Start arrow all
all
"Patrol Sprawiedliwości" cz.10
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
17.03.2019.

JESZCZE NIE KONIEC


Przekleństwo powiedzenia, że nieszczęścia chodzą parami, spełniło się, gdy umarła babcia Cacusia. Teraz Bysio, Cacuś, Hanka i Asia, oraz pan Henryk byli rodziną, a to jest olbrzymie słowo...

Albo działalność „Patrolu Sprawiedliwości” była tak skuteczna, albo jak to zwykle bywa jej wyolbrzymiona wersja, tak zwaną szeptanką, powszechnie się rozeszła, faktem jest, że media nie pokazywały okrucieństwa zadawanego zwierzętom. Przemoc domowa? Trudno było Bysiowi rozróżnić, oddzielić sporadyczność i przypadkowość od rutyny...

„Awantura rodzinna”, tak najczęściej policyjne notatki określały coś ukryte w czterech ścianach było w rzeczywistości biciem i wyżywaniem się silniejszego nad słabszym. Niestety, bardzo często były nimi dzieci, co Bysio doświadczył na sobie z ręki ojca pijaka.

Często maltretowane kobiety wstydziły się i jak to się idiotycznie nazywa, „prać swoje brudy publicznie”. Często były w stu procentach finansowo zależne od męża sadysty. Kto tak naprawdę oceni motywy, zwłaszcza, gdy bardzo prywatne.

Oczywiście, że było to „poletko socjologów”, którzy poza robieniem doktoratów z kolejności dni tygodnia i telewizyjną elokwencją powinni nie w mediach, ale w takich podwórkach, jak te, co „wychowało” Bysia i Cacusia, zbierać materiały do prac naukowych.

Czyż nie są pracownikami „nauki o społeczeństwie”?... A społeczeństwo sięgało planet, sąsiadów planety Ziemia. Niestety, to, co było na odległość ręki, było najwidoczniej za daleko dla tak zwanych profesorów nauki o społeczeństwie.

W jakiś sposób Bysio mający zaledwie kilka klas zawodówki i Cacuś, dopinający pracę habilitacyjną z fizyki, wiedzieli o potrzebach społeczeństwa więcej niż mieściło się to w katedrach socjologii...

A wiedza była prosta jak dwa plus dwa. Czyż już wieszcz Adam Mickiewicz nie głosił, że „Gwałt niech się gwałtem odciska”. Czynem, a nie słowem.

Z polskością Mickiewicza Bysio nie miał problemów, ale rozczytany i oczytany Cacuś nie mógł zrozumieć, jakim cudem a Litwina zrobiono Polaka...

Czy ojczyzna, to nie jest miejsce urodzenia? Jakie inne miejsce zasługuje na tak olbrzymie i piękne określenie?

Nikt nie zaprzeczy, że Adam Mickiewicz napisał, nie powiedział, ale napisał... „Litwo, ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie”...

Coś tu nie gra. Nie gra? Zgrzyta, a nie nie gra. Facet urodził się na Litwie, tam wychował, a Polska ubrała go w polskie spodnie. Skoro tak pasowały, to może z Kolumba też zrobić Polaka? Bez sensu? Naprawdę? Czyż kolumb nie skorzystał z mądrości Kopernika, a ten to kto, Hindus?...

Słowo – Hindus – zawierało dla Bysia cały świat egzotyki. Taki jeden, gdy Bysio był w podstawówce, miał wierszyki na każdą stronę geografii. Nie znaczy, że zbierał same piątki w tym przedmiocie, ale pięknie rymował, a jedno było właśnie o Hindusie...


...”Siedziałem pod bambusem

bawiłem się z Hindusem

a Hindus jak to czasem

zabawiał mnie kutasem”...


Czy ten od rymowanek spotkał w swoim życiu Hindusa, pozostawało tajemnicą.

-Panie Leszku, czy w procesie resocjalizacji metodą bólu (Boże, jak to się okrutnie słyszy,, nawet, gdy skutecznie...) spotkał pan przypadek kwalifikujący się na leczenie psychiatryczne? Pana metoda chyba nie będzie wtedy skuteczna?

-Każdy z tych skurwieli był cwanym przytomniakiem. Czy miał coś z głową? Musiał mieć, bo normalny człowiek nie robi to, co oni robili. Czy to znaczy, że byli, jak się to mówi...

-Niepoczytalni?

-No właśnie. Nie wiem. Ja ich rozliczałem za poczytalność i niech mi pan wierzy, była bardzo oczywista. Nie sprawdzałem wszystkich przypadków i nie prowadzę statystyki, może szkoda, że nie, ale jest, jak jest. Jednak z tego, co do mnie dotarło wiem, że bicie zmieniło ich w normalnych ludzi bez ciągotek to sadyzmu. Czy kryli się z takimi? Czy tylko udawali? Nie wiem. A co by pan zrobił, będąc takim skurwielem, jeżeli powiem, że gdy nie będzie poprawy, to nie będziesz pan miał całych palców. Takie przemeblowanie ręki jest za trudne, nawet dla najlepszego lekarza. No co by pan zrobił?

-Trudno się nie zgodzić...

-Każdy coś umie albo udaje, że umie. Ja umiem tak zadać ból, że nikt nie chce repety, smaczny nie jest... Muszę lecieć do Piotrusia. Chyba wiem, co czuje. Moja matula była jak jego babcia, całym światem. Niby ma tą panienkę, ale jak mówią... Czy z tej mąki będzie chleb?

-Dlaczego pan tak myśli?

-Co tu myśleć. Piotrek w żałobie, a ona właśnie załatwia tydzień wyskoku do Chorwacji. Hanka uważa, że to mogło zaczekać.

-Ile oni się znają? Miesiąc?

-No, może ciut do przodu. Ale Piotrek tyle wie o panienkach, co ja o jego fizyce. Robi dobrą kasę, a Aśka już mówi, że do naszyjnika będzie pasować bransoletka. Jak ja słyszę coś takiego, to przypominają się szczylowate lata, gdy brandzlowanie się było normalką...

-Kobiety i biżuteria... Panie Leszku. Nie warto nawet ruszać tego tematu. Jest za duży dla nas. Niech mi pan wierzy.

-Czy pan wie, co to jest groźba karalna?

-Ma się, że tak. Zwłaszcza w tym, co teraz robię. To jest głupota frajera, który nie ma jaj, żeby coś zrobić, a tylko straszy, że zrobi. O takich mówi się – nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz. Zgadza się?

-Obrazowo to ujmując, jak pan to zrobił, tak, zgadza się. Ale gdy kogoś nienawidzi, a nie ma sposobu, by go uderzyć?

-To i tak trzymam mordę w kubeł. A wie pan, dlaczego? Bo gdy go tylko postraszę, a nic nie zrobię, to on dopierdoli mnie. Kulturalnie to nazywając.

-Absolutnie kulturalnie... Dlaczego zapytałem? W tym, czym się pan zajmuje, bo nie powiem, że jest to zawód...

-Dlaczego nie?

-Bo zawód, to jest coś wyuczonego, tak jak stolarz, krawiec, piekarz, lekarz. Nie wystarczy tylko mówić i pisać, jak to jest z dziennikarzami. Mówią o sobie, że są w zawodzie... Pomijając to, że często po prostu zawodzą, to tylko zajmują się gadaniem i pisaniem, tak jak pan zajmuje się ochroną ludzi, którzy pany za to płacą. Zgadza się?

Czyli dlatego zapytałem, o kurde, starzeję się, już zapomniałem, dlaczego...

-Nie ma sprawy.

-Aha... Już mam... Bo gdy panu się tylko wymsknie...

-Panie Henryku. Wymsknąć się, to maże panience... Wroga nie można uprzedzić o akcji. Wroga trzeba uderzyć. Tak kiedyś mawiał mój ojciec. Prawda, pił, ale gdy trzeźwiał, to mądrze mówił. Był żołnierzem. To chyba jest zawód?

-Najnieszczęśliwszy z nieszczęśliwych. Uczy umierać...

Pański ojciec jednak przeżył wojnę.

-Udało się.

-Właśnie to słowo pasuje do żołnierza – udało się nie umrzeć. Jak to się stało, że wojsko pana nie interesowało.

-Miałem dość po tym o czym ojciec opowiadał. Kiedyś powiedział, że na wojnie ciągle biega się po polu minowym, nawet tam, gdzie nie ma min. Nie zrozumiałem. Dopiero później. Ale zaraz, zaraz... Gdy pan miał osiemnaście lat to o ile wiem, wtedy do woja brali każdego, chyba na dwa lata?

-Tak. Nie uciekłem, po prostu zdałem na studia. Studentów omijała zasadnicza służba wojskowa. Zamiast tego raz w tygodniu mieliśmy takie niby wojsko. Wie pan, co było w tym najgorsze? Nie zgadnie pan. Jasne, że mieliśmy mięczaków, takich mami synków, a to szkolenie, czyli Studium Wojskowe prowadzili zawodowi oficerowie i nie bardzo lubili studentów. Najgorsze było to, że trzeba było mieć krótko obcięte włosy. Ja wtedy nie byłem łysy i miałem piękne, gęste włosy. Co myśmy nie robili... Jednym ze sposobów było podwiązywać do góry, aby ukryć pod czapką lub hełmem. Po trzecim roku mieliśmy kilka tygodni obozu w terenie, w prawdziwych koszarach z prawdziwymi kapralami. To byli sadyści. Do dziś pamiętam – No, panienki, dupy ściągać, wyprostować się! Od dziś, to jestem wasza mamusia i tatuś. W tył na lewo!

-To znaczy?

-Maszerowaliśmy z pełnym obciążeniem i mieliśmy iść tylko dziesięć kilometrów.

-To było za dużo dla niektórych? Nie wierzę!

-Nie o to chodzi. My maszerujemy i śpiewamy, a kapral idzie obok.

Idzie, wszystko gra, a on krzyczy: W tył na lewo! To znaczy w tył zwrot i trzeba maszerować do tyłu.

-No i co z tego?

-A to, że on dalej idzie do przodu, gdy my zostajemy z tyłu.

Gdy już dojdziemy do niego, to razem idziemy do przodu, ale znowu on swoje: W tył na lewo!

W ten sposób te dziesięć kilometrów stawało się jak dwadzieścia.

-Nikt mu nie spuścił wpierdol?

-Po służbie kilku próbowało, już bez munduru, tylko tak było wolno.

Nie mieliśmy w plutonie takiego, jak pan. Kapral był lepszy...

O kurwa!

-Panie Henryku!...

-Zmęczyłem się gadką. Naprawdę się zmęczyłem. Nie jest dobrze. Radzi pan siłownię?

-Nie i jeszcze raz nie. Ma pan mięśnie niegotowe nawet do małych hantli.

-To chyba dlatego ludzie idą na siłownię.

Tak, i mają szczęście, gdy trafią na trenera, który nie uczył się od kogoś, kto uczył się od kogoś, tylko zawodowca najlepiej po Awuefie. Na pana miejscu zacząłbym chodzić. Ale nie tylko chodzić. To się nazywa chodzenie siłowe. Idzie pan, ale ręce pracują, jakby pan boksował... Łatwe? Silniejsi od pana tak „poboksowali” kilka minut i ręce im odpadły... Takie boksowanie w marsz jest jak ćwiczenie hantlami. Ręce, ramiona ważą więcej niż pięciokilowe hantelki...

Ze dwa miesiące takiego boksowania w marszu, a ta ruda, ja jej tam?

-Gosia.

-Do domu pan weźmie i będzie gotować obiadki, już nie mówię o śniadankach po pracowitej nocy... Viagra nie będzie potrzebna.

-Panie Leszku... Hance naprawdę się udało!

-O nie! Bez Hanki robiłbym na budowie i po robocie przewracał flaszkę. Ale czy ona nie przestanie się uczyć?

-Niektórzy nigdy nie przestają. Taki Piotruś...

Przyznam, że ja też kiedyś miałem ambicje. Nawet byłem wykładowcą na uniwerku. Koledzy pokończyli studia, żyli, rozumie pan, żyli wśród prawdziwych ludzi, a ja wypisywałem zaliczenia do indeksów. Miałem dość. Jak długo do emerytury? Wie pan... Adwokat chyba nigdy nie odejdzie na emeryturę. W znaczeniu fizycznym. To wyjątkowy zawód. Tak, zawód, bo nie tylko wymaga studiów, ale trzeba się nauczyć ludzi, a to jest trudniejsze.

Widział pan te okropności w dzienniku?

-Nie oglądam w telewizji, bo co?

-Facet przywiązał psa do drzewa w lesie...

-Gdzie?! Dawaj pan!

-Gdzie? Gdzieś w powiecie, ale pan się spóźni ze swoim patrolem.

Dostał wysoką grzywnę i nie uwierzy pan. Wyjątkowo nie zawiasy, ale trzy miesiące pozbawienia wolności. Co za kpina. Albo wpierdol, albo nic.

-Od tego nie jestem ja. Kiedy to było?

-Jakiś czas temu. Piotrek na pewno znajdzie w komputerze. Hanka też potrafi.

-Ale co z psem! Co z psem?!

-Zmienili na inne wiadomości. Można chyba ustalić?

-Ustalić? Można zaczekać! Zaczekamy...

Tego czekania było ponad dwa miesiące. Cacuś już dochodził do normy. Zwyrodnialec mieszkał w Mławie.

Pan Henryk radził odczekać. Dać zwyrodnialcowi jeszcze kilka miesięcy, niech poczuje się pewniej. Dobra rada, i tak postanowili.

Ni z tego, ni z owego Hanka zrobiła awanturę ojcu, bo lekceważąco wyrażał się o dziennikarzach, że to żaden zawód, że żadne umiejętności poza gadaniem i pisaniem.

-Bo tak jest. A w ogóle o co ci chodzi.

-Albo się za szybko starzejesz, albo ciągle pamiętasz podchody Jurka do mnie. Próbował jak każdy facet, a że parę razy powiedział ci, co myśli o adwokatach? To cię ugryzło?

-Gówniarz bez zawodu, bez doświadczenia w prawdziwej pracy.

-A ty co? Różnisz się? Może kiedyś siwymi włosami, a teraz, to nawet włosów nie masz. Jurek jest szanowanym fachowcem, nie tylko w swoim środowisku. Nikt nie zbiera, nie bierze na siebie tyle krytyki, powiem wprost – tyle gówna, co dziennikarze. A przecież tylko dają społeczeństwu to, co społeczeństwo produkuje.

Skoro o zawodzie... Twój jest tak określany, a przecież nie inaczej niż dziennikarze gadacie, nawet pisać nie potraficie! Macie te swoje książeczki, kodeksy. Bez nich jesteście jak kulawy bez laski...

-No, no... Może ty zaczniesz pisać. Taka erudycja!

Sytuacja Aśki tak cię wnerwiła?! Leszek jest dobry na wszystko, jak kiedyś śpiewano w piosence.

Sytuacja Aśki... Jej dawny kolega jeszcze z ogólniaka. Lata nieobecny w Warszawie, nie tylko, że pojawił się, ale zauważył Aśkę. To zauważenie szybko zamieniło się w prześladowanie. Facet metr dziewięćdziesiąt parę i jakby spał w siłowni, bez trudu zniechęcał kolegów Aśki do jakiejkolwiek interwencji. Nie chciała zgłaszać na policję, chociaż pan Henryk powiedział, że prześladowanie jest karalne.

Cacuś chodził jak struty, zwłaszcza, gdy Aśka powiedziała, że jej prześladowca to kawał przystojniaka. Co robić. Bić? Ale za co. Na dodatek złego Bysio wybił rękę w nadgarstku, przytrzymując stu kilowego pijaka, pomagając swemu pracownikowi. Co robić...

-Cacuś... Ta fizyka zaćmiewa ci mózg. Moja fizyka jest naprawdę fizyczna. Mój nadgarstek? Kolego, konia nie biję od czasu, gdy poznałem Hankę, więc spoko. Dawaj namiary...

Same namiary nie wystarczyły. Prześladowca może nie miał wykształcenia Cacusia, ale serwował zwroty, jakby był po prawie... Taki język, taka pewność siebie. Ze startu powiedział, że za samą ich obecność, a czuje się nią zagrożony, mogą trafić pod celę.

-Coś ty powiedział?

-Słyszałeś...

-Pod celę? Normalny facet powie, że do kicia, do pierdla. Zaraz, zaraz, a to pod prawym okiem?... Koloru nie ma, tak, jakbyś wywabiał. Kropeczka?... No, koleś, przypucuj. Gitowiec? Nie ma wstydu, każdemu się zdarza...

-Gówno ci do tego. Nie takich jak ty wysyłałem do naprawy...

Teraz mam dobrą robotę. Szanują mnie. Nauczyłem się najlepszej ślusarki. A ta lalunia? Ten zdechlak to jej przydupas? Co on ma? Dwadzieścia centymetrów?

-Szanują cię, mówisz. Powiem tak... Przypucujesz do nas i powiesz, za co, poza niewinnością, siedziałeś pod celą. Powiesz, a ja obiecuję, że to zostanie u nas. Dodasz, że odpuszczasz jego panienkę i będziesz cacy? No? Nie? W robocie będą mniej szanować kryminalistę...

-Bysio. Tak nie można. Nie wolno dwa razy karać za to samo. On swoje zapłacił.

-Bysio? To niby ty?Może podrośniesz trochę. Nie biję kurduplów.

-Kto tu mówi o biciu. My tylko opowiemy o twojej przeszłości. Dziwne, że firma nie sprawdziła. Więc co to było? Molestacja nieletnich? Usiłowanie zabójstwa i gwałt? Uwierzą we wszystko.

-No dobra. Dwa, osiem, dwa... Zadowolony?

-O czym on mówi?

-Wymuszenie rozbójnicze. Super sposób, aby nie dotykając ofiarę, zmusić, by oddawała kasę, zegarek, portfel, telefon...

-Jak? Bez siły fizycznej?

-Tak. Mój kolega, jeszcze z zawodówki, tak zarabiał na życie. Waldek był jak on. Gigant i napakowany. Morda jak ze straszenia kreskówką dla maluchów. Wystarczy, że poszedł do gościa i powiedział... Masz coś, co ja lubię? Grzecznie i patrząc prosto w patrzałki gościa. Ten robił w gacie i oddawał, a Władzio nawet dziękował. Tak to pracuje?

-Dokładnie. Ale kiedyś gościu się postawił, a miał czym. Musiałem go uspokoić, ale nic nie zabrałem. Pobicie to mały pikuś, ale wyszły takie podchodzenia „po prośbie”. Swoje odsiedziałem, a tą lalunię? A chuj z nią i z Duchem Świętym. Odpuszczę. Zadowoleni?

-Nawet deseru nie trzeba...

Po spotkaniu Cacuś nie przestawał kręcić głową...

-Chcesz sobie odkręcić? Coś nie tak?

-Bardzo tak, tylko dlaczego tak łatwo...

-Bo ten amant Aśki chciał, aby było łatwo. On już ma dość tego, co trudne. Dał się złapać, że go zakapujemy, a to gówno prawda, bo każdy może nawijać na każdego każde gówno. Ale on pękł i dobra jest.

-Kawał byka. Do tego na pewno doszkolił się w pierdlu.

Nie bałeś się?

-Cacuś, obrażasz przyjaciela. Na pewno? Ja znam tylko dwa: pierwsze to musimy się załatwić. Tego nie przeskoczysz... Drugie to umrzemy. Tego też nie oszukasz. Innego na pewno nie ma. Czy bałem się? Mam dość szarpania się. Nigdy nie wiesz, czy nawet taki jak ty, nie da ci kosą po nerach. Na to nie na silnych. A twoja panienka jest jak pączek, taki na tłusty czwartek...

-To ma być komplement?

-To jest fakt. Nic dziwnego, że przyciąga uwagę, delikatnie to nazywając. Chyba cię trochę poduczę, jak nie bać się takiego jak ten gigant. Grałeś niegdyś w nogę?

-Każdy szczyl grał. Bo co?

-To umiesz kopać.

-Nawet podobno byłem dobry. Pamiętasz nasze mecze, więc nie pytaj, czy grałem.

-Ma się, że tak. Patrz... Nie z czuba, bo nie trafisz! Nie tak! Lekko się odchylasz i bokiem buta dajesz kolesiowi albo w kolano, albo w udo. Dasz w kolano? Koleś ma wizytę u ortopedy i bardzo długą rehabilitację. Trafisz w udo? Koleś siada na dupie. Jutro kupujesz worek bokserski. Nie, Cacuś, nie rękami, nie wiesz jak więc to ty odwiedzisz ortopedę. Codziennie Cacuś, codziennie i po pół roku przewracasz każdego giganta.

-Ty też tak trenowałeś?

-Kopać? W takich lakierkach? To pięć stów po znajomości. Hanka lubi takie.

Dni mijały i Asia już tylko wspominała te, gdy słyszała, że „takie ciało by się pchało” i podobną literaturę.

-Cacuś, czas najwyższy się zastanowić, czy Aśka i ty będziecie mieszkali jak jakieś koleżeństwo. Ona, jak się przekonałeś, może mieć więcej takich adoratorów, a ty jesteś na innym biegunie. Tak naprawdę, to w innym świecie, z tą swoją fizyką. Twoja babcia i ty mieszkaliście właściwie w komórce.

-Było szczęśliwie...

-A mówię, że nie? Ale Aśka potrzebuje łazienki większej niż klatka dla królika. Jestem po przeszkoleniu... Moje dawne mieszkanko to duże pokoje, zresztą znasz je na pamięć. Co ty na to?

-Gdy byliśmy szczylami, było nam dobrze i nie przeszkadzało, że w bramie odlewały się żury. Ja mogę tak mieszkać, ale wstyd mi przyprowadzać Aśkę. Nic nie mówi...

-Pewno dlatego, że zatyka nos... Żoliborz to nie Mariensztat, wiem, ale nasz blok jest naprawdę cacy, a ta wariatka z parteru wyprowadziła się i piękne trzy pokoje są jak dla was. Kasa? Wiem, że Aśka jest na dokształcaniu, a ty na tym profesorstwie też cieniutko. Co ty na to, by właśnie teraz ruszyć coś z dorobku u prosiaczkowatego dyrektora? Sporo zostało.

-Sporo? Żartujesz. Siostrzyczki dostały trochę od Świętego Mikołaja. Chyba starczy na dużą wpłatę. Dzięki Bysio... Znowu będziemy jak wtedy, na jednym podwórku. Muszę cię zapytać, ty się znasz...

-Na tym i tamtym tak...

-To jest o panienkach...

-Na tym nikt się nie zna. Cacuś, gramy w ciemno i tyle. Ale konkretnie, o co idzie?

-No właśnie... Idzie... Gdy Hanka idzie obok budowy, to czy obraża się na gwizdy i uwagi?

-Przerabialiśmy to na samym początku. Wiesz, co powiedziała? Że gdy przestanie słyszeć takie numery, to zamówi wizytę u chirurga od odmładzania. Tak, ma koleżanki, którym to, jak mówią, ubliża. Znaczy się obraża je, ale tak mówią tylko brzydkie zołzy. Bo co, Aśka też słyszy gwizdy?

-No właśnie. Pytała, co ja myślę.

Powiedziałem, że jeżeli uwagi to chamstwo, no wiesz, wulgarne chamstwo, że ja bym też się obraził, ale faceci lubią popatrzeć na super laskę, zwłaszcza budowlańcy. Cały dzień beton i cegły, a tu idzie coś pięknego...

Oni mogą sobie pozwolić na coś takiego. W mojej pracy zapanował strach. Przyszedł z USA, gdzie jeden z kolegów kończył studia i mieszkał sporo lat. Tam zaczęło się delikatnie. Najpierw szlaban dla komplementów, potem facet mógł mieć zaproszenie do adwokata, bo się uśmiechnął do panienki. Seksizm opanował życie, to znaczy strach przed seksizmem. Kolega mówi, że jeszcze trochę, a w Stanach ludzie nie będą mówili sobie, jak się czujesz, tylko wręczali wizytówki adwokatów. To zaczyna się u nas. Tak jak normalne Święta Bożego Narodzenia zaczynały się w sklepach w grudniu, ale ze Stanów przyszły nie tylko żywcem naśladowane programy rozrywkowe, to już w październiku świąteczne wystawy w sklepach.

-Cacuś, jest jak jest. Nie wygramy. Hanka uważa, że każda kobieta ma prawo brać takie gwizdy i uwagi, jak chce. Powiedziała też, że jej szefowa ma sześćdziesiąt lat i już dawno gwizdów z budowy nie słyszy. Kiedyś o tym rozmawiały. Ta pani ze smutkiem powiedziała Hance, że dała by dużo, aby znowu usłyszeć gwizdy. Nie wulgarne uwagi, ale gwizdy, że jest zauważona, pożądana. Czyż każda kobieta nie chce być pożądana?

Asia kiedyś powiedziała, że koleżanki i znajome, które oburzają się, gdy budowlańcy gwiżdżą i nawet rzucają propozycje przechodzący kobietom, to są te, na które nikt nie gwiżdże...

Czy można uogólnić każdą opinię? Oczywiście, że nie, ale w każdej jest sprawdzona racja.

Ojciec Hanki dodawał, że jeżeli społeczeństwu narzuci się, wręcz nałoży, co wypada, a co nie, co jest miłe każdemu, a co nie, to praktycznie można i niech się panie nie obrażą, wsadzić wolność słowa do dupy.

Nie jest wolnością słowa zasada, że można mówić tylko to, co nikomu nie przeszkadza. On, doskonały adwokat z trzydziestoletnią praktyką miał chyba najwięcej do powiedzenia w tym temacie.

Miał wiele pomysłów, jak radzić z problemem tak zwanej mowy nienawiści. Od wieków zawsze ktoś nienawidził, nienawidzi i będzie nienawidzić kogoś. Jeżeli pozwolić ludziom się wykrzyczeć, nawet w najokrutniejszych słowach, to wiadomym będzie, kto ma jakie zamiary.

Jeżeli te zamiary są ukryte, zamknięte polityczną poprawnością, to są prawdziwe i praktycznie niebezpieczne.

-Panie Leszku... Mam ogromną ochotę pana zabić...

-Czyś pan zwariował?!

-Nie i nie o to chodzi. Pan jest, powiedzmy, daleko od Polski, a ja mam ochotę pana kropnąć, a przynajmniej pobić, Nie będę o tym głośno mówić, bo gliny mnie zwiną i jest na to odpowiedni artykuł w kodeksie karnym. Ale... Zastosuję mowę... ŻYCZLIWOŚCI, mówiąc: Życzliwie nie radzę wracać do Polski, bo w Polsce jest wielu panu bardzo nieżyczliwych... Przecież nie powiedziałem – nie wracaj – bo chcę, a nie tylko ja cię ukatrupić, prawda? Życzliwie ostrzegłem... Ciekawe, jak coś takiego otrzyma kwalifikację karną i czy w ogóle. Nie można chyba karać za życzliwość?...

-Ależ pan to wymyślił! Jakby to było do mnie, to jasne, że bym się przestraszył!

-Bo widzi pan... W postępie technicznym nazywanym również cywilizacją człowiek zrobił nie milowy, ale milion-milowy skok, ale w relacji człowieka do człowieka, nie wyszedł dalej niż poza jaskinię. Nie w kagańcu leży niebezpieczeństwo gryzienia, ale w niechęci do gryzienia. Proste? A jednak za trudne...

-Panie Henryku, może pan to zrozumieć, bo ja za Chiny nie. Co włączę telewizor, aby zobaczyć, co w sporcie nowego, to słyszę, że słowa zabijają. No, znaczy się, że słowo może zabić. A najwięcej mówią o tym baby.

-Niech pan nie używa tego słowa, proszę mówić – kobiety...

-Może być, ale co z zabijaniem?

-Panie Leszku, jest pan bardzo młody i usłyszy pan jeszcze więcej kłamstw i bzdur takich jak ta. Przyzwyczai się pan... A co pan tym zabijaniem? Powiem tak... Gdyby słowa naprawdę zabijały, to na planecie Ziemia już dawno zabrakłoby miejsc na cmentarze. Jest to zwyczajna, jak mówią szczyle – ściema, wygodna dla tych, co chcieli, by zabić, ale nie mają do tego jaj...

Nie chcę pana wpuszczać w politykę, chociaż... To nie ja, ale wy, Hanka, pan, Piotrek i Aśka jesteście przyszłością tego domu, co się nazywa Polska. Nie chcę, aby to zabrzmiało za kolorowo, ale jak umeblujecie ten dom, tak będzie się wam mieszkało. A polityka? Niestety, to część umeblowania...

-To co, mam w telewizji oglądać nie tylko sport?

-Teraz tak?

-Dlaczego teraz?

-Panie Leszku... Nasz dom, Polska, jest obecnie jak niedawno odmalowane mieszkanie, ale do remontu... Problem w tym, że namnożyło się brygad remontowych, a każda, jak to mówią...

-Że każdy chuj ma swój strój?

-Sam bym lepiej nie powiedział. Niesamowite, ile jest logiki w powiedzonkach uznawanych z ordynarne.

-No dobrze, ale jeżeli tacy jak ja, Hanka i to znaczy, że młodzi oleją ten remont, to nie możemy mieć do nikogo pretensji, że zrobiono fuszerkę. Zgadza się?

-Dokładnie tak. Pan potrafi bić, co tylko wydaje się jak dwa plus dwa, ale przegra pan z tymi, co potrafią bić słowami. Nie, żeby zabijały, ale słowo po słowie osłabiały pana, aż w końcu pan odpuści, oleje. To są gracze klasy mistrzowskiej. To jedna sprawa. Druga, to , że oni, że ich słychać, bo mają media. A pan? Pańscy przyjaciele? Możecie jedynie pokrzyczeć między sobą... To dlatego oni mówią, że słowa zabijają. Coś ja walka na czas, na wyniszczenie.

-Z takimi nie wygram...

-Na to liczą. Na to, że pan odpuści, zniechęci się.

-O kurwa... Przepraszam... Ale gnój! Kto to może wyczyścić!

Czy w ogóle można?

-Wie pan, co to jest rewolucja?

-Każdy wie...

-Nie, panie Leszku. Rewolucja to obrotowe drzwi... Obrót i co?

-No właśnie co?

-Takie same gówno z inną nazwą...

A tymczasem blok, w którym urodzili się i mieszkali, otrzymało nowe życie. Na mocy mądrej ustawy mieszkańcy otrzymali prawo wykupu, sprzęgli się i odmalowali, otynkowali i wyczyścili, co trzeba, a przede wszystkim z cwaniaków żerujących a nieruchomościach...

Dawne mieszkanko Bysia było całkiem zachęcające i znajomy Hanki wyszedł z propozycją dla Cacusia i Aśki. Bysio jako właściciel sprzeda, a ewentualną nadwyżkę dołoży się do mieszkania na Żoliborzu. Jak sobie przyjaciele to uregulują, pozostanie drugorzędnym.

No i w ten sposób Cacuś i Bysio znowu byli sąsiadami. Dawne mini mieszkanko Cacuś postanowił zatrzymać na zasadzie, że nigdy nie wiadomo...

Jeszcze raz sprawdziła się głupota tak celebrowanego powiedzenia: „Ludziom dobre woli”... Bez dobrych czynów było zwyczajnie, kulturalnie mówiąc – gówno warte.

A przecież od niepamiętnych czasów ludzkość mówiła: Słowa tylko życia połowa. Co to za życie, gdy warte tylko w połowie, prawda?...

Pan Henryk powinien być z kimś bardzo ważnym w polityce. Nie miało to nic wspólnego z pracą, jaką wykonywał. W absolutnie każdej pracy najważniejszy jest tak zwany zdrowy rozsądek. W tym duchu wychował córkę, gdy rak za szybko zabrał żonę i matkę Hanki. Faktem jest, że w mądrości tego wychowania dużą zasługę miała matka Hanki i to jej słowa, a więc praktyczne odczucia kobiety, Hanka uwierzyła i pamiętała...

-Haniu... Jeżeli słyszysz, że jesteś kurwą, słyszysz wulgarne uwagi o sobie, to czy cię to razi?

-A ciebie, mamusiu, nie?

-Nie, Haniu, bo nie jestem kurwą i to, co o sobie słyszę, jest, jak nie o mnie. Nie może mnie urazić coś, co nie ma ze mną nic wspólnego. Nie łatwo było Hance uwierzyć w coś takiego, zwłaszcza, gdy była nastolatką. Ale uwierzyła i nic tak nie wnerwiało tych, którzy chcieli ją obrazić, jak jej spokój i obojętność.

W pierwszych dniach i tygodniach znajomości z Bysiem, parokrotnie wyhamowała go, gdy chciał zareagować na wyzwiska.

-Bysiu... Przecież to nie o mnie. Wiesz, że nie jestem kurwą, a twoja matka też kurwą nie była, prawda? Wyluzuj... Niech się wykrzyczą.

-Już czas...

-Czas na co?

-Nie na co, ale na kogo.

-Tak szczerze, to już odzwyczaiłem się od bicia. Nie damy rady nawrócić całego świata.

-Cacuś, miękniesz i to chyba jest wpływ Aśki. To prawda, że wszystkich skurwieli nie nawrócimy na człowieczeństwo.

-Zaraz, zaraz... Czy nie ustaliliśmy, że nie będziemy używali takiego określenia jak człowieczeństwo? Bo niby co to znaczy? Że ludzie? A kto, jak nie ludzie są tymi skurwielami, z którymi walczymy. Pies nie przywiązuje człowieka do drzewa w lesie. O tego skurwiela ci chodzi, że już czas?

-Dokładnie tak. Jak to mówią, że gwoli ścisłości, to nie ty bijesz, więc nie mów, że masz dość bicia.

-Działamy bez dziewczyn?

-Absolutnie tak. Tym razem widzę to nie tylko źle dla skurwiela, bo dla nas też. Nie chcę wciągać w to dziewczyny. Jeżeli się zesramy, to kto będzie przynosił pączki do kicia...

-Aż tak, myślisz? Dlaczego niby mamy się zesrać?

-Bo to, co planuję, jest na granicy przynajmniej dwudziestu pięciu lat pozbawienia wolności. Nawet ojciec Hanki nam nie pomoże.

-Bysio! O kurwa! Już się boję...

-Możesz kpić, nie ma sprawy. Przestaniesz, gdy poznasz plan. Na razie jednak trzeba ustalić MO...

-Milicję Obywatelską? Bysio, tego już nie ma!

-Może nie, ale co gliny, to gliny. A to MO, to nie milicja, tylko Modus Operandi. Wiem to od ojca Hanki, czyli plan działania. Skurwiel mieszka z rodziną. Tym razem nasza przebieranka może nie wypalić. Musimy go zwinąć na ulicy. To znaczy jak zawsze. Ja go zachęcam do samochodu, ty przy kierownicy.

-A jeżeli gościu się postawi? Kiedyś może ci nie wyjść.

-Zgadzam się. W takim przypadku zagramy jako przypadkowe pobicie. Bez zatrzymania. Dam mu w ryja i odjedziemy. Jednak będę wiedział, jak zadziałać następnym razem. Ma sens?

-Nawet ręce i nogi. Połamiemy mu?

-My? Nie, Cacuś, to nie jest mój plan. Z samo połamanie nikt nie dostaje więcej niż parę lat.

-Teraz to już naprawdę się boję. No, gadaj...

-Zrobimy mu to, co zrobił psu.

-Przywiążemy do drzewa w lesie! A jeżeli umrze, bo nikt go nie znajdzie?

-Dlatego dziewczyny nie mają prawa wiedzieć.

-Jakim sposobem nie? Że co, wyskoczyliśmy na kurwy?

-Jeszcze nie wiem. Coś musimy wymyślić.

-Ja uważam, że prawdę. Przecież pojedziemy dać mu łomot, ciężki. Tak będzie najlepiej. Aśka ma nawał roboty, a Hanka ugrzęzła w tym doktoracie.

-Cacuś, miała rację twoja babcia, gdy mówiła, że Bóg ci nie dał tego, co ja mam, ale dał ci głowę...

Dzwoni Hanka...

-Ohydna sprawa. Znajoma skarży się, że jej brat bije ich matkę.

-Co?! Syn bije matkę?!

-Słyszałeś...

Tym razem nie będzie czekał na Cacusia. Sam załatwi zwyrodnialca.

Niski facet powstrzymał Bysia.

Bysio uderzył... Potem jeszcze raz i jeszcze raz, ale facet nie ustępował. To się nie miało prawa zdarzyć! Bił mocno. Mocniej nie potrafił.

Ale co tu robi Cacuś, i krzyczy...

-Bysio! Przestań! Przestań! Zabiłeś go!...

Szukał pulsu u bitego. Nic nie znalazł. Oprzytomniał...

Siedział na podłodze opierając się o wysoki fotel. Obok stała Hanka w podartej koszuli. Wycierała zakrwawioną twarz...

-Co tu się dzieje?! Kto cię uderzył i dlaczego włożyłaś podartą, nocną koszulę...

-Bysio... Boje się...

-Kogo? Przecież tu jestem!

-Boję się, że któregoś dnia kogoś zabijesz...

-O czym ty mówisz?!

-Biłeś ten fotel, aż upadłeś...Chciałam cię powstrzymać, ale jak widzisz, oberwałam. Koszula też...

-Biłeś ten fotel?! Zwariowałam?!

-Nie wiem, ale byłeś jakby w jakimś transie.

-O kurwa! Jak mnie boli ręka! Chyba złamałem...

-To jest koniec waszego patrolu sprawiedliwości. Jesteś po drugiej stronie... Nie potrafię tego lepiej nazwać, ale przekroczyłeś coś, czego nie można. Nie uratujecie wszystkich psów, kotów i bitych matek, ale musisz uratować siebie. Gdybyś siebie słyszał. Tyle nienawiści!...

-Aż tak źle?

-Aż tak. To jest za ciężkie, za duże, abym udźwignęła, a przecież ktoś musi. Ktoś, kto cię kocha. Tak dalej być nie może. Byliśmy bardzo blisko... Pamiętasz tego drania uwiązanego w hali fabrycznej? Jeszcze dzień, dwa, a on by naprawdę zwariował. Tak, zamęczył psa, ale czy my byliśmy lepsi?

-Nie zrobiliśmy tego z przyjemności. To jest ogromna różnica.

-Może jest, ale koniec byłby tak sam. To byłby i nasz koniec. Dopiero teraz widzę, jak byliśmy tego blisko.

Nic nie decydujemy. Niech zrobi to czas. Jest mądrzejszy od nas i to on zadecyduje. Zgoda?

-Dziękuję! Bo to, że cię kocham, to jasne, ale teraz dziękuję, że jesteś w moim życiu. Oczywiście, że zgoda.

Wiosna zdawała się rozsadzać przewidzianą dla niej przestrzeń. Żaby tak prawie z mrozu skakać do gorąca? Ludzie jeszcze nie zdążyli rozebrać się z zimowych okryć, a co dopiero inne stworzenia.

Bysio obserwował ptaszki bez zmian oblegające karmnik, który zrobił dla nich obok okna biura, bo tak nazywał małe pomieszczenie na piętrze.

Oto sikorka. Żaden mocarz, przeciwnie, maleństwo mniejsze od wróbla, więc co w niej dziwnego? Bysio, nigdy nie byłeś filozofem zastanawiającym się nad światem, w którym przyszło ci żyć, prawda? Ale jak masz zrozumieć, że cała, ta ludzka technika gówno znaczy przy szybkości sikorki, z jaką odrywa się od gałązki, startuje... Tego nawet nie można opisać, nazwać. Szybkość? Czegoś brakuje w tym słowie... Może tylko kula wystrzelona z karabinu jest tak samo szybka, ale „zawodów” między nią a sikorką nie było. Patrzysz i jest, patrzysz i już jej nie ma...

Bokser myśli, że jest szybki i ci od nudy, biegania też tak myślą. A niech myślą.

Teraz trzeba pomyśleć, co zrobić ze skurwielem, by już nigdy nie zabił psa męczeńską śmiercią. Bić? Tak szczerze mówiąc, to jest gówno warte.

Podzielił się z tą myślą z ojcem Hanki i co usłyszał?

-Panie Leszku. Takie pana gadanie jest gówno warte, a nie to, co pan robi. Jedna akcja, tylko jedna akcja wyrównania krzywdy to jest jak załatanie dziury w ubraniu na zimę... Koleżanka Hanki jest socjolożką, bo teraz nie ma kobiet socjologów, tylko socjolożki...

-Wiem, wiem... Dziewczyny kpiły, że ta poprawność polityczna zesrała się, bo zabrakło nazwy na wiele zawodów wykonywanych przez kobiety. Bo skoro określenie pan lub pani jest seksizmem i anachronizmem, to jak mamy tytułować kobietę, która jest ministrem? Ministerka? Ministra?...

-Panie Leszku. Ta poprawność ma szczęście, że się spóźniła, bo gdy pana jeszcze na świecie nie było, to kobiety pracowały na budowie na równi z facetami. Byli więc murarze, ale kobiety to kto? Murarki? To jest choroba, a właściwie nie, to jest cwaniactwo wymyślone, aby na siłę zaistnieć. Ale wracając do tej socjolożki... Opowiada o swojej pracy i nie mówi, że jest gówno warta. O nie! A jakich terminów używa. Jak mądrze nazywa to, co każdy powie, że zaszczane...

Pan pracuje i pomimo że ze startu jest jak pięć do zera dla pana i Piotra, gdy działacie razem, to przecież zawsze musicie się spodziewać niebezpieczeństwa. A ta pani? Że co najwyżej zaczeka jeszcze rok lub dwa z napisaniem doktoratu o kolejności dni tygodnia...

Ale do rzeczy... Macie już plan? Minęło dość czasu, aby ten zwyrodnialec poczuł się bezpieczny.

-Nie mamy i nie wiem, jak to ugryźć, tym razem.

Bić? Ile można. A do tego, gdy ja podpalę się za mocno, to na biciu może się nie skończyć. Nawet po najmocniejszym biciu gościu dojdzie do siebie i jeżeli ma to zboczenie w sobie, to znowu zrobi tak samo. Tego z niego nie wybijemy, prawda?

-Racja. No więc?

-Ja też tak pytam. Przecież nie wstawimy mu gadki, że jest niegrzeczny, że tak normalni ludzie nie robią.

-Zwłaszcza, panie Leszku, że robią jeszcze gorzej. Może Bóg rzeczywiście stworzył człowieka na „obraz i podobieństwo Boże”, może kiedyś, gdy umrzemy, to poznamy tajemnicę stworzenia, ale człowieka chyba gdzieś po drodze ulepił diabeł... Ludzie od niepamiętnych czasów uwielbiają się mordować, gwałcić, kaleczyć. Pan może nie śledzi mediów, i dobrze, ale ja jestem jak medioholik. Wiele lat temu w Afryce, w kraju zwanym Rwanda tylko w ciągu jednego miesiąca maczetami, siekierami jedno plamię Murzynów wymordowało, niech pan słucha uważnie... Wymordowało osiemset tysięcy członków innego plemienia. Podobno w rzece Karenga krokodyle były tak najedzone trupami, że nawet nie spełzały z brzegu po następne. Trzydzieści dni! Bez karabinów maszynowych, maczetami! Gdzie tu jest obraz i podobieństwo Boże! A w Polsce ktoś podpalił kota lub na śmierć zamęczył psa. Okrutne? Tydzień temu młoda matka zatłukła, bo tak należy nazwać bicie, roczną córeczkę... Jak, jakim sposobem można z tej kobiety usunąć ohydę okrucieństwa, zwłaszcza, że zachowuje się tak, jakby nic się nie stało.

-Bo ma ostro popierdolone w mózgu!

-Żeby tak. Właśnie, że nie. Psycholog i psychologiczka stwierdzili, że nie ma „nic, co odbiega od normy”. Tak to nazwali.

-To oni mają sporo odbiegu od normy!

-Ja też tak myślę. Wracają do tego psa. Tak go nazwijmy. A może odpuścić? Podpali się pan i uderzy za mocno. To już nie pobicie, ale takie ze skutkiem śmiertelnym. Może potrafię z dwudziestu pięciu lat zbić do dwunastu, ale to i tak skończy wasze życie, jakie jest przed wami, a ja nie doczekam wnuków...

-Więc co pan radzi?

-Odczekać. Jest takie powiedzenie, że coś rozchodzi się po kościach, a czas bardzo pomaga.

-Zapomnieć?

-Tego nie powiedziałem. Odczekać. Jest też takie powiedzenie, że co się odwlecze, to nie uciecze. Jakaś mądrość w takich powiedzonkach chyba jest. Inaczej by ich nie było.

-Ale, niby dlaczego mamy się zesrać?

-A niby dlaczego ktoś przypadkiem może zobaczyć. Chociażby numery samochodu i nie szkodzi, że wygląda, jak tysiące innych, białych i starych.

-Nie pomyślałem. Kiedyś chcieliśmy pojechać na picnych numerach, ale są zatrzymania wyrywkowe, rutynowe. Ja dużo nie ryzykuję, ale Piotruś to szanowany obywatele i w ogóle.

-W ogóle, to pan też ryzykuję nie tylko swoją firmę, bo nikt uczciwy, bez powodu nie zmienia tabliczek rejestracyjnych. Zaczną się pytania , a gliny w tym są mądrzejsze od pana. To jeden z powodów, jak to pan nazwał – zesrania się. Drugi, to fakt, że nie działacie w jakiejś próżni. Że tylko wy i ten, komu dajecie wycisk. Mówi to panu ktoś, kto całe życie widział takie wpadki. Nie ma pan pojęcie, ile jest nudzących się, starszych pań siedzących w oknie. To okno to ich całe życie. Widzą wszystko...

-O kurde... Teraz, to mogę powiedzieć, że mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu. Ale odpuścić temu skurwielowi nie mogę.

-Zbliżają się moje urodziny. Czuję, że Hanka coś szykuje. Może więc zaczekać do tego czasu? Szkoda by było kawowego tortu... Nigdy, nawet jako dziecko nie przepadałem za czekoladą. Dziwne, prawda?

-Bardzo. Ja bym, jak to mówią, ojca, matkę oddał...

-Ale wszystko, co kawowe... Taki kawowy z bezą... Codziennie mogę mieć urodziny. Może jeszcze będą lody kawowe... Można pomarzyć, czemu nie... To przecież okrągła sześćdziesiątka. Coś takiego raz w życiu. Mówią, że po sześćdziesiątce, to już z górki. Tylko nie mówią, do czego...

-Do medalu na olimpiadzie już nie. Ale znam faceta, a ma siedemdziesiąt i ciut do przodu. Gdyby mnie gonił, to bym nie uciekł. Regularnie biega pół maratonu, tylko raz odpuścił i pobiegł na dziesięć kilometrów. Jak się odżywia? Tak, jak mu smakuje.

-Z tym zdrowym jedzeniem, to zwykła ściema i powód do istnienia dietetyczek, a każda szczuplutka...

-No właśnie. Hanka zna jedną. Nawet popisuje się w telewizji. Kiedyś razem poszły do cukierni i na kawę. Pani dietetyczka zeżarła pół tortu...

Kolega w pracy uważa, że najsmaczniejsze mięso, to te, co na czterech nogach, a to na dwóch, to dla dzieci i pedałów. Moja świętej pamięci małżonka była z domu, gdzie jadano ryby. Nazywałem ją „Śledź pomorski”, bo była z Gdyni. Od pokoleń z rybackiej rodziny i wie pan ,co mówiła?

-Że ryby to samo zdrowie?

-To nawet dzieci wiedzą. Żebym nigdy nie jadł flądry i ostryg. Polska flądra zjada każde gówno, co opada na dno i tylko to potrafi złowić. A ostrygi. W Polsce, głównie w sklepach, ale tam, gdzie żyją, są jak flądra. Też oczyszcza dno ze śmieci.

-To co oni jedli, znaczy jej rodzinka?

-Dorsze... Kiedyś, gdy była dzieckiem, polski dorsz był polski i prosto od rybaków. Głupi ludzie, co jak mawia mój znajomy Poznaniak, są z tych, co „srają z wysoka”... Mawiali... Jedz dorsze, by tylko gówno gorsze. Dzisiaj dostać świeżego dorsza to marzenie.

-Pamiętam, co mówił mój ojciec, gdy był trzeźwy, że najlepsza ryba, to która kwiczy...

-Jak długo żył?

-Za długo... Gdyby nie pił i palił, to może ze sto lat. Ojciec mi się nie udał i tyle. Szkoda śliny na więcej gadki.

-Rozumiem, ale mówiąc normalnym językiem, to gówno rozumiem, bo u nas alkoholu nie było. To znaczy, jak to bywa, że z okazji, przyjęć, rocznic, ale tylko tyle.

Ja nawet tyle nie ruszam, a Hanka jedynie wino i tylko czerwone, bo znajomy lekarz, gdy miała anemię poradził, że jest lepsze na krew niż łykanie pigułek. Chwała Bogu, nie przyzwyczaiła się do wina.

-Ja piłem. Co ja mówię, chlałem, aż do zarzygania się. Czy mogę winić ojca? Byłoby najłatwiej. Piłem, bo mi smakowało, nie piłem, gdy nie czułem. Mama to był anioł, bo tylko anioł mógł wytrzymać z takim mężem. Tyle razy chciałem bić ojca, ale skończyło się na biciu mnie, a może i gorzej, bo stary miał łapę jak łopatę. To chyba po nim mam naturalną, wrodzoną siłę.

Odstawiłem wódę, jak pierwszy raz zobaczyłem Hankę, i tak już zostało. Teraz, gdy poczuję wódę, to mi się niedobrze robi. Żadna, jebana psychologia, zapach i tyle.

Dlatego boję się pomagać tam, gdzie ojciec bije dzieci. Mogę nie wyhamować... to co, myśli pan, że zaczekać jeszcze parę tygodni?

-Najmniej. Im później, tym będzie większy szok. A ustalił pan, jak go podejść, bo w domu chyba nie?

-Ma się, że nie. Nie tym razem. To, co ustaliłem, to całkiem normalna rodzina, para dzieciaków w szczylowatym wieku. Aż dziwne, że nie wiedziały, co ojciec zrobił z ich psem.

-Pewno powiedział, że pies się urwał za suczką. Dzieciaki kupią coś takiego. Jeżeli w domu nie, to jak?

-Skurwiel jest mechanikiem w zajezdni ciężarówek. Kończy robotę o tej samej porze. Miejsce idealne, bo bez przechodniów, jako że niby do czego, żadnych sklepów. Tylko ta baza. Byłem raz. On wychodzi zawsze sam. Może nie jest towarzyski, cholera wie, dlaczego, a może tylko raz nie wystarczy? Sobota i niedziela odpadają, więc Piotruś musi mieć wolny dzień. Kiedyś powiedział, że nie pamięta, kiedy miał urlop i nawet nie wie, co to jest urlop...

-Ale taki chuchrak. Na pewno jest potrzebny? Do czego?

-Panie Henryku, skoro gadamy jak wspólnicy. Ktoś musi być za kółkiem, żeby odojechać, gdy ja wciskam skurwiela w siedzenie i podłogę. Rozumi?

-No tak. Teraz rozumiem.

Jest coś takiego jak tropik, tam, gdzie zimą jest plus dwadzieścia. Rozpalona Warszawa nagania tłumy do biur podróży. Kolorowe widoczki palm pochylających się nad białym piaskiem... Obok turkus morza... Jedynie praca zwalnia, bo nie rzeka pieniędzy do różnego rodzaju zachcianek, aby tylko dalej od miasta.

-Bysio, czy byłeś kiedyś w górach?

-Najwyżej, to na trzydziestym drugim piętrze z widokiem na stolicę, bo co?

-Gdy byłam w ogólniaku, to wychowawczyni zorganizowała wycieczkę i pobyt w górach. Dokładnie, to mieliśmy bazę we wiosce Murzasichle. Nie widziałam innych wiosek góralskich, a wychowawczyni mówiła, że nie ma piękniejszej do Murzaschila. Pamiętam jak dziś, że Doliną Suchej Wody poszliśmy w prawdzie w góry, a po drodze jakaś hala, chyba Gąsienicowa. To było jak bajka.

-No i było sto lat temu...

-Ty chamie!

-Przepraszam, nie podliczam ci lat. Chciałem powiedzieć, że to, jak mu tam, dziś na pewno nie takie same. Jak my wszyscy. Ja podobno byłem ładnym dzieckiem...

-Ładne dziewczynki wyrastają na piękne kobiety i to jest jeszcze jeden dowód naszej przewagi nad wami.

-Ty masz tych dowodów kilka, zaczynając od góry...

-Obyś tak mówił zawsze. Nawet, gdy będę stara i brzydka.

-Na starość nie ma sposobu, ale to, co piękne, zawsze będzie, a na pewno dla mnie.

-Kto by pomyślał, ile ty masz zalet...

-Nikt tak nie potrafi bić... Nawet kiedyś mi płacili... Właśnie o biciu. W poniedziałek Piotruś bierze wolne i jedziemy do Mławy. Na gotowe. Wiem, jak skurwiel ma na imię, wiem, o której wychodzi z roboty. Jest plan. Dobry. Nie będę nudził detalami. Ale trzymaj kciuki, bo nigdy nie wiadomo.

A potem? Ojciec niby nic nie mówi, ale ja mówię... Jesteśmy parafianami tego kościoła, gdzie leży Popiełuszko. Rozumi?...

-Nie tylko – bo kolega jest kierownikiem sali w Mariocie. Rozumi?... Mówi, że nigdzie nie ma takiej kaczki po pekińsku, bo mają kucharza Chinola, a przecież gdzieś trzeba przegryźć smak sprzed ołtarza...

-A potem żadne tropiki. Murzasichle wystarczy za wszystkie kolorowe plakaty.

-Pamiętasz, czy mieli wygodne łóżka?...

Łóżka? Bysio, starzejesz się jeszcze przed ślubem?! Trawy w Kampinosie ci nie przeszkadzały...

-O kurde... Ta praca. Rozumiem Piotrka, gdy mówi, że czas na urlop.

-Pod twoją nie obecność kto prowadzi firmę?

-Tadeusz, i jest lepszy niż ja w papierkowej robocie.

-To może już jutro w góry?

-Powiem tak... W ten poniedziałek Mława, a we wtorek może być te twoje...

-Murzasichle...

-Tam chyba też jest trawa?

-No widzisz. Tak mi mów i tego się ucz...

Zaparkowali Toyotkę w cieniu. Dalej od samochodów. Obok stały dwa dawno nie ruszane, więc normalka, ot, inne miejsce do parkowania. Tak na Bysio namierzył, punktualnie wyszedł oprawca psa. Razem z nim paru innych pracowników. Nie jest dobrze. No trudno. Bysio szedł w stronę skurwiela. Przesadnie głośno powiedział...

-No cześć, Zdzisiek. Kopę lat!

Nie zwracano na nich uwagi. Koledzy skurwiela pomachali, że do jutra i poszli na parking.

-Zdzisiek? Czy ja pana znam?

-Żartujesz? Nie poznajesz Krzyśka Walickiego. Szczaliśmy razem do piaskownicy. No, chodź, poznasz moją panią. Jest w samochodzie. Uderzony pod prawy łokieć, na wątrobę, tylko jęknął i bezwładnie zwisnął podtrzymany i Bysio prawie wniósł go do Toyotki.

-Spokojnie, Cacuś, tylko nie pal gum. Jedziemy jak trójka starych kumpli. Nie podpadnie.

-Panie, panie, jak panu tam... Co jest grane, na rany Chrystusa!

-Takiś pobożny? Masz koleś problem, bo Chrystus ci nie pomoże.

-Ale ja nie mam kasy! Pan mnie pomylił z kimś innym. Porywać ślusarza? No żeby tak bić? Co pan w tej łapie, młotek?

-Skoro wołałeś Chrystusa na pomoc, to powiem ci, że mam nie tylko palec boży, ale całą rękę... Niedługo przywitasz się z Bozią...Wybierzemy takie samo drzewo, jak to gdzie przywiązałeś tamtego psa.

-Zabić za psa?!

-Dokładnie tak. Zabić za pas.

-Nie wyjdziecie z pierdla.

-A ty z piekła. Chyba coś takiego istnieje, skoro są tacy jak ty.

-Jakiś jebany pies, a wy chcecie zamordować człowieka?! Powinniście się leczyć!

-Powiem tak. Gdy nas złapią, co może się zdarzyć, nie powiem, że nie. To wyślą nas na leczenie. Ty się zgadzamy, ale na razie, no, co myślisz o tym drzewie? Zwiąż mu łapy z tyłu. Nóżki też. Zatkać pysk taśmą? Koniecznie. Nie tak... Nie za klatę, ale za szyję, krótko, aby tylko mógł ruszać głową. Tamten piesio też był tak przywiązany.

-Panie... Panie... Dzieciaki znalazły go i on żyje!

-Ja też bym tak dupę ratował. Telewizja pokazywała inaczej.

-Kurwa! Mówię panu! Odratowali go!

-Tak? Tylko dlaczego my o tym nie wiemy? Za długi! Skróć sznurek tak, by tylko mógł obracać głowę.

-Dusi mnie! Poluzuj pan!

-Długo nie będzie. Wyschniesz koleś na szkielecik.

Oprawca psa zaczął się głośno modlić...

-Wystarczy. Nie mogę tego słuchać. Nie ma nas...

Dojeżdżali do Warszawy, gdy Cacuś powiedział...

-Chyba przegięliśmy.

-Coś koło tego...

-To co? Wracamy? To był wyrok śmierci. Ja tak nie mogę.

-Myślisz, że ja mogę. Nie mam wprawy w zabijaniu...

-Ja nie żartuję! Bysio... Zawracam!

-Chwileczkę, kolego, chwileczkę... Przez dzień czy dwa nie zdechnie. Zdążymy.

-Tak? Czułeś ten smród?

-Ty byś też się zesrał...

-Nie, Bysio, nie od tego. Media mówią, że jest plaga dzików. A prawdą jest, że dzik to świnia, czyli wszystko zeżre..

-No to nie my, ale świnie wyślą go do piekła.

-Tak nie można. Ja prowadzę i ja zawracam.

Rzecz w tym, że wjechać do lasu było łatwo, aby tylko przedrzeć się przez zarośla, ale nie zapamiętali, przez które, a wszystkie podobne. Suche podłoże nie zostawiło śladów opon. Zaczynali za długo błądzić...

-Teraz jest ostre pogotowie przeciwpożarowe. Pojeździmy tak jeszcze z godzinę, a straż leśna może nas namierzyć. Może głośno zawołać gnoja?

-Jeżeli jesteśmy blisko.

Cacuś po pierwszym krzyku zakrztusił się. Bysiowi poszło lepiej. Drzewa odbijały głos, ale Bysio pierwszy usłyszał... Znaleźli skurwiela. Miał mokre spodnie z każdej strony...

-Nie myśl, że z litości! Nie zasłużyłeś, tak jak tamten pies nie zasłużył na śmierć. Nie słyszałeś, jak prosił, płakał, błagał... Człowieku! Nie odchodź! Nie zostawiaj mnie. Co ci zrobiłem. Kocham cię i wiernie służę. Wybaczę ci, ale nie zostawiaj mnie na śmierć...

-Nie słyszałeś tego?!

-Psy nie mówią...

Nie tylko... Nie mają praw, wybaczają i nawet liżą rękę, która je bije. Czy ty masz jakieś gówno w mózgu, że zrobiłeś coś takiego? Co ci ten pies zrobił, że skazałeś go na męczeńską śmierć! Kurwa! Dla takich ja ty, szkoda powierza do oddychania. Ja go zostawiam! Gdy wyobrażę sobie, jak płakał, jak prosił go tamten piesio, to niech tego skurwiela dziki zeżrą. Ty rób co chcesz.

-Odwiąże go...

-Panie, panie... Dziki. Podchodziły... Może się przestraszyły. Jak ja panu podziękuję...

-Jak? Duży... Daj mu w ryja, daj, żeby nie mógł mówić, niech się zadławi zębami. Jeszcze raz. Że odleciał? A w ogóle, to i tak mu się udało, bo bez bicia jak zawsze.

