Start arrow Spis wierszy arrow Uczenie się o USA...
Uczenie się o USA...
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
14.12.2008.

Uczenie się o USA...

... z amerykańskich filmów lub polskiej telewizji. Przepraszam, są też tak zwani akredytowani w USA, a nie brakuje Jasiów w Chicago. Nie można zapominać o "profesorskich" amerykanistach z polskich uczelni. Czyż więc można się dziwić, że każdy przylot do Polski był serią wykładów o USA w moją stronę? Tylko dziwica by się dziwił, więc ja widocznie ciągle jestem dziwicą. Że kpie i to w taniutkim stylu? Myślę, że nie w tańszym niż różne wojewódzko i majewsko - moralne niespokojne i temu takie same...

Zajęło mi około 20 lat życia w Stanach Zjednoczonych zanim zacząłem rozumieć ten niesłychanie skomplikowany kraj. Dziś, po 37 latach życia w USA, myślę, że wiem trochę więcej, ale nie wszystko.

Może zacznę tak... Uczenie się o jakich USA? Tych z ulic miast molochów/ Nowy York ciągle nazywany jest przez większość Amerykanów obcym miastem sztucznie przyczepionym do USA... czy z rejonu Appalachów? A może z serca kraju jakim jest Midwest? Ale i ten nie jest monolitem nie tylko kulturowym. Czy może z miast zachodniego wybrzeża gdzie różnica między Portland lub Seatle, a Los Angeles jest nie mniejsza niż do Brukseli czy Berlina, Marsylii lub Malagii...

Ale i to byłoby uproszczeniem, bo przecież dochodzą ogromne różnice językowe bardziej dzielące ten kraj niż te w Europie. Podziwiać, a jeszcze bardziej gratulować "amerykanistom" z tytułami profesorów w Polsce...

Amerykański film jest wytworem mózgów z Hollywood, które gdyby mogły, gdyby naprawdę mogły, to pokazywały by światu Stany Zjednoczone jako jeden wielki śmietnik i siedlisko narkomanów żyjących w ruinach murzyńskich get i białej, skrajnej biedoty.

Jeden łańcuch na szyji i jeden komplet brylantowej biżuterii "narkomana" z takiego getta wart jest więcej niż roczna pensja "amerykanisty" w Warszawie. Ale to też jest płytkie uproszczenie rzeczy.

Lekceważenie najprostszych prawideł geografii i botaniki w amerykańskich filmach możesz mój krytyku zobaczyć gdy oglądasz film z Florydy na tle gór, lub podzwrotnikową roślinność przy domach w Chicago.

Nie oglądasz tego co ja nie tylko musiałem widzieć, ale niemal żyć w tym bo pracując 8 godzin każdego dnia. A co to? A nowoczesne bloki pięknych mieszkań z elektroniką, trawnikami, dla najbiedniejszych, murzyńskich rodzin i po roku lub dwóch w ruinie, a zamiast trawników śmietniska...

Oglądasz niesprawiedliwość rasową, bo Hollywood robi wszystko by wzbudzać nienawiść, by przypominać dawne krzywdy, by rozbijać społeczeństwo. Powiedzieć, że Hollywood jest lewicowy, to tak jak powiedzieć, że SLD nie lubi... Radio Maryja... Źle to ująłem? Chyba tak, więc poprawiam: Nie tylko producenci, ale zdecydowana większość "pięknych ludzi" z Hollywood bez pytania poparli by program PZPR.

Naiwnością z mojej strony jest coś prostować, przecież nie jestem akredytowanym, "kraśnym" nie mówiąc o amerykanistowaniu w temacie. Może więc zostanę przy ludzkiej stronie mego Domu (przez większość mego życia).

Gdy w Alabamie Murzyni spalą murzyński kościół i prasa obwinia rasistów (dość częste numery w repertuarze murzyńskich polityków z "Tęczowej" Koalicji...) to biała Ameryka śle pieniądze i kościół jest odbudowany...

