Start arrow Spis felietonów arrow KIJ W MROWISKO...
KIJ W MROWISKO...
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
16.09.2007.

KIJ W MROWISKO…

Na początku była woda. Przepraszam, na początku było słowo, a dopiero potem woda. A z wody wóda, to chyba logiczne? A z wódką takie, różne nakazy i zakazy jak chociażby prohibicja, że niby ni wolno pędzić i pić. Słowo – pędzić oznacza szybki ruch i szybko rozpędzono prohibicję, bo nic nie pędzi tak szybko, jak pieniądz. To on decyduje o tym, kto powinien i z jaką szybkością biegać.

W czasach, gdy wódkę uznano za szkodliwą dla zdrowia pojawiały się dowcipy, jak ziemia długa i szeroka. Rosjanie, jak nikt inny mają i najbardziej mocne dowcipy i prosto w dziesiątkę, a wyśpiewują je w tak zwanych „Czastuszkach” czyli folklorystycznych przyśpiewkach IMPROWIZOWANYCH na żywo! Tak oto ustosunkowali się do zakazu picia wódki…

…”W Użgarodzie, w Użgarodzie

zakazali wosku pić

a na dźwierach napisali

bież wadki nie prychadzić…”

W czasach Polski zwanej Ludową wojsko mawiało tak: Żołnierzu, alkohol to twój wróg! Lej go w mordę!...

Wódka jak wiemy pobudza do różnych wyczynów nieosiągalnych w stanie trzeźwości. Podobnie jest ze sterydami, Anatolami, „marchewkami” każdego sortu. Pomagają w sporcie osiągać rekordy niemożliwe do uzyskania bez tych pożywek. Dziś chcę dać Ci internauto (czytelniku) coś z autopsji…

Nie, nie brałem, co nie znaczy, że przestaniesz czytać, bo będzie nuda. Nie będzie. Od 1991 do 1996 co wtorek i czwartek pokazywałem, uczyłem, sprawdzałem (pacjentów) w „dziedzinie” prawidłowej mechaniki ciała w czynnościach związanych z podnoszeniem przedmiotów, przenoszeniem ich tak by uniknąć kontuzji, a więc i lekarza. Gdy uparty pacjent typu niedowiarek mówił mi, że on już 40 lat pracuje po swojemu i nic mu się nie stało… tylko właśnie teraz, ale to przypadek… pytałem, czy zna lekarza, ortopedę, chirurga, którzy jeżdżą najtańszymi i starymi samochodami? Nie? Aha! Oni chyba robią kasę z takich „przypadków” jak Twój? To wystarczyło.

Że gdzie tu i kij i mrowisko? Bo ZAWSZE był ktoś, kto po lekcji podchodził i cicho pytał, czy znam jakiś absolutnie niegroźny Anatol, bo on chce poprawić wyniki w siłowni… Skoro ja, nie młody ( a wtedy już sporo po 50-ce) i podnoszę całkiem, całkiem ciężary, to bez dwóch zdań coś wiem o zdrowych sterydach… Odpowiadałem, że wiem wszystko, bo systematycznie uczestniczę w konferencjach na temat właśnie sterydów, anaboli i tej (a niekończącej się) reszty. NIE MA NIEGROŹNYCH I WSZYSTKIE prowadzą do utraty zdrowia i życia. Tak, tak, panie Kaz, ale może jednak, bo właśnie kolega bierze i jest okej, co pan myśli? … Myślę, że za rok kolega nie będzie mógł myśleć mając kaszę w mózgu, a za lat pięć raka mózgu.

Nie wiem, czy to trafiło, wątpię.

Lekka przesada z tak szybkim postępem zmiany zdrowego, przeciętnie silnego organizmu w bardzo silny na równi pochyłej do śmierci. Proces może trwać długo, a jest proporcjonalny w czasie do ilości zażywanych sterydów i odporności organizmu. Jednak koniec jest ten sam. Ruina lub śmierć.

