Start arrow Spis felietonów arrow CZTERECH KÓŁEK CZAR...
CZTERECH KÓŁEK CZAR...
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
12.05.2008.

CZTERECH KÓŁEK CZAR...

Nie czar ale kompleks, ciągle jeszcze kompleks w Polsce. Zanim znowu zaczniesz dolepiać mi jeszcze jeden przymiotnik i wymawiać, że przyleciałem do Polski krytykować, a nie mam prawa, a się nie znam, a mnie tu nie było... to zapytam - Kiedy byłeś ostatni raz w Warszawie: czy może samochodem?...

godzisz się chyba, że Dania, Holandia, Belgja, Francja, Niemcy i tak dalej i tak dalej to są kraje o zaawansowanym poziomie życia z motoryzacja włącznie. Może nie aż tak Jak Polska, ale chyba nie dużo mniej...

Zgodzisz się (mam nadzieje, dla twego dobra, bo jeszcze myślisz samodzielnie...), że w tych krajach ludzie W MIASTACH UŻYWAJĄ TRANSPORTU PUBLICZNEGO dojeżdżając do pracy. Warszawa ma tramwaje, autobusy, a że za mało? Łatwiej jest dodać niż „rozciągnąć” na boki ulice. Kary lub taryfy za parkowanie nie rozwiążą problemu ZAKORKOWANEJ Warszawy. Nie? 0czywiscie, że nie. Gdy kogoś stać by do pracy nie tramwajem lecz TAKIM samochodem dojeżdżać (nie ma pan pojęcia panie Kazimierzu jaka to wygoda, a nie w tramwaju, ten smród zimą…) Mam pojecie, bo w - wcale nie prowincjonalnym - Nowym Yorku przez 8 lat dojeżdżałem do pracy metrem. Więc gdy kogoś, stać to będzie nawet 10 złotych za godzinę parkowania płacił. Tylko po co! Tylko dlaczego?! Przecież za lat pięć^ utknie w takim korku, że zostawi samochód bo i tak nikt do niego nie dojedzie, aby wsadzić na lawetkę i do domu. TAK BĘDZIE.

Ale, nie znaczy to, że WÓWCZAS wystarczy właśnie zostawić samochód w domu by z resztą tej… „no wie pan” … pojechać do pracy transportem miejskim? Nie. Skoro dziś ten transport martwi się tylko tym aby wprowadzać ładniejsze kształty tramwajów i autobusów, a nie pomnażać ich trasy, to NIE WYSTARCZY chociażby dlatego, że Warszawa nie wymiera. Przeciwnie.

Nie pomoże też wyprowadzanie się za miasto tych, których stać na domek marzeń pod Warszawą. Miasto rośnie z dnia na dzień i będzie rosło.

Smog czyli dym, który permanentnie wisi nad miastem? Będzie, nie może nie być. Nie jest prawdą, że coś takiego jest tylko w Kalifornii. Jest natomiast prawdą, że gdy z sąsiednich gór i półpustyni Mojave powieje gorący wiatr „Santana” i zepchnie smog nad ocean, to widoki odległe o 100 kilometrów widzisz tak jakbyś patrzył na nie ot, „na odległość ręki”. Nad Wisła takich wiatrów nie ma, nie ma autostrad (Los Angeles, miasto prawie wielkości...Belgii ma 4212 kilometrów autostrad) Czyli 6 pasowych dróg BEZKOLIZYJNYCH. A takie w przeciwieństwie do ulic gdzie jest czerwone i zielone światło, więc stój i jedź, stój i jedź… nie produkują zanieczyszczenia z samochodów.

Przez 10 lat mieszkałem w Los Angeles więc i smog czułem i powietrze jak kryształ, gdy nasze cytrusy kwitnące już w lutym słodziły mocniej niż jaśminy.

Coś za coś, ty, ważny, decydujący o "Wigach" i „szmigach”, o całej tej reszcie "malutkich” tego kraju. A może warto byś swą ważną de wsadził do tramwaju. Co? Teraz, gdy jeszcze możesz...