Gdy zwyrodnialec (Meksykanin) oślepił suczkę i potopił w beczce jej szczenięta (dając pokaz swoim dzieciom), to suczka leci prywatnym samolotem z Teksasu do Seatle, do najlepszego okulisty i lekarza, bo zaraz są pieniądze. NIE inaczej gdy murzyńskie dziecko urodzone ze śmiertelną wadą serca potrzebuje i operacji i specjalny aparat by żyć. To głównie biała Ameryka wysyła datki. Tak, coś podobnie szlachetnego obserwuję w Polsce i chwała.

Polska telewizja "Planete" pokazuje amerykańskie służby walczące z okrucieństwem zwierząt. ZAWSZE jest to w dzielnicach gdzie ich mieszkańcom NIE przeszkadzają śmiecie, bo w podobnych mieszkali zanim nielegalnie przekroczyli granicę USA. Ale i takie dzielnice mają inny kolor, tylko tam nie ma walk psów i okrucieństwa na najbardziej zależnych od niełaski człowieka.

Przeciętny Amerykanin ma tyle wspólnego z... amerykańskim filmem co Ty, mój krytyku z życiem na przykład w Chinach...

Kilka tygodni temu uczestniczyłem w rozmowie "koneserów" filmu. Tak, to a bardzo ogólnie nazwijmy. Ktoś wychwalał Kirka Duglasa jako najlepszego aktora z Hollywood.

Zapytałem skąd taki zachwyt nad raczej przeciętnym aktorem i cytuje:"Bo on Panie Kazimierzu nauczył naszych aktorów jak jeździć konno..."

Ktoś inny (jak to w Polsce), że cały Hollywood to własność kilku Żydów rodem z Polski... Faktem jest, że taki był początek "Fabryki Snów". Gdy nie zareagowałem, to usłyszałem, że Marlon Brando oficjalnie, w prasie nazwał Hollywood i jego produkcję filmowa prywatnym interesem żydowskim. To fakt i przyznałem rację bo było to dość głośne (przez dwa dni), ale właściciele wytwórni filmowych tak oto skomentowali wypowiedź Marlona Brando. NIE zarzucając mu ani kłamstwa ani antysemityzmu lecz... "Przez tyle lat korzystał z przywilejów, stał się i bogaty i sławny, a teraz okazał się taki niewdzięczny..."(autentyczne).

O komunistycznych sympatiach w Hollywood było bardzo głośno w procesie przeciwko Komunistycznej Partii USA, na którym po nazwisku wymieniał swoich kolegów Elia Kazan... Żydzi nie mogli zrozumieć dlaczego Żyd, a do tego o światowej sławie okazał się... zdrajcą. Podobno, podobno kiedyś w czasach rewolucji 1917 rodzinę Kazana niezbyt miło potraktował inny Żyd Trocki. Tak mówiono...

Moim rozmówcą i temu zachwyconemu Duglasem wyjaśniłem (są młodsi o dobre 20 lat), że Kirk Duglas nie dlatego był zapraszany do komunistycznej Polski, że był Żydem, lecz dlatego, że nie krył komunistycznych sympatii.

Ale, ale, spotka się dwóch Polaków i na co zejdzie rozmowa po kilku minutach? No na co? Na Żydów. I to nie tylko w Polsce, bo w Polonii to samo.

A wracając do okrucieństwa wobec zwierząt... Polska telewizja pokazuje amerykańskie metody kontrolowania tego zjawiska w miastach, bo człowiek jak wiemy jest najokrutniejszym stworzeniem na tej planecie. Na ogół interwencje są w dzielnicach gdzie domy dziadowskie i nie brakuje śmieci... To prawda, bo ich mieszkańcom do niedawna żyjącym na południe od granicy z USA tak żyć było normalką. Prawdą jednak jest, że i Murzyni i biali (zwani przez... białych Amerykanów... "white trash"(- białe śmiecie) też "dokładają" do niedoli zwierząt. Jednak interwencje nie pokazują mojego Tucson gdzie nawet najbiedniejsi mieszkańcy), a w tym 30% ludności to Meksykan - Americans, lub nielegalni z Meksyku mieszkają w czystych, pastelowo pomalowanych domach.

