Start arrow Spis felietonów arrow O SZAREJ GODZINIE...
O SZAREJ GODZINIE...
Oceny: / 2
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
06.09.2016.

Życia gdy kolor coraz słabszy... Ręce też, tylko tak jak kiedyś.

Nieprawda ! Nic nie jest tak jak kiedyś, ale i to nie jest najgorsze, tylko pewność, że już nigdy nie będzie.

Kiedy to się zaczyna?  Jak u kogo i mnie o tym. Od tego są ci z dyplomami psychosocjopedagodo logów.... Ja wiem swoje. A zaczęło się gdy pierwszy raz zamiast dokładać " krążki " ciężarów na sztangę, musiałem odjąć.

Już wiedziałem, że nawet, gdy jutro nie będę odejmował, to na pewno nie dołożę.

Aż taki narcyz jestem? Dla wielu tak, bo przecież są ludzie szczęśliwi, że mogą chodzić, że sami wstają z wózka i sami mogą do sraczyka, a ja, że zdejmuję ciężary ze sztangi, bo za ciężkie? Jak komu i co komu szarą godziną...

A wtedy, gdy dziewczyna ustąpiła mi miejsca w autobusie... Kiedyś... ech, co tu o kiedyś gdy dziś i siwo i szaro. Że zdrowie?  Inni nawet tego nie mają? Tak, ale, cholera, znowu to kiedyś... taka dziewczyna poszła by ze mną daleko od autobusu...

Mam wspaniałą partnerkę i cudem jakimś czas się do niej nie dobrał ze swoimi zębami.

Czy Ona też ma szare godziny?  Nie chcę pytać, bo dwie szarości to już czerń...

A tak naprawdę to ta szarość wydobywa kolory... Jak? A bo ja wiem, ale same przychodzą, przecież nie zapraszam, czy rzeczywiście? A może to ja bronię się bo przecież kiedyś... mogłem. To smutne słowo-mogłem... Czy trzeba tłumaczyć? Czy sztanga wierny przyjaciel od 50-ciu lat nie wytłumaczyła mi?

Czy potrafię zrozumieć sens powiedzenia, że mniej znaczy więcej? Jak? Skoro, a wcale nie kiedyś, na sztandze miałem ponad 100 kg, i to teraz gdy jest mniej, ale lżej? ... Czy to nie jest jak więcej? Lżę... Zgoda, że to jak odwrót, ale czy to znaczy, że przegrywam? Kto to zrozumie i czy trzeba, jak to mówi, cholera wie dlaczego nazwany-prosty naród, muszę dostać w dupę by docenić ręce, nogi i lżejszą sztangę? A przecież już poznałem co to jest szpitali cudowne ręce kardiochirurga z obietnicą nowego życia. To powinno mi kolorami zakryć szarość...

Czy dlatego, że zawsze wolałem łykać a nie jeść, dławić się zachłannie a nie rozsmakowywać.. Że zawsze było jak ostatni raz, jakby na zapas i tak było we wszystkim...

Było, ty... Było, a dla wielu już nie ma. Odeszli, z którymi jakby wczoraj tak, że było słychać słowa ze szkolnego korytarza... Odeszli.

Każde... " szczęśliwego nowego roku " to jeszcze jedno i jeszcze jedno odejście.

A mój kalendarz?  Kartki trzymają się. Nic dziwnego, każdego roku moja Renata przynosi następny, nowy oczywiście i nie ma w nim szarości. Może więc zamiast żyć o szarej godzinie, powinienem patrzeć w kolory nowego kalendarza?

A gdy "krążków " na sztandze będzie coraz mniej... napisać książkę o szarej godzinie?

Przecież nawet nie znam mojego miejsca, którego nie ma na żadnej mapie i z którego się nie wraca, więc po co przyśpieszać..

 Szary dzień 2016 

P. S. Banalny?

Zaczekaj do swojej szarej godziny...