Start arrow Spis felietonów arrow "Patrol Sprawiedliwości" cz.4
"Patrol Sprawiedliwości" cz.4
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
17.03.2019.

ZAKŁAD OCZYSZCZANIA MIASTA...


-Bysio, robisz dość kasy?

-Chcesz, to pożyczę...

-Chce pożyczyć trochę siły, no, może więcej niż trochę...

-Odbiło ci? Myślisz o siłowni?!

-Nie, Bysio, nie. Zakładamy Zakład Oczyszczania Miasta...

-Cacuś! Nie wierzę! Zacząłeś ćpać?!

-Dobre uczynki są jak narkotyk...

-Mów normalnie

-Będziemy oczyszczać miasto ze skurwieli, co biją żony i dzieci, z takich, co trzymają psa na łańcuchu nie dłuższym od kutasa, a do tego z takich, co wywożą psa do lasu i przywiązują do drzewa!

-Do tego nie trzeba siły. Od tego są gliny i te dobre panie, co płaczą nad psami...

-Nie, Bysio, nie. To tak nie pracuje. Koleżanka z pracy mieszka w całkiem całkiem kamienicy, a sąsiedzi, że żaden mniej niż beemka nie dojeżdża.

-Więc gdzie tu moja siła? Nie chwytam...

-Chwycisz... Sąsiad Kryśki kawał byka, ma żonę i dzieciaki. Lubi bić... Chwytasz?

-A gliny?

-Żona złożyła skargę. Gliny założyli mu obrączki, prokuratura sprawę, ale żona w ostatniej chwili odwołała. Nawet dedukcja nie pomogła. On, ten skurwiel utrzymuje dom, a w tym chorą na coś z mózgiem córeczkę...

-Ją też bije?!

-Będzie, gdy dziecko podrośnie. Żona ma myśl, że skurwiela zamkną i będzie sama bez grosza, odwołała...

-A on?

-Bije jak bił. To jest plan. Nasz pierwszy... Wiemy, gdzie pracuje, czym jeździ i o której wsiada do swego Merca Sportowego, zauważ, na jedne drzwi, przecież nie będzie woził tych, co bije.

-No, niby zgadza się.

-Jak w jego Roleksie, a ma z białego złota i dookoła kamyczki...

-Za pobicie dadzą mi zawiasy, ale za napad rabunkowy będziesz musiał szukać innego kolesia do tej firmy od oczyszczania.

-W tym rzecz. Nawet nie dotkniesz zegarka, ale skurwiel nie będzie mógł nawet sobie dupy podetrzeć, rozumi?

-Mam zmiękczyć mu rączki?

-W rzeczy samej, Bysio, w rzeczy samej. Kiedy? Jutro masz wolny dzień?

-Mam. Zresztą robota stanęła...

-Jutro, Bysio, jutro...

Bysio, zgarbiony, ciągnął jedną nogę, wydawał się dużo niższy, ot jakiś niedopity, jeszcze z od rana...

Elegancik trochę obrośnięty wieprzową do stu kilo przy metr dziewięćdziesiąt, lekko odepchnął Bysia.

-Masz tu dychę i wypierdalaj, no, dołożyć ci z nogi, bo ręki nie pobrudzę...

Mówi się, że sekunda to szybko i dobrze się mówi...

W sekundzie obaj byli w Mercedesie. Uderzony pod prawy łokieć, elegancik zawył i zamilkł. Bysio systematycznie łamał mu palce rąk. To obudziło miłośnika bicia żony i dzieci.

-Za godzinę, dwie, a tobie połamią. Narwałeś się koleś na zły adres.

-A ten? Zgadza się? No widzisz. Ty lubisz bić i ja lubię bić. Z tą różnicą, że ja biję tych, co lubią bić kobiety i dzieci. Aha? Tak, tak, my nie idziemy do glin. Zamiatamy, ale... Słuchasz dobrze? No!

