dziesięciu, to nie dam rady. Za tym jedenastym, bo już porozbijałem dziesięciu, ich policja by mnie załatwiła. Ale co z tą gitarą?

-Tak jak całą architekturę i naukę, gitarę Hiszpanie też dostali od Arabów i nazywała się... Al kitar.

-To już nic swego nie mają?

-Mają, i to ile. Mój profesor nazywa to... „duma z niczego”. Są bardzo dumni, a w oryginale sami nazywają to Orgulloso como Gallego... Dumny jak Hiszpan. Profesor zna biegle Hiszpański, wie, co mówi.

Kolega był w lipcu na Mazurach, nad jeziorem. Nie padało! Wyobrażasz sobie! Nie padało i nie było komarów. Woda dwadzieścia parę stopni. Powiedział, że tylko postawić palmę, a było by jak w tropiku.

-Wiesz... Kiedyś, nawet nie pamiętam, jak dawno, w radiu leciało coś takiego i tylko tyle pamiętam...


...„A może nie potrzeba

pod gorące nieba

uparcie wędrować

aż tam

A może na jeziorze

które dobrze znam

ukołysze nas wiatr

taki sam...”

A nawet dodam deszcz przez dwa tygodnie... Nie, szafirowo królowo. Zimna, i deszczu najadłem się do syta w Warszawie. Musi być coś innego i będzie, ale nie musi być już jutro. Czyż twój ojciec nie powiedział, że mamy całe życie przed sobą. Ja dodam, że Piesio jeszcze nie ma roku...

Dzwoni ojciec Hanki...

-Panie Leszku, mam dla pana klienta. Wybroniłem go.

-Skoro musiał go pan bronić, to z czego i dlaczego. Szczerze, jak do pana... Nie lubię takich spraw, ale możemy pogadać.

-Wybroniłem go, a nie było łatwo.

-Skoro musiał go pan bronić, to on nie ochrony potrzebuje, ale nowego początku, prawda?

-Filozof by lepiej nie powiedział. Może ma pan rację.

-Nie zazdroszczę panu pracy. Jak szczerze, to szczerze...

-Są gorsze...

-A brak pracy to ta najgorsza... Mogę wreszcie zapytać adwokata o coś, o czym nie tylko ja myślę w aspekcie pana zawodu. Ma pan bronić skurwiela, wiadomo, że jest winny.

-Każdy, według prawa, zasługuje na obronę...

-Zostawmy prawo. Jak się pan czuje, broniąc skurwiela?

-Pierwsza sprawa, to prawo wyboru. To ja decyduję, kogo będę bronił. Niech to nie zabrzmi patetycznie, ale jedni bronią dla pieniędzy, inni dla prawa.

-Ci drudzy jedzą chleb z cebulką?

-Zdziwiłby się pan. Czy w tym domu podano pany takie danie?... A skoro szczerze... Pan, dając ochronę, nie jest pewny, kogo pan ochrania, ale co...

-Nie kumam.

-Taki dyrektor banku. Nie od dziś wiadomo, że nie ma większych skurwieli niż bankierzy. Politycy? Oczywiście, ale to tylko produkt skurwienia się. Gniazdem żmij, że tak się wyrażę, jest Wall Street. Oczywiście, że pracują tam również przyzwoici ludzie, ale pan może nie wiedzieć co się stało parę lat temu. Taki jeden, a z tych główniejszych bardzo religijny Żyd, nie, nie jestem antysemitą, a wie pan, dlaczego?

-Wierzę, nie musi pan...

-Muszę, bo pan dopiero zaczyna życie. Będąc anty komuś, czemuś, nie mogę mieć pretensji, że ktoś jest anty mnie... Za trudne? Zawsze ktoś się komuś nie podoba, więc jest anty. To kij, który ma dwa końce, a każdy bije równie mocno.

Tak więc tamten gigant miał zaufanie nie tylko klientów, ale swojej, religijnej kongregacji... Jak mu było... Cholera już, nie ta pamięć... Coś jak Murdock, nie ważne. Był powszechnie bardzo szanowanym, jak to się pięknie nazywa, członkiem społeczeństwa. Co się stało? Naciągał na grube miliony właśnie tych, którzy mu najbardziej ufali. Przyjaciół, wierzysz pan? Odbył się proces. Dostał, o ile pamiętam, dożywocie i musiał wypłacić górę odszkodowań...

-Dlaczego mi pan o tym mówi...

