Start arrow Spis felietonów arrow 9. Weź durnia...
9. Weź durnia...
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
06.03.2008.

W starej kuchni polskiej przepis na jadło zaczynał się od: weź wołu...

W nowoczesnym świecie jedną z podstawowych zasad likwidowania indywidualnych zalet, talentów, ba, nawet państwowości i charakterów narodowych jest metoda: Weź durnia.

Właśnie w latach starożytnych, gdy Polska nie musiała przepraszać sąsiadów, że żyje i mówi oraz myśli tak jak chce, tak zaczynano jadłospis i nie obawiano się zasady o durniu.

Zostawiam sprawy polityczne, bo te są jak prostytucja, a ten rodzaj uciechy nigdy mnie nie podniecał. Pozostanę przy sprawach nazwijmy to kultury i sztuki. Co to znaczy - weź durnia? Siły większe niż Ty internauto i ja razem wzięci, a razy tysiąc biorą człowieka bez charakteru, z kręgosłupem giętkim jak trzcina na wietrze. Robią z niego najwyższy autorytet w dziedzinie muzyki, literatury, czyli jak to się umownie nazywa - sztuki. Desygnują go w mediach, przyzwyczajają i czytelników i telewidzów jak do wyroczni ostatecznej. A wiadomo - jeżeli coś jest w telewizji, to znaczy, że jest ważne... Czy to znaczy, że dziś, gazety czytają głównie Ci, którzy je piszą i tylko wtedy, gdy coś jest o nich? Oczywiście, że nie tylko, bo nie wszyscy są tenorami w operze...

Mając takiego durnia Siły (a przez duże S) mogą gasić jedne gwiazdy i zapalać inne gdyż dureń swoimi, przepraszam, podanymi mu recenzjami, będzie decydował, kto jest kto i kropka.

Ciągnący za sznureczki od rąk i ust durnia w ten sposób będą mogli eliminować rzecz dla nich najgroźniejszą - indywidualne talenty, rzeczywiście wybitnie uzdolnione ale oporne mentalności posłusznego stada.

Jednostka jak wiemy jest (i była) odpowiedzialna za WSZYSTKIE wielkie zmiany w historii człowieka. To nie społeczeństwa, ale jednostki silne awanurnicznym ryzykiem odkrywały nowe kontynenty, dokonywały podboje lub były twórcami wynalazków. To nie zespół naukowców wynalazł żarówkę lub telefon, prawda.? Jednostka jest, więc niebezpieczna dla pociągających za sznureczki durnia. To on ma promować, tworzyć stada towarzystw wzajemnej adoracji miernoty i beztalencia. Takie nikomu nie grozi i prowadzi do ostatecznego zdołowania sztuki każdego rodzaju. Zerówka zniszczy każdego, kto zechce swym talentem być ponad miernotę. Należy jednak stworzyć zerówkę.

Siły są na dobrej drodze i już mają ogromne sukcesy. Do nich należy abnegacja, by nie powiedzieć - chamstwo tak zwanych artystów kabaretowo - estradowo - śpiewających. Podarte dżinsy, przydeptane adidasy, sprane podkoszulki pod byle marynarkę. Publiczność widzi, że idol to niechluj, nieogolony, niedoprany i myśli... aha, tak widocznie trzeba, to jest na topie...

Ale nie tylko taka forma lekceważenia publiczności jest metodą przyzwyczajania jej, ba, społeczeństwa do miernoty, do zerówki wykonań.

Oto przykład już, powtarzam już tak wyhodowanej publiczności:
Do programu, "Jaka to melodia", w którym występują trzy panie o doskonałych głosach i paru panów o równie, a naprawdę wspaniałych i nieomal idealnych akcentach, gdy śpiewają w obcych językach, zaproszono szczuropodobną kreaturę siwą w kolorze i rozczochraną udającą śpiew i grę na gitarze. O ile pamiętam to coś nazywa się jakoś "Kilerowato"? W czym rzecz? W tym, że kreatura zaprezentowała nawet mniej niż miernotę, a dostała większe brawa niż prawdziwe głosy i talenty z zespołu, "Jaka to melodia". Dlaczego? Społeczeństwo już jest przyzwyczajone do czegoś takiego, a gdy to widzi w telewizji, to znaczy, że to jest dobre, że ma odpowiednią rangę.

Tego typu miernoty jest obecnie dużo w "maratonach dowcipnisiów" lub "moralnych niepokojów" i temu podobnych.

Za moich, dziś nazywanych prehistorycznymi, czasów, panowała zasada: Nie potrafisz? Nie pchaj się na afisz. Byłe nie do pomyślenia, aby wykonawca zlekceważył publiczność chamstwem niechlujstwa w ubiorze i beztalenciem wykonania. Że idealizuję to "dawniej" być może, co nie zmienia stanu rzeczy.

Że trafiały się chałtury? Oczywiście, bo każdy chciał dorobić, ale to nie była reguła ze sceny czy z estrady. Dziś chałtura to reguła. Czyli bardzo demokratycznie równać do jednego poziomu. Skoro Ci na scenie potrafią nie więcej niż Ci na widowni? Prawda? Czyli pięknie jest i nawet ładnie, a zaczęło się to na wschód od Polski już w 1917 roku. Czym? Zwalczaniem talentów wybijających się ponad masy, a poezja "rewolucjonistów" ujęła to w taki oto wierszyk:

"...Jednostka zerem jednostka bzdurą
jednostki głosik cieńszy od pisku
do kogo dojdzie najwyżej do żony
i to, gdy ta nachyli się nisko..."


No proszę, a miałem politykę zostawić na boku. Nie da się...

Jest jednak jakaś nadzieja w walce z zalewającą nas chałturą podniesioną do rangi sztuki i tą nadzieją jest głos doskonałego aktora i człowieka z klasą, a do tego jednego z najlogiczniej wypowiadających się ludzi, jakich słyszałem. Jest nim pan Marek Kondrat. Narazie jest to pojedyńczy głos, ale liczę na więcej. Liczę, że inni, zawodowi aktorzy dołączą. Są przecież mistrzami olimpijskimi sześć dni w tygodniu, a nie raz na cztery lata, lub raz w życiu... Mogę jedynie domyślać się, co czują widząc "zawodową amatorszczyznę regularnych chałtur" serwowaną do i na najprymitywniejsze gusta.

Cudowny głos pana Ładysza, liryczny w piosence i ogromny w operze kiedyś był wzorem dla każdego, kto śpiewał. Oczywiście, że piosenkarz nie musi mieć, ani bel canto ani górnego, G, ale musi NIE fałszować i trzymać, (ale nie "drutem") linię melodyczną. Dziś? Dziś nic nie musi, bo ma sprzęt i takie wzmacniacze, że i tak nic nie słychać...

Może kiedyś tak modne, a rodem z "rewolucyjnych", kabaretów studenckich melodeklamacje jako "piosenki" przestaną być nazywane śpiewaniem, ale jest to kwestia gustu i powiedzmy, że stylu, zgadzam się.

Może też znajdą się równie mocne siły jak te od sznureczków, by obudzić społeczeństwo z letargu, w jaki wpuścili go ciągnący za sznureczki Durnia i miernoty.