Start arrow Spis felietonów arrow PASOŻYTY...
PASOŻYTY...
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
30.12.2007.

PASOŻYTY…

Jedną z dolegliwości tak zwanego podeszłego wieku jest powtarzanie się. Z góry przepraszam, zasłaniając się niepamięcią…

Definicję pasożyta chyba każdy zna. Coś lub ktoś żyjący w pracy naiwnych durni, sam nic pożytecznego nie dając, a obrastając w tytuły naukowe.

Politolodzy tłumaczący z polskiego na polski, to, co się dzieje w polityce, co każdy widzi w telewizji. Religioznawcy tłumaczący jak należy wierzyć i dlaczego. Konstytucjonaliści tłumaczący z polskiego na polski to, co w tym języku jest napisane. Astronomowie przekonywujący nas o bardzo ważnym znaczeniu tamtej (właśnie odkrytej) gwiazdy odległej o miliony lat świetlnych (ciekawe jak to obliczają, skoro nawet nie wiedzą jak wygląda dużo bliższy Saturn…)

Wreszcie prognostycy pogody. Jest to towarzystwo najbardziej celebrowane, zwłaszcza w okresie urlopów i wakacji. Tylko, dlaczego z uporem godnym lepszej sprawy robią durni i z prezenterów pogody i z nas, którzy opłacają ich bardzo tłuste, pasożytnicze życie.

Ale do rzeczy, czy do faktów. Jest piątkowy wieczór, 28 grudnia 2007, gwiazdy, niebo bez chmurki, wiatru zero. Już jest ranek, sobota 29 grudnia 2007, błękitny, bez chmur (jeżeli nie liczyć kilku „plewek” niby chmurek).

Blondynka prezenterka (z nogami do nieba, więc słusznie, że prezentuje..) na kanale TVN Meteo o 9 rano podaje pogodę dla Polski na ten dzień mówiąc, że od Szczecina do Gdańska będzie deszcz ze śniegiem, żadnych szans na słońce. Patrzę przez okno i mrużę oczy, bo mam słońce prosto w pysk…

Już jest południe, a zamiast śniego-pluchy ciągle słońce. Dokładnie tak samo deszczowo i śniegowo zapowiadają inni prezenterzy od (krygującej się) cioci kreci po piękne panie prezenterki i panów zubilewnych.

Synoptycy od pogody, ja wiem, że wiatr zmieni każdą zapowiadaną, że „nadleci niespodziewany front”, ale czy tak trudno jest zatelefonować do Szczecina, Słupska i Gdańska, zapytać jak tam u was? Usłyszeć, że dziękujemy, bo sucho i słonecznie…

Macie radar, pięknie. Chyba widać na nim, że na te dni od Francji poprzez Beneluksy i Niemcy ŻADNEGO frontu nie ma, a wiatru też mało.

Polska leży w pasie zachodnich wiatrów, zwłaszcza w okresie od jesieni do wiosny. Nie pada w Niemczech, to nie powinno u nas, na Pomorzu, zwłaszcza, gdy zapowiada się to samo przez przeszło 48 godzin, prawda?

Zanim pierwszy z was zaistniał, jako synoptyk, na garnuszku takich frajerów jak ja i Ty internauto, to naród mawiał… „Na świętego Marcina jest deszcz, albo go ni ma…” dokładnie tyle samo jesteście w warci. Niestety, wasza wartość pochodzi z kieszeni naiwnych codziennie wpatrujących się w to szklane diabelstwo zwane telewizorem.

Gdy studiowałem w Gdańsku mieliśmy na Studium Wojskowym majora B. był to Poleszczuk, człek ze wszech miar porządny, co od Lenino do Berlina nie jako politruk, ale zwykły piechociniec przeszedł i krwi dał.

Major B. (a niech będzie po nazwisku, bo warty jest pochwał, więc major Błaszczuk) miał tak zwaną, prostą, chłopską logikę i taką samą filozofię życiową. Nie wiem, dlaczego tak określa się po prostu mądre rozumowanie i działanie, ale tak się „utarło”.

Studenci mieszkający w akademiku regularnie i to mocno spóźniali się na zajęcia ze Studium Wojskowego. Wiadomo… my studenci, a nie jakieś „Jasie poborowe”…

Major Błaszczuk szybko ukrócił takie numery. Gdy studenci tłumaczyli, że biedni, że nie maja zegarków, to usłyszeli i cytuję: „A na wieży dworca w Gdańsku jest duży zegar, można wcześnie wstać i zobaczyć, która godzina…”

Widząc zaskoczenie i głupie miny dodawał z poleskim akcentem… „Nie śmij się! Nie rusz si!...”

