Start arrow Spis wierszy arrow Demokracja, czyli wymysł lunatyków...
Demokracja, czyli wymysł lunatyków...
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
31.01.2009.

Demokracja, czyli wymysł lunatyków...

lecz nie tylko, bo marzycieli i nieudaczników każdego rodzaju. Oto Ty, zapluwający mnie za powyższe, masz własną firmę, powiedzmy, że budowlaną. Czy nie musisz mieć kogoś kto nadzoruje, kogoś kto kontroluje, rządzi?

Z definicji demokracji wynika, że jest to władza ludu. Nie ma czegoś takiego jak władza ludu nawet gdy jego władze są wybrane w tak zwanym demokratycznym procesie. Władze, kumasz, ty słodzący o demokracji, władze...

Najmniej dotknięci chorobą tak zwanej cywilizacji (technicznej) jakimi są na przykład Indianie nad Amazonką, nie mogą być równi jeden wobec drugiego gdy pracują we dwójkę. Jeden musi być boss, bo inaczej będą się opierda... zamiast pracować. Doskonale wiedzą o tym Ci co zatrudniają nie tylko Indian. Demokracja gdy bez... bata władzy jest niczym innym niż anarchią.

Wprowadzenie tak zwanej demokracji w takim kraju jak Polska, który nigdy w swej historii nie miała demokracji doprowadziło może nie do anarchii chociażby dlatego, że rząd trzyma społeczeństwo w posłuszeństwie obietnicami z cyklu obiecanki cacanki, a głupiemu... oraz "dowodami" dbania o sprawiedliwość w postaci komisji do badania działalności komisji sprawdzającej komisje...

Ale luz jaki nastąpił w tak zwanych środkach masowego przekazu po latach PRL-u spowodował rozlanie się jadowitej kpiny, raczej rozpełznięcie się, bo ona kąsa, pluje jak plująca kobra, a do tego nosi okulary... "szkieł kontaktowych"... Tylko patrzeć jak przydupasy tego kontaktowego szkiełka stracą resztki krzywego uzębienia, tylko czym wtedy będą gryźli? PiS?

Nie gloryfikuję komuny lat Polski Ludowej i PRL-u, ale wtedy NIE było ani tak jadowitej kpiny ani takiego chałturzenia jakie frajerom obecnie dostarczają w smrodzie adoracji wzajemnej (a kabotyńsko) różne "kabarety" kubowojewódki, hermafrodytomajewskoszołowe, budki, moralnoniepokojowozerowe talentem gwarantowane brawami opłacanej klaki w studio telewizyjnym.

Że za mocno? By nie powiedzieć niesprawiedliwie w ocenie? No, skoro serwują takie teksty (dosłownie) jak - "Uwielbiam zapach twoich skarpetek" i natychmiast ryk szczęścia zachwyconej "publiczności" (czytaj-klaki), to zwracam honor.

Rozpanoszyła się chałtura w demokratycznie serwowanej wiedzy do nie dawna tak egzotycznej jaką jest motoryzacja przez duże M, a do tego światowa. Jest w niej taki jeden wypasiony (wyraz właściwy-samochodowy), a dosłownie, bo ma tego wypasu wagi wieprzowej, który za szczyt światowości przyjął mówienie w stylu imitacji rapowania. Tłuściutki czubku, pewno nie wiesz, że układając palce w gestykulacji do "rapowania", któregoś dnia ułożyłeś w znak jaki w East Los Angeles, w młodocianym, latynowskim gangu znaczy...Fuck you!... Czy chciałeś powiedzieć telewidzowi-wal się?... Widzisz czubeczku tłuściutki, dziś nie te czasy by ktoś po drugiej stronie szkiełka był tak "wsiowy" dla twoich numerków.

Nawet mój największy krytyk nie posądzi mnie o gloryfikację komuny lat mojej młodości. Nie waham się powiedzieć, że wtedy był prawdziwy szacunek i do widza i do wykonania zawodu w teatrze, w kabaretowaniu, na scenie w ogóle. Rodziło to prawdziwe perły i aktorstwa i piosenkarstwa. Dziś? Piosenkarze w ogóle nie muszą śpiewać bo i tak nic nie słychać, a lepiej nie rozumieć tekstów. Przesadzam? Oczywiście, ale czy aż tak bardzo?

A demokracja, co to "zacz"? Jest jak deser, ale najpierw zapracować na obiad. Wolność w narodzie tak kochającym powiedzonka typu... A ja go i tak w hu... zrobię... jest nie tylko anarchią, ale powrotem do epoki jaskiniowej.

Demokracja to przede wszystkim szacunek dla tych najmniej ważnych w społeczeństwie, tych nawet najbiedniejszych. Kulturę danego narodu poznaje się właśnie po tym jak traktuje istoty najbardziej zależne, a w tym również zwierzęta.

Ale przecież teraz mamy wolność i demokrację!