Start arrow Spis wierszy arrow Ach ten genialny Sigmunt Froyd...
Ach ten genialny Sigmunt Froyd...
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
27.10.2008.

Ach ten genialny Sigmunt Froyd...

Dlaczego genialny? Każdy kto potrafi zrobić dużą forsę bajerując ludzi jakimikolwiek teoriami jest genialny.

Gdy Zygmusiowi kopło się w kalendarz, to jeszcze świeżego trupa od czci i wiary odarli niedawni jego pochlebcy i naśladowcy ogłaszając w amerykańskiej prasie, że "Sigmunt Froyd przedstawił ciekawe teorie, ale bez żadnego naukowego znaczenia"... Niestety, pomimo, że liczyli na podobną genialność, to nic z tego nie wyszło. Ceni się oryginał, nawet gdy z przysłowiowego palca wyssany. Czyli, drogo czytelniku - internauto dziś zabawimy się w... sny.

Zabawianie ludzi było, jest i będzie dochodowym sposobem zarabiania na życie i doskonale wiedzą o tym astronomowie i przepowiadacze pogody. I jedni i drudzy zabawiają nas czymś równie asurdalnym, a co najważniejsze bez ŻADNEGO dowodu. Wykłady astronomów o gwiazdach odległych o miliardy miliardów lat. Piękne, co? A sprawdzisz, Ty niedowiarku? Oczywiście, że nie, więc co się czepiasz kogoś kto ma tytuł profesora, prawda?...

Ale ma być o snach. Dziś opowiem tylko o jednym jaki miałem wiosną 1944 w Kazachstanie. Miałem wtedy 6 lat (z tego widać, że ciut życia mam za sobą i coś niecoś wiem). Był to sen dzikiego dziecka wychowanego najpierw w syberyjskiej tajdze, a od lata 1941 do lata 1946 właśnie w stepie Kazachstanu. By dokładniej... Aha, tu ciekawostka i dowód złośliwości pani redaktorki z trójki radiowej w Warszawie (budynek Radia(Rok chyba 2000 i wywiad ze mną na temat mojej książki "Długie Drogi Syberii". Pani redaktor "żguczaja" brunetka o ostrych rysach, przez cały czas z wyrazem niestrawności na jadowitym uśmieszku udawała, że mnie słucha) technicznie sprawę trzymała w ręku inna pani, za szybą, bardzo sympatyczna i bodajże o imieniu Renata? (Ale ponieważ wywiad był z propozycji pewnej, szarej eminencji i kolegi "Lesia Siwego"... więc brunetka jakoś to trawiła, ale nie wytrzymała i mocząc majtki ze szczęścia, że mnie zaskoczy, powiedziała żebym dokładnie, DOKŁADNIE dla słuchaczy Radio 3 powiedział gdzie to było w tym Kazachstanie, bo każdy może tak sobie opowiadać...Miłe, co? Sobie!...

Więc zapytałem czy mam po polsku czy po rosyjsku dać, dokładnie...Dałem w obu językach, a dziś po polsku. Kazarma na 81 rozjeździe kolejowym pomiędzy miastami Jesilem i Atbasarem, a 12 kilometrów od wioski Dżaksy i 14 kilometrów od wioski Dżenatlek...

Ale... zgadzam się, że u mnie zawsze za długo wstępem, więc do snu. Jest wiosna. Śnię, że idę stepem i już kwitną błękitne kwiatki (jako pierwsze), które nazywaliśmy gwiazdeczkami. Ale oto za pagórkiem pojawia się mały samochodzik bardziej niebieski niż kwiaty. Dziś wiem, że miał kształt spłaszczonego VW. Jest piękny, gonię go, prawie dotykam, ale znika...

Co w tym dziwnego? Przecież każdy genialny ekspert od robienia kasy na frajerach profesoruje, że sny, to odbicie naszych doświadczeń lub pragnień.

Nigdy nie widziałem samochodu. Przed wywozem na Syberię rodzice, ja i brat Zbyś mieszkaliśmy na "zapadłej" Wileńszczyźnie. Jedyny samochód to ciężarówka, który przewoziła nas ze wsi Biała do Tomska. W bydlęcych wagonach (bez okien) zawieziono nas do kazarmy w Kazachstanie. Rozmowy o samochodach (już w kazarmie)? Rozmowy w ogóle? Po 10 godzinach pracy przy konserwacji toru kolejowego Mama, pani Bronia i reszta kobiet nie miały sił na żadną rozmowę. Mama musiała czymś nakarmić i ogrzać dwa żywe szkieleciki - mego brata Zbysia i mnie.

Jak ważnym był ten tor? Był jedynym, którym węgiel z Karagandy dostarczano do fabryk na Uralu i którym na front zdawałoby się bez końca jechali skośnoocy żołnierze z azjatyckich republik Związku Radzieckiego. Awaria na takiej "linii życia" nawet gdy przypadkowa, to byłby sabotaż karany śmiercią.

Więc skąd taki sen. Na jakiej podstawie. Pamiętam go jakby z ostatniej nocy, był taki piękny i taki krótki. Sen dzikiego dziecka pozostawionemu samemu sobie, bez zabawek, bez towarzystwa innych dzieci(prawda, była córka brygadzira Starcowa, moja rówieśniczka, ale to była...baba, więc bawić się z taką?...) Dziecka bez książek. Słucham panie profesorze, słucham i gratuluję następnej publikacji z wiedzy o snach. Kasy też gratuluje. Tylko zazdrościć.

Coś mi jednak zostało z tego snu... Do dziś lubię samochody w niebieskim kolorze...

P.S. Nie mam i nie będę miał imejlowego adresu. Nie znaczy to, że nie cenię opinii o moim pisaniu. Nie znaczy jednak również, że bardzo jestem ich ciekawy. Powód jest prozaicznie prosty i wyjaśniłem go w felietonie "Obyś nie został pisarzem..." Chociażby tylko ten nazwijmy to felieton czy refleksja będzie miał kilka opinii, a dla czytelnika najmniej ważną będzie moja...

W jakimś stopniu jest to jak z deszczem... Jednemu dogodzi, innemu przeszkodzi, prawda?