Start arrow Spis felietonów arrow Ostaszewicz, czy wiesz co to jest chamstwo...?
Ostaszewicz, czy wiesz co to jest chamstwo...?
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
08.11.2008.

Ostaszewicz, czy wiesz co to jest chamstwo...?

Zapewne nie raz nie dwa tak pytałeś Ty mój krytyku, prawda? Bo wartość literacką mego pisania już dawno oceniłeś na dwa z minusem. Te, moje: Prawda? Że co...? Ale to nic w porównaniu z wulgarnością i brakiem szacunku do każdego kto myśli inaczej niż ja (a już chciałem dopisać...prawda?...)

Można by Cię było może i czytać, (bo nie tolerować) gdyby nie absolutnie obce polskiej kulturze i mentalności nie liczenie się ze słowami oraz używanie ordynarnych słów jak dupa i temu podobne.

Nie wiem co jest ordynarnego w dupie, może pan Miodek wie? Pojęcie - ordynarny dosłownie znaczy - zwyczajny, tuzinkowy. Że w jakim języku? No właśnie, znowu to...że...

Ani w polityce ani w dziennikarstwie ani w "prezenterach" każdego rodzaju sztuki, wiedzy i wiadomości nie brakuje...ordynarnych to znaczy - zwyczajnych czyli tuzinkowych ludzi, a jednak nie nazywam ich dupami, co najwyżej od czasu do czasu używam słowa - dupek. Trudno inaczej ocenić recenzenta i krytyka z San Francisco Examiner, który zarzucił Kiplingowi, że ten nie umie pisać po angielsku... A tak bliżej, w czasie i przestrzeni? Proszę: Wysłałem maszynopis mojej książki o młodocianych gangach latynoskich w Los Angeles. Konkretnie, to treścią jest metamorfoza 17 latka, wodza gangu, który po odejściu (puszczalskiej) matki i śmierci ojca, weterana z Wietnamu, musi szukać swego miejsca w okrutnym, rozpędzonym świecie. Musi w tym samym czasie mocną ręką trzymać gang (żyjący głównie z handlu narkotykami i wymuszeń) oraz znaleźć własna osobowość rozsadzaną i hormonami i ogromną, wrodzoną inteligencją. Ta książka, to moje osobiste, zawodowe, sportowe i towarzyskie kontakty z gangowcami gdy przez 10 lat mieszkałem w Los Angeles i przez 17 lat w Tucson (a macki gangów "13-tki" i pierwsze ohydztwa okrutnej "Salvatrucha" sięgały daleko poza Kalifornię).

Recenzent (paru, bo z innego wydawnictwa też) stwierdził, że "książka nie zawiera nic co by zaciekawiło polskiego czytelnika...". Znajomy, emerytowany polonista powiedział - Panie Kazimierzu, dał pan niewłaściwe nazwisko autora. Nikt w Polsce panu nie uwierzy, że to pana książka, jest..."za duża" dla przeciętnego recenzenta. Gdyby pan podał nazwisko powiedzmy John Smith...Aaa, wtedy Polska miała by amerykański bestseler.

Może ma rację.

Wielokrotnie przyłapywałem się na tym, że w rozmowach widzę "cofanke" rozmówców...Jak to lepiej określić? Nie potrafię. Może to, że raptem słyszą coś co wykracza poza znane im pojęcia, a przecież nie przyznają się, że czegoś nie wiedzą, dziś, w Polsce gdzie i internet i TV o wszystkim i o wszystkich... Może to? Nie wiem.

A to, że...wiem, że właśnie wiem i bezwstydnie, (bo inaczej tego nie określisz mój krytyku) podaję jak wyrocznia? Czy to może się podobać? Oczywiście, że nie! A skąd to wiem? Chyba już pisałem, że parokrotnie w spotkaniach z młodzieżą szkół (głównie było to w średnich) słyszałem... Kiedy pan stał się taki pewny siebie? (a w pytaniu aż krzyczało - bezczelnie pewny). Odpowiadałem, że zawsze gdy traciłem pracę i zamykano mi przed nosem kolejne drzwi...Dodawałem, że...skromni ludzie przychodzą do mety na ostatnim miejscu, jeżeli w ogóle ktoś zauważy, że istnieją...

Skromność nie ma nic wspólnego z "wyciszaniem siebie" żeby inni nie pomyśleli, że jesteś...bezczelnie pewny siebie. Świat w jakim żyjesz mój(młody) krytyku NIE przyjdzie do Ciebie, bo jesteś w czymś dobry. To Ty musisz powiedzieć to światu, GŁOŚNO powiedzieć i równie dobrze udowodnić. Że jest to za "wcześnie" dla polskiej mentalności? Umrzesz z głodu, koleś, gdy uwierzysz w to "za wczesne", tylko tyle Ci powiem, a co z tego, że kiedyś przyznasz mi rację, bo START, rozumiesz, START, jest bardzo ważny.

Moje grubiaństwo w ocenie ludzi i sarkastyczny do nich stosunek? Uszłoby mi z palcem w...(no widzicie, ponownie wylazło z niego chamstwo...) gdybym zawsze mieszkał w Polsce, byłbym swój, a nawet drukowany, no, może z łatką oryginała, który bywa, że ciut przegina...

Co ja poradzę, gdy media jak zgodnie grająca kapelka pod batutą, może powiedzmy tak jak w towarzyskim, gadanym brydżu..."Tak, czy owak, powiedział pan Nowak...", że kapelka medialna kpi ze wszystkiego co nie jest miłe Donaldowi... (Co za pech, że w kreskówkach jest... kaczor Donald...) Kaczor...

Pojęcia nie mający o samolotach wojskowych powielacze (sorry, dziennikarze), nie zostawią suchej łatki na amerykańskim samolocie F-16. Ale szmelc "te kaczory kupiły...". F-16 ma NAJMNIEJ ze wszystkich samolotów bojowych usterek. Tak, ale każde jego lądowanie oceniane jest nieomal kraksa...Rosyjskie Migi nawet gdy rozwala się lub "zaorają komuś kartofle" NIE doczekają się nawet wzmianki w mediach...

Zdecydowana większość dziennikarzy powtarza jeden po drugim, bo, przepraszam po kim i z czego mają? Kilka gazet ukrywających nienawiść do PIS-u "zawodową rutyną i uczciwością"...bez sprawdzenia źródła "kaczej" plotki nagłaśniają ją bo...powyższe powiedzenie brydżowe...

Jako ktoś, kto na pewno bardziej niż ty, krytyku CHCE wrosnąć w Polskę, odnaleźć w NIEJ swój PIERWSZY i być może już ostatni DOM, jestem najdalej by ten dom obrzydzać i sobie i Tobie. Urodziłem się co prawda poza obecna Polską, chociaż Wilno jest na pewno bardziej polskim miastem niż Wrocław czy Gdańsk, więc jako mieszkaniec tego domu chcę by coraz lepszym był. To chyba nie jest za trudne by zrozumieć?

Przypomnę motto do tej książki:"Prawdziwa cnota krytyk się nie boi"(Chyba, że mieszka w Polsce)Dziękuje.