Start arrow Spis felietonów arrow 3. Nie wstydźcie się uśmiechać ...
3. Nie wstydźcie się uśmiechać ...
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
24.01.2008.

Może zanim do tematu, kilka słów potrzebnych by wyjaśnić punkt widzenia... Polskę opuściłem wiosną 1969. Wróciłem, a może jedynie przyleciałem latem 2005. Dlaczego o tym? Bo patrzę na Polskę przez okulary cudzoziemca. Czy to znaczy, że krytykancko? Oczywiście, że nie, po prostu patrzę jak przez powiększające szkło i chyba nie jest to trudno zrozumieć.

Do powiększających szkieł dochodzi skala porównawcza zwłaszcza, że zawsze miałem swędzenie w piętach powodujące "włóczęgę" po świecie.

Wreszcie Polska... To prawda, że od czerwca 1990 do października 2002 przylatywałem do Polski, co drugi rok na trzy tygodnie, by spotykać się w szkołach (przede wszystkim), ale to nie to samo, co mieszkać przez parę lat. Nie znaczy to jednak, że przez trzy tygodnie nie można, zwłaszcza mając takie okulary zobaczyć różnic, ale zobaczyć, a ocenić to nie to samo.

Gdy przebiegły drań oszukał nas (Renatę i mnie) na 160.000 złotych w pierwszym roku naszego powrotu do polski, a strata bez szansy odzyskania, bo ten śmieć jest zadłużony na lewo i prawo i jest życiowym bankrutem, wtedy bardzo mądra pani Aniela Wszeborowska (prawdziwa przyjaciółka) powiedziała coś takiego... "Kaziu, co innego widzieć i wąchać g... a co innego zjeść g...".

Nie, ten "smak" absolutnie nie spowodował zmiany smaku na Polskę, więc dlaczego o tym? Właśnie, racja... Jest o tym obszernie w książce, którą napisałem w kilka miesięcy po powrocie... "Z Arizony do Polski".

Moja mama mawiała - synku, świat nie bez dobrych ludzi, a tu gdzie teraz mieszkamy, a przecież w małym i raczej biednym mieście to powiedzenie sprawdza się. Może, więc czas by przejść do tematu.

Czy Polska jest krajem milczących ponuraków? Czy to klimat, w którym mało słońca a dużo szarości? Czy może warunki materialne nie zachęcające do uśmiechów? Czy może wszystko razem i jeszcze coś? Pewno tak, jednak, w mych wędrówkach po świecie widziałem wiele biedy, przy której Polska jako kraj, to nieomal przepych bogactwa. w tych, potwornie biednych krajach widziałem więcej uśmiechniętych ludzi niż w Polsce.

Nie jestem ani socjologiem ani innym "logiem" od wiedzy o tym, co "kręci" człowieka (słowo - kręci, to ksero, małpiarstwo z amerykańskiego - turn me on...), ale nie jestem milczkiem i nie kryję emocji. Właśnie to razi w Polsce - nie ukrywanie emocji i... uśmiechanie się do przechodnia (zboczeniec jakiś, mówię pani, może nawet wariat!).

Przesadzam? Oczywiście, a jak wszystko rośnie, bo zawsze robię to palcami, bez metalowych narzędzi...

Nawet tak pozornie milczkiem żyjąca, szara i mokra Anglia potrafi uśmiechać się w deszczowy dzień dziś już legendarnym powiedzonkiem - przywitaniem przechodnia (a obcego człowieka...):"Lovely day, isn't it?"... a dzień jest, że ledwo przez mgłę widać.

Rutyna? Obłuda? "Tresura"? Co z tego, gdy tak jest łatwiej niż biadolić. Przyzwyczaiłem się, bo to już parę lat, że słyszę w Polsce, już w listopadzie... - Ach, znowu ta zima! Lub - Już nie mogę doczekać się lata... Zupełnie jakby autorzy takich biadoleń całe życie mieszkali w podzwrotnikowym klimacie więc szokiem dla nich jest zimno i wilgoć...

Przez ostatnie 27 lat mieszkałem w klimacie bez zimy i to mi bardzie brakuje słońca, jako, że w Arizonie miałem 352 słoneczne dni w roku(ten idiota wrócił do Polski! o tak słyszałem to), ale polski klimat traktuję jako rzecz oczywistą i tym bardziej doceniam słońce po trzech tygodniach szarego nieba.

Ponurość skraca życie. To prawda, ale powiększa konta bankowe psychiatrów, kosmetyczek i zakładów pogrzebowych...

Oto, co widzę wchodząc do przedziału w pociągu, a bardzo lubię jeździć pociągami w Polsce, są czyste, ciepłe i dużo tańsze niż... benzyna czy olej plus amortyzacja samochodu... Ale, kilka osób, a każda szczelnie zakryta książką lub gazetą. Gdy nie czyta, to mina z rodzaju - niech mnie pan nie trąca! Kiedyś, w moich szkolnych czasach, takie miny nazywało się - jak srający kot na puszczy (taki nadęty...).

Jakiś instynkt samoobrony? Przed czym? Przed rozmową, która nie tylko skraca czas, ale dystans między ludźmi. i jeszcze to: czerń ubioru, czerń jako "pożywka" i gust młodych ludzi. Przepraszam, bo ma dodatki szarego... Oto chwila raczej wesoła, bo śpiewanie kolęd (a w telewizji) i co i czerń śpiewających. Powaga chwili? Tak? Widocznie gdzieś miała powagę pani tak roznegliżowana, że prawie na plażę, ale... w czerni!

Ale... Jesteśmy w pociągu i co ja robię? Może raczej co słyszę, gdy wstaję, bo zbliża się moja stacja... - Niech pan dalej jedzie z nami, tak ciekawie się rozmawiało... Się, kumasz? Rozmawiało, kumasz, a więc to nie był mój wykład, lecz rozmowa.

Zostawiam z sobą kilka uśmiechniętych osób.

Przynajmniej tyle...