-O kurwa! Jak to boli! Ty zboczeńcu!

-Zgadza się i o to chodzi, abyś zrozumiał, co to jest ból. To nie koniec.

-Nie?! Ja nawet łyżki nie będę mógł do ręki wziąć!...

-Nie koniec. Bo jeszcze raz dotkniesz żonę i dzieci, to nakarmię rybki w Wiśle...

-Coś pan? Teraz o rybach?!

-Zgadza się. Tobą nakarmię. Masz to jak w tym banku, gdzie dyrektorujesz.

-Panie... Panie, jak panu tam?...

-Zboczeniec, ale o co chodzi?

-Jak ja odjadę?! Ja nie mam rąk? Żeby tak za pierwszym razem?!

-Błąd, skurwielu, błąd. Ja za pierwszym razem takim jak ty wciskam jaja do gardła. Tobie się udało, bo podobno lubisz dziewczynki tylko bić. Jak odjedziesz? Spieszysz się? Widzisz tych kolesi. Tylko czekają, aż ja wyjdę. Oni cię odwiozą...

-No i, no i...

-Cacuś, co ty znowu z tym no i... Pozamiatałem, jak prosiłeś. Detale? Zrobiłem detalicznie każdy paluszek osobno. Facet ani łyżki, ani wacka w ręku nie utrzyma. Będzie szczał pod siebie...

No, Cacuś, wyduś z siebie... Znowu mam kogoś bić?

-To nie takie proste...

-Zaraz, zaraz... Chyba nie tego kmiota, co ciągnął psa za sobą... Uwiązanego do zderzaka...

-Dokładnie to.

-Proste jest, ale możemy zakończyć naszą firmę w pierdlu. Facet mieszka na osiedlu. Każdy każdego zna. Będziemy całkiem obcy i całkiem tępi...

-Powiedziałem, że to nie takie proste.

-Nie musimy już jutro. Daj poszukać dziury, musi jakaś być...

Cacuś, czyli normalnie Piotruś, też nie śpieszył się. Od jakiego czasu męczył go telefonami kolega jeszcze z ogólniaka. Był najlepszy w szkole z polskiego, a polonistka jeszcze przez wiele lat czytała jego wypracowania jako wzór. Ale Czaruś, czyli normalnie Cezary miał problem. Był, jak to się mawia, ładnym chłopcem. Docenił to pewien wychowawca na kolonii, gdy Czaruś był jeszcze sralniakiem w podstawówce.

Wychowawce, w nocy spłoszył kolega śpiący na łóżku obok, ale miłośnik małych kutasików zdążył być w majtkach Czarusia, ale tylko tyle. Gdzie tu telefony kolegi? No właśnie...

Czaruś postanowił być pisarzem. Błąd, jak to mawiają sportowcy, gdy piłkarz się zesmrodzi – czyli... wielbłąd. Więcej niż błąd.

Czaruś nie krył niechęci do homoseksualistów. Nie on jeden i nie w tym rzecz. Spora część społeczeństwa, cicho, bo przyduszona polityczną poprawnością też nie miała sympatii do ślubu Jasia z ze Zdzisiem. Ale, spora część społeczeństwa nie chciała pisać książek...

-Co tym razem...

-Szukam pracy.

-A co z pisaniem? Lubiłem czytać twoje o tym, o tamtym...

-O tym mogę, ale o tamtym nie...

-A jaśniej?

-Powiedziałem takiemu, kogo nazywają pisarzem i pokazują w telewizji, a gówniarz może lat ze dwadzieścia, łysiutki i pulchniutki, że jest ciotą...

-A jest?

-Myślę, że tylko obciąga ważniejszym od niego i dlatego wydają jego książki.

-Nie możemy zmienić tematu? Rzygać mi się chce od tego rodzaju polityki.

-Zmienimy, ale jestem bez grosza.

-Umiesz coś poza pisaniem?

-Przecież wiesz, że nic...

