Rozdział I "ŻAR"
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
27.07.2010.

ŻAR

Początek czerwca kurczył życie do minimum. Liście, bez tego małe, bo tak nakazywał pół pustynny klimat kurczyły się chowając życie przed okrutnym słońcem. Co za paradoks... Dawało życie i zabijało życie...

Wilgotność powietrza też chowała się w niecałych czterech procentach, bojąc się, że w ogóle zniknie.

Tylko rtęć w termometrach nie kurczyła się. O nie! To był jej czas! Czas wspinaczki do kreski przerażającej niby tylko zwykłymi cyframi... Ale 50 stopni w cieniu (którego nie było) nie miało w sobie nic zwykłego. Co nie jest zupełna, prawdą , bo raz w roku nadchodził czas okrutnej rtęci...

- Yo Mark... Nie suszy cię?

- Zmieniłeś rasę? Kiedy wreszcie wyluzujesz z tym ...yo.

- Nie suszy cię? Nie golisz się? Ty?...

- Kaktusów nie suszy, kumasz?

- Niby co. Nie dopiłeś?

- Nieogolony wyglądam jak kaktus, dotarło?

- Nie suszy Cię?...

- A więc aż tak źle. Kiedyś po prostu mówiłeś - daj się napić.

- Bez płynu źle jest nawet kaktusom, nie uważasz? O której ma przyjść Ivan?

- Nie Ivan, ale Igor. Jeszcze raz go tak nazwiesz to zakabluję cię, że jesteś „Wetback", mokra dupa skaczą przez granice i wyśpiewująca jak dumna jest z pięknego Meksyku, z którego ucieka do Stanów...

- Nie skakałem przez Rio Grandę, przecież wiesz, a papiery mam.

- Oczywiście, zielony kupi każdy inny.

- Igor winny jest mi dwie stówy zielonych, kiedy przyjdzie?

- On podobnie jak ty wierzy w manjana, czyli zawsze ma się czas coś zrobić, ale to poczciwa, prawdziwa ruska dusza.

- Mówił, że jest Żydem. Teraz w Tucson słyszy się, rosyjski w sklepach z używanymi ciuchami częściej niż kiedyś hiszpański.

- Igor jest takim Żydem jak ty. Mówi tak bo dzięki żonie Żydówce wyskoczył z czerwonego raju.

- Ale pić potrafi jak nikt.

- To narodowa umiejętnością on jest jednym z lepszych.

- Kiedyś mi powiedział, że ruski człowiek pije bo tego wymaga jego romantyczna dusza. Gdy wypije to śpiewa...

- Nie powiedział ci, że to gówno prawda? Ruski człowiek pije aby zapomnieć, aby uciec w świat, gdzie nawet czerwona władza go nie dosięgnie... To ta władza wymyśliła te gówna o romantycznej duszy, by ukryć alkoholizm napędzany nędzą i poczuciem beznadziejności.

- Ale Igor to piękna dusza, nawet wiersze pisze. Gdy wypije... Więc coś w tym jest...

- Masz, odkorkuj sam i jak mówi Rigoberto - Pa carajo!

- Rigoberto jak na „Cafecina" jest okej co nie znaczy, że każdy Kubańczyk jest. Oni uważają nas, Meksykanów za coś podrzędnego, wiem co mówię. Twierdzą, że nadajemy się tylko na statystów w waszych filmach, gdzie ubrani jesteśmy w białe kalesony i za duże sombrera i wykrzykujemy takie gówna jak viva Zapata i tego rodzaju...

- A nie viva Tequila?

- A masz, Mark?! masz?

- Paco, naucz się kultury od Igora, on nigdy nie przyjdzie z pustymi rakami, nazywa to - prychadzić z gościńcom. A ty tylko - a masz, a masz...

- Soy un pobre emigrante...

- Gówno, a nie emigrante. A że pobre? A po jakiego wała skakałeś przez nasza granicę aby nie być biednym. Może powinieneś zostać tam, bieda lubi towarzystwo... Każdego roku tylko tu, w Arizonie takich jak ty w ilości ponad 300 tysięcy ucieka z Meksyku, a po drodze zasrywa nasz kraj, niszczy zbiorniki z woda i dobytek nawet tutejszych Indian Papago i Tohoo nohohodam. To oni, niby wasi pobratyńcy, pierwsi kablują na was do pograniczników, bo już mają was dość. A przypomnieć Ci co wyśpiewujecie uciekając ze swego kraju?