Panie doktorze od pogody, można rano wstać, zadzwonić do kolegów, czy koleżanek w Koszalinie czy Gdańsku i zapytać, czy pada, prawda?

O nie śmij si!

A jednak warto się śmiać, bo tylko śmiechu jesteście warci, wy synoptycy. Trzymajcie mocno kciuki, aby komuś nie zechciał się sprawdzić waszej „sprawdzalności”, bo spadnie bardziej niż o połowę. Czy to jest ważne? Oczywiście można olewać, bo i tak nie ma się wpływu na wasze istnienie… Ale czasem można się wnerwić i nie koniecznie w Polsce, bo nie różnicie się w pasożytnictwie swego istnienia, niezależnie od kraju…

Niejaki Jimmy S. synoptyk w Tucson, Arizona, zapowiadał pewnego dnia normalkę, czyli słońce i suszę. Poprzedniego dnia kupiliśmy „miękkie” meble na patio i zgodnie z jego „zapowiedziom” oczywiście nie przykryłem ich, a był początek lipca (1998), a więc możliwość pory deszczowej. Gdy wróciliśmy z pracy meble zmieniły się w gąbką, a ich kolor w kilka kolorów… Nie były przygotowane na wodę. Zatelefonowałem do TV13. Nie uwierzysz czytelniku, ale Jimmy nie pojawił się w telewizji przez 3 tygodnie, powiedziano, że wziął urlop…

Nie sądzę, by podobna sprawiedliwość obowiązywała w Polsce. Wiem (może to bogobojne życzenie), że podobno w Rosji strzelają do prezenterów, gdy zamiast ciepła zapowiadają śnieg… Ale może to tylko plotki, niestety tylko.

Jednej mądrości wam gratuluję: Macie świadomość, że po pierwsze: przeciętny widz olewa tak lub inaczej wasze głupoty, a po drugie, że ma słabą pamięć. Doceniam tą mądrość. Nie, nie kpię. Ale Mozę ciut faktami? Ponownie.

Po gwiaździstej nocy z 29 cz 30 grudnia 2007, gdy według was miało być biało od śniegu i szaro od chmur wstał błękitny, słoneczny ranek. Mnie przypomniał o Bogu. Że to naturalne, bo z nieba? To też, ale nie tylko… Piękna, wiotka i nielegalnie długonoga brunetka w TVN Meteo o godz. 8 rano niezmiennie straszyła tą część Polski deszczem i deszczem ze śniegiem. Ze gdzie tu miejsce na Boga? Pomyślałem… Boże, dlaczego ja muszę mieć już 70 lat…

Jest popołudnie i resztki słońca na niebie bez chmur. Prognozy pogody na 30 grudnia na rejon Pomorza i Wybrzeża ciągle bez zmian – chmury, przelotny śnieg, deszcze ze śniegiem. A to już jest bezczelne robienie z ludzi durni. Dlaczego? A dlatego, że wystarczyło gdybyście zatelefonowali do kolegów w Koszalinie lub Słupsku, gdzie słonecznie i sucho zanim zapowiecie, że tam pochmurnie i pada. Tylko tyle, jeden telefon zamiast zacierania łap, że miliony durni opłacają waszą bezużyteczność. Przepraszam, jest to niesprawiedliwe, bo bezużyteczność tak, ale tylko gdzieś tak w granicach 50%. Może, więc o tyle obciąć wam to zacieranie rączek?...

Może jeszcze to – Wasze ofiary, czyli prezenterzy pogody zachwalają przy i bez okazji różne miejsca, powiedzmy, kurorty na świecie, jako warte wydania pieniędzy na urlop. NIEZMIENNIE zachwalanym, takim miejscem jest miasto Chihuahua w Meksyku… „Jak zwykle piękna i słoneczna pogoda, warto wybrać się tam po opaleniznę i … wysoką temperaturę…” (dosłownie) NIE, NIE WARTO! Chociaż gwarantuję bardzo wysoką temperaturę, gdy was okradną i być może użyją, jako potrawę na grilla. Jest to miejsce delikatnie mówiąc, gdzie brud, smród i … słonecznie. Cały boży rok, jako PRZEKLEŃSTWO, właśnie takiego klimatu, gdzie nawet modlitwy indiańskich szamanów o deszcz odbijają się od kamiennych uszu boga pogody. Nędza proporcjonalna do ilości słońca.

Może, więc warto dać prezenterom minimum wiedzy o świecie? Czy powyższy temat wart jest papieru i waszego czytania? Nie wiem.

30/12/2007