Start arrow Spis felietonów arrow 15. Marzec 1968? Warto go zobaczyć i z tej strony...
15. Marzec 1968? Warto go zobaczyć i z tej strony...
Oceny: / 1
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
08.04.2008.

Od strony chodnika ulicy Grunwaldzkiej w Gdańsku - Wrzeszczu. Był rok 1968, ale nie będę tu pisał o wywożeniu dyrektorów "na taczkach", lub o antysemityźmie. Takich taczek nie widziałem, nie znałem Zydów, których zmuszono, ZMUSZONO do wyjazdu z Polski. Presja? Jeżeli "presją" była okazja aby pod pozorem wyjazdu do Izraela dostać się do USA to zgoda. Przyjaciel rodziców (właściwie Mamy, bo ojciec, szkoda mówić...) powiedział przy pożegnalnej kolacji u nas w domu..."Czy ja jestem miszugine aby spać z Kałasznikowem pod poduszką, w Izraelu..." Pan Jerzy S. był dyrektorem w Ministerstfie Handlu Zagranicznego. Był rodzinnie związany z panią Izabelą Krzemieniecką od lat naszą letniczką na werandzie. Pani Izabela to był cudowny, kolorowy motyl w wieku... około 80 lat (bo kobieta jest zawsze w wieku około...) Koligacjami młodości i przyjaźni sięgała do legendarnego Petersburskiego. Ubierała się w cygańskie wręcz kolory. Pomimo, że religijnie nie powinna jeść wieprzowiny, to na kolację schaboszczak i wódeczka. Dziś już nie ma takich ludzi.

Towarzysz Gomułka ze względu na żonę Rózę, też nie powinien jeść wieprzowiny i napewno nie był antysemitą chociażby z tego powodu. Pamiętam jak dziś gdy grzmiał, że część młodzieży akademickiej reprezentuje poglądy sprzeczne z interesami Ludowej Ojczyzny, więc ma nadzieję, że ta część opuści Polskę. Tylko tyle...

Izrael w tym czasie był ciągle niezbyt bezpiecznym miejscem pomimo wygranej wojny z sąsiadami, więc wyjazd do Stanów Zjednoczonych był uzasadniony.

Kilka miesięcy potem moja Renatka też opuściła Polskę. Ja musiałem zostać.

Więc był marzec 1968... Może zamiast przeżywać to dziś, na nowo, przytoczę fragment z mojej książki "10:0 dla Zła".

...Ulicą Grunwaldzką w Gdańsku - Wrzeszczu waliły hordy pół pijanych Zomowców bijąc i pałując każdego kto był pod ręką. Stałem na chodniku, palce zaciskały się w bezsilną pięść.

Podskoczył do mnie gruby, pryszczaty Zomowiec i tu muszę dokładnie:

- Co się chuju gapisz?! Mam Ci dołożyć?!


Puste, jak szklane oczy spoconego biciem, spotkały moje oczy. Byłęm zdecydowany na wszystko, ale nie szpanuje tu bohaterstwem ani odwagą. Przeciwnie, jest mi do dziś wstyd, że padły tylko słowa, gdy odpowiedziałem...

- Choć kurwa bliżej, to też poczujesz...


Zabrzmiało to i ordynarnie i może nie najmądrzej, ale w jego języku. Te kilka sekund wystarczyło by typ jakby zgarbił się, odwrócił i odszedł, nie odbiegł.

Obok mnie, o kilka kroków stało kilku facetów w wieku może pod 50-tke. Udawali, że nic nie widzą i nie słyszą, myślę, że trzęśli się ze strachu, ale to byli faceci, a nie dzieci. Podszedłem i powiedziałem...

- Panowie, przecież oni zapałują tamtą dziewczynę! Nie stójmy tak!


Onie też odwrócili się i odeszli. Nie licząc jakiejś kobiety byłem na chodniku sam. Dziewczyna, może studentka krwawiła z twarzy. Rozbite okulary zwisały... Uciekała do bramy, bo gazowe petardy dusiły, wciskały się do oczu. Krzyczała o pomoc i biła pięściami w zamkniętą bramę. Zamknięto ją zanim zdążyła dobiec.

Słyszałem dźwięk zamykanych bram. Bici, kopani gdy upadli, nie mieli gdzie się schronić, bo ich rodacy na ulicy Grunwaldzkiej zamykali bramy...

Sina fala popędziła w dół ulicy, w stronę konsulatów. Ludzie uciekali przed pałami i butami... Nie potrafiłem ruszyć nóg. Jak zahipnotyzowany patrzyłem na zamykane okna, zasuwane firanki...

Stojąca obok kobieta złapała mnie za rękaw krzycząc... - Panie! Panie, co Pan tak stoi!? Oni mogą wrócić!

Mam tylko kilka chwil wstydu, które idą za mną przez życie, nie jest ich dużo, a każda wynika tylko z braku decyzji, że przecież mogłem coś zrobić. Tamta, z chodnika przy ulicy Grunwaldzkiej w Gdańsku - Wrzeszczu jest najcięższą. Przecież mogłem nie stać. Mogłem własnym przykładem pociągnąć za sobą innych, ale ja stałem. Że to trwało chwilę? A czy chwila to nie kawałek życia?

Wtedy przez głowę przeleciała błyskawica myśli... Wyjadę stąd i juz nie wrócę, nie wrócę do kraju zamykanych bram.