Start arrow Spis felietonów arrow MOJA ARIZONA
MOJA ARIZONA
Oceny: / 1
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
12.09.1999.

MOJA ARIZONA

Możesz „kliknąć” w komputerze lub otworzyć encyklopedię (ty, przeżytku...) i już masz skondensowaną „mądrość". A jest to tak jakbyś połknął pigułkę, wiec niby nie czujesz głodu, prawda? Ale gdzie masz zapach, kolor, dźwięk...

Gdzie, ot, na tamtej skale jest pierwszy stopień mlecznej drogi, która we wrześniu schodzi tak nisko i mówi...wejdź, ja wiem, że ty masz gwiazdę, swego życia, ale ja wprowadzę, cię do nieba gwiazd...

W takie noce niebo nad Tucson jest jak granatowa kopuła teatru Mundi, a gwiazdy są, punktownikami w naprawdę zielonym, czerwonym i tym zwyczajnym, niebieskim kolorze.

W takie noce Arizona jest jak kochanka, gdy zachłysnąłeś się choć słów brakuje a oczy ciągle głodne...

Z ekranu komputera, ze stronic książki patrzą na ciebie typowe wyświechtaki parametrów. Arizona jest tylko niewiele mniejsza obszarem od Polski, a ma zaledwie 6 milionów mieszkańców z czego trzy w Phoenix, a milion w metropolitan Tucson. Reszta? Pustki, ogromne, czyste i... zielone, ale o tym później. Pustki w klimacie od nieomal arktycznego po podzwrotnikowy i suchą sawannę oraz kolorową pustynię. Kontrasty? Miasto Flagstaff położone powyżej 2 tys. metrów ma zimą noce zimniejsze niż wybrzeże Alaski... O dwie godziny samochodem na południe w Phoenix już w lutym rozkwitają cytrusy i jest 25 stopni ciepła.

Wielbicielom nart mieszkającym w Tucson wystarczy 45 minut samochodem, by na wysokości 2780 m. mieć snieg, a bywa, że nawet jeszcze w lutym. Po nartach można odpoczywać pod daktylowymi palmami z których wiatr strąca ostatnie daktyle.

W 3 godziny można wskoczyć! w ciepły turkus morza w meksykańskim Puerto Penasko, czyli Rocky Point, jak go nazywają Amerykanie.

No proszę, nic tylko kicz, zwyczajny kicz, albo przesłodzona landrynka reklamówki. Tylko w folderek i sprzedawać. Tak, sprzedawać powietrze pachnące wanilią, bo od listopada do kwietnia kwitnie Cassia siena żółtymi kwiatami w seledynowej mgiełce listków.

Z 17 indiańskich plemion Arizony trzy: Navajo, Apache i Tohonohodam nazywają się narodami. Mają swoje budynki rządowe, szkoły, policję i kasyna gry, bo w Arizonie jedynie Indianie mogą być właścicielami kasyn gry. Mają swoje hotele i pola golfowe w rezerwacie, który z papuzio powtarzana głupota, nazywany jest w Polsce... rezerwatem, podczas, gdy jest terenem ZAREZERWOWANYM tylko dla Indian. Oznakowania dróg są inne niż w reszcie stanów i mają napis – Indian. Nieomal jedna piąta Arizony to ziemie Indian. Nie wiedziałeś? Tego nie powiedzą ci profesorowie amerykanistyki, których widzisz w telewizji, a którzy „nauczyli się” Ameryki na salonach Polonii Nowego Yorku i Chicagowa, kiedyś bardzo gościnnych dla... ale dziś nie o tym... 

Lecz dla mnie Arizona to kwiaty. Nie, nie te z ogranych, filmowych „diznejówek". To zawilce i sasanki, kaczeńce i konwalie w wysokim szmaragdzie lasów mieszanych, gdzie rosną już od wysokości 1500m.

Na wysokości 3 tysięcy metrów rośnie też las mieszany, a w nim te kwiaty, które znasz z polskich lasów. Taki las rośnie „tuż" nad Tucson...

To jeziora w otoczeniu trzcin i tataraku, aksamitnych „pałek” rozgdakanych pierzastym życiem. Tak, to TEŻ jest Arizona...

To żółte i pomarańczowe polne maki przetykane fioletem łubinów już w końcu lutego, a wśród stuletnich patriarchów sawanny wysokich na 12 metrów kaktusów Saguaro.

To osiki jasne, jak brzozy. To złoto, żółcieć i bordo jesieni, bo to TEŻ jest Arizona. To róż, czerwień i brąz skał Sedony i Monument Valley, skał jak zamczyska, pomniki. To ukryty w cieniu drzew potok Oak Creek Canyon, gdzie na piaszczystym brzegu błękitnieje agawa, a w wodzie "śpią" półmetrowe pstrągi (niebiesko nakrapiane). To wreszcie szokujący majestat Grand Kanion.

To Lake Powell, gigant wodny utworzony tamą na rzece Colorado mający linię brzegową 3020 kilometrów, setek zatok i kanionów, a woda już w maju ma 24 stopnie ciepła. To dziesiątki, tak, dziesiątki jezior o czystej, pitnej wodzie rozkrzyczanych czaplami i nurkami. To TEŻ jest Arizona.

Ale Arizona to również żar 32 równoleżnika i słońca, które smaży jajko rozbite na asfalcie. W takie dni ziemia szarpana gorącym wiatrem jest jak dziewczyna drażniona ręką kochanka i czeka na deszcz, by wszedł w nią kroplami życia... Gdy patrzysz przed siebie, to widzisz, że drży pragnieniem...

A gdy w lipcu spadnie w nią pierwszy monsun, to pachnie tak, że byś ją całował. Kusi i wciąga... Wejdź, wejdź we mnie głębiej... Poznaj moje nabrzmiałe wzgórza i wilgotne doliny...

Moja Arizona...

12/10/1999