- Mieliśmy nie ruszać gówna polityki...

- To nie polityka, ale folklor gdy wyśpiewujecie o pięknym i dumnym Meksyku. Oświecisz mnie z czego dumnym?..

- Igor nie jest lepszy, bo po jaką cholerę uciekł ze swego kraju z którego też jest dumny. Zapytałeś' go?

- Nie musiałem. Ruski człowiek urodził się biedny i dumny i takim umrze. A po drodze? Po drodze jest ogromna rosyjska dusza, której nawet smród z rynsztoku kiedyś czerwonej dziś przefarbowanej władzy nie zabrudzi, nie dotknie.

- Tak dobrze to znasz?

- Bo też kiedyś miałem swój czas wąchania tego smrodu. Zaczekaj, odbiorę telefon...

- O Boże! Kiedy! Tak zaraz tam będziemy. Jest u mnie Paco, właśnie rozmawialiśmy o naszym przyjacielu...

- Que pao, viejo?

- Igor nie żyje. Wypadek... Podobno uderzył samochodem w beton wiaduktu.

- Po pijaku? Jest dopiero ósma rano...

- Jedziemy.

Policja i straż ogniowa były szybsze. Niepotrzebne... Z samochodu Igora pozostał dopalający się szkielet.

Facet chyba miał w środku zbiorniki z paliwem... - Komentował zwalisty sierżant policji.

Żona Igora zwisała na ramieniu jednego ze strażaków. Drgała w krótkich spazmach. Mark podszedł i delikatnie przytulił ją. Wybuchnęła płaczem.

- Zora... Zora... Już dobrze, to znaczy jemu już dobrze. Nie cierpiał...

- Drań, paskudny drań i to wsio! Jak mógł mi to zrobić! Jak mógł zostawić... Mieliśmy tylko siebie w tym ohydnym kraju. Rację miał stary ojciec gdy mawiał... Zoreńka, na co ci ten miszugine obcy świat. Tyle ma z ziemi obiecanej co obiecanki tego kurdupla przefarbowanego enkawudzisty

- Nie było wam źle. Własny sklep, w drodze dwa następne...

- Money szmoney... W Baku mieliśmy mniej ale szczęśliwiej. Igor chciał odetchnąć wolnością, tak ciągle powtarzał i co ... Teraz oddycha, a ja...

- Nic tu po nas. On już bardzo daleko stąd i pewno mówi... Mark, weź Zoreńkę do domu, wypijcie, ona poda najlepsze na świecie szmalcówki, zmówi dobrego Bracha, to może łatwiej mi będzie przeczekać, aż ten brodaty otworzy Bramę. No bo co muszę odsiedzieć, to moje...

- Nu... Tak i nic tu po nas. Nawet dotknąć nie ma czego...

- Paco, jedziesz z nami, ale wspominek nie będzie!

- Nie można tak, właśnie teraz jest czas...

- Czas na co? Na nasza kolejkę do betonu? Ja też mam dość tego zakłamania, które zrobiło z nas androidowe słodziki... Powiem co myślę to mam na karku oddech smutnych panów z Waszyngtonu. Ja też przyleciałem tu tak jak Igor, pooddychać... Ty masz status chronionej mniejszości, tobie wolno nawet napluć na to co dla tego kraju święte, bo w najgorszym przypadku usłyszysz, że dobrałeś niewłaściwego zestawu słów podobnie jak Murzyni. Pamiętasz co opowiedział Duży All?

- Ten były futbolista co za dużo ćpał?

- Ten sam, Pamiętasz jak zgłupieliśmy gdy powiedział, że jest wdzięczny Anglikom za niewolnictwo , bo oni dali mu potężną broń - rasizm... Teraz, gdy coś mu się nie podoba, to krzyczy, że rasizm i co robi reszta białych dup, takich jak ja? Pod siebie, uszy po sobie i tyle...

- Mnie to nie przeszkadza...

