Start arrow Spis felietonów arrow ŻYDOWSCY GENERAŁOWIE HITLERA
ŻYDOWSCY GENERAŁOWIE HITLERA
Oceny: / 7
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
08.06.2010.

A gdzie i z czego pan zrobił habilitację „profesorze” Gross? Obraził pan nas, panie Gross dając zamiast prawdy jakieś małe bobki, ale nie w tym rzecz, że małe, bo kłamliwe, a to ogromna różnica. Nazywając Polaków antysemitami powinien pan nazwać Amerykanów Murzynożercami.

Wóz? Albo i przewóz, a wsadził się pan na bardzo śmierdzący wóz… chcę poszerzyć pana wiedzę o antysemityzmie i dziś dam panu KONKRETNY przykład … ŻYDOWSKIEGO antysemityzmu? Wolne żarty? Straci pan poczucie humoru czytając, ale niech pan pamięta, że nie powinno się podciągać żadnego narodu pod jedno określenie. Antysemityzm? Wie pan, co o tym powiedział św. Pamięci Abe Lefkowitz, mój przyjaciel z Tucson w 1998? … „Kaz, Hitler To był diabeł, ale dał nam taką broń, jakiej nie znał świat, dał nam antysemityzm. Coś nam się nie podoba, to zaraz jest antysemityzm…”

Abe, czyli Abraham to był porządny człowiek, Wilniuk tak jak ja i jest o nim obszernie w mojej książce „10:0 dla Zła”. Byliśmy z nim (Renata i ja) do końca jego dni walki z rakiem, mawiał… „Kazył, czy wiesz, gdzie ja mam tych lekarzy i tego raka? Mam ich w dupie…” (miał raka odbytnicy).

Wycierpiał od wielu ludzi i od Polaków i w Moskiwe (w latach 1939-1944) od rosyjskich Żydów w mundurach NKWD, gdy w jej siedzibie Lubiance stracił większość zębów.

Dziś więc poszerzę pana wiedzę o żydowski antysemityzm. Czy może być coś takiego? A może, może, podobnie jak antypolonizm Polaka (i Polaków) krwawego Feliksa Dzierżyńskiego, prawda?

Pan jest uprzywilejowany pisząc o antysemityzmie w Polsce. Taka książka jak ta, moja, chociażby tylko dlatego, że ciut „haczy” o trefny temat NIE ukaże się w Polsce, bo wydawnictwa będą bały się nalepki antysemity. Pan tego się nie boi i może wylewać beczkę każdego gnoju na Polskę.

Panie Gross, każdy, KAŻDY człowiek może być potworem i nie religia o tym decyduje, ale pan woli udawać durnia.

A więc do rzeczy… Polecam książkę amerykańskiego Żyda „Hitler’s Jewish Soldiers” (Żydowscy żołnierze Hitlera) Autor: Bryan Mark Riggs. Wydawnictwo: Uniwersity Press of Kansas, 2002.

B.M.Riggs jakiś czas służył w armii Izraela, a do tego wymagane jest poświadczone żydowskie pochodzenie. Zresztą, autor nie ukrywa tego.

Do napisania tej książki, która dała mu doktorat, posłużył się tysiącami wywiadów i dokumentów na terenie Europy i Izraela. Przestudiował literaturę spraw wojennych i społecznych lat 1933 – 1945 w Niemczech i państwach Hitlerowi podległych.

Książka liczy około 500 stron i zawiera nie tylko nazwiska, fakty i historie jej „bohaterów”, lecz dziesiątki zdjęć żołnierzy i oficerów żydowskich w militarnych i policyjnych siłach Hitlera.

Fotografowali się w mundurach, z orderami, na koniach, na salonach w towarzystwie elegancji hitlerowskiego światka. Fotografowali się z okazji ślubów. W ogóle w pełni szczęścia…

Żydowskie siły militarne i policyjne Hitlera liczyły w latach 1933-1945 około 160.000, STO SZEŚĆDZIESIĄT TYSIĘCY! Że Hitler pod koniec wojny potrzebował każdego, aby tylko ten … oddychał i chodził? Tak, ale co służyli mu od 1933! Oto szczegółowy wykaz od szeregowca wzwyż, dla WSZYSTKICH SŁUŻB WOJSKOWYCH:
                kaprali – 254
                podoficerów – 136
                poruczników – 144
                kapitanów – 32
                majorów – 17
                podpułkowników – 39
                pułkowników – 40
                generałów – 20
                admirałów – 7
                feldmarszałków – 1, Milch, powieszony wyrokiem w Norymberdze.