-Bez bicia, bo miał i tak zdechnąć. Cacuś... Nie mówię, że jesteś mięczak, bo mnie też było dziwnie, jakoś inaczej. Bo gdyby on naprawdę zdechł? Albo te dziki. Myślisz, że zjadłyby?

-Świnia wszystko zeżre. To jest fakt.

-Tylko co on pierdolił, że uratowali tamtego psa.

-A ty? Nie bronił byś się tak?

-Doszedłeś? Że nie możesz mówić? A masz coś ciekawego do powiedzenia?

-Nie zostawicie mnie tu. Nie mam siły uciekać od tych świń...

-Co ty kurwa z tymi świniami! Położymy cię przy szosie. Ktoś zobaczy. Albo będziesz stopował. No, wierzysz w Boga, tak naprawdę?

-Teraz tak...

-O k... Już chciałem się wyrazić, ale nie wypada, bo to o Bogu... Koleś... Nawróciliśmy cię na wiarę. Ale jaja!

-To jest jednak twardziel.

-Jaki twardziel. Zesrał się już w samochodzie. Chyba wiedział, co go czeka. Więc gdzie tu twardziel.

-Może źle się wyraziłem. Kłamał, nawet teraz, gdy dławił się zębami i ledwo mówił, a kłamał, mówiąc, że przegonił dziki krzykiem. Z pyskiem zaklejonym taśmą? Myślisz, że go zauważą i podwiozą?

-Myślę, że to kawał chłopa. Dojdzie do siebie i łaski bez, stopowaniem dojdzie do Mławy. Odjechaliśmy ile? Dychę?

-Coś koło tego. Co powiemy dziewczynom?

-Prawdę. A nie obejdzie się bez krzyku...

Faktycznie. Gdy panienki usłyszały, a Bysio dał z detalami, to było bardzo głośno

-On nie kłamał. No nie zupełnie. W internecie znalazłyśmy detale. Nie są miłe i Aśka się popłakała. Psa uratowali harcerze, ale to nie wszystko. To była suczka, szczenna, Wyobrażacie sobie,, jak prosiła, by ją nie zabijał, by nie odchodził. Przecież ma dzieci do wykarmienia, czekają na mamę. Nie wiedziała, że zły człowiek utopił je w beczce. Jedno miało szczęście, bo wyprosiła je sąsiadka tego zwyrodnialca.

Mama i to szczenię czują się dobrze, ale mama nie ma na karku sierści, tylko nagą, krwawą skórę po sznurku...

-Hanka! Gdybym to wiedział! Dlaczego nic nie powiedziałaś!

-Bo Aśka znalazła to w internecie, gdy już do niego pojechaliście. Dobrze, że nie wiedziałeś. Nawet nie chcę myśleć, co byś zrobił...

-Nic. Dokładnie nic. Zostawilibyśmy skurwiela na żarcie dla świń. Zżarły by go żywcem.

-Czyli jak mawia mój ojciec – nie ma nic złego co by nie wyszło na dobre.

-Starzy ludzie i ich powiedzonka.

-Kiedyś my będziemy w jego wieku. Czy ktoś młodszy tak powie o nas? Wiesz, szafirowa królowo... To jest taka sama gadka, jak pytanie, że co chcesz, żeby mówili o tobie, gdy umrzesz?

-Dlaczego taka sama. Jest naprawdę ważnym, co mówią o nieboszczyku. Jeżeli zasłużył na więcej niż dobre słowo.

-Pierwsza sprawa, to obłuda i hipokryzja. Nawet, jeżeli umarlak był skurwielem, oszukiwał, goniła go prokuratura i wisiało na nim wiele zarzutów, a kwestią czasu było, zanim trafi pod celę, bo nie powie, jak się nachapał tyle milionów, to co powiedzą? Zrobią z niego prawie świętego, a na pewno bez grzechów. Mam rację?

-No tak... „O zmarłych mówi się albo dobrze, albo wcale”...

-Czyli pierdoła na pierdole, bo nikt nie ma jaj, aby mówić prawdę.

-Bysio, umarłemu ani prawda, ani kłamstwa nie zaszkodzą.

-Właśnie i to jest ta druga sprawa, pytanie, co chcę, aby o mnie mówiono, gdy mi się kalendarz skończy? Powiem ci wprost i kulturalnie: A gówno mnie to obchodzi. Ja i tak nie będę słyszał. Zgadza się?

-Na tyle, co teraz wiemy, to prawda.

Czyli najpierw musimy umrzeć, by się dowiedzieć? Ja się nie spieszę.

-Ale choć tak ciut do ołtarza?

-Już nie mówię o kaczce po pekińsku, nadziewanej orzechami.

-A potem Murzasichle?

-A potem trawy w Murzasichlu..



Luty/07/2019

 
"Patrol Sprawiedliwości" cz.9
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
17.03.2019.


DUŻO BLIŻEJ...


-Panie Leszku, chodzi pan do kościoła?

-Że musi być kościelny, ślub, znaczy się?

-Nie to miałem na myśli. Zapytałem ot tak, przez ciekawość. Ale kiedyś, już jak rodzina... No wie pan, pasterka, te sprawy...

-Chodzić chodziłem, ale tylko na to majowe...

-Dlaczego tylko na majowe?

-Miałem osiem lat, a chłopaki mówili, że gdy dziewczyny klękają, to im majtki widać. Więc chodziłem, ale tylko kilka razy, bo one miały majtki takie jak ja, więc już nie podglądałem.

-Święty Piotr na pewno panu wybaczył...

-Łaski bez, pani Henryku. Każdy, tylko nie on... Kiedyś, gdy żydowscy żołnierze króla Heroda złapali Jezusa i prowadzili go na śmierć, to spotkali Piotra, wtedy wcale nie świętego. Zapytali go...

-Ty, brodaty, znasz tego Galilejczyka?

-A wcale nie Święty Piotr... Pierwsze widzę, a to niby kto?

Popełnił od ręki kilka grzechów na dzień dobry. Skłamał. Wyparł się swego przyjaciela. Zdradził go, kłamiąc...

No i co zrobił Jezus? Ciut później jako Chrystus, zrobił go najważniejszym po sobie. Chyba jakąś opokę Kościoła?

-Bóg wybacza...

-Ja nie. Gdyby ktoś skrzywdził Hankę, no, co, zamurowało pana?

-Przyznaję...

-Ja bym też przyznał... Ortopedę do każdej kości skurwiela...

Ten Święty Piotr specjalnym bystrzachą nie był...

-Dlaczego?

-Dlaczego? Posłuchaj pan... Wrota niebieskie, czyli brama do nieba... Przed bramą niekończąca się kolejka chętnych. Przy bramie Święty Piotr i sprawdza podania, wiadomo, porządek musi być. Nagle do bramy przeciska się paru facetów, bez kolejki, rzecz jasna. Święty Piotr, że tak nie można, że wszyscy są równi, więc w kolejce.

-Nie my. My jesteśmy wyjątkowi złodzieje i chcemy bez kolejki. Idź święty do Boga i powiedz mu to.

Święty Piotr idzie...

-Panie Boże... Para wyjątkowych złodziei chce bez kolejki...

-Od czego ja ciebie mam, Piotrze. Idź i załatw to.

Święty Piotr poszedł, ale wraca.

-No i?

Pyta Pan Bóg.

-Nie ma...

-Złodziei?

-Nie... Bramy nie ma...

Jest tyle ważnych dla ludzkości, dla świata spraw... Ocieplenie klimatu, terroryzm, nacjonalizm, czyli naiwnie dziecinne marzenia narodów do samostanowienia... Nic, tylko ogromna światowa sraczka. Naturalnie, że to nas bardzo obchodzi aż... do dnia, gdy sami dostajemy ostrą sraczkę. Nazwa jest bez znaczenia, bo raptem zdajemy sobie sprawę z tego, jak te wszystkie sraczki świata są mało ważne przy naszej.

Właśnie pan Henryk doświadcza swojej... Niby zwykłe przeziębienie, jakie wszyscy znamy u kogoś innego... Długie godziny „przykucia” do łóżka, łykanie zbawczych, choć prawda, że głównie dla producentów, syropów i jeszcze więcej myśli. Z rodzaju, czy naprawdę doczekam końca świata i jaki on będzie...

Wiadomo, a przynajmniej medialnie, że nie w powodu nuklearnego. Mocarstwa dysponujące tym świństwem na tyle zmądrzały, że nie śpieszą się do wzajemnej eliminacji. Więc jak... Aha... Już nie jest tajemnicą, rosyjski, czyli radziecki „Krasnodar 26”, gdzie od lat produkuje się i ulepsza śmiercionośne gazy, mieszaninę antraksu, eboli plus podobne diabelstwa. Ilość takiego gazu umieszczona w piłeczce pingpongowej może zabić miasto wielkości Warszawy...

Z tym Krasnodarem, to nieomal komedia radzieckiej umiejętności zachowania tajemnicy przed światem...

Pewnego dnia pięknego, amerykański samolot wywiadowczy lecący powyżej pułapu namierzania, nad północną Syberią, zobaczył, że z solidnej pokrywy śniegu i lodu wydobywa się smużka niby dymu, niby pary... W takiej lodówce? W takiej śnieżnej pustce?

No i „genialnie” strzeżoną tajemnicę śmiercionośnej fabryki zdradziła zwykła para przedostająca się przez śnieg i lód... Od tego czasu każdego roku z tej fabryki znikały kilogramy tej śmierci, jako, że za pieniądze można wszystko kupić, nawet śmierć...

Chociaż temat zagłady ludzkości nie był popularny medialnie, to świat nie zapomniał a dla wielu ekspertów było tylko kwestia czasu, aż do Stanów Zjednoczonych przedostanie się doskonały terrorysta właśnie z kilkoma „piłeczkami” tej śmierci zdolnej bez względu na warunki pogodowe zabić na przykład ludność Nowego Yorku.

Powód oczywisty i są nim setki tysięcy okaleczonych dzieci. Bez rąk, nóg, bez rodziców jako skutek „amerykańskiej demokratyzacji Iraku z lufy czołgu”. Coś takiego należało pomścić i śmierć rodem z Krasnodaru 26 była idealnym sposobem.

Ale nie... Coś takiego nie może zabić całą ludzkość, chociażby ze względów geograficznych, Więc co...

-Panie Piotrze. Jak pan jest z komputerem?

-Jestem, i to bardzo, dlaczego?

-Czy trudno jest wpuścić, jak to nazywają, jakiś smród do komputera i unieruchomić na przykład instytut, w którym pan pracuje?

-Dobrze się pan czuje?Wiem, że grypka, ale taka myśl? Czy trudno? Dziś to dziecinada. Polskie media przemilczały numer, jaki zrobiło paru piętnastolatków w Stanach. Wtedy byłem dopiero na studiach. Nasz profesor jakiś czas studiował w Georgia Tech. Co się okazało? Szczyle złamali kod Pentagonu. Wpuścili „bakcyla” i uziemili większość departamentów. Jasne, że FBI ich ustaliła.

-Poprawczak, a potem więzienie?

-Ależ skąd! Nastolatków zatrudnił rząd na okres letnich wakacji. Podobno zarobili przez parę miesięcy więcej, niż ich rodzice przez rok. Pozostało tajemnicą, co się z nimi stało. Prawdopodobnie zostali zatrudnieni w specjalnych zadaniach.

-Idąc dalej... Tylko proszę nie wyciągać żadnych wniosków, zwykła ciekawość kogoś, kto teraz ma za dużo czasu i za dużo różnych myśli. Czy ktoś, może nie pan, ale taki mądrala jak ci nastolatkowie, może wpuścić bakcyla w komputery Warszawy?

-Warszawy? Nie rozumiem. To są tysiące. Każdy dzieciak ma, wszystkie szkoły, biblioteki. No i w ogóle w jakim celu.

-Czy można tak?

-Ja nie potrafię, ale ja jestem fizykiem, a nie programistą. Są bardzo dobrzy w tej dziedzinie, myślę, że potrafią prawie wszystko.

-Zapytam inaczej... Stacje benzynowe, lotnisko, policja, szpitale, sygnalizacja świateł na ulicy, sklepy, pociągi, transport w ogóle... Czy ktoś genialny może to sparaliżować takim bakcylem?

-Makabryczne, ale myślę, że tak.

-Co się wtedy stanie?

-Nie musi pan mnie pytać. Oczywiście, że pełny paraliż.

-Nazywając to po imieniu... Koniec życia, jakie znamy? Koniec kontynuacji, czyli kompletny stop wszystkiego. Szpitale, policja, lotnisko i tym podobna mają agregaty pomocnicze zasilające na wypadek awarii, ale na jak długo, a przede wszystkim zasilające czym, gdy stanie, padnie elektrownia, staną stacje benzynowe...

-Mówi pan jak o końcu świata...

-Dokładnie tak, panie Piotrze. Czy coś takiego jest możliwe?

-Człowiek stworzył diabła i nazwał go przyjacielem. Ten przyjaciel najpierw zabił książkę swego największego wroga, potem, wyrzucił z pracy tysiące ludzi, aż wreszcie człowiek tak, jak go stworzył, tak go zabił...

-Siebie też...

-Właśnie o tym, może za długo, ale rozmawialiśmy. Siebie też...

Czego to ten tak zwany naród nie mówi. Właściwie wszystko. Nie mówi tylko, kto jako pierwszy użył idiotyzmu pod nazwą – prosty naród... Czy są garbate narody? Najwidoczniej są, skoro nie tylko udający pisarzy, ale... Tak zwane prości ludzie powszechnie używają tego wyświechtaka. Nie inaczej jest w opisywaniu świata, gdzie jak wiemy, żyje wiele narodów.

Mając aż za dużo czasu pan Henryk zastanawiał się, gdzie żyją ci niedumni, ta niedumne narody. Każdy opis z niekoniecznie egzotycznej części świata prawie zawsze zaczyna się od... ”Ten dumny naród”...

Polski (choć nie jest pewne, czy tylko) naród mówi, że przeziębić grypę to dostać zapalenie płuc. Słowo – dostać jest ni go w de, ni go w oko, bo nikt nikomu zapalenia płuc nie daje, ale jest, jak jest.

Może rację mają Francuzi, używając powiedzonka – z powodu kobiety... Niejaka ruda o imieniu Gośka, a kumpelka Hanki nieopatrznie wyciągnęła pana Henryka na przedwczesny spacer, z najlepszych intencji, oczywiście. Z najlepszych intencji zrodziło się wiele pomysłów, z wojnami włącznie...

Teraz pan Henryk naprawdę miał dużo czasu, by przemyśleć te pomysły, na zawrócenie których było za późno.

Pierwszy, to „karmienie się hektolitrami” mocnej kawy, jako zasadniczego posiłku zaczynającego dzień. Był po prostu łatwym zerem dla choroby i bardzo trudnym gruntem dla lekarstw. Krótko mówiąc niknął w oczach, jak to się mówi bez sensu, ale skutecznie.

Od dziecka bardzo logiczny, a zawodowo z konieczności wyśmiewał te zwroty w potocznym języku, które może nie są jak oksymoran, ale też były bez sensu. Mówienie, że „w moich oczach to się stało”... „Na moich oczach to się stało”... Dziwne, że ludzie jeszcze mieli jakieś, całe oczy...

Logiki oczekiwał od ludzi nazywanych lekarzami. Ci, najpotrzebniejsi z zawodów, jakie wykonuje człowiek, wbrew logice walczyli z przypadkami, w których decydowała wola pacjenta. Jeżeli chciał walczyć, dołączyć do ludzi walczących po jego stronie, to wygrywał. Na ogół.

Jeżeli uważał, że przegra bez walki, to przegrywał. To, wydawało by się jak dwa plus dwa w przypadku pana Henryka, było na zasadzie... No i czego jeszcze mogę oczekiwać w życiu. W zawodowym niczego, wnuki? Mając córkę, dla której dzieci są na dalekim planie i przyszłego szwagra, który wybrał zajęcie zachęcające najgorszy element, nie bardzo pomagał lekarzom.

-Ojciec odpływa... Bysio, musimy coś wymyślić!

-Powiedz mu, że jesteś w ciąży...

-Zwariowałeś?! No i co... Zgubiłam jak klucze od domu dzieci gubią w piaskownicy...

-Tak. To niewypał. To może powiemy, że bierzemy ślub?

To powinno zachęcić go, żeby wstał za szpitalnego łóżka. To był doskonały pomysł i pan Henryk wstał. Słabiutko, ale wstał.

-No widzi pan! Jeszcze pan doczeka wielu starych lat!

-Starości? Tego mi nie życzcie...

-Dlaczego? To jest naturalna kolej życia. Nie rozumiem...

-Panie Leszku... Tak zwany starczy wiek niesie wiele nieciekawych numerów.

-Mnie się też takie zdarzają...

-Niech pan posłucha...

Emerytowany generał Legii Cudzoziemskiej odwiedza tereny swojej dawnej pracy. Jest w jednym z garnizonów. Przemawia... Ciągle ma silny głos.

Żołnierze... Gdy byłem taki młody jak wy, to właśnie tutaj polowałem na lwy. Skacze na mnie ogromny lew. Podnoszę strzelbę, zacięła się... Zesrałem się. Konsternacja... Ale adiutanci, przydupasy różne, śpieszą z pocieszeniami.

-Panie generale. W takiej sytuacji każdy by się zesrał...

-Tak, tak... Ale ja teraz zesrałem się...

Jak pan widzi, w pewnym wieku nazywanym starością nie jest jak w dawnej piosence, że „wesołe jest życie staruszka, wesołe jak piosnka jest ta”...


Bysio nie wiedział, że można aż tak płakać. Śmierć matki, choć aż nie była niespodzianką, ale nadpełzała powoli, z każdym, coraz mniej sprawnym krokiem, potem z chodzikiem, a potem prawie wcale, uderzyła tak, że chyba cała Wola słyszała ten płacz...

Oczywiście o obiecanym panu Henrykowi ślubie na razie nie mogło być mowy. Do tego Cacuś złamał nogę, co i tak było sukcesem, jako że już dawno lekarze wydali wyrok na jego kości. Albo pan, panie Piotrze, załapie się za sport, a najlepiej siłowy, albo łykać kilogramy budujące wapno i na gęstość tkanki kostnej.

Kolejny kłopot. Znajoma Hanki skarżyła się, że sąsiad zabija koty. Prawdą było, że to nie jego koty, ale również prawdą było, że przy życiu utrzymywała je znajoma Hanki. Narażała się nie tylko sąsiadowi, a był to typ ponury. Koty, zwierzaki milusińskie, ale gdy niewykastrowane i sikają zachęcająco do kocic, to nawet Święty Franciszek zatyka nos, a wiadomo, jak kocha zwierzęta...

Pomijając wydatki na karmę, to spora część kociego Muranowa wiedziała o kumpelce Hanki, to był problem, sąsiedzki.

Z sąsiadami znajoma jakoś układała się bezkonfliktowo, ale groźby ponurego sąsiada, że jej, co było określeniem najdelikatniejszym – nogi z dupy powyrywa, musiała brać poważnie. Mieszkała sama i ważyła może ze pięćdziesiąt plus, co przy stu kilach sąsiada dobrze nie wróżyło.

Zwykle takie sprawy załatwiali razem. Cacuś jako przykrywka i zachęta do nakopania facetom, co pchają się nieproszeni nie do swoich spraw i Bysio, zawsze mocno zgarbiony i coraz wprawniej pociągający prawą nogą. Ot, paru nijakich, co z gadką o miłosierdziu dopraszają się mordobicia.

Zachowując „przebierankę na kulawego garbusa” Bysio zapytał ponurego sąsiada, gdzie tu można jakiegoś kociaka do domu.

-Ty garbusie. Nie masz innych potrzeb. Kociaka? Dam ci kurwa, stówę, pod Mariotem dołożysz swoje dwie i kociak mózg ci przeczyści tak, że się wyprostujesz. Może nie na plecach, ale w rozporku...

-Ja poważnie... Chciałbym jakiegoś kotka, a panienki, nie bardzo mogę...

-Wydusiłem to paskudztwo, może ta z parteru ci pomoże, zanim i ją rozduszę. Cały blok zasrywa.

-Ani jeden nie został, dla mnie?

-Jak ci strzelę z liścia w ucho, to odzyskasz słuch! Przecież powiedziałem, że wydusiłem. Bić cię nie będę, bo garbatych nie biję, ale z liścia dam... No! Wypierdalaj!

Zamachnął się. Bysio złapał rękę, przekręcił w stawie barkowym i pomógł gigantowi przekoziołkować z piętra na pół piętro. Schodów niby nie dużo, bo tylko dziesięć, ale morderca kotów nie podnosił się. Tak zostawić go nie mogę, bo nawet nie wie, dlaczego potrafi tak szybko pokonywać schody... Musi usłyszeć.

-No... Wygodnie ci, będziesz tak spał?

Bysio poprawił kopniakiem w pysk.

Koci morderca zakrztusił się, plunął krwią i zupełnie przytomnie zapytał...

-Kto ty jesteś? Kiedyś pół Pragi rozpierdoliłem i pamiętają mnie do dziś, ale żeby taki garbus tak mnie załatwił. Wiszę ci coś? Kurwa! W prochach nie robię od trzech lat i wszystko pospłacałem. Co jest grane! Żeby tak do spokojnego człowieka i zaraz za schodów?!

-Jak z pamięcią?

-Ochujałeś? Z jaką pamięcią?

-Twoja. Służy ci? No! Jeszcze raz w ryja?!

-Pamięć? Mam dobrą. O co ci chodzi...

-O koty.

-Co ty? Koty? Jakieś pedalstwo mi zakładasz? Ożeniłeś się z tą z parteru, czy co?

-Koleś. Sprawa prosta i krótka piłka. Jeżeli jeszcze raz dotkniesz, kumasz, tylko dotkniesz kota, to ci łapy powyrywam. Żaden ortopeda ci nie pomoże, bo nie będzie miał do czego doczepić. Jestem z Opieki Społecznej od kotów. Że nie ma takiej? Zgoda. Nie ma, ale od dziś już jest. No, powtórz!

-Co mam powtórzyć? O kurwa, jak mnie głowa boli! Chyba coś uszkodziłem.

-Sporo zostało, aby poprawić. No, powtarzasz?!

-Ale co! Panie, pan chyba zwariował! Co mam kurwa powtarzać?!

-A co powiedziałem, co cię czeka, gdy dotkniesz kota. No, słucham...

Ponieważ rozmowa toczyła się na pół piętra pierwszego, więc kilka osób chciało przejść do swoich mieszkań.

-Przepraszam państwa, ale temu panu zrobiło się słabo i ja go reanimuję. Znamy się od dziecka. On miewa takie napady... Że pogotowie? Może pani wezwać, ale kolega już lepiej się czuję, prawda?

-Tak, tak, spokojnie, już mi lepiej. Dziękuję. Zdzwonimy się...

Kocia rodzina w tej części Muranów znowu żyła w pełnym szczęściu. Może rzeczywiście, gdy pan Henryk dojdzie do normy, to powinien iść dalej z pomysłem ustawy o wychowaniu biciem. Jest w stu procentach skuteczne i nie kosztuje społeczeństwo ani grosza.

Czy więc pełny sukces? Nawet, gdy tylko przysłowiowa kropla w morzu zła. A czyż nie mówi się, że kropla drąży skałę?...

Dlaczego więc właśnie w tym czasie śmierć zabrała mu coś, bo nie kogoś, ale właśnie coś, co miał tylko dla siebie, co było wszystkim, co tak naprawdę miał, bo tym była Matka...

Dochodząc do domu poczuł, że „siadły mu nogi”, że nie idzie, ale ciągnie je za sobą.

Schody... Wciągał się, trzymając poręczy. Resztką sił otworzył drzwi, ale nie doszedł do łóżka. Upadł.

Tak zastała go Hanka.

Lekarz w pogotowiu, kardiolog miał dziwną minę...

-Pani narzeczony miał wszystkie, książkowe objawy zawału. Niestety, dziś uderza on coraz młodszych, ale, zrobiliśmy wszystkie badania, koronografię, dosłownie wszystkie i zero uszkodzeń serca, a każdy zawał, nawet najmniejszy, pozostawia jakieś zniszczenia. Ten pan ma ciśnienie zdrowego nastolatka, a puls atlety wyczynowca. Nic nie rozumiem... Czy może przeżył jakiś szok?

-Umarła mu matka...

-Oby to było jedyne wytłumaczenie...

-Panie doktorze. Dla mnie najważniejszym jest, że Leszek jest zdrowy, że nic mu nie grozi. Może medycyna ma jeszcze wiele tajemnic, może to jedna z nich.

-Szafirowa królowo...

-No! Czyli czujesz się normalnie... Ale numer odstawiłeś...

-Wierzysz w sny?

-O szczęściu? Tak.

-Ostatniej nocy śniłem, że, tylko się nie śmiej... Że Piesio miał skrzydła... Ale to nie wszystko. Leżałem i nie mogłem się ruszyć, a on pochylił się, podniósł i włożył na siebie. Machnął parę razy skrzydłami i polecieliśmy w coś, co było tak niebieskie jak twój pierścionek, ale to nie było niebo...

To było ciepłe, miękkie, zupełnie, jakby przytulała mnie mama, gdy dopiero raczkowałem po podłodze. Było mi dobrze tak dobrze, że nie wyciągając ręki mogłem dotykać ciebie i co dziwniejsze... Piesia, który już bez skrzydeł stał obok i lizał mi ręce...

Czy nie dziwny sen?

-Słowo dziwne pasuje najbardziej do snów. Kiedyś był taki cwaniak udający znawcę snów. Nazywał się Sigmunt Froyd. Nawet tworzył teorie snów. Był autorytetem dla milionów wyznawców tych teorii. Wiesz, co się stało? Jeszcze dobrze nie ostygł po śmierci, gdy jego najbliżsi uczniowie i asystenci ogłosili, że owszem „miał ciekawe pomysły, ale jego teorie nie mają żadnego uzasadnienia i wartości...”

-Nie powiem, przyjemniaczki. Tak o swoim mistrzu.

-Mój ojciec uważa, że najpierw musimy umrzeć, a dopiero potem dowiedzieć się, co to są sny.

-Twój ojciec jest mądrym człowiekiem, tylko dlaczego dał się zwariować tej rudej i zgodzić na romantyczną randkę na mrozie...

-Bysio... Bysio... Tak z ręką na sercu... Ile panienek motałeś na mrozie. Pamiętasz? Wtedy też było zimno, ale ja nie czułam...

Mam sygnały od Cacusia, że już jest lepiej. Jutro jedziemy do niego. Aha, bym zapomniała, ta kumpelka karmiąca koty Muranowa powiedziała, że ponury sąsiad przyniósł siedem czerwonych róż. Była bliska ataku serca. Widziałam faceta... Wcale nie ponurak, a Mirka obok wyglądała na bardzo szczęśliwą... Bysio... Masz cudowny, bo inaczej nie mogę nazwać, cudowny dotyk...

-Kiedyś usłyszałem, że dobre sprawy rodzą się w bólu. Tego nie wiem, ale co to jest ból wiem. Ten od róż też wie...

-Pomyślałeś o ślubie?

-Nie teraz, nawet nie chodzi o okres żałoby. Po prostu tak czuję. Zdążymy, ważne, że twój ojciec wie, że będzie.

A Piesio nie potrzebował skrzydeł, aby latać wyskok w psiej hierarchii Żoliborza. Nie żeby z powodu agresji, o nie. Przeciwnie, największe psy, rottweilery, dobermany i jeszcze większe mastify (a były wyjątkiem na skale Polski) z agresywnymi zamiarami, zjeżone, „na sztywnych łapach” podchodziły do Piesia, a on nic, stał, nawet nie ruszył ogonem, tylko stał. Nie pokazywał zębów, nie jeżył grzbietu. Stał. Wystarczyło. Coś musiało być, że psy „miękły”, jakby kurczyły się w sobie i odchodziły. Może czuły, że jeden ścisk szczęk pitbula to imadło, z którego nie ma wyjścia chyba że tam, gdzie psy mają swoje niebo lub piekło...

Był jedynym pitbulem. Czy gdyby nie był jedynym? Bysio wolał nie gdybać. Jeden z ochroniarzy, kiedyś pracujący w policji z psami powiedział Bysiowi, że nie rasa, nie rodzaj psa, ale wychowanie robi z psa albo zabójcę albo pieska na kanapę.

Przekleństwem w rodowodzie Piesia było to, że nacisk jego szczęk był dwa razy większy niż u wilczura lub rottweilera, ale to nie wszystko, bo był pozbawiony uczucia bólu i gdy przyuczony do walki, to walczył okaleczony, nieomal pozbawiony krwi.

Były glina sporo wiedział o walkach psów, a przyszły do Polski ze Stanów Zjednoczonych, gdzie głównie, choć nie tylko, w meksykańskich dzielnicach były źródłem dochodu dla zwyrodnialców. Jednak to nie Stany zapoczątkowały takie walki. Haiti, Santo Domingo były pierwszymi krajami, gdzie walki psów i kogutów były narodowym „sportem” chorych umysłów.

„Pałeczkę” przejął Meksyk, a następnie Stany Zjednoczone. Jak wszystko w Ameryce, tak i pitbule musiały być największe. Podobno w Kalifornii, w mieście San Bernardino, hodowano tak zwane „ pitbule na sterydach”. W rzeczywistości, to nie sterydy, ale drogą odpowiednich krzyżówek, głównie w bulmastifami w wyhodowano pitbule ważące 80 kilo. Nie nadawały się do walk, ale zaspakajały ambicje właścicieli, dla których samochód musiał być najdroższy, a ciężarówka największa. Najbardziej niebezpieczne do walk były pitbule regularnego wzrostu i wagi samców nie przekraczającej 50 kilo. Takie były najszybsze, najzwinniejsze. Ten glina był encyklopedią wiadomości o tych psach. Kiedyś miał dwa. Samca i suczkę, ale nosówka zabrał oba.

Opowiadał Bysiowi, że w Stanach, a słynął z tego Teksas, pitbule zestawiane są z największymi psami, takimi jak Akita. Psy nie miały szans... Jako fakt było zestawienie rysia z pitbulem. Ryś, samiec, wyjątkowo duży, wagi ponad 40 kilo obdarł psa ze skóry do gołych żeber. Wykrwawił, aż pitbulowi udało się chwycić rysia za głowę. Ohydny odgłos jak przełamanego drewna. Pitbul zmiażdżył rysiowi czaszkę... Przeżył i „wylizał” się z tej walki.

Nie tylko dla zoologów wiadomym jest, że nawet największy wilk nie zaryzykuję walki z rysiem. Zresztą, jak wszystkie dzikie zwierzęta mięsożerne, unikają walki nawet z pozornie słabszymi nie chcąc ryzykować ran, które w naturze mogą skończyć się śmiercią nawet, gdy jedynie powierzchowne. Mięsożerne zwierzę zabija, aby zjeść, nie aby walczyć dla samej walki. Od takiej „przyjemności” są ludzie...

Ten policjant miał nie tylko teoretyczną wiedzę o zachowaniu psów. Był kilkakrotnie wysyłany do Stanów Zjednoczonych na szkolenie psów policyjnych w tak zwanych K-9 Units.

Samotny, bez rodziny był jednym z najlepszych pracowników Bysia. Śmierć matki przyniosła myśli, o których istnieniu Bysio nie miał pojęcia. Samo słowo Matka nabrało nowego znaczenia. Matka była wszystkim, co naprawdę miał prawdziwie, tylko dla siebie. Gdy padał, gdy ginął w początkach życia tak czarnego, jak podwórko, gdzie się wychował, matka była tą siłą, która pozwalał iść do przodu. Nie musiał wierzyć w Boga, by wiedzieć, czuć, że to matka jest prawdziwą świętością...

Teraz prosił los, by nie zetknął go z następnym zwyrodnialcem bijącym matkę jego dzieci. Wiedział, że tym razem może nie skończyć na połamaniu palców i rąk, że może zabić... Jeżeli państwo jako organ prawny nie potrafi eliminować takiego zwyrodnialstwa, to ktoś musi.

Rozsmakowani, pewni bezkarności oprawcy znęcający się nad żoną, nad dziećmi są jak nałogowcy. Nie psycholog, nie żadne kursy, ale terapia odwykowa, jaką stosował Bysio, skutecznie eliminowała takie zwyrodnienia. Ironią prawa było, że robiąc to, stawał się przestępcą.

Ojciec Hanki opowiadał o przypadku pewnego pedofila. Postawiony przed sądem słuchał o swoim haniebnym zachowaniu. Zapytany, czy ma coś do powiedzenia, odpowiedział... Proszę wysokiego sądu, jak tak lubię to robić...

Oczywiście przydzielono mu psychologa i tak zwany zespół wychowawczy, bo takie było prawo dla tych, którzy łamali je z przyjemnością i nie wstydzili się o tym mówić.

Do tej pory Bysio nie zetknął się z pedofilem lubującym się stosować swoje przyjemności wobec rodziny. Ale, co by zrobił, spotykając kogoś takiego? Tamten przypadek, gdy ojciec interesował się majtkami swojej dziesięcioletniej córki nie posunął się dalej i wizyta, tak ją nazwijmy, Bysia skutecznie pomogła.

Nie mógł odmówić, gdy ojciec Hanki zapraszał go na długie rozmowy. Przecież któregoś dnia ten człowiek stanie się rodziną, jedyną, jaką Bysio będzie miał. A czyż pan Henryk nie czuł tak samo? Tak, miał córkę, ale Hanka właśnie postanowiła podwyższyć stopnie zawodowe, rozpoczynając studia doktoranckie.

Bysio był cierpliwym słuchaczem, a jego wręcz dziecinne pytania były czymś odświeżającym dla pana Henryka.

-Co to jest naprawdę ten trybunał Konstytucyjny, o którym tyle słyszę, gdy przypadkowo zdecyduję się popatrzeć w telewizję. Co ja z niego mam?... Co rozmawiam o tym z moimi znajomymi, to słyszę, że gówno ich to obchodzi i gówno dotyczy, ale kasa i to duża na to idzie... Jak to jest?

-Leszku... Ani konstytucja, ani Trybunał Konstytucyjny tak naprawdę, na co dzień mogą nie obchodzić obywatela. Nie ułatwiają mu, gdy coś załatwia w urzędzie, nie dają więcej do wózka z zakupami. To prawda.

-A chociaż pomagają, aby nie było wyroków w zawieszeniu, gdy jakiś skurwiel pastwi się nad czymś i kimś bezbronnym, słabszym?

-Też nie... Rozumiem, że to jest trudne do wytłumaczenia.

-Jeżeli takie trudne, to po cholerę w ogóle jest?

-Jest podstawą naszego domu... Naszym domem jest Polska.

Było to bardzo chytre zakończenia pytania. Bo skoro coś jest potrzebne dla Polski? Coś, o czym nie ma pojęcia większość Polaków? Może więc musi być i tyle.

Naprawdę był potrzebny dobry rehabilitant dla Cacusia. Kolega Hanki był po odpowiednich studiach i zgodził się prywatnie pomagać Cacusiowi. Nie miał łatwo, o nie...

Hanka i Bysio usłyszeli, że najgorszymi pacjentami poza lekarzami, którzy w ogóle nie są zdolni do rehabilitacji, jako że i tak wiedzą lepiej... Są faceci w wieku Cacusia i bardzo wykształceni. Jedynie jeszcze gorszymi pacjentami są silni faceci, którzy nigdy nie przegrali, czyli normalnie mówiąc, nigdy nie dostali w dupę...

Najlepsi pacjenci? Starsze panie „pod siedemdziesiątkę”. Biorą każdą uwagę na wagę złota. Posłusznie, cierpliwie, najszybciej dochodzą do pełnej sprawności.

Początkowo Bysio lekceważył takie uwagi, ale kiedyś Hanka zapytała...

Masz złamanie, takie skomplikowane nogi, czy potrafisz cierpliwie czekać i słuchać?

Aha... Tak to jest, gdy dotyka nas. Może dlatego ludzie mówią takie mądrości jak... Bardzo ci współczuję, rozumiem... A gówno prawda z tym rozumiem, bo cudzy brzuch nas nie boli...

 


-Bysio... Do dłuższego czasu chcę ci coś powiedzieć...

-Że będę tatusiem?

-Ni nie, wy, faceci, tylko tego się boicie. Spokojnie, nic z tych spraw. Boję się, bo ty się podpalisz i obaj, ty i Piotrek, zginiecie.

-Ooo. Już się podpaliłem...

-Nie żartuj. To nie tylko poważne, ale bardzo niebezpieczne.

-Zaraz się spalę... Z ciekawości.

-Chodzi o kłusownictwo. Posłuchaj...

-A co robię? Powiesz wreszcie coś konkretnego?

-Zacznę od tego, że rozmawiałam z ojcem. Jak to wygląda od strony prawa. Ojciec powiedział, że sądy najczęściej umarzają ze względu na małą szkodliwość społeczną czynu. Bywa, że sprawca otrzyma grzywnę. Im rzadszy gatunek zwierzęcia, tym większa. Za zająca przykładowo 2 złote, za jelenia dziesięć.

-Dwa złote?!

-Przecież powiedziałam, że przykładowo. A jeżeli wyrok pozbawienia wolności, to zawsze w zawieszeniu i góra dwa lata.

To już, jak mi zrobiłaś wykład, to może powiesz, o co chodzi?

-Bratanica koleżanki, szczylówa wraz z koleżankami, harcerkami, poszła do lasu. Też tak chodziłam. Znalazły konającą sarnę we wnykach. W takich pętlach.

-Wiem, co to są wnyki. Co dalej.

-Chciały pomóc zwierzęciu, ale umarło... Nie wiedziały, co zrobić. Druhna drużynowa zatelefonowała do glin. Zanim policja przyjechała, to zjawił się facet z daleka śmierdzący wódą. Dziewczyny miały gaz pieprzowy w razie, gdyby jakiś zbok, no wiesz... Ale on do panienek kurwami i żeby wypierdalały, zanim im nakopie. Kawał byka, a dziewczynki z piątej podstawowej. Nie mogły patrzeć, jak wyciągał sarnę. Zarzucił na plecy i znikł. Po chwili usłyszały samochód i cisza...

-A policja?

-Nie doczekały się.

-Facet miał broń?

-Tak. Dlatego powiedziałam, że sprawa jest również niebezpieczna.

-Zgadza się. Tak szczerze... Nie wiem, co ci powiedzieć. Dzieciaki przeżyły szok. Pewno pierwszy raz widziały śmierć nie w telewizorze. Do tego sarna... A jeszcze do tego, to gościu nie jest sam. Ma kumpli i żyją z tego. Policja? Tadeusz kiedyś powiedział, że wiejski posterunkowy, to często policjant z nazwy. Że tam wszyscy, to jedna paczka. Jasne, że nie można uogólniać.

-No... Ulżyło mi. Musiałam ci powiedzieć.

-Jasna sprawa... Tobie lżej, więc teraz dźwigam ja.

-A komu miałam powiedzieć? Księdzu?...

-No, niby tak. O kurde... Sam nie wiem. Czy dzieciaki zapamiętały, gdzie dokładnie to było. Jakąś nazwę wsi, no wiesz.

-Mam nadzieję, że druhna zapamiętała, studentka.

-Powiem tak... Niech koleżanka ustali parametry, może uda się rysopis kłusownika. Był z nimi dłuższy czas.

-Mam dobre wajby...

-Co masz?

-Druhna studiuje psychologię. Właściwie, to już pani magister, bo za rok.

-Daj ją tu.

-Pod warunkiem, że nie powiesz, co chcesz zrobić!

-Bo nic nie chcę. Na razie. Ale pogadać trzeba, nie?

-No tak.

Prawie pani psycholożka dokładnie opisała kłusownika. Lekko utyka na lewą nogę, ale to nic przy tym, że na lewym przedramieniu ma tatuaż bardzo cycatej panienki. W kolorze...

To nie wszystko, bo pani psycholożka gotowa była „iść na akcję”...

-Niby na jaką akcję?

-No wie pan...

-Coś trzeba z nim zrobić...

-Jako psycholog nie myśli pani o pobiciu?

-Oczywiście, że nie! Tak mi się powiedziało. Zresztą kto by to zrobił. On jest o głowę wyższy od pana i waży chyba ze sto kilo. Tą sarnę zarzucił na plecy, jakby nic nie ważyła. Ile sarna może ważyć?

-Nie ważyłem, ale lekka nie jest. Dała pani znać władzom?

-Oczywiście! Pan sierżant zapisał i obiecał, że coś zrobi.

-Nie powiedział, że pod siebie?

-Słucham?...

-Nic takiego. Dziękuje pani. Tak, to bardzo smutna sprawa.

-Musiałam się z kimś podzielić, poza policją.

To by koniec tej sprawy. Tak Bysio obiecał Hance. Nawet nic nie powiedział Cacusiowi. Jeżeli już, to Tadeuszowi, bo co, glina to glina. Ale niby co... Ładować się w sam środek wiejskiej społeczności, gdzie każdy mówi – na zdrowie, gdy ktoś kichnie... Obca twarz zaraz wyskakuje, nie pasuje. Jak Polska długa i szeroka, kłusownictwo, pomimo coraz sprawniejszej Straży Leśnej, kwitnie od lat, a każdy wie, że dziczyzna to rarytas, tylko nikt nie zapyta, skąd i jak.

Oczywiście, że są legalni myśliwi i tylko oni „wiedzą”, dlaczego mają znak krzyża w herbacie, a za patrona Świętego Huberta. Mordowanie mieszkańców lasu, to nie tylko polska tradycja, a zaczyna się tak pięknie i melodyjnie...


...”Pojedziemy na łów

na łów

towarzyszu mój”...


Rzecz w tym, że trzeba było być towarzyszem, partyjnym, oczywiście by mieć pozwolenie na broń... Ale to już inna sprawa. Nie inna, ale ważniejsza, że myśliwska społeczność wiedziała, kto jest kto... Bysio mógł nie informacje otrzymać, ale porcję ołowiu. Kiedyś, gdy co prawda krótko, ale wylewał pot na siłowni, spotkał mądrego faceta. Starszy i ostatnio z dużo młodszą panienką, na boku, oczywiście, dlatego gubił wagę. Powiedział, że nawet najsilniejszy człowiek świata, taki, co bez trudu w martwym ciągu podnosi 400 kilo, nie przeniesie na drugą stronę ulicy kilka gram ołowiu...

-Że niby ołów taki ciężki? Każdy to wie.

-Nie, panie Leszku. Nie przeniesie, gdy dostanie taki ołów z lufy i ma go w sobie...

Bysio dobrze to zapamiętał.

Oczywiście, że nie można odpuścić kłusownikowi. Mniej oczywistym jest, jak to zrobić. Facet ma broń. Być może jest myśliwym i dorabia kłusownictwem. Etyka, kodeks moralny? To jest gówno przy cenach dziczyzny w drogich restauracjach, a i sobie samemu dobrze jest wypełnić chłodnię, prawda? Prawdą jest też fakt, że skoro jest myśliwym, to nie on jeden może popełnić błąd postrzelenia lub zastrzelenia, zdarza się to tam, gdzie jest las i są myśliwi...

Kiedyś nie było bractwa Świętego Huberta, bo były rysie, wilki, niedźwiedzie i to one dbały o kondycję lasu, czyli swego prawowitego domu. Ale czyż nie po to człowiek stworzył cywilizację, aby wymordować zwierzęta?

Taak... Bysio, masz myślówkę. Nic nie obiecałeś Hance. Poradzić się Cacusia? Ostatecznie, jeżeli zdecyduję się, to i tak musi powiedzieć przyjacielowi. A niech tam...

-Bysio. Ja w to nie wchodzę.

-Tak z mety?

-Nie z mety, ale ze startu, a nie startuję.

Mam realne szanse na Krzemową Dolinę w Kalifornii. Jestem już po pierwszych rozmowach. Aśka? Ona poleciała by już wczoraj...

-Sam nie dam rady.

-Niby dlaczego? Nigdy nie pomagałem ci w biciu, chociaż bardzo chciałem...

-Cacuś, nikt za kółkiem nie jest tak dobry jak ty.

-Pod siusiu braliśmy się jako szczyle.

-Nie podpuszczam cię, co fakt, to fakt. Kiedyś ojciec Hanki powiedział, że dla towarzystwa Cygan dał się powiesić...

-To jest ni go w dupę, ni go w oko. Musisz odpuścić.

-Kilka dzieciaków do dziś moczy majtki na wspomnienie tamtej sceny.

-Powiedziałeś, że ich druhna, to psycholożka. Mają opiekę...

-Żebyś widział, jak się paliła do napierdolenia temu gościowi. Może psychologia uczy innych metod, ale ona, gdyby mogła, to by mu patrzałki wydrapała. Wyobrażasz sobie, co dzieciaki czuły, widząc, jak sarna krwawi z pyszczka, gdy ten skurwiel zarzucił ją na plecy. Ja widziałam sporo krwi z moją włącznie, ale dziesięcioletnie dziewczynki patrzą na coś takiego inaczej, jakby przez powiększające szkło.

-Nie złamiesz mnie...

-Jasne. Krzemowa Dolina... Kalifornia... Aśka pewno już kupuje letnie ciuchy...

-No... Niby jest sposób. Czaruś jest lepszy w pisaniu scenariuszy, bo to zaczyna, wyglądając jak coś na ekran...

-To znaczy, że widzisz światełko?!

-To znaczy, że rozmawiamy.

-A co ty na to, żeby tak jak ten skurwiel robi zasadzki na sarny, to my też zasadzimy się na niego. Wtedy była niedziela. Założę się, że gościu pracuje i robi to albo w sobotę, albo w niedzielę.

-Jest głupi, jeżeli tak robi.

-Dlaczego?

-Bo w lesie najwięcej ludzi, dzieciaków, no, w ogóle.

-Ale jeżeli pracuje, to nie ma wyboru. Ja to widzę tak:

Zaparkujemy w pobliżu. Najlepiej w nocy z piątku na sobotę. Trzeba będzie całą sobotę? Zaczekamy. On piechotą nie chodzi, a do lasu jest jeden wjazd od szosy.

-Nie zawsze.

-Zgoda. Musimy zaryzykować na jakiś. Stawiam, że facet ma rutynę. Nic z tego? Jedziemy z soboty na niedzielę. Nawet, gdy zobaczy naszą brykę, to pomyśli, że jakaś tirówka dupodajka. On tam się czuje jak u siebie. Dobrze mówię?

-Chwilowo tak.

-A kto tu się śpieszy... Tamto zdarzyło się miesiąc temu. Taka sarna wystarczy na długo. Chyba, że podzielił się z kumplami. Oni robią tak samo, więc spoko. Kiedy ta Kalifornia.

-Jeżeli, to od przyszłego roku. Ale... Mam tam robić za Bóg zapłać... Jasne, że dziadźki, to nie wszystko, ale pamiętam, jak babcia podśpiewywała...


...”Pieniądze szczęścia nie dają

być może

lecz kufereczek stóweczek

daj Boże”...


A konkretnie, to właśnie za rok mam mieć szefostwo w produkcyjnej branży. Po przeliczeniu to więcej niż tamte „Bóg zapłać i łaska pańska, amerykańska”.

-Aśka ci nie daruje...

Bysio nie wytrzymał i zarządził akcję, kryptonim: „Kłusownik”.

Tak ja zaplanowali, zaparkowali samochód w sporej odległości do wjazdowej drogi do lasu. Nie czekali długo... Mała ciężarówka z odkrytą budą, nie śpiesząc się, wynurzyła się spoza drzew. Teraz!

Podbiegli, wymachując rękami. Ciężarówka wyhamowała.

-Panowie, panowie... Nie możemy odpalić naszej bryki...

-Rozumiem, ale nie jesteśmy pomocą drogowa. Paru dorosłych facetów i nie wie, jak to zrobić?

Cacuś głową pokazał na Bysia.

-Kolega jest chory na głowę...

-Aha, rozumiem, ale nic nie poradzę.

Kierowca chciał wejść do szoferki, gdy Bysio krzyknął...

-Cacuś! Pokaż czego cię nauczyłem!

Z lekkiego odchylenia Cacuś kopnął faceta w kolano. Ryk bólu i kopnięty zwijał się na ziemi. Bysio już miał w swoim „imadle” drugiego faceta. Nie mogło być pomyłki. Duża sarna była widoczna zajmując większą część budy.

Pięknym, czerwonym tatuażem pyszniła się mocno cycata panienka na przedramieniu kłusownika.

-Mam coś z głową. Kolega nie kłamał. Wyciągaj łapy przed siebie.

Zanim kłusownik zareagował, Bysio już rozbijał mu ręce kluczem francuskim.

-Teraz nóżki... No, pokaż kolanka...

Wrzucili nieprzytomnych... Teraz sarny nie były same...

-To był pierwszy i ostatni raz. Widziałeś, jaki mieli arsenał? Tadeusz twierdzi, że dubeltówka na gruby śrut robi więcej szkody niż kulka z Kałasza. Ta albo rani, albo zabija. Śrut? Robi z ciebie hamburgera. Ani Aśka, ani tamta psychologiczka nic o naszej akcji nie wiedzą!

-Dlaczego? Ja się nie wstydzę, a dziękuję za lekcje. Facet padł jak pocięty. Myślisz, że go zraniłem?

-Nie, Piotruś, tylko podbrandzlowałeś... Z tego, jak krzyczał, to myślę, że ma kolano do wymiany. Brawo!

-To jest gorsze od uderzenia.

-Lepsze, Piotruś, lepsze. Jest, jak kopnięcie konia. Zwijamy się. W międzyczasie przejechało kilka samochodów w każdą stronę. Żaden nie zwolnił. Niesamowite, jak ludzie nie chcą być świadkami, a przecież widzieli leżącego obok ciężarówki.

-Cacuś, nie uratujemy wszystkich zwierząt od wnyków i kul kłusowników, ale rację ma ojciec Hanki, gdy mówi, że jeden dobry uczynek może być jak kropla wody na skałę.

-Tego nie wiem, ale kopanie bardzo mi się podoba.







 
"Patrol Sprawiedliwości" cz.8
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
17.03.2019.

BLIŻEJ


-Uzmysłowiłem sobie, że od lat nie miałam urlopu. Jeszcze trochę, a zapomnę, co to jest odpoczynek.

-Ale ciągle pamiętasz?

-Oczywiście.

-To powiedz mi co to jest, bo ja nigdy nie miałem urlopu i żyję...

-To straszne. Tak mówić, to straszne. Może więc coś z tym zrobić?

-Jak na przykład co?

-Jak nie rozmawiać jak ślepy z głuchym... Co?! Wziąć dupy w garść, dodać Piesia i Kiska, i pojechać. Kumpelka chętnie popilnuje mieszkanko. Jeżeli już jechać, to tam, gdzie ciepło, codziennie ciepło. Zawsze chciałem zobaczyć Hiszpanię. Tam nie trzeba iść do muzeum, bo każde miasto jest jak muzeum. Jako architektka chyba się zgodzisz.

-Jako architektka tak, ale wszystko, tylko nie Hiszpania, co pod ręką.

-Odbiło ci?! Nie jestem rasistą, nawet wiem, co to znaczy!

-Tutaj „naprawiasz” chorych na okrucieństwo ludzi, prawda?

W Hiszpanii okrucieństwo jest narodową pasją, folklorem, kulturą. Gdy byłam na czwartym roku, to nasz profesor, a jest autorytetem w dziedzinie architektury śródziemnomorskiej ze specjalnością właśnie Hiszpanii, zorganizował wycieczkę do Hiszpanii. Zwymiotowała, co ja mówię.. rzygnęłam na siedzących niżej na pierwszej i ostatniej korridzie. Tłum wył w zachwycie, gdy najpierw tacy na koniach męczyli byka, kłując go, aż mocno krwawił, a potem taki pajac ubrany jak do kreskówki z fioletową szmatą drażnił byka, aby go zabić, uderzając szpadą w serce.

Publika dostawała orgazmu... A byka? Podobno potem zjedli. Nazywają to corride de toros, czyli walka byków. Jaka walka jakich byków! Człowiek powoli wykrwawia, wycieńcza byka, aby go w końcu zabić.

Polskie łańcuchy dla psów na polskiej wsi to nawet nie mały pikuś. W każdej knajpie, w każdym miejscu mają ten wizerunek byka jako symbol Hiszpanii. Ohyda!

-Ale jednak jakoś zbudowali tyle pięknych pałaców...

-Oni? Bysio... Hiszpanie nic nie zbudowali, bo nawet na północy gdzie mieszkają Baskowie, to właśnie oni są dziedzicami tamtych wieków. Jeden Hiszpan kpił z Polski, że gdy jego kraj miał uniwersytety, to w Polsce ludzie nie potrafili pisać i czytać.

-Dałaś mu w mordę?

-Dałam i dodałam bardzo głośno, a było to na wspólnej, pożegnalnej kolacji, że ten ich uniwersytet w Cordobie założony w 801 nie ma pojedynczej, hiszpańskiej cegły, bo w całości został zbudowany przez Arabów. Fakt, jest najstarszy na świecie i miał takie kierunki, jak medycyna, matematyka, astronomia...

-Jak się dogadywałaś, przecież nie znasz hiszpańskiego.

-Znam na tyle angielski, że mogłam. Profesor, już po powrocie do Polski, nie chcąc, jak to mówią, robić złej krwi, zrobił super ciekawy wykład o wpływie Arabów, konkretnie kalifatu Omayadów w Hiszpanii. Wszystkie wyrazy zaczynające się na al są pochodzenia arabskiego, a jest ich w hiszpańskim masa. Ta część Hiszpanii, najczęściej pokazywana w polskiej telewizji reklamującej wczasy pod palmami – Andaluzja, to w rzeczywistości Al Andaluz, czyli jak to nazwali Arabowie – Ziemia Utracona. Taki zabawki jak sprężynowe noże...

-Nie musisz tłumaczyć. To coś super. Wystarczy przystawić i nacisnąć sprężynę... Nie trzeba uderzyć. Jako szczyl miałem taki.

-Idealny, by przystawić do pleców, z tyłu... Tacy oni są, uderzyć z tyłu...

-Nie możesz tak o całym narodzie. U nas nie brakuje skurwieli i psycholi.

-Masz rację. Pojechałam za daleko, bo aż do miasta Sevilla...

-Hanka, ja poważnie...

-Ja też, i byliśmy w Sevilli, gdzie przewodniczka z dumą pokazywała dom, w którym urodził się niejaki Rodrigo Pachuco Ruiz, twórca sprężynowego noża zwanego sevillana... Nie, Bysio, wszędzie, tylko nie do Hiszpanii. Chcesz Słońce? Chorwacja bliżej. Nawet się dogadasz, prawie jak z Polakiem...

-O kurde... Tak mi zepsułaś Hiszpanię. Cacuś ma przekręt na ich muzykę, szczególnie grę na gitarze.

-Gitara? Nie musisz mówić Cacusiowi, że gitara nie jest hiszpańska...

Hanka, teraz już przeginasz. Rozumiem, że walka byków, bo ja bym nie rzygał, ale trafił do pierdla...

-Teraz ja nie łapię...

-Kiedyś Cacuś powiedział coś takiego – I Hercules dupa, gdy narodu kupa... Chyli jak obskoczy mnie dziesięciu, to nie dam rady. Za tym jedenastym, bo już porozbijałem dziesięciu, ich policja by mnie załatwiła. Ale co z tą gitarą?

-Tak jak całą architekturę i naukę, gitarę Hiszpanie też dostali od Arabów i nazywała się... Al kitar.

-To już nic swego nie mają?

-Mają, i to ile. Mój profesor nazywa to... „duma z niczego”. Są bardzo dumni, a w oryginale sami nazywają to Orgulloso como Gallego... Dumny jak Hiszpan. Profesor zna biegle Hiszpański, wie, co mówi.

Kolega był w lipcu na Mazurach, nad jeziorem. Nie padało! Wyobrażasz sobie! Nie padało i nie było komarów. Woda dwadzieścia parę stopni. Powiedział, że tylko postawić palmę, a było by jak w tropiku.

-Wiesz... Kiedyś, nawet nie pamiętam, jak dawno, w radiu leciało coś takiego i tylko tyle pamiętam...


...„A może nie potrzeba

pod gorące nieba

uparcie wędrować

aż tam

A może na jeziorze

które dobrze znam

ukołysze nas wiatr

taki sam...”

A nawet dodam deszcz przez dwa tygodnie... Nie, szafirowo królowo. Zimna, i deszczu najadłem się do syta w Warszawie. Musi być coś innego i będzie, ale nie musi być już jutro. Czyż twój ojciec nie powiedział, że mamy całe życie przed sobą. Ja dodam, że Piesio jeszcze nie ma roku...

Dzwoni ojciec Hanki...

-Panie Leszku, mam dla pana klienta. Wybroniłem go.

-Skoro musiał go pan bronić, to z czego i dlaczego. Szczerze, jak do pana... Nie lubię takich spraw, ale możemy pogadać.

-Wybroniłem go, a nie było łatwo.

-Skoro musiał go pan bronić, to on nie ochrony potrzebuje, ale nowego początku, prawda?

-Filozof by lepiej nie powiedział. Może ma pan rację.

-Nie zazdroszczę panu pracy. Jak szczerze, to szczerze...

-Są gorsze...

-A brak pracy to ta najgorsza... Mogę wreszcie zapytać adwokata o coś, o czym nie tylko ja myślę w aspekcie pana zawodu. Ma pan bronić skurwiela, wiadomo, że jest winny.

-Każdy, według prawa, zasługuje na obronę...

-Zostawmy prawo. Jak się pan czuje, broniąc skurwiela?

-Pierwsza sprawa, to prawo wyboru. To ja decyduję, kogo będę bronił. Niech to nie zabrzmi patetycznie, ale jedni bronią dla pieniędzy, inni dla prawa.

-Ci drudzy jedzą chleb z cebulką?

-Zdziwiłby się pan. Czy w tym domu podano pany takie danie?... A skoro szczerze... Pan, dając ochronę, nie jest pewny, kogo pan ochrania, ale co...

-Nie kumam.

-Taki dyrektor banku. Nie od dziś wiadomo, że nie ma większych skurwieli niż bankierzy. Politycy? Oczywiście, ale to tylko produkt skurwienia się. Gniazdem żmij, że tak się wyrażę, jest Wall Street. Oczywiście, że pracują tam również przyzwoici ludzie, ale pan może nie wiedzieć co się stało parę lat temu. Taki jeden, a z tych główniejszych bardzo religijny Żyd, nie, nie jestem antysemitą, a wie pan, dlaczego?

-Wierzę, nie musi pan...

-Muszę, bo pan dopiero zaczyna życie. Będąc anty komuś, czemuś, nie mogę mieć pretensji, że ktoś jest anty mnie... Za trudne? Zawsze ktoś się komuś nie podoba, więc jest anty. To kij, który ma dwa końce, a każdy bije równie mocno.

Tak więc tamten gigant miał zaufanie nie tylko klientów, ale swojej, religijnej kongregacji... Jak mu było... Cholera już, nie ta pamięć... Coś jak Murdock, nie ważne. Był powszechnie bardzo szanowanym, jak to się pięknie nazywa, członkiem społeczeństwa. Co się stało? Naciągał na grube miliony właśnie tych, którzy mu najbardziej ufali. Przyjaciół, wierzysz pan? Odbył się proces. Dostał, o ile pamiętam, dożywocie i musiał wypłacić górę odszkodowań...

-Dlaczego mi pan o tym mówi...

-Bo on miał adwokata. Kilku. Najlepszych z nowojorskiej palestry.

-czyli skurwiele bronili skurwiela?

-A motywacją była kasa. Taak... To nie jest łatwy zawód. Ma pan rację, ale z czasem można nauczyć się w nim pływać. Jak do tej pory nie musiałem wchodzić pod prysznic wychodząc z takiej wody...

Zmieniając...

-Kiedy zdecydujemy się powiedzieć... Tak...

-Czyta pan myśli?

-Żadna sztuka. Każdy ojciec chce o to zapytać, prawda?