Interwencje są w Phoenix, w stolicy Arizony, gdzie pracy jest więcej, ale aby pracować w bajecznie łatwej i przyjemnej jak oczyszczanie parków, konserwacja roślinności itp., to trzeba znać „compadre", bo nieomal 100% pracowników to Chicanos. Płaca za ruch na świeżym powietrzu? Więcej niż dla: policjanta po akademii, strażaka po akademii, nauczyciela z wieloletnią praktyką, pracownika banku i pielęgniarki... To też jest Ameryka.

Ameryka, mój dom właściwie całego mego dorosłego życie, więc mój kraj. Ze smutkiem muszę go nazwać - Kraj oszukanych ludzi... Nie mam na myśli finansowych przekrętów i miliardowych korzyści kosztem przeciętnego obywatela, bo tak jest wszędzie i jedynie liczby są mniejsze. Amerykanie pierwszy raz zostali oszukani polityką Roosvelta, który z wózka inwalidzkiego i pod mocną ręką żony zakochanej w towarzyszach z Moskwy, oddał pół Europy Stalinowi, a w tym i Polskę.

Kolejne oszustwo kosztem tysięcy poległych żołnierzy nastąpiło w kwietniu 1951 roku gdy generał McArthur pogonił komunistyczne siłę koreańskie (wspierane przez Chiny) daleko poza 38 równoleżnik i właściwie wygrał wojnę. Wówczas, właśnie wtedy odwołał go (przenosząc na emeryturę...) prezydent Truman... Po serii miłych telefonów do Moskwy zdecydował oddać połowę Korei komunistom. Dziś Północna Korea na śmierć głodzi miliony ludzi, ale prezydent Bush "nie zdejmie" dyktatora w Korei jak to zrobił w Iraku z Husseinem. Hussein NIE 10 tysięcy Kurdów, lecz około 3400 (zgoda o tą liczbę za dużo) zamordował, bo nie kryli się z planami oderwania się od Iraku i... zamordowania Husseina. Ale setki tysięcy na śmierć zagłodzonych dzieci w Północnej Korei to zero uwagi G. W. Busha i pociągających za sznureczki jego przemówień... Liczy się arsenał atomowy.

Kolejnym oszustwem na narodzie amerykańskim było okłamanie go, że winni za 11 wrześnie 2001 są w Iraku, a ten ma broń masowej zagłady. I jedno i drugie okazało się zaplanowanym kłamstwem.

Dziś jest za wcześnie mówić o czarnym prezydencie USA, gdyż jedynie ubiega się o prezydenturę pan Barack Obama. Czy wygra wybory? Znając mentalność tłumu, wiedząc jak Amerykanie i zmęczeni są i wydrenowani finansowo okupacją Iraku, być może ma szanse na nominację. On, lub żona tego krasnala od cygara w majtkach Moniki (sorry, ale wygląda na dużego krasnala i ten jego nos...).

Daj sobie spokój mój krytyku z przypinaniem mi łatki typu "teoria spiskowości", zostaw to dla dzieci dozorcy podwórka gdzieś na starej Pradze (tak się kiedyś mawiało na bzdury...).

Wydesygnowanie czarnego Amerykanina na kandydata (bez względu jakie ma szanse) ma służyć dalszemu rozłamowi w amerykańskim społeczeństwie, a jak wiemy skłócone, rozbite społeczeństwo łatwiej jest prowadzić powiedzmy, że za nos. "Nieumiejętność" zamknięcia granicy z Meksykiem, a więc wpuszczanie milionów ludzi nieznających angielskiego, a więc ponownie - bez wspólnego języka z amerykańskim sąsiadem o płot, to za mało, aczkolwiek jest dobrym początkiem dla Centrali.

Jeżeli prezydentem zostanie Murzyn, powtarzam - jeżeli, to zostanie zamordowany NIE przez rasistę lecz przez ludzi Centrali. Że co? Że na taką naiwność pytania mogę jedynie odpowiedzieć - gówno!