Hitler nadawał tym ludziom najwyższe odznaczenia wojenne, aryjskie papiery oraz emerytury po zakończeniu służby…

Mark Riggs jest uczciwym człowiekiem i chce, aby oszczerstwa i nienawiść nie miały miejsca w dialogu, lecz fakty wreszcie wypowiedziane na głos.

Tylko tak można raz na zawsze zlikwidować nieufność i rozdział. Pan robi wykłady nienawiści panie Gross, a to nie prowadzi do pojednania.

W książce o żydowskich żołnierzach Hitlera zobaczy pan starą prawdę, że ludzka bestia ubiera się w każdy mundur i nie dlatego, że jej w nim do twarzy…

Znajdzie pan wiele okrutnych „ciekawostek”, podam panu jedynie kilka i życzę dokładnej lektury…

Rok 1996, niejaki Ludwig Hirschffeld (prawdziwe nazwisko Pinkus) stojąc przed grobami hitlerowskich oficerów z dumą prezentuje (jako porucznik Waffen SS) swój żelazny krzyż z mieczami. Porucznik SS i Żyd… niemieccy koledzy nazywali go „Cwany Żyd”. Za wierną Hitlerowi służbę otrzymał aryjskie papiery.

Tylko w samym Berlinie (a tak było we wszystkich miastach Niemiec) działało 32 Żydów – łapaczy innych Żydów, by wysyłać ich na śmierć. Byli pracownikami Gestapo. Wyróżniała ich niejaka Stella Goldschlag, którą koledzy z Gestapo nazywali „Trująca Blondynka”.

Nazywa się Polaków antysemitami. Proszę teraz usiąść i przeczytać to: Żyd, Obersturfuherer SS i członek partii nazistowskiej, niejaki Fritz Schrewitz (prawdziwe nazwisko Elke Sirewiz) był … komendantem obozu koncentracyjnego Lenta na przedmieściach Rygi. Łotwa. Gwałcił więzione żydówki i zabijał je (za seks z Żydówką mógł być zdegradowany i wysłany na rosyjski front). Świadkowie potwierdzają, że w dniu 31 października 1942 osobiście brał udział w publicznym zamordowaniu 200 łotewskich Żydów…

Po wojnie pracował w Monachium w handlu używaną odzieżą. Został rozpoznany i osądzony. Wyroku nie wykonano, bo zbrodniarz zniknął w tajemniczych okolicznościach. Być może dożył słodkiej emerytury w Paragwaju…

Generał Luftwaffe Helmut Wilberg odznaczony przez Hitlera najwyższymi orderami, aryjskimi papierami i dożywotnią emeryturą po wojnie, gdy zapytany czy jako Żyd nie czuje się winny służenia potworowi, winny śmierci tysięcy ludzi, odpowiedział z cynicznym uśmiechem, że on „tylko zrzucał bomby…” W randze generała, prawda?...

Pół Żyd, Kanclerz RFN, wiele lat po wojnie, Helmut Schmidt określił swą żołnierską służbę jako porucznik – „wierna służba i żołnierski obowiązek”…

Za taką wierność otrzymał ordery, które być może „zdobył” na terenie Polski, gdzie jego batalion był jakiś czas…

A przecież ci ludzie nie byli Polakami, panie Gross. Pilnowali obozów śmierci, mordowali na wschodnim froncie i w Polsce. Cz ma pan gwarancję, że żołnierze wyprowadzający na śmierć małą Anię Frank Holandii, nie byli  żydowskimi żołnierzami Hitlera?...

Ludzka bestia wiernie służy każdemu panu, aby dobrze płacił. Stalin jak pan wie, taż miał żydowskich zdrajców Żydów… mąż Wandy Wasilewskiej, niejaki Korniejczuk był doradcą Stalina od spraw narodowościowych. To on wpadł na „odkrywczy pomysł”, aby w Polsce władze radziecką wprowadzić nie tylko polskimi rękami, ale… „Jewrejskoj umnościoj”. Ale tego pan nie przeczyta w książce rodem z polskich wydawnictw, bo zaraz otrzymają nalepki antysemityzmu.

Pan ma luksus i przywilej pisać cokolwiek, aby tylko na „warsztacik pisarski”, aby tylko zaistnieć pisarsko, prawda panie Gross?