-Jak na razie żyjemy legalnie, mając kota, a on łapki... Pewien problem jest z psem. Ma przesraną opinię jako pitbul.

-A jaki jest?

-Córeczka kumpelki Hanki, jeździ na nim jak na koniu... Nie wiem, czy zagryzie kogoś, ale na pewno zaliże...

-Więc gdzie problem?

-Właśnie w opinii. Jest coraz więcej walk. Odbywa się to w prosty sposób... Ogolone na łyso byczki w skórach i czarnych beemwuchach jadą na wiochę... Przystawiają spluwę do głowy chłopa i... No, to co, gospodarzu, robimy tutaj walkę?

Robią. Kasę, i to jaką też. Gliny? Mój pracownik, emerytowany porucznik z dochodzeniówki ma opinię o glinach na wsi...

-Tak. Jest takie powiedzenie, że coś idzie jak smród za wojskiem. Kiedy powiedziałem w pracy, że córka ma pitbula, ta nasłuchałem się specjalistów od psiego wychowania i w ogóle w tym temacie. Przebijał się ten, że takie psy biorą ludzie mający kompleks władzy.

-Tak, to byłem ja i moi ludzie. Niech to zostanie tutaj...

-Ta masakra w Wołominie?

-Ta nauka o tym, jak boli... Tak to bym nazwał.

Otrzymałem wiadomość, że kilku kolesi organizuje walki psów. Jasne, że mogłem z tym iść do glin. Żeby co? Pan najlepiej wie, że dostaliśmy „zawiasy” na rok czy dwa i kasę do zapłacenia społeczeństwu, bo tak by sędzina to nazwała. Pojechaliśmy... Trzy psy, pitbul i dwa „worki treningowe” dla niego, uratowane, są już w schronisku, a jeden do adopcji od zaraz. A kolesie? Dobrze, że miejscowy szpital miał dość gipsu na złamania... Ile to trwało? Dziesięć minut? Miejscowe gliny nawet nie zdążyły otworzyć drzwi do radiowozu...

Co pan myśli o zawiasach?

-Wyroki w zawieszeniu mają wiele uzasadnień i również tyle samo błędów. Moim zdaniem rozzuchwalają jak każda kara, która nie jest egzekwowana. To jest spuścizna poprzednich rządów. Kolega, który w palestrze siedzi już pół wieku ma swoją teorię „spiskową”. Uważa, że wyroki w zawieszeniu mają na calu rozbijanie społeczeństwa. Co ja myślę? Wolę nie myśleć, bo i tak nie zmienię.

-Planowaliśmy miejsce na ewentualny urlop. Ja chciałem do Hiszpanii, ale Hanka tak mi obrzydziła Hiszpanów, że nie chcę przypadkowo spotkać jakiegoś w Warszawie...

-Błąd, panie Leszku, błąd, i dziwię się Hance. Kiedyś mawiało się „Kulturalny jak Francuz”, a „Pijany jak Polak”. Chyba to wymyślili Francuzi nie lubiący Polski. Oczywiście, że bzdura. Każdy naród ma sporo gówna. W Hiszpanii nazywa się to corrida. Jeżeli weźmie pan słownik, to słowo corrida oznacza bieg, wyścig... Corrido to zawstydzony, nadmierny, przepełniony. Gdzie tu byki? Nie inaczej niż u tych ogolonych czubków w walkach psów w Polsce.

Najciekawsze, że najwięcej epitetów epitetów Hiszpanom przypięli Anglicy powszechnie uważani za czułych na zwierzęce nieszczęścia... A jak pan nazwie arystokratyczne polowanie na lisa, gdzie na koniach dziesięciu „dżentelmenów” i trzydzieści psów goniących jednego lisa... Tak jak powiedziałem, każdy naród może inne obdzielić swoim gównem...

Czy ogląda pan politykę w telewizji?

-Nie. A powinienem?

-Właściwie to nie. Ma pan na co dzień wystarczająco dowodów na gnój w narodzie. Ale, tak dla ciekawostki... Gdyby do Polski przyleciał kosmita ze znajomością języka polskiego, to by się zakochał w polskich politykach, zwłaszcza, gdy zebrani przy stole dyskutują... Oto jeden i pięknie mówi. Oto drugi i zmienia temat, ale też pięknie mówi. Potem następny o czym innym, a niby o tym samym i też pięknie mówi. Kosmita jest zachwycony każdym...

Dla mnie jest to przedszkole, gdzie... Proszę pani, to on zaczął! Nieprawda! To on mnie pierwszy uderzył! Nie, to on...

Podobnie jest na bazarze, gdzie przekupki wykrzykują, zachwalając swoje towary i również krzyczy ta, która nie ma żadnego towaru, bo może trafi się głupiec, który kupi to, czego ona nie ma...

Ja też podziwiam elokwencję polityków, a przecież w moim zawodzie i elokwencja, i logika są podstawą bycia. Oto polityk, który potrafi zagadać innych. Gdy chcą mu przerwać, to on, że jeszcze tylko jedno zdanie. A to zdanie, to następny wykład. Gdy wreszcie ktoś inny chce dojść do głosu, to on – niech mi pan nie przerywa, ja panu nie przerwałem... Oczywiście, że nie, bo tamten jeszcze nic nie powiedział. Brakuje określenia na coś takiego.

Kiedyś uważano Włochów za najbardziej rozgadany naród, ale oni są raczej rozkrzyczani i głównie w tonacji C-dur... To Polacy są najbardziej rozgadani i prawie zawsze w D-moll...

-Coś o molach? Moja mama miała takie kulki na mole i nigdy moli nie było. A taki jeden dawał taki tekst...


...”Mole dranie

bestje muchy

kręcą się kole szafy

psie juchy

dedete dedete dedete

robactwo na śmierć

zabija!”...


-Nie o molach, ale o tonacji, a molowa to smutna. Polacy lubią na smutno. To taka tradycja umartwiania się, bo może ktoś współczuję?...

-Hanka miała rację...

-Nie wątpię, a w czym?

-Że pan może gadką zajebać...

-Przepraszam... To zawodowy nawyk. Czasem po prostu muszę z siebie coś wyrzucić, a w pracy na to nie ma miejsca. Zresztą, przyda się panu coś więcej niż to, co pan już wie. Wiedza jest jak woda. Trzeba się napić, ale nie można się napić na zapas...

-To się nadaje do książki...

-Może kiedyś przestanę bronić innych i pomyślę o sobie.

Zawsze brakowało czasu. Dla żony, dla córki... Czy nadrobię? Wobec nich już nie, ale mam dopiero 59 lat, jak na Polskę, to podobno sporo, chociaż, ale co tu mówić o chociaż... Wnuków się chyba doczekam?

-Radzę wziąć na wstrzymanie...

-Nie mówi pan za siebie?

-Wolę już nic nie powiedzieć...

Aha... Sprawdziłem tego, co pan mówił, że chce obronę. Powiem wprost: Kto robi w prochach, niech się sam ochrania.

-Uważałem, że jest czysty...

-Ja muszę bardziej uważać, żebym sam nie potrzebował ochrony i dla „Hanki” i dla Hanki... Słyszę, że w Polsce jest coraz lepiej zwykłym ludziom. Może i tak, ale ciągle przybywa takich firm, jak moja. Skoro jest tak dobrze, że dlaczego jest tak źle?

-Wie pan, co to przypomina? Starą zagadkę, co było pierwsze – jajko czy kura...

-A jak pan myśli?

-Ja myślę, że kiedyś, gdy dopiero raczkowałem, to ten kraj nazywał się Polska Ludowa. Czy wszystkim było lepiej, czy może jednakowo? Wiem, że nie było firm ochroniarskich, bo jak mówił mój ojciec, władza ludowa wystarczała. Coś za coś.

-Z tym coś za coś, to może ładnie i pięknie jest w książkach, bo ja wiem, że lepiej nic nie dawać, a wtedy na nic się nie czeka.

-Nie, panie Leszku. Tak też nie można. Trzeba ryzykować, nawet, gdy nie oczekujemy nagrody.

-Zgoda, i nazywa się to – śmierć frajerom...

Niech się pan nie obrazi, gdy powiem, że pan wyrastał w domu.

-To żaden powód, by się obrażać. Nie rozumiem.

-Ja wyrastałem na ulicy. Tylko dzięki matce nie skończyłem na ulicy. Ale wie pan co... Ma pan rację z tym coś za coś... Dzięki ulicy wiem, jak dobrze prowadzić moją firmę, jak dobierać ludzi. To wszystko jest jak jedna całość, lepiej nie umiem powiedzieć.

-Czas, bym to powiedział... Gdy Hanka zaczęła się rozglądać za chłopakami, to marzyłem, aby trafiła na podobnego do mnie. Nie chwaląc się, ale szedłem bez wpadek... Może jako profesor, może ktoś nawet więcej niż ja, a tutaj, w jej życie wszedł pan, z ulicy...

-Znaczy niewypał? Nie ma sprawy...

-Absolutnie nie! Przeciwnie, i jeszcze jeden dowód, że życie jest podobne do kalejdoskopu... Przekręcisz i też było warto...

Dzwoni Cacuś...

-Nie chcę, aby Aśka wiedziała, co robimy...

-Cacuś... Nie da się tak. Ja też nie chciałam wciągać Hanki. Nie dało się. Ale co tym razem...

-Żaliła się, że jej daleka kuzynka wpadła...

-Cacuś... Nie możesz bez wstępu?

-Było cacy zaraz po ślubie, ale potem z faceta wyszedł skurwiel i się wyżywa. Stracił pracę, zaczął pić, resztę możesz dośpiewać. Czy zgłaszała do glin? Wstydzi się. Aśka próbuje to zrozumieć.

-Czyli ani ty, ani ja tylko ktoś z moich ludzi?

-Tak by było najlepiej.

-Nie dla mnie. Ochraniamy za kasę i nie jesteśmy jako firma od problemów rodzinnych. Powiem wprost – nie chcę wpuszczać nikogo z moich ludzi. W Łamanie palców skurwielowi, co bije żonę, bo gdy przyjdzie do takiej akcji, jak za tamtego psa, to mój pracownik będzie miał mnie jak bocian żabę na widelcu.

-Ale Aśka uważa, że ty jesteś największy twardziel i potrafisz pomóc. Męczy mnie z tym od dłuższego czasu.

-Powiem tak... Mogę pogadać ze skurwielem...

-Błąd. To ty mnie uczyłeś, że nie wolno straszyć, dla samego straszenia. Że albo nic nie mówisz, albo robisz, co trzeba.

-Cacuś... Nigdy i nic nie jest jak dwa i dwa, bo czasem wychodzi pięć... Przyznaj się... Gadałeś ze skurwielem?...

-Tak, i to był błąd. Raz, że facet prawie dwa razy taki jak ja, a dwa, że zapytał... No i co pan zrobi... Zakapuje do glin? Żona też potrafi, a tego nie robi. To tak, jakby powiedział – wypierdalaj...

-Taak. Ja mogę odstawić kuzyna tej pani, jeżeli Aśka i ona się zgodzą. Ale wtedy co... Połamię gnoja, to kuzynka Aśki zaakceptuje mnie, że mężowi zrobiłem krzywdę. Ja jestem tylko lewy kuzyn, a oni mają wspólne życie i dziecko w drodze. Kto tu jest ważniejszy...

-No, tak. Nie ma mądrych.

-Może nie ma, ale napierdolić skurwielowi trzeba, tak czy tak. Będzie tak – Jestem kumpel tej pani. Znamy się od lat i poskarżyła się. Co zrobię, ja, przyjaciel czuły na płacz koleżanki? Napierdolę facetowi, nic jej nie mówiąc, bo na pewno by się nie zgodziła. Co osiągniemy? Raz, że skurwiel zrozumie, znaczy się pozna, co to jest ból, a dwa, że usłyszy, że następnym razem nie będzie mógł chodzić.

-Wystarczy raz?

-A tobie by nie wystarczyło? Przychodzi jakiś gigant i daje ci łomot. Grozi, że gdy nie będziesz grzeczny, to nogi połamie. Nie zrozumiałbyś?

-Każdą literkę...

-No i tak zrobimy. Wyłożysz to Aśce. Jeżeli jej kumpela się zgodzi, to działam. Tylko nie mów, że połamię gnoja. Nawet nie mów, że go pobiję. Jestem stary kumpel, jeszcze z dzieciństwa i żal mi koleżanki. Już to widzę... Nie będę musiał dużo mówić... Facet jest podobne, jak ja ze znajomością ulicy... Zrozumie, że nie przyszedłem od księdza... Powinno pomóc.

Bysio się pomylił...

Mąż koleżanki Asi jednak nie był zupełnie z ulicy, bo pan magister tej nauki o kolejności dni tygodnia, czyli socjologii. Do tego o głowę wyższy do Bysia, a to ze startu dawało mu jak trzy do zera...

Bysio usłyszał, że owszem, mogą się napić, ale wtrącać się? Czy wie, gdzie są drzwi, czy może potrzebuje pomocy...

Gdyby tylko sama gadka, ale gigant przytrzymał Bysia za rękę, prowadząc do drzwi. Przeliczył się i najwyraźniej nie miał dobrych stopni z psychologii.

Bysio cieniutkim głosem...

-Tylko niech mnie pan nie bije...

-Bo co... Mamie się poskarżysz? A kopa w dupę i żyletę chcesz?

Wtedy wtrąciła się żona skurwiela, że tak nie wolno,l bo jej kolega chciał dobrze...

-Dobrze, to ja mu zrobię i gigant zamachnął się...

-No i co... No i co...

-Cacuś, znowu z tym no i co... No i gówno, a facet przez jakiś czas łyżki w ręku nie utrzyma. Jeszcze usłyszał, że gdyby podniósł rękę na żonę, to już nigdy wyżej kutasa nie podniesie. Czy zrozumiał? Nie bardzo mógł mówić, ale chyba tak. A co mówiła kumpelka Aśki?

-Że jesteś bardzo mądrym człowiekiem...

-Tego nie wiem, ale wiem, że nic tak nie uczy ludzi jak ból, ten, który czują, rzecz jasna... Facet może ma magistra, ale w kilka minut zaliczył lepsze studia...

Dzwoni ojciec Hanki...

-Zarządzam naradę, nazwijmy naukową... Potrzebuję waszej rady.

-Pan? Jeden z najlepszych adwokatów?

-Właśnie dlatego. Mają być wszyscy.

-To znaczy?

-Wy i Piotrek z Aśką.

Cisza i oczekiwanie. Wreszcie pan Henryk...

-Zanim coś powiecie, wyrazicie jakąś opinię, to proszę o jak to się mówi, głębszy namysł i bez kpin...

-Ooo. To musi być rzeczywiście coś dużego.

-Jest, choć obawiam się, że się nie spełni.

-Żenisz się? Z tą rudą? Ona jest w moim wieku!

-Leszek ci powie, że nie za młoda, prawda?

-W rzeczy samej nie. Nogę ma grubszą od, no wiesz...

-Nic z tych rzeczy. Chcę was ożenić z moim pomysłem...

Na następnym posiedzeniu rady adwokackiej chcę wnieść o ustanowienie kary chłosty zamiast kar pozbawienia wolności. Na pewno wiecie, pamiętacie ze szkoły, że w dawnych wiekach nie było setek więzień i tysięcy więźniów, ale były kary chłosty, w tym publicznej, na środku miasta. Rezultat? Nie było recydywistów. Nikt nie lubi bólu.

-Są masochiści...

-Są, ale to nie oni popełniają przestępstwa przeciwko osobie, wyżywają się na bezbronnych, na zwierzętach, na rodzinie. Co sądzicie?

-Panie Henryku, nawet, jeżeli jakimś cudem, bo tylko tak być może, taka ustawa trafi do sejmu, to padnie. Nie sprzeciwem posłów. Ja bym pierwszy głosował za. Padnie krytyką z Kościoła.

-Piotrek ma rację.

-Oczywiście. Bo, że ubliża godności człowieka, że nie jest etyczna, a przede wszystkim sprzeczna z zasadami religii katolickiej. Czyż od wieków nie jesteśmy wychowywani w... „I odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom”... Nie chcemy się zniżać do poziomu średniowiecza. To będzie najgłośniejsze.

-Może Lenin miał rację, nazywając religię – opium dla narodów...

-Kościół wieki temu zadbał, aby wychować pokolenia pokornych, nie szukających zemsty, lecz wybaczenia... Każdy rolnik wie, że pierwsze umrze z głodu pokorne cielę, czyli ostatnie do cycka...

-Kiedyś miałam kocięta i z czterech przeżyły trzy, bo jeden był pokorny i ostatni do karmienia u mamusi...

-To co?... Niewypał?

-Panie mecenasie. Bicie wychowało męża mojej kumpelki. Ręki na żonie nie podniósł, jak taki jeden dał mu ostry łomot i zagroził, że jeżeli jeszcze raz uderzy żonę, to... Nie będę powtarzała słownictwa...

-Są setki przykładów, że bicie okazało się skuteczniejsze od psychologów, socjologów i kar pozbawienia wolności.

-Jest jeszcze więcej krwawiących serc nad znieważeniem godności metodą bicia sprawcy...

-Ale o godności ofiar ci krwawiący nie są tak głośni!

-No i zaczynamy kręcić się w kółeczku bez wyjścia.

-Czyli co? Klops?

-Czyli, panie Henryku, sprawdzają się tylko te klopsiki w knajpie na Targówku. Najlepsze na świecie. A kasza gryczana do tego...

-Panie Leszku, na pana liczyłem najbardziej.

-Że niby jak. Mam przypucować, że to ja i Piotrek biciem wychowaliśmy wielu skurwieli, zwyrodnialców? Kilku ledwo przeżyło i żaden nie powtórzył skurwysyństwa. To mam zrobić? Da pan rade wybronić mnie? Sąd nie będzie mnie i Piotrka chwalił za wymierzaną sprawiedliwość tylko da „jak za zboże”... Zgadza się pan? No, może się uda panu nie na zawiasy, ale na jakieś parę lat pod celą. Dziękuję. Postoję, cichutko i grzeczniutko, bo to nie ja...

Taki jeden, co ciągnął psa na sznurku uwiązanym do zderzaka swojej ciężarówki na pewno nie ma ani jednej całej kości. Żyje, sprawdziłem i ma ładny wózeczek. Dostał też zapomogę inwalidzką, ale pies, którego ciągnął powoli konał z bólu. To mam powiedzieć? Nawet najbardziej czuła pani psychologiczka mi nie pomoże.

-Mnie wyrzucą z instytutu...

-A ja będę czekała, aż Bysio wyjdzie po ilu? No, po ilu?

-Myślę, że dałbym radę na trzy lata, na maksa.

-Dziękuję, tatusiu. Ja też postoję...

-Gdzie jest ta knajpa z klopsikami?...

-Ale zanim do żarcia... Panie Henryku, gdy byłem dzieckiem, to ksiądz mówił, że Chrystus umarł na krzyżu dla zbawienia ludzkości.

-Bo tak było. Tak zapisali ci, co wtedy żyli.

-Nigdy nie lubiłem geografii i nie miałem dobrych stopni, ale ci, co tak zapisali, mieli gorsze.

-O czym pan mówi...

-Czy oni wiedzieli, że Istnieje Azja, Afryka, obie Ameryki?

-Wtedy? Na pewno nie wiedzieli.

-To dla jakiej ludzkości Chrystus umarł? Dzisiaj tylko w Chinach jest więcej ludzi, którzy wiedzą, że istnieje chrześcijaństwo, ale nie wierzą w Chrystusa, niż wszystkich chrześcijan na świecie razem wziętych. A przecież są Indie, jest muzułmański świat Azji, jest Afryka...

Panie Piotrze... Tego pan nie zgłębi. Nie tylko pan się nad tym zastanawia.

-Wiem, ale tego nie trzeba zgłębiać. Zwykła matematyka. A wynika z niej, że Chrystus umarł tylko dla tych, którzy go otaczali. Czyli garstki ludzi z okolicy, gdzie żył. Bysio by powiedział, że było to frajerstwo i fuszerka... Z całym szacunkiem nie do piszących o Bogu, ale skoro On istnieje, to muszę powiedzieć, że z pewnością cierpi...

-Dlaczego pan tak myśli...

-Męczyli go, wreszcie zamordowali, bo tak chciał jego ojciec dla naszego dobra, i co? Ponad trzy czwarte ludzi na tym świecie nie wierzy w Niego, choć ma szansę. Co będzie z nimi. Nie wszyscy są skurwielami. Większość żyje na obraz i podobieństwo boże, tyle, że swego Boga... Czy wszechmogący Bóg nie mógł tego przewidzieć? Tak zmarnować życie syna...

-Piotruś... Mogę tak?

-Oczywiście.

-Bysio mówił o najlepszych klopsikach w Warszawie. Jedziemy?





















 
"Patrol Sprawiedliwości" cz.7
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
17.03.2019.

KROK DALEJ...


Odezwał się Czaruś. Prze szczęśliwy. Jasne, że praca za kółkiem w Warszawie, to nie wakacje w Bździnie Dolnym, ale codziennie ma nowy materiał do książki. Chyba tylko kelner poznaje ludzi bardziej niż taksówkarz...

Tymczasem spotkania w domu Hanki stały się rutyną. Hanka uważała, że ojciec po prostu chce się wygadać do kogoś innego, niż do klienta, a ma i Bysia i Cacusia.

-Panie Piotrze. Nie mówię, że pan wróży z gwiazd jak Cyganka z ręki, ale czy człowiek kiedyś naprawdę poleci w prawdziwy kosmos? Niedawno telewizja pokazywała zdjęcie, które zrobił teleskop Hubbla, tak, tego samego astronoma, który wytłumaczył Einsteinowi, że ziemia się kręci. To było piękniejsze od kalejdoskopu, te odległe plejady, galaktyki...Mamy szansę to zobaczyć bez teleskopu, tak jak teraz depczemy po księżycu?

-Odpowiedź jest – nigdy i wcale.

-Ale dlaczego... Przecież mamy coraz mocniejsze rakiety, a ludzie potrafią nawet osiem godzin być poza stacją międzyplanetarną i coś reperować.

No i tak zostanie. Panie Henryku. Aby oderwać się od naszego układu słonecznego, który naiwnie nazwane kosmosem...

-Zaraz, zaraz... Dlaczego nazywasz to – naiwnie?

-Asiu, jak myślisz, jak daleko jest każda stacja międzyplanetarna od Ziemi. To znaczy jak wysoko.

-Tysiące kilometrów, każde dziecko to wie. Przecież to się nazywa – międzyplanetarne, czyż nie?

-Tak się nazywa i tyle. Między Ziemią, a każdą stacją międzyplanetarną jest daleko jak z Warszawy do Gdańska...

-Niemożliwe!

-Właściwe słowo... Niemożliwym będzie doskoczyć dalej. Do tego potrzebne nie są super nowe rakiety, ale osiągnięcie szybkości równej szybkości światła. Szybkość dzisiejszych pojazdów, tak zwanych kosmicznych? Bez zanudzania was cyframi jest jak szybkość roweru od właśnie takiej rakiety.

Nie ma, nie było, i nie będzie większego marnotrawstwa pieniędzy, niż tak zwany program kosmiczny. Podparty cwaniakami, reklamami i podpuszczeniem ludzi, że kiedyś jak taksówką polecą oglądać Ziemię z Kosmosu, a w rzeczywistości tak jakby samolotem lecieli trzy razy wyżej. Ludzkość topi miliardy miliardów w coś, co nawet nie potrafi przepowiedzieć dokładnie gdzie i kiedy uderzy jakiś huragan...

Naprawdę, szkoda śliny na dalsze rozwijanie tematu.

-Nie wolno tak odbierać nadziei...

-Na co? Na następnych kilka kilo próbek z Księżyca, czy nawet z Marsa, bo może zawierają coś cennego?

-Właśnie...

-Właśnie co. Co jest na Ziemi, w Ziemi bardzo cenne. Bo to, że ropa naftowa i gaz, to wie każde dziecko. Więc co? Co jest tak rzadko spotykane? Rubiny, których jest coraz mniej, platyna? Nawet, jeżeli próbki będą zawierały obecność tych minerałów, to co, no co. Transport na Ziemię? Tylko pomyślcie. Ile tego może przewieść statek kosmiczny? Tonę ropy naftowej? Kilka kilo złota czy platyny. Cena czegoś takiego pomnożone przez koszta budowy rakiet będą naprawdę kosmiczne i zero opłacalne. Panie Henryku... Od dnia, gdy von Braun, bo to on, nie Einstein dał początek programowi, tak zwanemu kosmicznemu, upłynęło ile lat? Sześćdziesiąt? I co? I nasze rakietki kręcą się dokładnie na tej samej wysokości.

-Może Piotruś ma rację. Za taką kasę dawno można by było zlikwidować raka i HIV-a...

-Zlikwidować głód na Ziemi.

-O nie! Tylko nie głód. Taka likwidacja zacznie błędne koło... Syci ludzie rozmnożą się szybciej, a kto i czym ich wykarmi? Już teraz naukowcy próbują zastąpić mięso ze zwierząt robakami, owadami. Piękne. A te, to co, niewyczerpalne?...

-Nie chcę powiedzieć, że wdepliśmy, jak by się nie wyrazić, ale wdepliśmy...

-Bysio ma rację. Obyśmy dali radę wyciągnąć nogi z tego...

-Czy to prawda, że gdy patrzymy na gwiazdę, to już jej nie ma?

-Tak. Tylko nie wiemy, dlaczego, czy się wypaliła, a była kiedyś planetą podobną do naszej, czy dupnął ją meteor i zagasił... Odległości od nas do prawdziwego kosmosu są takie, że światło idzie nie osiem minut, jak ze słońca do Ziemi, ale milion lat nazywanych świetlnymi. Nie jestem najgorszy ani w matematyce, ani w fizyce, ale to jest za trudne i za mądre. A przecież niedługo będę miał tytuł profesora... Na mniejszą skalę pasożytnictwem nic ludzkości nie dającym są studia i siedziby tak zwanej astronomii. Oczywiście, że dają pracę i to jest ich jedyny plus.

Naprawdę, dość tego. Tak jak do kosmosu, tak nasza rozmowa do niczego nas nie prowadzi. Kiedyś, by zamknąć temat... Miałem spotkanie w podstawówce. Dzieciaki zafascynowane slajdami... Nagle chłopczyk, chyba z szóstej klasy powiedział... Panie profesorze, czy świat jest materią? Dalej było tak...

-Oczywiście...

-A czy świat ma początek i koniec?

-Naturalnie.

-A czy stół jest materią?

Przyznaję, już wiedziałem – przegram...

-Tak...

-Tu jest początek stołu, tu koniec. A gdzie to jest w kosmosie? Te wszystkie teorie o „Wielkim Bum”, z którego zrodził się nasz świat, są tyle warte, co nasza znajomość rozmiarów kosmosu.

-Ale przecież tysiące autorytetów, profesorów, myśli chyba inaczej?

-Może myśli, ale trzyma to dla siebie, takie myślenie. Dla reszty, która pojęcia nie ma o tym temacie, mówi tak by uzasadnić sens swego istnienia. Nie posunęliśmy się dalej, niż następna i następna, i następna tak zwana „stacja międzyplanetarna”. Nazwa poprawna, bo między Ziemią, a innymi planetami naszego układu słonecznego. Coś jednak wiemy, chociażby to, że nasze słońce to tylko karzełek w porównaniu do innych słońc. Gdzie są, jakie są i czy w ogóle są? Panie Henryku... I co z tego, z tej wiedzy ma ludzkość? Pan jest doskonałym adwokatem, a taki musi posiadać równie doskonałą logikę, prawda?

-Po tym, co pan nam tak cierpliwie i długo wykładał, panie Piotrze, to myślę, że jedyną doskonałością są klopsiki w pewnej knajpie...

Jak mawia pewien Wilniuk, znajomy ojca Hanki – dni „minąwszy kilka” i taki oto początek rozmowy...

-Szafirowa Królowo...

-Ooo, to brzmi jak początek czegoś poważnego, mylę się?

-Nie. Nie mamy kota...

-Tak, to jest problem.

-Jest, bo żyjemy na kocią łapę, a kota nie mamy.

-Coś ty... Olśniło cię?!

-Twój ojciec mówił, że finansowo, do podatków i rozliczeń jest łatwiej.

-Z kotem?

-Skoro ma być legalnie?

-Nie pytam, kogo zapraszamy, ale kiedy...

-Piotrek i Aśka, twój tata, a kiedy? Pamiętasz, gdy zaniosłaś moje żelazne ludziki to tego od muzeum?

-Pamiętam ten dzień, oczywiście. Ale nie tylko kota nie mamy, bo tak zwanej chaty też nie.

-Gdy byłem szczylem, to mawiało się...


„Jest nas dwóch

mam pół basa

no to lu

Zdałaby się jakieś szkło

z dzioba się napijesz,ooo

Zdałaby się jakaś chata

a ławka to co, pryszczata?...

To musiało być latem. Teraz nawet bezdomni uciekają z ławek. Zapowiedzieli minus dziesięć. Biedne koty...

-Biedni my. U ciebie za ciasno, u mnie mój ojciec zamęczy cię wykładami. Znajomy pracuje w nieruchomościach. Może na początek jakiś wynajem? Może na Żoliborzu?

-Dlaczego tam, to dla starych pierdzieli...

-Gdy byłam szczylówą, to w radiu leciało o Żoliborzu . Poszłam tam z koleżankami i spotkałam mego pierwszego chłopaka...

-Wcześnie, przyznaję...

-Taak... I mnie, i jemu ciekły smarki z nosa, ale szliśmy ręka w rękę... Ile miałam wtedy lat? Tyle, co w tej piosence. Wczoraj znowu usłyszałam...


...”Na Żoliborzu są ulica taki śliczne

takie topole, a w topolach taki wiatr

gdy przyjdzie wieczór, świecą światła elektryczne

i taki mi dobrze, jakbym miała osiem lat...”


-To zamyka temat lokalizacji. Zaczekaj, coś piszczy jakby płakało. To idzie z tego śmietnika...

W tekturowym pudełeczku małe stworzonko piszczało, ale chyba z radości, że nie umrze, zanim zacznie żyć. Ktoś wyrzucił biedactwo do połowy przykryte śmieciami.

-To jest szczeniak. O Boże, biedactwo jest chore, chyba na, jak mówią, wodogłowie. Zobacz, jaką ma ogromną główkę. No i ten cienki ogonek. Reszta to skóra i kości. Już dzwonię do Weroniki!

-Chyba trzeba go do szpitala?

-Właśnie tam dzwonię... Jedziemy, koleżanka przyjmuje nas od razu. To weterynarka.

-No cześć... Co tu przywiozłaś, a tak w ogóle, to możesz się spotkać bez szczeniaka z „wodogłowiem”... To żadne wodogłowie, pani architekt. To malutki pitbulek. One mają takie głowy.

-Pitbul! To psy do zagryzania!

-Hanka, powtarzasz głupoty, które ludzie uważają za fakty. Jestem weterynarką od dziesięciu lat, znam moje środowisko zawodowe. Jest więcej pogryzień przez małe, domowe pieski, ale... Tak ja dziecko człowieka, można nauczyć pewnego zachowania, tak można psa. Weź małego ratlerka czy jamniczka i od szczeniaka powtarzaj mu: Bierz go! Bierz go! Gryź go! Gryź go! Co będzie robił? No widzisz.

Pitbul ma po prostu większe możliwości do gryzienia, ale to są wyjątkowo inteligentne i lojalne psy. Możesz mieć i obrońcę, którego można tylko zastrzelić, bo nie boi się ani noża, ani bólu, i atakującego mordercę. Durni, chorzy psychicznie ludzie trenują te psy do walki, co nie znaczy, że inteligentni ludzie powinni powtarzać głupoty, jak to właśnie ty zrobiłaś.

Ale ten piesio jest na granicy śmierci. Dostanie kroplówkę. Zostanie tutaj, aż do dnia, gdy wróci do was, żywy, oczywiście...

-Oczywiście... Przepraszam panią doktor, Hanka nie jest wyjątkiem w tym, co powiedziała. Ja myślałem tak samo. A czy ten piesio na szansę?

-Jak pan widzi... Alę myślę, że uratuję go. Jeżeli tak, to wyrośnie na dużego psa i wspaniałego przyjaciela.

Dzwoni Cacuś...

-Czaruś miał wypadek. Jest źle... Taksówkę potrąciła śmieciarka. Pojedynek wagi ciężkiej z muszą. Wygrała ciężka. Czaruś żył, ale jak mawiał cieć – żyje, żyje, ale co to za życie... Prawa noga chyba do amputacji. Oddychał tyle, że ledwo. Lekarz pogotowia stwierdza złamane żebra.

-Jeszcze to?!

-To jest najmniejszy problem. Żebra są bardzo ukrwione i same się leczą, góra dwa tygodnie. Noga... Tak, to jest problem. Kolega jest doskonały w jego specjalności. Zrobi wszystko, aby państwa przyjaciel chodził.

Ewidentna wina śmieciarki, stwierdziła policja.

-Czaruś, jak tuż wyjdziesz z tego, to będziesz milionerem. Odszkodowanie zapewni ci wydawanie książek...

-Bysio! Nie teraz i nie o tym.

-Życie, królowo, życie o tym... Prawda Czaruś?

Coś jak uśmiech i tyle. Przyjaciel zemdlał.

-Nie chcę głupio powiedzieć, ale on już ma dach nad głową i nie będzie płacił czynszu, a my? Jak nie mamy nawet kota, tak, nie mamy. Może rzeczywiście ten twój Żolibórz?


Agent od nieruchomości pachniał nie gorzej, niż pewne panienki spod Mariotu... Krygował się, powiedzmy, że zawodowo...

-Wolno stojący, jakaś miła działeczka w najlepszym miejscu? Pan wygląda na bardzo silnego człowieka, ale silnych nie bije się...

-Gołą ręką, prawda?

-Dokładnie.

-Leszek, o czym on?

-Proszę pani... Miła działka, w miłym miejscu i takiż domek, to trochę za wysoko dla młodego małżeństwa z dziećmi. Starsi ludzie też nie kupią. Tak, są takie wyjątki jak państwo, ale w pierwszym rzędzie sprzedam coś takiego tym silnym od bicia nie gołą ręką... Tacy mają kasę. Czy psują rynek? Ja zarabiam, ale porządni ludzie tracą.

Może na początek, zanim państwo zdecydujecie się na coś na stałe, urocze mieszkanko? Mogę pokazać dwa. Jedno już prawie sprzedałem, bo kuzynce, ale zadecyduje jej bank. Pan, przepraszam, w jakiej branży?

-Naprawczej.

-Ooo... Nie słyszałem. Sprawy mechaniczne?

-Naprawiamy, co zepsute. Skutecznie. Tak, płacimy gotówką.

Dobra wiadomość ze szpitala. Złamanie w kilku miejscach, ale po złożeniu i miesiącach rehabilitacji Czaruś będzie chodził. Urocze mieszkanko naprawdę się takim okazało, teraz pozostawała sprawa kota...

Dzwoni doktór Weronika...

-Piesio zdecydował żyć. Ale, mam kociaka, kotka odrzuciła i karmi go suczka, która straciła szczeniaczki. Za parę tygodni kociak będzie do adopcji. Może by tak dołączył do piesia?

Tak oto, jeszcze bez ślubu, ale z kocią łapką państwo młodzi wnieśli kilka żyć do uroczego mieszkanka na Żoliborzu...

Dzwoni prosiaczkowaty dyrektor...

-Panie Leszku. Albo ten pana nowy agent dla Marzenki, albo zwyczajny cud, ale ona chce z nami na wspólny spacer za miasto... Inna dziewczyna. Ma pan coś z tym wspólnego?

-Nie. Naprawdę nie, chociaż mieliśmy rozmowę, przyznaję...

-Rozmowę? Ja rozmawiałem z nią tysiąc razy.

-Każdy rozmawia inaczej... Marzenka zgodziła się z moim poglądem na życie, tak to nazwijmy i zostawmy.

-Pan jest wart wszystkich pieniędzy...

-Premia dla tego ochroniarza wystarczy. Biedak... Baby ogołociły go do tego stopnia, że musiałem mu pożyczyć na ubranie. Pan, jak to mówić, chwała Bogu, ma wspaniałą żonę, prawda?

-Powiedzieć, że święta, to jak ubliżyć Bogu....

-To znaczy?

-Nic nie znaczy i też tak to zostawimy. Aha... Znajomy potrzebuje ochrony od zaraz. Nie on, ale ma rodzinkę, a rodzinka zdecydowała na przeprowadzkę do Leśnej Podkowy.

-Samo zdrowie...

-Może pan kpić, chociaż naprawdę można tam oddychać, nie tak, jak tutaj, ale mają sąsiada, w tym sprawa.

-Dla mojej firmy za daleko.

-Niech mi pan nie odbiera nadziei!

-Chyba pan nic nie obiecał?!

-No... Znaczy się...

-Znaczy się, że muszę pogłówkować. Jeden z moich ludzi to glina. A jak to glina z gliną, mają długie łapy. Myślę, że nie za krótkie na Leśną Podkowę. Daj mi pan kilka dni.

Dzwoni klinika...

-Piesio do odebrania. Jak go nazwaliście?

-Jeszcze nie, ale... Chyba będzie po prostu Piesio...

Kupy, jakie Piesio walił w uroczym mieszkaniu świadczyły, że doszedł do zdrowia na sto i więcej procent, a pogryzione nogi stolika, że ma zęby jak na pitbula przystało. Życie zdawało się wchodzić w szczęśliwe tory.

Do pełnego szczęścia brakowało obecności matki Bysia w uroczym mieszkanku. Tę jednak nawet nie chciała słyszeć o przeprowadzce.

-Tu się urodziłam i tutaj chcę umrzeć...

Lekarz dodał, że do tego – umrzeć nie miała daleko, niestety chodziła prawie, że wcale i zaczynały się problemy z samodzielną higieną osobistą.

-Bysio, kolega lekarz pomoże wybrać najlepszą pielęgniarkę. Matka musi mieć siedem na dwadzieścia cztery opiekę. Wczoraj może to była nasza obecność i okazja do większej pieprzówki, a uwielbia jak wiesz, ale bez naszej pomocy została by na podłodze. Z tym, że taka opieka kosztuje.

-Jeżeli matkę było stać, aby mnie utrzymać, to mnie musi być stać tak samo. Nawet nie ma o czym mówić.

Pielęgniarka po prostu zamieszkała w dawnym pokoju Bysia. Natomiast w uroczym mieszkanku zamieszkał kot. Właściwie kociak, ale Piesio, który nigdy nie widział kotów i kot, który żył dzięki suczce odnalazły się jak dwa maluchy, bez znaczenia na pochodzenie. Piesio rósł z dnia na dzień. Ważył już 20 kilo, co bardzo odpowiadało Kisiowi, bo takie imię dostał kotek. Po prostu spał na psie, wtulony, szczęśliwy.

-Matka zawsze powtarzała, że nie powinno się za bardzo cieszyć, że coś idzie dobrze i bez kłopotów, bo to przyciąga zło.

-Nie uwierzysz, ale coś podobnego słyszałam od ojca.

-Nie powtarzajmy, aby nie zapeszyć, jak mówią...


Jeżeli nie liczyć drobnych „napraw” w przemocy domowej, niestety zawsze zakończonej w zawieszeniach, to życie tego bloku na Żoliborzu zdawało się potwierdzać opinię spokojnej dzielnicy.

Na parterze mieszkała niezbyt miła pani z naprawdę miłym, ogromnym dobermanem. To – ogromny powinno się i pisać, i wymawiać z dużej litery. Ale pies, a zawsze, jak nakazywało prawo na smyczy, lekceważył inne psy. Większość sięgała mu do brzucha. Podchodziły, niektóre pokazywały zęby i podniesioną sierść, ale on co najwyżej podnosił nogę i jakiegoś obsikał...

Hanka zaczynała pracę później, zresztą nie miała alarmowych telefonów, jakie miewał Bysio, więc to ona wyprowadziła Piesia. Starała się unikać spotkania wrednej pani z miłym dobermanem, Pani była wredna, bo o ileś, a kto by liczył, starsza od Hanki i uroda z tych, którymi zachwyca się tylko jej matka. Było jak było, aż do dnia, gdy „parter” wyszedł nie w swojej porze.

Piesio nigdy nie widział tak dużego psa. Sam nie był maluchem i jako półroczniak ważył ponad trzydzieści kilo, wzrostu dorosłego boksera. Doktór Weronika uważała, że jest z tych dużych pitbuli i będzie ważył pięćdziesiąt kilo i jeszcze podrośnie.

Psy spotkały się na środku alejki. Piesio jak zwykle machał swym „szczurzym” ogonkiem, ale doberman jakby zesztywniał...

To była chwila, za szybko, by człowiek zareagował. Doberman już trzymał Piesia za kark...

To był mokry dzień i Hanka ostrym końcem parasola mocno dała dobermanowi w żebra. Puścił Piesia i jak gdyby nigdy nic, polizał rękę Hanki.

Piesio nie miał śladów ugryzienia. Ale właścicielka dobermana darła się na całą dzielnicę. To ściągnęło dzielnicowego...

-Pitbul, tutaj?!

-Jak pan widzi, ale to szczeniak.

-Jutro może nie być szczeniakiem i pani wie, na kogo wyrośnie?

-Nie. Pan mi powie... Ale to ten duży pies zaatakował Piesia, a ta pani chyba powinna mieć na uśpienie...

-Pani od firmy „Hanka”, prawda?

-Prawda, ale co pan zrobi. Ten doberman to powód, dla którego pan tu jest. Czy nie powinien mieć kagańca?

-Tak jak pani pies. Znam szanownego małżonka, to szef mego byłego kapitana. Pogadam z nim.

Z kapitanem. Pan chyba żartuje. Z panem Leszkiem? O czym, pytam się, o czym. Spotkały się duże chłopaki i bójka. Tym razem nic się nie stało, ale ten cielak, bo nawet chyba tyle waży, może kiedyś zabić mniejszego psa. Każdego psa.

-Nie było meldunków do sąsiadów, a ten doberman to mistrz rasowy, warty tyle, co dobra bryka. Niech się panie umówią tak, aby się nie spotykać.

-Tak było...

-No i niech tak zostanie.

Opowiedziała Bysiowi całe zajście.

-Co ja myślę! Piesio dobrze zapamiętał. Nie daruje. Pogadam z babą, aby natychmiast kupiła kaganiec temu cielakowi. Bestia waży chyba 80 kilo, a że pierwszy raz zaatakował? Tak się zaczyna. Zasmakowało mu.

-Kaganiec dla Piesia?

-Oczywiście. Słyszałem, że chcą wprowadzić zakaz posiadania pitbuli.

-Ale jak udowodnią, że Piesio to pitbul. Zaglądną mu pod ogon?

-Masz piątkę. Zakaz obejmie, jeżeli w ogóle wyjdzie, tylko te tylko te rasowe, z hodowli. Nasz jest z hodowli śmietnikowej i pani Weronika nie ma możliwości, nawet, gdyby chciała, autorytatywnie stwierdzić, że to pitbul. Że wygląda? Jak kiedyś mawialiśmy... „Podobny do lorda, tylko nie ta morda...”

-Więc na razie spoko?

-Młodzieżowo mówiąc, tak.

Czas mijał, pierwsze piętro i parter nie spotykały się. Była piękna niedziela i pani z parteru coś się popierdoliło. Hanka właśnie była z Piesiem na spacerze... Doberman szarpnął panią, wyrwał smycz i już był przy Piesiu. Reszta rozegrała się tak szybko, jak to psy potrafią. Piesio kagańcem, głową „z byka” uderzył dobermana w bok, a ten przekoziołkował. Zanim wstał, to Piesio głową „wciskał” go w trawę. Świadków, powiedzmy, że kibiców, przybywało. Grupa szczyli pokrzykiwała...

Dawaj, mały! Dawaj! Bij mistrza!...

Wycie policyjnej syreny na chwilę zatrzymało Piesia. Właścicielka dobermana zdążyła złapać go za smycz. Piesio spokojnie podszedł do Hanki i jakby nic się nie stało.

Oczywiście nic nie stało się dobermanowi, poza sikaniami, ale co on myślał... Nic się nie stało?! Jakiś gówniarz wycierał mną trawę! To ma być nic?!

-Pani Kownacka... Najpóźniej za trzy dni chcę mieć papiery tego psa na biurku. Z jakiego miotu, rasa, wszystko dokładnie.

-Papiery? W śmietniku nie było papierów.

-Co pani tu o śmietniku. To poważna sprawa. To mi wygląda na pitbula.

-Tylko mówię, że w śmietniku nie było papierów.

Bysio zmartwił się. Nie tyle, że właściciel wypowie im mieszkanie, ale, że durna biurokracja odbierze Piesia. Sytuacje musi ratować pani doktór Weronika.

-Spokojnie... Nie damy się. Pies jest nieznanego pochodzenia, oto, co ja dam do policji:

Rasa? Prawdopodobnie mieszaniec Boksera. Pochodzenie – pojemnik na śmiecie w dzielnicy Wola, jak wynika z zeznań właścicieli, Hanki Kownackiej i Leszka Górskiego. Wszystkie szczepienia w normie. Pies nie ma charakteru agresywnego i doskonale reaguje na kontakt z ludźmi, zwłaszcza z dziećmi. Resocjalizacja zbędna i nie ma podstaw.

-O kurde... Żeby mnie ktoś tak wycenił...

-Musiałbyś być ze śmietnika...

Dzwoni właściciel nieruchomości. Prosi o rozmowę...

-Jesteście państwo wyjątkowymi najemcami. Nie każdy może wyłożyć na rok do przodu. Ta pani z parteru zalega z czynszem od paru miesięcy, więc sprawa, jak to mówią, piłka jest, jak to mówią?...

-Coś tak,ale to nie jest tenis, a nasz pies jest niewinny.

-To on zaatakował. Tam zeznali świadkowie.

-Gdy nasz Piesio był szczeniaczkiem, to ten doberman pogryzł go. Bez prowokacji, bez powodu. Psy pamiętają. Pani jest architektem, musimy nakreślić coś dobrego, a pan, przepraszam? Aha, firma naprawcza... To znaczy naprawcza czego?

-Źle narysowanych planów. Tak to zostawmy. Chce pan kasę na cały rok do przodu?

-Ooo... Przepraszam... Pan jest jak nakreślony z kreskówki, którą ogląda mój wnuk. Codziennie na siłowni? Jeżeli mogę?...

-Nie. Nie może pan. Ale skoro pan taki ciekawski... Mam firmę ochroniarską. Już jest znana i może się przydać. Mój najnowszy pracownik może pozować do kreskówki dla pana wnuka. Ma dwa metry w każdą stronę. Więc jak?

-Jak? Mieszkanko na trzy miesiące bez czynszu. Firma ochroniarska... Wie pan...

Okazało się, że Piesio dał firmie następnego klienta. Czego to ludzie sobie nie robią, a przecież wszyscy wierzą w miłość bliźniego...











 
"Patrol Sprawiedliwości" cz.6
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
17.03.2019.




PRAWIE OD POCZĄTKU...


Komórka aż gotowała się od nieodebranego sygnału. W cholerę. Pewno Cacuś się z czymś zesrał, zaczeka. A niech tam...

-Co się dzieje! Umarłeś?!

-Haniu, chyba, że z pragnienia...

Wiesz, czego dowiedziałem się od gościa? Powiedział, że góra z górą się nie zejdzie, ale pępek z pępkiem tak. Ma być w twoim czy moim samochodzie?

-Najpierw w twoich marzeniach. Ile my się znamy? Kilka miesięcy.

-Ciut dłużej, ale nie wiedziałem, że trenujesz na czas. A kamyczek przyśpieszy?

-Gdybym cię nie znała, to bym powiedziała, że jak kamień w wodę...

-To znaczy? A w ogóle, to „choć się nie znać” i poznać dopiero po meczu...

-Bysio, to jest gadka jak ślepego z głuchym. Zapowiedzieli dwadzieścia parę na łykend. Co ty na trawy w Kampinosie? Takie miękkie...

-Już teraz posuwam!

-Bysio!

-Wskazówki zegarka...

-Nastaw dokładnie na siedemnastą, w tą sobotę.

-Bo?

-Bo ojciec zapragnął wygadać się przed kimś innym niż ja. Starszy pan, współcześnie biorąc, wcale nie był taki starszy i nie była to tylko gra słów, bo do rozmowy dołączyła koleżanka Hanki całkiem, całkiem a w rudym kolorze .

Bysio pomyślał... Biedak, nie wie, na co się porywa. Przecież wiadomo, że rude mają swędzenie w kroku i kulturalnie mówiąc, zajebią faceta.

-Panie Leszku, czy zna pan ten bazar ze starociami? No wie pan, jak to mówią, że kupisz tam gwóźdź, mydło i powidło...

-Ma się, że tak.

-A kiedy był pan tam ostatnio, jeżeli można?

-Kiedy? Dawno. Gliny dorwały nas, bo okradliśmy taką, jedną...

-Pan?!

-Jaki pan. Miałem wtedy osiem lat, bo co?

Wie pan... Gdy mam dość elokwencji moich kolegów i muszę znosić deficyt ilorazu inteligencji większości prokuratorów, to idę doładować akumulatora właśnie tam.

Zaraził mnie tym mój dziadek, bo nie wiem, czy Hanka mówiła, że straciłem ojca bardzo wcześnie.

Ale, ale... Zanim tam pójdziemy...

-Panie Henryku, leje jak cholera!

-W cudzysłowie, rzecz jasna. Hanka wspominała, że zanim założył pan firmę, to z przyjacielem działaliście, jak to ona określiła, w Patrolu Sprawiedliwości.

-Dała detale?

-Dyskretnie wspominała. Akcje, bo to były chyba wasze kilkakrotnie komentowano w mediach i moim zdaniem był to sukces większy od samej akcji. Czy to się skończyło?

-Za Chiny nie! Bez detali rzecz jasna.

-Rzecz jasna, oczywiście.

Opowiem panu opowiastkę z trzema morałami...

Była zima i wróbelek zamarzł, upadł na ziemię. Szedł koń i narobił na wróbelka, a ten poczuł ciepło i zaćwierkał... Szedł kot i usłyszał wróbelka. Jakie widzi pan trzy morały?

-Za mądre...

-Bo za proste... Pierwszy: Nie każdy, kto na ciebie sra, to twój wróg, bo koń uratował wróbelka. Drugi: Nie każdy, kto cię z gówna wyciąga, to twój przyjaciel, bo kot wyciągnął wróbelka z gówna. No i trzeci: Jak już wpadłeś w gówno, to nie ćwierkaj...

-To trzeba gdzieś do książki!

No i tak Bysio po raz drugi naprawdę poznał swoje miasto, bo nie szklane biurowce i coraz więcej neonów, ale właśnie tu, gdzie chyba od pokoleń było tu tak samo szmaciano, a na każdy gust.

Facet w szemranym wieku czarował...


...”Maść na trondzik

maść na trondzik

mucha nie siada

mucha nie tronci

pegi wybiela

zmarszczki pracuje

zaraz o sto lat

młodsza się czujesz

Rozumi...”


Otaczały go kobiety, kupowały, bo która kobieta lubi zmarszczki?


A on do płci mocnej...

...Na ślub się spóźniem

do pracy nie zdażem

randkie zawalem

zanim na rano

krawat zawiążem...


I wszystkie te problemy

usuniesz

przy pomocy gumowego automata

do wiązania krawata

brać i wybierać

trzy dychi

towar dobry...”


Bysio wybrał cacy krawat, ale ważniejsza była gumka. Nic nie wiążesz...


Konkurencyjny szemrawy zachwalał swoje...

…”Można tak, a można tak...

maść na szczuri maść na szczuri

prawa ręka łepiemy szczura za wsiaż

lewa renka, smarujemy go pod pachamy

możebne, że po trzech dniach szczur zdycha...


-Panie starszy... to nie lepiej zaraz zwierzęcie po głowie?


„Można tak, a można tak

maść na szczuri

maść na szczuri!”

 

Ale wszystkich przebijał specjalista od brzytwy.

W jednym ręku trzymał brzytwę, a w drugim kawałek drewna. Niby strugał drewno i zachwalał...


„... I każden z państwa widzi, że brzytwa była całkiem obca i całkiem tempa. I nikt z państwa brzytwą drzewa rombać nie będzie...

Wyciągał czarny kamyczek...


„Magiczny kamień na brzytwe kładziem

trzy raze po brzytwie jadziem

i goli jak Rawa Lux, bezboleśnie...”


Strugał drewno i udawał, że się goli...

Nic, tylko poezja, i Bysio oczywiście kupił kamyczek i brzytwę>

Następnego dnia przykładał na pocięte policzki tuzin plastrów. Ale klął! I wtedy zabrzmiało mu w uszach...

„Jak już wpadłeś w gówno, to nie ćwierkaj”...

Tylko jedwabiste trawy okazały się prawdziwe i Hanka przestała być tylko sympatią Bysia... Ale o tym było głośno tylko wśród drzew Kampinosu...

Przyszedł czas na czerwony kamyczek. Niestety. Znajomy jubiler bezradnie rozkładał ręce. Prawdziwy rubin – taki z Birmy?

-Panie Henryku, dziś już nie ma Birmy i nie ma rubinów. Te, które są, to do końca wykupili Arabowie. Zostało coś, to dokończyli Chińczycy...

Pani Hania ma takie chaberki oczu, że za pozwoleniem mogę zasugerować coś niebieskiego. A jeżeli można zapytać, w którym miesiącu ma urodziny? Wrzesień? Różnie to ułożyli wieki temu, ale na wrzesień jest szafir. Symbolizuje czystość, rozwagę i wierność... Cena? Młody człowieku... Czy miłość ma cenę?

I tak oto Hanka miała na serdecznym palcu niebiańsko błękitny Kamyczek osadzony, jak doradzał jubiler, skromnie, bo tylko w „czterech łapkach” złota, by nie zakrywać kamienia.

Gdy Bysio marudził, że tylko tyle tyle złota, to usłyszał, że najdroższe kamienie na bardzo ważnych palcach tak właśnie są osadzane i nazywa się to Tifany crown, czyli korona Tifaniego...

No i było pięknie, a nawet ładnie, gdyby nie obrazek we „Wiadomościach”, że ktoś oblał kota czymś palnym i podpalony kot jak oszalał biegał, aż umarł...

-Nie, Cacuś. Na pewno nie teraz. Raz, że Tadek ustawia z nowym klientem i chce przy tym być, a dwa, że zaczekamy. Na

dniach skurwiel usłyszy wyrok, a pewny jestem, że w zawiasach, uspokoi się, że tylko tyle i poczuje się pewny siebie. Wtedy, Cacuś, wtedy.

-Wiesz co?

-Każdy coś wie...

-Ale ja poważnie. Może to, co robimy, jest bardzo szlachetne, ale również bardzo nielegalne. Nie musimy o to pytać ojca Hanki i nie trzeba być prawnikiem by wiedzieć, że naruszamy prawo.

-Ale tylko Hanka i jej stary wiedzą.

-Tak? A tamta akcja w lesie i udział Tadeusza?

-Zgoda. Ale każdy może się wkurwić i przypierdolić, gdy ktoś mu zasrywa podwórko. Nawet, gdyby ktoś nas zakapował, to byśmy dostali brawa od sąsiadów, a nie wyrok.

-No i tutaj, jak to się mówi, wchodzi Tadeusz, nie mówiąc o komandosie. Mnie uważają za dupka, ot taki dodatek do ciebie, a sam nie zrobisz tego, o czym już jest za głośno w mediach.

-Za głośno? Cacuś! Właśnie o to chodzi, aby było głośno. Jak to mówią, „Za nami pójdą inni”. Zaczęliśmy dużą sprawę. Nie bój nic, że się skończy.

-Mam nadzieją, Bysio, mam nadzieję, ale od dziś jeżeli coś robimy, to tylko w niedzielę, niech skurwiele już w sobotę wieczorem srają w gacie. Ja odpoczywam w domu, a ty firmę dajesz w opiekę Tadeuszowi. Co robisz? Masz taką panienkę, że nic nie musisz tłumaczyć...

-Czyli ta niedziela?

-Za wcześnie. Chociaż... Ten od kota mieszka pod Kobyłką na nowym osiedlu. Sprawdziłem, dostępu do wody nie ma. Nie ugasi.

-Co my podpalimy?

-To wyjdzie już na miejscu. Mieszka sam. Narazie jest z górki.

-Przebieranko?

-Zbędne. Paru nieznanych facetów i biała, byle jaka Toyotka, jakich tysiące. Ludzie nie patrzą na numery, a staniemy tak, aby było jak najmniej widać. Za tydzień, od dziś...

-Panowie od księdza? Już tu byłe takie dwie.

-Od księdza?

-Nie. Od jakiejś opieki i bardzo ładnie, nie powiem, mówiły, że trzeba kochać zwierzęta. Ja bym pokochał jedną z nich, ale ona w cofanki i że jestem do tego zboczeniec. Co znaczy do tego! A zboczeńcem nie jestem, bo wolę baby. Panowie chyba nie w sprawie tego kota? Gliny?

-Nie. My od tych pań...

-Kochać zwierzęta. Co się dzieje! Pan wygląda jak normalny facet! A ten jebany kot, to spał, gdy myszy oczyszczały jego miskę z żarciem! To cobyś pan z takim zrobił...

-Nie podpalił...

-A więc o to chodzi?! Wyrok dostałem. Dwa latka i trzy tysiacze. Mam zadzwonić po gliny, czy sami wyjdziecie?

-Wyjdziemy sami, ale pan pierwszy. Daj mu pan w ryja, aby nie krzyczał. Ja jakoś nie mogę tak jak Tadek wyłamywać palec po palcu. Może więc zwyczajnie młotkiem po łapach? Na hamburgerka?

-Panowie! Błagam! Ja tymi rekami na chleb zarabiam.

-My też. Chyba każdy, prawda?

Podpalacz kota zemdlał po pierwszym uderzeniu. Cacuś dokładnie rozbił dłonie i... zwymiotował. Nie tylko sama czynność, ale smród, bo bity zrobił w majtki, były wystarczające, aby Bysio wyszedł.

Podpalacz mieszkał w całkiem cacy domku. Jak doniosły media, był doskonałym hydraulikiem, a sądząc, po znacznie skromniejszych domkach sąsiadów, najbardziej lubiany nie był, nie mówiąc o kocie biedaku, który długo się męczył, zanim umarł, co też nie najlepiej świadczyło o sąsiadach skurwiela.

-Teraz nóżki z tyłu. Myślisz, że sznurek za długi?

-Zdecydowanie. Będzie za szybko biegł. Daj jakieś pół metra. Tak wiążą przednie nogi bykom na pastwisku. Nie pobieganie, ale trawką podje.

-To chyba ta sama terpentyna? Oblej mu dokładnie buty. No! Podnieś dupę! Idziemy na spacer. Nie chcesz? Wolisz spalić się w domu. Jak wolisz, ale na dworze może ktoś zobaczy i ugasi...

Obserwowali z samochodu, jak podpalacz niezgrabnie skacząc, dymił z butów i wkrótce zajął je ogień...

Nikt nie zareagował na krzyk, a przecież to nie wrzaski podpalonego, ale widowisko powinno zainteresować sąsiadów.

Podpalacz potknął się o coś, i upadł. Kopał nogami. Widocznie trafił na piasek. Ugasił ogień, ale leżał nieruchomo.

Nikt nie wyszedł, tak jakby nic się nie stało.

-Myślisz, że może dostał zawału?

-Myślę, że raczej zatkało go. Ja bym też się zmęczył.

-Bysio... Czy zastanawiałeś się, ze kiedyś możemy kogoś zabić? Nie, zęby planować. No, wiesz, w wyniku naszej akcji.

-Myślałem nie raz. Jeżeli... To znaczy jeżeli naprawdę ktoś nas rozlicza na końcu naszego kalendarza, gdy odpadnie ostatnia kartka, to chyba ten ktoś jest mądrzejszy od najmądrzejszego prawnika. A taki da nam łagodny wyrok, bo raz, że my nie z pazerstwa, a dwa, że w dobrej sprawie. Może zamiast imprezki z aniołami będziemy mogli tylko przyglądać się przez okno...

