Start arrow Spis felietonów arrow NAJPIERW UMRZE KSIĄŻKA
NAJPIERW UMRZE KSIĄŻKA
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
18.12.2007.

NAJPIERW UMRZE KSIĄŻKA

Kiedy? Już umierają, bo ani tak zwane targi książki, ani okazyjne nowości nie wstrzymają procesu eliminacji zapisanego, utrwalonego słowa, a więc zagrożenia dla planów, które stworzyły komputer. Książka jest, fizycznie jest, a z komputera można dowolnie „wymazać” coś, lub wstawić coś w każdej chwili.

Coraz więcej na wystawach księgarni kolorów, a coraz mniej treści i NIE jest to przypadkowe.

Komputer już w dużym stopniu wyeliminował potrzebę istnienia bibliotek, a więc już jest początek końca książki… Dochodzi kolejny faktor nieuniknionego zgonu książki i jest nim wyczerpanie „soków z alfabetu”. Że co? Że ileż jeszcze można wycisnąć i z ludzkich emocji i z alfabetu, gdy już wszystko wsadzono do niego co normalne. Jakiś czas będzie istniało udziwnianie, wykrzywianie, aby zaskoczyć „nową formą”, ale nawet najzagorzalsi skupieni w „ekskluzywno – snobistyczny no – intelektualistyczno” kółeczkach celebracji kolejnego geniuszu wykrzywiania słów będą mieli dość. Tak będzie, bo jak długo można się zachwycać wymiotowaniem? Nawet, gdy podniesione prawem: Weź durnia, do rang „literatury awangardowej”…

Najdłużej utrzyma się tak zwane malarstwo. Przepraszam, że wyjaśniam, ale może ktoś potrzebuje właśnie takiego wytłumaczenia: Aby pisać trzeba posiadać… umiejętność czytania i pisania. Zgadzam się, że samo to wystarczy by prawem – Weź durnia zabłysnąć w literaturze przyszłości.

Żeby malować nie trzeba nic umieć. Mazać tym lub tamtym mazakiem potrafi każdy, a nagradzane wyróżnieniami i ogromną forsą malunki z rąk małp lub trąby słoni są tego najlepszym dowodem. Oczywiście, że jury nagradzając nie wiedziało, że malarzami były zwierzęta.

Tak więc najdłużej człowiek będzie maił do podziwiania malunki i bez znaczenia, że już nie będzie galerii, bo malować można na wszystkim jak długo będą jakieś farby i chęci.

Już dziś widzimy w ramkach kilka kropek i kresek, które prawem – Weź durnia uzyskuje złote medale i takież ceny.

Rzeźba… To jest trudna sprawa i moim zdaniem nie tylko w ocenie, bo fizycznie trudna do wykonania… Ale i tutaj jej twórcy uderzą w ścianę wyczerpania pomysłów, jako, że już wszystko było i nie uratują tego nagrody za kombinację krzesła z drabiną, jako dowodu na geniusz nowego artysty…

Teatr… Podobnie jak malarstwo ma najdłuższą przyszłość, bo skoro już wiele lat temu na scenie zamiast słów były kabotyńskie miny mimów, mające „wyciągnąć” z widza głębię jego intelektualnych „zrozumień”… to dziś nie widzę końca dla udziwnień na scenie teatru. Zawsze się znajdą miłośnicy kobiecego cycka na plecach, a nosa na brzuchu, co udowodnił cwaniak Picasso. Ponownie – Weź durnia da i nagrody i zachętę do śmiechu z garbatego.

Film, podobnie jak malarstwo ma mocne nogi i zajdzie daleko. Technika umożliwiająca ludziom latanie między drapaczami chmur wkrótce zastąpi żywych aktorów stworami z każdej wyobraźni. Przyznam, że sam czasem oglądam te chyba niewyczerpane możliwości wirtualnego świata.

Wreszcie muzyka. Wydobywać dźwięki potrafi każdy, a podniesienie „piosenki aktorskiej” do rangi śpiewania daje nieograniczone możliwości każdemu, kto zechce po swojemu zaśpiewać „swoje”. Co to znaczy? Weź durnia – zagwarantuje sukces” nowej fali śpiewu”, w której najmniej ważnymi będą takie starocie jak linia melodyczna i jakieś tam doremi…

Od zarania swego istnienia człowiek był artystą w śpiewaniu, gdy jaskiniowiec wył radośnie, bo zabił mamuta i malarzem, gdy krwią mamuta uwiecznił go na ścianie jaskini.