Dam panu jeszcze jedną ciekawostkę z mego życia. Zaczynałem w USA w 1970, w maju, w żydowskiej firmie „Monsieur Bernard” przy 34 Street Nr 16. Była własnością polskiego Żyda pana Blimbauna z Łodzi. Miedzy innymi robiliśmy krawaty, najdroższe Stanach, bo za „jedyne” 12 dolarów od sztuki, a rok był, przypominam 1970. Za tyle można było zjeść obiad na dwie osoby, winem i resztą na taksówkę na koniem miasta…

Pracował u nas niejaki Alvin Rotschyld (bez pokrewieństwa…). Był berlińskim Żydem. W lutym 1941 wyjechał salonką z Berlina do Moskwy, a dalej do Władywostoku i statkiem do San Francisko… Benek Adler, polski Żyd mawiał… „Panie Kazku, ja w tym czasie ukrywałem się pod ziemią, a moją Golę zamordowali hitlerowcy. Popatrz pan, jak ta pluskwa zadowolona jest z życia… Mówię panu, niemieccy Żydzi nie byli lepsi od esesmanów…” Bóg Jakuba, Abrahama i Chrystusa świadkiem jest, że zacytowałem dokładnie. *P.S.

A właściciel firmy? Światowiec, pięć języków biegle, całą wojnę w Belgii (w towarzystwie biskupa Brukseli…). Pracowników tak dobrze traktował, że do tej pory mam sny o „utracie tamtej pracy (zwolniłem się), a przecież zaczynałem od zera.

9 sierpnia 1938 roku przyszedłem na świat wyjątkowo niezadowolony, bo podobno byłem, aż za głośnym dzieckiem… Było to w Wilnie, w szpitalu przy Alei Róż. Poród groził śmiercią i mnie i Mamie. 24 godziny na dobę czuwał na nami lekarz Żyd, panie Gross. Nie przeżył wojny… Może dlatego, że byli tacy zbrodniarze, jak ów Obersturmfuhrer SS, niemiecki Żyd…

Świat jest znacznie bardziej skomplikowany, niż pan to ujmuje w swoich wywodach podciągając pod wspólny mianownik. Jestem pewny, że pana książka „Strach” nie przysporzyła w Polsce sympatii do Żydów i jest w tym tylko i wyłącznie pana „zasługa”, panie Gross. Czy tego pan chciał?...

Jedynie jakiś socjolog, niemiecki dziennikarz, publicysta, profesor, który, co tu dobierać słów, nigdy mocno nie dostał po dupie w życiu, może filozofować o wartościach życia. Może dzielić ludzi na lepszych i gorszych, bo to, lub tamto. Tak, właśnie tak bywa, ale jest to jak ze złodziejstwem – okazja czyni go, czyni oportunistą. Nie było zbyt wielu komunistów, było, aż za wielu oportunistów. Nie inaczej było po obu stronach Odry, Wisły i Bugu.

A tak zwany czynnik kryminogenny? Podobno też wymaga okazji…

Na koniec jeszcze to. Mój znajomy przeżył Oświęcim. Nie jest Żydem. Po prostu, jako dziecko trafił tam w ostatnie dni tego piekła na ziemi. Jeszcze żyje i jest zapraszany na spotkania, odczyty, do szkół, itp. I słusznie.

Polskie dzieci uczą się o Ani Frank, holenderskiej Żydówce zamordowanej przez  hitlerowców. Być może jaj pamiętnik będzie kiedyś obowiązkową lekturą w szkołach. I słusznie.

Gdy wchodziłem do szkół w Polsce, to wielu dyrektorów „z miejsca” mówiło mi – „Tylko proszę nie opowiadać o tych okropnościach Syberii”…

Te okropności, to wywiezienie mnie, jako dziecka na Syberię, to martyrologia dzieci wywiezionych by umrzeć pod śniegiem jak mój brat Zbyś.

Ciągle jeszcze istnieje pojęcie ważnej oraz mniej ważnej, lub zupełnie nieważnej śmierci, panie Gross. A może zechce pan o tym poprofesorować?

Dziś wystarczy przykład Iraku lub Darfuru…

Czy w „Strachu” dał pan przykład niezbitego dowodu antysemityzmu w Polsce, jakim jest…. Żydowski Teatr w  Warszawie? Od początku swego istnienia, przez dziesiątki lat całkowicie utrzymywany z pieniędzy polskich obywateli. Teatr grający sztuki w Jidisz i po hebrajsku. Słyszał pan o nim?

A może mam zatrąbić, by pan usłyszał, a przy okazji coś z własnego sumienia?...

24/02/2008

P.S. * Z książki „Wielkie Jabłko”, rozdział „33 Ulica”.