Przecież zamordowanie czarnego prezydenta NA NOWO wznieci nienawiść w relacji - Czarne - Białe. I OTO CHODZI panie i panowie utytułowani profesorsko w amerykanistyce polskich uniwersytetów, wy, tacy kulturalni, przy sobie, bez wulgarności (mojej) języka i tacy znawcy.

Republikański Mc Cain?, prawie 6 lat prania mózgu, doktrynowania doustnego, dożylnego i do...... gdy był więźniem "Hanoi Hilton", czyli więzienia dla amerykańskich jeńców w Wietnamie, nie gwarantuje mi sympatii, a nawet zaufania do niego. Takich oto mam kandydatów na prezydenta mego kraju, którego obywatelem jest od 1978, a mieszkańcem od 15 kwietnia 1970.

Prawda, jest pani Clinton, słodkoustna i uwielbiana w Nowym Yorku. To, że jej mąż wolał młodsze "usta" Moniki nie dyskfalifikuje jej w kandydowaniu na pierwszego prezydenta USA płci żeńskiej i wcale się nie zdziwię gdy wygra. Potrafi gdy trzeba łezkę uronić, całuje czarne bobaski i ma 102% poparcia Gminy Żydowskiej w Stanach, a to są OGROMNE pieniądze i jest to nawet nie tajemnicą Poliszynela, lecz oficjalnym faktem.

Oto moja Ameryka. Oto Ameryka jakiej do końca nie pokaże Ci TVN i polskie media plus "Planete"... Oto mój wybór w głosowaniu. W którą stronę?... Jako od zawsze zarejestrowany republikanin nie powinienem mieć wątpliwości w którą?...

Była późna wiosna 1971 i jechaliśmy naszym pierwszym samochodem bordowo-czerwonym Fordem "Maverick" na nakładanych (bo tańsze) oponach. W drodze do wodospadu Niagara dostaliśmy flaka, lało jak z przysłowiowego. Zatrzymali się... Murzyni, dali nam nowe koło z oponą... Za darmo.

Ruszyliśmy, ale "Maverick" (nazwa nieokiełznanego konia, ostrego byka, kogoś z charakterkiem) zdecydował odpocząć na trawce. Sygnalizowałem o pomoc, ale samochody ledwo widziały mnie w strugach ulewy. W rozbryzgach i zygzakach zatrzymał się "ogoniasty", ogromny Buick. Wysiadło czterech Murzynów, każdy ze sto kilo wagi. Moja Renatka w mokrej, obcisłej, a różowej bluzeczce, "jabłuszka" pięknie widać... Pomyślałem... No, koleś, wylądujesz jako potrawka na grillu i oby tylko to...

Ale Murzyni wzięli nas na hol i dowieźli do stacji benzynowej, której właścicielem był Murzyn.

Czekałem na gadkę, że samochód to setki części, więc może być to lub to, a za tyle, a tyle... Mój angielski był dokładnie taki jak wiedza o silniku... Ale Murzyn dmuchnął w kabelek, wymielił go i nasz rumak ochoczo zarżał... Forsa? Murzyn ścisnął mi rękę, klepnął w plecy, że mało nie usiadłem i błysnął bielą uśmiechu życząc szerokiej drogi...

To też jest Ameryka, ale Hollywood tego nie pokazuje... P.S. Hollywood zrobił film o generale Pattonie. Pokazał go jako nieomal krwi żołnierskiej głodnego narcyza, za cenę najwyższą szukającego własnej sławy. Krnąbrnego wobec dowództwa, a równocześnie z pokorą... całującego pierścień na biskupiej ręce we Włoszech. Nic tylko kanalia w mundurze. Oczywiście przecież Patton (jeden z prawdziwych bohaterów amerykańskiej armii) chciał po zwycięstwie nad hitleryzmem iść na... Związek Radziecki by rozprawić się z "zarazą komunizmu". Nic dziwnego, że zginął w "wypadku"... Szkoda, że reżyser tego filmu, dbający by zniechęcić widza do Pattona (a bardzo szczegółowo) nie zadbał o to y mapa Europy z lat 1943-44 nie wyglądała jak Europa po wojnie, po roku 1945...Ucz się czytelniku historii z filmów, taka tam dokładność i takie "fakty"...