Zgoda, że mrowisko, ale gdzie kij? Będzie. Może najpierw historia (krótka) pewnego lekarza, z którym pracowałem. Dave mu było na imię i chudziutki był. Miał kompleksy słabeusza, ratował je czerwonym, odkrywanym Porszakiem, ale takie mieli jego koledzy lekarze, a byli napakowani (mięśniami…)

- Kaz… Obserwuj mnie, a ręczę Ci, że robię to, jako eksperyment, badanie. Z pełną kontrolą i tylko do czasu będę brał minimalnie, a ty pokaż mi technikę z ciężarami…

Nie było czasu tłumaczyć komuś, kto z własnej woli samotny, NIE krzywdząc NIKOGO zdecydował zgłupieć. Ludzie mają prawo być głupi.

Dave w ciągu miesiąca dołożył do sztangi (na ławeczce) 18 kilo. Wiedziałem, że połknął i już się nie cofnie. Chodził z klatką wypiętą jak prawie kulturysta, był pewny siebie, a laski odwracały głowy (za nim…). Po trzech miesiącach dołożył do sztangi następne 30 kilo. Po roku zaczął „zacinać się” w mowie. Ignorował moje uwagi. Dwa lata później miał halucynacje, stracił pracę. Rodzina zabrała go do Colorado, skąd pochodził. Nie wiem jak skończył. Wiem, że był jednym z silniejszych w siłowni. Jestem pewny, że brał maksymalne dawki. I tu jest początek kija…

Sport to coś, w czym człowiek nieustannie próbuje przeskoczyć wydajność, wytrzymałość ciała. Powoli, z coraz lepszym sprzętem (np. tyczka) poprawia rekordy, ale jest to proces wręcz ślimaczy, a czy zdrowy? Bardzo NIEZDROWY, bo wyczynowy sport prędzej, czy później prowadzi do kalectwa do wózka inwalidzkiego i niewydolności serca. Natury nie przeskoczysz. Mówię tu o wyczynowym sporcie na poziomie olimpijskim. Czyli: Jesz zdrowo, śpisz ile trzeba, odpoczywasz ile trzeba, masz regularna opiekę lekarzy i fizjologów ile trzeba i co? I czytamy, że jakiś mistrz właśnie umarł mając zaledwie 50 lub 60 lat, prawda? A przecież sport to zdrowie…

Nie, dzieci, sport to nie jest zdrowie, sport to nic innego niż produkcja, przemysł, ekonomia i robienie ogromnej kasy. Tam gdzie Można zrobić pieniądze, wszystkie chwyty są dozwolone, nawet, gdy zakazane…

To tak jak w tamtym Użgorodzie…

Może by więc tak (i tu mamy kij i to jaki) jeżeli Misio czy Krzysio z własnej woli chce umrzeć na raka mózgu lub atak serca (amerykański siłacz Marunde mając 27 lat, we własnej siłowni) to jego sprawa. Jeżeli jest sklasyfikowanym sportowcem, to niech podpisze „cyrograf”, że NIKOGO nie czyni winnym za własne kalectwo lub śmieć i niech ludzkość się dowie, co potrafi ludzkie ciało odżywiane Anatolami. Jaka jest granica siły i wytrzymałości ludzkiego ciała.

Zrobić dwie olimpiady, jedna dla czystych, co bólem, potem, łzami i krwią osiągają rekordy i druga dla „ćpaczy”. Kumamy? Oto, co potrafi ludzkie ciało, gdy z powodów do tej pory nam nieznanych szokiem i emocją zdolne jest do nadludzkich czynów. Murzynka jechała z nastoletnim synem i miała wypadek. Uratowała się, ale chłopca przygniotła Chevy „Impala” prawie 2 tonowy samochód, z tych dawnych, pełnowymiarowych. Chłopiec żył. Na miejscu już była policja, dwa wozy, przechodnie. Sześciu facetów na próżno usiłowało odwrócić, podnieść samochód. Matka doskoczyła i … PODNIOSŁA na tyle, że uratowała syna. Widziała to w TV cała Ameryka. Ja też. Więc? Co z tym kijem?...

16/09/2007