- Oczywiście, bo ciebie ochrania „tęcza koalicji” ten hipokryta Jackson udający pastora bez ołtarza, ale robiący kasę na rasizmie. Wczoraj mojej Kasi nowy pracownik doskonały Inżynier z Niemiec powiedział, że pięknie wygląda, że powinna być modelka... I co? I inne baby w firmie oskarżyły go o molestację seksualną. Nie pomogło gdy Kasia go broniła. Facet stracił prace.

- Kobieta lubi słyszeć, że jest piękna, wiec nie rozumiem.

- Kobieta tak, ale nie te które klną, Boga, że dał im szparkę miedzy nogami, bo to czyni z nich obiekt seksu...

- Myślisz, że to pociągnęło Igora do betonu?

- To i reszta tej jak to ci cwaniacy wymyślili - politycznej poprawności czyli pętli i kagańca... Igor nie raz powtarzał, że może w Rosji było biedniej, ale mógł mówić wszystko, aby nie dotykać władzy... Tutaj możesz pluć na władze, ale nie wolno ci powiedzieć komplementu kobiecie lub w publicznym miejscu przytulić własną nieletnią córkę....

W kilka dni później Zora powiadomiła Marka, że rozważa decyzje powrotu do Rosji. To naprawdę nie powinien być żaden szok, gdy na dłuższa chwile zamilkł w telefonie.

    Dzieci? Jeszcze maja czas wyprostować garby jakie codziennie kształtuje im szkoła. W Baku są szkoły o profilu angielskim. W Baku dzieci uczą się wyśpiewywać o potężnej Rosji, lecz nie uczą się donosić na rodziców. To już minęło...

    Wczoraj córka powiedziała, że nauczycielka uważa ja za groźnego dziwaka, bo wypowiada zdania inne od reszty uczniów. Przecież wiesz, że mieszkamy w kraju największej na świecie indywidualności myślenia obywateli, ale już w szkole dzieci uczą się myśleć i mówić dokładnie tak samo. Córka dostała reprymendę, a ja mam przyjść do szkoły po naukę wychowania dzieci. To są zwyczajne bobkis i nie będę szlepać tylko po to by usłyszeć, że to jest dla mego dobra. Co o tym myślisz?

- A co tu myśleć, gdy właśnie nie wolno myśleć, nie uważasz?

- Mark, jak by powiedział mój ojciec, ty masz dobre sechełe... Powiedziałam nauczycielce, że oskarżę ją o antysemityzm. Chyba zrobiła w majtki. Dzięki Bogu Jakuba i Abrahama, że chociaż to mi zostało. Chociaż czy ja wiem... Ten cynik i bezbożnik Natan, znasz go, kpi ze wszystkiego. Kiedyś nawet Hanukah uczył moje dzieci śpiewać amerykańskie kolędy...

- Tak, to już słyszałem parę razy, ale co z nim?

- Powiedział, że kiedyś Żydzi postawią pomnik Hitlerowi, bo dał nam antysemityzm... Rozumiesz? Coś nie tak jak Żyd uważa, to jest nazywane antysemityzmem. Niby coś w tym jest, ale żeby tak znieważyć pamięć pomordowanych... Ten cynik uważa, że to już było, że oni już nie czują, a nawet ich wnuki pojęcia nie maja, że Hitler, czy Szmitler, no chyba, że im się przypomina,.ale że życie jest dla żywych i to żywi teraz jadą na antysemityzmie... Co ty myślisz, jesteś mądry człowiek.

- Myślę, że gdy z czegoś jest jakaś korzyść, to niby dlaczego nie korzystać, prawda?

- Nu, niby tak, ale to jest paskudne myślenie, tak jak ten cały kraj co nawet do pieniędzy wsadził Boga. Mój cadyk w Baku powtarzał, że człowiek ma dwa najważniejsze obowiązki - robić pieniądze i szanować Boga, ale żeby mieszać to razem?! Fuj, paskudztwo.

- Zora, może wreszcie powiesz, wytłumaczysz znaczenie tego wyrazu. Każdy powtarza... paskudztwo, paskudnie,ale pojęcia nie ma.

- Wiem to od ojca. Kiedyś w kahale, znaczy w gminie, tacy zupełnie miszugine, no ci pejsaci mieli kogoś, kto pozwalał dziewicom wejść do nieba.

- Nie było za dużo chętnych?...

- Nie chlałbyś... Dziewicom po ich śmierci...