-Bo on miał adwokata. Kilku. Najlepszych z nowojorskiej palestry.

-czyli skurwiele bronili skurwiela?

-A motywacją była kasa. Taak... To nie jest łatwy zawód. Ma pan rację, ale z czasem można nauczyć się w nim pływać. Jak do tej pory nie musiałem wchodzić pod prysznic wychodząc z takiej wody...

Zmieniając...

-Kiedy zdecydujemy się powiedzieć... Tak...

-Czyta pan myśli?

-Żadna sztuka. Każdy ojciec chce o to zapytać, prawda?

-Jak na razie żyjemy legalnie, mając kota, a on łapki... Pewien problem jest z psem. Ma przesraną opinię jako pitbul.

-A jaki jest?

-Córeczka kumpelki Hanki, jeździ na nim jak na koniu... Nie wiem, czy zagryzie kogoś, ale na pewno zaliże...

-Więc gdzie problem?

-Właśnie w opinii. Jest coraz więcej walk. Odbywa się to w prosty sposób... Ogolone na łyso byczki w skórach i czarnych beemwuchach jadą na wiochę... Przystawiają spluwę do głowy chłopa i... No, to co, gospodarzu, robimy tutaj walkę?

Robią. Kasę, i to jaką też. Gliny? Mój pracownik, emerytowany porucznik z dochodzeniówki ma opinię o glinach na wsi...

-Tak. Jest takie powiedzenie, że coś idzie jak smród za wojskiem. Kiedy powiedziałem w pracy, że córka ma pitbula, ta nasłuchałem się specjalistów od psiego wychowania i w ogóle w tym temacie. Przebijał się ten, że takie psy biorą ludzie mający kompleks władzy.

-Tak, to byłem ja i moi ludzie. Niech to zostanie tutaj...

-Ta masakra w Wołominie?

-Ta nauka o tym, jak boli... Tak to bym nazwał.

Otrzymałem wiadomość, że kilku kolesi organizuje walki psów. Jasne, że mogłem z tym iść do glin. Żeby co? Pan najlepiej wie, że dostaliśmy „zawiasy” na rok czy dwa i kasę do zapłacenia społeczeństwu, bo tak by sędzina to nazwała. Pojechaliśmy... Trzy psy, pitbul i dwa „worki treningowe” dla niego, uratowane, są już w schronisku, a jeden do adopcji od zaraz. A kolesie? Dobrze, że miejscowy szpital miał dość gipsu na złamania... Ile to trwało? Dziesięć minut? Miejscowe gliny nawet nie zdążyły otworzyć drzwi do radiowozu...

Co pan myśli o zawiasach?

-Wyroki w zawieszeniu mają wiele uzasadnień i również tyle samo błędów. Moim zdaniem rozzuchwalają jak każda kara, która nie jest egzekwowana. To jest spuścizna poprzednich rządów. Kolega, który w palestrze siedzi już pół wieku ma swoją teorię „spiskową”. Uważa, że wyroki w zawieszeniu mają na calu rozbijanie społeczeństwa. Co ja myślę? Wolę nie myśleć, bo i tak nie zmienię.

-Planowaliśmy miejsce na ewentualny urlop. Ja chciałem do Hiszpanii, ale Hanka tak mi obrzydziła Hiszpanów, że nie chcę przypadkowo spotkać jakiegoś w Warszawie...

-Błąd, panie Leszku, błąd, i dziwię się Hance. Kiedyś mawiało się „Kulturalny jak Francuz”, a „Pijany jak Polak”. Chyba to wymyślili Francuzi nie lubiący Polski. Oczywiście, że bzdura. Każdy naród ma sporo gówna. W Hiszpanii nazywa się to corrida. Jeżeli weźmie pan słownik, to słowo corrida oznacza bieg, wyścig... Corrido to zawstydzony, nadmierny, przepełniony. Gdzie tu byki? Nie inaczej niż u tych ogolonych czubków w walkach psów w Polsce.

Najciekawsze, że najwięcej epitetów epitetów Hiszpanom przypięli Anglicy powszechnie uważani za czułych na zwierzęce nieszczęścia... A jak pan nazwie arystokratyczne polowanie na lisa, gdzie na koniach dziesięciu „dżentelmenów” i trzydzieści psów goniących jednego lisa... Tak jak powiedziałem, każdy naród może inne obdzielić swoim gównem...

Czy ogląda pan politykę w telewizji?

