Start arrow Spis felietonów arrow POLSKI... ANGIELSKI?...
POLSKI... ANGIELSKI?...
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
03.03.2010.

Nie wiem czy zwyczajnym niechlujstwem językowym, czy zwyczajną głupotą i równie zwyczajną pewnością siebie mogę nazwać kaleczenie języka angielskiego przez sprawozdawcę, polskiej telewizji „specjalisty” od angielskiej piłki nożnej, a może to zawiera się w powiedzeniu, że gdy Polacy nie

wiedzą, to i tak wiedzą lepiej? ...

Nie powiem, że dupek, bo nie wypada ,;ale sprawozdawca ten słyszał (ja też z telewizora) na stadionie w Londynie, że właśnie na boisko wejdzie Aszli (fonetyczne) Young, a on od lat tak samo w swoim "angielskim" nazywa tego piłkarza.. Eszli Jong...

Olimpiada w Vancouver i zapowiadany jest (lub wymieniany w czasie meczu) kanadyjski zawodnik o nazwisku Nash (jako fonetycznie Nasz) ale polski sprawozdawca nazywa go ... Nesz. Czy jest to uczenie Anglików i Kanadyjczyków języka angielskiego bo...Polacy i tak wiedza lepiej?...

Współczesna Polska "bombardowana" jest językiem angielskim w co drugiej reklamie lecą anglojęzyczne filmy, widzi się takież napisy, a jednak ja słyszę nie POPRAWNE kat (fon.) czyli kot, ale ket, nie blak (fon.) ale blek, nie akszen (fon.), lecz ekszen... Można to mnożyć bardzo długo.

Rozumiem, gdybym to ja poprawiał taki angielski to usłyszałbym (a słyszałem, oj, słyszałem...), że co ja tam wiem, bo w tej Ameryce pracowałem w Chicagowie u Polaków, prawda? a prawda jest taka, że przez 35 lat życia i pracy w USA nawet przez jeden dzień nie pracowałem „u”, lub dla Polaków, więc jakoś musiałem porozumiewać się po angielsku, a nawet uczyć Amerykanów prawidłowej mechaniki ciała i tak zwanej ergonomii, w mowie, piśmie i wykładach z pacjentami i klientami. Dość szpanowania.

Ponownie: Współczesna Polska to nie miejsce, gdzie język angielski jest wręcz zakazaną egzotyką, jak to miało miejsce w czasach mojej młodości w Polsce Ludowej. Wtedy na plaży w Sopocie (gdzie mieszkałem) słyszało się „angielski” specjalnej grupy ludzi i tych co dawali lojalki do podpisu i tych, którzy decydowali o tych co dawali... Rozwalało się toto (a łaskawie, bo tylko na polskim piasku) i angliczyło, szpanowało czymś jak... godmorning oraz hawaju? (czasem hawarju) .Dziś uczy się angielskiego nawet w przedszkolach. Kiedyś, gdy w przystępie (nie nazwę) dawałem za frajer korepetycje z angielskiego, tu gdzie teraz mieszkam, w „nie bardzo podłym mieście” (co za idiota tak określił Betlejem?!), na „przedmieściach” Trójmiasta, słyszałem właśnie te kety, kesze, nesze i bleki... a przecież młodzi ludzie uczyli się angielskiego w szkole,fa ja dawałem jedynie konwersacją.

Czy powyższe jest ważne? Wszystko jest ważne, bo tworzy układankę o nazwie...życie. 

A skoro o życiu w klimacie... globalnego ocieplenia. Z pełnym szacunkiem do każdego kto robiąc z ludzi durni robi duża kasę, tytuły naukowe, konferencje o globalnym ociepleniu, nawet dostaje Noble, jak ten nieudacznik kiedyś w roli wiceprezydenta USA, dziś Noblista od ociepleń...

Robienie pieniędzy i wiara w Boga, to jedne z podstawowych obowiązków człowieka... Robienie z kogoś durnia przy okazji to już przyjemność...

Zgodnie z globalnym ociepleniem mamy w Polsce wyjątkowo NIE ciepłą i podobno długą zimę, ale to normalka, bo w Polsce, prawda? Proszę zapytać mieszkańców wyspy Korsyka (morze Śródziemne, palmy, średnia stycznia plus 14 stopni), Barcelony, Rzymu, Południa, TAK! Południa Hiszpanii zasypanach śniegiem (w Rzymie było 30 cm) co myślą o globalnym ociepleniu... a polskie minus 15 w nocy w połowie marca to mały pikuś?

To tak na marginesie, a z szacunku dla cwaniaków robiących, duże pieniądze na takich durniach jak ja i ty internauto.

Nie na marginesie jest sprawa... Boga. Czy gdyby on, a przecież wszechwiedzący.. pomyślał zanim zszedł na Ziemią ile zła, ohydnych morderstw, ile nienawiści, ba, ile milionów ludzi zginęło w imieniu... Boga, to czy nie pozostałby tam gdzieś... Od wieków całe kontynenty były zdobywane i mordowane, bo ich mieszkańcy wierzyli w innego Boga. Za samą wiarę w Boga towarzysze rodzaju Stalina i stalinopodobni wymordowali ponad 30 milionów ludzi, a w tym mego brata na Syberii.

Afryka to miejsce gdzie wyznawcy jednego Boga siekierami, maczetami właśnie w tych dniach zamordowali ponad 500 osób wierzących w innego Boga. a przecież i jedni i drudzy wierzą wiernie, co nie znaczy, że ich Bóg nakazuje mordować. Zgoda, oczywiście, że nie, ale sama obecność kogoś kto nie kiwa się jak automat nad stołem czy książka, nie rozkłada obu dłoni patrząc w nie, lub nie robi znaku krzyża, wystarcza aby mu poderżnąć gardło. Czyż NIE w imię Boga?... a przepraszam, w imię kogo? „Przyjaźni między narodami miłującymi pokój i braterstwo klasy robotniczej"?... Właśnie to w  czasie takich haseł tylko w radzieckiej Kołymie, gdzie więźniowie wydobywali złoto, każdy gram tego złota ważył tyle, co gram krwi więźniów skazanych na śmierć przez pracę. Więźniów tak genialnie ogłupionych niezrównaną radziecka metoda ogłupiania, że pisali listy do... Stalina, aby ulżył ich losowi... Za co umierało wielu z nich? Za wiarę w Boga...

No proszę, nie wytrzymał, znowu musiał wyskoczyć z Syberią... Skoro Polska domaga się od Niemiec odszkodowań za zbrodnie hitleryzmu, wiec jak go zwał, tak go zwał – niemieckie, to może pan, panie Tusk znajdzie w sobie coś więcej niż emocje piłkarskie i odważy się powiedzieć towarzyszowi Putinowi (może być z pomocą towarzyszy z SLD), aby i on zapłacił za zbrodnie jego poprzedników, prawda? Więc gdzie tu jest moje “wyskakiwanie” z Syberią (na litość boską i ludzką!)?

Co nie znaczy, że powinniśmy uczyć Angielskiego Anglików...