-Myślisz, ze naprawdę coś jest?

-Za oknem?...

-Po drugiej stronie...

-Tak szczerze? Myślę, że każdy ma swoje niebo i piekło na ziemi. Ten skurwiel teraz leży i w piekle, i we własnych gównach, bo już wtedy zesrał się.

Rutyna przerywana ustawianiem z nowym klientem. Taka praca i tyle.

Dzwoni Cacuś...

-Nie uwierzysz!

-Przez telefon nie. Muszę powąchać.

Cacuś był ekspresem. Bysio podszedł bardzo blisko...

-Chuchnij...

-Zwariowałeś? Dlaczego!

-Rzeczywiście, nie uwierzę. Nie pijesz, więc co ćpasz? Nie ty.

-Zakochałem się! To znaczy...

-Spokojnie, można tym żyć. A ona? Też doktórka?

-Mówi się, że z doktoratem. Nie, ale ma blisko, lecz nie w tym rzecz. Wspomniałem jej o Hance i tym niebieskim kamyczku.

-Tak ni go w dupę, ni go w oko? Dlaczego...

-Bo ona, że najpiękniejsze są opale. Wiesz, co to takiego? Nie chciałem wyglądać na dupka, więc, że owszem, i tak...

-Jakieś kamyki. Nie uda się bez wizyty u jego jubilera, bo coś mi to pachnie tą melodią...

-Marszem weselnym? Ona jest daleka. Jest z tych spóźnionych dzieci kwiatów. Może żyć na cię kocham i tyle.

-Tyle? Cacuś, to bardzo dużo to tyle. Wiem coś o tym. A panienka, czyli Asia, i jubiler jakby byli z tej samej piaskownicy, takie porozumienie!

-Opale? Pani Joanno... A lubi pani kosmetyki?

-Pan poważnie?

-Temat poważny, prawda? Widzi pani... Kiedyś kosmetyki nie były na bazie alkoholu, a opale królowały na dworach królewskich. Królowie, a w każdym razie moda na takich minęła, ale na kosmetyki dopiero przyszła z wielkimi nazwiskami. Opal, stworzenie delikatne, nie tylko nie lubi alkoholu, ale za dużo słońca też nie. A do tego ludzki pot też nie w jego diecie... To coś jak kropla wody i powietrza skrzyżowana z bańką mydlaną. Delikatne, prawda? By nie zanudzać, bo panowie mają ważniejsze sprawy...

-Spokojnie. Ta jest bardzo ważna, więc?

-Opal, zwierzątko organiczne, tak jak perły, a nawet bursztyny, wszystko, co pochodzenia organicznego. Po czasie traci kolor i blask, a przeszlifować nie można, bo on nie jest kryształem.

-Panie Julianie, więc? Bo to jest ciut za długie...

-Więc a i owszem, mogę dostarczyć, tylko musiałem opowiedzieć, jaki to towar.

-Teraz, to już nie wiem, ale one są piękne. Czerwone kamienie też lubię, bo są symbolem miłości, ale Hanka powiedziała, że czerwonych nie ma.

-i tak, i nie... Nasz mały światek niedawno obiegło, że w Brazylii w Minas Gerias odkryto rubiny! Ale się cyrk zrobił, no i zamówienia. Ja jestem ostrożny.

No i co się okazało? Że te niby rubiny to wyjątkowa odmiana spineli, taka bez wtrącenia fioletu. Młodzi ludzie... Smutno i pusto się robi. Dużych szmaragdów, większych od fasolki, nawet w Muzo już nie ma. Coś pani pokarzę, ale mam to tylko na zdjęciach.

-O Boże! Jakie cudowne opale! Tylko takie ciemniejsze?

-To nie są opale, ale agaty. Dokładnie to są Fire agat, czyli ogniste agaty.

-Też takie delikatne? Niech pan powie, że nie, błagam. Są cudne!

-Nie. To jest odmiana kwarcu, a nasza planeta to w ogromnej części kwarc. W języku jubilera mają twardość 7. To bardzo dużo. Najtwardsza, najostrzejsza stal tego kamienia nie porysuje. Inne kwarce tak, ale ten jest najtwardszy, a stal, to tylko twardość 6. Za dużo by tłumaczyć...

-Nie musi pan. Ja chcę taki mieć!

-Ja też...

-Nie rozumiem?

-Pochodzą z Arizony, to taki stan w USA. Dziś to samolotem i po sprawie, prawda?

-No właśnie.

-Tak, ale Amerykanie zamrozili ich wydobycie i ceny poszły wyżej, niż dziesięć Pałaców Kultury razem jeden na drugim...

-Coś jak z rubinami?

-Nie, panie Leszku, nie aż tak, ale wysoko.

-Kolega ma kasę...

-Inaczej by go tu nie było, prawda, i nie w tym sprawa.

-To można kupić na miejscu.

-Tak. Ale jest problem. Nazywa się wiza. Rzygać mi się chce na te kolejki pod ambasadą USA. Dziewczyny, zatkajcie uszy... Kurwa mać! Dlaczego oni mogą do nas bez wiz!

-Coś w tym temacie wiem, ale nie chcę nudzić.

-Dawaj pan...

-Przylatuje do nas Amerykanin, a nigdy po pracę. Za wszystko płaci. Szpital, operacja, większa sraczka, lekarze, i płaci. Leci polak do USA, powiemy, żeby zwiedzać, a tak naprawdę na robotę u kuzyna w Chicago. Zostaje na długo po upływie wizy. Zachoruje... Szpital, operacja, te sprawy. Kuzyn? On pierwsze słysze?

Nasz człowiek pracuje nielegalnie, bo pozostał nielegalnie, więc nie ma ubezpieczenia, a tu operacja, powiedzmy, że zawalik albo wylew. Kto płaci? Obywatel amerykański, z podatków, rzecz jasna.

-Zaraz, zaraz... Kiedyś znajomy poleciał, bo rodzina podpisała taki dokument, że płaci za utrzymanie i leczenie. Więc jak to jest?

-A tak, że taka operacja, powiedzmy serca, lub pobyt w szpitalu, to więcej niż rodzina może przełknąć, i kto płaci? Obywatel amerykański...

-Bo tylko frajer poleci do USA, by pracować. W Norwegii, czy nawet w Szwabów płacą, i lepiej, i legalnie.

-Zgoda, tylko dlaczego te kolejki pod ambasadą USA...

-Panie Julianie... nie można jakoś tego ognistego agata?

-Wszystko można, gdy jest kasa. Nie! Spokojnie! Nie o tym! Ale i o tym też... To może potrwać. Mam człowieka w Nowym Yorku. Tam też tego nie kupi, a nawet jeżeli, to zapłaci dziesięć razy tyle, co na przykład za najładniejsze, idealnie niebieskie turkusy z Arizony...

-Co z tą Arizoną! Mam monopol, czy co?

-Ne pewno minerały ma. A coś takiego?...

-Co to jest?

-Błękitny agat. Wszystko naturalne, nie tak jak u Niemców, gdzie podgrzewają na lepszy kolor. Ten jest z Australii, prawie, że sąsiad opali. Te liliowe, złotawe i granatowe pasemka dała mu Bozia. Podoba się?

-Nie jest ładny, ale śliczny! Piotrusiu?...

-Nie zgadzam się... Co, zaniemówiliście? Tylko Asia jest śliczna... Czy to się nadaje na pierścionek?

-Można... Ale to wygląda najlepiej, najładniej albo na dużym wisiorku w złocie, bo srebro zginie przy tym, albo naszyjniku z przynajmniej dziesięciu takich krążków.

-Kiedy, panie Julianie, kiedy! Aśka, wytrzymasz?

-Australia bardzo daleko...

-Mistrzu! Piotruś to Francja elegancja, kultura, ale ja człowiek z krwi i kości... Kiedy! Pytanie za milion, jak to mówią.

Chyba nigdy błękitne agaty nie były takie szczęśliwe, w tak gościnnym domu...

-Cacuś, czy taki Czaruś mógłby zrobić książkę z tego, co robimy?

-Szybko i łatwo, ale nikt mu nie wyda.

-Dlaczego, przecież to chyba jest ciekawe.

-Nie dla krytyków literackich, czyli przydupasów władzy. Nie ma tu nic o seksualności dorastającej młodzieży, o tolerancji seksualnej w ogóle. Mogło by też być o tolerancji nawet przyjaźni Araba z naszą dziewczyną jako, że miłość nie zna granic...

-Skrobanki po czymś takim, bo ona się znudziła Arabowi, też nie mają granic. Właśnie taka jedna opłakuje i zapłakuje się, bo Marokańczyk dostał prawa do ich dziecka, a ona tutaj, biedulka.

Musi też być o nietolerancji od antysemityzmu, ale tak bez wykładów, naturalnie, jako, że każdy kocha każdego...

-Ktoś czyta takie pierdoły?

-Bysio, fakt, że nazwałeś to pierdołami, nigdy nie da ci miejsca wśród pisarzy...

-Ja i pisarz? Cacuś, chyba zacząłeś ćpać. Ja nawet gazet nie czytam.

-Dlatego będziesz żył długo i szczęśliwie.

Jak mawia profesor Cacusia, człowiek przeszczepiony ze Wschodu, „minąwszy dzień i dwa”, i dzwoni Bysio...

-Nie uwierzysz!

-Odkochałeś się?...

-Gdybym cię nie lubił! Milion i sto razy gorzej! Pamiętasz prezesa banku, który obrobiliśmy?

-Niby co?

-Niby, że Rapacki polecił mnie jako najlepszą firmę ochroniarską. Nie mogłem odmówić.

-Mogłeś! To śmierdzi!

-Dlatego chciałem zobaczyć, ile tego jest. Umówiłem się.

Dyrektor to przyjaciel Rapackiego, a ten opowiada legendy o naszej firmie, jak skutecznie uwolniła go od tamtych pasożytów. Jutro spotykam się z dyrektorem, przecież mnie nigdy nie wiedział, spokojnie...

Prosiaczkowaty dyrektor w achach i ochach dziękował Bysiowi za spotkanie.

-Panie Leszku, jeżeli tak mogę...

-Oczywiście.

-Jakby to panu powiedzieć...

-Najlepiej wprost.

-Oczywiście, oczywiście, pan musi być bardzo konkretny w takiej pracy. Widzi pan... Jakiś czas temu ktoś nieproszony wszedł do mego domu i bardzo nieładnie się zachował, to tak najdelikatniej mówiąc. Nie, nie, nic nie zrobił, ale bardzo wystraszył moją rodzinę. Tak się złożyło, że w tym samym czasie ktoś oszukał mnie, udając Amerykanina i jak od najgorszego durnia zabrał dużą sumę pieniędzy. Czy to może mieć związek?

-Wszystko może... Czy powiadomił pan gliny?

-Naturalnie, bo to było jak napad na bank, taki niby kulturalny.

-Kulturalny napad? A co gliny?

-Jak to gliny. Chwalą się, gdy kryminalista sam im wpada w łapy. Tym razem nie miały się czym chwalić. Wracając do mojej rodziny... Mam jedyny skarb, moją córkę. Marzenka jest genialnie utalentowana jako pianistka.

-Ma pan również żonę, prawda?

Prosiaczek zacisnął usta w grymasie, który raczej nie był z tych radosnych.

-Mówimy o Marzence. Dochodzi pewien problem... Ona jest seksualnie bardzo rozbudzona.

-Ile ma lat? Piętnaście? Z tego co słyszę, to one wszystkie są...

-Tak, ale to mój jedyny skarb.

-To już słyszałem... W czym rzecz?

-Żeby ktoś pana ludzi na jakiś czas zamieszkał u nas.

-Odpada. Nie dajemy takiej ochrony. Nie sądzą, aby inna firma dawała, zwłaszcza, gdy w domy nastolatka z przekrętem na seks...

-No tak... No tak... Tego się obawiałem. Ale, gdyby pana człowiek dowoził Marzenkę do szkoły, odwoził do domu i towarzyszył na zakupach, w ogóle, no wie pan, w parku...

-To mogę panu zapewnić. Mam odpowiedniego człowieka.

-Gwarantuje pan?

-Dyrektorze... Czy my tu o misiu, czy o Ździsiu? Gwarantuję tylko za siebie, ale sprawdziłem go.

-Sprawdza pan ludzi?

-A pan nie?

-No niby tak. Jak go pan sprawdził?

-Zapłaciłem trzem żulom, żeby dali mu łomot i obserwowałem z ukrycia. Gnoje z bejsbolowymi pałami, nie gówniarze...

-Pobili go? Ryzykował pan...

-To były komandos a Afganistanu. Nie, nie pobili go. Jedno zabrało pogotowie...

-Da mi go pan?!

-Przecież od tego jesteśmy jako firma.

-Nie wiem, jak dziękować!

-Ja wiem... Tyle wynosi stawka godzinna.

Czy Bysio naprawdę sprawdził Jasia komandosa... Tak zwane słuchy chodziły i mówiło, że powracający z Afganistanu mają problemy psychiczne.

-Bysio... Czy nasz komandos na pewno nie ma nic z głową?

-Na pewno, to umrzemy...

-Wiesz, że tak ludzie mówią, że nasi tak „zarazili się” od Amerykańskich żołnierzy. A ci po powrocie do domu, potrzebują psychiatrów i psychologów, bo to taki „syndrom weterana”...

-Mięczaki i tyle. A na pewno płacą im za taki ból głowy... Mój ojciec był pięć lat na wojnie. Złapali go Ruskie. Uciekł. Złapali Niemcy i też uciekł. Dwa razy ranny. Czy zabił sporo ludzi? Cacuś! Żołnierz nie liczy... Czy trafiało się, że zabił kobiety? Na Ukrainie tak, gdy to one zabijały naszych. Czy potrzebował psychologa po wojnie? Tylko wtedy, gdy nie miał na flaszkę. A mógł wypić, o tak! Od Ruskich nauczył się pić ich perfumy, gdy nie było wódki.

-Perfumy. Przecież to trucizna!

-Nie gorsza, niż nasza „esesmanka”, czyli „likierek na kościach”. Znam wielu, co to piją. Że potem niektórzy ślepną? Oni mają takie życie, że wolą nie wiedzieć. Tak, Cacuś, znam takich ludzi. Jeden mieszka w naszym bloku.

-Na te Ruskie...

-Przepuszczali perfumy przez chleb i pili. Nasz komandos Jasiu... Będzie idealny, bo nie lubi cielęciny...

-Wegetarianin?

-W życiu, nie! Po prostu nie lubi seksu ze szczylówami. Jak mawia, nie ma to jak stek i cały obiad, a to ma u mamuśki, lubi mężatki...

Jest pewien problem, duży...

-A jednak?

-Prosiaczek chce, aby rodzina spotkała się ze mną. Tyle o mnie słyszała.

-Co mu powiedziałeś?

-Że może kiedyś, ale nasza firma daję ochronę, nie spotkania towarzyskie.

-Kupił?

-Jak kwaśne jabłko, ale na razie tak. Myślę, że żadne przebieranko nie pomoże, bo Marzenka pozna mój głos. Co robimy...

-Taaak... To jest problem. Nie wiem, Bysio, nie wiem, tak od zaraz. Trzeba będzie mocno główkować.

-Oby nie było jak rachuj, rachuj, a wsio na chuj...

-Od kiedy Jasiu zaczyna?

-Od zaraz. Musiałem mocno postraszyć córeczkę i mamuśkę, że stary chce płacić jak za ochronę tego, jak mu tam w Ameryce, gdzie tyle złota...

-Ja myślę, że pociągniemy rok, dwa góra, i Marzenka wydorośleje, a ty jakoś się wymigasz od spotkania. Chyba tak będzie najlepiej.

-Cacuś, na chyba, to ludzie umierają... Przyszła rodzina do szpitala i pyta o stan zdrowia krewniaka, a lekarz, że chyba już jest lepiej. Na drugi dzień pacjent umarł...

-Bardzo śmieszne...

-Nie, ale jest, jak jest i musimy ciągnąć. Jak Asia?

-Właśnie... Powiększa się nasze grono patrolu sprawiedliwości...

-Nie mów! Ma dla nas robotę?

-Nie wywinę się, bo powiedziałem, że ty, to znaczy ja też, jesteśmy jak piosenka...

-Cacuś! Chyba jednak zacząłeś ćpać. Aśka z tego ćpającego pokolenia...

-Żadne chyba, a ona rozstała się z tym pokoleniem wiele lat temu. Zresztą, to pokolenie dzisiaj niańczy dzieci, a niektórzy nawet wnuki.

Po prostu kiedyś mawiało się, że piosenka jest dobra na wszystko...

-Co tym razem i gdzie?

-W okolicy Młocin.

-Całkiem cacy.

-Całkiem, ale rodzice Asi nie przewidzieli, że wprowadzi się nowy sąsiad. Ma psa. A pies na łańcuchu nie dłuższym od kutasa. Jak ci się to widzi?

-Kiedyś publika śpiewała coś tak, że panowie, panie, to nie są kpiny, na dnie upalnie nie ma jak Młociny... Będziemy musieli albo założyć krótki łańcuch skurwielowi, albo on przedłuży na taki z kółkiem, aby pies mógł biegać. Ale na razie była elegancka kolacja z okazji ważnej dla ojca Hanki.

-Panie Piotrze... Pan wykłada fizykę na uniwersytecie, prawda?

-Chwilowo nie. Pracujemy nad projektem. To duża sprawa.

-Pamięta pan wygłup, do jakiego przyznał się Einstein?

-Przyznaję, że raczej nie. Wygłup?

-Był genialnym fizykiem, to pan przyzna?

-Każdy przyzna, ale nie tylko ja uważam, że to nie on i jego teoria względności pomogły Amerykanom „podglądać” kosmos.

-Ooo. Tu mnie pan zaskoczył.

-Bez Niemca von Brauna nie byłoby amerykańskich rakiet kosmicznych. To, że amerykańskie media tego nigdy nie nagłośniły, można nazwać swoistego rodzaju antyniemcyzmem...

A ten wygłup? Trudno uwierzyć, że Einstein uważał ziemię za planetę, która się nie kręci, ale ta reszta kręci się koło ziemi, gdy ta jest w bezruchu.

-Teraz pamiętam... Amerykański astronom Hubble wyprowadził Einsteina z błędu, a ten nazwał swój błąd i muszę po angielsku:...

„My biggest blunder”.

-Piotruś, możesz po polsku. Nie dość, że zanudzaliście nas, to teraz dodajesz po angielsku...

-Einstein nazwał to swoim największym, najgłupszym błędem.

-Aśka, zazdroszczę ci...

-Twój pierścionek też jest piękny.

-Tak, ale twój naszyjnik widać od progu. Tatusiu, czy myślisz, że pan Julian ma coś podobnego? Spokojnie, Leszku. Gdyby, to ja płacę...

-Ma być miło, to będzie. Mój profesor, a jest jednym z najbardziej znanych w swojej dziedzinie, właśnie fizyki jądrowej, nie miał większego, jak to mówią nabożeństwa do Einsteina i jego teorii względności.

Kiedyś na wykładzie z doktorantami zapytał, czy wiedzą, co to jest prawdziwa teoria względności. Nikt nie chciał się wychylić, a on, że gdy jeden pies wsadzi nos drugiemu psu w dupę, to oba będą miały nos w dupie...

Reszta przyjęcia była naprawdę bardzo miła.

Przyszedł czas na inspekcję w Młocinach.

To nie był miły widok. Ogromny owczarek alzacki dyszał, usiłując dosięgnąć pustą, blaszaną miskę. Bez tego krótki łańcuch dusił go.

Hanka zaczęła pierwsza o nieludzkim traktowaniu zwierząt, że łańcuch za krótki, w tym stylu

-A wacuś twego kolesia jest dość długi?

Metr dziewięćdziesiąt, zerowa wagi wieprzowej i właściciel psa podszedł do Bysia, który zgarbił się i zrobił krok do tyłu.

-To chyba nie ten garbus? A może ten, jak z kreskówki o zagłodzonych ludzikach?...

-Ty chamie!

Hanka nie wytrzymała. Rzuciła się na faceta, ale ten przytrzymał ją i potrząsnął jak szmacianą lalkę

-Ty! Tak z kobietą?!

Garbusie, z tobą mogę lepiej.

Na pewno chciał coś więcej powiedzieć, ale Bysio zgiął go w pół.

-No, wypnij dupę. Ja ci zrobię jeszcze lepiej. Jednym ruchem zerwał z dryblasa spadnie i włożył lufę pistoletu między pośladki...

-Słuchaj dobrze tak, żeby coś zapadło nawet do dupy...

Pies ma mieć łańcuch na dziesięć metrów i na kołku na lince, żeby mógł biegać. Mało tego... Nie żadna jebana miska, ale kubełek z wodą obok budy. Wracamy za tydzień. Rozumi, mam coś dodać?

-Panowie z tego tam, inspektoratu?

-Tak, tego tam. Za tydzień. Zesrałeś się? Taki gigant!

-Pan by też, ze spluwą w dupie...

Resztę powrotnej drogi zaśmiewali się jak małe dzieci.

-Bysio, nie mów, że byś mu tam strzelił?

-Staliście za blisko, jak na rozbryzg...

A facet główkował. To nie mogą być inspektorzy, bo tacy, to mięczaki, a ten koleś chyba w ręku stalowe pręty zgina. A takiego wała! Ja nie urodziłem się na Saskiej Kępie. W Wołominie nie takich gigantów znałem. Za tydzień? Może być już jutro. Lubisz bawić się spluwą? To się zabawimy...

-Hanka, przyszedł czas, byś się nauczyła samoobrony.

-Chcesz mnie wysłać na kurs.

-Już na nim jesteś. Pomacaj to, twarde?

-Nasada dłoni? Jasne. Jest jak kość, i co z tego?

-Stoisz blisko mnie, twarzą w twarz... Nie odchylasz się do tyłu, nie bierzesz rozmachu, tylko od dołu bijesz tym na brodę. Największy gigant pada. Ćwiczymy...

-Mam cie uderzyć? Zwariowałeś?!

-Masz, a moja sprawa, bym się nie przewrócił.

Bysio złożył dłonie, jedna na drugiej i zamortyzował cios.

-O kurde! Laska! Konia możesz zwalić! Następnym razem nie z piąchami do gościa, ale na uśmieszku i jak najbliżej. Resztę znasz.

Przyszedł czas sprawdzenia pamięci skurwiela od krótkiego łańcucha. Psa nie było. Jego też.

-Piotruś. Wskakuj za krzaki, ja z tobą. Wysyłam Hankę.

Na miękkich nogach Hanka podeszła do pustej budy. Nie czekała długo. Wyszedł skurwiel z dwururką w ręku.

-Wysyłali na wabia, a oni w krzakach? Zgadza się?

Niech tam zostaną. Teraz obowiązuje zasada obrony koniecznej, a nic tak nie broni, jak gruby śrut.

-Taki siłacz, jak pan nie musi strzelać...

Hanka podeszła bardzo blisko, na wabiącym uśmieszku. Stała twarz w twarz.

-Takaś kurewka? Chcesz się bawić?

Przerwał w pół zdania i poleciał jak ścięty.

-Bysio! Bysio! Zaraz cię ucałuję! On się nie rusza.

-Pewno nawet liczy zęby. Coś takiego nie tylko zmienia szczękę, ale uzębienie też. No! Podnieś dupę. Jak ci nie wstyd. Nie szkodzi. Jedziesz z nami. A gdzie pies?

-Na chuj mi taki pies. Zdechł.

-Ty gnoju! Piesio umarł z pragnienia! Zgadza się?

-No i co z tego. Gówno mi zrobicie! Nawet nie jesteście gliny.

-Nie jesteśmy, to się zgadza. Laska, teraz druga część roboty.

Oklej go taśmą, niech wygląda jak kokonik. Mordę mu też zatkaj.

-Bysio, i co dalej? To jest za duże...

-Pojedziemy drogą, gdzie nigdy nie ma glin. Znam starą halę po jakiejś maszynowni. Nikt tam nie zagląda. Kiedyś, gdy byłem szczylem, to była mielina nasze bandy. Tam go przytrzymamy. Na łańcuchu, rzecz jasna.

-To jest jak kryminalik z kreskówki. Naprawdę chcesz w to wejść?

-Ciut późnawo, Cacuś, nie uważasz?

-Leszek ma rację. On musi poczuć, co to jest męczarnia. Zresztą, puścimy go po paru dniach. Prawda?

-To zależy, jaki jest wytrzymały bez picia...

-O kurde. To naprawdę wygląda, jak scenariusz jakiegoś nieudacznika.

-Ja nie czuję się takim. A ty?

-Ja też nie. A dłoń mnie boli!

-Zapomniałem pokazać ci, jak masz zginąć dłoń. Naprawimy.

Teraz jednak trzeba było przygotować nowy dom dla zwyrodnialca. Tak jak Bysio mówił, miejsce od dawien dawna nie było odwiedzane, i zespół fabrycznych pomieszczeń pokrywał kurz i pajęczyny.

-Damy mu coś pod dupę?

-Ty, czy buda miała podłogę?

-Jeszcze czego, może nawet dywan?... Odpowiecie za to! Mam ludzi w Komendzie Głównej!

-To później, teraz meblujemy ci nowe mieszkanko. Skoro buda dla psa, którego zmęczyłeś nie miała podłogi, to na twoją dupę betonik też będzie dobry.

Że co? Że łańcuch za dużo waży? Taki byk, a taki mięczak. Nie wstyd ci?

-Krócej, zrób krócej.

-Wtedy on nie dosięgnie do miski.

-No i o to chodzi. Tamten piesio też nie mógł, a skurwiel będzie tylko patrzył na wodę i tyle będzie mógł.

-Panowie... Proszę pani... Pani taka elegancka... Tak nie można z człowiekiem. Chyba wierzycie w Boga...

-Dlatego tu jesteś, skurwielu.

-Nie zostawiajcie mnie! Błagam!

-Tamten pies codziennie cię błagał o łyk wody, o dobre słowo.

-Nie możecie mnie zabić za psa! Nikt tak nie robi!

-Tak? Masz szczęście. On chciał ci tak napierdolić, zanim cię przywiązał, że byś zapomniał, jak się nazywasz. Ale ja jestem elegancka i powiedziałam mu, że wtedy nie będzie czuł łańcucha. Dlatego masz szczęście.

-Ty kurwo!

-Kurwo? Teraz będziesz mógł tylko pomarzyć o kurwach. No i ciesz się, że jeszcze cię szczury nie zwąchały.

-O Boże... Mam tu zdechnąć? Jak pies?!

-Pierwszy raz powiedziałeś coś mądrego. Jak pies. Dokładnie.

Dzwoni ojciec Hanki. W mediach aż huczy o porywaczach, ale policja bezradna. Był ostatnim domem, daleko już za wodą, i nikt nie widział nic. Zostały tylko ślady butów i opon. Cała trójka ma natychmiast się stawić, bo może być konieczność pomocy prawnej.

-Jestem, co prawda cywilistą, ale Lubecki jest najlepszy w takich numerach, jak wasze. Chyba weszliście za daleko... Porwanie i być może śmierć...

-Tatusiu. Leszek uważa, że policja może się zaszukać, jak to on, że do usranej śmierci...

-Nie ma przestępstwa doskonałego i Leszek też to wie.

-Panie Henryku... Z całym szacunkiem... Wie pan, dlaczego nie ma? Bo gliny nie chwalą się, że dały dupy. Nie wiemy, ile razy... Ale pan mi powie... Czy to, co robimy, nie jest ważne? Codziennie słyszymy, że gdzieś na świecie człowiek człowieka morduje i jakoś nikt go nie rozlicza, bo jest silniejszy. Skąd w ogóle bierze się takie okrucieństwo w człowieku. Przecież religia mówi, że człowiek rodzi się na obraz i podobieństwo Boże, więc jak to jest...

-Kiedyś wykładałem prawo na uniwerku i wszystko chciałem zrozumieć, wytłumaczyć logicznie. Nie da się. Ohydy, jaka jest w ludziach, żadna logika nie wytłumaczy. To dlatego są wojny, masowe ludobójstwo. Czy robicie coś ważnego? Bardzo. Szkoda słów, jak bardzo.

-Może za nami pójdą inni.

-Haniu... Nawet jeżeli, to... Może jest tak dalekie, jak drugi brzeg oceanu, to warto. Teraz jednak trzeba się zastanowić, co zrobicie, gdy uwolnicie tego drania.

-Kto mówi o uwolnieniu...

-Panie Leszku! To jest morderstwo. Z premedytacją. A w ogóle czy któreś z was potrafi udźwignąć taki czyn? Teraz to są tylko słowa, nasza rozmowa, gdybanie. Ale ten człowiek umrze bez wody i jedzenia. Jeżeli przedtem nie zwariuje...

-To byłoby najlepsze, bo nas nie pozna.

-A ja jestem w tym....Wypuście tego drania, nie dziś ale za kilka dni

Obiecujesz mi córciu?

-Leszek tu decyduje...

-Zgadzam się na tydzień. Nikt nie zdechnie bez wody przez tak krótko.

-I co. Bysio, wypuścisz go, a on zakapuje.

-Nie, jeżeli będzie wiedział, że zanim gliny nas dorwą, to no nie będzie miał jednej, całej kości. Nikt nie lubi bólu i każdy chce żyć, chodzić. Rozwalę mu kolana tak, że najlepsze protezy nie pomogą. On wie, że tak się robi i będzie trzymał mordę w kubeł.

-Posłuchajcie... Zanim z tego zrobi się nieudaczny scenariusz do horroru czy książki, to radzę już teraz go uwolnić. A jeżeli okręci ten łańcuch dookoła szyi i udusi się? Pomyśleliście o tym? Jest coś takiego w kodeksie, co zaczyna się... „Kto zabija człowieka”...

-Tata ma rację. On rzeczywiście może się udusić łańcuchem. Myślę, że już zrozumiał, co zrobił.

-Zrozumieć, to no zrozumiał, gdy zabił psa. Ale czy zapłacił?

-Ja bym mu dał dzień, może dwa. Jeżeli się udusił, to już za późno. Jeżeli nie, to niech się pomęczy. Zgoda, panie Henryku?... Jutro go uwolnimy.

Zwyrodnialec nie udusił się, ale przytomny też nie był. Miska z wodą pełną. Przydała się, bo po kolejnym oblaniu drań otworzył oczy. Były puste... Przeraźliwie puste. Stało się to, o czym mówił ojciec Hanki. To były oczy człowieka obłąkanego...

-Boże... Co myśmy zrobili. On zwariował!

-Haniu... Nie tak szybko. Dam mu w dudy, to zacznie głębiej oddychać i dojdzie do siebie. A wtedy naprawdę zwariuje, ale ze szczęścia, że zdejmujemy łańcuch.

Bysio miał rację, ale dopiero po kilku godzinach...

Zwyrodnialec wychłeptał resztkę wody. Dokładnie wylizał miskę...

-Wiedziałem... Pani taka elegancka, wiedziałem...

-Gówno wiedziałeś, a o mojej elegancji jeszcze mniej. Mojemu ojcu zawdzięczasz, że żyjesz.

-Dość tej gadki! Ty, nigdy nas nie widziałeś! Rozumi? Jeżeli nie, to już nigdy nie będziesz mógł chodzić, a łapy tak ci załatwię, że ani dupy sobie nie podetrzesz, ani wacka w ręku nie utrzymasz. Jestem w tym dobry. Dobry? Najlepszy... No! Wstawaj. Sztachniesz się wolnością, rozejrzysz i na pewno trafisz do domu. Mówię ci do widzenia, aby nie było, że do zobaczenia. No! Wypierdalaj!

Dzwoni prosiaczkowaty dyrektor.

-Panie Leszku. Chyba pana pracownik i Marzenka są za blisko...

-A konkretnie.

-Pan tam mądrze konkretny...

-A pan w banku nie jest? Moi ludzie to mój bank, więc?

-W jego samochodzie byli bardzo blisko siebie. Ze to niby nic?

-Coś więcej?

-Rozumiem, że nastolatka przejmuje się sobą, ale do czasu, gdy pan Janek jest jej ochroniarzem, nosi tylko czerwoną bieliznę. Czerwone stringi takie, że właściwie nic nie zasłaniają. Czy to normalne?

-Moja dziewczyna też lubi takie. Ja też. Coś więcej?

-Dla mnie, to za dużo...

-Nie ma sprawy i tematu. Od jutra panienka dostaje faceta, który moim zdaniem nie lubi kobiet.

-Jakiś pedał? Tacy, to podobno mięczaki.

-Nie pedał, a pedały nie są mięczakami. Po prostu dwa razy żonaty i dwa razy baby oczyściły go ze wszystkiego. Zadowolony?

Ostatnie emocje sprawiły, że Bysio nie sypiał dobrze. Wygodny, przepastny fotel, podarunek od Rapackiego wciągał do snu. Resztkami świadomości pogratulował sobie, że przenieśli kasę do babci Cacusia.

Szafa pancerna okazała się dobra tylko na złom. Kiedyś przypadkiem uderzył ją mocno i drzwi otworzyły się na oścież... Jutro pójdzie i napierdoli sprzedawcy. Zadowolony z decyzji wpadł w głęboki sen. Dziwny był i bez sensu, jak to sny. Tak, ale ten był tak wyraźny, jakby obrazy działy się naprawdę. Stringi... Jaskrawo czerwone stringi i szczupła, mała dupka... Nie, to nie może być Hanka, aż tak szczuplutka nie jest, a stringi dusiły, zakrywał oczy i wtedy poczuł coś zimnego w uchu...

-Nie udawaj kurwa, że śpisz...

To musiał być sen. Nie... Jasiu Jakubiak trzymał dziewiątkę, lufa w uchu Bysia... Obok stała Marzenka...

-Myślałeś, że cię nie poznałam? Myślałeś, że zapomniałam, jak wrzuciłeś mnie na stół! Moja stara na pewno by chciała żebyś to ją wrzucił, powiedziałeś, że masz HIV... Masz?

-Zwariowaliście? A w ogóle o co chodzi. Jasiu, masz pracę jak z bajki. Płacę ci za mało?

-Zgadza się. O jakieś ćwierć miliona za mało. Rozpytałem...

Zgarnęliście wtedy. Znałem kolesi. Gdzie masz kasę! Otwieraj to!

-Nie muszę. Kopnij mocno, sama się otworzy...

-Pusto! Kurwa, pusto!

-Jak widzisz.

-Mówiłam ci, że to cwaniak. Nas wtedy też wykiwał, a tatuś jest w nim zakochany, że nic, tylko pan Leszek, wspaniały pan Leszek...

-Ty mała kurewko... Powiedzmy, że mnie zakapujesz, co nie będzie łatwe, bo kim ty jesteś. Słowo przeciwko słowu. To raz. A dwa, że teraz jesteś wspólniczką w napadzie rabunkowym. Nawet, jeśli to jest tylko wymuszenie rozbójnicze, to z poprawczaka nie wyjdziesz. Wiesz, co tam robią z takimi laluniami, jak ty?

A ty, Jasiu, dupa Jasiu, dostaniesz minimum dychę za zjebanie nieletniej. Ona nie ma piętnastu lat. Nie wiedziałeś? Nie udawaj...

-Nie muszę. W kroku metryki nie ma...

-Prokurator nie będzie zaglądał tak głęboko. Panienka ma dowód osobisty. Z obowiązku musiałeś widzieć.

Kiedyś kolega dostał dwanaście lat za przyjemność z czternastoletnią. Tylko dlatego, że rodzinka ładowana, ta załatwiła mu najlepszą papugę w Warszawie i sąd obniżył do ośmiu latek.

-Papugę?

-Adwokata, ty czubku. A mówiłeś, że nie lubisz cielęciny.

-Szefie... Ona tak się wyłożyła, że nawet ślepy by w to wszedł...

-Już nie szefie. Co zrobię? Wypierdolę cię, ale tak, że nikt z tobą nie będzie chciał rozmawiać o robocie. Schowaj spluwę. Ona zostaje, ty wychodzisz. Zawołam cię...

Marzenko... Oto scenariusz... Ty mnie kapujesz do glin. Powiedzmy, że na piczy kłak uwierzą, a to za mało, by zatrzymać. Co z tobą? Jesteś ładna... Podobasz się sobie?

-Ty gnoju, przepraszam, szanowny panie Leszku... Tak naprawdę, to jesteś taki jak wtedy, zwykły śmieć...

-Powiedzmy, że masz rację. Podobasz się sobie?

-Przecież wiesz. Każdy facet to widzi...

-Teraz... Ale powiedzmy, że zamkną mnie na jakiś czas. Mam kolegów. Tak ci przemalują mordę, że rodzona matka cię nie pozna. Kto? Codziennie będziesz srała w gacie nie wiedząc, czy ten facet, co cię mija na chodniku, czy ci faceci na rogu, czy ktoś inny, a wyrok masz demolki tej pięknej buźki. Tylko sama niepewność, bez bicia, spowoduje, że zbrzydniesz ze strachu. No, odpowiada ci taki scenariusz?

-Nie zrobi pan tego.

-Jasne, że nie. Nawet będę miał alibi, że nie wyszedłem spod celi. A do tego już nigdy nie zagrasz na tym pudle. Czy ty naprawdę to lubisz?

-Nie... Koleżanki mają życie. Normalne. Ubierają się, imprezują, a ja jestem genialna, więc muszę grać. Nienawidzę tego! Z nim miałem cudownie. Mieliśmy wyjechać do Meksyku... Bym nosiła tylko bikini...

-To ci obiecywał?

-Z taką kasą? Bułka z masłem...

-Jak, dziewczyno, jak! Jesteś małolata. Cała Polska by was szukała, nie mówiąc, że lotniska obstawione.

-On miał plan. Najpierw pociągiem do Berlina, a tam już samolot. Ma ludzi w Meksyku.

-Tak. Słyszałaś, że Mańce chuj stanął. Nie? Ja też nie. Wyjebał ci również mózg, frajerko. Zawołaj go. Zaczekasz za drzwiami...

No, dupa Jasiu... Miałeś podobno plan. Meksyk? Co ty o tym wiesz. Chyba naćpałeś się już w Afganistanie i nasłuchałeś bajerów.

-Poznałem Amerykanina. Byliśmy razem na patrolu. Jest z pochodzenia Meksykanem, takim amerykańskim i ma rodzinę w Meksyku. Mówił, że za pięćset dolarów na miesiąc mogę w Meksyku wynająć cacy domek, kucharkę, sprzątaczkę i ogrodnika. Wielu Amerykanów tam się osiedla, bo za pięć stów w Stanach mogą mieć suchy chlebek z cebulką...

Ta kasa, którą pan ukrył, dałaby mi całe życie.

-Życie z tak pazerną szczylówką kosztuję...

-Kto mówi, że bym ją zabrał. W Berlinie puścił na ulicę. Zarobi...

-Powtórzysz jej to?

-Coś pan! Wczorajszy?!

-Marzenko, słyszałaś?

-Każde słowo! Ty, nie wiem, jak cię nazwać. Wykorzystałeś mnie, jak zwykłą kurwę, a ja ciebie pokochałam. Chyba ciągle cię kocham. O Boże, jaka jestem głupia! Panie Leszku, co mam robić...

-Ty? Nie wiem. Ale on usłyszy, jak to mówi ojciec Hanki... ''Kto dopuszcza się czynu nierządnego na osobie poniżej lat piętnastu, lub pozbawionej rozeznania”... Dwanaście lat za coś takiego. Ciągle będziesz go kochała?

-Więc co będzie, pan nie jest zły...

-Obyś się nie pomyliła... Ja widzę to tak...

Ty ciągle jesteś piękna, Jasiu ciągle się bzyka, tatusiek szczęśliwy, że masz nowego stróża, a Jasiu jest na próbnym u mnie. Zna prawo łaski. Zesra się, to nakarmimy nim rybki w Wiśle. Dasz radę być grzeczny?

-Przysięgam! Zgłupiałem! Szefie...

-Nie zgłupiałeś. Nie zgadzam się. Jesteś głupi, a to różnica. No, dobrze. Tadek będzie miał cię na oku. On to stara glina, widział nie takich jak ty.

Marzenko... Odpowiada ci taki plan?

-Tak, ale on mnie już nie dotknie. Ty, nie wiem, jak cię nazwać! Zostawisz mnie w Berlinie, jak kurwę! Gdybym miała takich ludzi jak ma pan Leszek, to byś pożałował, że się urodziłeś. Ale jestem głupia!

-Wyluzuj. Powtarzasz się. Nie jesteś. To twój pierwszy facet, mógł ci mózg zalać spermą, rozumiem. Spadajcie...

Zamknął drzwi, zasunął zasuwę i zasnął spokojnym snem. Rankiem powtarzał w myślach scenę w nocy. A jednak wydarzyły się naprawdę. Co zrobi Marzenka... Chyba wystraszył ją i zrozumiała, że buzia zamknięta, to ciągle piękna buzia.

Minęło kilka dni.

-Wizyta policji...

-Pan Leszek Górski?

-Zgadza się, a pan, to kto?

-Inspektor Pawlak.

Huk jak młotem w głowie. Czyżby?!

-Czy Jan Jakubiak to pana pracownik?

-Tak. Skąd pan wie, inspektorze?

-Miał wizę z pana firmy. Wynajął sportowego Porszaka.

-Lubił ostro jeździć, nie dziwię się. Pokryję koszta.

-Przekroczył dozwoloną prędkość. Prędkość życia. Zabił się na Wisłostradzie... Pojedzie pan rozpoznać?...

Znał ulubione miejsce w parku, gdzie Jasiu „pilnował” Marzenkę. Była tam. W pobliżu anioł stróż wyglądający na każdego, tylko nie na bodygarda.

Bysio zaszedł go i uderzeniem zwalił w pobliskie krzaki.

-Tak pilnujesz? Za to ci płacę?!

-Szefie, pan podejdzie każdego. Pan jest najlepszy.

-Włóż do dupy taką gadkę. Wypierdalam cię!

-Tylko nie to! Ja nie mam nic. Jestem goły. Potrzebuję tą pracę... Ale pan naprawdę załatwi każdego. Ja przez dziesięć lat uczyłem się samoobrony i mam mistrzostwo w zapasach. Błagam...

-No dobrze. Na dziś koniec warty. Ja przejmuję. Marzenka, nie wyglądasz najlepiej... To już było, rozumiesz, było. Musisz do przodu. Jesteś naprawdę super. Wyrażę się, że gdybym cię nie znał, to bym się poderwał...

-Naprawdę? Mogę pana ucałować?!..

-Nie musisz. Dobrze siedzisz. Gotowa?

-Co?! Tatuś się dowiedział, że nie jestem dziewicą?!

-Nie. Tatuś nic nie wie i tak zostanie. Jasiu nie żyje...

Opowiedział... Dziewczyna zwymiotowała...















 
"Patrol Sprawiedliwości" cz.5
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
17.03.2019.

ABY DO PRZODU...


-No i?

-Cacuś, jak jeszcze raz to usłyszę, to odpuszczam akcje...

-No, dobrze... Wywąchałeś?

-Jak mawiali, dość dano temu szczyle – krótka piłka i gitarka... Ten facet, co lubi ciągnąć psy uwiązane do samochodu, to gigant w prochach.

-A to śmierdzi!

-Nie nam. Wchodzimy, zamiatamy i na resztę życia koleś na widok psa będzie do kościoła...

-Wchodzimy? Jak...

-Przez drzwi, Cacuś, przez drzwi. W niedzielę. Pasuje?

-Nawet ma luz, jak mawia nasz cieć.

Piękna, a nawet ładna niedziela, jak mawia pewien element na Targówku. „Gigant” mieszkał na pierwszym piętrze cacy apartamentowca, a jak, z domofonem i elektroniką.

Elegancka pani nie protestowała, gdy Bysio delikatnie odsunął ją i pierwszy wszedł w elektroniką chronioną bramę.

Puk, puk...

-Niby kto... Milutki głosik...

-Uprasza się łaski szanownej królowej, my tylko po parę groszy...

-Krysiu! Kto tam?

-A takie dziady po kasę.

-Daj po ryjach! Za godzinę mamy imprezę.

-Pani Krysiu...Chyba się spóźnicie. No! Do szafy! Nie chcą wąchać,gdy się zesrasz!

-Gnojki! Posrane gnojki. Pomyliliście adres! Ty, Zdechlaku...

Kulturycha z metra cięty lekko odsunął Cacusia.

-Ty garbaty...

Bysio już od podwórka „garbił” się i wyglądał na łatwą przekąskę dla dwumetrowca.

-O Kurwa! Ktoś ty! Taki nie ma prawa tak bić! Przecież zapłaciłem!

Gigant kopał nogami kręcąc się w kółko na podłodze. Główkował... Tacy szmaciarze, a tak biją! Coś jest nie tak. Przecież zapłacił za każdy gram towaru. Kim oni są!...

-Zapłaciłeś, mówisz? Pierdolisz, koleś, po prostu pierdolisz... Nawet nie zaliczkę. Dopiero dziś zapłacisz. Co ci powiedziałem, abyś siedziała w szafie! Kurwów nie biję, chyba, że wyjątkowo. No, już do pudła! O czym my tu? Aha, że dziś zapłacisz. Czy zdechniesz po drodze?

-Po drodze? Nigdzie nie jadę...

-Pojedziesz, a to będzie bardzo wyboista droga. Znasz tą budowę pod wyskokościowiec?

-Jesteście budowlańcy?

-Bysio... On ma rację. W jakim sensie budujemy lepsze społeczeństwo.

-Nie, koleś, nie jesteśmy, a ten, co wygląda jak wycinanka z gazet, czyli, jak ty byś to powiedział, że do chuja niepodobny, to inteligencik. Przez takich jak, on, co wszystko wytłumaczą, mamy tyle gnoju, że ty w nim pięknie i ładnie pływasz. Pamiętasz tego psa?

-Co wy? Zabić za psa? To nawet nie był mój pies, ale Krysia trzymała go, bo gdy wychodziła z nim, to chłopaki gwizdali... Ja miałem tego dość.

-Powiedziałeś wychodziła? Krysiu, wyjdź z szafy. Podaj Patrykowi ciepłą kurtkę.

-Ciepłą? Dziś jest prawie trzydzieści w cieniu...

-Tylko zrób to. No! Chcesz kopa w dupę i żyletę na rozpęd?!

-Ty... Wyjdziemy we trójkę, jak starzy kumple. Masz linkę?

-Linkę? Po cholerę. No mam.

-Kluczyki do Dżipa też weź. Pojedziemy...

Cacuś zgrabnie obwiązał skurwiela linką i zawiązał ją do zderzaka Dżipa...

Jakiś czas skurwiel krzyczał, gdy podskakiwał na wybojach gruntowej drogi. Zostawił za sobą całkiem, całkiem równy pas wyślizgany stu kilową masą. Po kilkuset metrach Bysio zatrzymał Dżipa i wrzucił tylny bieg. Sprawdził puls. Zwyrodnialec żył, ale na pewno nie miał ani jednej całej kości.

-Cacuś, rozwiąż go...

-Zostawimy go tak?

-A jak! On też zostawił tamtego psa, ale piesio nie żył. On ma więcej szczęścia.

Dzwoni Czaruś...

-No cześć, wieszczu... Jak robota?

-Już nie mam...

-Wylali cię?! Tam nawet analfabetę zatrudnią!

-Przesadzasz. Spotkałem ciekawych i nie głupich ludzi, jednak rzecz w tym, że z czystym sumieniem, albo inaczej – ze świadomością frajera nie potrafię brać i nie małej kasy za gadanie o czymś, co każdy, kto interesuje się piłką nożną zna się nie gorzej niż oni.

-Tu masz piątkę, czyli dziś żółwika...

-Nie zrozum mnie źle, co nie znaczy, że nie odszczekam co powiedziałem, że dziennikarz to tylko zajęcie, a nie zawód? Pamiętasz? Taksówkarz wozi ludzi, dziennikarz gada i pisze i tym się zajmują.

-Krócej, Czaruś, krócej...

-Dziennikarze to krwiobieg społeczeństwa. Bez nich nawet nudno by było... Żartuję. Są potrzebni.

-Ale kasa, Czaruś, kasa jest potrzebna, by twój krwiobieg nie stanął.

-Dlatego wyczyściłem konto, pożebrałem ciut w rodzinie i kupiłem małą Toyotkę. Będę taksówkarzem. Kolega z ogólniaka już dwadzieścia lat siedzi za kółkiem i drugi domek stawia... A u ciebie? Bysio ciągle bije za kasę i dla kasy?

-Bysia dorwała panienka, architektka, klasa, że tylko na wybieg...

-Nie gadaj. Będzie modelką?

-nie, ale modeluje Bysia na obraz i podobieństwo boże, jak to mawiali nasi rodzice.

-Skoro rodzina, to przyda się taryfa. To mój numer. Nie zgub...

Dzwoni Bysio...

-Ale nudy! Wymyśliłeś coś?

-Zanim o cosiu. Jak to jest, że ty prowadzisz jakiegoś skurwiela, to on idzie prawie jak mój kumpel?

-Cacuś... Czy chcesz się zesrać publicznie?

-Nie łapię... Przecież zapytałem cię poważnie

-Ja też poważnie... Trzymam gościa za ramię ciut wyżej łokcia i ściskam. Gościu czuję, że mogę mocniej. Bywa, że próbuję, ale tylko raz...

-Aha! Ściśniesz mocniej, to on popuści... Publicznie. Może nie zobaczą, ale poczują... Pytałeś o coś?

-W rzeczy samej. Nie masz? Nie szkodzi, ale nie uwierzysz, bo Hanka nawija nam następne coś. Ale to dłuższa historia. Ta sama kafejka?

-Hanka nawija naszą robotę? Odbiło ci? Chyba nie powiedziałeś o naszej firmie oczyszczania miasta. Jesteśmy jak mafia, a w mafii nawet żony nie mogą nic wiedzieć.

-Spokojnie. Hanka namawia mnie na założenie firmy ochroniarskiej. Tata adwokat i powiedział, że to mały pikuś. Sprawdzą, że nie karany, zbadają psychologiem i już się ma. A firma powinna nazywać się „Hanka”...

-Mnie to się podoba, ale skąd jej ojcu coś takiego...

-Wracaliśmy piechotą do domu, było ciepło – ale mżył deszcz i było ciemnawo...

-Bawisz się w Czarusia? No, tego od książek...

-Zabawy nie było, ale czterech kolesi z bejsbolowymi pałami... Zaczęło się jak zwykle od gadki i taki największy podszedł do Hanki... Powiedział...

-Takie ciało by się pchało...

-Normalka... Hania chodzi jak marzenie ze snu wielu kolesi...

-Nie dla mnie. Ten gadatliwy już się skręcał na chodniku, drugi doskoczył z pałą, ale się tylko zamachnął... Reszta już paliła Adidasy. Gliny przyjechały dopiero po pół godzinie, ale tych dwóch ciągle na ziemi i jęczą...

Wtedy ojciec Hanki...

-Panie Leszku, pan się marnuje...

No i tak dalej.

Możemy już od jutra mieć lokalizację, a te prawne papierki tata Hanki załatwi.

-A niby kogo mamy ochraniać? Hankę w „Hance”?...

-Oj, Cacuś, Cacuś, maturę chyba masz, bo ja nie, ale myślę do przodu.

-Samo to nie wystarcza.

-Jeden z klientów ojca Hanki ma dziwny interes... Sprzedaje, kupuje, a towaru nie ma...

-Prochy? Ty chcesz w to wejść?

-Prochy są dla dupków, dla gówniarzy z dawnego Wołomina. Facet czysty, kasa też, tylko, że już parę razy miał wizytę kolesi, aby nie był taki samolubny... Znaczy się, dzielił się...

-No...

-Tylko bez tego... I... Więc ten facio sra w te swoje konta. Mówiłem, że kolesie od dzielenia się zaproponowali pałami...

-Połowa jego kasy i biznesu?

-Tak tylko na „dzień dobry”...

-No, a tata Hanki, adwokat, no wiesz, legalna ochrona.

-Gliny powiedziały, że to jak szukać ducha...

-Bysio... Ci od podziału gołą ręką nie biją i w ogóle nie muszą bić. Następnym razem mogą powiedzieć, że domek pana bogatego z nim w środku, może być dobry na gryla... Rozumi?

-Myślałem i o tym. Dlatego musimy ich namierzyć i podgrzać...

-To jakoś nie mieści się w naszej firmie oczyszczania...

-Nie? Ale Hanka i ten facet się mieszczą. A co, śmiecie to śmiecie i trzeba pozamiatać. Zgadza się?

-no niby tak, ale co z twoją robotą?

-Mam parę tygodni urlopu. Przez ten czas zobaczymy, czy rozkręcę „Hankę”. Ten od dużych dziadźków ma znajomych, a oni znajomych. Ludzie potrzebują ochrony, gdy sami śmierdzą... tak już jest i tu wchodzimy my...

-Bysio. Ja mam przyszłość bez rozkręcania, ale nie rezygnujesz z naszej firmy oczyszczania miasta?

-Coś ty! Jak ty to mówisz... No i tu wchodzi Hanka...

-Ma dla nas robotę?

-Przecież od tego zaczęliśmy...

Typowy blok na Muranowie.

-A panowie w sprawie?

Otłuszczony rudzielec czknął nieprzetrawioną kolacją w płynie.

-W sprawie przeczyszczenia.

-A i owszem, a i owszem, ale z tym do firmy. Prywatnie nie przyjmuję.

-Mamy propozycję rozwojową. Nasza firma hydrauliczna jakoś nie wypaliła i chcemy sprzedać do pańskiej. Podobno jest najlepsza...

-W Warszawie? Nie tylko. No to zapraszam.

Ale te obcęgi to do czego...

-Wyrywamy bez znieczulenia. No! Siedź i słuchaj!

-Gówno mi wyrwiecie, frajerzy...

Wyjął protezę i położył na stole.

-Wyjebałem was i co teraz z tymi obcążkami zrobicie?

-Zejdziemy piętro niżej...

-Coś pan, niedopity? To jest parter...

-Ściągaj gacie! No! Nie słyszysz?!

Bysio jednym ruchem zerwał u rudzielca spodnie.

-Pedalstwo! Ratunku! Pedalstwo!

-Nie drzyj się. Mamy ci tylko odciąć jajka. Dobierałeś się do majtek córki, a fe, nieładnie. Bez jajek będziesz, jak to mówią – resocjalizowany.

-Panowie, tylko nie to! Błagam. Byłem wtedy pijany, a gówniara sama weszła do łóżka...

-Kłamiesz! Ale nie będziemy ci udowadniali. Zrobimy tak, słuchasz?

-Jak nigdy w życiu!

-Jeszcze raz uderzysz żonę i dzieci, i będziesz próbował takich numerów z Asią, to nie tylko jaja ci obetniemy, ale pół wacusia też. Zostawimy tyle, abyś mógł się odeszczać. Ale to nie wszystko...

W tą niedzielę zabierasz rodzinę na spacer, dzieciakom kupujesz lody, a Asi sukienkę.

-Ale już pada, a będzie lało...

-To weźmiesz rodzinkę do kina, a sklepy są otwarte. No zakryj dupę!

Hanka zaśmiewała się jak małe dziecko i powtarzała... ale jaja, ale jaja.

-Co ty tak z jajami. To tylko niedoszła operacja...

-Bo przypomniałam, co kiedyś opowiadał Marek. Jakiś czas pracował w Stanach. Oto jego opowieść z jajami...

Do banku w Nowym Yorku. Wchodzi baba, jedna z tych, co śpią w bramach biurowców. Ciągnie za sobą duży worek. Podchodzi do kasy i mówi, że chce zdeponować milion dolarów.

Młody kasjer w achach i ochach, że do usług, ale baba hamuje go mówiąc, że chce rozmawiać z dyrektorem.

-Naturalnie, naturalnie!...

Prowadzą babę do dyrektora, a on, że to taki zaszczyt, że wybrała najlepszy bank, ale...

-Z całym szacunkiem... Ale jak pani doszła do takiej sumy?

-To proste. Zakładam się...

-Zakłada się pani? Na wyścigach koni, może psów?

-Nie. Zakładam się na ludziach.

-Na ludziach?

-Tak. Założę się o dwadzieścia pięć tysięcy dolarów, ze jutro o dziesiątej rano będzie miał pan kwadratowe jajka...

Wariatka jakaś. Myśli dyrektor, ale wszyscy, poza żoną, wiedzą, że na boku jest szczuplutka blondyneczka z dupką tylko do Mercedesa, uszka, że tylko do brylancików, a rączki do rozporka... Taka kasa się przyda.

Dyrektor przyjął zakład.

Wraca do domu i od progu do żony, że go potwornie boli głowa...

W nocy cap, za jajeczka... Spoko, okrągłe. Budzi się i znowu sprawdza. Spoko, okrągłe...

Uśmiechnięty wchodzi do banku, gdzie już czeka baba milionerka i jest w towarzystwie młodego, eleganckiego faceta.

-A ten pan to kto?

Pyta dyrektor.

-A to mój adwokat. Rozumie pan. Dyrektorze, taki zakład...

-Naturalnie, naturalnie...

-Dyrektorze... Jest już dziesiąta, czas sprawdzić...

-Naturalnie, naturalnie...

Dyrektor rozporeczek w dół, a baba go cap za jaja...

Chwila ciszy długa jak wieczność.

Wreszcie baba...

-Dyrektorze... Muszę stwierdzić, że ma pan okrągłe jajka.

Ha! Ha! Ha! Ryczy szczęśliwy dyrektor, ale widzi, że adwokat baby bije głową o ścianę, aż krew tryska.

-Na litość boską! Co pan robi?!

-Bo widzi pan, dyrektorze... Założyłam się z nim o pięćdziesiąt tysięcy dolarów, że dziś o dziesiątej rano będę trzymała pana za jajka...

„Hanka” już ma pierwszego pracownika. Były glina z dochodzeniówki i polecenia ojca Hanki. Dobra emerytura pozwala mu na razie pracować za przysłowiowe „Bóg zapłać”.

Bysio dał mu ksywkę :Drugi”... Zjawił się w bardzo odpowiednim momencie. Cacuś wpadł w mocną grypę, a tu telefon do Hanki, że lasek w pobliżu domu jej koleżanki śmierdzi coraz bardziej...

-Nie oczyszczamy ze śmieci. Przecież wiesz, nie taka jest rola ochroniarzy.

-Leszku. Oczywiście, że wiem, ale koleżanka zaprosiła mnie na piżamową imprezę. Była gorąca noc, a właśnie wysiadła klimatyzacja. Przez otwarte okna leciał smród jak ze sraczyka, tak to kulturalnie nazwę.

-To po jaką cholerę rodzice koleżanki właśnie tam kupili działkę i postawili dom?

-Las w pobliżu, dobra cena i doskonały dojazd do Warszawy. Owszem, z lasu zalatywało, ale tylko latem i przy silnym wietrze. Liczyli, że tak zwane czynniki coś zrobią.

-Ale już nie liczą, prawda?

-Najprawdziwsza i śmierdząca. Poradzisz coś?

-Daj namiary...

Rzeczywiście, okolica cacy, nowe domki też, a ze był lekki mrozik, to nawet nie śmierdziało i Bysio pomyślał, że jak to kobiety, po prostu lubią sprzątać i zamiatać...

Jednak już kilkadziesiąt metrów dalej w las, a zobaczył wysypisko. Nic innego niż wygodne miejsce do wywożenia śmieci i odpadów każdego rodzaju. Kto? Nie trzeba dochodzeniowca, by stwierdzić, że... wszyscy, którym jest tak wygodniej, a przede wszystkim taniej.

-Szefie... Mam pomysł prosty, dziecinnie prosty. Nikt tu nie wyrzuca śmieci w dzień. Każdy by zakapował każdego... Tak to już jest. Przyjedziemy, zanocujemy w samochodzie. Może trzeba będzie zarwać noc lub dwie, ale będzie warto. Stoi?

