Start arrow Spis felietonów arrow TANGO MEGO ŻYCIA
TANGO MEGO ŻYCIA
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
31.12.2011.

TANGO MEGO ŻYCIA

Tango NIE powstało w Argentynie.

Ale zanim gdzie i jak, to ciut o mnie. Nie podoba się? Nie czytaj.

La Cumparsita to tango mego życia. Patetyczne? Jak komu. Dlaczego La Cumparsita? A czy tęcza jest piękna?...

Podobno mam słuch, absolutny /sprawdzano/, ale poczucie rytmu jak u słonia. A jednak dziś, powtarzam dziś czyli w dorosłym życiu kocham tańczyć tango /nawet gdy udaję, że umiem.../

Że co z tym dziś i teraz? Kiedyś, gdy szkolne potańcówki były prawie obowiązkowe, dla mnie były zmorą... Ja, taki sportowiec, podrywacz i podobno przystojniak, a siedzę i pocę się ze strachu, bo jakaś koleżanka może mnie poprosić do tańca. Bestie wiedziały o moim strachu, wyciągały na środek i był pełny obolach.

Ale gdzie i kiedy powstało tango. Jak z wieloma nazwijmy to folklorikami początki nie są znane, lecz już w XVI wieku w hiszpańskiej Andaluzji, gdzie mieszka najwięcej Cyganów /mieszkało wtedy/ istniało tango, a wyraz ten oznaczał w języku andaluzyjskich Cyganów noc tańca, śpiewu, miłości...

Tango, jako słowo było daleko spokrewnione ze staro hinduskim dangu, czyli cieszyć się, pląsać...

Około końca XVIII wieku hiszpańscy marynarze zabrali ten cygański taniec na Kubę do Hawany. Przyjął się w portowych tawernach, jako Habanera del tango.

U schyłku wojny hiszpańsko kubańskiej, wiec w końcu XIX wieku, kuba­ńscy marynarze zawieźli Habanera del tango do Buenos Aires w Argentynie. Tutaj też tańczono go głównie w portowych knajpach, a bardzo mało przypo­minał dzisiejsze tango. Dopiero niejaki Rigoberto Melendez /podobno z kubańskich korzeni, nowobogacki, wprowadził tango na salony w portowej La Boca, a potem w innej dzielnicy, El Tigre.

Habanera del tango była grana na Kubie głównie gitarami, ale w Buenos Aires „chwycił” ją mały akordeon-badonion.

To tyle z historycznego nudzenia.

Był rok 1977, Renata i ja już siedem lat mieszkaliśmy w Nowym Yorku.

Jak było tak było w początkach i nie o tym. Fakt, przez trzy lata jadłem kurze udka odgrzewane w piekarniku, Renatka kelnerowała i studiowała i było... Ech... Gdy się wtedy miało „tyle” lat, to czy mogło być źle?...

Zbieraliśmy pieniądze by uzbierać taką górę, z której wierzchołka można było zobaczyć Amerykę Południowa. To było marzenie  włóczęgi na kilka miesięcy. Wreszcie lot do Rio...

Wiedziałem, że będziemy w Argentynie i że zaśpiewam La Cumparsite. Znałem polskie słowa /klasyk/, ale nigdzie nie mogłem znaleźć hiszpańskich, więc napisałem własne, tylko refren /tak, już znałem hiszpański/.

 

...Tango de mi vida

tu ritmo tan querido

con tantas ilusiones

tango de un partido

que nunca volvere

 

Palabras con pasiones

Palabras con mentiras

y heridos corazones

mi tango de querer*

 

18 listopada 1977 w portowej knajpie dzielnicy La Boca zaskoczyłem kwartet grający tanga... Zaśpiewałem z nim. Nogi były mięciutkie, ale głos pewny. To było warte całej Argentyny....

A dziś? Dla Portenios i Papusas dźwięk tanga znaczy tylko to, że warto żyć. Dla mnie też

La Cumparsita, tango de mi vida, tango mego życia...

 

18 listopada 2011