- Nie rozumiem.

- Naprawdę nie? Czy muszę ci tłumaczyć'?

- Nie musisz, ale powiedz, że to jedna z opowiastek twego ojca...

- Nie, Mark. Nie on jeden o tym mówił, a taki osobnik wybrany przez cadyka nazywał się paskudnik...

- W prawie karnym to nazywa się nekrofilia, stosunkiem seksualny ze z włokami. Tak naprawdę było?

- Nie za moich czasów, ale podobno tak właśnie było. Obojętnie jak to nazwiesz, jest to mniejsze powiedzmy zło od tego co usłyszałam od mego ośmioletniego syna, nie uwierzysz... Powiedział...

- Mamo, ty chyba nie rozumiesz co to znaczy, gdy coś jest dla twego dobra, tak jak uczy nas pani nauczycielka. Wyobrażasz sobie?! Gówniarz uczy mnie co jest dla mego dobra!

- I co zrobiłaś?

- Zapytałam czy on wie co jest dla jego dobra. Bez namysłu powiedział, że postępowanie dla dobra obywateli! Jak nagrana płyta, jak spreparowany sechełe. Czy oni w ogóle jeszcze maja własne mózgi? To ma być moje dziecko. Dlatego rozważam tą decyzję.

- Masz nadzieje, że ta zaraza omanie Rosję?

- Z tego co wiem od tych co zostali to ten smród odbije się, od ruskiego człowieka, jak gówno od brzegu. Śladu nie zostanie... Tam zawsze było do Boga wysoko a do cara daleko, ale zwykły człowiek nikomu nie przeszkadzał i nic nie znaczył. Teraz? Teraz takie dziewczynki jak moja Świetka, prawie jeszcze majtki moczą, a w specjalnych akademiach uczą się strzelać z Kałasza i wyśpiewywać, że Rosja będzie postrachem świata, bo do tego prowadzi nas prawdziwy Rosjanin Putin...Mnie to nie będzie przeszkadzać. Nie chcę doczekać dnia, gdy mój rodzony syn doniesie do władz, że nie lubię czegoś co ma być dla mego dobra.

- Zora, przecież wiesz w jakich czasach żyjemy. Te ahmedki z AlKaidy i temu podobne w Afganistanie...

- Mark, oj, Mark, przecież ty jesteś mądry człowiek. Afganistan szmaganistan, czy myślisz, że my tam naprawdę walczymy z terrorystami? Walczymy z takimi jak ja i ty co nie chcą, aby ktoś obcy decydował o ich kraju. Chcą sadzić maczki? A czy ktoś zmusza Amerykanów, aby ćpali heroinę? Syn sąsiadów właśnie wrócił z Afganistanu w pudełku pod gwiaździsta flaga. Był tam „bo ta niby walka z terroryzmem pozwala naszym władzom nakładać nam coraz ciaśniejsza pętelkę o nazwie - dla naszego dobrą, jako, że bronią nas przed terroryzmem więc muszą wiedzieć co tak naprawdę myślimy...

- Myślisz o „Roku 1984" Orwella?

- O tej naiwnej bajeczce podglądania kamerkami? Człowieku! Kamerkami podglądają cię nawet w przebieralni sklepowej, czy nie włożyłeś parę majtek, aby nie płacić. W szkolnych sraczykach jest powszechne aby uczniowie nie ćpali. Dziś Centrala wprowadziła najgenialniejsza na świecie metodę kontroli człowieka mówiąc, że... to jest dla twego dobra... Czy ktoś przy zdrowych zmysłach nie zechce czegoś co jest dla jego dobra?

- A jeżeli nie zechce?

- Co ty, naiwny jesteś? Jego własne dziecko zapyta go tak jak to zrobił mój syn. skoro ś nie chce tak jak reszta obywateli, to jest podejrzany. Syn sąsiadów kończy specjalny wydział chemii.

- Podobno już jest malutki krok od wynalezienie płynu, którego mała dawka wystarczy by każde, żywe stworzenie rozpłynęło się w porcelanowym zbiorniku nie zostawiając nawet najmniejszego śladu.

- Dla jego dobra, oczywiście...

- Nie zapytałaś jaki jest sens takich badań?