-Jak sosna, czyli wacuś przed randką...

Pierwsza noc i nic.

Druga i to samo.

-Ktoś nas zakapował...

-Nie, szefie. Wybraliśmy zły czas w miesiącu. Ja piszę się na trzecią nockę, pan może wracać.

-No i co, powiedzieć panience, że zesrałem się? O nie! Czekamy.

Z pierwszym zmierzchem zobaczyli światła samochodów. Dwa małe „pikapy”. Poleciały worki, kubły, kolorowe farby, a do tego jak to w bogatym kraju... telewizory, a nawet dwie lodówki...

-Teraz, szefie?

Głośne wycie jednego z kierowców trochę tłumiły wrzucane do ciężarówek śmiecie przez drugiego z amatorów darmowego wysypiska. Teraz ten darł się, że go boli, a ten pierwszy oczyszczał resztki śmieciowiska.

-Nie bij tyle po łapach! Muszą wrócić do domu. Zrobimy im kolorek na dupach, tak, że pojadą na stojąco.

-Kończymy operację?

-tak jest, panie doktorze. Pacjenci pod pełną narkozą... Minęło kilka tygodni. Koleżanka Hanki powiedziała, że do tego lasku warto iść na spacer i wąchać czystą zieleń...

Kto wywoził śmiecie, pozostało nieistotną tajemnicą...

Dzwoni Rapacki, pierwszy klient „Hanki”. Kolesie pazerni na jego kasę zapowiedzieli się na najbliższą sobotę. Czy ma powiadomić gliny?

-Panie starszy. Coś pan wczorajszy, zza Buga? Wiadomo, że nie przyjadą w sobotę.

-To co mam robić. Kazali, bym trzymał milion dolców w zębach, albo nie będę miał zębów...

-To tylko taka gadka, a miliona w pysku nawet koń nie utrzyma. Rozmawiasz pan z fachowcami, a tamci to tylko napaleni gówniarze.

-Jacy gówniarze? Jeden jest w moim wieku, a morda jak z kreskówki do straszenia dzieci. To też zawodowcy. Tak myślę...

-Od myślenia ma pan naszą firmę. Pozamiatamy.

-Szefie... Pan Cacuś już na nogach, nie jest pan sam. Co ja myślę to zakotwiczę się na kilka dni tak, by mieć willę Rapackiego na oku. Podobno za pierwszym razem musiał dać sporą kasę. Rozsmakowali się. Góra dwa, trzy dni i przyjadą. Ta pana Toyotka, zwyczajnie biała, a takich w Warszawie tysiące. Pojadę za nimi i za parę dni pojedziemy tam razem. Nie tylko z wizytą, ale z pistoletem po prośbie. Dosłownie.

W międzyczasie Bysio przyjął drugiego pracownika i nazwał go „Trzeci”. Naturalnie, pierwszym był on, to chyba jasne?

Ten nowy był komandosem po służbie w Afganistanie. Bysio nigdy nie interesował się polityką. Od tego miał Cacusia, który potrafił zanudzić swoimi teoriami. Taka wojna w Afganistanie... Cacuś nazwał ją okupacją Afganistanu pod rozkazami Amerykanów. Co tam mieli robić Polacy, jak nie pomagać okupantowi? Chyba zapyta Trzeciego, co o tym myśli...

Komandos nie należał do rozmownych, ale Bysio zdołał wycisnąć z niego to, co sam myślał.

-Jak nas, polskich żołnierzy, widziano w Afganistanie? Szefie, a jak by pan widział na przykład Szwabów albo ruskich w Polsce? Nie podoba im się nasza religia, nasze zwyczaje? A chuj im do tego! Nie uważa pan?

Major tłumaczył man, że w Afganistanie bronimy Polski... Starałem się to zrozumieć, a wiedziałem, że Afganistan nie atakuje Polski... Major tłumaczył nam, że w Afganistanie wylęgają się terroryści i zabijają ludzi w Europie... My zabijaliśmy ludzi w Afganistanie... Ktoś większy niż pan i ja decydował, aby nasi chłopcy umierali, pomagając Amerykanom...

Powtórzył rozmowę Cacusiowi i co usłyszał?

-Bysio, nie chcę mącić ci w głowie, ale komuś bardzo nie podoba się, że Afgańczycy wierzą w co i kogo wierzą, i nie lubią, gdy ktoś tego nie lubi...

-Może prościej?

-Prościej się nie da. Dodam ci, że Afganistan jest jak magnes... Ponad sto lat Anglicy próbowali go mieć dla siebie. Ostatnio Ruskie, te jeszcze z kochanego Związku Zdradzieckiego przez dziesięć lat moczyli tam dupę, aż Mużahadin odstrzelili im tyle, że ledwo mogli wrócić do Sojuzu...

Teraz próbują Amerykanie, a my im pomagamy, niby w szkoleniu Afgańczyków? Rzecz w tym,że oni nie chcą byś szkoleni... Rozumiesz?

Zrozumiał, że były komandos ma problemy... Ćpał.

Bysio złapał go na wąchaniu czegoś, a komandos nie zdążył schować. Myślał, że Bysio to ot, kulturycha i tyle, a on zna sztuki walki... Taki z niego sztukmistrz, że po sekundzie błagał Bysia, by ten poluzował chwyt...

-Mamy problem... Czyli, jak często mawia Cacuś... Houston, mamy problem... Zobaczę to jeszcze raz, to jak pakunek, pod pachą zaniosę do tej kliniki, gdzie leczą takich wąchających...

-Szefie... Przysięgam... Nie, inaczej... Daję słowo żołnierza, że się nie powtórzy.

-Gówno mnie obchodzi twoje słowo żołnierza. W wojsku nie byłem, ale moja firma to coś jak wojsko. Zesrasz się, a klient nie tylko nas odpuści, to jeszcze zakapuje do prokuratora. Gdzie masz resztę tego gówna!

-To jest warte...

-Koleś... Nie ten adres! Znam ulice lepiej niż ty własną dupę i powiem ci, że warte jest zdechnięcia pod mostem albo na dnie Wisły. Widziałem takich. Chcesz być następny? Bardzo proszę. Twoje życie, ale moja reputacja. O kurwa! Ale się zmęczyłem... nie potrafię tyle mówić...

Tymczasem Drugi zaczekał, aż pazerni na kasę Rapackiego wyjdą z jego willi. Pojechał za nimi. Cacy domek w bocznej uliczce Nowego Światu. Była niedziela rano. Z otwartego okna na Nowym Świecie słodził stary szlagier...

… ”Jest niedziela

pełen ludzi Nowy Świat

… Z autobusu

numer sto dwadzieścia pięćdziesiąt

ktoś uśmiechnął się dziś do mnie

świeci słońce

piękny dzień...”

Kilka godzin później Bysio uderzeniem kantem dłoni w kark zwalił dryblasa. Upadł i znieruchomiał. Glina wszedł pierwszy... Krzyczał... -Policja! Na ziemię! Łapy na głowę! Błyskał policyjną „blachą”, a dziewiątka w ręku Bysia też ładnie błyszczała. Lubił ten kaliber. Jeżeli już trafić, to tak, aby trafiony – jak to mawiał cieć – Nie do pogotowia, ale do Bozi trafił...

W pomieszczeniu słodko pachnącym błękitnym dymkiem chyba już robiły w majtki siuśki nastoletnie. Kilku tatuśków i trzech goryli budowy Bysia.

-Co my tu mamy... Różowe baleciki... Ty, ile masz lat?! Jeszcze cycki ci dobrze nie urosły! No?! Dwanaście?

-Trzynaście, proszę pana...

Bysio oklejał maskującą, srebrną taśmą ostatniego goryla. Ale cyrk! Tylko kręcić pornosa z horrorem. Do tego kasa. Bardzo dużo kasy, bo goryle i tatuśkowie zabawiali się pokerkiem.

-Zwijamy towarzystwo?

-Nie, poruczniku. Chłopcy przyjdą do nich później. Zabieramy dowody osobiste i kasę.

-A panienki?

-Tym zajmie się obyczajówka. No! Ubierzcie się i do domu! Do domu, do mamusi!

Po przeliczeniu kasy, a było tego pół miliona zielonych i sporo kolorowej waluty plus złotówki z królem Władysławem, pozostało pytanie: oddać Rapackiemu, czy zatrzymać na chwałę „Hanki”.

-Ja tam nie wiem, ale jakaś pensja by się przydała po czterech miesiącach roboty na chwałę firmy.

-A ja wiem, że Hanka lubi czerwony kolor...

-Coś pan ,szefie... Tu wszystko jest zielone. No, może to europejskie gówno ma ciut czerwonego.

-Pierścionek, rozumi? Pierścionek. Jej tata ma znajomego jubilera.

-Po cholerę znajomość. Kasa też się zna...

-Tak, ale kiedy powiedział, gdy napomnąłem o pierścionku, abym nie kupował bez znajomości, bo Ruskie lat temu wiele naprodukowali tony sztucznych, jak im tam, rubinów?

-Ooo... To bardzo drogie zabawki, gdy prawdziwe. Kiedyś zajęliśmy nielegalkę takiego gościa z tych mocno opalonych, naturalnym kolorkiem... Miał trochę kamyczków. Nasz ekspert powiedział, że taki czerwony nie większy od mego paznokcia, to tyle, co najdroższy Merc albo beemka serii 700...

-Czyli Rapacki tylko się ucieszy, że ma takich ochroniarzy. To chyba też coś warte?...

Ale co zrobimy z dowodzikami. Tatuśkowie pewno zgłoszą do glin, że zgubili?

-Zrobimy jak Pan Bóg przykazał...że zgłoszą do glin? Dokładnie tam je znajdą. Włożę do koperty, takiej z życzeniami i wyślę na komendę z adresem tego saloniku i jako nadawca, czyli ten najstarszy.

-Myślałeś, że taka będzie robota?

-Ponad dwadzieścia lat pracy w policji zlikwidowało myślenie...

-Nawet w dochodzeniówce?

-Zwłaszcza tam. Widzisz tego? On musi myśleć, gdy przez osiem godzin trafiają mu się tacy jak ci, z tej meliny. Dzielnicowy... to jest prawdziwa praca w policji...

Dzwoni ojciec Hanki...

-Mam dla was następnego klienta. Ładowany jak stąd dalej niż nawet na Karaiby...

-Prawie teściu... Mam nadzieję, że to tylko takie powiedzonko.

-Niezupełnie. Facet ma wyjątkowe powiązania i kasę jak kilku Rapackich.

-Nawet przez telefon czuję smród prochów. Nie, dziękuję, nie biorę... Chce pan mieć żywego dla Hanki?

-Nie pomyślałem, przyznaję. Uważasz, Leszku, tak jak mówisz?

-nie uważam, to nie mówię. Uczę się sporo od tego gliny z polecenia pana. Już dziś zamawiam wizytę u tego jubilera.

A Rapacki „zmienił się” w Cacusia...

-No i! No i!

-Ależ to się rozmnożyło...

-Nie mów pan?! Aż tylu ich jest?!

-Ich już prawie nie ma, ale mój przyjaciel właśnie tak zaczyna zdanie. Zresztą, poznał go pan, mego partnera.

A co do nich? Myślę, że najpierw zmienią majtki, potem zajęcie. Nie wiedziałem, że detektyw tak potrafi bić. Nie, żeby silnie, ale wie, gdzie. Co glina, to glina...

-No i gdzie... Przepraszam... to znaczy gdzie ich bił?

-Gdy zdjęli Adidasy, to dał im kolorek na podeszwach, nie butów, stóp.

-Kolorek? Tak się mówi?

-Gdy coś jest czerwone i czarne, tak. Uważam, że kolesie przez długi czas będą chodzili na czterech, jak pies... Czy wiedzą, od kogo taki prezent? Nawet, gdyby nie wiedzieli, to teraz wiedzą, że źle się bawili. Uważam, że to już zamknięty rozdział.

Mamy ponad ćwierć miliona szmalu, a ja nie mam pojęcia, co z tym zrobić. Do banku nie można, bo skarbówka nas zajebie. Trzymać w kasie pancernej?

-Szkoda. Pieniądz musi albo robić pieniądz, albo służyć dobrej sprawie. Kiedyś, Cacuś i ja mieliśmy też dużo szmalu i też nie do banku. Cacuś, tak, to chyba był jego pomysł, by dać do sióstr Urszulanek. Nie ma lepszych pielęgniarek niż te siostry. Pracują za darmo, ani im w głowie strajkować, a większość, to dyplomowane, po studiach. Teraz też tak zrobimy. Poruczniku...

-Wolę po imieniu...

-Tadeusz, ty będziesz Święty Mikołaj... Zaniesiesz połowę tego. Reszta? Można na tą dziewczynkę, co walczy z rakiem skóry, ale skarbówka wywącha, Rapacki się dowie. Pomysł z szafą pancerną nie jest zły. Odleży się i będziemy cyckali po trochę.























 
"Patrol Sprawiedliwości" cz.4
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
17.03.2019.

ZAKŁAD OCZYSZCZANIA MIASTA...


-Bysio, robisz dość kasy?

-Chcesz, to pożyczę...

-Chce pożyczyć trochę siły, no, może więcej niż trochę...

-Odbiło ci? Myślisz o siłowni?!

-Nie, Bysio, nie. Zakładamy Zakład Oczyszczania Miasta...

-Cacuś! Nie wierzę! Zacząłeś ćpać?!

-Dobre uczynki są jak narkotyk...

-Mów normalnie

-Będziemy oczyszczać miasto ze skurwieli, co biją żony i dzieci, z takich, co trzymają psa na łańcuchu nie dłuższym od kutasa, a do tego z takich, co wywożą psa do lasu i przywiązują do drzewa!

-Do tego nie trzeba siły. Od tego są gliny i te dobre panie, co płaczą nad psami...

-Nie, Bysio, nie. To tak nie pracuje. Koleżanka z pracy mieszka w całkiem całkiem kamienicy, a sąsiedzi, że żaden mniej niż beemka nie dojeżdża.

-Więc gdzie tu moja siła? Nie chwytam...

-Chwycisz... Sąsiad Kryśki kawał byka, ma żonę i dzieciaki. Lubi bić... Chwytasz?

-A gliny?

-Żona złożyła skargę. Gliny założyli mu obrączki, prokuratura sprawę, ale żona w ostatniej chwili odwołała. Nawet dedukcja nie pomogła. On, ten skurwiel utrzymuje dom, a w tym chorą na coś z mózgiem córeczkę...

-Ją też bije?!

-Będzie, gdy dziecko podrośnie. Żona ma myśl, że skurwiela zamkną i będzie sama bez grosza, odwołała...

-A on?

-Bije jak bił. To jest plan. Nasz pierwszy... Wiemy, gdzie pracuje, czym jeździ i o której wsiada do swego Merca Sportowego, zauważ, na jedne drzwi, przecież nie będzie woził tych, co bije.

-No, niby zgadza się.

-Jak w jego Roleksie, a ma z białego złota i dookoła kamyczki...

-Za pobicie dadzą mi zawiasy, ale za napad rabunkowy będziesz musiał szukać innego kolesia do tej firmy od oczyszczania.

-W tym rzecz. Nawet nie dotkniesz zegarka, ale skurwiel nie będzie mógł nawet sobie dupy podetrzeć, rozumi?

-Mam zmiękczyć mu rączki?

-W rzeczy samej, Bysio, w rzeczy samej. Kiedy? Jutro masz wolny dzień?

-Mam. Zresztą robota stanęła...

-Jutro, Bysio, jutro...

Bysio, zgarbiony, ciągnął jedną nogę, wydawał się dużo niższy, ot jakiś niedopity, jeszcze z od rana...

Elegancik trochę obrośnięty wieprzową do stu kilo przy metr dziewięćdziesiąt, lekko odepchnął Bysia.

-Masz tu dychę i wypierdalaj, no, dołożyć ci z nogi, bo ręki nie pobrudzę...

Mówi się, że sekunda to szybko i dobrze się mówi...

W sekundzie obaj byli w Mercedesie. Uderzony pod prawy łokieć, elegancik zawył i zamilkł. Bysio systematycznie łamał mu palce rąk. To obudziło miłośnika bicia żony i dzieci.

-Za godzinę, dwie, a tobie połamią. Narwałeś się koleś na zły adres.

-A ten? Zgadza się? No widzisz. Ty lubisz bić i ja lubię bić. Z tą różnicą, że ja biję tych, co lubią bić kobiety i dzieci. Aha? Tak, tak, my nie idziemy do glin. Zamiatamy, ale... Słuchasz dobrze? No!

-O kurwa! Jak to boli! Ty zboczeńcu!

-Zgadza się i o to chodzi, abyś zrozumiał, co to jest ból. To nie koniec.

-Nie?! Ja nawet łyżki nie będę mógł do ręki wziąć!...

-Nie koniec. Bo jeszcze raz dotkniesz żonę i dzieci, to nakarmię rybki w Wiśle...

-Coś pan? Teraz o rybach?!

-Zgadza się. Tobą nakarmię. Masz to jak w tym banku, gdzie dyrektorujesz.

-Panie... Panie, jak panu tam?...

-Zboczeniec, ale o co chodzi?

-Jak ja odjadę?! Ja nie mam rąk? Żeby tak za pierwszym razem?!

-Błąd, skurwielu, błąd. Ja za pierwszym razem takim jak ty wciskam jaja do gardła. Tobie się udało, bo podobno lubisz dziewczynki tylko bić. Jak odjedziesz? Spieszysz się? Widzisz tych kolesi. Tylko czekają, aż ja wyjdę. Oni cię odwiozą...

-No i, no i...

-Cacuś, co ty znowu z tym no i... Pozamiatałem, jak prosiłeś. Detale? Zrobiłem detalicznie każdy paluszek osobno. Facet ani łyżki, ani wacka w ręku nie utrzyma. Będzie szczał pod siebie...

No, Cacuś, wyduś z siebie... Znowu mam kogoś bić?

-To nie takie proste...

-Zaraz, zaraz... Chyba nie tego kmiota, co ciągnął psa za sobą... Uwiązanego do zderzaka...

-Dokładnie to.

-Proste jest, ale możemy zakończyć naszą firmę w pierdlu. Facet mieszka na osiedlu. Każdy każdego zna. Będziemy całkiem obcy i całkiem tępi...

-Powiedziałem, że to nie takie proste.

-Nie musimy już jutro. Daj poszukać dziury, musi jakaś być...

Cacuś, czyli normalnie Piotruś, też nie śpieszył się. Od jakiego czasu męczył go telefonami kolega jeszcze z ogólniaka. Był najlepszy w szkole z polskiego, a polonistka jeszcze przez wiele lat czytała jego wypracowania jako wzór. Ale Czaruś, czyli normalnie Cezary miał problem. Był, jak to się mawia, ładnym chłopcem. Docenił to pewien wychowawca na kolonii, gdy Czaruś był jeszcze sralniakiem w podstawówce.

Wychowawce, w nocy spłoszył kolega śpiący na łóżku obok, ale miłośnik małych kutasików zdążył być w majtkach Czarusia, ale tylko tyle. Gdzie tu telefony kolegi? No właśnie...

Czaruś postanowił być pisarzem. Błąd, jak to mawiają sportowcy, gdy piłkarz się zesmrodzi – czyli... wielbłąd. Więcej niż błąd.

Czaruś nie krył niechęci do homoseksualistów. Nie on jeden i nie w tym rzecz. Spora część społeczeństwa, cicho, bo przyduszona polityczną poprawnością też nie miała sympatii do ślubu Jasia z ze Zdzisiem. Ale, spora część społeczeństwa nie chciała pisać książek...

-Co tym razem...

-Szukam pracy.

-A co z pisaniem? Lubiłem czytać twoje o tym, o tamtym...

-O tym mogę, ale o tamtym nie...

-A jaśniej?

-Powiedziałem takiemu, kogo nazywają pisarzem i pokazują w telewizji, a gówniarz może lat ze dwadzieścia, łysiutki i pulchniutki, że jest ciotą...

-A jest?

-Myślę, że tylko obciąga ważniejszym od niego i dlatego wydają jego książki.

-Nie możemy zmienić tematu? Rzygać mi się chce od tego rodzaju polityki.

-Zmienimy, ale jestem bez grosza.

-Umiesz coś poza pisaniem?

-Przecież wiesz, że nic...

-Czekaj, czekaj... Pewien koleś ma u mnie dług. Pamiętasz Mietka?

-Tego wyszczekanego?

-Tak, tego. Dziś jest takim super hiper adwokatem. Koleś, o którym mówię, przeleciał panienkę co udawała dorosłą, a miała tylko 14 lat. Widziałem ją. Laska na wybieg dla bardzo pełnoletnich. Dlatego koleś się naciął. Mietek zadziałał i koleś wyszedł bez szwanku, nawet bez zawiasów. Teraz jest kimś w telewizji sportowej. Umiesz mówić i pisać? Możesz być dziennikarzem...

-Okej, Cacuś, okej, ale ja chciałbym mieć jakiś zawód, żeby zarobić na chleb. Dziennikarz to nie jest zawód, tylko zajęcie. Tak jak taksówkarz... Wystarczy mieć samochód i prawo jazdy.

Zawód to stolarz, krawiec, lekarz, inżynier. Każdy, kto potrafi coś robić, a nie tylko pisać i mówić...

-Przecież wiesz, że na to jest za późno.

-Wiem, ale mogę zacząć od kreślarza... Macie takich.

-Mamy, Czaruś, ale to są fachowcy, zawodowcy. Nie... Daj mi się przespać. Już coś chyba mam. Odezwij się za parę dni.

Znajomy, którego Mietek wyciągnął ze smrodu, działał w telewizji. Kiedyś powiedział, że gra w szachy... Zaskoczył Cacusia, bo gra w szachy wymagała myślenia, a znajomy nie raz mówił, że od myślenia boli i rośnie głowa, źle, główka nie rośnie...

-No cześć, Piotruś. Bzykasz coś wartego?

-Wiesz, kto bzyka?

-Co ty, Piotruś, spokojnie... Spokojnie, poprawiłem sobie wzrok, to od tamtej pory małolaty... Ale na poważnie...

-Na poważnie, to mam kumpla, co szuka pracy.

-Umie coś?

-Nie.

-Nie mam sprawy, dam go do redakcji sportowej.

-Możesz tak?

-Mówiłem ci, że gram w szachy? Przestawiam, Piotruś, przestawiam pionki.

Głębia, o której Czaruś tyle razy zanudzał Cacusia. Głębia, której pisarz szuka, by dla krytyków literackich uzasadniać sens swego pisania... Ta głębia była płyciej, niż pisarze myśleli, próbując zaskoczyć czymś nowym, tak jakby w słowie pisanym, w jego literach, było jeszcze coś, czego nie widział świat...

Taki dyrektor banku... Tak nie pasował do typowego ojca i męża zwyrodnialca, katującego rodzinę. Nie pił, nie miał kochanek, nie wracał do domu schlany i zarzygany. Pisarze, nie mówiąc o socjologach, którzy pisali doktoraty z kolejności dni tygodnia, a w telewizji jako profesorowie odkrywali o społeczeństwie to, co wie każdy, kto widzi i słyszy... Każda sąsiadka wie o każdej sąsiadce jej „socjologicznych” problemach i potrzebach więcej od profesora socjologi, ale ona nie ukończyła studiów, na które idą najcwańsi i najgłupsi. Ci pierwsi, bo mogą takie studia zaliczyć z przysłowiowym palcem w dupie, a ci drudzy, bo innym studiom nie dadzą rady...

Tymczasem Polska wspięła się na sam szczyt krajów świata z największą ilością tak zwanych wyższych uczelni. Każda krawcowa potrafi uszyć rektorską togę, więc powstały Wyższe Szkoły Nauczania Wyższego... Wyższe Szkoły Socjologii Społecznej (a jest inna?). Spragnieni dyplomów akademickich, tysiącami szli na taki lep, frajerzy, nie wiedząc, że poza papierkiem nie kryje się nic, jedynie setki kilometrów korytarza w pośrednikach pracy...















 
"Patrol Sprawiedliwości" cz.3
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
17.03.2019.

GRA...


-Panie dyrektorze...

-Tak, Patrycjo?

-Jakiś Amerykanin do pana.

-Amerykanin? Nie zamawiałem na dziś... A ma nazwisko?

-Samuel Perkins z firmy Johnson and Johnson, w Los Angeles.

-Ależ tak, poprosić...

-Mister Perkins, sorry my English, but i understand. Sorry, Patricio, zawołaj Jareckiego, sam nie dam rady!

-Przecież Jarecki od wczoraj na urlopie.

-Oh, yes, yes, sorry mister Samuel...

-Perkins, Samuel Perkins. Okej, dupku, dość udawania, i tak nic nie zrozumiesz poza Oh, yes i sorry.

-Dyrektor otworzył pulchne usteczka, szeroko otworzył i usłyszał, że Perkins mówi po polsku. Ma zamknąć ryjek, a otworzyć uszy. Okrąglutki, różowiutki dyrektor z kiełbasami paluszków pięknie lśniącymi perłówką manikiuru jeszcze szerzej otworzył rzeczywiście buźkę prosiaczka.

Ale się kurwa utuczył na takich, jak rodzina kolegi.

-No, tylko krzyknij, to wyduszę ci ten tłuszczyk, aż do jajeczek. Powiedz tej tapirowanej na czarno, że nie przyjmujesz telefonów i niech tu nie pokazuje dupy, rozumiesz? Kurwa, choć, kiwnij głową, że tak... Chyba mi nie zrobisz numeru z 112? Grubasy lubią tam dzwonić... Zadzwonisz do domu...

Słowo dom przywróciło przytomność i dyrektor niespodziewanie spokojnie wskazał na ściany i sufit.

-Już jest pan sławny, panie jak mu tam? Filmują pana...

-Ale nie słyszą, bo przecież nie chce pan, aby ktoś słyszał, o czym tu i co się przewala. Że filmują? Pewno myślą, że ma pan tu Hiszpana, tam teraz większy burdel niż tu, bo i 20% bezrobocia i śluby pedałów.

-Jak na Perkinsa, to chyba pan miał tatusia, co kiedyś był w Łodzi na kursie przygotowawczym.

-Co?

-Pan jest za młody. Kiedyś tam mieszkali studenci egzotyki... Ale czym mogę służyć, bo chyba czymś, prawda?

-Z przestraszonego prosiaczka szybko zrobiłeś się przytomniak. To nie jest aktówka, tylko składanka, może pomieścić pół miliona dolców, mogą być funty, ale nie to gówno euro. Ale teraz telefonik do pani dyrektorowej... Żoneczka powie ci, jakiego mają gościa i co zrobi, gdy będziesz udawał mądrzejszego niż jesteś. No, dzwoń, a potem, jak starzy kumple, pójdziemy do sejfu. Sypniesz koleś ziarnem, a wszystko i tak z takich jak ja, frajerów, zgadza się? No kurwa, dzwoń!

-Boże!... A jak on wygląda? Mówi, że ma HIV, ale i tak spier... przepraszam, tak powiedział. Że jej potem palce połamie... Zabrał wam komórki? Wszedł przez łazienkę? Przecież mówiłem, że gdy za ciepło, to włącz klimę...

-Dość. Wiesz już co trzeba. Panienki będą grzeczne, a ty posłuszny, to kolega nie połamie paluszków pianistce, tylko założy jej parówę, a ma co, mówię ci, ma. Może zostawi trochę HIV-a dla pani dyrektorowej...

-Panie, jak panu tam, już idziemy, proszę, już idziemy. Ale pan żartuje z tym HIV-em, prawda, niech pan powie, że żartuje... Dlaczego karać dziecko...

-Jakie dziecko. Ma nogę grubszą od wacka? Pytam po polsku, ma?

-No, nie rozumiem, nogę grubszą od penisa? No, ma, dlaczego...

-Jak ma grubszą, to się nadaje i nie jest żadne dziecko.

Ale czas to pieniądz, zwłaszcza tutaj...

-Patrycjo, pan Perkins chce się upewnić, czy to jest bezpieczny bank, wrócimy wkrótce, nie będę odbierał komórki, proszę nikogo nie zapisywać przed dwunastą.

-It was great pleasure to meet you, beautiful Patricia. Well, like we say... Pat, that is, right?

-Oh, yes, yes, mister Perkins... A panowie, wrócicie na kawę? Już parzę, kolumbijską, ze śmietanką, prawda, panie dyrektorze?

-Yes, yes, ze śmietanką...

-Czy dlatego, że ona nie nosi majtek, to masz większe obroty?

-Nie nosi majtek? Przysięgam, nie wiedziałem... Sorry, tu nie ma pół miliona. Jesteś pan o dwa dni za późno...

-Ile tego? Mówiłem, że nie chce euro ani franków.

-Ale bez euro nie będzie pół miliona dolców i funtów, najwyżej z dwieście tysięcy

-Dodaj tą picną walutę i nie ma nas. Jeżeli zadzwonisz do glin, to raz, że mnie gówno znajdą, dwa, że mój koleś rozpierdoli ci rodzinkę, a trzy, że wrócimy, dokończymy i będzie pozamiatane, rozumiesz? A straty? Tle tu było twojego?

-Połowa...

-Ty skurwielu! Masz szczęście, że naprawdę nie lubię bić. Ćwierć miliona na frajerach, co uwierzyli w twój bank!

-Jaki mój! Proszę pana, ja nawet nie znam właścicieli. To jest większa operacja niż pan myśli. Ja tylko...

-Roluję naiwnych na pożyczkach!

-Bank żyje z pożyczania, pan to przecież wie.

-Teraz uśmiechamy się, nie musisz mi podawać tego pulchniaka. Wpadnij czasem na siłownię, bo jak nic, żonka spierdoli się z listonoszem. Miłego dnia...

Kwiecień plecień na szczęście, bo dopiero na ulicy Cacuś poczuł, że żar rozwala mu skronie. Chłodny wiatr zdawał się śpiewać... To dla ciebie...spokojnie, już po wszystkim...Dumny jestem z ciebie...

Kurwa... gadam ze sobą. Udało się! Przechodząca blondyneczka, czyli rodzynek w czerni babskiego farbowania się zrobiła maślane oczy.

Taki szczuplutki, wysoki elegancik, gdzieś z południa, ale chyba pedał, bo nawet nie zauważył moje metry osiemdziesiąt „modelki z Pragi Południe”...

Pierwsza rzecz, to wyjmę te wkładki, zanim skręcę kostki. Byłem sam Perkins, metr osiemdziesiąt sześć i niech takiego szukają nawet, gdy nazywa się wysoki Kowalski...

Chciał złapać taksówkę, ale to byłby błąd. Pewno sprawdzą wszystkie w tej okolicy. Wszedł w bramę. No, wreszcie jestem na ziemi... odór moczu i piwa, leżący ktoś w kącie... Szybko starł makijaż, zerwał „garbek” z nosa, włożył kaszkietówkę i spokojnie wsiadł do autobusu.

-Przyjacielu, jak tu miło u ciebie... Kurwa... jak dobrze być już w domu. Nic nie pytaj... Jestem mięciutki... Adrenalinka spadła mi aż do butów i wyleciała już w autobusie. Ledwo wszedłem na twoje pięterko. Jasne, że mam kasę i tylko dewizy, ale nie same dolce, jak planowaliśmy, ale najpierw zrób kawę, ze śmietanką, jak dla pana dyrektora...

-To kto zaczyna pierwszy...

-Wiesz, to zabrzmiało, jakbyśmy opowiadali wspomnienia ze szkolnych wakacji, ale mogę ja, z rozpędu...

-Nie bałeś się, że sekretarka zawoła kogoś z angielskim? A w ogóle co jest kurwa z tymi imionami... Patrycja, Daria... Gdzie się podziały normalne Kaśki i Baśki.

-Nie bałem się, bo bez polecenia dyrektora sekretarka nawet w majtki nie zrobi, a ten Jarecki, co na urlopie, to przydupas do szemranych interesów. Dyrektorek myślał, że zrobi następny. Gdy wychodziliśmy, to powiedział, że zaraz wraca, bo mister Perkins jest tylko przelotem w Warszawie, ale zadzwoni ze Stanów za kilka dni.

-Nie srał w gacie, gadał normalnie?

-Pewno srał, ale pewno też myślał o twojej akcji, więc się starał. Teraz ty...

-Nie bardzo jest o czym , nic nie zrobiłem. Tak jak mówiłem, wszedłem przez okno, ale wyczuł mnie piesek, malutki jamniczek...

-Kurwa, to moja wina, przegapiłem...

-Chyba nie, bo on może nie wychodzi z domu. Obwąchał, pomerdał ogonem i zaprowadził do panienek. Mamuśka całkiem całkiem, ale córeczka to sucha, wredna jaszczureczka, bezczelna gówniara.

-Tak z mety?

-Tak, z mety, bo zaczęła się drzeć, że żywy stąd nie wyjdę, bo zaraz przyjdzie jej kolega dżudok z Legii.

-A mamuśka przytomnie kazała jaj zamknąć dziób i właśnie zadzwonił telefon, dyrektor. Dopiero wtedy mamuśka zbladła i zaczęła prosić, aby nic córeczce nie robić i w ogóle.

-Co w ogóle...

-Że to jest późne dziecko, chorobliwe i nerwowe. Ja jestem też późnym dzieckiem, więc ciut zmiękłem i gdyby nie to, że gówniara bezczelnie pyskowała o jakimś dżudoku, to bym posiedział z nimi i poszedł, ale nie wyrobiłem...

-No i co...

-Chwyciłem gówniarę za wszarz, zerwałem spódnicę i na stół. Nogi na ramiona udając, że ją bzyknę. Zaraz się zamknęła, a mamuśka w płacz. Ach, ty kurewko, pomyślałem... Może lubisz tak na stole, więc powiedziałem, że mam HIV i się podzielę, z mamuśką też. Ale się zrobił krzyk, a gówniara zesmrodziła się na głos. Miałem dość. Tylko piesio był okej poza tym, że złapał mnie za nogę myśląc, że to suczka i robił te ruchy, psie, no wiesz.

-No i co?!

-Cacuś, co ty z tym no i co. I gówno. Wyszedłem jak wszedłem i tyle. Tak, cały czas miałem rękawiczki, normalne a nie gumiaki, to chyba było okej?

-Jasne, bo bez śladów. Mama śpi?

-Pieprzówka jest dobra na wszystko... Wykładaj kasę. O kurwa! Jaka piękna zieleń! Kocham amerykańskich prezydentów. Czy nie za dużo tego kolorowego gówna?

-Mówiłem ci, trzeba było dodać do pół miliona, ale to gówno idzie nie gorzej niż dolce. Dopiero teraz pomyślałem, że nie mamy planu.

-Jakiego planu, Cacuś, już jest po zawodach.

-Planu co z tym zrobić, bo z wydawaniem poczekamy z parę lat.

-Tak długo?

-Tak długo. Myślisz, że nie podpadnie, gdy tacy milionerzy jak ty i ja raptem kupujemy coś nie z naszej półki? Ja, owszem, dobrze zarabiam, ale jestem przeciętniak, zwłaszcza w Warszawie, a ty, chłopak z budowy... Zastanów się.

-Otwieram firmę ochroniarską.

-Pięknie i nawet ładnie, ale na kasę też poczekasz z rok i dłużej. Już wiem... Zostało mi kilka baniek oszczędności, dam to kumplowi od tej siostry. Może to wstrzyma eksmisję, tylko co dalej...

-Proste, połamać nogi komornikowi, to nie będzie chodził z wyrokami.

-Pójdzie następny. Nie mieliśmy kasy i nie mieliśmy problemu, mamy kasę i mamy problem.

-Wymyślisz coś, ty zawsze coś wymyślisz... Lepiej powiedz, jak ci się udało nie pójść do roboty, bo to też może podpaść, gdy zaczną szukać, a gliny potrafią myśleć... Kumpel, pamiętasz Zdźiśka? No właśnie, jest gliną w dochodzeniówce.

-Zapomniałem, a to też była część planu. Celowo zostawałem po godzinach, pracowałem, aż przyszedł dzień... Nie przerywaj. Naćpałem się valium. To takie coś, co robi cię obecnym, ale nie całkiem przytomnym, zwalnia puls i jesteś mięciutki, grzeczniutki. Tego właśnie dnia dałem sobie w kość na rannym bieganiu i gdy wróciłem do domu, byłem dobry tylko do fotela i w kimono.

-Cacuś, ty jesteś geniusz, ale czy ty kurwa nauczysz się opowiadać bez wstępu?

-Kiedyś może tak... Więc strzeliłem to valium i do pracy. Koleś na bramce... - Panie, coś pan taki bladziutki, grypka?... Przyszedłem przed innymi, usiadłem i naprawdę zrobiło mi się słabo. Zmusiłem się do pracy...

-Cacuś!

-Spokojnie... Zawołali szefa, a on.. -Panie Piotrusiu, na litość boską. Przecież mówiłem, prosiłem, aby pan tak nie ciągnął, a pan ciągnie za wszystkich.

-To ja mu, że projekt trzeba dokończyć... A on, że prędzej to projekt mnie dokończy. Przyznam, że zaskoczył mnie, ale to nie koniec. Po godzinie sekretarka przynosi dwa bilety lotnicze na tydzień do Egiptu. Jasne, że zgłupiałem, a ona, że to rozkaz dyrektora, ale ona zwyczajnie prosi, abym odpoczął i gdyby co, to zawsze mogę do niej zadzwonić...

-Z Egiptu? Ładna chociaż?

-Nie z Egiptu, ale, no wiesz, przytulić do cycka. Czy ładna?

Księgowy przypruwa ją od roku, nie lubię wylizywać talerza... Jeszcze raz dyrektor i tym razem z moją kurtką w ręku... Nic, tylko, że do domu odpoczywać. Więc odpocząłem i dziś, jak ty, mówisz mamy pozamiatane. Nic nie podpadnie, zadzwoniłem, że jest mi lepiej, ale ze dwa dni popracuję w domu. To szef w krzyk i że Egipt mi dobrze zrobi. Chcesz lecieć? A właśnie, jakim fuksem ty nie byłeś w robocie?

-Cała brygada ma przerwę, bo puścił sprzęt i czekamy, aż podreperują. Złożyło się super. Mam wolne do jutra. Wyskoczymy gdzieś?

-Bysio. Na jakiś czas skończyło się z naszą znajomością. Słyszałeś o dmuchaniu na zimno? Skojarzą sobie mnie z takim jak ty, a gliny lubią kojarzyć. Ty będziesz zajęty zakładaniem firmy, ja łapaniem zdrowia i wszystko poleci normalką. Pytanie tylko, jak dyrektor załata dziurę i kiedy tj jaszczurowata córeczka zacznie opowiadać.

-Ale powiedziałeś im, że jak się pochwalą wizytą, to druga nie będzie tylko w gadce?

-Nie tylko... Powiedziałem, że najpierw spierdolę mamuśkę. Myślisz, że zareagowała inaczej niż, że ach i och, taka niby przerażona?

-Ale przecież masz HIV-a...

-Cacuś! Wypluj to słowo. Myślę, że ona nie uwierzyła, bo nawet powiedziała, że taki silny przystojniak i takie rzeczy, że jak mi nie wstyd.

-Ważne, że dyrektor uwierzył. HIV, nie HIV, a połamanie paluszków, koncertowych paluszków, przeraziło go bardziej niż każdy syf.

-Nie wiem jak ty, alej ja zjadłbym coś więcej niż mamusi dorsza. Skoczmy na zawijane zraziki z kluseczkami. Na razie, Cacuś. Gratulacje!



























 
"Patrol Sprawiedliwości" cz.2
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
15.03.2019.

 

-Ale ja się nie znam...

-On nie potrzebuje do znania się, ale majstra z mocną ręką, bo zatrudnia Ukraińców, kumasz?

-Czyli znowu będę musiał rozbijać mordy?

-Może czasem tak, a potrafisz.

-Nie, Cacuś, dzięki, ale nie, coś trafię, a kiedy kasa?

-Teraz, idziemy do banku...

-Jak to się mówi... Masz jak w banku.

-Jak w banku, Bysio, pozdrów Zosię i pana Miecia...

Może matka ma rację, że wierzy w cuda. Starzy ludzie i ich dziwactwa, ale może coś w tym jest. Wychodząc ze sklepu, zamyślony potrącił faceta, grubasa na metr dziewięćdziesiąt i, jak to się mówi, z metra ciętego...

-Coś pan, za szeroki? Mogę zwęzić... O kurwa! Duduś! To ty?

-Bysio? Ile to już lat? Ciągle zwężasz ludzi?

-Kto ci...

-Co znaczy kto ci... Nie znasz kolegów, to zapytaj ludzi...

-Odpuściłem, naprawdę, i teraz szukam roboty.

-Ty?

-Każdy chyba...

-Bysio, jeżeli nie trujesz, to ja też szukam kogoś takiego jak ty. Budujemy stadion narodowy i potrzebujemy normalnych ludzi, a nie bandy takich ze wschodu i jeszcze dalej. Mam pod sobą trzy brygady, w jednej jest połowa Ukraińców, nie powiem, pracują dobrze, chociaż wstyd, że im gówno płacimy, ale to i tak dla nich jest sporo, tylko, że gdy wypiją, to bez kija nie podchodź. Przyda się mocna ręka.

-Przecie nie będę ich bił, a zresztą, wiesz, jak to jest, że silnego nie bije się gołą ręką, a ich jest ilu?...

-Kto mówi o biciu? Człowieku, wystarczy, że taki niby głupi, a tak dla jaj, sam podniesiesz belkę, którą oni we trzech... Zesrają się i będziesz miał ich jak bocian żabę na widelcu. No, co ty na to?

-A od kiedy?

-Bysio... Od teraz. Jutro zjawiasz się o siódmej rano. Dasz radę?

-Tak naprawdę, to nie przewróciłem flaszki od paru dni, więc nie ma sprawy. Dzięki, Duduś...

-Co ty, od czego są koledzy.

Chyba jednak za szybko obiecał... Dzień w dzień wstawać tak wcześnie? To niby jeszcze nic, nie robić, tylko udawać fachowca? Nudził się i wcale nie dla jaj, bo z nudów pomagał tam, gdzie robotnicy walczyli z ciężarem. Szybko rozeszło się, że „majster” jest lepszy niż ci picni „Siłacze”, a gdy sam podniósł tył dostawczego wana, co zakopał się w błocie, to Ukraińcy nazywali go „Ataman”...

Powiedział o tym matce, spodziewając się pouczeń i wspominek o ojcu, ale usłyszał, że są ludzie i są ludzie. Ukraińcy przynajmniej ciężko pracują, a Polacy jak nic nie wiedzą, to i tak wiedzą lepiej...

Było to ni w dupę ni go w oko, ale wiadomo, starzy ludzie... Nawet nie wiedział, kiedy nawijał tygodnie. Robota szła, a właściwie to zapierdalała 24 godziny na dobę w piątek i świątek. Łapał nadgodziny i pierwszy raz w życiu zarabiał, dobrze zarabiał.

Jak zwykle, bez zapowiedzi, zjawił się Cacuś.

-Podobno jesteś przodownikiem pracy na budowie... właśnie puszczali w telewizji film o takich jak ty, za komuny, a gdzieś we Wrocławiu. Już prawie ukończyli, gdy budynek zawalił się w piździec i co ty na to?

-Że pięknie, a nawet ładnie, ale to jest stadion i na razie nie ma co się zawalić. Ale musiałem Ukraińcowi dać mordę.

-Wylali cię?

-Ale skąd, Ukraińców nie brakuje.

-Ale dlaczego? Myślałem, że skończyłem z tym.

-Ma się rozłupać, że skończyłem, ale on powiedział, że Polska jest dzikim krajem, więc dałem mu w ryja. Zaczął coś po swojemu tłumaczyć...

-Bysio, postaw mu dużą wódkę...

-Odbiło ci?!

-Nie, bo on tylko powtórzył po naszym ministrze.

-Po polskim ministrze?! Cacuś!

-A jak. Taki jeden wkurwił się, że już nie ma miejsca w piaskownicy i się obraził. Poleciał do Ameryki i zaczął tak właśnie bluzgać.

-Jakiej piaskownicy, zacząłeś ćpać?

-Kolego, przodowniku pracy, tyle, że prawie socjalistycznej... Dla naszych polityków Polska jest jak piaskownica, więc jeden podsrywa drugiemu, aby mieć lepsze miejsce do zabawy pod tytułem – jak jeszcze bardziej zrobić w chuja durnych polaków...

-Nie mów tak, a my to kto, Chińczycy?

-Przykro, ale już nas tak ogłupili, że nawet im wierzymy.

-Ty wierzysz?

-Bysio, ja, ty, nasz cieć, jesteśmy jak zera, zera do bankowych kont tych, co tak słodzą o naszej Polsce.

-Coś jednak robią...

-A wiesz, co robi pies? Pod siebie i nogami się odpycha. Oni też, aby jak najwięcej pod siebie i odepchnąć się, i aby dziś zachapać. A jacy ważni są. Trzyletnia fura to już staroć, muszą mieć nowe beemwuchy. Tacy są ważni, jak wszy na grzebieniu...

-Cacuś, co ci dziś na politykę, chyba naprawdę zacząłeś ćpać...

-Jak by ci to wytłumaczyć, jacy ważni są ci z premierem na czele. Podskakują tak jak ci powiedziałem, ale wyżej wacka i tak nie mogą...

-Nikt nie może...

-Nie rozumiesz. Ten wacek, te ich skoki, bez sznureczka z Brukseli nawet nie mogą się odpryskać gdzie zechcą. Taka jest dziś Polska, na sznureczku, a oni jak wszy na grzebieniu. Kurwa, szkoda, że nie piję, bo dziś bym się schlał.

-Coś nie tak? Z robotą? Złapałeś HIV-a?

-Żeby jeszcze... Odbiło mi i jak nigdy popatrzyłem kilka dni w telewizję. Błąd, Bysio, duży. Nie ma Polski, są sznureczki z banków, a żaden nie należy do Polski, chociaż są w Polsce.

-No i co z tego. Mnie płacą dobrze, tylko co z tą dziką Polską... Powiedział dlatego, że się obraził?

-On tak, ale coś w tym jest. Niby już 21 wiek, niby jesteśmy w Europie, a naszego Szopena niedługo będą grali nawet młodsi od nas, z całego świata...

-No widzisz...

-Widzę, a człowiek niby odpowiedzialny, sędzia, powiedział, że nie ma w Polsce prawa zabraniającego psy do tuczenia na obiad dla człowieka. Kurwa! Czy ten sędzia z Chin czy ma żółte gówno w głowie! Psy prowadzą niewidomych, leczą ludzi samym dotykiem, umierają z tęsknoty za człowiekiem, a człowiek ma je mieć na talerzu! Jak w dzikim kraju...

-Ludzie jedzą psy? Pierwsze słyszę!

-Nie tylko jedzą, ale hodują na smalec, a inni kupują i wierzą, że ma cudowne działanie. Jak w dzikim kraju...

-I nie ma kary na takich?

-Mój kolega, adwokat powiedział, że ludzie mają prawo być durni. Że kodeks karny na to pozwala.

-Ale żeby sędzia?!

-Kolega uważa, że sędziwie to największa swołocz, bo się uważają za Bogów. Powiesz coś nie tak, to zaraz cię straszą, nawet adwokata.

-Miałem rację, że odpuściłem szkołę i że nic nie wiem. Przynajmniej mogę spokojnie przewrócić flaszkę. Kurwa, Cacuś, kiedy ty będziesz normalnym facetem, za pięć, może dziesięć lat?

-Normalnym?

-No, żeby można było razem coś wypić, rozumi?

-Bysio, jak cieszę się, że cię widzę. Czy wiesz, co to jest złota zasada?

-Coś o forsie, co nie?

-Bardzo, a powiem ci po angielsku...

-Cacuś, wyluzuj...

-Spokojnie, dziś po angielsku mówią nawet dzieci mego ciecia... To taki polski angielski...

-Że co?

-Że nawet ci z telewizji od sportu pomimo że Polska bombardowana jest angielskim, jak papugi tak samo powtarzają swoje „kesz” zamiast „kasz”, „nesz” zamiast „nasz”, „Eszli” zamiast „ Aszli”, „Żekson” zamiast „Żakson”...

-Cacuś, to jest trudniejsze od roboty na budowie.

-Właściwie po jakiego ci to mówię, ot wkurwiam się czasem, że dupek sprawozdawca z ligi angielskiej, Polak, tak, Polak z polskiej telewizji słyszy na stadionie w Londynie, że właśnie na boisko wszedł Aszli Young, a on do polskich telewidzów swoje, że Eszli Young...

-Niedawno moja matka powiedziała, że gdy Polacy nic nie wiedzą, to i tak wiedzą lepiej. Ten sprawozdawca zna angielski lepiej od Anglików, no nie?

-Bysio, dawno nie rozmawialiśmy o dupach...

-Nie uwierzysz! Mam dziewczynę!

-O, to brzmi tak, że jeszcze jej nie masz, zgadza się, że jeszcze nie przeleciałeś? Tak mi mów, jak zawsze, że następna.

-Nie ta. To pani architekt.

-Niewidoma?...

-Cacuś, gdybym cię nie lubił...

-Architektka? O czym rozmawiacie? O budowie stadionu?

-To też, ale ona uważa, że mogę być rzeźbiarzem.

-Czyli już ją przeleciałeś, tak to się teraz nazywa? Rzeźbić? Nawet ma sens...

-To już lepiej powiedz, co z tą zasadą, a nie kpij z Hanki. Jest super.

-Obiecałem po angielsku... „One, who has the gold, makes the rules”... To znaczy, że ten, kto ma kasę, wyznacza zasady. To jest właśnie złota zasada.

-Ale tutaj to ni go w de ani go w ce, więc?

-Dziecino, masz kasę, masz prasę, a takie małe dupki jak ja i ty czytają, co złota rączka dyktuje. Hanka, powiedziałeś? Ale jak to się stało?

-Jeszcze nic się nie stało. Na razie zaliczyliśmy...

-To zaraz tak mów!

-Gówno, a nie mów! Nic nie zaliczyliśmy tylko dwie kolacja, a Hanka nauczyła mnie, jak kłaść nóż i widelec, gdy skończyłem jeść.

-Bysio... Widzę dla ciebie poważną przyszłość, nawet popychanie wózeczka w parku... Ciągle nie wiem, jak się poznaliście.

-Był luz w robocie i trochę nudy. Zrobiłem z drutów i sztabek takiego ludzika. Nawet mu hełm dałem i wygląda, jakby pracował. Mówią, że jest jak żywy i nazwali go... „Mały Ataman”, że niby taki żelazny. Bo mnie Ukraińcy nazwali Ataman.

-Po prostu poezja, ale ie widzę Hanki...

-No, bo ona zobaczyła ludzika, zrobiła kilka zdjęć i pytała, czy dziś na budowie jest ten artysta... Wstyd mi, ale tak się poznaliśmy, no i tyle.

-Ale ludzik teraz zardzewieje...

-Nie uwierzysz... Hanka powiedziała dokładnie tak samo i zabrała go do muzeum czy galerii. Możesz go zobaczyć, a ja mam zrobić mu koleżankę, z może nawet psa lub kota. Hanka to nazwie „Żelazna rodzina narodowa”...

-Ale jaja! Będą o tobie pisali!

-A szef mnie zwolni, więc nie będą. Mówię ci, robię ładną kasę. Kupiłem matce nowa pralkę i duży telewizor. Nie jest źle. Żeby nie Hanka...

-Co znowu? Coś nie tak?

-Bardzo tak, ale mnie podłamała! Powiedziała, że budowa się skończy i co będę robił dalej. Ma rację, nic nie umiem, a z ludzików nie wyżyję...

Namawia mnie na szkołę. Od samej myśli boli mnie głowa...

-Bysio, może już nigdy nie będę normalnym facetem, jak to nazywasz, ale obiecuję, że coś wymyślę na twój ból głowy.


 
"Patrol Sprawiedliwości" cz.1
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
11.03.2019.

ZŁOTA ZASADA


Nadleciał wiatr, niosąc smród królowej polskich rzek. Nie był to dobry czas dla koronowanych, jako że zapanowała, albo jak kto woli rozpanoszyła się demokracja, czyli każdy może zaśmiecać i zasmradzać, jak chce.

A wiadomo, że do wody najłatwiej.

Bysio przewrócił „Smirnowa”. Cacuś się spóźniał, jak zwykle. Włączył telewizyjnego ogłupiaka i słuchał, patrzył, jak prezenterka słodziła na „melodię”... „Polska jest pięknym krajem”...

Ty durne dupsko, może wychylisz się przez okno, to poczujesz, jak ten piękny kraj pokrywa mieszanka błota z gównem nazywana śniegiem.

Kiedyś, gdy przypruwał kelnerki z włoskiej knajpy, to taka jedna powiedziała, że gdyby Polsce nie było drzew, to byłby to najnudniejszy kraj na świecie. Pamięta, że dał jej w tłusty pysk i kupił bilet do Neapolu w jedną stronę. Ale... Wtedy miał wyjątkową posuchę, więc przypruł tłuściocha jeszcze raz i nie mógł odmówić racji, gdy powiedziała, że nawet za największą kasę nie spędziłaby tygodnia w lodówce Bałtyku ołowianego w kolorze i pod takim samym niebem...

I ona i koleżanki, może kiedyś były warte przelotki, ale po szesnastym roku życia dostały tłuste karczki na krótkich nóżkach i krowie dojki.

Czy kochał Polskę? Czy naprawdę rozumiał, co to jest patriotyzm? Gdy taki jeden, przypominający mieszankę kozła za szczurem, kurduplowaty, ale bardzo elokwentny poseł SLD powiedział, że „patriotyzm jest niebezpiecznym zjawiskiem”, Bysio zapytał matkę... Właśnie... Nie Polskę kochał, ale dom i to była jego Polska.

Dom to była matka, jedyna osoba, która nigdy nie powiedziała, że dziś jest źle, nawet, gdy wracał schlany do ostatniego rzygnięcia w bramie, to słyszę...

...Synku, odpocznij, jutro będzie lepiej.

Cacuś... Cholera wie dlaczego kumplował się z mięczakiem. Fakt, urodzili się o krok od siebie i wychowało ich to samo podwórko na Woli, czyli jak mawiał cieć- robotniczej Woli...

Tak mówiąc szczerze, to życie było gówno warte od dnia, gdy stojąc na bramce ekskluzywnej imprezki porzucał kilkoma kolesiami nie wiedząc, że są osobistą ochroną jakiegoś giganta. Myślał, że skoro jego gigant mu płaci, to wie, co robi. Źle myślał i dostał nalepkę niebezpiecznego.

Żyć bez pracy można, gdy ma się matkę i dom. Kiedyś, gdy wierzył, że wysiłek prowadzi do czegoś więcej niż słodzenia wylewające się z telewizora, to ostro trenował, szarpał sztangę, aż koledzy z siłowni, napakowani anabolami i „marchewkami” przystawali, podziwiali i pytali, co ćpa. A on ćpał pot, ból, a bywało, że i krew. Nie wiedział, że nie musiał aż tak, że tam gdzieś w górze, że już wyżej nie można, ktoś dał mu siłę.

Któregoś dnia wpuszczono go w cwaniactwo i ogłupianie frajerów. Nazywa się to „Siłacze”.Cwaniacy za pomocą dźwigni i znajomości fizyki „podnoszą” samochody i nazywani są „Najsilniejszymi ludźmi świata”...

Już pierwszego dnia zrozumiał to cwaniactwo. Podsadził się pod tylny zderzak Toyoty i podniósł metr ponad beton.

-Ty, napakowany, podnieś tak samo:

Bożyszcze tłumu albo był durny, albo zaćpany, bo dał się podpuścić i podsadził pod zderzak. Puścił nie tylko zderzak, ale głośno gaz i jak zdziwione dziecko oglądał Bysia.

-Dupku, masz szczęście, że publika nie zna prawdziwych siłaczy. Nie wie, że szczupłe dziewczyny olimpijki, ważące 48 kilo podnoszą ponad głowę 100 kilo, a ciężarowcy ważący 68 kilo podnoszą 200 kilo. A ty masz wieprzowe 158 kilo wagi i smrodzisz gdy tyle podniesiesz...

Miał 12 lat, gdy, będąc z rodzicami na wsi, uratował chłopca, którego przygniotła jakaś maszyna. Jakaś, a bez znaczenia, bo ciężka. Sam podniósł ją na tyle, że chłopiec mógł się wydostać. Wieś... To były nieliczne chwile szczęścia... Tak bardzo chciał zobaczyć morze, ale ojciec, nawet, gdy trzeźwy tłumaczył, że nad morze jeździ najgorsza swołocz dorobkiewiczów od torebek, ogumienia i każdego cwaniactwa. Że morza nie widać, tylko grube dupy wysmarowane olejkami.

Morze... Przecież nie jest inne niż na obrazkach ze szkoły... Raz, gdy uciekł przed pijanym ojcem, odbiegł daleko od chałupy, którą rodzice wypożyczali na wsi. Biegł przed siebie, aż padł. Gdy wstał, to był nad morzem... Przecież nie mogło być inaczej. Kłosy wysokiego zboża rozkołysał wiatr i falowały, a wiatr podrywał następne fale...

Wszedł w nie i zapłakał... Było to dziwne, przecież nic go nie bolało, a płakał...

Któregoś dnia zgubił dzieciństwo, gdy na wrzaski pijanego ojca spokojnie powiedział, że jeszcze raz... jeszcze raz podniesie rękę z paskiem, to wyrwie mu rękę i zabije. Matka wpadła w histerię, ale od tamtego dnia ojciec pił po cichu.

Miał już 15 lat i ważył 90 kilo bez grama wieprzowiny. Dni uciekały i nie zauważył, że dziewczyny oglądały się za nim. Aha... Coś w tym musi być, ale co... Dziewczyny zawsze uważał za coś gorszego. Może nie tyle gorszego, co słabszego. Czyż to nie było jednakowe?

Pierwsza dziewczyna... Czuł, że znowu jest jakby nad morzem, jakby w morzu, jak wtedy, gdy miękkie kłosy muskały go pochylone od wiatru...

Potem było inaczej. Nie wpraszał się, niczego nie obiecywał. Nie słodził o miłości. Dziewczyny brały go takim, jakim był, a był jak cięty ze stalowego drutu.

Kiedyś usłyszał, że każda kobieta ma instynkt macierzyński, więc tuli do cycka. Miał już 20 lat i jak to się mawia – swoje wiedział...

Taka jedna, małolata, jeszcze przed pierwszym przepchnięciem, tłumaczyła mu, że ma to dla kogoś, kto zostanie z nią...

-Ja też mogę zostać, ale na parę godzin. Nie ma sprawy, zaczekaj, ale zapytaj, te co się nie doczekały, to ci powiedzą, że jak nie ten, to tamten, a na sto i dwieście procent. Że jak? A że okazja, że to i śmo, a ten, co miał zostać, dostał od innej..

Cacuś... Był chyba jedyną jasną plamą w czerni dzieciństwa, które Bysio uważał za dobre, gdy uniknął bicia z ręki ojca. A Cacuś? Chyba czuł się bezpieczny przy koledze gigancie.

Z tym gigantem nie było całkiem tak, bo Bysio miał tylko metr osiemdziesiąt pięć, ale coś takiego w sylwetce, co mają największe drapieżniki, gdy idą to widać... Nie podchodź...

Wychowało ich podwórko ciemnej kamiennicy, brudnej, ale to był ich dom i bronili go w walkach z kolesiami z Mokotowa, jak to między chłopakami. Bronili przejść w piwnicach, gdzie mieszkańcy bali się schodzić. Policja? Radiowóz podjechał pod kamienicę, ale gliny weszły tylko na parter.

Bysio tak pociął opony w radiowozie, że ten mógł odjechać na tyle, by rozpędzony rozbić kiosk na rogu...

Cacuś wyrastał pod „parasolem” kolegi. Bysio chyba był dumny, że ma tak mądrego kumpla, choć nazywał go durniem. Tak to już jest.