-Nie. A powinienem?

-Właściwie to nie. Ma pan na co dzień wystarczająco dowodów na gnój w narodzie. Ale, tak dla ciekawostki... Gdyby do Polski przyleciał kosmita ze znajomością języka polskiego, to by się zakochał w polskich politykach, zwłaszcza, gdy zebrani przy stole dyskutują... Oto jeden i pięknie mówi. Oto drugi i zmienia temat, ale też pięknie mówi. Potem następny o czym innym, a niby o tym samym i też pięknie mówi. Kosmita jest zachwycony każdym...

Dla mnie jest to przedszkole, gdzie... Proszę pani, to on zaczął! Nieprawda! To on mnie pierwszy uderzył! Nie, to on...

Podobnie jest na bazarze, gdzie przekupki wykrzykują, zachwalając swoje towary i również krzyczy ta, która nie ma żadnego towaru, bo może trafi się głupiec, który kupi to, czego ona nie ma...

Ja też podziwiam elokwencję polityków, a przecież w moim zawodzie i elokwencja, i logika są podstawą bycia. Oto polityk, który potrafi zagadać innych. Gdy chcą mu przerwać, to on, że jeszcze tylko jedno zdanie. A to zdanie, to następny wykład. Gdy wreszcie ktoś inny chce dojść do głosu, to on – niech mi pan nie przerywa, ja panu nie przerwałem... Oczywiście, że nie, bo tamten jeszcze nic nie powiedział. Brakuje określenia na coś takiego.

Kiedyś uważano Włochów za najbardziej rozgadany naród, ale oni są raczej rozkrzyczani i głównie w tonacji C-dur... To Polacy są najbardziej rozgadani i prawie zawsze w D-moll...

-Coś o molach? Moja mama miała takie kulki na mole i nigdy moli nie było. A taki jeden dawał taki tekst...


...”Mole dranie

bestje muchy

kręcą się kole szafy

psie juchy

dedete dedete dedete

robactwo na śmierć

zabija!”...


-Nie o molach, ale o tonacji, a molowa to smutna. Polacy lubią na smutno. To taka tradycja umartwiania się, bo może ktoś współczuję?...

-Hanka miała rację...

-Nie wątpię, a w czym?

-Że pan może gadką zajebać...

-Przepraszam... To zawodowy nawyk. Czasem po prostu muszę z siebie coś wyrzucić, a w pracy na to nie ma miejsca. Zresztą, przyda się panu coś więcej niż to, co pan już wie. Wiedza jest jak woda. Trzeba się napić, ale nie można się napić na zapas...

-To się nadaje do książki...

-Może kiedyś przestanę bronić innych i pomyślę o sobie.

Zawsze brakowało czasu. Dla żony, dla córki... Czy nadrobię? Wobec nich już nie, ale mam dopiero 59 lat, jak na Polskę, to podobno sporo, chociaż, ale co tu mówić o chociaż... Wnuków się chyba doczekam?

-Radzę wziąć na wstrzymanie...

-Nie mówi pan za siebie?

-Wolę już nic nie powiedzieć...

Aha... Sprawdziłem tego, co pan mówił, że chce obronę. Powiem wprost: Kto robi w prochach, niech się sam ochrania.

-Uważałem, że jest czysty...

-Ja muszę bardziej uważać, żebym sam nie potrzebował ochrony i dla „Hanki” i dla Hanki... Słyszę, że w Polsce jest coraz lepiej zwykłym ludziom. Może i tak, ale ciągle przybywa takich firm, jak moja. Skoro jest tak dobrze, że dlaczego jest tak źle?

-Wie pan, co to przypomina? Starą zagadkę, co było pierwsze – jajko czy kura...

-A jak pan myśli?

-Ja myślę, że kiedyś, gdy dopiero raczkowałem, to ten kraj nazywał się Polska Ludowa. Czy wszystkim było lepiej, czy może jednakowo? Wiem, że nie było firm ochroniarskich, bo jak mówił mój ojciec, władza ludowa wystarczała. Coś za coś.

-Z tym coś za coś, to może ładnie i pięknie jest w książkach, bo ja wiem, że lepiej nic nie dawać, a wtedy na nic się nie czeka.

-Nie, panie Leszku. Tak też nie można. Trzeba ryzykować, nawet, gdy nie oczekujemy nagrody.

-Zgoda, i nazywa się to – śmierć frajerom...