Taniec? Przepraszam, taniec już istniał w repertuarze jaskiniowców i dziś wraca do oryginału.

Cieszyć się powinni pisarze lat 1945 – 1989, że nie dożyją. Gdy dziś patrzę, słucham ich wypowiedzi, to podziwiam, że jednak potrafili stworzyć coś, co przedarło się przez beton PRL-u. Ale żal mi ich, to moi rówieśnicy, a byli skazani na jazdę na stacjonarnym rowerku. Wszyscy siedzieli na takich samych siodełkach, był ruch, wysiłek, ale rowerek ciągle w tym samym miejscu. Czym zadziwić, zaskoczyć mógł Kowalskiego, Kwiatkowskiego, gdy obaj wiedzieli dokładnie to samo i musieli mówić to samo. Czy można szarzyznę upiększyć szarzyzną? Można dodać czerni, bieli, rozwodnić…

Ostatecznie nie każdy miał życie tego przemądrzałego z Arizony, które wiodło go już od dziecka trasą z syberyjskiego wschodu po „dziki zachód”… A po drodze od Alaski po Patagonię (nie mówiąc o krajach z tysiąca i jednej nocy), On może wymądrzać się, bo ma czym. Ciekawe, czy potrafiłby lepiej „zadziwiać” niż oni, gdyby tak jak oni tonął w szarzyźnie? Można jedynie gdybać…

A szarzyzna została, jako ulubiony kolor do dziś, przepraszam, bo jako drugi, pierwszym jest czarny. Gdy przylatywałem do, Polski już po 1989, to nie mogłem zrozumieć, dlaczego młodzi ludzie noszą „żałobę” czarnych i szarych płaszczy po kostki… Północny klimat? Żałoba po czym? Przecież to czas radości, chyba…

Dopiero w tym roku Polska dopełniła „ksera” ze Stanów i ubierze się w kolory typowe dla meksykańskich i latynoskich Barrios…

Dopełni? Tak, bo mamy dzień flagi… Nie pamiętam, czy był taki jeszcze nie dawno temu, bo w Stanach istnieje od zawsze, 14 czerwca, jako Flag Day… To tak o polskiej tożsamości…

Podróżowanie… To jest problem dla Centrali, bo ludzie widzą, że są inne systemy, kultury, prawa. Nie szkodzi. Stworzy się atrakcje nie wymagające zimowych urlopów w Egipcie (gdzie można zarazić się hezbolakowaniem…) w postaci mega parków z ciepłą wodą i palmami. Już takie są, nie tylko w USA.

Kontrola i inwentaryzacja inwentarza ludzkiego. Najpóźniej w roku 2028 prymitywne czipy (wszywane od roku 2018) zastąpi technologia, przy której dzisiejsza identyfikacja siatkówki oka to dziecinada.

Komputer też wejdzie nieomal wirtualne istnienie. Początek zrozumienia tego dało paru 15-latków, którzy (bodaj to w 1999) złamali kody Pentagonu! Nie, nie ukarano ich, ale na okres wakacji zatrudniono płacą na tydzień, tyle, co ich rodzice zarabiali w rok! Co się z nimi stało? Cisza…

Wojny? Zanim do nich, to ciekawy jestem, kto pierwszy w języku polskim powiedział, że … trup ściele się gęsto (a pisarze chętnie powtarzają). Czy to dlatego, że można trupa zawinąć w obrus, pościel? Chyba tak. Piękne…

Wojny były, są i będą, bo ZAWSZE jakiś królik lub generalik będzie miał ambicję zostania królem lub generałem, ale to będzie lokalnie i dobre dla ekonomii. Centrali to nie przeszkodzi. Centrali? Kto to zacz? Ludzie w niej pracujący nie będą tego wiedzieli, a ty czytelniku stosuj starą, radziecką zasadę: Ciszej budziesz, dalsze jedziesz. Tłumaczyć? Chyba nie, więc nie dopytuj, bo się dopytasz…

Ale pewnego, pięknego poranka inny 15-latek puści takiego śmierdzącego bąka w komputer świata, że będzie … zadyma? Nie żartujmy. NIC NIE BĘDZIE, to znaczy, nic nie będzie działało.

Zazdroszczę ci, że dożyjesz takich emocji, może nawet usłyszysz głos z najwyższej wysokości… „Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie”…

Ale najpierw umrze książka.



18/12/2007