Cacuś nie miał rodziców i wychowała go babcia, mądra kobieta, która kiedyś powiedziała do Bysia... - Dobry Bóg dał ci to co mój wnuczek ogląda w kreskówkach...

CHCIAŁ ZAPYTAĆ, CZY ISTNIEJE ZŁY BÓG, ALE STARSZA PANI NA PEWNO BY SIĘ POCZUŁA ŹLE..

Matka często mówiła mu o Bogu, ale gdy umarł ojciec, czyli zwyczajnie zapił się i nie miała tyle, aby co niedziela dawać na tacę w kościele, to mówiła mniej. Po mężu, który podobno kiedyś był jakimś specjalnym skurwysynem, dostała rentę i jakoś się żyło. A że mąż się zapił? A dlaczego nie, skoro przy każdej okazji jakiś sąsiad przypominał mu, że ma tylko 1000 złotych emerytury, a on, skurwysyn ma pięć tysięcy, więc kiedyś nie wyrobił, a że miał wprawę, to dał takiemu od tysiąca w mordę, dał za mocno... Potem zaczął pić chyba ze szczęścia, że uniknął kicia. A dlaczego nie miał pić, gdy inni sąsiedzi przypominali mu, dlaczego uniknął kicia. Przecież był zasłużony w służbie ojczyzny. To, że był rok 2008, nic nie zmieniało. Zasługi za zasługi...

Bysio nie zaraził się piciem od ojca. Pił, bo mu smakowało, to takie proste i dlaczego nikt tego głośno nie powie, zamiast tłumaczyć o tym, czy innym i że jakiś nałóg? Nie pił, gdy mu nie smakowało, też proste, ale gdy pił, to tak, jak bzykał, więc do oporu, do ostatniej kropli...

Nie lubił bić, zwłaszcza, gdy ktoś się za głośno darł lub smrodził. Bił na zlecenia. Jeszcze w siłowni nauczył się od jednego kolesia, że nie wolno bić w twarz. Koleś sporo lat spędził pod celą i tłumaczył, że bicie w twarz daje zysk lekarzom chirurgom, a bity wyliże się szybko i nic się nie nauczy, a powinien... Bić należy w dudy, czyli w plecy, a najlepiej kopać, oraz w brzuch i w jaja. To ostatnie tylko za dużą kasę, bo takie bicie zostawia dowód dla prokuratury. Plecy i brzuch, raz, że pobity, może już normalnie się nie odpryskać i oddychać, to nie będzie miał śladu na ciele.

Problem z biciem w brzuch polegał na tym, że po pierwszym ciosie bity gwałtownie kurczył się i już można było bić tylko w dudy.

Nie bał się, że ktoś go wyda. Oczywiście, że nie, bo wyda siebie jako zleceniodawcę. To jednak były sporadyczne zlecenia, nawet, gdy za osiem stów od pobicia. Niby dało się żyć, ale robił się za bardzo popularny. Nie tylko jemu to groziło, ale tym, którzy go „wypożyczali”...

Teraz był czas Cacusia, by choć trochę odwdzięczyć się za opiekę z lat dzieciństwa. Podobno, a jak nie wierzyć matce, to Bóg rozdaje ludziom różne podarunki. Tobie, synku, dał siłę giganta, a Cacusiowi mózg tego, jak mu tam, no tego, co często mówią o nim, że znał się na wszystkim.

Coś musiało być z podarunkami albo z Bogiem, bo Cacuś, mając tylko babcią, ukończył szkoły, jak mało kto i tak samo uniwersytet.

Jeszcze w podstawówce mówiono o nim, że z paru drutów i patelni potrafi zrobić telefon...

Rozchwytywały go firmy, aż chwyciła jedna z największych, ratująca przekręty i spóźnienia w budowie stadionu we Wrocławiu. Pracował nie oglądając się na godziny, bywało, że przychodził w soboty, by ukończyć projekt.

Bysio nie chciał brać pieniędzy od kolegi, kłamał, że ma dość zamówień. Kiedyś Cacuś powiedział... -Koleś, skoro smrodzisz jak malutki kryminalista, to czas, abyś zasmrodził prawdziwą kasą. Na pytania, jak i co, Cacuś zbył go mówiąc, że żartuje.

Dziś Bysio dał w mordę sąsiadowi, nie za mocno, ot czubkami palców i powiedział, że jeżeli jeszcze raz usłyszy o ojcu ubowcu, to rozbije mordę jak trzeba.

-Mama, dlaczego oni podgadują, że ojciec był ubowcem, a był?

-Synku, nigdy! Twój ojciec całe życie był żołnierzem. Gdy go poznałam, był tylko plutonowym, ale już miał medale za dzielność i uratowanie życia majorowi, którego na własnych plecach wyniósł z zasadzki. Był jak, wiesz, kawał chłopa.

-Z jakiej zasadzki... Wojsko to nie harcerskie podchody...

-Twój ojciec ratował ludzi przed ukraińskimi bandami, które żywcem paliły całe wioski. To było zaraz po wojnie. Nauczył się od Ukraińców czegoś takiego, a zapamiętałam dobrze... „Smert Lachom, Żidom i komunistom, chaj żiwe narodna Ukraina...” Był trzy razy ranny. Ostatnim razem stracił władzę w lewej ręce, ale służył aż do końca.

-Tak, to dlaczego ten gnój z parteru, cieć, mówi, że ojciec strzelał do Solidarności?

-Cieć zazdrosny jest, bo ma tylko 800 złotych emerytury, a to i tak za dużo, za tyle wódki, co wypił. Twój ojciec dosłużył się majora, gdy Solidarność powstała i tyle miał ze strzelaniem do niej, co ten cieć do pracy. Powiedz mu, żeby zajął się paleniem, bo zeszłej zimy kaloryfery, wiesz jakie były, a on na lewo podłączył się do prądu i tak się ogrzewał. Synku, ludzie kłamią, gdy zobaczą jednego złocisza więcej...

Nie chciał brać pieniędzy od matki, fakt, nie było im ciężko, ale matka ukradkiem wynosiła pieniądze do kościoła, jakby chciała Boga przeprosić... Gdy kiedyś powiedział, że ksiądz jeździ nowiutką Toyotką, odpowiedziała, że widocznie pan Bóg tak chce. Nie było sensu rozmawiać...

Przyszedł dzień, gdy miał dosłownie połamać ręce jakiemuś dłużnikowi. Nie lubił takiej roboty i zwykle odmawiał, ale dał się namówić, słysząc, że facet nie tylko wisi kasę, ale jest pedałem i posuwa małe kutasiki. To wystarczyło, bo pamiętał, że na kolonii taki młody księżulo dobierał się do jego kutasika. Bysio miał co prawda tylko osiem lat, ale tak dał księżulowi po łapach, że ten aż do końca kolonii nie mógł utrzymać łyżki...

Czekał na pedała wiedząc, że ten zaparkuje samochód przy parku, gdzie bawią się maluchy. Tak mu powiedziano, więc czekał, by połamać łapy.

Tak, to ten samochód... Wysiadł facio dokładnie taki jak go opisał zleceniodawca, ale był nie z chłopczykiem lecz z małą dziewczynką.

Bysio podszedł i delikatnie przytrzymał faceta za łokieć.

-Co ty, kurwa, zmieniłeś gust? Teraz wolisz dziewczynki?

-O czym pan mówi? Spodziewałem się pana, bo dziś rano zadzwonili, że pan przyjedzie po kasę i będzie mnie bił, ale błagam, nie przy dziecku...

Mała dziewczynka spojrzała na Bysia chaberkami oczu i poważnie zapytała.

-Dlaczego pan będzie bił tatusia, on jest dobry, nie wolno go bić...

-Jesteś Miecio czy nie?

-Tak, to ja, proszę, nie przy dziecku...

Dziewczynka przytuliła się do Bysia.

No nie, takiego numeru jeszcze nie miał, a już pobrał osiem stów.

-Jak masz na imię?

-Zosia, a pan?

-Ja nie mam imienia i nie bój się, bo tylko żartowałem. Jasne, że nie wolno bić tatusia, my tylko porozmawiamy. Nie bój się, idź do parku... Ile wisisz?

-Dużo. Na ten samochód, Córka jak pan widzi ledwo chodzi, jest po polio, ale już jest lepiej.

-Nie musiałeś kupować takiej bryki. Są tańsze i na chodzie.

-Nie na zimę, gdy się rozkraczę, chyba pan rozumie. Ale co pan zrobi?

-To co miałem, dziecko już odeszło i nie widzi...

-Niech mnie pan mocno pobije, ale nie łamie rąk, jak to oni grozili. Ja tymi rękami utrzymuję rodzinę.

-Co ty, ochujałeś? Przecie powiedziałem, że odpuszczam, na żartach się nie znasz?

-Osiem tysięcy, to nie są żarty...

-Osiem, mówisz? Do kiedy?

-Do niedzieli, a jest piątek.

-Jutro będziesz miał piątkę i powiesz, że w niedzielę reszt, może ci odpuszczą.

-Panie... Panie... Coś tu nie gra... Pan miał mi połamać ręce, a teraz, że pięć tysięcy...

-Niech to będzie na piękne oczy Zosi, kumasz i nie pytaj, bo się dopytasz. Jutro o tej porze będziesz miał piątkę, tutaj, nie lubię gdy się ktoś spóźnia...

-Boże...

-Bóg ci nie da, dużo ci dał do tej pory? Chorą córkę, prawda?

-Modlimy się i już jest lepiej...

-Ale z forsą będzie jeszcze lepiej, a baz Bozi, kumasz?

No tak, „zesmrodziłeś się”. Nie tylko, że sam wisisz osiem stów, to obiecałeś dziesięć razy tyle, bo dziecko prosiło, abyś nie bił jej tatusia. Koniec, koleś, koniec, już się nie nadajesz, tylko skąd weźmiesz kasę...

Cacuś? On chyba ma, ale aż wstyd prosić.

Kolega nie zdziwił się, chyba się nawet ucieszył, że Bysio zmiękł, a kasa? Nie ma sprawy, gdy są banki, prawda?

-Cacuś, przecież ci nie oddam, nie mam z czego.

-A kto mówi o oddawaniu? To będzie prezent dla tej dziewczynki. To ja ci powinienem dorzucić osiem stów za niewykonanie wyroku, rozumi?

-Cacuś, rozumi, ale, no wiesz...

-Tera ci się dupa przypala, więc porządnie rozglądniesz się za porządną robotą. Nie chciałbyś wrócić do szkoły?

-Do jakiej szkoły - człowieku, już wolę cegły nosić.

-No widzisz, do tego są słabsi od ciebie. Chcesz? Jeden z moich znajomych ma firmę budowlaną.

 
UWAGA!
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
11.03.2019.

Rozpoczynamy publikację mojej, najnowszej książki "Patrol Sprawiedliwości". Jest takie, bezdennie głupie powiedzenie: " Dzięki ludziom dobrej woli". Nic; nigdy z dobrej woli nie wynikło poza pięknym frazesem. Jeżeli dzieje się coś dobrego, to dzięki LUDZIOM DOBRYCH CZYNÓW!

Jeżeli ktoś lubi czytać kryminały, to moja książka oparta jest na codziennych CZYNACH w sprawach przemocy wobec najsłabszych i bezbronnych.

...Dwóch przyjaciół od dziecka wychowanych w ciemnym podwórku na warszawskiej Woli, postanawia założyć "Patrol Sprawiedliwości"...Jeden z nich jest nadzwyczajnie bardzo silny, drugi zwyczajnie bardzo mądry.

Pojawiają się tam gdzie okrucieństwo i sadyzm "Skazane" wyrokami w zawieszeniu, a więc  BEZKARNIE wyżywa się na bezbronnych. Podpaliłeś kota? My podpalimy ciebie. Przywiązałeś psa w lesie do drzewa? My przywiążemy ciebie. Ciągnąłeś psa na sznurze za samochodem? My tak samo pociągniemy ciebie...

   Biłeś żonę, matkę twoich dzieci? MATKĘ! Rozumiesz, ty zwyrodnialcu! Poczujesz co to jest ból i ręczymy, że nie będzie ci smakował...

Tam gdzie wyroki w "zawiasach", czyli w zawieszeniu jedynie rozzuchwalają zwyrodnialców, bicie czyli oddanie im tego samego co zadali swoim ofiarom SKUTECZNIE, W STU PROCENTACH resocjalizują! Bez psychologa.

Że nasi bohaterowie zaniżają swoimi metodami obecne społeczeństwo do poziomu średniowiecza? Być może, ale żadne kroniki z tamtych lat nie notują tego co obecny, "cywilizowany" zwyrodnialec 21 wieku, z pełną przyjemnością robi swoim ofiarom.

Jest jeszcze jeden aspekt wychowawczy...Publiczna kara chłosty w wiekach średnich bardzo pomagała na ...pustkę...Publiczna kara chłosty w wiekach średnich bardzo pomagała na...pustkę w więzieniach...

Oczywiście, że w życiu tych bohaterów są piękne kobiety i jak ważną rolę odgrywają...

Strona po stronie, rozpoczynamy " Patrol Sprawiedliwości".

Oby dał początek następnym...

4 marca 2019. 

 
Polska w dotyku cudzoziemca.
Oceny: / 3
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
17.12.2018.
POLSKA W DOTYKU CUDZOZIEMCA
Po wielu latach nieobecności w Polsce wróciliśmy, Renata i ja, do Kraju.
Wróciliśmy do miejsca, które kiedyś zostawiłem w wierszu
...Był czerwiec
nad Wisłą kwitły głogi
a na wydmach
Viola tricolorata...
Nie mogłem doczekać się, aby dotknąć te wydmy gdzie, ech, co tu dużo słodzić, ale "zaczęło się" Renaty i moje życie.
Wróciliśmy do kraju wolnego od komunizmu, bo tak nas zapewniali znajomi i przyjaciele.
Mnie, sybiraka, którego komunizm wywiózł na syberyjską śmierć. Zabrał dzieciństwo i zdrowie. Zabrał brata Zbysia, który został na zawsze pod śniegiem Syberii...
Czy ktoś potrafi zrozumieć, co czułem w dniu powrotu do Polski, widząc w polskiej telewizji premiera Polski komunistę i prezydenta Polski komunistę, Polski wolnej od komunizmu...
Czy było warto wrócić? Nie wiem. Sam już nie wiem. Ale głosem młodości w uszach zabrzmiało...
"...Raz, dwa i od nowa
Polska Ludowa
Polska Ludowa..."
Dopiero teraz zrozumiałem znaczenie i denialną mądrość słów: "Wieczna chwała nieśmiertelnej ideii Marksizmu i Leninizmu. Niech żyje!"...
A głogi i fiołki na wydmach? Ech, ty, poeta, poeta... Fiołki ci w głowie. A Polska? Na zawsze zostanie jedynie w... dotyku cudzoziemca.

                                                         
W czasie i w przestrzeni...

 
PEWNEGO DNIA PIĘKNEGO i PEWNEJ NOCY GWIEZDNEJ NR.2!!!
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
05.12.2018.

PEWNEGO DNIA PIĘKNEGO i PEWNEJ NOCY GWIEZDNEJ NR.2!!!

Dobrze, że chociaż Władimirowicz Putin czyta moją stronę internetową! Przeczytał mój felieton pod powyższym tytułem, który dałem latem 19/08/2018.

Ty, internauto, też przeczytaj, co ten narcyzik Ostaszewicz wymyślił. Tyle razy prosiłem, żeby nie nazywać mnie narcyzikiem. Całe życie ciężko pracowałem na pełnego narcyza!

Putin przeczytał i powiedział... Nu, tak i padażdy Kazimir, umnyj ty staryk, nu ja toże nie durak. Piszesz, że nasze, ruskie okręty podpłyną pod Odesse i miasto pajdziot w plen? A tak i pajdziot. Znasz czto? Poczekamy, narazie nasze okręty ostrzelają i zabiorą trzy ukraińskie okręty 25/11/2018. To tak "na dzień dobry"... Ale masz rację, Kazimir... Nie tylko Odessa będzie nasza, ale całe wybrzeże Morza Czarnego.

Że NATO, "Zachód" i USA? Że tak samo jak teraz, czyli: "Stanowczo potępią nasze zajęcie ukraińskich okrętów i stanowczo domagają się ich zwrotu Ukrainie i stanowczo domagają się osłabienia napięcia w rejonie Morza Azowskiego". STANOWCZO, poniał? STANOWCZO. Co to znaczy? Tak naprawdę? A gówno, to nie łaska?

A my, nasz czernomorskij fłot, też stanowczo otoczony Uraine i odetnie od morza. Zadusi bez wojny. Tak, zadusi, że Ukraina poprosi o przyjęcie do dawnej, dobrej, radzieckiej rodziny.

"Nie wierzysz? My też niewierzący... Od dawna? Od 1917... Nasza "religia" ma kaliber 7,62, a pociski może aż do nieba nie dolecą, ale do celu zawsze...

Tak i pewnego dnia pięknego, w Kijowie, nie ukraińskie, dumki zaśpiewamy, ale... "Niech żyje potężny jednością narodów, z ich woli złączony nasz KRAJ ZWIĄZEK RAD"...

28/11/2018
 

 
ZABIĆ WIĘCEJ ARABÓW??
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
09.11.2018.

ZABIĆ WIĘCEJ ARABÓW??

 

Czyli jeszcze raz John Bolton, obecnie minister obrony USA. Tak, ten sam, do którego umizguje się minister obrony Polski Błaszczak, w sprawie tzw. Fort Trump w Polsce. 

Minister Błaszczak pojęcia nie ma o USA i nie wiele więcej mają tak zwani amerykaniści po "studniach" w Czikagowie, Nowym Yorku i uczelniach typu University ("poszerzona" Gazeta Wyborcza...).

W "starym, dobrym" USA, o zagranicznej polityce decyduje Kongres. Gdyby amerykański Kongres mógł, to jak to się mawia w USA in a heart beat (sam sobie przetłumacz), zlikwidowałby... PRAWICOWY rząd w obecnej Polsce. Ale zostawmy ten rodzaj smrodu. Więc gdzie są tu Arabowie? 

Był rok 2003, o ile mnie pamięć nie myli, luty 2003. John Bolton był wtedy tylko podsekretarzem stanu USA. 

Na zaproszenie Ariela Szarona, szefa Izraela, poleciał do Izraela w towarzystwie sześciu kongresmenów. 

Ale oddajmy "głos" dziennikarzowi Justinowi Raimondo, który w dniu 17 marca 2003, w ogólnoamerykańskiej gazecie USA TODAY, zamieścił artykół "War is not in U.S. interest"".

Zacytuję fragmenty...

..."Where does it end? Israeli Prime Minister Ariel Sharon has laid out the road map with Iran, Libia and Syria next to the list:

"These are irresponsible states, which must be disarmed of weapons mass destruction", he told to visiting U.S. congressmans "Successful American move in Iraq as a model will make that easier to achive".

Patrick Buchanan dodał: "Who would benefit from a war of civilizations between the West and Islam? Answer: one nation, one leader, one party, Israel, Sharon, Likud.

Our troops will be fighting a proxy waro do tłumaczenia? Streszczę: Wojna w Iraku nie jest w interesie USA, a amerykańscy żołnierze będą mieli napisane na nagrobkach: Umarli za Ariela Szarona... 

W kilka tygodni po wizycie Johna Boltona i amerykańskich kongresmenów w Izraelu i INSTRUKCJI, jaką otrzymali od Ariela Szarona, Stany Zjednoczone NAPADŁY na Irak. 

Setki, tysiące okaleczonych, bez rąk, bez nóg, oślepionych irackich sierot, ponad dwa miliony Irakijczyków, którzy uciekli do Syrii i obecnie Syria... czekająca na następną misję Johna Boltona?... Odpowiedzialny za to jest amerykański prezydent J.W. Bush. 

Ciekawe... Dlaczego to właśnie John Bolton, po kilkunastu latach nieobecności został wybrany przez Donalda Trumpa na sekretarza obrony USA. Czyżby Syria miała być następnym Irakien?

No i co z tego... Miliony ofiar? Przecież to "tylko" Arabowie...

Ktoś powiedział, że polityka jest kurwą, która służy temu, co płaci. Take zdanie UBLIŻA kurwom!

 

jeśień 2018

 
 
MOJA NAJNOWSZA KSIĄŻKA!!!
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
10.10.2018.

MOJA NAJNOWSZA KSIĄŻKA!!!
"A działo się to w...Elblągu"

Ukaże się w listopadzie (2018) nakładem: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa, ul. Erazma Ciołka 15/8, tel: 22 620 57 18. 

Jest to historia 8-letniego chłopca, który po latach Syberii i Kazachstanu wraca do Polski. Nigdy Polski nie widział, a "zna" Ją tylko z opowiadań matki. W tych opowiadaniach Polska jest prawie jak raj na ziemi...

Chłopiec słabo mówi po polsku, ma ubogi słownik. Ma również ogromnego zeza i tak zwaną "kurzą ślepotę", która powoduje, że po zmroku, wieczorem jest nieomal jak niewidomy.

Jest fizycznie słaby, wynędzniały, nie potrafi się obronić, a dzieci, jak wiemy, to skarb narodowy, tyle, że ten skarb bywa okrutny... Chłopiec jest bity i wyzywany od Rusków... 

Pomimo tego nie załamuje się. Pewnego dni poznaje piłkę i staje się najlepszy w grze w piłkę nożną.

Mówi coraz lepiej, a pisze jeszcze lepiej i... nagle polonistka stawia jego wypracowania za wzór...

Jednak ma zero zdolności manualnych, a matematyka staje się jego zmorą i ścianą nie do pokonania. Ale... coraz częściej słyszy, że kiedyś będzie pisarzem...
Do matury jednak zostało wiele lat.

No właśnie... A co "po środku"? Pierwsze hormony, pierwsze dziewczyny, tylko zez ciągle taki sam i nie pomaga...

Są wędrówki piwnicami gruzowisk Elbląga, przygody, spotkania w gruzowiskach i skarby. O tak! Ze złotymi monetami włącznie...

Jest o czym czytać.
Zachęcam
 

 
11 września 2001 = OKRUTNE OSZUSTWO!
Oceny: / 4
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
14.09.2018.

11 września 2001 = OKRUTNE OSZUSTWO!

      Każdego roku znajomi w Polsce śpieszą z nieomal kondolencjami. Przyjmuję i milczę, przecież nie uwierzą gdy powiem, że kondolencje są z okazji wyroku na swobody obywatelskie i wolność w ogólnym znaczeniu, dla KAŻDEGO człowieka tej planety, WYROKU SKAZUJĄCEGO...

     Miałem właśnie dzień wolny od pracy gdy Renata zatelefonowała... -Kaziolec! Włącz telewizję... Bombardują Nowy York!... Chciałem powiedzieć, że to nie Prima Aprilis, więc niech nie robi takich żartów, ale w słuchawce cisza. Czy w odległym o 4 tyś. kilometrów Tucson mogłem odczuć tamten dzień? A czy to ważne? Tamten dzień uświadomił mi najczarniejszy scenariusz jaki od lat widziałem obserwując narastające w Stanach zmiany idące w kierunku opanowania społeczeństwa strachem, polityczną poprawnością. Tak, ale te okazały się za łagodną dawką by obywatel wyleczył się i z praw jakie gwarantuje Konstytucja i z naiwnych myśli, że to on decyduje o swoim kraju...

    Tylko wyjątkowo głupi człowiek może uwierzyć, że uderzenie samolotem w najwyższe piętra wysokiego budynku może spowodować wybuchy w jego dolnej części. Wieże World Trade Center "siadały" dokładnie tak samo jak wysadzane dynamitem budynki do wyburzenia...

     Rzekome uderzenie samolotem w Pentagon nie tylko nie pozostawiło części samolotowych, ale było typowym dla pocisku otworem w budynku...

     Jednak nie to było dla mnie szokiem, ale reakcja prezydenta USA. Właśnie miał spotkanie w szkole. Robił typowe dla niego miny zasługujące na niejedną rozprawkę naukową... gdy powiedziano mu co się stało w Nowym Yorku. Nie wiem jak to opisać inaczej niż tak: Szok? Zero. Przerażenie? Zero. ZASKOCZCENIE? ZERO! Aż tak stalowe nerwy? A wiemy, że puszczają mu przy bez porównania mniejszych okazjach. Mina prezydenta G.W.Busha gdy usłyszał o uderzeniu w wieże nowojorskie? Nic innego niż:Co?...Już?...

     Jedynie Bóg rozliczy tego człowieka jeżeli warto w coś takiego wierzyć. Narazie, a na wiele lat do przodu, będą rozliczani ludzie, na których zazdrośni o byle co, niechętni o byle co sąsiedzi lub znajomi doniosą do WŁADZY, żeCi sympatyzują z terrorystami, że nawet mogą być takimi, a na pewno "nie są z nami, a więc przeciwko nam"...

     11 września 2001 dał zielone światło do wprowadzenia pełnej kontroli narazie nad obywatelem Stanów Zjednoczonych, na razie...

     Smutne, dla mnie, bardzo smutne, bo pokochałem ten kraj najbardziej sobie życzliwych ludzi, jak nigdzie czułych na potrzebę drugiego człowieka. Kraj tak dumny ze swoich praw gwarantujących wolność i wolność słowa...

     Kraj, który przecież nie broniąc własnych granic dał tyle krwi w obronie cudzych i w I i w II wojnie światowej...

     Tak, ten dzień na zawsze zmienił historię ludzkości i rozpaczał coś czego zrozumienie jak to się mawia jest "over your head", czyli za trudne...

     I może to dobrze, bo jaki sens jest mieć świadomość, że ktoś ma nas za durni...

     Najwyraźniej ma. Przejdźmy do szczegółów...

     Budynek Pentagonu jest monitorowany z KAŻDEJ strony. NIGDY nie pokazano uderzenia "samolotu" w budynek Pentagonu... NIGDY też nie pokazano części tego samolotu. Było tak, jakby wyparował po uderzeniu. Otwór uderzenia rozmiarami i kształtem wyglądał na uderzenie pociskiem.

     "Dzielna walka pasażerów z terrorystami na pokładzie samolotu, który spadł na ziemię w Pensylwanii" to jakieś siedem na trzy metry PŁYTKA "dziura" w ziemi. NATYCHMIAST otoczona policyjnymi taśmami i NIEDOSTĘPNA dla dziennikarzy. Co się stało z dzielnymi pasażerami? NIGDY nie pokazano ich zdjęć ani szczegółów pogrzebowych...

     Nie natychmiast, ale w kilka miesięcy po uderzeniu w wieże WTC, pojawili się niezależni, prywatni eksperci od wyburzania budynków... Znaleźli BEZ NAJMNIEJSZEJ wątpliwości ślady typowych materiałów służących do wyburzania. Dzisiejsza nauka potrafi oddzielić fragmenty, nawet najmniejsze rozbitego samolotu i jego składu fizyczno-chemicznego od materiałów do wysadzania budynku.

     Stojący obok wież WTC, piętrowy (chyba ok. 50 pięter) biurowiec NIE DOTKNIĘTY samolotami, również "usiadł" jak wysadzony ładunkami do wyburzania. Podobno, ale tylko podobno, nie zawierał nic ważnego. W nim i w wyniku jego zburzenia TEŻ zginęli ludzie...

     Nie w mojej (chorej, prawda?) wyobraźni, ale w podejrzeniach tysięcy Amerykanów zaczęły powstawać "teorie spiskowe"...

     Zdjęcia uderzonych wież WTC pokazują, jak uderzone w ich najwyższą część, "siadają od dołu"...

     Że co, autor tego felietonu? Ja? Ja nie jestem nawet mały pikuś przy ekspertach, którzy dokładnie  zbadali zburzone wieże WTC, szukając coraz powszechniejszych domysłów o ich wyburzeniu od dołu...

     Dlaczego? Nic w przyrodzie nie ginie, jedynie zmienia właściciela... W Związku Radzieckim panowało obowiązujące obywateli powiedzenie, zacytuję w origynale: "Sawieckoje prawitelstwo łutsze znajet". Radziecka władza najlepiej wie.

     Amerykańska władza w Busha nie tylko miała znających język rosyjski, ale jak każda władza wiedziała lepiej, niż jej obywatele.

     11 wrześniua 2001 dał początek odrodzeniu się radzieckiego powiedzonka o władzy

11 września (po raz drugi) 2018

 
 
PEWNEGO DNIA PIĘKNEGO I PEWNEJ NOCY GWIEZDNEJ...
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
19.08.2018.

..."Niech żyje potężny

jednością narodów

z ich woli złączony

nasz kraj Związek Rad..."

     Pewnego dnia pięknego nasz Czernomorskij Fłot podpłynie pod Odessę i miasto otrzyma ultimatum: Nie chcemy ofiar, ale nasze rakiety, okrętowe działa i samoloty mogą w godzinę zmienić Odessę w gruzy.

     Nikt nie wygra.

     Co zrobi wasz rząd w Kijowie? Jak pies... Pod siebie i będzie lizał amerykańską rękę o więcej kasy.

     Bez jednego wystrzału możecie powitać nas, braci, ruskich braci takich jak wy, od wieków w RUSKIEJ Oddesie. Eto nasza Oddiesa i nasz, wsiegda ruskij Siewastopol, tak i spajomcie druzja...

"... Siewastopolskiej walc

znajut wsie mariaki..."

     Krym? Od setek lat nasz. Tam zawsze ruski język i szczaśliwyj narod biez ukraińskowo bardagu...

     Brawo! Dokonaliście mądrego wyboru! Nu, tak i dawaj "Kalinku"... Zachód? NATO? Co zrobią? A czy krytykowali USA, Ze BEZ wypowiedzenia wojny Ameryka NAPADŁA na NIEPODLEGŁY kraj, Irak? Nie? No właśnie...

     Pewnej nocy gwiezdnej pięć rosyjskich, pancernych dywizji w sile tysiąca czołgów stanie przy granicy z Estonią.

     Nad Tallinem przelecą eskadry rosyjskich samolotów, a helikoptery zrzucą ulotki...

     Rosyjscy obywatele Estonii... Stanowicie prawowitą część tego kraju. Możemy w jeden dzień odciąć Estonię od życia. Od prądu, gazu, ropy i żywności. Same śledzie nie wystarczą. Śledzie? Nasz Bałtyjskij Fłot odetenie Estonię nawet od śledzi...

     NATO? Nawet najgłupszy Estończyk nie wierzy, że w obronie jego kraju świat zacznie Trzecią wojnę Światową! PO CO?! Ma umierać w obronie estońskich śledzi??!...

     Tallin w nocy rządzony jest przez kurwy i alfonsów. Wie o tym każdy turysta. W dzień? Aaa... W dzień odbywają się przyjęcia dla zachodnich polityków rozprawiających o... polityce.

     Bez lornetek widzicie nasze czołgi. Ich silniki grzeją waszą zimną noc, a mogą dać jeszcze więcej żaru i czadu... Wybór jest wasz. Wasza armia? To mniej, niż jedna nasza dywizja, a tylko tu mamy pięć pancernych dywizji. Umiecie liczyć straty? Nu tak i kak budziet? I powiedzieć: Pazdrawlajem w drużbie narodow...

     Sen nocy letniej? Bywają prorocze... Dobrze jest budzić się w... suchym łóżku.

lato 2018

 
 
TYLKO GŁUPI I WINNY SIĘ TŁUMACZY!
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
11.08.2018.

TYLKO GŁUPI I WINNY SIĘ TŁUMACZY!

     Minister Brudziński nie jest winny i głupi, ale w rozmowie z jadowicie anty-pisowsko naprogramowaną jak doskonały android, dziennikarką TVN-u (jak jej tam, Zalewska?) zachował się jak winny i głupi.

     Panie Brudziński... Czy NAPRAWDĘ nie wie pan, że rozmowa z ludźwmi opozycji to jednokierunkowa ulica, a pan usiłuje tak właśnie, pod "prąd"? Że jest absolutnie bez znaczenia, czy powie pan prawdę uniwersalnie przyjętą i absolutną, czy skłamie, to opozycja JUŻ ma gotową odpowiedź na NIE?

     Jest bez sensu używanie argumentów logiki, bo TO NIE JEST logika opozycji. Czy to do pana dociera? Najwidoczniej nie.

     Nawet, jeżeli powie pan... Nazywam się Brudziński, to co pan usłyszy? Ależ to nie jest do końca tak, bo każdy tak może powiedzieć...

     W Stanach, gdzie spędziłem większość dorosłego życia, jest takie powiedzenie: Pissind against the wind, to znaczy dokładnie... szczać pod wiatr. Wiadomo czym i co dostaniemy w twarz...

     Pana "argumenty" w tej rozmowie, w wywiadzie, pokazanym w TVN 24 1/08/2018 były... Ależ pani redaktor, ależ pani redaktor, ale szanowna pani redaktor... Aż siedmiu policjantów!? Dlaczego tajniacy!? Dlaczego inwigilacja... A pan? ...Ależ pani redaktor, ależ pani redaktor...

     Żadne ależ i żadne pani redaktor. Należało powiedzieć: BO TAK TRZEBA! BO TAK TRZEBA! BO TAK TRZEBA! TYLKO taka odpowiedź. Czy przekona "panią redaktor"? Oczywiście, że nie, bo ona ma gotowe, zaprogramowane NIE, ale skróci bezsensowną rozmowę ze ścianą...

     Jeżeli ja wiem, że coś jest żółte, bo tak mi powiedziano i zapłacono, abym mówił, to NIKT i NIC nie przekona mnie, że jest zielone.

     Czy pan tego NAPRAWDĘ nie rozumie?  Nie wyświadcza pan przysługę swemu stronnictwu, nie broni pan prawdy (bo prawda jest tego, kto ma ją jako własną...), usiłując przekonać kogoś, na coś, i o czymś. PRZEGRYWA pan z bezczelną, ale doskonałą sztuką KŁAMSTWA.

     Metoda zapoczątkowana w październiku (listopadzie) 1917 w narodzinach Związku Radzieckiego i praktykowania po dziś dzień z ogromnymi sukcesami w Unii Europejskiej i jej "Komisjach". Przynajmniej o tym powinien pan wiedzieć.

     Reprezentuje pan partię rządzącą. Słowo - rządząca - już jest na NIE z takimi jak "pani redaktor", ale WYSTARCZA, aby jedyną pana odpowiedzią  było: BO TAK TRZEBA!

     Niestety, jeszcze jeden przykład "poprawnego" pisania.

sierpień 2018

     
 
 
 
"MAJDAN" w WARSZAWIE
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
03.08.2018.

" M A J D A N "  w W A R S Z A W I E?

    Marzenie Platformy Obywatelskiej i przydupasów. Możliwy? Moim zdaniem tak, "dzięki" bezczelnie genialnej taktyce Platformy i grzeczniutko - głupiutkiej reakcji PiS-u...

    Nie odkrywam wtorku po środzie, ale na dłuższą metę, bierność, raczej bezsilność, policji "pęknie"... Poleje się krew i właśnie o to chodzi Platformie i jej przydupasom. Pałowanie jest medialnie skuteczne, ale tylko medialnie, bo, gdy bity jest grubo ubrany, to czuje głównie złość i chęć odwetu.

    Jest coś takiego jak uderzenie pod prawy łokieć, na wątrobę. Nawet najsilniejszy, najbardziej odporny bokser pada i nie może zrobić ruchu, a uderzenie nie pozostawia śladu. Może w szkołach policyjnych powinni tego uczyć? Na przykład, gdy demonstrujący opluwają, kopią po nogach policjantów, popychają i szarpią, a nawet biją w twarz policjanta, to takie "dźgnięcie" końcem pałki (na wątrobę, w tłumie, niewidoczne (nie pozostawiające żadnego trwałego uszkodzenia, szybko zniechęci od agresji wobec policji.

    Znokautowanie boksera ciosem w głowę pozostawia minimalne zmiany w mózgu i wymaga pół roku przerwy w walce. Jako i fizjoterapeuta, i exercise physiologist wiem to z wielu lat praktyki.

    Ale zostawmy "technikalia"... Na jakiś czas pomogą opanować coraz bardziej, a przynajmniej, rozkrzyczany tłum (dobrze jest się wykrzyczeć, "czuć siłę" w solidarności i bez znaczenia, czy o co chodzi i czy nas to na co dzień dotyczy).

    Rosnąca frustracja opozycji doprowadzi do konfrontacji zbrojnej. Gdy wykrzykujący zmęczą się, gdy zmęczą się wynajęte za sto złotych babcie z wnukami i ogłupione baby, przyjdzie czas na akcje...

    Mój kolega z liceum, obecnie major SB "w stanie spoczynku", nie zdał służbowej broni, a ma spory arsenał. Nie on jeden. Jest bardzo niezadowolony z obcięcia krwawo wypracowanej emerytury. Padną pierwsze strzały, ale policja ma większą siłę ognia i tak skończy się rola esbeków w wieku lat osiemdziesięciu kilku. Czy to już Majdan? Może jakiś początek...

    Ofiary śmiertelne to tragedia nie mieszcząca się w statystykach, ale gdyby do tego doszło? Czy Europa się obrazi, czy USA się "obraża? Kto i co to jest Europa... "7, 777, tysiąc siódmy artykuł? Czy Europa ma coś więcej? Jak mawia tak zwany "prosty naród" nad wisłą: Jak Mańce chu... stanie...

    Ameryka się nie obrazi, bo ma żywotny powód do obecności swoich żołnierzy w Polsce. NIE DO OBRONY Polski. O nie. Więc? Do rozgrywanie "partii szachów" z Rosją. I tyle.

    Popłakiwanie opozycji o "policyjnym państwie - Polska" wyschnie jak łzy bez współczucia.

    Policja w Europie pałuje, wykręca ręce, gazuje, STRZELA z broni gładko lufowej do demonstrantów i co? Pomimo mojej słabości do wulgaryzmów nie powiem, że... do rymu.

    Podczas zamieszek w Katalonii hiszpańska policja nie pałek używała, ale metalowych prętów. Prawie tysiąc osób było hospitalizowanych. Wyzywała Katalończyków od skurwysynów (hijos de puta) i zwracała się do : Calla de puta! (zamknij się kurwo). Czy Bruksela to odnotowała jednym słowem? NIE.

    PO ewentualnym "Majdanie" w Warszawie będzie obowiązywała ustawa o zabezpieczeniu obywateli, bo policja otrzyma uprawnienia używania takiej taktyki, jaka będzie skuteczna. Jak prezydent Trump zlikwidował masowe używanie broni palnej przez element kryminalny? Bez rozpraw, bez połaczących USE the gun - go to jail (używasz broni - idziesz do więzienia).

    Ale prawo musi być nie tylko papierowe... A przy okazji śmiertelnych ofiar... KAŻDEGO ROKU W POLSCE TONIE I GINIE W WYPADKACH DROGOWYCH STOKROTNIE WIĘCEJ OFIAR NIŻ W Ukraińskim Majdanie...

    P.S. Bokser Oscar de la Moya, mistrz olimpijski z Barcelony, jeden z "Niezniszczalnych" został znokautowany w walce z dużo słabszym przeciwnikiem. Właśnie ciosem na wątrobę... Oto, co powiedział po walce: "Wiedziałem, że przegrałem przez nokaut, ale byłem cały czas przytomny, tylko nie mogłem wykonać żadnego ruchu"...

lato 2018

 
 
Ty, Daniel Olbrychski...
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
30.07.2018.

Ty,Daniel Olbrychski... 

Dla wielu jesteś ikoną.Pisząc to nie zyskam sobie przyjaciół,wiem,ale... Dałeś pokaz wyjątkowej hipokryzji i próby zrobienia z kinomanów durni bez pamięci i samodzielnego myślenia.

W wywiadzie, wieczorem 26 listopada /2016/ dla Polsatu z prezenterką /o której naiwnie myślałem,że jest politycznie obiektywna.../, określiłes lata Polski Ludowej i PRL-u jako obrzydliwe. Określiłeś je też jako okrutne i niesprawiedliwe,ale to OBRZYDLIWE wymlaskałeś pięć razy.

Gdzie tu hipokryzja? Olbrychski,to właśnie w tych OBRZYDLIWYCH czasach zrobiłeś swoją karierę.Cały swój dorobek zawdzięczasz tym obrzydliwym czasom. Może powinieneś być im wdzięczny? Olbrychski,chyba warto być obrzydliwym aby mieć monopol na granie każdej roli,prawda? No,to jak czy my tu o misiu czy o Zdzisiu. Byłeś w tym wywiadzie "o krok" nazwania się aktywnym opozycjonistą tych obrzydliwych lat,ale wyhamowałeś mówiąc,że jedynie byłeś przyjacielem opozycjonistów i pomagałeś  im. Jak? A monopol na filmowego aktora i amanta numer jeden w latach komunistycznej Polski to mało?

Bez tego aktorsko wykrzywiona /czy to po udarze?/ twarz, wykrzywiła ci się jeszcze bardziej gdy mało łzy nie uroniłeś mówiąc,że "ktoś zdobył się na haniebny czyn" rzucając kamieniem w generała Jaruzelskiego. Jak można było tak obrazić zbawiciela Polski! Jednak ani słowa do publiczności, że to Jaruzelski dał początek tym obrzydliwym czasom Polski Ludowej i PRL-u. To dlatego całowałeś się z rodzinką Jaruzelskiego na jego pogrzebie,żegnając go aktorsko zbolałą twarzą...

A prezenterka polsatu /przyznaję,WYJĄTKOWO atrakcyjna kobieta.../zawodowo kierowała nie tyle pytaniami publiczności,co odpowiedziami! Doskonała szkoła /jak z tych obrzydliwych czasów.../. Twoja pulchniutka żona, bardzo cieniutko,ale jednak, wychwaliła się w temacie obniżenia wysokich emerytur mordercom z UB i SB. Ty?... Nie usłyszałeś tematu. Równie dobra szkoła...Olbrychski,jesteśmy w "ciut" zbliżonym wieku. Z konieczności, nie mając wyboru oglądałem w kinie jak rośniesz z kurdupla do "olbrzyma". Jak rośnie twój kabotyński sposób grania TAK SAMO KAŻDEJ POSTACI. Jedynie kostiumy i makijaż ci zmieniano... Zdzisław Maklakiewicz ,który w początkach lat 60-tych, w Gdańsku, w "Żaku" prowadził jakiś czas nasz studencki kabarecik FO-PA, wiesz jak cię określił? Ostrzegam, nie będzie miłe...Zacytował ludowe porzekadło; "Żeby nie te zęby, to by była dupa z gęby". /A bardziej genialnego naturszczyka niż Maklakiewicz nie było/.

Olbrychski...Przynajmniej na stare lata mogłeś zachować twarz, a nie chwalić się, że uczęszczasz w marszach KOD-U. Walczącego o co... No,o co? Chyba nie o to abyś ciągle mógł być przed kamerami? Do tego ani KOD ani szmod NIE jest ci potrzebny, prawda? Tylko co z tymi obrzydliwymi latami twojej sławy...

                                                                                                                                                28 listopada 2016

 
 
ZMĘCZONY OPOZYCJONISTA...
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
21.07.2018.

   

     Ile jeszcze razy można maszerować, gdy maszerujących coraz mniej... "Wyzwoliciel narodu - przywódca KOD-u" okazał się zwykłym złodziejem. Żeby niezwykłym, ale zwyczajnie malutkim, głupiutkim, kradnącym zabawki ze wspólnej piaskownicy.

     Rozdęty Wałęsa wygłupia się jak zwykle, a ostatnio nawoływaniem do... rozmnożenia się w sto tysięcy...

     Nawet jeżeli hasła PiS-u są kłamstwem, to bardziej przekonują niż nasze protesty, a chętnych do "spontanicznych" zbiórek coraz mniej.

     Nasze dzieci rosną i chcą żyć teraz i dziś, a to teraz i dziś jest bogatsze od wczoraj i kiedyś "będzie lepiej". Tylko to kiedyś... Właśnie to jest zmora nie do udźwignięcia, bo... jeżeli PiS wygra ponownie, to co wtedy? No co... Znowu maszerować z hasłami o konstytucji, gdy to nie konstytucja, ale "500 plus" karmi "oszołomów", bo my? My... No właśnie, kim jesteśmy my? Jeszcze raz przegrani? Więc jeszcze raz na zbiórki, na marsze, na protesty w obronie... przegrania? Jak długo można, a lata lecą, a głupiutkich staruszek za sto złotych, by zabrały wnuki i w pierwszym szeregu protestowały, coraz mniej. Co robić... Co robić... Dołączyć?

     Wygrywanie nigdy się nie znudzi, przegrywanie tak. Nadzieja? Umiera ostatnia... A jednak umiera, to znaczy przegrywa, bo też jest zmęczona.

     Obiecujemy koniowi, na którym jedziemy owies i marchewki... Jeszczę ciągnie, ale jak długo może, gdy napchamy go sianem haseł o praworządności.

     Zmęczenie... A rąk do podtrzymania coraz mniej... Próbowaliśmy kpić i kłamać, że nasza kiełbasa jest lepsza. Co z tego, gdy ich jest tańsza...

     My wymachujemy konstytucją, ale "oszołomy" tańszą kiełbasą... Jak wygrać, gdy nawet kiełbasy nie mamy, tylko słowa, te same, tak samo zmęczone jak my.

     Słowa... słowa, to tylko życia połowa, tylko czyje to życie... Już nie nasze.

Lato 2018
 

 
"Rezurekcja" Johna Boltona...
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
10.07.2018.


Czyżby następna, amerykańska agresja na Bliskim Wschodzie?

Agresja? Oczywiście. Bo napaść na inny kraj, który nie jest w stanie wojny i nie zagraża naszemu krajowi militarnie, jest napaścią, agresją i niczym innym. Napaść USA na Irak w 2003 na podstawie celowo sfałszowanych dowodów "posiadania" przez Irak broni atomowej i rakiet zdolnych dosięgnąć Izrael, była agresją na niepodległy kraj.

Ale gdzie tu John Bolton? Dziś, AD 2018, doradca prezydenta USA do spraw bezpieczeństwa. Aż do chwili obecnej, jakby się rozpłynął w powietrzu. Cisza. Kompletna nieobecność, aż tu "nagle" prezydent Trump "wyciągnął" go jak przysłowiowego królika z kapelusza...

Ale... był luty 2003 i John Bolton, wówczas podsekretarz stanu USA, w towarzystwie sześciu amerykańskich kongresmenów został zaproszony przez Ariela Szarona, szefa rządu Izraela.

Ariel Szaron rozłożył przed Amerykanami mapę Bliskiego Wschodu i powiedział mniej więcej, że Irak, Syria i Iran to kraje zagrażające Izraelowi i Stany Zjednoczone MUSZĄ (!), MUSZĄ rozbroić je z broni masowego rażenia i zniszczyć jako zagrażające Izraelowi. Irak najpierw, następnie Syria i Iran.

Wyssałem to z palca? A może wytrzepałem z...? Nie. Podaję żródło:
USA TODAY, 17/03/2003, artykuł Justina Raimondo "War is not U.S. interest".

Jest w nim też o tym, że amerykańscy żołnierze będą mieli napisy na nagrobkach: "Umarli za Ariela Szarona". Że "USA będą izraelskim agentem w... proxy wojnie przeciwko Irakowi"...

W kilka tygondni po wizycie Johna Boltona i amerykańskich kongresmenów w Izraelu, Stany Zjednoczone napadły Irak.

Naczelnym wodzem tej agresji był amerykański prezydent J.W.Bush. Do dnia dzisiejszego CODZIENNIE (!), CODZIENNIE w Iraku ginie na ulicach kilkadziesiąt osób w bratobójczych walkach Araba przeciwko Arabowi. Bez udziału izraelskich żołnierzy, Arabowie mordują się wzajemnie. Jest to wynik amerykańskiej interwencji w Iraku i odpowiednio przygotowanego konfliktu religijnego wśród ludności Iraku. Tego NIE było za rządów Sadama Husseina.

Setki, tysiące dzieci w Iraku żyje bez rąk, bez nóg, bez rodziców. Do dnia dzisiejszego w Syrii zginęło ponad pół miliona ludzi, a ponad dwa miliony uciekło do Libanu.

Plan Ariela Szarona wypełnia się codziennie.

Czyżby więc John Bolton miał ponownie odegrać "kukiełkową" rolę w amerykańsko-izraelskiej polityce dotyczącej Bliskiego Wschodu? Jest tam jeszcze dość ludzi do... wymordowania, prawda?

Internauto... Gdyby na przykład w Polsce, CODZIENNIE ginęło kilkadziesiąt osób w ulicznych zamachach, to myśłę, że nawet najmniej życzliwi Polsce krzyczeli by na "cały świat": Ale to się dzieje w Iraku, w Syrii, a tam są "tylko" Arabowie...

 

2 lipca 2018
 

 
NAIWNOŚĆ CZY GŁUPOTA?
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
24.06.2018.

    NAIWNOŚĆ CZY GŁUPOTA?

A może jedno i drugie? Kogo? POLSKIEGO RZĄDU i prawicowych, pro-PISowskich mediów. To NIE "łamanie praworządności" w Polsce. To NIE odmowa przyjmowania tak zwanych uchodźców a wyznawców Allaha. To NIE "problemy" z Trybunałem Konstytucyjnym. To NIE wycinka Puszczy Białowieskiej. To NIE ta ustawa głupio, dziecinnie i naiwnie zawetowana przez harcersko grzeczniutkiego prezydenta Dudę...To NIECOKOLWIEK Polska robi BEZ ZGODY Unii Europejskiej jest powodem ataków na Polskę. Nawet NIE marginalne włażenie Platformy Obywatelskiej i jej przydupasów w dupe Brukseli i Berlinowi...

To istnienie PRAWICOWEGO rządu w Polsce. Krótka piłka. Unia Europejska to nic innego niż resztki, nieomal ścierwo Międzynarodówki Komunistycznej zrodzonej z Marksa i dziewiętnastowiecznych komunistów typu Romualda Trauguta czy Róży Luksemberg i pozostałych "waryńskich" , a rozkwitła w 1917 w Rosji, by stać się Związkiem Radzieckim. "Proletariusze wszystkich krajów łączcie się". Śmierć religii, śmierć niepodleglemu myśleniu krajów w Europie i słowa w "Międzynarodówce:"

"...Bój to jest nasz ostatni

krwawy skończy się trud

gdy Związek nasz bratni OGARNIE LUDZKI RÓD"...

 

Ponownie-krótka piłka. Albo inaczej: Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam. Polska jest... "przeciwko nam ... Czy ja mam obsesję antykomunistyczną? Nawet jeżeli mam, to powinienem mieć. Komuna wywiozła mnie na Syberię. Powiedziała mojej Mamie, gdy rąbała tajgę siekierą co ważyła nie mniej niż Mama.. .Brygadzir mówił "Padachniosz addachniosz" /chcesz odpocząć? Zdechniesz to odpoczniesz/ i "Zdechniesz, to nowa tajga z ciebie wyrośnie"... Co to ma do obecnej Unii Europejskiej? Angela Merkel w latach komunistycznej części Niemiec, w DDR, była jedną z czołowych komunistek w rządzie i przez wiele lat w Lipsku, gdzie Putin był na placówce KGB, nasiąkła komuną, więc dziś jak ma patrzeć na prawicowy rząd w Polsce?

Nie wiem czy wszyscy, ale najważniejsi w Unii Europejskiej, to byli członkowie włoskiej, francuzkiej, holenderskiej i hiszpańskiej parti komunistycznej. A kto dał tytuł profesora i za co towarzszowi Liberadzkiemu z SLD i kto wychował Lewandowskiego...Lewica ma się do tego stopnia dobrze i mocno, że w demokratycznych Stanach Zjednoczonych była oficjalną partią komunistyczną z siedzibą w Hollywood i to Lewica dziś nazywana demokratami w USA, walczyła przeciwko wyborowi Trumpa na prezydenta USA.

To nie jest moja obsesja i powiem więcej - mam 80 lat i życie już poza...Czy polski naród zgłupieje i "pokornie" będzie patrzył jak TVP, niby wolne od komuny ZAPRASZA Czarzastych i resztę SLD, aby zatruwali umysły naiwnych. Kto na to pozwala? Ci ludzie, oczywiście mający prawo do życia publicznego, NIE POWINNI mieć miejsca w polskiej telewizji. Nie brakuje komunistycznych TVN-ów opłacanych z Niemiec, tam mogę się wypowiadać ale nie w TVP. Ponownie : Głupota czy Naiwność w TVP.

Nieśmiertelna, wyprubowana mądrość komuny : KŁAMAĆ,KPIĆ,KŁAMAĆ odwracać w kpinę wszystko co dobre dla Polski. Piąta kolumna? Dywersja? A może po prostu Targowica i ZDRADA Stanu? A może zwyczajnie : NAIWNOŚĆ CZY GŁUPOTA obecnego rządu w Polsce...

P.S. Polityka? To mały pikuś, bo obecnie mamy... Operę Mydlaną pt. "Kontuzja Kamila Glika, a sytuacja międzynarodowa Polski"...

14 czerwiec 2018

   

 
KRYM I KIJÓW OD ZAWSZE ROSYJSKIE!
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
08.06.2018.

          KRYM I KIJÓW OD ZAWSZE ROSYJSKIE!

                Nie lubię się powtarzać i nie rozumiem dlaczego ważniejsi i mądrzejsi niż ja nie znają historii Rosji i Krymu. Ukraina? Ten sztuczny twór powstały z polskich chłopów uciekających od pańszczyzny i rosyjskich chłopów uciekających od okrucieństwa rosyjskiej szlachty w piętnastym i szesnastym wieku, pierwszy raz w został nazwany w polskiej historii - Ukraina w 1520 roku. Oznaczał tereny...U KRAJU Polski, na południowo wschodnich terenach od Polski, U KRAJU = Ukraina.

                Ukraińska tożsamość narodowa to pojęcie przynajmniej względne. Mistrz świata,bokser Władimir Kliczko /Kłyczko/  nauczył się ukraińskiego niedawno, a w domu rosyjskiego /radzieckiego/ oficera ciągle mówi się po rosyjsku. Nie przeprowadzono statystyk, przynajmniej tych wiarygodnych, ale połowa Ukraińców mówi po rosyjsku. Oczywiście, że nie przekreśla to tak zwanej tożsamości narodowej /a może przekreśla?../.

                Jedynie gdy "idzie" o narodową dume w mordowaniu przeciwników, to ta nie ma sobie równej, a powiedzenie :  "Smert Lachom, Żidom i komunistom, chaj żiwe Narodna Ukraina "  tłumaczy wiele.../Lach to Polak/.

                Ale skoro o historii... W 882 książę Ruryk z plemienia Waregów przeniósł swoją siedzibę z Nowogrodu do Kijowa. W tym samym roku trzech braci : Kij, Szczeka i Morywa /Chorywa/ utworzyło w Kijowie stolicę Rusi Kijowskiej. Kijów rósł w potęgę w czasach panowania Włodzimierza Wielkiego /960-1015/, a za panowania Jarosława Mądrego /978-1054/ jako STOLICA ROSJI!/ obejmował ziemie od wybrzeża Bałtyku do morza Czarnego.

                Krym i okoliczne tereny stanowiły część Chanatu Tatarskiego, który nigdy nie był państwowością i był lennikiem Rusi Kijowskiej.

                Chanat miał swoje lepsze i gorsze czasy, ale zawsze był militarnie zależny od Kijowa i NIGDY nie był częścią Ukrainy chociażby dlatego że...Ukrainy NIE BYŁO!  Że musiały minąć wieki, a dokładnie ponad 400 lat, zanim pojęcie Ukraina pojawiło się w Polsce i Rosji.

                W 1920 nacjonalistyczny przywódca Ukraińców Ptlura, chciał zawrzeć z marszałkiem Piłsudzkim przymierze przeciwko wspólnemu wrogowi-Rosji Sowieckiej / po 1917 Ukraina weszła w skład tworu o nazwie Związek Radziecki / ale Piłsudzki, w Kijowie, mówił o Polsce od morza do morza, a po drodze...Ukraina i kulturalnie mówiąc gówno z przymierza wyszło, a Ukraina na złe / bo nie na dobre.../ została jedną z rdzieckich republik.     

                Do kogo wtedy należał Krym? Tak jak cała wschodnia i południowa część Związku Radzieckiego do...Związku Radzieckiego, czyli spadkobiercy Rusi Kijowskiej.

                Upadek Związku Radzieckiego zmienił jego wschodnie i południowe granice, co nie znaczy, że Krym przestał być etnicznie tatarsko-rosyjski.

                A dziś?                    

                Dziś relacje polsko-ukraińskie są jak nigdy złe. Pomimo, że Polska, by nie wyrazić się ordynarnie / co przychodzi mi z trudnością /...nieomal włazi Ukrainie w d.., Ukraina zamiast okazać chociaż ciut zrozumienia, nie mówię o wdzięczności, nawet nie pozwala polskim naukowcom w poszukiwaniu polskich grobów ofiar masowo zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów.       

                Jeżeli Rosja zdecyduje się wkroczyć do Kijowa, swojej pierwszej, prawdziwej stolicy to...NATO użyje typowego, radzieckiego powiedzonka : "W imię przyjażni i pokoju między narodami, wybaczymy naszym, rosyjskim przyjaciołom ich błędną politykę "...Że co?Frajerze...Chyba nie myślisz, że w obronie tak zwanej Ukrainy NATO i tak zwany Zachód rozpęta trzecią wojnę światową ? Chyba aż tak głupi nie jesteś?               

                A Krym? A co, nie przydaje się w mediach ?...

 

czerwiec 2018

 
BITWA O MONTE CASSINO
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
04.06.2018.

BITWA O MONTE CASSINO

     Odwiedził nas dziwny człowiek. Był zupełnie siwy jak bardzo stary człowiek, ale miał młodą twarz. Jeszcze takiego nie widziałem. To był pan Włodzimierz Czerniawski, znajomy rodziców sprzed wojny. Mama powiedziała, że to jest wzór Polaka i partioty, bardzo szlachetny człowiek. Ojciec dodał, że jest też bardzo głupi i naiwny...

     Był wczesny listopad 1953 i śnieg nie padał, ale ciął po twarzy jak okruchami kamienia. Pan Czerniawski powiedział, że teraz, w Londynie, jest dużo cieplej... To mnie zaciekawiło, abym słuchał.

     Tęsknota za Polską spowodowała, że ten pan wrócił do kraju po latach, najpierw w Armii Andresa i całej trasy od Afryki aż do zakończenia wojny we Włoszech. Potem Londyn...

     Utykał na nogę i podpierał się dziwną laską. Dziwną, bo była czarna jak węgiel i zamiast rączki miała  głowę murzyna.  Jest z hebanu, wyjaśnił, widząc moje zainteresowanie.  Ale nie to było bardziej niż dziwne, bo powiedział, że bitwa o Monte Cassino była największą głupotą Aliantów i największą pomyłką.  To tam został ranny i tam posiwiał w jedną noc, gdy ogień karabinu maszynowego Niemca ukrytego w gruzach przydusił kilku polskich żołnierzy, by leżeli płasko na brzuchach,  a na głowy sypał pył z rozbitych ścian.

     Że mieszkańcy okolicy Cassino powtarzali słowo: perke - dlaczego, po co?  Dlaczego Amerykanie, Anglicy i Polacy burzą piękny i piękny zabytek, bez rezultatu próbując zdobyć kupę gruzów, zamiast zostawić tam Niemców aż głodni sami zejdą bez walki.  Że do Rzymu prowadzi wiele dróg jako że... "Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu" i wystarczy BOKIEM OBEJŚĆ to wzgórze z Niemcami i tak skazanymi na porażkę...

     Głupota, upór i jakaś chora chęć pokazania, że zdobędzie się coś takiego, zabiła tysiące żołnierzy, aż Polacy taką samą głupotą swego dowództwa postanowili udowodnić, że zdobędą tą kupę gruzów...

     Że Amerykańskie oddziały idące drogą przez Anzio, nad morzem, JUŻ BYŁY w Rzymie, gdy ich koledzy, a później Polacy, umierali, zdobywając nic nie znaczące gruzy...