-Czekaj, czekaj... Pewien koleś ma u mnie dług. Pamiętasz Mietka?

-Tego wyszczekanego?

-Tak, tego. Dziś jest takim super hiper adwokatem. Koleś, o którym mówię, przeleciał panienkę co udawała dorosłą, a miała tylko 14 lat. Widziałem ją. Laska na wybieg dla bardzo pełnoletnich. Dlatego koleś się naciął. Mietek zadziałał i koleś wyszedł bez szwanku, nawet bez zawiasów. Teraz jest kimś w telewizji sportowej. Umiesz mówić i pisać? Możesz być dziennikarzem...

-Okej, Cacuś, okej, ale ja chciałbym mieć jakiś zawód, żeby zarobić na chleb. Dziennikarz to nie jest zawód, tylko zajęcie. Tak jak taksówkarz... Wystarczy mieć samochód i prawo jazdy.

Zawód to stolarz, krawiec, lekarz, inżynier. Każdy, kto potrafi coś robić, a nie tylko pisać i mówić...

-Przecież wiesz, że na to jest za późno.

-Wiem, ale mogę zacząć od kreślarza... Macie takich.

-Mamy, Czaruś, ale to są fachowcy, zawodowcy. Nie... Daj mi się przespać. Już coś chyba mam. Odezwij się za parę dni.

Znajomy, którego Mietek wyciągnął ze smrodu, działał w telewizji. Kiedyś powiedział, że gra w szachy... Zaskoczył Cacusia, bo gra w szachy wymagała myślenia, a znajomy nie raz mówił, że od myślenia boli i rośnie głowa, źle, główka nie rośnie...

-No cześć, Piotruś. Bzykasz coś wartego?

-Wiesz, kto bzyka?

-Co ty, Piotruś, spokojnie... Spokojnie, poprawiłem sobie wzrok, to od tamtej pory małolaty... Ale na poważnie...

-Na poważnie, to mam kumpla, co szuka pracy.

-Umie coś?

-Nie.

-Nie mam sprawy, dam go do redakcji sportowej.

-Możesz tak?

-Mówiłem ci, że gram w szachy? Przestawiam, Piotruś, przestawiam pionki.

Głębia, o której Czaruś tyle razy zanudzał Cacusia. Głębia, której pisarz szuka, by dla krytyków literackich uzasadniać sens swego pisania... Ta głębia była płyciej, niż pisarze myśleli, próbując zaskoczyć czymś nowym, tak jakby w słowie pisanym, w jego literach, było jeszcze coś, czego nie widział świat...

Taki dyrektor banku... Tak nie pasował do typowego ojca i męża zwyrodnialca, katującego rodzinę. Nie pił, nie miał kochanek, nie wracał do domu schlany i zarzygany. Pisarze, nie mówiąc o socjologach, którzy pisali doktoraty z kolejności dni tygodnia, a w telewizji jako profesorowie odkrywali o społeczeństwie to, co wie każdy, kto widzi i słyszy... Każda sąsiadka wie o każdej sąsiadce jej „socjologicznych” problemach i potrzebach więcej od profesora socjologi, ale ona nie ukończyła studiów, na które idą najcwańsi i najgłupsi. Ci pierwsi, bo mogą takie studia zaliczyć z przysłowiowym palcem w dupie, a ci drudzy, bo innym studiom nie dadzą rady...

Tymczasem Polska wspięła się na sam szczyt krajów świata z największą ilością tak zwanych wyższych uczelni. Każda krawcowa potrafi uszyć rektorską togę, więc powstały Wyższe Szkoły Nauczania Wyższego... Wyższe Szkoły Socjologii Społecznej (a jest inna?). Spragnieni dyplomów akademickich, tysiącami szli na taki lep, frajerzy, nie wiedząc, że poza papierkiem nie kryje się nic, jedynie setki kilometrów korytarza w pośrednikach pracy...