Start arrow Spis felietonów arrow Rehabilitacja w Polsce
Rehabilitacja w Polsce
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
20.02.2009.

Rehabilitacja w Polsce

Jest takie powiedzenie - Na piękne oczy... Zatrudnić, zapłacić, uwierzyć i tak dalej. Nie jest to powiedzenie amerykańskie, bo w Stanach gdy Cię ktoś potrzebuje, to znaczy, że coś z Ciebie będzie miał. Mówiąc krótko, że coś potrafisz robić. Powyższe powiedzonko przypomina mi stary, biurowy dowcip... Kandydatka na sekretarkę to wyjątkowo atrakcyjna laska i słyszy, że dyrektor nie tylko ją zatrudni, ale nawet z przyjemnością. - Panie dyrektorze, z przyjemnością, to ja muszę mieć trzy razy tyle pensji...

Tytuł mojego, kolejnego wypięcia się, że co to ja... No dobrze, powtarzam się, więc tytuł jest za poważny na dalsze żarty. Co jest poważnego w rehabilitacji czy to pourazowej czy poupadkowej to wszyscy wiemy? Nie wiemy, bo niby skąd, że w Stanach rehabilitacja jest skrócona do niezbędnego minimum pod okiem specjalistów. Pacjent otrzymuje dokładne instrukcje jak i kiedy wykonywać ćwiczenia, otrzymuje tak prymitywny, ale niesamowicie skuteczny "sprzęt" jak gumy w różnych kolorach i o różnej rozciągliwości i ćwiczy w domu. Oczywiście, że najcięższe przypadki ciągną się aż pacjent odzyska zaplanowany cel, ale do kliniki rehabilitacyjnej NIE przychodzą ludzie, pacjenci, którzy MOGĄ GODZINAMI stać w kolejce do zarejestrowania lub czekania na zabieg. GODZINAMI! Ostaszewicz, ty wyrodku! Polska jest biedna, kliniki przepełnione, są strajki. PRZEPEŁNIONE?! Oczywiście, że tak, skoro widzę jak starsi ludzie godzinami stoją, STOJĄ w kolejce by co? No co? Wygadać się do terapeuty, bo nikt inny nie chce ich słuchać, lub nie mają do kogo?

Nie winię tych ludzi, przecież nie wiedzą, że może być inaczej, bo nawet gdy otrzymają program do ćwiczeń w domu, to kto im zabroni wizyty w pomieszczeniu gdzie można spotkać znajomka, poplotkować i zaraz poczuć się lepiej. Przyjacielska rozmowa często lepsza jest od "terapii" (aby jeszcze jeden pacjent...).

W czym rzecz, poza moim gadulstwem, prawda? Myślę, że w niedouczeniu polskiej kadry terapistów w Stanach. W czasie studiów wkładano nam do głowy, aż do znudzenia, że edukacja pacjenta, jego pełne zrozumienie problemu, to więcej niż połowa sukcesu w rehabilitacji.

Ile wizyt ma przeciętny pacjent powiedzmy po (przykład, który każdy zrozumie) wyjątkowo skomplikowanym "skręceniu" kostki? Taki przypadek, to nie więcej niż 6 wizyt, 3 razy w tygodniu po 45 minut, czyli dwa tygodnie. Jeżeli pacjent chce wrócić do normy, to w oparciu o zademonstrowane mu ćwiczenia, wróci, w domu. Jeżeli jest "żelaznym" pacjentem, to na własny koszt.

A przecież gdzie jak gdzie, ale w Stanach liczy się pieniądz, więc wydawałoby się, że pacjenta należy "doić" via ubezpieczenie jak najdłużej, prawda? Nie jest tak.

Nie twierdzę, że polskie kliniki rehabilitacyjne "doją", bo NIE znam metod rehabilitacji w Polsce. Za wcześnie ucieszyłeś się dopinający mi kolejny przymiotnik... Nie, nie mam kompleksów, po prostu mieszkam w Polsce już przeszło dwa lata, więc poznałem łatwość i szybkość robienia komuś "przy piórze".

Parokrotnie widziałem w telewizji długie kolejki starszych, (choć nie tylko) ludzi czekających nie wewnątrz kliniki, ale przed budynkiem na rehabilitację. Słyszałem komentarze typu (dosłowne)... "Jak pani się nie doczeka i umrze, to będzie miejsce dla mnie..."

Pomijam idiotyzm powiedzenia o śmierci z braku rehabilitacji, ale mówi ten tłum ludzi, na STOJĄCO, godzinami oczekujących na wizytę trwającą (mam nadzieję) nie dłużej niż 45 minut NIE ZOSTAŁ WŁAŚCIWIE PRZYGOTOWANY przez terapeutów, aby pomagać sobie, samodzielnie.

Kapitalizm jest bezwzględnym ustrojem i Polska dopiero teraz poznaje jego czarne, okrutne strony. Ale kapitalizm pomaga ludziom zadbać o siebie NIE CZEKAJĄC aż ktoś zadba o nas. Oczywiście, że to ogólnik, bo są sytuacje i sytuacje, ale wyjątek potwierdza regułę, prawda?

Angielski purytanizm i kapitalizm mają to jako życiową dewizę: "Bóg pomaga tym, którzy pomagają samym sobie..."

Co nie znaczy, że nie należy dbać o bliźniego.

A Ty, mój krytyku, tak łatwo mnie podsumowujący chyba wierzysz w Boga? Że co? Że chyba słyszałeś... Nakarmić raz, to zaspokoić głód na jeden dzień, ale nauczyć (łowić ryby...), to nakarmić na życie...

P.S. Gdybym nie widział i nie słyszał, to nie uwierzyłbym. Oto co powiedziała (nie młoda) pani stojąca w wielogodzinnej kolejce po rehabilitację:

"W ten sposób dostane się na rehabilitację za rok!" Nie, nie kpiła, była po prostu wnerwiona. Proszę pani - Gratuluję siły i kondycji!