Start arrow Spis felietonów arrow ŚMIERĆ BYŁA OBOK...
ŚMIERĆ BYŁA OBOK...
Oceny: / 1
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
02.08.2011.

ŚMIERĆ BYŁA OBOK...

Pewno ty też masz podobne sny... śnisz, że jesteś w obcym miejscu, obok przechodzą ludzie, którzy niby cię nie widząca, a ty musisz załatwić naturalną potrzebę. Niekoniecznie duża, ale żadnego zaułka, wszystko dziwnie okrągłe i ci ludzie, pełno ludzi...

Wreszcie jest! Publiczna ubikacja! Wchodzisz i już od progu dusi cię smród... Brudno? Oczywiście, ale nawet przejść nie można, bo podłoga zalana smrodem każdego koloru.

Wychodzisz z tego smrodu i o dziwo już nie czujesz potrzeby... Dziś też postanowiłem wyjść ze smrodu polskiej polityki i jest to uczucie dokładnie takie same jak po wyjściu z tamtej ubikacji...

Dziś opowiem ci internauto o przygodzie przez największe P jaka, udało nam się (to znaczy Renacie i mnie) przeżyć wiele lat temu, wiele tysięcy kilometrów od Polski, gdy z gór Sierra Nevada w Kalifornii musieliśmy zjechać do Nevady...

Po zwiedzeniu lasu tysiącletnich sekwoi czas był wracać do domu, co w tym czasie znaczyło do Nowego Yorku, a po drodze jeszcze ponad 4000 kilometrów. Przejście przez góry w tym miejscu nazywa się Tioga Pass. Polecano je jak jedno z najbardziej malowniczych. Pięknie.

Z wysokości 3 tysięcy metrów należy zjechać jakieś dwa tysiące niżej. Nie ma sprawy. Nasz błękitny Plymouth Seabring 1972 jak nic sfrunie na swoich 240 konikach V6 prawie 4 litrowego silnika.

Zaczęło się bajecznie widokowo, Prawda, szosa wąziutka, a z przeciwnej strony równie oczarowani (czyli niezbyt przytomni) wciskają się w zakręty jadąc pod górę,.. My z góry. Nie ma sprawy.

Szosa ginęła za zakrętem, zza którego ścinając zakręt jakiś dupek jadący pod górę uważał, że ma całą szosę dla siebie. Nie ma sprawy, trzeba uważać na dupków.

Jednak to ja okazałem się największym dupkiem. Minuta po minucie, a pozwoliłem aby „Plym” rozpędził się. do prawie 100 kilometrów na godzinę. Automatyczna transmisja dawała możliwość zmiany biegów na dwa pierwsze, ale nie przy takiej szybkości, bo groziło to „wycięciem” biegów, A wiec hamulce, ale też już dymią...

Z prawej strony skalna ściana, z lewej przeciwległy ruch i tak zapatrzonych w widoki, że obcinają moją stronę... Ręce kurczowo na kierownicy, a w płucach duszno, oczywiście, że ze strachu... Chwilami wyrzucało nas tak, że obok, może o centymetry kończyła się szosa, a zaczynała przepaść...

Jechałem na klaksonie, może to pomagało by jadący pod górę mniej obcinali zakręty, może...

W pewnej chwili wstrzymałem ruch balansując lewymi kołami na resztkach betonu... Cud, że udało się skręcić i polecieliśmy dalej już ponad stówą... Cały czas z prawej skała, a śmierć z każdej strony...

Wreszcie „światło w tunelu”, koniec zakrętów i prosto w dół do szosy (chyba 396). Jest ona jedynym w tym miejscu połączeniem północ-południe. Pędzące szosą samochody i my pędzący na spotkanie. Hamulców już nie ma.

Samochody palą gumy hamując, a my przelatujemy i o Boże, co za ulga! Grzęźniemy w piasku obok szosy...

Taak... W miejscowości Bishop zmieniono nam hamulce a my zmieniliśmy majtki...

A potem była Death Valley i pierwszy raz w życiu zobaczyliśmy na termometrze w cieniu 53 stopnie żaru (termometr jest w Celsjuszu by Europejczycy zrozumieli).

Morał? Nie wymyślaj komuś od dupków gdy sam nim jesteś.

 

P, S. Ile robił .nasz „Plym” w spalaniu? NIEWIARYGODNE lecz PRAWDZIWE bo Renatka sprawdzała codziennie... 9 litrów na 100 kilometrów, a nie jeździliśmy powoli.

08/07/2011