Start arrow Spis felietonów arrow PREZYDENCKIE WYBORY W USA
PREZYDENCKIE WYBORY W USA
Oceny: / 2
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
23.05.2016.

Pierwszy raz zdecydowałem zagłosować w wyborach na prezydenta USA jesienią 1980 Dlaczego ? Może raczej dzięki komu..
Moi amerykańscy znajomi przekonali mnie, że jest to mój obywatelski obowiązek i temu tam patriotyczne sprawy. A, że znajomi mieli republikańskie przekonania więc zagłosowałem republikańsko i tak głosuję do dziś.

Nijaki Piotr Kraśko zajął się oceną amerykańskiego kandydata z ramienia republikanów...
Towarzyszu Kraśko... Zajmijcie się kimś kto wam ideowo i politycznie jak brat, a takim jest towarzysz Aleksander Kwaśniewski. Amerykanom zostawcie ocenę Amerykanów.

O to jak w "demagogicznym skrócie" głosują Amerykanie... Oczywiście, że wyjątek potwierdza regułę  .Na demokratów głosują:   Żydzi, Murzyni, Polacy, część Meksykanów i liberałowie oraz hipisi każdego sortu i religii.

Na republikanów głosują: Kubańczycy, Włosi, część Latynosów, Chińczycy i (orientalni ogólnie) oraz mieszkańcy małych miast, prowincja i farmerzy.

Jak będzie w tym roku? Maluczko, maluczko, a ujrzymy... Jakim prezydentem jest Obama? Nijakim.
Że to za ogólnie. Zgoda. W czasie kompani wyborczej obiecywał, że zlikwiduje amerykańskie więzienia w Guantanamo na Kubie. Nie zrobił tego do dziś, a mija 8 lat.
Obiecał, że gdy zostanie prezydentem to zakończy wojnę w Afganistanie.
Nie tylko, że tego nie zrobił, to w kilka miesięcy już jako prezydent wysłał do Afganistanu dodatkowo 30 tysięcy żołnierzy...

A jako człowiek? Na to może odpowiedzieć ktoś, kto go osobiście zna.
Ja mogę "ocenić" na podstawie tego co widzę w TV. Uważam, że prezydent Obama jest wrażliwym, szybko wzruszającym się człowiekiem i ma dobry serdeczny uśmiech, a to jest bardzo ważne. No i...dobrze gra w koszykówkę, a to, przynajmniej dla mnie jest bardzo, bardzo ważne. Co ja o tym wiem?

Przy 35 /i więcej /stopniach w cieniu, latami grałem w miejskiej lidze w Tucson, gdzie do tej pory mawia się..."Kaz's hook". Latem w przerwie NBA, czasem grali z nami absolwenci Uniwersytetu w Tucson tacy /sorry, takie gwiazdy/ jak Andre Igoudala, Jason,"Jet" Tery, Richard Jefersson i inni.

Wartość słów Billa Clintona jest dokładnie taka sama jak jego prawdomówność.
Jako prezydent KŁAMAŁ POD PRZYSIĘGĄ, w tak zwanej  seksualnej aferze.
KŁAMAŁ przed Kongresem i Senatem. Kłamał przed milionami telewidzów.
Że co? Że nijaka Monika Liwiński /stażystka w Białym Domu/ nie była jego kochanką.
Tak zwane "obciąganie loda" to nie jest seks?

A Clintonowa? Do tej pory nie rozliczyła się z milionowych przekrętów w Little Rock /Arkansas/. Kłamała  równie gładko jak jej mąż Billy Clinton. Określenie - hipokryta pasuje do tego Billa jak rękawiczki do rąk.

Ciekawe gdzie skończyłby ktoś na przykład we Francji, gdyby nadawał na swój kraj namawiając inne kraje by ukarały Francję? W kiciu? Może nie aż tak, ale nie jako... przewodniczący opozycyjnej partii jak to się ma... /a dobrze, syto i bezpiecznie się ma/ o nazwie Grzegorz Schetyna.

Polski Rządzie... pokaż, że masz jaja. Choć raz... Aż, habko patrzeć i słuchać, jak mawia mój ukraiński znajomy.

 

                                        17 Maja 2016