Start arrow Spis felietonów arrow WYGŁUP ALBERTA EINSTEINA, TAK, TEGO...
WYGŁUP ALBERTA EINSTEINA, TAK, TEGO...
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
22.01.2008.

WYGŁUP ALBERTA EINSTEINA, TAK, TEGO…

Może nie wygłup, ale brak podstawowej wiedzy z  astronomii, a jednak… WYGŁUP, bo inaczej tego nie można nazwać. Czy ja mam do kogoś szacunek (poza sobą, prawda)? Już chyba wspomniałem, że mam do wielu ludzi, wielu zawodów, że do zawodowych bokserów i do… Mikołaja Kopernika. Że jednak muszę mieć wizytę u specjalisty? Zawsze uważałem, że powinno się dać zarobić dobremu specjaliście, więc zgadzam się.

Ale co mają zwodowi bokserzy lub Kopernik wspólnego z Einsteinem „geniuszem” fizyki? Nic, a dlatego, że wiedzą więcej o astronomii… Jak wiemy – „Wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię, polskie wydało go plemię…” Kopernik odkrył, że to nie Ziemia tkwi bez ruchu, lecz wraz z innymi „ciałami niebieskimi” jest w ruchu. Zawodowi bokserzy, jeżeli ukończyli szkołę podstawową, to myślę, że też o tym wiedzą. Einstein chyba jakąś szkołę ukończył? Dziwne, że nie słyszał o tym, co odkrył Kopernik. A może antypolskie? Coś w rodzaju antypolonizmu? Tego raczej się nie dowiemy, więc przejdę do faktu, FAKTU.

USA TODAY, Friday, November 5, 199, page 10A, cytuję: „Hubbles Law also rocketed him to frame after He convinced Albert Einstein that the universe was in motion not static as Einstein had thought. Einstein called his own Misteka his big gest blunder”… (dosłownie głupi błąd – tu największy).

Amerykański astronom Hubble przekonał Einsteina, że wszechświat jest w ruchu, a nie jak Einstein sądził i Einstein nazwał to swoim największym błędem. „Geniusz” myślał, że skoro jego de siedzi na ziemi, to wszystko musi się dookoła jego de i Ziemi kręcić. Jest to o tyle dziwne, że nie trzeba geniuszu by wiedzieć, że słońce wędruje od wschodu do zachodu…

A Ty, internauto, czytelniku, dziennikarzu na pewno wiesz, co w swoich spotkaniach ze studentami amerykańskich uniwersytetów, w telewizji, mówił Aleksander Sołżenicyn, zaraz po otrzymaniu Nobla w literaturze. Że to Cię gie obchodzi, bo nic wspólnego nie masz z gadżetami? Też prawda.

Może jednak? Może chcesz przeczytać o tym, co mówił Wspaniały Pisarz i wróg komunizmu? Ostatecznie, to dzięki temu, że mieszkasz w kraju, który formalnie wolny jest od komunizmu (a przynajmniej tak Cię zapewnia) możesz bawić się gadżetami, więc…

Jak wiemy Sołżenicyn po otrzymaniu Nobla wybrał Stany Zjednoczone, jako miejsce na Ziemi, choć jego rosyjska dusza każdego dnia rwała się do prawdziwego Domu. Zamieszkał w stanie Vermont, gdzie kupił farmę. Jesienią ten stan (pofalowany wzgórzami i niewielkimi górami) przypomina gigantyczny dywan i tu muszę użyć wyświechtaka – orgię kolorów…

Prawie natychmiast był zapraszany do publicznych wystąpień. Niestety, tak sknocił „Gułag”, w którym prawie połowa stron to fakty, że pomimo nie najgorszych tłumaczeń na angielski, książka jest bardzo trudna do czytania i Amerykanie ją olali. Mam i oryginał i angielskie wydanie. Nie znam polskiego tłumaczenia (ale, „ Oddział chorych na raka”, to perła).

Żal mi było tego, prawdziwego człowieka „wypluwającego” swoje serce do „androidowej” widowni, do człekopodobnych słuchaczy, którzy tyle rozumieli, co im następnego dnia podały media (w swojej wersji!).

Którejś nocy, gdy sen nie nadchodził, a maszyna do pisania poprosiła o odpoczynek (walę dwoma palcami, jakby to był worek bokserski, inaczej nie umiem, pomimo, że to już przeszło 40 „rękopisów” różnych książek…) widzę w CNN wywiad z Sołżenicynem. Obok pisarza stoi tłumacz i zaraz podaje po angielsku. Było to o ile pamiętam w Georgetown Univesity znanego z zamiłowania do marksizmu – leninizmu i dużej sympatii do (wtedy) Związku Radzickiego.

Oto słowa Sołżenicyna „…Już w czasie wojny wierzyliśmy w Amerykę. Wierzyliśmy, że gdy pobijemy Niemca, to Ameryka przyniesie nam śmierć komunizmu”… Powiedział uśmiechnął się po swojemu, szeroko, no szeroką jest dusza rosyjska.

A tłumacz, na uśmieszku tak to przetłumaczył: „Już w czasie wojny wierzyliśmy we wspólne zwycięstwo nad faszyzmem, wierząc, że Ameryka pomoże nam w utrwaleniu pokoju światowego…”

Ten tłumacz i wszyscy, którzy asystowali Sołżenicynowi mówili doskonale po rosyjsku, mowy nie było o błędach.

To było ostatnie, publiczne wystąpienie Sołżenicyna. Widocznie ktoś mu tłumaczył, że robią z niego durnia i miłośnika sowieckiej wersji pokoju na świecie. Durnia? Miłośnika? Oczywiście. Większość Amerykanów nie zna rosyjskiego (bo po wtorku jest środa…), ale większość nie ma sympatii do komunizmu.

Nie wiem, jakie tłumaczenia i czy w ogóle dochodziły do Polski tamtych lat, jeżeli te rodem z Georgetown University i Columbia (gdzie uwielbia wykładać Zbigniew Brzeziński i gdzie zapraszają innego wroga… komunizmu, czyli Aleksandra Kwaśniewskiego…) to i z Polaków, w Polsce robiono durni.

W latach powstawania Związku Radzieckiego jego mieszkańcy coraz mocniej wierzyli w powiedzenie – „Abman krugom”. Czyli obłuda, kłamstwo dookoła. I jeszcze raz chwała genialności Kremla. Tylko zazdrościć.



P.S. 1) Że co mi raptem z Einsteinem? Nie mi i nie mnie. Kilka dni temu, 40 latek, absolwent Politechniki Gdańskiej powiedział… „Gdyby nie geniusz Einsteina, to do tej pory jeździlibyśmy konno bryczką.” Czy może dlatego mówi się: Zrobił go w konia?...

P.S. 2) Sołżenicyn? To z ogromnej sympatii…

22/01/2008