Start arrow Spis felietonów arrow Wygłup ala Wojciech Cejrowski.
Wygłup ala Wojciech Cejrowski.
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
18.12.2007.

Wygłup „ala” Wojciech Cejrowski.

W stanach się mawia: „It is not what you know, but who you know”, co znaczy, że nie ważne co wiesz, ale kogo znasz. A jak znasz to i w telewizji i w prasie zaistniejesz. Inaczej niż powyższe nie mogę tłumaczyć sobie bzdur jakie pan W.C. upycha w Polsce. By wyjaśnić, że nie jestem po pierwsze złośliwy do faceta, a po drugie? Pan W.C. jest w prostej linii kuzynem mojej Renaty, której mama rodem jest z Tczewa jest z klanu Cejrowskich, a Stefan Cejrowski, kiedyś nazywany najlepszym lekarzem wśród tenorów… jest wujkiem Renaty. Czyli dziś robię przy piórze niby rodzinie… o co chodzi? O bzdurę która pan W.C. (Przepraszam ale takie są inicjały…) założył polskiemu czytelnikowi o zwyczajach jadowitych węży w Brazylii. Czytałem to chyba w „Wprost”. Głowy nie dam, że tam, ale czytałem. Ten pan podający się za „członka rzeczywistego królestwa towarzystwa geograficznego w Londynie” opowiada o skutecznej obronie przed wężami, gdybyś czytelniku znalazł się w Brazylii…

Oto gonią cię „jadowite węże pilnujące gniazda” (dosłowne) Co masz robić. Możesz im wytłumaczyć, że węże NIE pilnują gniazd i nie żyją parami… Gdy to nie pomoże, to słuchaj pana W.C.: zrzuć plecak, węże jak nic na nim wyładują swoją złość. Ale na krótko, więc znowu cię gonią… zrzuć z grzbietu koszulę, gwarantowane, że cały jad na niej zostawią…

Panie Cejrowski, jedynym gadem, który jakiś czas rzeczywiście pilnuje może nie gniazda, ale złożonych jaj, jest krokodyl i jego odmiany. Zawsze robi to samica i tylko samica, POJEDYŃCZO! Węże spotykają się tylko w czasie kopulacji, a samce są jak ten pan Stasi z Łodzi… Bzyka, bzyka i odchodzi…

Przypadkowe spotkania lub z okazji polowania kończą się konsumpcją. Na przykład King Snake uwielbia mięso grzechotników, a kobra innych kobr…

Jedynie afrykańska Mamba czarna, osiągająca wymiary monstrualne jak na jadowitego węża, bo do 4 metrów, rzeczywiście czasem goni człowieka. Jest tak szybka jak olimpijski sprinter, a w „biegu” unosi połowę ciała do prawie pionu więc widzi co i jak…

Takie pierdoły jak pana „rzeczywiście geograficzne”, może dobre były w epoce takich „geografów” jak Olgierd Budrewicz opowiadający robolom na Wisłą o świecie widzianym z okien hotelowych, podróżując za pieniądze tych roboli nad Wisłą (wtedy również za moje, więc mam prawo pisać). Ale nie dziś panie W.C….

Wtedy, pamiętam w Sopocie, słyszało się na plaży, nawet nie kaleczony, bo gorzej, język angielski tych uprzywilejowanych co nawet lojalek nie musieli podpisywać, bo sami je dawali do podpisu… słuchałem i rzygać mi się chciało i wtedy znienawidziłem ten język nie wiedząc, że kiedyś zastąpi mi polski… tak, ale to było wtedy i wtedy mógłby pan bajerować również o … „kowbojowaniu w Arizonie”. Co za pech, że ja znam to miejsce na świecie jak własny dom, panie W.C….

Czy jadowite węże i żmije w tropikach są agresywne i gonią człowieka? Uciekają od człowieka gdzie się da, a atakują, gdy albo „przyparte do muru”, albo gdy człowiek przypadkiem nadepnie czy nieomal otrze się o nie. Nie tylko gady wiedzą, że najniebezpieczniejszym stworzeniem jest człowiek.

Spotkanie z grzechotnikami Arizony czy Ameryki w ogóle, jeżeli nie są przypadkowe, to wynikają z głupoty i brawury człowieka, który zaprawiony alkoholem zdolny jest do wszystkiego poza rozumem.

Gdy ulewa zmieniła drogę w rzekę i nasz wypożyczony w Rio de Janeiro „Fiat” początkowo płynął, a potem osiadł jak łódeczka i musieliśmy nocować w dżungli, Renatka miała spotkanie z wężem… idąc na siusiu potkana się łapiąc gałąź. To nie była gałąź, ale wąż który (nie jadowity) błyskawicznie znikł w podszyciu. Jechaliśmy z San Salvador Bahija do Brasilia, a to „sporo” przez interior…

By znaleźć jakiegoś Żakarake Fier de lanca trzeba było szukać… że ludzie giną od śmiercionośnego jadu? Oczywiście i pomimo, że doświadczeni tubylcy, to nie zobaczą gada, bo tak wtopiony jest w otoczenie.

Zastanawiam się… Czy pan W.C. uważa ludzi za durni, czy może pojęcia nie ma o tematach bazując na swym ogólnie obieżyświatowym „imidu”…

Tylko, że to nie te czasy „egzotyki” rodem z węgierskiego Balatonu. Ja pamiętam takie, wtedy robiło się kasę!

A może to ja jestem ten prawdziwy frajer? Chyba rzeczywiście tak, bo to co jest w telewizji, to ma rację… a to co w miesięczniku rangi jednego z kilku głównych, to tłumaczone jest z … „It is not what you know, but who you know.” Right on!

18/12/2007

P.S.

Relację o wężach „ale” pan W.C. Nie były napisane na zasadzie humoru, ale jako rada światowego bywalca.