Niech się pan nie obrazi, gdy powiem, że pan wyrastał w domu.

-To żaden powód, by się obrażać. Nie rozumiem.

-Ja wyrastałem na ulicy. Tylko dzięki matce nie skończyłem na ulicy. Ale wie pan co... Ma pan rację z tym coś za coś... Dzięki ulicy wiem, jak dobrze prowadzić moją firmę, jak dobierać ludzi. To wszystko jest jak jedna całość, lepiej nie umiem powiedzieć.

-Czas, bym to powiedział... Gdy Hanka zaczęła się rozglądać za chłopakami, to marzyłem, aby trafiła na podobnego do mnie. Nie chwaląc się, ale szedłem bez wpadek... Może jako profesor, może ktoś nawet więcej niż ja, a tutaj, w jej życie wszedł pan, z ulicy...

-Znaczy niewypał? Nie ma sprawy...

-Absolutnie nie! Przeciwnie, i jeszcze jeden dowód, że życie jest podobne do kalejdoskopu... Przekręcisz i też było warto...

Dzwoni Cacuś...

-Nie chcę, aby Aśka wiedziała, co robimy...

-Cacuś... Nie da się tak. Ja też nie chciałam wciągać Hanki. Nie dało się. Ale co tym razem...

-Żaliła się, że jej daleka kuzynka wpadła...

-Cacuś... Nie możesz bez wstępu?

-Było cacy zaraz po ślubie, ale potem z faceta wyszedł skurwiel i się wyżywa. Stracił pracę, zaczął pić, resztę możesz dośpiewać. Czy zgłaszała do glin? Wstydzi się. Aśka próbuje to zrozumieć.

-Czyli ani ty, ani ja tylko ktoś z moich ludzi?

-Tak by było najlepiej.

-Nie dla mnie. Ochraniamy za kasę i nie jesteśmy jako firma od problemów rodzinnych. Powiem wprost – nie chcę wpuszczać nikogo z moich ludzi. W Łamanie palców skurwielowi, co bije żonę, bo gdy przyjdzie do takiej akcji, jak za tamtego psa, to mój pracownik będzie miał mnie jak bocian żabę na widelcu.

-Ale Aśka uważa, że ty jesteś największy twardziel i potrafisz pomóc. Męczy mnie z tym od dłuższego czasu.

-Powiem tak... Mogę pogadać ze skurwielem...

-Błąd. To ty mnie uczyłeś, że nie wolno straszyć, dla samego straszenia. Że albo nic nie mówisz, albo robisz, co trzeba.

-Cacuś... Nigdy i nic nie jest jak dwa i dwa, bo czasem wychodzi pięć... Przyznaj się... Gadałeś ze skurwielem?...

-Tak, i to był błąd. Raz, że facet prawie dwa razy taki jak ja, a dwa, że zapytał... No i co pan zrobi... Zakapuje do glin? Żona też potrafi, a tego nie robi. To tak, jakby powiedział – wypierdalaj...

-Taak. Ja mogę odstawić kuzyna tej pani, jeżeli Aśka i ona się zgodzą. Ale wtedy co... Połamię gnoja, to kuzynka Aśki zaakceptuje mnie, że mężowi zrobiłem krzywdę. Ja jestem tylko lewy kuzyn, a oni mają wspólne życie i dziecko w drodze. Kto tu jest ważniejszy...

-No, tak. Nie ma mądrych.

-Może nie ma, ale napierdolić skurwielowi trzeba, tak czy tak. Będzie tak – Jestem kumpel tej pani. Znamy się od lat i poskarżyła się. Co zrobię, ja, przyjaciel czuły na płacz koleżanki? Napierdolę facetowi, nic jej nie mówiąc, bo na pewno by się nie zgodziła. Co osiągniemy? Raz, że skurwiel zrozumie, znaczy się pozna, co to jest ból, a dwa, że usłyszy, że następnym razem nie będzie mógł chodzić.

-Wystarczy raz?

-A tobie by nie wystarczyło? Przychodzi jakiś gigant i daje ci łomot. Grozi, że gdy nie będziesz grzeczny, to nogi połamie. Nie zrozumiałbyś?

-Każdą literkę...

