Start arrow Spis felietonów arrow Moje uznanie dla lewicy (dziś "demokratycznej")...
Moje uznanie dla lewicy (dziś "demokratycznej")...
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
12.02.2009.

Moje uznanie dla lewicy (dziś "demokratycznej")...

Takie stwierdzenie od kogoś kogo lewica wywiozła na Syberię? Mały szok, co? Niezgodność, opinii? A niby dlaczego, przecież to nie prawica, nie prawicowi żołnierze wrzucili mnie jak pakunek do bydlęcego wagonu, ale radzieccy żołnierze komunistycznej, a więc lewicowej władzy. Zgoda? Nie? To w takim razie współczuję.

Nie napisałem - uznanie dla lewicowych poglądów, ale dla lewicy jako grupy ludzi, a obecnie części rządu w Polsce wolnej od... lewicowej władzy, którą z takimi ofiarami zrzuciła z siebie. Dlatego moje uznanie dla lewicy, bo sukces, kogokolwiek sukces, gdy prawdziwy zawsze doceniam.

A konkretnie to uznanie dla lewicowców wieku z mego pokolenia i tych ciut młodszych. Dlaczego? Bo podziwiam każdego kto potrafi zachować prosty kręgosłup zwłaszcza gdy najpopularniejszym nie jest. Chociaż... Czy ja wiem...

Lewica obecnej Polski to nic innego niż w prostej linii kontynuacja mentalności PZPR, bo 2x2 daje cztery, a najlepiej określił to Aleksander Kwaśniewski w wywiadzie z człowiekiem mądrym jak Lis (choć tamtego dnia był wyraźnie "niedysponowany"...) Towarzysz Kwaśniewski powiedział, że nawet gdyby brał setki pryszniców, to nie zmyje z siebie nalepki exkomunisty... A fe, towarzyszu Kwaśniewski, wstydźcie się, ludowa ojczyzna urodziła, wychowała i prawie wykształciła, a wy, że jakiś ekskomunista? Świetlanej przeszłości się wstydzicie? Wobec tego ja zawstydzę się za was. (Już nie mówię, że co by szanowny tatuś powiedział, prawda?).

No dobrze, chwała starszym wiekiem lewicowcom za ich niewstydzenie się partyjnej, komunistycznej przeszłości, ale co z tymi młodymi "szczeniakami" SLD? A, też im chwała i naprawdę nie kpię. Potrafili wkręcić soę, sorry, usiąść na rządowych, poselskich stołkach i tłusto siorpać z rządowego koryta. Każdy orze jak może i gratuluję.

A co z hasłami przewodnimi obecnej lewicy, przecież jakieś uzasadnienie swego istnienia musi mieć (zwłaszcza w kraju, który uwolnił się od... lewicowej władzy). A ma takie, oryginalne jak: zadbanie o człowieka pracy i tego typu "odkrywcze" wartości...

To, że Europa Zachodnia od lat ma w swych rządach tak zwane socjaldemokracje jest zrozumiałe, bo raz, że są opozycjami partyjnymi, czyli w jakimś sensie "języczkiem uwagi", a dwa, że ta Europa tyle wie o ohydzie komunizmu co przeczyta w epopejach na jego cześć... Ale żeby w Polsce? Bog żeszty moj, jakby powiedział sąsiad ze wschodu i dodał: Każdy pa swajemu z uma schadzit, co w dowolnym tłumaczeniu równa się: Każdy głupieje na swój sposób...

Ale, skoro każdy orze jak może, to podziwiać i gratulować.

Zero uznania mam dla paru facetów, którzy jakiś czas zakochani byli w PiSie. Jeden był (medialnym) ulubieńcem mojej Renaty. Przystojny, prawie anglojęzyczny (dla Ciebie mój krytyku całkiem, a nie prawie...), elokwentny nawet wrażliwy, z tych co prawie łezkę uroni. Gdy wojskowa orkiestra (której był wodzem...) grała, to szczęśliwy w PiSowskim niebie rozpływał się tak jakby mu grali starosłowiańskie... "Rado, Rado, Kupajło". Raptem, pewnego dnia okazał się małym zwierzątkiem, które uciekło z pokładu PiS. Mało, nie szkodzi, że gdy był członkiem załogi PiS-u, to świata poza nim nie widział, a tu raptem słyszymy, że tak mu było tam źle i taki tam smród i bagno. Więc wybrał czysty PO-kład...

Takich facetów w Stanach nazywa się Flip-flop czyli bez kręgosłupa. Flądra ma mocniejszy bo leży na jednym boku... A taki jak on potrafi na każdym zależnie od wiatru.

Drugi Flip-flop, to z wyglądu (i "elokwencji") nic tylko drewniany kołek równiutko przycięty i tak samo uczesany. Gdy był w PiS, to słów wierności do PiS-mu brakowało, a starał się wychwalać na ile ograniczenie możliwości wysłowienia się pozwalało... Gdy wskoczył na PO-kład zakochał się w jego kapitanie i załodze.

Co jest w powyższej, nieomal kabaretówce dziwnego, to fakt, że media nie zrobiły komentarza o... cudownym nawróceniu.

Gdy jeszcze do niedawna, bo do jesieni 2007 spotykałem się w szkołach zawsze słyszałem dlaczego nic nie mówię na temat polityki. Podobne pytania miałem od dorosłych, od znajomych. Dlaczego już nie spotykam się w szkołach? Rozmowa z... betonem, ze ścianą przestała mnie bawić. Młodzież nie musi być jak ta "wszechwiedząca", mająca na wszystko odpowiedź w niby "pytaniach" (czyli młodzi z telewizyjnego "Młodzież kontra")... ale też swoją klapkę na oczach i uszach ma, a coraz szczelniej zaciska ją TVN.