     Że żołnierze między sobą mówili, powtarzając słowa okolicznych mieszkańców - dlaczego, po co... ale pułkownicy, dowodzący, chcieli udowodnić, że Polak potrafi bohatersko umierać...

     Dlaczego ojciec uważał, że pan Włodzimierz jest głupi? Ojciec pił z milicją i UB, więc wiedział, co mówi.  W kilka dni późnije pan Włodzimierz znikł, jakby zapadł się pod ziemię. Tak powiedziała mama...

     Ojciec dodał, że właśnie dokładnie tak, pod ziemię...

     Dla władzy ludowej, tego nikt mi nie musiał tłumaczyć, tacy ludzie jak powracający z Zachodu pan Włodzimierz?  Żołnierz armii wroga", bo kierowanej przez wrogów Polski Ludowej, byli zdrajcami, a dla  zdrajcy karą jest śmierć.

     O bitwie pod Monte Cassino nic nie wiedziałem.  W szkole nic o tym nie mówiono, dopiero wizyta pana Włodzimierza Czerniawskiego odsłoniła mocno zakryty, wyciszony kawałek polskiej historii,  tak tragicznej,  a jeżeli pan Włodzimierz miał racje,  to tak głupio tragicznej.

     Bo rzeczywiście... Gdyby Alianci zostawili ten piękny klasztor i może kilkuset ukrytych w nim Niemców, odeszli, to jaki los czekałby Niemców?  No jaki?... Tak, jak uważali Włosi, mieszkańcy okolicy Cassino, najdalej za kilka miesięcy Niemcy zeszliby z prosząc o chleb. Zeszliby do nowej władzy, samotni, głodni...

     Może pan Włodzimierz miał rację mówiąc, że bitwa o Monte Cassino była największą głupotą Aliantów i największą pomyłką...

     Co z tego,  gdy następnego dnia miała być klasówka z matematyki i głupota Aliantów była niczym przy mojej matematyce.

                                                                                                                             18 czerwca 2018

* Fragment mojej, najnowszej książki,  która ukaże się jesienią 2018  "A działo się to... w Elblągu".

 
CZY PiS PRZEGRA?
Oceny: / 4
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
11.05.2018.

CZY PiS PRZEGRA?

     Robi wszystko, by tak było...

     Ma przeciwnika zahartowanego w ponad pół wieku absolutnej władzy. Coś takiego uczy, jak wygrywać. Wypadki i wpadki przy pracy? Najlepsi też miewają...

     W 1989, przy pokerowym stoliku, komuna zrozumiała, że nie da się kontynuować pod szyldem PZPR. Potrzebna była nowa nazwa i nowi ludzie. Tak (nie powiem, że z kutasa, ale nieomal) wytrzaśnięto przydupasa o nazwie Donald Tusk. Był idealny. Potwierdził kredyt zaufania i robi to do dziś.

     Gdzie tu PiS? Gdy słyszę, jak jego ministrowie powtarzają... "Przyjmujemy z pokorą" ... "Traktujemy to z pokorą" ... Pokornie, to możesz dostać w pysk, oblizać się i poprosić o więcej (jak nakazuje "Pismo święte").

     Pokora jest dominującą cechą słabości. Każdy rolnki wie, że pierwsze umiera z głodu najpotulniejsze i ostatnie do cycka matki, cielątko. Każdy, kto miał szczeniaczki lub kociaki wie,  że te pokorne rosną najsłabiej,  umierają najszybciej,  bo ostatnie w przepychaniu się do miski.

     "Pismo Święte" dla chrześcijan napisali  Żydzi,  którzy w ich "Piśmie Świętym" , czyli Starym Testamencie,  NIC o pokorze nie mają.  Przeciwnie - jest tam  "Oko za oko,  ząb za ząb".  Prawda?

     Stany Zjednoczone nie powstały z pokory,  lecz z agresji i mordowania Indian,  by zdobywać nowe tereny od oceanu do oceanu.

     Bitwa Warszawska w 1920 roku z Bolszewikami , została nie pokorą wygrana, lecz wolą silniejszego.

     Ponownie gdzie tu PiS?  Niejaki Brejza zapytany,  dlaczego jego ojciec,  prezydent Inowrocławia,  nagradzał swoich przydupasów ogromnymi  pieniędzmi,  powiedział... "Bo im się należało".

     Gdy PiS dał nagrody swoim ministrom,  to przyznał,  że to był błąd... Co z tego zrozumiał przeciętny Jasiu?  Aha!  PiS rozdaje ogromną kasę swoim!  Jasiu nie wiedział i nie słyszał, że poprzednicy PiS-u za swoich rządów rozdawali dziesięciokrotnie więcej swoim,  tyle,  że nie za jednym razem,  ale przez osiem lat.  To do Jasia nie dotarło,  bo Platforma zadbała,  aby nie.

     Jeszcze raz ponad pół wieku genialnej polityki:  KŁAMAĆ, KŁAMAĆ, KŁAMAĆ,  aby "śmiechem zajebać"  przeciwnika.  Tak było za czasów mojej młodości, gdy komuna KŁAMAŁA wiedząc,  że kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się "prawdą".

     Garstka opiekunów niepełnosprawnych,  okupując  (NIELEGALNIE!)  siedzibę POLSKIEGO RZĄDU!!  Chce kasy!  Rząd (na piśmie) proponuje pomoc.  Nie!  Reżyserowani przez "płaczliwą"  posłankę Nowoczesnej,  mając za przywódczynię pyskatą, grubą blondynkę, mówi nie na każdą propozycję rządu.  Chce kasy!  Już!  Dziś i teraz!  Do ręki...  Skoro PiS chwali się,  że Polska ma takie sukcesy gospodarczo-ekonomiczne,  to rząd: Dawaj kasę!

     Tylko głupi przyznaje się  (do czegokolwiek).  Wie o tym każdy doświadczony kryminalista. Przyznasz się?  Sąd daje  "jak za zboże".  Nie przyznasz się?  Sędzia,  sąd i całe "to wszystko" może mieć wątpliwości,  czy zrobiłeś, więc tylko głupi się przyznaje.

     PiS  dał nagrody swoim ministrom?  BO IM SIĘ NALEŻAŁO.  Czyż nie tak uważa poseł Brejza,  oceniając pracę tatusia?

     W 1954 miałem szesnaście lat .  Mieszkałem w Elblągu. Rodzice mieli różnych znajomych. Jednym z nich był pan Julian Modzolewski ( o którym inny znajomy,  nazywany przez moją Mamę - antysemitą ) niejaki pan Karolak mówił,  że to komunistyczna świnia i żyd....

     Pan Modzelewski kiedyś powiedział,  że on nie dożyje,  ale ja tak,  dnia,  gdy nie będzie Polski,  Niemiec,  Francji,  Włoch itp.  Tylko jedna rodzina o nazwie  Zjednoczona Europa. Takie są dyrektywy i założenia ostatniego zjazdu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego.  A hasło?  "Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się"... Dożyłem...

     Czy  dyrektywy  tamtego  zjazdu KPPZPR  przewidziały dalsze losy "Zjednoczonej Reuropy"?  Jak mawiają bracia Rosjanie:

                      Pażyjom, uwidzim.

Prawilno.

                                                                                                          wiosna/nareszcie przawdziwa/2018

 
NIEWDZIĘCZNY PiS!
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
15.04.2018.

NIEWDZIĘCZNY PiS!

Przez dziesiątki lat, w krwawym trudzie mordowaliśmy wrogów naszej ojczyzny Polski Ludowej, zaplutych karłów sanacji, których wy nazywacie bohaterami.

To dzięki nam macie takie rzeczy jak "Łączka ", gdzie możecie grzebać się w kościach, robić doktoraty, przemówienia, przypinać medale...

To dzięki man możecie mieć pomniki, z tym ostatnim włącznie, dzięki naszej "Bierożce"...

To dzięki nam wasze dzieci uczą się zakłamywać historię dziadków, a naszych towarzyszy walki o Polskę wolną od faszyzmu.

To dzięki naszym, radzieckim towarzyszom, nauczyliśmy się oszczędzać amunicję... Jeden nabój wystarczał na faszystę i wroga władzy ludu.

To my stworzyliśmy poetów, aby pisali...

... "Jest w ojczyźnie rachunek krzywd

 obca dłoń ich nie przekreśli..."

To my byliśmy tą dłonią wyrównującą krzywdy robotnika i chłopa...

W Warszawie stworzyliśmy "studentów rewolucjonistów" takich jak Federowicz i Młynarski. To oni recytowali nasze teksty, aby naród myślał, że skoro im wolno, to naprawdę wolno... A my słuchaliśmy, słuchaliśmy i zamykaliśmy...

W Krakowie stworzyliśmy "raj dla baranów", gdzie główny baran też recytował teksty przygotowane w Wydziale do Spraw Prasy i Widowisk, a reszta baranów głośno beczała... A my słuchaliśmy, słuchaliśmy i co głośniejszych zamykaliśmy.

To dzięki nam robicie kasę, naukowe tytuły, piszecie książki o sprawach, o których tyle wiecie, co przeczytacie...

A gdzie jest wasza wieczność!? Nawet najmniejszej fotografii, żadnego nazwiska, a my nie wstydzimy się swoich nazwisk.

Tyle wam daliśmy. Bez naszych krwawo wypracowanych zasług o czym byście, czym wypełniali wasze media!

Mało tego! Nie dość, że nie pokazujecie, komu to zawdzięczacie, to odebraliście nam, nasze krwawo wypracowane emerytury!

Niewdzięcznicy PiS! I tyle.

   Ale to jeszcze nie koniec... Nie cieszcie się...

P.S.
Okrutna niesprawiedliwość!
W Niemczech własnie osądzono i skazano 94 letniego esesmana. A my to co, gorsi?
Nie nadajemy się do osądzenia? Okrutna niesprawiedliwość!

 
Żydowscy żołnierze Hitlera
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
25.02.2018.

  Żydowscy żołnierze Hitlera

(Żydowscy żołnierze Hitlera) Autor: Bryan Mark Riggs. Wydawnictwo: University Press of Kansas, 2002. ŹRÓDŁO: "Hitler's Jewish Soldiers". University Press Of Kansas. Kansas, Lawrence KS 66049. USA 2501 West 15th street.

B. M. Riggs jakiś czas służył w armii Izraela, a do tego wymagane jest poświadczone żydowskie pochodzenie. Zresztą, autor nie ukrywa tego.

Do napisania tej książki, która dała mu doktorat, posłużył się tysiącami wywiadów i dokumentów na terenie Europy i Izraela. Przestudiował literaturę spraw wojennych i społecznych lat 1933 - 1945 w Niemczech i państwach Hitlerowi podległych.

Książka liczy około 500 stron i zawiera nie tylko nazwiska, fakty i historie jej "bohaterów", lecz dziesiątki zdjęć żołnierzy i oficerów żydowskich w militarnych i policyjnych siłach Hitlera.

Fotografowalii się w mundurach, z orderami, na koniach, na salonach w towarzystwie elegancji hitlerowskiego światka. Fotografowali się z okazji ślubów. W ogółe w pełni szczęścia...

Żydowskie siły militarne i policyjne Hitlera liczyły w latach 1933 - 1945 około 160.000. STO SZEŚĆDZIESIĄT TYSIĘCY! Że Hitler pod koniec wojny potrzebował każdego, aby tylko ten... oddychał i chodził? Tak, ale ci służyli mu od 1933! Oto szczegółowy wykaz od szeregowca wzwyż, dla WSZYSTKICH SŁUŻB WOJSKOWYCH:

                kaprli - 254

                podoficerów- 136

                poruczników- 144

                kapitanów- 32

                majorów - 17

                podpułkowników - 39

                pułkowników - 40

                generałów - 20

               admirałów - 7

                feldmarszałków - 1, Milch, powieszony wyrokiem w Norymberdze

Hitler nadawał tym ludziom najwyższe odznaczenia wojenne, aryjskie papiery oraz emerytury po zakończeniu służby...

Mark Riggs jest uczciwym człowiekiem i chce, aby oszczerstwa i nienawiść nie miały miejsca w dialogu, lecz fakty wreszcie wypowiedziane na głos.

Tylko tak można raz na zawsze zlikwidować nieufność i rozdział. Pan robi wykłady nienawiści panie Gross, a to nie prowadzi do pojednania.

W książce o żydowskich żołnierzach Hitlera zobaczy pan starą prawdę, że ludzka bestia ubiera się w każdy mundur i nie dlatego, że jej w nim do twarzy...

Znajdzie pan wiele okrutnych "ciekawostek", podam panu jedynie kilka i życzę dokładnej lektury....

Rok 1996, niejaki Ludwig Hirschffeld (prawdziwe nazwisko Pinkus) stojąc przed grobami hitlerowskich oficerów z dumą prezentuje (jako Porucznik Waffen SS) swój żelazny krzyż z mieczami. Porucznik SS i Żyd... niemieccy koledzy nazywali go "Cwany Żyd". Za wierną Hitlerowi służbę otrzymał aryjskie papiery.

Tylko w samym Berlinie (a tak było we wszystkich miastach Niemiec) działało 32 Żydów - łapaczy innych Żydów, by wysyłać ich na śmierć. Byli pracownikami Gestapo. Wyróżniała ich niejaka Stella Goldschlag, którą koledzy z Gestapo nazywali "Trująca Blondynka".

Nazywa się Polaków antysemitami. Proszę teraz usiąść i przeczytać to: Żyd, Obersturfuherer SS i członek partii nazistowskiej, niejaki Fritz Schrewitz (prawdziwe nazwisko Elke Sirewiz) był... komendantem obozu koncetracyjnego Lenta na przedmieściach Rygi. Łotwa. Gwałcił więzione żydówki i zabijał je (za seks z Żydówką mógł być zdegradowany i wysłany na rosyjski front). Świadkowie potwierdzają, że w dniu 31 pażdziernika 1942 osobiście brał udział w publicznym zamordowaniu 200 łotewskich Żydów...




P.S. Fragment felietonu adresowanego do tzw. "profesora"J Grossa z 8/06/2010

Image Image
 
NAJBOGATSZY KRAJ ŚWIATA- POLSKA /2/
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
22.02.2018.

NAJBOGATSZY KRAJ ŚWIATA- POLSKA /2/

Dziś zaczyna się olimpiada zimowa w Koreii.

     Polska wysłała na obecną, zimową olimpiadę mniej więcej tyle samo sportowców co... Kanada, Niemcy, Stany Zjednoczone, Norwegia, a więc i sportowe i finansowe potęgi.

     Okej, stać nas (albo i nie      NAJBOGATSZY KRAJ ŚWIATA - POLSKA. (nr 2)

...). Ale, a powtarzam się, w dobie internetu dziecinnie łatwo ustalić wyniki sportowe. Jeżeli wyniki polskich sportowców OD LAT!, powtarzam, OD LAT!, są na poziomie pierwszej dwudziestki, a nawet gorzej w porównaniu do konkurencji, to w imię czego nagradzamy naszych sportowców udziałem w olimpiadzie? Nagroda? Za co? Za ciężką pracę? Przepraszam, a co innego jak nie praca, trening jest codziennym życiem biegaczy, zjazdowców, saneczkarzy i skoczków. Co, ostatni zasłużył na udział i mam nadzieję, że przywiozą do Polski medale. Ale ta cała reszta? Poleciała na... olimpijski trening? Na zdobywanie doświadczenia? Na to, by ładnie wyglądać na defiladzie?

     Justyna Kowalczyk? Jej rosyjski trener zajechał ją jak przysłowiowy chłop konia. Gdy jej skandynawskie konkurentki latem odpoczywały, Justyna na rolkach przebiegała setki kilometrów. O takich jak ona, w Stanach mówi się: WASHED UP... Skończony, sprany, lub po prostu:... Był,ale się zmył... Obym się mylił. Zbigniew Bródka?... Cud zdarza się raz, jak to cud...

    Skoro słyszę, że jestem narcyzikiem, co się na wszystkim zna, to chcę przypomnieć, że taki epitet mnie obraża! Zbyt długo i ciężko pracowałem na pełnego narcyza, aby teraz nazywać mnie byle narcyzikiem!

     A to w prostej linii prowadzi nas do polskiej... piłki nożnej. No co? Zakładamy się? Ja uważam, że tegoroczne mistrzostwa świata w piłce nożnej, w Rosji to będzie dla Polski klops, klęska, niewypał. Zakład stoi?

     Jesteśmy w względnie łatwej grupie, ale... Zremisujemy z Kolumbią 1 : 1. Przegramy z Senegalem 2 : 1 i przegramy z Japonią 3 : 1. Odpadniemy.

     Lewandowski? Gra w niemieckiej lidze i otoczony jest piłkarzami najwyższego poziomu. Jest DOSKONALE OBSŁUGIWANY. Gra głównie na terenie 16 - 20 metrów, gdzie jeżeli nie gra w Bayernie Monachium, to JEST ŁATWYM celem dla obrońców. Wystarczy, że któryś (albo i paru) "przyklei" się do Lewandowskiego  nie chcę się wyrazić... Polska ma tylko paru piłkarzy klasy Bayern Monachium. Błaszczykowski, Grosicki i Piszczek. Krychowiak (pomijając jego megalomanię i pokazywanie się w najdroższych, PRAWDZIWYCH futrach, okej, jego gust, przetrzymuje za długo piłkę i "nie karmi" napastników). Pazdan? Super! Ale on nie jest od strzelania goli.

     Senegal to zespół nastawiony na "ciąg na bramkę". Szybki, fizycznie bardzo silny. Ma kilku napastników, którzy raz, że grają w Anglii, a dwa, że nie muszą "być obsługiwani", bo sami stwarzają sobie sytuację szybkością, agresywnością i niezmordowaną kondycją. (Marne to "pocisk"nie do zatrzymania.)

     Japonia? Widziałeś internauto, jak męczyła się Brazylia, by ostatecznie wymęczyć zwycięstwo w towarzyskim meczu z Japonią? Nie? Żałuj.

     To zespół bardzo inteligentnych "robotów"... Zaprogramowanych idealnie do ich umiejętności i możliwości.

     Kolumbia? NIGDY nie wygrywała na wyjeździe z zespołami z czołówki światowej. James Rodrigeuz gra z Lewandowskim w Bundeslidze. Myślę, że może mieć... jego kompleks. Ale jest Quadrado. Mądry, logiczny, nieustępliwy i DOSKONALE obsługujący napastników. Ale, myślę, że wymęczymy remis. Oby...

     Mecze z Nigerią i Urugwajem w Polsce, w czerwcu? Ani Nigeria, ani Urugwaj nie potraktują tego na 100%. Nie sądzę, aby grał Suarez i Cavani. Trener nie zechce ich narażać na kontuzję w nic nie znaczącym meczu.

     Jest jeszcze jeden, nazwijmy to aspekt. Polacy są agresywną nacją, gdy... Wypiją pół litra. Słowianie w ogóle nie są agresywni. Czesi? Doskonała praca "robotów". Rosjanie? Do tańca tak i tak dalej...

     Polska miała okresy historii, gdy mogła być nawet... kolonialną potęgą, ale zabrakło cechu charakteru, nazywanej agresywność. Piłka nożna polega na "złamaniu przeciwnika", na narzuceniu mu naszej woli. Do tego potrzebna jest agresywność. Demagogią? Na granicy... nacjonalizmu? Czy wiesz, internauto, co znaczy słowo wygrać? Proste. POKONAĆ przeciwnika. Obym się mylił, ale... zakład stoi. Płacę stówę. Nie przegram...

 

 
PRZEGRALIŚCIE !
Oceny: / 4
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
08.02.2018.

      P R Z E G R A L I Ś C I E !

     Tylko WYJĄTKOWO GŁUPI lub WYJĄTKOWO NAIWNY człowiek chce rozmawiać z kimś, kto nie słucha i ma tylko jedną odpowiedź: N I E.

     Tak w skrócie wygląda "komunikacja" PiS-u z Platformą Obywatelską...

     Nie wiem ilu, bo mam nadzieję, że nie wszyscy w Platformie Obywatelskiej są po doktrynacji rodem z NAJLEPSZEJ w historii świata, doktrynacji komunistycznej. Ci, co są, nie tylko są odporni na KAŻDĄ, powtarzam KAŻDĄ logikę, ale o przysłowiowe niebo mądrzejsi od szlachetnego, czyli po prostu głupszego rozmówcy.

     W przeciwieństwie do ciebie, internauto, ja jestem "wychowany" w systemie komunistycznym. Dzieciństwo, młodość i początki dorosłego życia, to lata 50-te, gdy obowiązywało genialne prawo: KŁAMAĆ, tysiąc razy KŁAMAĆ powtarzając TO SAME KŁAMSTWO, aż sprawą odsłuchania i PRZYZWYCZAJENIA stanie się "prawdą".

     Że ja mam tendencje upraszczania, już nie wspominając o demagogii? Nie muszę. Sprawa sama w sobie jest PROSTA. Jak? Jak wyżej: Słuchać, nie słysząc i powtarzać: NIE.

     Politowania godną jest naiwność, z jaką PiS usiłuje szukać racji prezentowanej przez opozycję. Gdy słyszę, że (ten łysy, jak mu tam...) reprezentant prezydenta Dudy powtarza, że "Teraz mamy dobry rząd, ale czekamy na dobrą opozycję..." Dobrą opozycję?! Skoro będzie dobra, to po cholerę ma być opozycją?!

     Opozycja z natury rzeczy i z założenia NIGDY NIE JEST DOBRA dla i do partii rządzącej. Skoro neguje, opiera się, nie zgadza się, ma tych, którym, gdy ktoś na głowę nasra, to mówią, Ze to deszcz... (to jako opozycja nic pozytywnego w relacji z rządzącymi nie wnosi. NIE MOŻE wnieść, bo JEST OPOZYCJĄ! Czy to jest trudne?! Widocznie tak...)

     Czy wobec tego opozycja do rządzących jest czymś potrzebnym, nawet gdy nie wroga, gdy zwyczajnie przeciwna? A niby po co? Do czego? Żeby mącić w głowach swoim programem (nawet, gdy ma taki, czego obecna opozycja nie ma, bo nie jest konstruktywnym negowanie WSZYSTKIEGO). Potrzeba czegoś takiego jest taka jak wrzody na dupie, gdy już nie jest tylko pryszczem.

     Że ja jestem wulgarny? Jeżeni jestem, to znaczy, że nie widzę głupoty (bo innego słowa nie mam) PiS-u, gdy usiłuje usłyszeć od opozycji coś więcej niż NIE?!

     Zapraszać opozycję do TVP, dawać jej przestrzeń medialną? W jakim celu? Chyba tylko aby telewidz usłyszał genialne SPREPAROWANE argumenty doskonałej demagogii i pomyślał, gdy nie ma własnego zdania. Może coś w tym jest?...

     Nie chcę się wyrażać co, bo do rymu... Tylko to, nic więcej.

     W jednym z felietonów dałem mądrą radę ludziom PiS-u, gdy "rozmawiają" z ludźmi Platformy Obywatelskiej - czytaj: Odbijaniem się własnych słów od ściany. Powinni zaczynać i kończyć jednym, tylko jednym słowem: PRZEGRALIŚCIE. Może nie jest tak doskonałe, jak wypróbowane na milionach zdominowanych władzą komunistyczną kłamstwem, ale powinno być idealnym argumentem w "rozmowie" z kimś, kto słyszy tylko siebie.

     PRZEGRALIŚCIE towarzysze przydupasy PZPR i SLD. Po prostu i tyle.

     Ale, uparcie tkwić przy wysychającym trupie nie świadczy dobrze o inteligencji. A naprawdę, towarzysze z PO, głupi nie jesteście.

 

 

                                                                                                                                                     luty,2018

 
TONĄCY CHWYTA SIĘ GÓWNA!
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
27.01.2018.

 T O N Ą C Y   C H W Y T A   S I Ę  G Ó W N A !

     Kosiniak - Kamysz nie słynie z erudycji, ale kilka dni temu wygłosił dramatyczne, wręcz niemal kabaretowe przemówienie na zjeździe PSL. Użył wielu obrazkowych słów, ale ja zapamiętałem dwa!

   - Przegraliście!...

Niby to kto przegrał? Tego szef SLD nie powiedział. Bo chyba nie myślał o Polskim Stronnictwie Ludowym? Ale to: Przegraliście wykrzyczał kilka razy, prawie że na wysokim C...

     Drugi zwrot (bo więcej niż jedno słowo) :

   - Boją się nas!

Ponownie, kto się boi PSL-U?...

     Wyjaśnię ci internauto, kto się boi. Lat temu wiele, na długo, zanim się internauto urodziłeś, był taki sołtys i nazywał się- Kierdziołek. Przez długie lata PRL-u śpiewał coś, co było hitem nie tylko kabaretowym. Oto on... Może zanim... Kto się boi polskiego chłopa?: Zające, lisy, sarny, kuropatwy, wszystko, co żyje na tak zwanej wolności i chce żyć... Ale dawaj Ostaszewicz ten hit. Daję, w oryginale...

 

     "Chłop żywemu nie przepuści

      chłop żywemu nie przepuści

      co się żywe napatoczy

      co się żywe napatoczy

      nie pożyje, że ajuści..." 

 

Czyli są tacy, co się boją Polskiego Stronnictwa Ludowego. Brawo, towarzyszu Kosiniak - Kamysz (czy to: Kamysz od kamyszki - kamienie, po góralsku?).

     Do PSL, w celu ratowania przed likwidacją jako partii w sejmie, w rządzie w ogóle, dołączył nijaki Kamiński. Nie przejęzyczyłem się, pisząc: NIJAKI. Ale... Będąc nigdzie, jaki nijaki ratuje również siebie. Nawet towarzystwo smrodu Niesiołowskiego nie uratuje Kamińskiego przed odpadką z życia politycznego. Więc "ratuje" PSL... Obyś się pan (panie towarzyski do PO) Kosinka - Kamysz, nie udławił taką pomocą.

     Erudyta to ten Kamiński naprawdę jest. Nie kto inny, jak on pisał przemówienie nijakiej premier Kopacz. Jaka była z niej doktórka, taka była, ale erudytka żadna i z pomocą przyszedł Kamiński.

     Nie wiem, kto podłożył świnie Kopaczowej, gdy przemawiała, bo kamery pokazywały Kamińskiego, jak ruszał ustami tak jakby to on przemawiał i znał na pamięć, co dalej powie premierowa Kopacz. Ale jaja!

     Teraz Kamiński będzie pisał przemówienia dla Kosiniaka-Kamysza.

     Czy mnie to przeszkadza? Przeciwnie! Lubię erudycję. Naprawdę. Wolę od bełkotu nijakiego Schetyny (Czy ktoś może mu pomóc?!)...

     Co do Ludowców. Ty, internauto nie możesz pamiętać lat 50-tych. W 1952 poszedłem do liceum, więc już taki gówniarz nie byłem, pamiętam. Chłopi, którzy jak partia głosiła, byli fundamentem Ludowej, Socjalistycznej ojczyzny wraz z robotnikami pozwalali mi żyć bezpiecznie przed zakusami "Zaplutych Karłów sanacji i odwetowców z Bonn i Paryża"... Paryża? Co do Polski miał Paryż tego nikt nie widział...

     Ale... Ile polski chłop w tamtych latach wycierpiał od bratniej władzy z miasta, tylko chłop wiedział. W szkole miałem wielu kolegów ze wsi i dobrze wiedziałem o nękaniu chłopa tak zwanymi "domiarami". Ojciec kolegi postanowił zatrzymać jedną świnkę (miał dwie), bo urodziło się dziecko. O 2 w nocy Ubowcy zabrali go z domu jako wroga ludu, bo zataił przed braćmi robotnikami, że ma więcej, niż jedną świnię. Dostał wyrok śmierci. Kiedo to było? We wrześniu 1950 roku. Miałem wtedy 12 lat. Pamiętam.

     Dlatego (też) mam dużo miejsca w sercu dla Polskiego Stronnictwa Ludowego.

 

                                                                                                                                                                 22/01/2018

 

 
WYZWOLENIE" WARSZAWY...
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
20.01.2018.

         "WYZWOLENIE" WARSZAWY...

17 stycznia 1945 Armia Radziecka weszła do Warszawy nie słysząc pojedynczego wystrzału. Nie słysząc nawet ludzkich głosów. Dlaczego? Warszawa była martwym miastem "dzięki" genialnemu podpuszczeniu jej mieszkańców do powstania w sierpniu 1944.

Nie chcę polemizować z papuzio powtarzanym idiotyzmem, że dzięki powstaniu dziś mamy wolną Polskę. Mamy Polskę uboższą o setki tysięcy najwartościowszych ludzi i w ciągu paru miesięcy zniszczoną w prawie stu procentach (czego nie dokonali Niemcy przez pięć lat okupacji). To jest osobny temat, ulubiony przy pisaniu doktoratów...

Popatrzmy na tak zwane wyzwolenie Polski przez wojska sowieckie. Popatrzmy GEOGRAFICZNIE!

Czy droga do Berlina, jaką miała przebyć Armia Radziecka mogła NIE BYĆ PRZEZ tereny Polski? Nie mogła? Oczywiście. GEOGRAFICZNIE!

Armia Czerwona nie wyzwalała Polski i na pewno nie takie były jej plany. Polska była po prostu PO DRODZE do Berlina, więc musiała zabijać, każdym sposobem zabijać Niemców, którzy byli na tej drodze. DOTARŁO?

Czy to równa się wyzwoleniu? Etymilogicznie może tak. Ale tylko tak.

Gdy u ciebie w domu masz plagę szczurów, cofam, bo to bardzo mądre, by nie powiedzieć miłe... stworzonka, więc gdy masz plagę robactwa i zapraszasz mnie, aby, oczyścił twój dom, to ja wyzwalam cię od plagi robactwa. Zgoda? Ale, gdy twój dom leży na drodze do zdobycia dzielnicy i ja muszę, po prostu muszę PRZEJŚĆ przez twój dom, by wygrać, zdobyć, zapanować, a przy okazji zrujnuję twój dom i WSZYSTKO, co jest w nim, włącznie z robactwem, to czy wyzwoliłem twój dom? W jakimś sensie tak, ale TO BYŁ MÓJ CEL ? OCZYWIŚCIE, że nie!

Niby którędy do Berlina miała iść Armia Czerwona? Przez morze Bałtyckie? Przez Czechosłowację i Węgry. Że tamtędy też szła? Oczywiście, bo tam też musiała zabijać Niemców. Ale prościej, szybciej było przez Polskę. A może mogła.. przelecieć nad Polską?

Że w procesie tego marszu ginęły setki tysięcy radzieckich żołnierzy? Niemcy też potrafili strzelać...

A przy okazji... Czy wiesz, internauto, jaki procent radzieckich, milionów żołnierzy od powołania do wojska w 1941 roku, do zdobycia Berlina w 1945 został przy życiu? Usiadłeś wygodnie? Na pewno? P I Ę Ć PROCENT! W milionach? Żydzi stracili 6 milionów w okresie drugiej wojny światowej. Polacy ponad pięć milionów. Rosjanie? Poprawka... Skolonizowane komunizmem narodowości w obszarze Związku Radzieckiego straciły około 38 milionów ludzi. OKOŁO. Są to tylko zbliżone dane.

Czy to była "cena" wyzwolenia Polski? Jeżeli ja oczyszczę twój dom z robactwa tylko dlatego, aby w nim zamieszkać jako nowy właściciel, no, jak to nazwiesz? Wyzwoleniem twego domu? Wiesz, co to deficyt ilorazu inteligencji? Coś, na co zachorowałeś...

         Zdrowia życzę...
 

 
PODZIĘKUJ PLATFORMO OBYWATELSKA...
Oceny: / 3
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
29.12.2017.

że jesteś opozycją do rządu BEZ JAJ.

To BARDZO DOBRY rząd dla Polski. W warunkach trudnych, w zmowie komunistycznej nagonki tak zwanych liberałów z Unii Europejskiej, realizuje to, co obiecał wyborcom. Podziwiam i gratuluję.

Ale walcząc na dwa fronty obrał złą taktykę P. R. Gdy słyszę, jak kolejny minister PiS-u mówi, że jego rząd kieruje się trzema słowami na P... praca, pokora, (zapomniałem trzeciego), to przypominam sobie stary dowcip o emerytowanym generale. On też żyje trzema słowami na P... Tyle, że on Nie Pije, Nie Pali i Nie Pierdoli. Doskonały stary pierdziel...

POKORA?! Po co? Przed kim? Za co? Opozycja tylko czeka na taki żer. Oto scenariusz rządu z JAJAMI: Wiedząc, że cokolwiek zrobi, nawet coś uniwersalnego, najszlachetniejszego, to i tak Unia Europejska, twór nie zaplanowany w Berlinie, nie w Brukseli, lecz w radzieckiej Moskwie, uzna za wrogie jej "wartościom".

Tak więc RZĄD Z JAJAMI likwiduje otwarcie wrogie mu, nawołujące do obalenia go media. Powód? DZIAŁALNOŚĆ ANTYRZĄDOWA. Powód WYSTARCZAJĄCY w KAŻDYM kraju świata. Co się stanie? Krzyk na cały świat? No i co? NO I CO? Co może zrobić świat? Znasz mnie, internauto, więc nie będę się wyrażał. Że gówno i tylko tyle. Bo dokładnie TYLKO TYLE MOŻE ZROBIĆ ŚWIAT.

A ten krzyk? Że dyktatura, że nacjonalizm, faszyzm i antysemityzm(to ostatni to ni go w dupę, ni go w oko...).

Świat nie od dziś polubił pieniądze. Jeżeli może ja robić w Polsce z korzyścią dla oby stron, to będzie robił w Polsce. Przykład? Chiny, gdzie naprawdę jest i dyktatura, i nacjonalizm najwyższego stopnia, a co robi świat? Pcha się do Chin drzwiami i oknami. Że Chiny to ZERO swobód obywatelskich. Międzynarodowy handel nie swobody, ale zysk i pieniądze liczy.

Polska daje takie warunki? To handlujemy z Polską! Już wspomniałem o uniwersalnym prawie: W HANDLU NIE MA GNIEWU!

W starożytnym Rzymie cesarz Wespezjan (czy jak mu tam) jako pierwszy w historii człowieka nakazał budowanie publicznych, płatnych sraczyków. Powiedział: Pecunia non olet (coś koło tego) czyli: Pieniądze nie śmierdzą!

W tym aspekcie świat bardzo polubił zapach Polski... TYLKO TO WYSTRACZY, by obecny rząd jednym ruchem zlikwidował wrogie media. Pozbawił wszystkie te Budki, Bonie, Petry i kartoflowate Schetyny przestrzeni medialnej. Nie będzie ich widać, chyba że na ulicy, bo to im zostanie. Ale... Ataki, nawet "tylko" werbalne na ludzi PiS-u, rząd musi zakończyć atakiem. ATAKIEM, a nie bierną obroną. W piłce nożnej od dawna ob obwiązuje prawo: Najlepszą obroną jest atak". "Gwałt niech się gwałtem

odciska" ( Mickiewicz - wieszcz Polski).

Wiesz co Platformo Obywatelska? Gdy nie będzie cię widać medialnie, to NIE BĘDZIESZ POTRZEBNA komunistycznym kolesiom Timmemansa i Tuskopodobnym. A wiesz dlaczego? NIEOBECNI NIE MAJĄ RACJI! "Sorry, Jose", jak mawia się w starym i kiedyś dobrym USA...

Polska to duży kraj. Duży rynek zbytu i duży zespół produkcyjny. Przyciąga międzynarodowy rynek jak misie do miodu... Wiedzą o tym nawet takie dupki jak kurduplowaty (z kompleksami niskiego wzrostu) prezydent Francji, wie to zaśliniony "Papa Szulce" i Merkel, koleżanka Putina z wielu lat współpracy w komunistycznej części powojennych Niemiec. Nawet oni wiedzą, że pieniądz nie śmierdzi...

Można go robić w Polsce bez Platformy Obywatelskiej i jej przydupasa - Nowoczesnej (bo PSL ginie w mroku zapomnienia), to ROBIMY go w Polsce!

Tak, ale coś takiego, taki scenariusz rządu Z JAJAMI możliwy jest jedynie w chorobliwej wyobraźni autora tego felietonu, bo nie w Polsce DOSKONALE rządzonej, ale BEZ JAJ.

P.S. W anglojęzycznej CNN widziałem jakiś czas temu wywiad z dziennikarzem, który był świadkiem wydarzeń w Barcelonie. Oto, jak hiszpańska policja zwracała się do demonstrujących kobiet: "Calla te putta!" - Zamknij się, kurwo! Pałowanie? Wielu hiszpańskich policjantów używało żelaznych prętów... UE nie mówi, że Hiszpania to nie jest demokratyczny kraj, prawda? Setki rannych w wyniku demonstracji... Od czego, od policyjnej pałki? Dziennikarz przez kilka tygodni nie mógł ruszać ramieniem...

Franz Timmermans pisze kolejną karę dla Polski za brak poszanowania swobód obywatelskich, a Polska policja tłumaczy się, że użyła słowa kurwa...

2.P.S. Ależ ty Ostaszewicz jesteś naiwny! Naiwny? Durny i tyle. Piszesz o takich zerach jak Petru, Budka czy Schetyna. To tylko szumowiny na służbie prawdziwych wrogów polskiej wolności. W sądach sądzą ci sami sędziowie, którzy skazywali bohaterów Solidarności i uwalniali morderców Solidarności.

Rektorami uczelni, wydziałów prawa, są esbecy lub ich potomkowie. Ciągle kwitnie, nawet, gdy mocno zwiędnięta "Stokrotka"... Świńskouszny Jerzy Urban, co prawda, dziś ciszej, ale tak samo kpi z żabioogierkowatych podskoków PiS-u... Niewiele, jeżeli w ogóle coś się zmieniło od pokerowego, okrągłego stolika z 1989, na którym wyrolowano frajerów marzących o wolnej Polsce... Czy ja doczekałem sprawiedliwości? Rok temu spotkałem człowieka, który przysięgał, że znał rodzinę tego sprzedawczyka

Polski, który 13 kwietnia w nocy 1940, moją mamę, brata Zbysia i mnie ze stacji Łyntupy w bydlęcym, wagonie bez okien, wywiózł na Syberię, na śmierć. Zbyś nie doczekał powrotu  w 1946. Zimą 1945 moja mama gołymi rękami pochowała go w śniegu szpitalnego podwórka w Omsku.

Podobno ten potwór został powieszony na drzewie zimą 1944, w okolicy Hoduciszek. Chociaż tyle doczekałem...

A obecna opozycja do PiS-u? Coś jak pryszcz na dubipe i tyle. Szczęśliwego 2018.

3.P.S. Artykuł 7? Towarzysze z Berlina, Moskwy i Paryża. Polska przetrwa BEZ UE, ale UE BEZ Polski? To wy, towarzysze, wymyśliście piosenkę: "Za wami pójdą inni".... A pójdą, pójdą. Jeden już poszedł z UE...

 
ZWOLENNIKU PLATFORMY OBYWATELSKIEJ...
Oceny: / 5
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
08.12.2017.

ZWOLENNIKU PLATFORMY OBYWATELSKIEJ...

Jeszcze jest czas, aby opuścił tonący pokład swojej łajby.

Nie jesteś głupi, a twoją telewizyjną elokwencję naprawdę oceniam wysoko. Doskonałą taktykę w rozmowie polegającą na zagadaniu rozmówcy-przeciwnika, na przerywaniu mu, zakrzyczeniu, również podziwiam i BEZ IRONII DOCENIAM.

Gorzej jest z twoją inteligencją. Nie, nie jestem złośliwy. Po prostu nie uczysz się od szczurów, które opuszczają tonący statek.

Twój statek... Powiedzmy, że jesteś nie tylko politycznie, ale naprawdę uczuciowo, sentymentalnie związany ze swoją partią. Platformą Obywatelską. Rozumiem i nie kpię.

Ale twoja partia przegrała. PRZEGRAŁA nie tylko wybory. Przegrywa, bo nie oferuje ludziom nic poza sloganami. Człowiek nie je sloganów, je coś takiego jak 500 plus pozwala włożyć do koszyka zakupów.

Człowieka naprawdę nie obchodzi ani konstytucja, ani nawet coś tak egzotycznego dla przeciętnego dla Polaka jak Trybunał Konstytucyjny. Obchodzi go to, co może włożyć na talerz, a PiS nie tylko obiecywał "kiełbasę wyborczą", ale spełnia obietnice konkretami.

Jest praca, jest wyższa płaca, są inwestycje z całego świata, ale te inwestycje przeciętnego Jasia naprawdę nie obchodzą. Dla niego ważnym jest, że finansowo żyje mu się lepiej niż za rządów twojej partii.

To raz. Dwa, że podobnie jak SLD, a przed nią PZPR tak i twoja partia NIC NOWEGO nie może powiedzieć przeciętnemu człowiekowi. A wiesz, dlaczego? Bo KAŻDA partia, KAŻDE ugrupowanie polityczne od dawien dawna mówi do ludzi DOKŁADNIE TO SAMO. Że najważniejsze dla niej są losy człowieka pracy i dbanie o jego dobro. Czyli, że po wtorku jest środa...

Różnica między partiami polega nie na pięknie sloganów i naprawdę ważnej sprawie, ale na SPEŁNIANIU obietnic.

Przez dwa lata rządów PiS, Polska Nawet w ocenie Jej wrogów, rozwija się szybciej niż kraje tak zwanej starej i bogatszej Europy.

Ale i to NIE OBCHODZI przeciętnego Polaka. Niezależnie od WYBRANYCH głosów "przeciętnych" ludzi w sklepach, narzekających na drożyznę, fakty przemawiają za polepszeniem standardu życia przeciętnego Polaka.

Za dwa lata BĘDZIE PONOWNIE głosował na PiS.

Masz to jak w banku, a bank, jeden po drugim, przechodzi w POLSKIE RĘCE!

Na co liczysz uporczywie, trzymając się tonącego statku, powiedzmy, że okrętu, jako, że twoja partia jest taka bojowa...

Europa, niezależnie, jak uporczywie będziesz smarował Polskę kłamstwami, oczerniał, wręcz gównem obrzucał, NIC ci nie pomoże.

Europa lubi robić pieniądze, a jeżeli może to robić w Polsce, to żadne twoje oczerniania Polski nie pomogą ci odzyskać władzy. Czy NAPRAWDĘ tego nie rozumiesz? A głupi nie jesteś.

Świat to coś więcej, niż twoi, lewicowi, wręcz komunistyczni przyjaciele w Unii Europejskiej.

Świat to inwestycje w Polsce, to robienie kasy w Polsce. Pomogę ci to zrozumieć, a i swoje lata mam i znam świat i jego zasady. W HANDLU NIE MA GNIEWU! Liczą się pieniądze i zysk.

Świat zaczyna handlować z Polską. Nie chcę brzmieć dramatycznie, ale to jest gwóźdź do twojej trumny. Naprawdę tego nie rozumiesz?

A głupi nie jesteś.

Jest czas. Jeszcze jest czas, byś opuścił tonący pokład. Ucz się od szczurów.

Tak jak w handlu nie ma gniewu, tak w polityce nie ma wstydu. Chcesz utrzymać się politycznym życiu? Jest dość miejsca dla mądrych ludzi w KAŻDYM rządzie. Chcesz? Nie wstydź się przyznać, że stawiałeś na złego konia.

Jest czas. Jeszcze jest czas.

 

P.S. Wesołych Świąt.

P.S. 2

Rok 2019 to początek " Wiosny Ludów" w Europie i początek końca Europy Timmenmansów, Tuska i reszty czerwonej lewicowej zarazy. 

 

 7/12/2017

 
ZDRADA STANU?...
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
02.10.2017.

ZDRADA STANU?...

Znajomi i przyjaciele (jakimś cudem mam takich) oburzają się, że nazywam PIS-owców naiwnymi harcerzykami. Okej, zmieniam nazwę i od dziś są... chłopczykami od ołtarza. Zadowoleni?

Pytanie do prawników, ale tych z minimum 20 lat praktyki. Poprawka, istotne 30 lat praktyki: Co należy zrobić, aby być oskarżonym o zdradę stanu? W Stanach Zjednoczonych, gdy ktoś mową, czynem działa na szkodę kraju to jest: Pozbawiany obywatelstwa (nawet, gdy ma je z urodzenia), a następnie postawiony pod sąd za zdradę stanu. Bywa, że nawet dostanie "czapę". I słusznie, bo wróg to wróg i aby nie kąsał śmiertelnie należy usunąć mu najpierw zęby, a potem głowe. Ale Stany to "bezbożny kraj" i aż dziw bierze, że nazywamy demokratycznym. Polska? Ooo, sam święty Piotr jest dumny,że Polska (jak nakazuje pismo tak zwane święte) wybacza nie tylko wrogom, ale mordercom (No, chyba, że są hitlerowskimi nazistami)...

Gdybym ja, konkretnie, ja Kazimierz Ostaszewicz, publicznie i w Polsce, i na terenie innych krajów nawoływał do ukarania Polski, PISAŁ donosy będące wskazówkami jak karać Polskę, a na początek finansowo (tylko na początek...), to jak długo by mi zajęło zanim UOP zaciągnął by mnie i postawił przed prokuraturę. Zarzut działania na szkodę państwa polskiego, czyli faktycznie zdradę Polski, czyli zamach stanu, czy jak mu tam w terminologii.

Jeżeli są dowody (DOWODY), że to opozycja pod wodzą Grzegorza Schetyny pisze; dostarcza Unii Europejskiej materiały mające na celu zlikwidowanie obecnego rządu w Polsce (opozycja NIE KRYJE SIĘ z tym), KAŻDĄ możliwą drogą,to  CZY TO NIE JEST ZDRADA STANU? Tak, kilkakrotnie chłopczyki od ołtarza coś WYSZEPTAŁY (ale bez powtarzania!), że to jest TARGOWICA... No i co? No i gówno, i tyle.

Kidawa-Błońska, Grzegorz Schetyna jakiś rok temu głośno, oficjalnie, będąc w Brukseli NAWOŁYWALI, aby UNIA EUROPEJSKA karała Polskę i BEZ ZNACZENIA JAK! Gdy ktoś mówi, że mnie uderzy, namawia innych do uderzenia mnie, to czy nie jest to groźba karalna? Że jest i ma odpowiednią karę w kodeksie?

Ale gdy ktoś chce uderzyć Polskę, to co? Znowu mam być wulgarny i do rymu? Kogo lub czego boi się obecny rząd, że jeszcze nie postawił pod sąd różne BUDKI: PETRYZMU i temu podobne chwasty. A chwasty, by zbierać plony, należy usuwać. Boi się "Europy"? Tak zwana Europa, czyli posłuszny przydupas Berlina, dobrego słowa o Polsce nie mówi i nie powie, nawet, gdyby w Polsce od dziś nagradzano totalną opozycję medalami i nagrodami...

Boi się polityków w USA "wykształconych wiedzą o Polsce" gadzinówkami typu Washington Post i New
York Times (czyli przedruki z Gazety Wyborczej) i smrodu z lisiej jamy nijakiego Lisa?...

Ten senator z Arizony, niech się zajmie walką nie z Polską, ale z rakiem mózgu. Był więźniem przez 5 lat w "Hanoi Hilton", gdzie Vietkong więził amerykańskich POW (jeńców wojennych) i tylko on wie, co mu specjaliści z czerwonego Vietnamu przez 5 lat napchali do głowy...

Polska, jeżeli nie liczyć Węgier i obecnie bardzo życzliwego Polsce prezydenta USA, NIE MA przyjaciół w kołach rządzących Unią Europejską. Więc nawet, gdy uzna opozycję totalną za największego przyjaciela PiS-u, to i tak będzie wrogiem Berlina i Brukseli. Powód tak dziecinnie prosty jak... NIENAWIŚĆ LEWICY do wszystkiego, co prawicowe. Za kilka dni będzie rocznica rewolucji Październikowej, czyli Gadawszczyzna Aktiabra 1917...

Co tam polska racja stanu, zdrada stanu, przy NIEŚMIERTELNEJ Racji Marksizmu i Leninizmu. To z tej racji, w podobno niepodległej, obecnej Polsce, niezmiennie (i NIEWYMIENNIE)sądzą ci sami sędziowie, którzy skazywali wyrokami i Żołnierzy Wyklętych" i PRAWDZIWYCH ludzi Solidarności"...

A, że niedługo budżet gadawszczyna Aktiabra, to znajesz czto. Ostaszewicz Ty każetsia umnyj staryk? Tak i eto małczy, małczy... Tiszej budziesz, dalsze jedziesz...

Zgadzam się. Nie moja wojna i nie moja głupota. A, że po tygodniach deszczu zaświeciło słońce, to aż chce się żyć i tak trzymać...

28/09/2017

 
ONANIZACJA NARODÓW ZJEDNOCZONYCH /NR 2, NR 3, NR ENTY..
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
28.09.2017.

ONANIZACJA NARODÓW ZJEDNOCZONYCH /NR 2, NR 3, NR ENTY../

Zwana również ORGANIZACJĄ NARODÓW ZJEDNOCZONYCH...

Był rok 1975 i Instytut im. Eleonory Parker przy 42 ulicy (vis a vis gmachu ONZ) zorganizował kurs dla pracowników socjalnych z emigrantów mających wyższe wykształcenie (Obszerniej o tym w mojej książce " Wielkie Jabłko").

My kursanci, mieliśmy kilka spotkań w 40-to piętrowym gmachu ONZ z jego pracownikami. Kilku z nich poznałem osobiście...Wszyscy mieli rejestracje CD (korpus dyplomatyczny) i lekceważyli zasady obowiązujące mieszkańców Nowego Yorku, czyli parkowanie gdzie się chce i nie płacenie mandatów. Ale nie o tym.

NIE BYŁO i NIE MA większego marnotrawstwa pieniędzy niż to, czym się karmi ta ONANIZACJA NARODÓW ZJEDNOCZONYCH. Onanizm, jak wiemy jest tylko namiastką seksu i takąż namiastką możliwości poprawy losu narodów jest ONZ.

W historii człowieka były, są i będą wojny. A wojna to nic miłego, nie mówiąc, że mordowanie słabszego przez silniejszego. Że po wtorku jest środa, wie każdy, ale to nie łagodzi losu Palestyńczyków CODZIENNIE wyrzucanych z domów, które od tysiąca lat są na PALESTYŃSKIEJ ziemi, przez żołnierzy Izraela.

Zarzut antysemityzmu zamyka sprawę każdemu, kto chce ruszyć ten temat. Silny ma rację, a gdy ma i kasę, i pełne poparcie NAJSILNIEJSZEGO, bo takim są Stany Zjednoczone, to temat jest zamknięty. Gdzie tu jest ONZ? A jest w... obradach nad 3568 rezolucją o... 3896 rezolucji...

To tylko jeden przykład onanizowania świata. Nawet jeżeli taka rezolucja przewiduje, jeżeli tylko onanizację jakiegoś rozwiązania, to i Chiny, i Rosja, i... USA (nie szkodzi, że w drugą stronę) wnoszą sprzeciw i rezolucja przechodzi do historii dając miejsce kolejnej...

Nie było pojedynczego przykładu skutecznego działania tak zwanych sił (żołnierze w niebieskich mundurach) ONZ w zażegnaniu, ugaszeniu, rozwiązaniu ZBROJNEGO konfliktu między wrogimi sobie narodami, grupami etnicznymi, religijnymi. Konflikt wojny na Bałkanach w latach 90-tych ubiegłego wieku pokazał nie tylko bezsilność sił ONZ, ale niezamierzone powody do jeszcze większego problemu. ("wsadzenie palca między drzwi"...)

Gdy tylko w ciągu jednego miesiąca, maczetami i czym się dało , jedno plemię (Hutu) wymordowało w afrykańskim kraju Rwanda ponad osiemset tysięcy ludzi innego plemienia, co robiła ONZ? Nie chcę być wulgarny (choć przyznaję, że przychodzi mi to łatwo). To co robi pies: pod siebie i odpycha się nogami... Za darmo? O nie! Borys Litwinow, kursant z ówczesnego ZSRR i nasz kolega, miał przyjaciela pracującego w ONZ, czlonka delegacji ZSRR. Mówił,że jego kumpel zarabia 48 tysięcy dolarów na rok.

W tym czasie sierżant policji NYPD zarabiał 30 tysięcy dolarów na rok. Co robił kolega Borysa? Ciężko pracował nad rezolucją 3678 uchwalającą postanowienie 5643... Oczywiście, że cyfry te są moim wymysłem, co nie znaczy, że prawdziwych było dużo MNIEJ, jako że od czasu do czasu ONZ podawała "wyniki swoich prac"...

Podniecanie się Polski, bo jest członkiem (takim bardzo zastępczym...) komisji do spraw ONZ, jest zrozumiałe, co nie znaczy, że ma coś wspólnego ze zrozumieniem... Czego? Jak to czego! A uchwalenie rezolucji w sprawie postanowienia o rezolucji to nic nie znaczy.

Dokładnie tak. NIC NIE ZNACZY. Więc (by nie być wulgarnym), po jakiego ten cały cyrk żonglowania miliardami dolarów na opłacenie takich jak kolega Borysa Litwinowa? Ty mi to powiedz, internauto oburzony moim brakiem szacunku dla onanizowania świata kolejnymi rezolucjami o postanowieniach do...

No właśnie... A tak naprawdę ładnie zaczęło się w 1948 roku... Ileż to już lat? Ileż rezolucji? Może inaczej... CODZIENNIE na Bliskim Wschodzie ginie co najmniej kilkadziesiąt osób. CODZIENNIE! Nazwijmy to po imieniu: Arab morduje Araba (spełniło się życzenie premiera Izraela Ariela Szarona...). Powód? A jaka to różnica, bo śmierć za śmierć i tylko to się liczy.

Gdzie jest ONZ? W szklanym, 40 piętrowym wieżowcu otoczonym flagami wszystkich państw świata. Polecam przy okazji zwiedzania Nowego Yorku. A jaki piękny widok również na rzekę...

Właśnie wczoraj na morzu śródziemnym zatonął ponton z setką uchodźców z Afryki, a chcieli żyć bez mordowania się maczetami i głodem. No i bądź tu mądry, ty, który oglądasz to w telewizji... Może by tak telefon do ONZ?...

23/09/2017

 
GŁÓD I NĘDZA Z WYBORU...
Oceny: / 4
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
11.09.2017.

GŁÓD I NĘDZA Z WYBORU...

Huragan Irma właśnie demoluje Karaiby. Francuskie i Holenderskie Antyle rozpaczliwie wołają o żywność...

Pierwszy raz na Haiti byłem (chyba?) w 1975. Zaprosił mnie kolega z pracy w Social Work na Bronksie. Zobaczyłem smród, bród i ubóstwo, jak głosi nie tylko powiedzonko. Kolega, rodowity Patua (język, jaki mówią mieszkańcy Haiti, coś jak kaleczony francuski), był bardzo dumny ze swego kraju. Nie miałem odwagi zapytać dlaczego, ostatecznie byłem jego gościem i naprawdę gościnnie przyjętym.

Drugi raz odwiedziłem Haiti w 1992, gdy pacjent, którego "wyprowadziłem" z wózka po wypadku do pełnej sprawności zaprosił mnie do domu jego rodziców. Już urodzony w USA, był jednak bardzo dumnym Patuą... Amerykanie nazywają tak dumę: Proud for nothing (dowolne: dumny z niczego). Bo rzeczywiście...

Rodzice Pierra Legarde mają malutką chatkę ze sporym kawałkiem ziemi, "Dziko" rosną tam banany, trzy palmy kokosowe i kilka drzewek awokado (chyba też ze dwa czy trzy drzewka cytrusowe). "Dziko" pasą się kury i dwie krowy. Domek jest o "kilka kroków" od morza. Pierre z dumą opowiadał, że przybrzeżne wody pełne są ryb, ale... nie widziałem ani jednej łodzi rybackiej...

Ludność Haiti należy do najbiedniejszej na zachodniej półkuli i nieustannie domaga się żywności od rządu, a ten, jako była, francuska kolonia, naciska Paryż.

Spędziłem na Haiti ponad tydzień. Wszędzie widziałem takie obrazki. TO znaczy żywność na wyciągnięcie ręki i takie same pretensje do Francji, że chce na śmierć zagłodzić wyspę...

Internauto, ty mi powiedz, bo ja nie jestem ekspertem od żywności: Czy ryby, drób, owoce, banany i warzywa wystarczają aby człowiek żył zdrowo i NIE GŁODNY? Wieś na Haiti MOŻE wyżywić ludność w miastach!

Carlos Melendez, z którym pracowałem w Nowym Jorku ("Wielkie jabłko") pochodził z Ponce, w Puerto Rico. Mieszkańcy tej wyspy mają się bardzo dobrze jako jeden z "stanów" USA czytaj: życie na dozgonnych zasiłkach Welfare). Pracować nie musisz, ale jesz i masz siły wołać o... rewolucję i wyzwolenie się od amerykańskiego kolonializmu. Tyle, że gdy przyjdzie do wyborów to ludność opowiada się za utrzymaniem status Quo...Dlaczego o tym? Bo ojciec Carlosa, pomimo, że również może żyć na zasiłku, postanowił uprawiać kawę... Warunki klimatyczne identyczne jak na Haiti, ale drzewa kawowe wymagają opieki i pracy. Nie trzeba orać z nosem przy ziemi, ale trzeba pracować. Tak, na ziemi rodziców Carlosa są i kury, i kilka kóz, i rośnie wszystko, co w tropiku, a samo, bo tak to już jest z bananami i awokado.

Nie, ludność Puerto Rico nie domaga się żywności, jako, że ma sklepy nie inne niż w USA, a mając kupony na żywność, ma co jeść.

Czy to jest rasistowski felieton? Dla kogoś, kto ma gówno poprawności politycznej w mózgu, tak.

Ale teraz Irma (zaraz za chwilę Jose i resztka alfabetu) demoluje głodną ludność nie tylko francuskich i holenderskich Antyli. Strach pomyśleć, że na wyspy zrównane z ziemią niedługo przyjdzie zima i będzie... 25 stopni. Zimna? Nie, ciepła, co nie przeszkadza rosnąć i bananom, i palmom kokosowym, i cytrusom, i drzewom awokado. Kury, gdy przeżyły huragan? Dziękuję, mają się dobrze. Ryby w morzu Karaibskim? A i owszem, ale aby je zjeść, trzeba łowić, a to wymaga pracy. Głód nie wymaga pracy.

Duma też. Wystarczy i o jednym i o drugim głośno krzyczeć.

W 1980 kupiliśmy, Renata i ja, nasz pierwszy domek w Walnut, południowa Kalifornia (Barbados Dr 259). Znajomy powiedział mi, że owoce awokado mają wszystkie niezbędne składniki dla człowieka, że pierwsi amerykańscy astronauci zabierali za sobą właśnie owoce awokado. Domek był mały i miał ciut, ciut podwórka. Posadziliśmy: Mandarynkę Owari Satsuma (bez pestek), bananowca, figę i awokado. Bananowiec okazał się z tych króciutkich, super słodkich. Gdy opuszczaliśmy Kalifornię do Arizony (w 1988) z drzewka awokado (Hess) zebraliśmy tamtego roku 10 kilo owoców.  Miało dopiero dwa metry wysokości. To tak nawiasem o głodzie. Drzewko nie wymagało nic poza wodą. Na Karaibach deszcz służy za podlewarkę...

Gdy dziś widzę i słyszę o głodującej ludności Haiti, to jako prawdziwy rasista mówię: DO ROBOTY to nie łaska?! Ja tutaj w Polsce muszę za kilo morskiej ryby sporo płacić, za awokado jeszcze więcej, prawda, banany są tanie, ale jako ten, co nie je nic, co chodzi na czterech nogach ćwiartki na rosół nie mam za darmo...

No i zbyt dużo nie mówię o dumie...

7 września 2017

 
NAIWNE HARCERZYKI Z PIS-u.
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
05.08.2017.

NAIWNE HARCERZYKI Z PIS-u.

