Start arrow Spis felietonów arrow BITWA O MONTE CASSINO
BITWA O MONTE CASSINO
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
04.06.2018.

BITWA O MONTE CASSINO

     Odwiedził nas dziwny człowiek. Był zupełnie siwy jak bardzo stary człowiek, ale miał młodą twarz. Jeszcze takiego nie widziałem. To był pan Włodzimierz Czerniawski, znajomy rodziców sprzed wojny. Mama powiedziała, że to jest wzór Polaka i partioty, bardzo szlachetny człowiek. Ojciec dodał, że jest też bardzo głupi i naiwny...

     Był wczesny listopad 1953 i śnieg nie padał, ale ciął po twarzy jak okruchami kamienia. Pan Czerniawski powiedział, że teraz, w Londynie, jest dużo cieplej... To mnie zaciekawiło, abym słuchał.

     Tęsknota za Polską spowodowała, że ten pan wrócił do kraju po latach, najpierw w Armii Andresa i całej trasy od Afryki aż do zakończenia wojny we Włoszech. Potem Londyn...

     Utykał na nogę i podpierał się dziwną laską. Dziwną, bo była czarna jak węgiel i zamiast rączki miała  głowę murzyna.  Jest z hebanu, wyjaśnił, widząc moje zainteresowanie.  Ale nie to było bardziej niż dziwne, bo powiedział, że bitwa o Monte Cassino była największą głupotą Aliantów i największą pomyłką.  To tam został ranny i tam posiwiał w jedną noc, gdy ogień karabinu maszynowego Niemca ukrytego w gruzach przydusił kilku polskich żołnierzy, by leżeli płasko na brzuchach,  a na głowy sypał pył z rozbitych ścian.

     Że mieszkańcy okolicy Cassino powtarzali słowo: perke - dlaczego, po co?  Dlaczego Amerykanie, Anglicy i Polacy burzą piękny i piękny zabytek, bez rezultatu próbując zdobyć kupę gruzów, zamiast zostawić tam Niemców aż głodni sami zejdą bez walki.  Że do Rzymu prowadzi wiele dróg jako że... "Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu" i wystarczy BOKIEM OBEJŚĆ to wzgórze z Niemcami i tak skazanymi na porażkę...

     Głupota, upór i jakaś chora chęć pokazania, że zdobędzie się coś takiego, zabiła tysiące żołnierzy, aż Polacy taką samą głupotą swego dowództwa postanowili udowodnić, że zdobędą tą kupę gruzów...

     Że Amerykańskie oddziały idące drogą przez Anzio, nad morzem, JUŻ BYŁY w Rzymie, gdy ich koledzy, a później Polacy, umierali, zdobywając nic nie znaczące gruzy...

     Że żołnierze między sobą mówili, powtarzając słowa okolicznych mieszkańców - dlaczego, po co... ale pułkownicy, dowodzący, chcieli udowodnić, że Polak potrafi bohatersko umierać...

     Dlaczego ojciec uważał, że pan Włodzimierz jest głupi? Ojciec pił z milicją i UB, więc wiedział, co mówi.  W kilka dni późnije pan Włodzimierz znikł, jakby zapadł się pod ziemię. Tak powiedziała mama...

     Ojciec dodał, że właśnie dokładnie tak, pod ziemię...

     Dla władzy ludowej, tego nikt mi nie musiał tłumaczyć, tacy ludzie jak powracający z Zachodu pan Włodzimierz?  Żołnierz armii wroga", bo kierowanej przez wrogów Polski Ludowej, byli zdrajcami, a dla  zdrajcy karą jest śmierć.

     O bitwie pod Monte Cassino nic nie wiedziałem.  W szkole nic o tym nie mówiono, dopiero wizyta pana Włodzimierza Czerniawskiego odsłoniła mocno zakryty, wyciszony kawałek polskiej historii,  tak tragicznej,  a jeżeli pan Włodzimierz miał racje,  to tak głupio tragicznej.

     Bo rzeczywiście... Gdyby Alianci zostawili ten piękny klasztor i może kilkuset ukrytych w nim Niemców, odeszli, to jaki los czekałby Niemców?  No jaki?... Tak, jak uważali Włosi, mieszkańcy okolicy Cassino, najdalej za kilka miesięcy Niemcy zeszliby z prosząc o chleb. Zeszliby do nowej władzy, samotni, głodni...

     Może pan Włodzimierz miał rację mówiąc, że bitwa o Monte Cassino była największą głupotą Aliantów i największą pomyłką...

     Co z tego,  gdy następnego dnia miała być klasówka z matematyki i głupota Aliantów była niczym przy mojej matematyce.

                                                                                                                             18 czerwca 2018

* Fragment mojej, najnowszej książki,  która ukaże się jesienią 2018  "A działo się to... w Elblągu".