-No i tak zrobimy. Wyłożysz to Aśce. Jeżeli jej kumpela się zgodzi, to działam. Tylko nie mów, że połamię gnoja. Nawet nie mów, że go pobiję. Jestem stary kumpel, jeszcze z dzieciństwa i żal mi koleżanki. Już to widzę... Nie będę musiał dużo mówić... Facet jest podobne, jak ja ze znajomością ulicy... Zrozumie, że nie przyszedłem od księdza... Powinno pomóc.

Bysio się pomylił...

Mąż koleżanki Asi jednak nie był zupełnie z ulicy, bo pan magister tej nauki o kolejności dni tygodnia, czyli socjologii. Do tego o głowę wyższy do Bysia, a to ze startu dawało mu jak trzy do zera...

Bysio usłyszał, że owszem, mogą się napić, ale wtrącać się? Czy wie, gdzie są drzwi, czy może potrzebuje pomocy...

Gdyby tylko sama gadka, ale gigant przytrzymał Bysia za rękę, prowadząc do drzwi. Przeliczył się i najwyraźniej nie miał dobrych stopni z psychologii.

Bysio cieniutkim głosem...

-Tylko niech mnie pan nie bije...

-Bo co... Mamie się poskarżysz? A kopa w dupę i żyletę chcesz?

Wtedy wtrąciła się żona skurwiela, że tak nie wolno,l bo jej kolega chciał dobrze...

-Dobrze, to ja mu zrobię i gigant zamachnął się...

-No i co... No i co...

-Cacuś, znowu z tym no i co... No i gówno, a facet przez jakiś czas łyżki w ręku nie utrzyma. Jeszcze usłyszał, że gdyby podniósł rękę na żonę, to już nigdy wyżej kutasa nie podniesie. Czy zrozumiał? Nie bardzo mógł mówić, ale chyba tak. A co mówiła kumpelka Aśki?

-Że jesteś bardzo mądrym człowiekiem...

-Tego nie wiem, ale wiem, że nic tak nie uczy ludzi jak ból, ten, który czują, rzecz jasna... Facet może ma magistra, ale w kilka minut zaliczył lepsze studia...

Dzwoni ojciec Hanki...

-Zarządzam naradę, nazwijmy naukową... Potrzebuję waszej rady.

-Pan? Jeden z najlepszych adwokatów?

-Właśnie dlatego. Mają być wszyscy.

-To znaczy?

-Wy i Piotrek z Aśką.

Cisza i oczekiwanie. Wreszcie pan Henryk...

-Zanim coś powiecie, wyrazicie jakąś opinię, to proszę o jak to się mówi, głębszy namysł i bez kpin...

-Ooo. To musi być rzeczywiście coś dużego.

-Jest, choć obawiam się, że się nie spełni.

-Żenisz się? Z tą rudą? Ona jest w moim wieku!

-Leszek ci powie, że nie za młoda, prawda?

-W rzeczy samej nie. Nogę ma grubszą od, no wiesz...

-Nic z tych rzeczy. Chcę was ożenić z moim pomysłem...

Na następnym posiedzeniu rady adwokackiej chcę wnieść o ustanowienie kary chłosty zamiast kar pozbawienia wolności. Na pewno wiecie, pamiętacie ze szkoły, że w dawnych wiekach nie było setek więzień i tysięcy więźniów, ale były kary chłosty, w tym publicznej, na środku miasta. Rezultat? Nie było recydywistów. Nikt nie lubi bólu.

-Są masochiści...

-Są, ale to nie oni popełniają przestępstwa przeciwko osobie, wyżywają się na bezbronnych, na zwierzętach, na rodzinie. Co sądzicie?

-Panie Henryku, nawet, jeżeli jakimś cudem, bo tylko tak być może, taka ustawa trafi do sejmu, to padnie. Nie sprzeciwem posłów. Ja bym pierwszy głosował za. Padnie krytyką z Kościoła.

-Piotrek ma rację.

-Oczywiście. Bo, że ubliża godności człowieka, że nie jest etyczna, a przede wszystkim sprzeczna z zasadami religii katolickiej. Czyż od wieków nie jesteśmy wychowywani w... „I odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom”... Nie chcemy się zniżać do poziomu średniowiecza. To będzie najgłośniejsze.

-Może Lenin miał rację, nazywając religię – opium dla narodów...

-Kościół wieki temu zadbał, aby wychować pokolenia pokornych, nie szukających zemsty, lecz wybaczenia... Każdy rolnik wie, że pierwsze umrze z głodu pokorne cielę, czyli ostatnie do cycka...

-Kiedyś miałam kocięta i z czterech przeżyły trzy, bo jeden był pokorny i ostatni do karmienia u mamusi...