- Będzie na pogrzebie Igora, sam go zapytaj. Powie ci to samo, że na świecie przybywa ludzi, ale nie miejsc na cmentarze... Piękne, prawda? A jakie mądre. Rzeczywiście dla naszego dobra...

- Czy gdyby Bóg przewidział to wszystko, to jak myślisz,stworzyłby człowieka?

- Mój ojciec twierdzi, że człowieka tak naprawdę stworzył pieniądz... Nie, nie przejęzyczył się nie odwrotnie. Co nie znaczy, że mój ojciec nie wierzy w Boga. Kiedyś o mało nie pobili go sąsiedzi, bo zapytał dlaczego w cerkwi jest tyle złoceń, a szaty popów są wyszywane nie tylko złotem, bo i rubinek błyśnie, a obok cerkwi dzieci umierają z głodu... Przez tydzień bał się wychodzić z domu...

- Ojciec uważa, że modlić się można nawet w lesie, albo jeszcze lepiej bo na pustyni, gdzie tylko Bóg jest widoczny...

- Gdyby tak wszyscy...

- Mark, a przyznaj, nie masz dość tego gówna, co codziennie wylewa się z telewizora? Nie chcesz uciec od tego?

- Dokąd... Czy myślisz, że w takim Baku nie będziesz miała innego gówna? Teraz i te władze i tamte prześcigają się w próbowaniu skuteczniejszego, abyśmy mogli się utopić dziękując, że to dobre dla nas...

- Dostałam list od ojca. Powtarza starą bajkę, że Chińczycy zaleją świat, że żółta rasa opanuje...

- Gdzieś muszą wylać nadprodukcją ludzi. Kiedyś mieli prawo na dwoje dzieci w rodzinie, a gdy rodziła się druga córka to ukatrupić. Tak było. Teraz powtarzają, że siła leży w liczebności. Może twój ojciec wie co mówi.

- Mój brat był pułkownikiem służb specjalnych odpowiedzialnych za pilnowanie tajemnicy broni chemicznej, gdzieś na Syberii ukrytej w skałach. Nie uwierzysz co się stało... Jak wiesz, na Syberii wszystkie rzeki zimą śpią pod grubym lodem, ale jedna nie spała, mało... oddychała wysokim gorącym oddechem. Amerykańce przypadkowo przelecieli nad tym i sfotografowali... Tak spod skał wyskoczyła tajemnica o nazwie „Krasnodar 26"... Brat dostał dziesięć lat łagra, niedaleko od tego miejsca, bo Syberia to idealne miejsce gdzie nie trzeba drutów kolczastych...

- Skazańcy uciekali...

- A naiwni Amerykanie nawet filmy o tym robili, bo jakiś cwaniak książkę napisał. Człowieku, gdy jakaś obca twarz w tamtych, stalinowskich czasach, pokazała się we wsi, w pobliżu nawet najmniejszego osiedla, to pierwszy człowiek, który ją zobaczył natychmiast, natychmiast, rozumiesz doniósłby do NKWD, do władzy. A wiesz dlaczego? To proste, genialnie proste, jeżeli on nie doniesie, to sąsiad doniesie na niego i zaraz sakramentalne dziesięć lat łagra, czyli powolnej śmierci.

- Z północnej Syberii do Chin jak w tej bajeczce z Hollywood?... Nawet jeżeli latem, to z głodu po tygodniu takiej ucieczki padasz jak mucha. Bratu „udowodnili”, że to jego wina... Gdy tłumaczył, że gorąca woda paruje, to usłyszał, że on sam wyparuje jeszcze szybciej. Nie popierałam jego pracy, bo była niczym innym niż dawne NKWD, czyli siepacze od Stalina, a ojciec tylko pluł i nic nie mówił, ale brat to brat.

- Co z nim?

- Mark, to było ponad dwadzieścia lat temu. A brat? Powiedzieli mi, że umarł na atak serca. Ciało? Podobno wilki rozszarpały...

- Zora, ty poważnie o powrocie?

- Co znaczy poważnie... Czy ja opowiadam ci dowcipy? A czy poważnie? Mój ojciec uważa, że poważnie trzeba tylko w modlitwie, a ja tracę, uważasz tracę. Czy Bóg nie mógł odciągnąć Igora od tego wiaduktu. Przecież uderzył w niego... Trzeźwy był, wiem na pewno, wiec dlaczego Bóg był słabszy. a może zaspał, bo to była ósma rano, a starzy ludzie lubią, długo spać...