Jeżeli możesz? Jeżeli jeszcze żyjesz, bo w każdej chwili możesz przestać żyć jako ofiara nieudacznictwa walki z alkoholizmem – przepraszam - tradycji jazdy po pijaku. Nieudacznictwa? Oczywiście, lub jak to uwielbia przedrzeźniać chory na filipińską chorobę... Oczywisto, oczywiście.

Niedawno trzech, mądrych panów: adwokat, kierowca rajdowy (chyba) i "prezenter” Komendy Głównej Policji

Biadolili (inaczej nie mogę tego nazwać) nad problemem jazdy po pijaku. Taki to problem, że nieomal narodowa choroba w Polsce. Siły na nią nie ma. A jakie pomysły padały, że tylko buzi dać bo tak adresowane, do życzliwości powszechnej...Taka istnieje tylko u Kotarbińskiego, w logice, ale to nie ten temat, zwłaszcza, że bez logiki...

Ani siły, ani logiki nie trzeba w problemie jazdy po pijaku, tylko ODBIERAĆ prawa jazdy. Wpadłeś w rutynowej kontroli? Tracisz prawko na rok. Spowodowałeś wypadek rozbijając i swój i czyjś samochód? Tracisz prawko na 5 lat. Spowodowałeś wypadek kalecząc kogoś? 10 lat bez prawa jazdy. Zabiłeś kogoś jadąc po pijaku? Gdy wyjdziesz z kicia, to (by do rymu...) do końca życia nie będziesz kierowcą.

- Ależ proszę wysokiego sądu, być kierowca, jest moim zawodem. Doprasza się łaski wysokiego sadu...

- Właśnie wysoki sąd ulitował się, nawet dwa razy. Raz nad tobą żebyś jadąc po pijaku nie zginął, a dwa nad sobą, bo też chce żyć. Kumasz, durniu?

- Ale ja zaczynam prace o 6 rano, czym dojadę jeżeli nie samochodem! Ja mam na utrzymaniu rodzinę, muszę zarabiać!

- To podnieś dupę o 4 rano, a dojedziesz do pracy tyle, że NIE SAMOCHODEM jako kierowca. Twój ojciec i dziadek też utrzymywali rodziny, a nie dojeżdżali do pracy samochodami. Ja też dojeżdżałem środkami masowego transportu i jakoś wyżyłem).

Czy to są wymysły małego, a przemądrzałego Kazia, który ma odpowiedź na wszystko, prawda? Chce się tak myśleć Nie dziwię, sie...

To SĄ przepisy stosowane w większości stanów w USA. Może nie w stanie Nowy York, który ma taki bardag, że i polski nie większy, ale w stanach tak zwanego Southwest TO SĄ PRZEPISY PRAWA. Kropka.

Może po kropce warto bym dodał coś takiego: W prawie milionowym miejcie Tucson nie ma tramwai, pociągów, a linii autobusowych jest kilka i tylko w centrum. Miasto jest rozległe, bo 80 na 50 kilometrów, a ludzie pracują, proszę sobie wyobrazić, pracują i NIE spóźniają się. Miasto Phoenix ma w konglomeracji ponad 3 miliony mieszkańców i również tylko autobusy w okolicach głównego miasta, które obecnie rozrosło się na 110 x 80 kilometrów!

Chyba łatwo jest zrozumieć jak ważnym jest prawo prowadzenia samochodu w takich miastach, a taką jest demografia rejonu Southwest czyli południowego zachodu tak zwanego Sunbelt - słonecznego pasa.

Czy są przypadki jazdy po pijaku? A gdzie ich nie ma, ale SĄ SUROWE KARY za taką jazdę, panowie dobrej woli i takiejż elokwencji...

Może warto więc przyzwyczajać pijanych kierowców do wstawania o 4 rano by zdążyli do praca?...



12/05/2008