-To co?... Niewypał?

-Panie mecenasie. Bicie wychowało męża mojej kumpelki. Ręki na żonie nie podniósł, jak taki jeden dał mu ostry łomot i zagroził, że jeżeli jeszcze raz uderzy żonę, to... Nie będę powtarzała słownictwa...

-Są setki przykładów, że bicie okazało się skuteczniejsze od psychologów, socjologów i kar pozbawienia wolności.

-Jest jeszcze więcej krwawiących serc nad znieważeniem godności metodą bicia sprawcy...

-Ale o godności ofiar ci krwawiący nie są tak głośni!

-No i zaczynamy kręcić się w kółeczku bez wyjścia.

-Czyli co? Klops?

-Czyli, panie Henryku, sprawdzają się tylko te klopsiki w knajpie na Targówku. Najlepsze na świecie. A kasza gryczana do tego...

-Panie Leszku, na pana liczyłem najbardziej.

-Że niby jak. Mam przypucować, że to ja i Piotrek biciem wychowaliśmy wielu skurwieli, zwyrodnialców? Kilku ledwo przeżyło i żaden nie powtórzył skurwysyństwa. To mam zrobić? Da pan rade wybronić mnie? Sąd nie będzie mnie i Piotrka chwalił za wymierzaną sprawiedliwość tylko da „jak za zboże”... Zgadza się pan? No, może się uda panu nie na zawiasy, ale na jakieś parę lat pod celą. Dziękuję. Postoję, cichutko i grzeczniutko, bo to nie ja...

Taki jeden, co ciągnął psa na sznurku uwiązanym do zderzaka swojej ciężarówki na pewno nie ma ani jednej całej kości. Żyje, sprawdziłem i ma ładny wózeczek. Dostał też zapomogę inwalidzką, ale pies, którego ciągnął powoli konał z bólu. To mam powiedzieć? Nawet najbardziej czuła pani psychologiczka mi nie pomoże.

-Mnie wyrzucą z instytutu...

-A ja będę czekała, aż Bysio wyjdzie po ilu? No, po ilu?

-Myślę, że dałbym radę na trzy lata, na maksa.

-Dziękuję, tatusiu. Ja też postoję...

-Gdzie jest ta knajpa z klopsikami?...

-Ale zanim do żarcia... Panie Henryku, gdy byłem dzieckiem, to ksiądz mówił, że Chrystus umarł na krzyżu dla zbawienia ludzkości.

-Bo tak było. Tak zapisali ci, co wtedy żyli.

-Nigdy nie lubiłem geografii i nie miałem dobrych stopni, ale ci, co tak zapisali, mieli gorsze.

-O czym pan mówi...

-Czy oni wiedzieli, że Istnieje Azja, Afryka, obie Ameryki?

-Wtedy? Na pewno nie wiedzieli.

-To dla jakiej ludzkości Chrystus umarł? Dzisiaj tylko w Chinach jest więcej ludzi, którzy wiedzą, że istnieje chrześcijaństwo, ale nie wierzą w Chrystusa, niż wszystkich chrześcijan na świecie razem wziętych. A przecież są Indie, jest muzułmański świat Azji, jest Afryka...

Panie Piotrze... Tego pan nie zgłębi. Nie tylko pan się nad tym zastanawia.

-Wiem, ale tego nie trzeba zgłębiać. Zwykła matematyka. A wynika z niej, że Chrystus umarł tylko dla tych, którzy go otaczali. Czyli garstki ludzi z okolicy, gdzie żył. Bysio by powiedział, że było to frajerstwo i fuszerka... Z całym szacunkiem nie do piszących o Bogu, ale skoro On istnieje, to muszę powiedzieć, że z pewnością cierpi...

-Dlaczego pan tak myśli...

-Męczyli go, wreszcie zamordowali, bo tak chciał jego ojciec dla naszego dobra, i co? Ponad trzy czwarte ludzi na tym świecie nie wierzy w Niego, choć ma szansę. Co będzie z nimi. Nie wszyscy są skurwielami. Większość żyje na obraz i podobieństwo boże, tyle, że swego Boga... Czy wszechmogący Bóg nie mógł tego przewidzieć? Tak zmarnować życie syna...

-Piotruś... Mogę tak?

-Oczywiście.

-Bysio mówił o najlepszych klopsikach w Warszawie. Jedziemy?