- A może Bóg był gdzieś indziej?

- A aniołów to od czego ma? No, od czego. Chyba nie od tego, aby nasze dzieci kiwały się. jak manekiny w jesziwie wierząc w anioły... Mówię ci Mark, tracę...

- Wczoraj telewizja pokazywała dzieci w Afryce, oblepione muchami... Wzdęte głodem brzuszki... Ich starsi bracia grzebiący po śmietnikach, aby znaleźć złom i sprzedać na kawałek chleba. Podobno na troje dzieci w Afryce, dwoje rodzi się z HIV...

- Mam dzieci, rozumiem, ale kto zrozumie nasze władze, gdy chyba ukatrupiły te dwie białe kobiety...

- Ukatrupiły kobiety? Zora...

- Nie pamiętasz? Jakieś kilkanaście lat temu dwie białe Amerykanki poleciały do Afryki z programem o antykoncepcji, z kondomami, no wiesz. Pierwszy oburzył się prezydent Clinton podpuszczony przez czarna Amerykę, że te dwie kobiety chcą... uśmiercić Afrykę, chcą zniszczyć przyrost ludności. Kobiety znikły bez śladu...

- Przyjaźnisz się z tym ogromnym ćpunem, jak mu tam, All?

- Zapytaj go czy zna jakieś czarne lekarki, pielęgniarki, milionerki mody, estrady, filmu co albo pracują w Afryce ratując czarne siostry i braci, albo dają choć zasranego dolara dla czarnej

- Afryki... A przecież tyle wykrzykują o braterstwie... O przestępstwie białego człowieka, bo skolonizował Afrykę, prawda?

- Nie muszę, pytać. Taki kraj jak Zimbabwe, kiedyś jako brytyjska kolonia nazywał się Rodezja i był „koszykiem chleba i żywności” dla Afryki. Dziś Zimbabwe ma 90 procent inflacji, a 80 procent ludności głoduje. Ten drań, jak mu tam Mugabwe, jeszcze nie tak dawno kazał dosłownie siekierami, maczetami, a najlepiej w nocy mordować resztki białych farmerów, którzy nie zdarzyli uciec do RPA. Czego się doczekał? Dziś jego czarni obywatele też uciekają do RPA, aby nie umrzeć z głodu...

- Może ojciec ma rację, że nadchodzi dzień sądu ostatecznego...

- Tak mówią nazywani mędrcami i wskazują na rok 2012. Ciekawe, że ta data powtarza się w kulturach i narodach nie mających ze sobą żadnych kontaktów...

- Dziś nie ma czegoś takiego, bzdura.

- Nie, Zora, nie bzdura, bo nie mówię o dziś. Amerykańscy Indianie na wiele lat przed przybyciem białych, też za koniec świata stawiali na rok 2012. Chalidejscy, hebrajscy i hinduscy kapłani podobnie... Może na prawdę coś w tym jest.

- Nie powiesz, że wierzysz w to.

- Nie powiem i dodam że jeżeli, potarzam jeżeli, to rzeczywiście chyba będziesz ty i twoje dzieci bezpieczniejsi tam w Baku. Kto zechce puścić jakąś chemię na Baku...

- Zapomniałeś o ropie naftowej, w Baku jest jej więcej niż wody w morzu Kaspijskim, jest zresztą czystsza... Paradoks? Pozornie, bo kiedyś, gdy kąpaliśmy się w Kaspijaku, to wychodziło się z wody jak z jeziora. Dziś wychodzi się w brązowych „podkolanówkach"...

- A ty i Kasia? Gdyby ktoś tak zasmrodził z chemią podobną do tej za którą mój brat poszedł na żęrtwę dla wilków... Myślisz, że nikt nie zasmrodzi Arizony?

- Jak wy to mówicie? Kakaja rażnica? Kiedy i gdzie zasmrodzą, aby szybko. Podobno to usypia bez bólu.

- Ariel, znaczy mój brat, twierdził, że najpierw spali ci płuca...

- Może ulepszyli, daj Boże jakiego bądź kościoła... Może ulepszyli.