Start arrow Spis felietonów arrow 6. Znajomość języków obcych w reklamach...
6. Znajomość języków obcych w reklamach...
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
14.02.2008.

Nie tylko języków bo tak zwanych zwyczajów kulturowych też.

Oto jakimi niewypałami okazały się dwie reklamy w Stanach Zjednoczonych. Spokojnie, o Polsce też będzie...

Jak wiemy ludzie nie mają ogonów co nie znaczy, że bardzo ludzkopodobnej postaci Playboyowego króliczka przeszkadza króciutki, figlarny ogonek. Figlarny? Francuzkie linie lotnicze Air France przekonały się o konieczności rozeznania rynku w aspekcie zwyczajów nazwijmy - kulturowych...

Bardzo seksowne laski w bikini, na plaży, pod kokosowymi palmami tak oto reklamowały Amerykanom na Tahiti i Bora - Bora. Seksowna panienka (pokazana w drugim ujęciu na tle samolotu Air France), na słodkim uśmieszku mówiła:... Dla Was będziemy ruszali nasze ogony (We will move our tails for you...). Ogony samolotów oczywiście. Nie tak oczywiście dla Amerykanów, którym miło jest gdy tak mówi do nich płeć przeciwna... Francuzi byli zaszokowani, że Amerykanie zaledwie po kilku dniach zdjęli reklamę. Protestowały tylko feministki i trochę gospodyń domowych, ale wystarczyło.

Kolejnym niewypałem była reklama samochodu marki Chevroleta - Nova. Był to tani, mocny, prosty w obsłudze wóz z jak na tamte lata (70-te) małym silnikiem. Ciut przypominał sylwetką starego Mercedesa, ale miał nie do przyjęcia nazwę dla Latynosów. Amerykanie w najlepszej intencji ulokowali góry dolarów w jego reklamę i taśmy produkcyjne w Meksyku i Ameryce Środkowej. Samochód okazał się zupełną klapą. Nazwa... Latynosi czytają Nova jako coś co nie idzie, nie rusza się - no va... Nikt nie chciał samochodu, który się nie rusza.

Mniejszą klapą choć niemniej jednak. byłą reklama środka przeciwko karaluchom, którego nazwa ( w tłumaczeniu) głosiła, że środek skutecznie zabija martwe karaluchy. Był to oczywiście szyk przestawny, ale nie dla ogromnej "niegramatnoj" ilości Amerykanów kupowanie czegoś co zabija już martwe karaluchy nie miało sensu (dla humorystów ogromny).

Jestem pewny, że na całym świecie niewłaściwy zestwa słów nie pomaga reklamom, ale dziś o reklamach w... Polsce. Pierwsza, to reklamówki w postaci toreb plastykowych z napisem Eurokos. Domyślam się, że firma zajmująca się w jakiś sposób kosmetykami.

Nie daj Panie aby taka torebka znalazła się w ręku polskiego turysty, a gorzej - turystyki na wycieczce do Egiptu. Słowo - kos w arabskim slangu tego kraju oznacza żeński narząd płciowy, dokładnie i bez dwóch zdań (a nie mówię tu o biuście...). Czyli torebka reklamuje... europejską ..., kulturalnie wyjaśniając małolatom...

W lżejszych rewirach porusza się reklama środka piorąco - czyszczącego Ariel. Reklamowany jako idealny do czyszczenia, wybielania na przykład damskich osobistych... to może i to mocno ruszyć ortodoksyjnego Żyda. Ariel to lew boży... Lew Jakuba i ABrahama, wierny strażnik i obrońca. Ale... skoro daje sobie radę z diabłem, to niby dlaczego nie z brudnymi majtkami? Nie dla znających hebrajski i odpowiednio pobożnych Żydów.

Że to są małe bobkis (kulturalnie mówiąc, czyli drobiazgi), a ja nie mam co robić i szukam dziury w całym? Nawet, gdy to o mnie jest prawdą, to powyższe niewypały, te amerykańskie z samochodem Nova, nie były drobiazgami. Kosztowały miliony dolarów wyrzuconych na "złom".

O konieczności właściwego nazywania czegokolwiek gdy jest się w obcym kraju a dobrze nie zna się języka pisał Żeromski... Pewna Polka jadąc dorożką w Moskwie marudziła, że bardzo trzęsie i powtarzała do woźnicy raz za razem...
- Ach, kakije u was płochyje bruki...
Woźnica cierpliwie słuchał aż wreszczie nie wytrzymał i krzyknął...
- Ty czto k maim briukam przystała! Co oznaczało, że pani ma się odczepić od jego spodni...

O zaletach znajomości obcych języków dobrze wiedział pewien kot gdy siedząc nad mysią norą udawał szczekanie psa... Wieść głosiła, że nie głodował...

Uczcie się dzieciaczki obcych języków.