Czy naprawdę myślicie, że rządzenie Polską to przyśpiewki przy leśnym ognisku? Marzy wam się Polska wolna od komunistycznej zarazy, a macie "obok ogniska" wściekle jadowite i wrogie wam media. Wrogie? Ponowna naiwność, bo otwarcie nawołujące do obalenia waszych rządów. Przedstawiające was (o GENIALNA MĄDROŚĆ!!!) jako kontynuatorów... komunizmu i wrogów Polski! Podziwiam i gratuluję! A wasze P.R.? Polega głównie na uśmiechaniu się i powtarzaniu, że nie dacie się sprowokować... Frajerstwo godne ubolewania. A przecież wystarczy kilka "koktajlów Mołotowa" do jednej i drugiej redakcji, aby nawet najbardziej cwany... Lis spierdalał zanim mu się kita przypali. Ale do tego trzeba mieć jaja i zwyczajne rozumowanie, że: "Nieznani sprawcy dokonali..." i tak dalej. Możecie nawet wysłać kondolencje... Ale przecież należycie do narodu który WYBACZA... Ciekawe, jak długo będziecie zlizywać gówno z jednego policzka i nastawiać drugi...

Coś mi się nie zgadza... Skoro jesteście ZA ściganiem i karaniem zbrodniarzy hitlerowskich, to dlaczego potraficie jedynie celebrować kości z dołów śmierci, a nie karać sprawców? Ciągle żyją, prawda? Czy mu tu o Misiu czy Zdzisiu? Ale, ale... Ponownie, Bóg nakazuje wybaczenie, a nie ukaranie.

W sposób oczywiście jawny tuż "pod nosem" macie nawołującego do SIŁĄ usunięcie was od władzy, a nawet nie potraficie rozliczyć kto, skąd i jak daje miliony dla tak nawołującego, prawda?

Ale chwalicie się (aż do utraty cierpliwości przeciętnego obywatela), że wasze służby wykryły korupcje na kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Wreszcie co do fachowców od P.R. Mogę nie mieć sympatii do takich jak... Trzaskowski i Kierwiński, ale jako szczekaczki opozycji są GENIALNIE LOGICZNI, przekonywujący, po prostu jak to się mawiało, gdy was jeszcze nie było na świecie: "Cud, miód, ultramaryna!"... A gdzie są wasi specjaliści od P.R.? No gdzie? W uśmiechaniu się, przepraszaniu i tłumaczeniu się, że nie jesteście wielbłądami. ŻAŁOSNE!

Czy ja jestem za PIS-em czy za szmisem nie ma znaczenia. Jestem za Polską bez pępowiny łączącej Ją z tymi, którzy 13 kwietnia 1940, o 4 rano, wrzucili mnie jak pakunek do bydlęcego wagonu bez okien, zaryglowali drzwi i pokrzykiwali, że wywożą na padoch (zdechnięcie) na Sybir... A w świetle księżyca jak pięknie błyszczały ich czerwone gwiazdy na czapkach...

Czy naprawdę wierzycie, że nie dacie się sprowokować, gdy poleje się pierwsza krew? A może to się stać już tego roku, powiedzmy, że w październiku...

Co wtedy? Będziecie ją potulnie zlizywać w obawie, że gdyby nie, to "Europa" się od was odwróci, i (ogłupieni przez New York Times i Washington Post, amerykańskie odpowiedniki Gazety Wyborczej) amerykańscy politycy jak ten z rakiem mózgu i gównem w głowie (aż mi wstyd, że z mojej Arizony...).

Zgadzam się... Powinienem zostać w Arizonie, po prawie 40 latach wolnych od obrazków w dzisiejszej telewizji w Polsce.

 

3 sierpnia 2017



P.S. Skoro jednak zgłupiałem (naiwny) pisząc o obrzydliwościach... to stawiam pytanie od harcerzyków z PIS-u i "szanownej publiczności" :

Gdy Kidawa-Błońska i Grzegorz Schetyna OTWARCIE, JAWNIE I UPORCZYWIE w Brukseli domagali się ukarania Polski w KAŻDY MOŻLIWY SPOSÓB, czy to nie była ZDRADA STANU? Jeżeli nie, to co jest?

Może podłożenie bomby pod "siedlisko" na Nowogrodzkiej? Ale czy i wtedy nie usłyszymy że wybaczamy naszym winowajcom, bo nie wiedzą, co czynią?

 
Prezydent Donald Trump w Polsce
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
01.07.2017.

Prezydent Donald Trump w Polsce

 

Nie oczekuję, ale mam nadzieję, że w Warszawie powie to co powiedział w Waszyngtonie: America first, czyli w Polsce: Najpierw Polska!

Że powie aby Polska nie obawiała się realizować własną politykę bo właśnie: NAJPIERW POLSKA! Żeby nie obawiała się grożenia karami, a każdy, nawet gdy rodowity Polak, jeżeli jest z tymi, którzy grożą Polsce jest zdrajcą własnej ojczyzny. Bo raz i jeszcze raz: NAJPIERW POLSKA. Najpierw JEJ dobro, tak jak … America first i to co dla Stanów Zjednoczonych najlepsze. Że Stany mogą sobie pozwolić będąc mocarstwem, a po wtorku jest środa? Naprawdę?... Mocarstwowość Polski polega na JEJ niepodległości i tego Polsce żadne obce interesy nie odbiorą. Wojna? Kogo z kim? Chyba żartujesz internauto!...

Kary finansowe na Polskę, bo Najpierw Polska? Zapewne wiesz internauto, że Polska nie tylko otrzymuje kasę z Unii Europejskiej, ale rokrocznie DAJE miliony euro do KASY Unii Europejskiej. Coś za cos!

Czy ja na własnej skórze odczułem America first? WIELOKROTNIE! Przynajmniej połowa moich pacjentów w zawodzie fizjoterapeuty mówiła po hiszpańsku. Gdy pacjent rzeczywiście miał trudności w języku angielskim, pomagałem po hiszpańsku. Ja kiedyś nie znałem angielskiego i też zaczynałem w obcym kraju, a nawet bez rodziny, bez znajomych, bez pieniędzy i bez języka.

Ale… gdy pacjent wymuszał na mnie język hiszpański, a doskonale wiedziałem, że biegle zna angielski, to odmawiałem pomocy po hiszpańsku. Na ogół było bez konfliktów. Na ogół, ale wiele razy mój szef wołał mnie „na dywanik” bo otrzymał telefon, że jestem rasistą. Kilka razy sprawa oparła się o coś więcej niż „dywanik” szefa i klinika musiała oficjalnie… przeprosić za rasistowskie praktyki! Nonsens? Prawda? Niestety nie. A ja słyszałem już nie w gabinecie szefa ale podczas „instruktarzu poprawności politycznej”, kto jak kto,  ale ja, przecież kiedyś też bez języka, a teraz nie chcę pomagać komuś takiemu jak kiedyś ja… Co?  Mnie zajebać takim gównem jak poprawność polityczna!? A ponieważ oskarżający byli brunetami, bardzo ciemnymi brunetami… to po polsku zacytowałem ze „Stawki większej niż życie”… „Nie ze mną takie numery”… „brunet”… Przewodniczący Komisji do spraw etyki i narodowych mniejszości zapytał co to znaczy, więc odpowiedziałem, że skoro nie zna polskiego to… ubliża mojej godności. (mam to do dziś, już wyblakłe, ale czytelne) Arizona Daily Star 12 grudnia 1993 umieściła na zasadzie ciekawostki, że w Tucson Physical Therapy należy znać język polski…

Jeszcze kilka razy udający nieznających angielskiego skarżyli się, ale wygrałem. Gdy ja zaczynałem Amerykę, gdy zdawałem na prawo jazdy, na obywatelstwo, to nie było pomocy inaczej niż w języku angielskim. Dziś? Taki pan Gonzales nie tylko, że ma wszystkie instrukcje po hiszpańsku, to domaga się by w tym języku i policja i władze, urzędy zwracały się do niego w Stanach Zjednoczonych!

To dlatego Donald Trump w pierwszych słowach prezydentury powiedział: America First!

Oby powtórzył to samo w Warszawie, w „parafrazie” Najpierw Polska!

 

Czerwiec 2017

 

 
Cud zdarza się raz
Oceny: / 16
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
04.06.2017.

Cud zdarza się raz

Dlaczego dotknął mnie? Czym sobie zasłużyłem na cud najwspanialszych, bajecznie kolorowych 57 lat życia… bo ten cud to mój jedyny przyjaciel, jedyna partnerka tych lat, moja Renata. Moja Najpiękniejsza.

Była tym darem, który musi być, po prostu musi być nie z tego świata i odeszła od niego… Odeszła od tego miejsca, którego nie ma na żadnej mapie świata i chcę wierzyć, że jest w niebie.

Co za okrutne, nieprawdziwe słowo – umarła…

Może dla reszty świata tak, ale nie dla mnie. Jak długo żyć będę to będzie w tym domu, w tych cudeńkach, które nazbierała w naszym życiu, a było na obu półkulach.  Jest we mnie i zostanie aż do spotkania tak gdzie dziś wznoszę oczy wysoko i mówię słowa tylko dla nas…

Odeszła, a z Nią to co było tylko nasze, w melodii, w kolorze, w emocjach następnego dnia… Nie ma emocji , a melodie i kolory jakby nie moje, a przecież tak mocno kiedyś nasze. Już nie ma… nasze.

Jest tylko po prostu następny dzień i dokąd on… Dokąd ja… Po co… dla kogo…

Ale tak też nie można. Słyszy mnie  i na pewno mówi… Puch… musisz doprowadzić do końca, tak jak planowaliśmy. Musisz dla mnie…

Musisz tak jak pisałeś w motto swoich książek… Mojej Renacie i naszym dzieciom mniej lub bardziej kudłatym…

Jest przecież Miś Miś-Czupiradło, który przyszedł do nas by dać radość w dosłownie moich ostatnich dniach… Są koty – Kisek, Bluś Bluś, La kota, Miksy i Dżoj Dżoj…

Masz dla kogo żyć. Tak trzymaj.

Będę. Moje Ty Zajęctwo Kochane, będę, a teraz mój, nasz ostatni niby wiersz, a sam przyszedł, jakby słyszał…

 

Moje Zajęctwo Kochane
Do zobaczenia
U Ciebie
Tym razem na zawsze
Bo w niebie…

 

                19 maja 2017

 
MURZYŃSKO - ŻYDOWSKIE MIASTO - ZDECHNIJ
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
24.05.2017.

Jest rok 1975. Nowojorski Daily News na pierwszej stronie drukuje odpowiedź prezydenta USA Geralda Forda do Nowego Yorku: „Black and Jewish city – drop dead” (Czarne i żydowskie miasto – zdechnij).

Nowy York tonie w śmieciach i długach. Policja, straż pożarna, Sanitation Dpt. Od miesięcy pracują bez wypłat. Kolesiostwo we władzach miasta żyje milionowymi przekrętami i łapówkami. Koleś zleca kolesiowi naprawę ulic i koleś zalewa dziury gorącym asfaltem, który zima wypłukuje i koleś ponownie za miliony łapówki zalewa asfaltem…

Dziury? Na Madison Ave taksówka wpadła połową długości do dziury w jezdni. Jeszcze działa metro, ale jego pracownicy od czterech miesięcy pracują bez wynagrodzenia, bo miasto nie ma pieniędzy.

Ale oto pęka bomba! Steve Bauman, reporter telewizji kanał 5, mówi, że major (prezydent miasta), pobożny Żyd Beam (rodowodem z Polski), by mieć duchowe wsparcie zatrudnia  z publicznych pieniędzy rabina za 50 tys. dolarów na rok. (Policjant zarabia 16 tys. na rok) Ale się zrobił krzyk!

Renata i ja od pięciu lat mieszkamy w Nowym Yorku i próbujemy zrozumieć co się dzieje z naszym miastem. Bankrutują usługi i sklepy. Ja jestem od pół roku bez pracy. Któregoś dnia metro staje. Tworzą się korki i chaos, na które nawet pisarzowi brakuje słów.

Nowy York OGŁASZA BANKRUCTWO. Co to znaczy? Liczy na federalną pomoc, a co to znaczy? Że obywatele USA z własnych kieszeni muszą ratować „wizytówkę USA” przed katastrofą.

W kongresie i Senacie burza sporów. Proste. Nie wszystkie stany chcą ratować i pomagać miastu od wielu lat toczonego rakiem korupcji, bałaganem i łapówkami.

Jedna z ulic na Wall Street (dzielnica banków) ma taką dziurę w jezdni, że… widać linię metra i peron, a na nim przerażonych ludzi, bo samochód który zahamował za późno „trzyma się ulicy resztkami sił”...

Niewywożone śmiecie gniją, sięgają miejscami pierwszego piętra! Waszyngton obiecuje pomoc. Jest nie do pomyślenia, aby Nowy York przestał istnieć jako miasto. Już od dawna dwa główne lotniska nie przyjmują turystów z Europy. Kompromitacja!

Właśnie wtedy prezydent G.Ford odniósł się do Nowego Yorku jako murzyńskiego i żydowskiego miasta aby zdechło…

Ostatecznie Kongres USA jakoś wycisnął z obywateli USA pożyczkę ratującą Nowy York.

Internauto… Pewno czytasz to jako obraz filmowej apokalipsy, prawda? Nie. To Nowy York lat 70-tych.

Co spowodowało wydobycie miasta ze śmierdzącego dołu. Różnie mówiono. Przeważały głosy, że dwieście lat istnienia Stanów Zjednoczonych (1976), a więc mega uroczystości, turyści z całego świata itp., należy ratować miasto.

Czy coś się zmieniło? Nowy York opuściliśmy jesienią 1977 wylatując na kilka miesięcy włóczęgi po Ameryce Południowej.

Po powrocie, w końcu grudnia 1977, zastaliśmy miasto tak samo pełne dziur jako, że asfaltem betonu nie zreperujesz, nie mówiąc o zapełnieniu dziur w kieszeniach włodarzy miasta…

                               Marzec 2017

 

P.S.

Dlaczego dziś o tym?

Znajomi właśnie wrócili z wycieczki do Nowego Yorku. Zachwyceni. Oto co powiedzieli: „Zazdrościmy wam tylu lat życia w Nowym Yorku. Na pewno cudowne wspomnienia…”

Oczywiście mieliśmy o… tyle lat mniej niż dziś.

 

 
PRZESTRASZONA POLSKA
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
06.03.2017.

PRZESTRASZONA POLSKA

Oto w publicznym miejscu jakim jest, teatr utrzymywany z publicznych pieniędzy czyli z kieszeni każdego Polaka, odbywa się publiczne wyszydzanie wszystkiego co Święte dla Polski i zdecydowanie większość Polaków.

Nazywa się to "Klątwa" i jest przedstawieniem teatralnym… Bez szczegółów, jako, że znane są wszystkim, treść tego przedstawienia jest obraźliwą kpiną z katolicyzmu i chrześcijaństwa w ogóle..

Jest więc nie tylko moralnie ohydną ale prawnie nielegalna, jako, że polskie prawo karne zabrania dyskryminacji i znieważanie religii. KAŻDEJ RELIGII. Więc co ? No właśnie...

Więc co? Więc gówno, a nie ochrona religii, jako, że TA RELIGIA JEST NIEWAŻNA ?

Że co? Że nie chcę ponownie się wyrażać do rymu.

Wśród głosów i głosików oburzenia jakie słyszę z telewizora jakoś nikt nie zadał przecież tak oczywistego pytania ( owszem były aż...dwa głosy, ale tylko raz i bez powtórki...) Gdyby "Klątwa" obrażała w tak OCZYWISTY sposób...Mojżesza i religie żydowską, czy i jak długo byłaby na scenie? A prawda jest taka, że Polska jest przestraszona kompleksem antysemityzmu i dlatego "Klątwa" codziennie zbiera kasę, bo nie brakuje widzów. Skąd się biorą? Nigdy nie brakowało i nie będzie brakować chętnych do oglądania na żywo i pornografii i patologii każdego rodzaju.

O tak... Ktoś nieśmiało i też tylko raz czy dwa, telewizji powiedział co by było gdyby było o ośmieszaniu i obrażaniu Mahometa. Co? Myślę, że kilka butelek z benzyną zwanych "Koktajlami Mołotowa" szybko by przerwało "Klątwę" i jej przesłania.

Ale z katolicyzmu, ze wszystkiego co święte dla Polski można BEZKARNIE kpić, ośmieszać i zarabiać na tym.

 

Mój znajomy z "Wielkiego Jabłka" pan Benek Adler, Żyd z Tarnowa, kiedyś a było to w moich nowojorskich czasach gdy powstawało moje "Wielkie Jabłko" (dlaczego nie? ...zaszpanuję, uznane przez, Związek Pisarzy Polskich na Obczyźnie za najlepszą polską książkę poza krajem, Londyn 1986) przerwał kiedyś moje oburzenie na temat rasizmu i zacytuję...

"Heje, heje, Kazył, nie tak szybko i łachnyś, nie śmiej się, gdy ci mówi stary człowiek... Kiedyś Żydzi podziękują Hitlerowi...

Że zamilkłem? A kto by nie... A Benek... "Ten antysemityzm to nasza broń. Że miliony za nią zapłaciły? Nu, ale oni już nie żyją... A teraz gdy coś nie jest po naszej myśli, to krzyczymy, że antysemityzm! No i co ? I goje ogon pod siebie i cicho siedzą"...

Wtedy myślałem, że staremu Benkowi odbiło. Dziś widzę, że to były mądre słowa, bo gdyby tak "Klątwa" kpiła i wyszydzała wszystko co święte i ważne dla Żydów...

No co by było? Jak myślisz internauto? Co? NA PEWNO NIE DO RYMU...

Nie od dziś na świecie są sprawy nie ważne, ważne i ważniejsze.

No i są najważniejsze, tylko, że wśród nich NIE MA POLSKI.


        

                                                    Marzec,2017

 

 
TRZY BŁĘDY PiS-u...
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
14.02.2017.

TRZY BŁĘDY PiS-u...

Błąd pierwszy: Przeprasza, że żyję, ale... nie przeprasza przekonywująco.

Błąd drugi: Tłumaczy się, że nie jest winny, ale nie tłumaczy się wystarczająco.

Błąd trzeci: JEST U WŁADZY, czyli jest WINNY. Koniec, kropka.

Dwa pierwsze błędy są drugorzędne i nie są DO WYBACZENIA.

ALE nawet gdyby błagał o wybaczenie i zgodę, tłumacząc, że to on jest w błędzie, zapewniał, że wiernie słucha papieża Franciszka i kocha wszystkich, a najbardziej swoich 

TOTALNYCH wrogów, to nie uzyska rozgrzeszenia, bo JEST U WŁADZY, czyli JEST WINNY.

Ale... gdy wdaje się w dyskusję naiwnie licząc, że ma rację, nawet gdy ja ma, to opozycja i tak nie słyszy jako każdy mądry i totalnie wrogi przeciwnik.

Tak więc przegrywa dyskusję już na starcie.

Jednak jest pewne słowo, które NIE prowadzi do dalszej dyskusji i i jest jak nokautujący cios w boksie, więc nie wymaga dalszej walki.  

Tym słowem jest; PRZEGRALIŚCIE.

Nie ma najmniejszego znaczenia czy opozycja zgadza się na taki nokaut.

Jakby nie wyginała się i czarowała, to statystyki pokazują, że przegrała i PRZEGRYWA, co widać w codziennych sondażach w telewizji,  prawda?...

Jednak,  gdy ten co wygrał jest na tyle głupi, że po słowie PRZEGRALIŚCIE wdaje się w dyskusję,  to usłyszy, że KŁAMIE.

A co myśli przeciętny Jasiu? Gdy słyszy tysiące razy, że ktoś kłamie to uwierzy.

Jest to metoda wypróbowana sto lat temu, bo w 1917 roku, a więc w początkach sprawiedliwości powszechnej. Dlaczego powszechnej?  Bo każdego można ukatrupić.

Nie rozmawiać więc powinien,  ale milczeć i słuchać jak opozycja uderzona słowem PRZEGRALIŚCIE usiłuje gryźć, pieni się i podskakuje, że aż zazdrość bierze wszy na grzebieniu.... Ostatecznie,  gdy wyczerpana, gdy zabraknie przymiotników,  gdy rozmawia sama ze sobą, to milknie

Na każdy argument opozycji totalnej, nawet na pozornie najbardziej logiczny, odpowiada tylko: PRZEGRALIŚCIE I  ANI  SŁOWA  WIĘCEJ!

Nawet najbardziej  "obywatelscy" i "nowocześni" zmęczą się, bo co to za rozmowa bez... rozmowy.  Jest naturą rzeczy martwej, że pada martwa....

Ale... Ta przecież prosta metoda jest najwyraźniej za trudna dla PiS-u, bo tłumaczy się i przeprasza. Każdy frajer tak robi.

Bo tylko głupi przyznaje się do winy, zwłaszcza gdy dowodów brak.

A niewinny, ale głupi ? Tłumaczy się.

                                                 Luty, 2017

P.S.

Putin pyta Stalina... Jak ma rozwiązać problem demonstrantów....

Stalin: Punkt pierwszy - Rozstrzelać! 

           Punkt; drugi - Pomaluj Kreml na niebiesko. Są pytania?

           Wiedziałem, że zapytasz o punkt drugi.

 

 
Ty, Macieju Wierzyński z "Horyzontów"...
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
27.01.2017.

Ty, Macieju Wierzyński z "Horyzontów"...

Jeżeli nie masz nic do powiedzenia, to zrób sobie przerwę. Odpocznie twoja nienaturalnie giętka szyja. Widocznie musiałeś mocno nią kręcić w prawo, w lewo a teraz mocno w lewo...

Zabrakło ci w przemówieniu Donalda Trumpa "tradycyjnie amerykańskiego zaproszenia dla emigrantów"?

Stany Zjednoczone NIE potrzebują emigrantów. Wystarczy, że KAŻDEGO roku przez granicę w Kalifornii, Arizonie i Teksasie NIELEGALNIE przechodzi ponad MILION uchodźców z Meksyku i Ameryki Środkowej. Pozostawiają po sobie dosłownie zasrane zbiorniki z wodą dla bydła Indian (chyba ze złości do kraju Gringos). Tony śmieci każdego rodzaju z pampersami włącznie. Zabijają krowy Indian, tylko po to aby wyciąć kawałek mięsa...

Kiedyś życzliwi im Indianie Pima i Tohonohogookam teraz jako pierwsi meldują o nich do amerykańskiej straży granicznej…

"Emigracyjni" uchodźcy śpiewają o swoim dumnym kraju i zasrywają ten, do którego uciekają od swojej nędzy i beznadziejności rządzonej przez narkotykowych baronów typu " El Chapo" i Escabar.

Przez 18 lat życia w Arizonie jadłem, grałem i...śpiewałem z meksykańskimi Mariachis.

Miałem przyjaciół wśród Chicanos (Amerykanie urodzeni w USA z meksykańskich i latynoskich rodziców).

Połowa moich pacjentów w Tucson Physical Therapy to właśnie Chicanos i to oni byli za ... deportacją tych "emigrantów" zasrywających, oszpecających i zatruwających ciągle gościnną amerykańską ziemię. Gościnną? Gdy takiego "emigranta" dopadnie grzechotnik to w amerykańskim szpitalu otrzyma surowicę ratując życie za 20.000 dolarów by ratować życie (Amerykanie płacą za to z własnej kieszeni, bo na to nie ma ubezpieczenia).

Gdy złamie nogę to otrzyma amerykański gips i zostanie, tak, deportowany... amerykańskim samolotem do Meksyku. Wszystko na koszt amerykańskich podatników.

To tylko na południu USA. Przez 10 lat życia w Kalifornii obserwowałem jej zalewanie ("hagewu" jakim sposobem) przez Chińczyków. Czy pomagają , wzbogacają USA? Nie. Chińczycy , podobnie jak Hindusi pomagają Tylko i Wyłącznie sobie. Biały Amerykanin zatrudni Chińczyka, ale Chińczyk zatrudni tylko Chińczyka. Ich "przedsiębiorstwa" są typu "mama i papa". Podatki? To już niemal legenda jak potrafią ich nie płacić...

Że za dużo szowinizmu i rasizmu w tym co piszę? Na szczęście Donald Trump skończył z polityczną poprawnością, która jak ośmiornica dusiła naród… To DLATEGO został wybrany!

Wierzyński, czy odczułeś rasizm na sobie? Ja tak. Wielokrotnie , mieszkając w Nowym Yorku. Renatę wracającą wieczorem z pracy, murzyńskie nastolatki wyzywały od białych kurew i obrzucały "śnieżkami" z kamieniem w środku. Raz po takich "śnieżkach" musiała być w pogotowiu ratunkowym...

Nienawiść podobnie jak głupota nie mają koloru.

Teraz coś dla telewizyjnych prezenterów w Polsce... Mam odruch wymiotny gdy słyszę ich "mądrości", obawy i straszenie "bratania" się Trumpa z Putinem...

Czy jesteście AŻ TAK DURNI?! To chyba lepiej, że obaj prezydenci rozmawiają ze sobą zamiast strzelać do siebie .Czy to jest dla was za trudne? Żaden z nich nie chce wojny.

A, że Rosja zatrzyma "ukraiński" Krym? Od setek lat zawsze był ROSYJSKI.

"Ukraiński" Kijów? A czy słyszeliście o...Kijowskiej Rusi?

Na setki lat zanim pojawiło się geograficzne pojęcie - Ukraina, bo na długo zanim powstało państwo – Ukraina (jako sztuczny twór), to Kijów był KOLEBKĄ Rosji. To w Kijowie, a nie w Moskwie (jeszcze nie było Moskwy...) pierwszy władyga, książę lub jak mu tam po tytule, a rosyjski, otrzymał chrzest.

To są fakty, czy ktoś je lubi czy nie .

A wracając do polityki. Ani NATO ani....nie zabezpieczenie Polski, a jedynie porozumienie Rosji z Ameryką. Więc wyluzujcie, żabie ogierki. Na przykład zamiast mówić, że spiskowanie PO i Nowoczesnej przeciwko Polsce, to sprawa haniebna... używajcie określenia ZDRADA STANU. Po prostu po imieniu. Ale do tego trzeba mieć jaja.

                             Styczeń, 2017.

 

 
KALIFORNIA...
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
09.01.2017.

KALIFORNIA...

... Pilot do pilota: Już jesteśmy nad Los Angeles.

Skąd wiesz? Przecież nic nie widać. Właśnie dlatego wiem...

Gdy Renata i ja mieszkaliśmy w Los Angeles, wyszedłem któregoś dnia przed dom i nie poznałem ulicy bo... nie było jej widać. Ale gdy z pustyni Mojave powieje wiatr zwany 

Santana i zepchnie smog daleko nad ocean, to Los Angeles jest jak kawałeczek błękitnego raju, a góry oddalone o wiele kilometrów można prawie "dotknąć" ręką.

Kalifornia... W roku 1510, w Hiszpanii,  Garcia Ordonez de Montalvo napisał romansidło "Las sargas de Esplandion", którego bohaterka miała na imię Califa i władała wyspą 

o nazwie California.

W roku 1533 Hiszpan Fortun Jimenez dotarł do obecnej Kalifornii, widząc bujną roślinność i wodę oceanu nazwał to miejsce California... będąc pod urokiem bohaterki romansidła.

Minęło dwieście lat zanim żeglarz Gaspar de Portola, drugiego sierpnia 1769 postanowił zanocować u ujścia rzeki nazywając ją Rio de Nuestra Seniora de Los Angeles de Porciuncula.

Dwa lata póżniej założył tu pierwszą osadę i kościół pod wezwaniem świętego Gabriela.

Ale dopiero 4 Września 1781 pierwszy gubernator Kalifornii baron Filipe de Nueve zorganizował pierwsze stałe osadnictwo: 11 mężczyzn, 11 kobiet i 22 dzieci. Nadał mu nazwę: El Pueblo de Nuestra Seniora de Los Angeles.

Nowi właściciele, Anglosasi,  skrócili nazwę do Los Angeles.

Oczywiście, że Kalifornia to nie tylko Los Angeles, ale z tym miastem zwanym potocznie Tinseltown - miasto błyskotka, turyści kojarzą Kalifornie.

Z litery H,  napisu Hollywood skoczyła na śmierć bezrobotna aktorka... (napis ma 12metrów wysokości, jest z czego skakać, a dziś rozświetla go 4 tysiące żarówek. )

To w Los Angeles jest najdroższy sklep świata przy 420 Rodeo Drive, ale... zakupy można robić TYLKO po uprzednim zgłoszeniu. Klient zostawia w nim przeciętnie 100 000 dolarów

jedno razowego zakupu. Kiedyś aktorka bez uprzedzenia chciała zrobić zakupy i nie została wpuszczona...

Ogrom Los Angeles to również 4 098 km autostrady /luty, 2004 " Poznaj Świat "artykuł by Kazimierz Kaz Ostaszewicz./

Ale jest przecież... Kalifornia, a w niej San Francisco, które ma swoje atrakcje. Jedną jest "Najbardziej krzywa ulica świata" gdzie bardzo stromo, wśród kwiatów z obu stron, zjeżdża się zakrętami wychodzącymi z... zakrętów. A gdy stoi się obok drzewa sekwoja, liczącego ponad 3000 lat, ciągle żywego, zielonego, to jest to jedyne na świecie uczucie, że dotyka się czegoś co jest starsze od... Europy, od  najstarszego miasta, a ciągle żywe...

Ruiny egipskie lub rzymskie? To tylko ruiny, a drzewo jest żywe. Tego nie można opisać słowami.

A Los Angeles? Duże?... Zostawmy kpiny, że skoro amerykańskie, to musi być "największe na świecie "... Czy jest? Jest wielkości Belgii. Tak,  państwa Belgii.

Dlaczego dziś o tym? Właśnie zaczął się ruch mający na celu oderwania Kalifornii od Stanów Zjednoczonych, /jako nowego, niepodległego państwa./

Dlaczego? Liberalne, a raczej lewicowe władze Kalifornii tak zareagowały na wygraną Donalda Trumpa na Prezydenta USA. Jedno słowo: NIENAWIŚĆ!

A największa w Hollywood, gdzie powstał komitet zwolenników oderwania pod wodzą takich celebrytów jak: Suzan Shardon, Alec Boldwin, Harrison Ford i właściwie większość filmowych sław.  Wszystkich "przebił" Robert De Niro, mówiąc, że gdy "spotka Donalda Trumpa to da mu w mordę"... . .

Oderwanie Kalifornii? Czy to się stanie? A czy ktoś spodziewał się człowieka na księżycu?

P. S.  Szczęśliwego 2017 i... wycieczki do Kalifornii w... USA, życzę.

P. S.  Dlaczego nie komentuję ostatnich wydarzeń w Polsce? To proste: Brak mi przymiotników... No, może tylko to; że PiS jest BEZ JAJ... .
 

                                            Styczeń, 2017. 

 
13 GRUDNIA 2016
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
07.12.2016.

13  GRUDNIA  2016

13 Marca o 4 rano 1940 trzech żołnierzy Armii Czerwonej i jeden cywil Polak wyciągnęli z domu moją Mamę,  brata Zbysia i mnie.

Wrzucili do bydlęcych wagonów bez okien i 6 tygodni, później wyrzucili na śnieg w syberyjskiej tajdze.

Pięć lat później,  zimą 1945 brat Zbysio został pod śniegiem pochowany gołymi rękami mojej Mamy.

2 Lutego 1954 o 2 w nocy,  trzech cywili z Urzędu Bezpieczeństwa wyciągnęło mojego wujka Leszka na śmierć przez rozstrzelanie.

Kobiecie z którą miał trójkę dzieci powiedziano, że miał szczęście, bo "od razu dostał kulkę w łeb zamiast długo męczyć się jako bandyta z wileńskiego AK"

W Lutym 1954 miałem 16 lat. Jednym z ubowców był młody, silny facet i podobno miał 20 lat.

Jeżeli jeszcze żyje to dziś ma 82 lata.

Ciekawe czy 13 Grudnia tego , 2016 , roku dołączy do Grzegorza Schetyny i Ryszarda Petru, plus działaczy KOD-u,  oraz aktorów czerwonej warszawki na czele z Krystyną Jandą by demonstrować przeciwko "bezprawiu" rządu PiS-u, planującemu ukarać "urzędników "UB i SB, obcinając ich emerytury do polskiej przeciętnej.

Nie wiem ile lat mieli i Schetyna i Petru w 1954 i co pamiętają. Ja pamiętam tragedię tamtej kobiety z trójką dzieci WYRZUCONEJ z mieszkania po "bandycie i wrogu Polski Ludowej".

13 Grudnia 1981 to haniebna data w historii Polski, Również haniebnym czynem jest planowana demonstracja przez takich jak Schetyna, Petru, Kijowski maszerujących ramię w ramię z takimi mordercami jak ci co zamordowali mego wujka Leszka.

A skoro o "jedności" w polskim narodzie... Pisałem do gazet polonijnych, że rząd Jaruzelskiego uderzy w Solidarność na Święta Bożego Narodzenia bo i euforia świąteczna i... zima, więc w lesie się nie schronisz...

Warszawa przeczytała i uderzyła wcześniej by zaskoczyć...

Mieszkałem w Kalifornii ale czułem,  wiedziałem i napisałem ten jak go nazwano ...

PROROCZY wiersz.

Wejdą nie wejdą
wejdą nie wejdą...
głupi by wchodził do cudzego domu
z nożem
gdzie dwóch braci
nożami w siebie rzuca
chcesz cudzy dom zabrać
zaczekaj aż się wykrwawią

Wejdą nie wejdą
wejdą nie wejdą...
głupi by skręcał bat na samego siebie
gdy może go włożyć
do bratobójczej ręki
jadem władzy karmionej

Wejdą nie wejdą
wejdą nie wejdą...
NIE WEJDĄ

Zanim śnieg brudy zmyje
krew spłynie własna
własną ręką puszczona

Proroctwo przeklęte
przepadnij
niech głupim będę
a myśli moje
bez sensu i racji...

 

California, 16 października 1981

 

 
OKRUTNA NIEWDZIĘCZNOŚĆ!
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
05.12.2016.

OKRUTNA NIEWDZIĘCZNOŚĆ!

No, Marcin Kierwiński, na co ci to było...  

Nie chcę obrażać psa, więc nie powiem, że jak wściekły pies warczałeś na wrogów Platformy Obywatelskiej.

Ten głupkowato-ironiczny uśmieszek nie schodził ci z twarzy okrąglutkiej  (jak księżyc w pełni), gdy znajdowałeś odpowiedzi na argumenty wroga.

Wszędzie cię było pełno i wszędzie tak samo(nie powtórzę się) uśmiechniętego.

Ten, kto się uśmiecha jest szczęśliwy. Tak przynajmniej przyjęło się uważać.

Tylko na co ci i te uśmieszki i ta zajadłość w obronie czegoś co PRZEGRAŁO...  

Kierwiński, PRZEGRAŁO, kumasz?

Zgoda,  wierny żołnierz walczy bez względu czy jego moce wygrywają czy przegrywają.

Tu ci muszę przybić.

Tak, ale ci twoi...  Oni ci nie przybili, oni CIĘ PRZYBILI jak motylka do pudełeczka owadów w kolekcji. Ale ty się nie poddałeś !

Z uporem godnym każdego przymiotnika z patologii umysłu, dalej bronisz tych co cię olali.

Olali? Żeby tylko tak!

O wiele nie mylę się, jak mawiał pewien cieć z Targówka, to nie ma cię w gabinecie cieni, który jak na gabinet przystało, co tydzień bawi się w kabaret rządzenia. To tak jakby cię w ogóle nie było.

Więc pytam: Na co ci to, Marcin Kierwiński, było?

Jesteś z Platformy Obywatelskiej, więc powinieneś wiedzieć co mówią obywatele o takiej sytuacji jak twoja...  

"Nie przejmuj się swoją rolą bo i tak cię wypierdolą. "

Amen.

                                                   Grudzień,  2016

 
CZY WIESZ ?
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
27.11.2016.

     CZY WIESZ ?...

Co to jest rdzeń ołowiany wprasowany w płaszcz stalowy ?To jest pocisk do KB czyli karabinu bojowego, kalibru 7. 62.  Zdolność praktycznego rażenia do 800 metrów, Zdolność przebijania?

Na sto metrów przebija szynę kolejową ! Bzdura ? Nie. Na Studium Wojskowym (  a pod nadzorem majora Błaszczuka, piechocińca z mocnym "zaśpiewem" Poleszczuka, co od Lenino do Berlina przeszedł )strzelaliśmy z KB.  Ja nie nie trafiłem, ale kolega właśnie na sto metrów trafił do stojącej szyny i zrobił w niej " chirurgiczną ", małą dziurkę.

Taak... Dawnych wspomnień czar? W pewnym sensie, a że to takie ważne?

Tak.  Był rok 1992, Tucson, Arizona i pracowałem w Tucson Physical Therapy, 4600 S. Park Ave.

Nasza klinika miała również pacjentów z miejskiej policji. "Trafił mi się" policjant z przeszłością komandosa w Wietnamie.

Fred mu było i zrozumiałem dlaczego Prezydent Reagan powiedział w czasie swojej inauguracji, o wojnie w Wietnamie (cytuję już z tłumaczenia): "Wojna, której lewicowy Congress i liberałowie nie pozwolili nam wygrać"...

Fred opowiadał o sprzecznych rozkazach z dowództwa. Jeden mówił by iść( i trafiali na zaplanowaną przez "wroga" zasadzkę),  drugi by się cofać i też pod ogień wroga.

Ale gdzie uciekł początek tego niby felietonu? Zgoda.

Gdy opowiadałem "cuda niewidy" o zdolnościach bojowych radzieckiego KB, zaproponował "wizytę " na poligonie strzeleckim departamentu policji. Żadne jakieś tajemnice, bo korzystali z tego poligonu cywile, gdy mieli odpowiednie znajomości.

Fred pokazał mi amerykański M-16.  Coś jak stary, niemiecki Mauzer, lub ruski KB.  W odległości około 300 metrów były umieszczone na stoliku arbuzy. Tak, te pyszne, czerwone...

Z pozycji leżącej Fred na 10 arbuzów rozbił... dziesięć. Powtarzam: Odległość 300 metrów, czyli jak trzy razy boisko do piłki nożnej. Daleko.

Arbuzy? Każdy mniej więcej wielkości głowy człowieka...

"A to jest tłumik"... Niepotrzebnie mi tłumaczył. Wiedziałem. Puenta?

KAŻDEGO, kogo się chce, można zabić z odległości 300 metrów, a tłumik spowoduje, że słyszy się coś jak "Puff" i tyle.

Lawina lewicowej i liberalnej wściekłości (lawina ma to do siebie, że nabiera ciężaru i szybkości) jaka przetacza się przez Stany Zjednoczone, nie tylko po wygranej Donalda Trumpa (oczywiście, że tak), ale po PRZEGRANEJ Hillary Clinton, może któregoś dnia zrobić użytek z... rdzenia ołowianego wprasowanego w płaszcz stalowy.

Taki przebija KAŻDĄ kamizelkę kuloodporną i KAŻDE szkło kuloodporne.

Nie wszyscy weterani wojenni mają poglądy Freda, (a są bardzo antykomunistyczne).

Niektórzy ulegają mediom, a te od lat są na usługach lewicy.

Niektórzy, są równie dobrymi snajperami jak Fred...

Wolę nawet nie myśleć..

                                          Jesień, 2016.  

 
DONALD TRUMP... PLUS: OBNIŻONY WIEK EMERYTALNY W POLSCE.
Oceny: / 4
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
15.11.2016.

DONALD TRUMP...  PLUS:

OBNIŻONY WIEK EMERYTALNY W POLSCE.

Jest najgłupszym pomysłem nowego rządu w Polsce.

WSZYSTKIE, NAJBOGATSZE kraje świata nie tylko, że obniżają wiek emerytalny, ale niektóre planują podnieść go do 70 lat dla mężczyzn.

Polska do najbogatszych nie należy, a na dodatek w obecnym czasie realizuje (lub usiłuje) kilka projektów mających zapewnić obywatelowi łatwiejsze napełnienie talerza na codzienny posiłek.

Nieśmiertelne w swej mądrości-coś za coś może obniżenie wieku emerytalnego w Polsce uczynić ten talerz po prostu pusty. Jeżeli nie teraz to bez najmniejszej wątpliwości za kilkanaście lat. A czas już tyka...  

Ja też bym chciał mieć więcej za mniej, ty też internauto, ale tak się nie da.

W związku z wyborem mego kandydata na prezydenta USA,  czyli republikanina, nie brakuję znajomych, którzy pytają mnie co sądzę jako amerykański obywatel o nowym prezydencie USA.  Zacytuję powszechnie znane powiedzenie wielu kobiet,  że "faceta poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy".

Były prezydent Obama odejdzie jako najgorszy (w raz z Clintonem,  Carterem i Johnsonem) prezydent USA.  Mało tego,  bo zawiódł mnie, naiwnie myślącego, że Obama to miły, ciepły człowiek, a tu coś takiego: Kpiąc z Donalda Trumpa (w przerwie ściskania się z "Hillarką") powiedział, prawie cytuję...  Może odejdę jako według ciebie (Donaldzie) najgorszy prezydent, ale ODEJDĘ JAKO PREZYDENT...  . Ha, ha, ha i ryk przydupalskiej publiczności pewnej tak jak on,  że Trump nie- zostanie prezydentem.

A może by tak Obame na kurs języka polskiego by poznał powiedzenie, że ten si śmieje, kto się ostatni śmieje...  

W podobnym stylu wygłupił się nasz Donald czyli Tusk, dowcipem o słodkim. . dunacie, że jeden "Dunald "wystarczy (coś w tym sensie).

Oczywiście wiesz internauto, że po angielsku Tusk znaczy kieł...  

Warto więc ci przypomnieć co po angielsku znaczy Trump czyli...  złoty człowiek dosłownie, (również - atut).

Czy będzie, nomen omen, złotym wiekiem dla Stanów Zjednoczonych, tak jak jest jako geniusz w nieruchomościach, czas da odpowiedż.

Ale już teraz "Unioeuropejski" (czytaj NIEMIECKI) establiszment pieni się wściekłością...  

Myślę, że tej piany dodaje mu polska opozycja do obecnego rządu.

Tak liczyli, że wygra Clintonowa! Przecież miała za sobą amerykańskie media( czytaj: odpowiednik TVN 24), Żydowskie Lobby w kongresie, bez wyjątku całą amerykańską lewicę i liberałów i co ? Nie wypada(bo chwila jakbyś nie zwał-uroczysta)powiedzieć, że gówno.

A co ja gdybam? Bo tylko narazie tyle mogę...  Jeżeli Trump pozyskał sobie...  Latynosów (strasząc deportacją Meksykanów ), to zdolny jest dokonać cudu gospodarczego jako...  

Złoty Człowiek. Ktoś, kto nie grą na giełdzie, nie spadkiem po tatusiu, ale PRACĄ i ROZUMEM zgromadził majątek może okazać się obok Regana jednym z najlepszych prezydentów.

Czy to się podoba, czy nie żabim ogierkom jak;Petru i Ska.

                                                               Listopad, 2016

P. S. Ależ się namnożyło amerykanistów 1

Z każdej dziury, z każdej "uczelni" typu Wyższa Szkoła Wyższych

Wiadomości wyłażą " profesorowie" po " studiach "...  książek o Ameryce...  

 
NOWY PREZYDENT USA...
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
18.10.2016.

NOWY PREZYDENT USA...

i stare, te same problemy świata.

Jak zawsze głosowałem republikańsko. Myślę, że z przyzwyczajenia a nie z rozsądku.

Jakiego rozsądku! Co za bzdura! Republikański George W.  Bush decyzją inwazji Iraku spowodował śmierć setek tysięcy niewinnych ludzi! Dziś codziennie umierają ludzie na Bliskim Wschodzie,  coś , czego NIE BYŁO PRZED amerykańską inwazją na Irak!

Najbardziej krwawi Syria gdzie Amerykanie chcą zmienić rząd na im podległy jak to zrobili w Iraku.  Syria jest bombardowana,  palona, niszczona w imię... "walki z terroryzmem", tyle, że już nie wiadomo kto jest terrorystą...

Rezultatem tej walki są miliony uchodźców do Europy.

A więc Stany będą miały nowego prezydenta... Czy wygra mój,  republikański i czego mogę się spodziewać? No czego... że zatrzyma łańcuch śmierci w Syrii, Iraku,  Afganistanie i okolicach?

Oczywiście, że nie.  Nienawiść rodzi nienawiść,  przemoc rodzi przemoc i to się samo nakręca.

A koniec?...

Bez zmian, ta sama Onanizacja Narodów Zjednoczonych(zwana również Organizacją Narodów Zjednoczonych), żałosne nie przydatna wobec prawdziwych tragedii świata.

Będąca tysiącami cieplutkich posadek obradujących nad obradami w sprawie obrad...

A świat? Nie był i nigdy nie będzie "rodziną narodów". Jeżeli już, to zlepkiem sąsiadów. Wiemy chociażby z przykładu najmniejszego podwórka, jak nie kochają się sąsiedzi i do czego są zdolni...

Donald Tramp powiedział: "Stany Zjednoczone powinny przestać być policjantem świata i pomagać krajom, które nam za to płacą". Że czas najwyższy aby Stany przestały utrzymywać NATO płacąc 73% jego wydatków. Pięknie... Tylko co z tego wyniknie, a piękne może nie być...

Eskalacja rasowej nienawiści w USA, (niezależnie jak słodzikowato maskowana mediami) narasta. Podsycają ją tacy jak All Shrampton i Jessie Jackson , przywódcy "Rainbow Coalition", którzy Od lat powtarzają, że :"BEZ ZBROJNEJ KONFRONTACJI nigdy nie będzie demokracji"!

Mieszkając przez większość dorosłego życia w USA słyszałem to wielokrotnie. Reakcja moich czarnych znajomych ? "No comments"... Tak, ale to byli przyjaźni mi ludzie. .

Polscy amerykaniści typu Lewińskiego,  czy jak mu tam , Lewickiego, którzy "nauczyli się"

Ameryki na salonach i obiadkach amerykańskiej Polonii w Nowym Yorku, mogą popisywać się w polskiej telewizji żałosnymi teoretykami.

A prawda jest brutalna i nie nie zmieni jej ani ten nowy, ani żaden prezydent w żadnym kraju świata. Nie można zmienić tego co jest w człowieku, a miłe nie jest. Że jest też inne?

A jest,  jest i co? I od początku świata ile milionów ofiar pochłonęły kolejne wojny?

Chociażby ta ostatnia, no ile,  60 milionów? A ilu zbrodniarzy ukarano? Kilkunastu.

Stalin leżąc w trumnie otoczony był kwiatami. Zamordował 30 milionów ludzi. A Hitler?

Jak świat oceniłby nazizm gdyby to Hitler wygrał?? W SUPERLATYWACH, bo tak ocenia się ZWYCIĘZCÓW.

Nawet dziś, gdy CODZIENNIE na Bliskim Wschodzie ginie kilkadziesiąt osób "zwycięskich zmian "na "demokrację"...

A ja naiwnie zastanawiam się co nowego przyniesie nowa twarz w starym, Białym Domu...

                                         Jesień, 2016

 

 
JAK PANA BOGA KOCHAM
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
10.10.2016.

           " JAK PANA BOGA KOCHAM "

... " Zniszczę, nie daruję,  zprocesuję,  jak Pana Boga kocham! "

Jak widać  Bóg był obecny w zawodzie adwokackim od nie pamiętnych czasów.

Ja wiem,  że obecna Polska ma ważniejsze sprawy,  że opozycja wobec rządu nie zawaha się prosić o pomoc liberalno-lewicowe siły w Europie aby zniszczyły Polskę i... no właśnie...

Czyż to nie jest po prostu konstytucja "jaśnie i mocium panie" tradycji dawnych czasów?

O co mi chodzi? Czy pomyślałeś internauto kto,  jaka grupa społeczna skorzysta najbardziej  ze zmiany ustroju socjalistycznego na kapitalistyczny.

Że tak zwani handlowcy? Że dziennikarze? To są nulki przy tym jak obrośli w dobro adwokaci. Co obrazek w telewizji,  to zielone togi adwokackie.

Oczywiście, dziś można sądzić każdego i o wszystko, a sądy? Też robią (to znaczy NIC nie robią... )by rozprawy ciągnęły się latami.  NIE ZA DARMO!O nie! Kto płaci?

Ci w tytule tego niby felietonu. Polak nie odpuści, nie daruje i dobra materialne adwokatów rosną. Normalka? Jeżeli choroba umysłowa jest normalna, to tak.

Nie użyję typowo dziennikarskiego wyświechtaka: " Na całym świecie",  jako, że nie znam całego świata, ale w całkiem demokratycznym kraju jakim są Stany Zjednoczone,

ŻADNA rozprawa, czy to karna czy cywilna NIE CIĄGNIE się latami.

Czy to znaczy, że w USA chudziutko się żyje adwokatom? Przeciwnie.

Od dłuższego czasu na dzień dobry zamiast powitaniem:  Jak się czujesz.

Coraz częściej słyszy się: Pozwę cię. Ale i pozew i rezultaty załatwia się szybko.

Jak to jest możliwe? Nie wiem, jest i tyle.

Od ręki mogę wyliczyć sprawy, które już trwają kilka lat jak na przykład, sprawa zabójstwa Olejnika, gdzie do tej pory "nie wiadomo co i kto " ale wiadomo kto płaci...

A  tak przy okazji... Jeżeli adwokat broni recydywistę już raz skazanego za, na przykład molestowanie, gwałty na nieletnich, mordowanie ofiar i ponownie to samo, to kto jest gorszy?

Przestępca czy jego obrońca? Zwłaszcza gdy obrońca wie, że przestępca popełnił i popełni te czyny z premedytacją, a nawet ( i nie zaprzecza) z przyjemnością! Ale, ma adwokata...

Że każdy człowiek ma prawo do obrony? Nawet taki, który żyje aby mordować ludzi, a PONAD WSZELKĄ WĄTPLIWOŚĆ JEST POCZYTALNY UMYSŁOWO? ! 

Taki też? Nawet gdy już to robił i pytany czy przestanie, odpowiada, że nie może zapewnić, że nie... Ale,  ma adwokata... A może nie jest głupim pomysłem aby adwokat takiego zwyrodnialca ... odsiedział jakiś rok czy dwa w więzieniu, gdzie jego klient odsiaduję karę?

Nie obrażając hien, które skazała na żerowanie głównie w padlinie i niezbyt miły "śmiech", czy nie są stworzeniami moralnie dużo wyżej od adwokatów?

Oczywiście tych, którzy z pełną świadomością, że bronią  recydywistę i zwyrodnialca i żyją z tego...

Nie tylko naród amerykański ma Boga,  i tu muszę  powiedzieć... wszech-obecnego i w kieszeni... Że co? Że jest On na dolarach jak każdy wie, bo...

No właśnie... Albo Sienkiewicz się przesłyszał, albo dobrze usłyszał, gdy pisał, że polscy rycerze zachęcali się do bitwy okrzykami typu:  " Bij kto w Boga wierzy!"

                                                       Bić bo się wierzy w Boga?!

Przy takich okrzykach adwokaci wyglądają jak aniołki...

                                              Jesień, 2016 

 

 
SZCZYT HIPOKRYZJI
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
26.09.2016.

Nie ma,  nie było i nie będzie więcej hipokryzji niż w dwóch słowach:". Wolność słowa"

Dlaczego w cudzysłowie? Bo to jest nie tylko cudze słowo, ale obce słowu: wolność.

Zaraz,  zaraz, nie tak szybko! Czyż wolność nie oznacza, że coś, że komuś jest wolno?

Ależ oczywiście! Wolno jest tym, którzy decydują co tobie i mnie wolno. . .

Gdzie więc jest hipokryzja?  Między innymi jest w politycznej poprawności. Ale to już jest i ćwierć filozofia i idem per idem, czyli to samo przez to samo.

Wolno mnie i tobie mówić, TYLKO TO CO JEST MIŁE ABSOLUTNI KAŻDEMU CZŁOWIEKOWI. Bo to jest wyrazem kultury i obrony każdej godności?

Jest TYLKO i WYŁĄCZNIE dowodem zakneblowania ust. ZAKNEBLOWANIA UST!


Mili (choć nie zawsze)są uśmiechnięci idioci. Ci dosłowni. Skoro nie wolno ci internauto powiedzieć co naprawdę myślisz o czymś, czy o kimś, bo jeżeli powiesz, to dostaniesz artykułem z mowy nienawiści, to kim jesteś, jeżeli nie szczęśliwie uśmiechającym się idiotą,  a za kilkadziesiąt lat doskonale spreparowanym androidem?  Nie robotem? Nie, bo robot nie myśli, jedynie "wypowiada" zaprogramowane myśli człowieka.

Android, żywy, w ludzkiej postaci pozornie nie różny od człowieka w tradycyjnym, fizjologicznym znaczeniu, myśli tak jak właśnie kaganiec MOWY NIENAWIŚCI i POPRAWNOŚĆ POLITYCZNA, wychowała go od dziecka, a lata mijały i już nie potrafił samodzielnie oceniać, analizować,  MYŚLEĆ.

Zrobiono to za niego. Dlaczego?

Tutaj ogromną zasługę ma. . . chrześcijaństwo i jego-pokorne ciele dwie matki ssie.

KAŻDA władza woli mieć pokorne ciele niż zbuntowane, samodzielnie reagujące cielęta.

Skoro jest (a obawiam się, że będzie) wspólna zagroda dla wszystkich cieląt świata, to jakie jest łatwiej prowadzić do takiej zagrody?

Gdy jedno ciele nie chętnie, wręcz nieprzyjaźnie patrzy na inne ciele, bo jest czarne lub żółte. . . Gdy to czarne lub żółte uważa, że jest lepsze. . .

Gdy jedno ciele woli seks z cielęciem płci przeciwnej i uważa, że seks barana z baranem mu się nie podoba i GŁOŚNO krytykuje. . .

To co, czy tak różniące się cielęta łatwo czy trudno jest prowadzić razem i w zgodzie?  

Gdy kartoniki z imieniem i nazwiskiem były prawami jazdy w USA,  nikt nie myślał, że są czymś dziwnym. Gdy w 1973 wprowadzono kartoniki ze zdjęciem właściciela podniósł się krzyk! CO!! To jest wbrew naszej wolności! A władza?  Chcesz jeździć,  to morda w kubeł.

Gdy kilka lat później czarno-białe zdjęcia zastąpiły kolorowe, to był krzyk!

RASIZM! DYSKRYMINACJA! DZIELENIE społeczeństwa! A władza. . .  Chcesz jeździć?

To morda w kubeł! 

Dziś amerykańskie prawo jazdy jest JEDYNYM "dowodem osobistym" w polskim słowa znaczeniu. Nie masz prawa jazdy? Masz ID card, a wygląda dokładnie tak samo, ze wszystkimi szczegółami jak prawo jazdy.

Konkluzja tego przydługiego wywodu?  Chcesz żyć, pracować, istnieć bez konfliktu z prawem?  Morda w kubeł i wsadź sobie głęboko, a najlepiej do dupy, jako, że jak do tej pory, powtarzam, do tej pory, JESZCZE nikt ci tam nie zagląda, tam wsadź sobie WOLNOŚĆ SŁOWA. No i cały czas pamiętaj, że to jest dla twego dobra!

Jesień, 2016. 

 
DOŚĆ TEJ WOJNY!
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
13.09.2016.

DOŚĆ TEJ WOJNY !

Polsko-Polskiej! Czy dlatego nasz Naród był tak bity przez obcych aby teraz bić samego siebie?

Oczywiście, że zawsze były i będą różnice jak kierować narodem i nie ma kraju gdzie takich różnic nie ma.

Ja MAM REALNE i BOLESNE powody jako Sybirak by nie mieć sympatii do lewicy, komuny, czy jak ją zwą, ale jak DŁUGO można nosić w sobie to wszystko co powoduje niezgodę, a dziś wręcz otwarta nienawiść w narodzie.

Jak długo i do czego to prowadzi? Do dalszej niezgody i nienawiści, a ta karmi sama siebie.

Gdzie w tym jest POLSKA? Może inaczej... Kim w tym jest Polska? 

PRZEGRANYM przez największe P!

Pokolenie obecnie rządzących Polską i pokolenie opozycji wobec rządzących, któregoś dnia odejdzie. Fizycznie i biologicznie. Jeżeli nie odejdzie, wojna Polsko-Polska, to NIE TRZEBA OBCYCH, by znowu rozebrali, zniewolili, okupowali Polskę. Sami Polacy to zrobią!

Czy chęć władzy, czy wściekłość z powodu jej utraty jest aż tak silna, że oślepia pozornie nie głupich ludzi?!

Gdy słucham ich wypowiedzi, tej telewizyjnej elokwencji, to chwilami zazdroszczę takiej sztuki ogłupiania... Jest na najwyższym poziomie i nic dziwnego, że przeciętny Jasio nie ma żadnych szans na własne zdanie.

A nawet jeżeli takie ma to on, NIE JEST w TVP lub TVN.... On się nie liczy.

Mój kalendarz gubi kolejne kartki... Po prawie 40 latach poza Polską wróciłem do Niej naiwnie wierząc, że wracam do Domu bez zawiści i nienawiści.

Trudno jest jak jest, ale nie tracę wiary, że zanim mój kalendarz zgubi ostatnią kartkę ten Dom będzie miejscem szczęśliwych Ludzi.

Czy to jest za duże słowo?

Ty mi powiedz, który masz kalendarz pełny kartkami... i oby był biało-czerwony.
 

                      Wrzesień, 2016 

 

 

 

CO TO JEST POLSKA

Przeliczali
tasowali jak karty
wyceniali konia wyścigów własnych
umierali w zachwytach 
i rozrywania skrzydeł białych   

Oskarżali 
obelgami chlapali logiki
(jeszcze raz błędnej)
upychali w ramy własne
wyginali ,naciągali
gładzili radą słodko ustną ...
i próbowali zrozumieć...  

A Polska 
to jak dziewczyna
pokochałeś to cierp
bo za pózno na logikę...
 

Arizona,wiosna 1993.

 
O SZAREJ GODZINIE...
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
06.09.2016.

Życia gdy kolor coraz słabszy... Ręce też, tylko tak jak kiedyś.

Nieprawda ! Nic nie jest tak jak kiedyś, ale i to nie jest najgorsze, tylko pewność, że już nigdy nie będzie.

Kiedy to się zaczyna?  Jak u kogo i mnie o tym. Od tego są ci z dyplomami psychosocjopedagodo logów.... Ja wiem swoje. A zaczęło się gdy pierwszy raz zamiast dokładać " krążki " ciężarów na sztangę, musiałem odjąć.

Już wiedziałem, że nawet, gdy jutro nie będę odejmował, to na pewno nie dołożę.

Aż taki narcyz jestem? Dla wielu tak, bo przecież są ludzie szczęśliwi, że mogą chodzić, że sami wstają z wózka i sami mogą do sraczyka, a ja, że zdejmuję ciężary ze sztangi, bo za ciężkie? Jak komu i co komu szarą godziną...

A wtedy, gdy dziewczyna ustąpiła mi miejsca w autobusie... Kiedyś... ech, co tu o kiedyś gdy dziś i siwo i szaro. Że zdrowie?  Inni nawet tego nie mają? Tak, ale, cholera, znowu to kiedyś... taka dziewczyna poszła by ze mną daleko od autobusu...

Mam wspaniałą partnerkę i cudem jakimś czas się do niej nie dobrał ze swoimi zębami.

Czy Ona też ma szare godziny?  Nie chcę pytać, bo dwie szarości to już czerń...

A tak naprawdę to ta szarość wydobywa kolory... Jak? A bo ja wiem, ale same przychodzą, przecież nie zapraszam, czy rzeczywiście? A może to ja bronię się bo przecież kiedyś... mogłem. To smutne słowo-mogłem... Czy trzeba tłumaczyć? Czy sztanga wierny przyjaciel od 50-ciu lat nie wytłumaczyła mi?

Czy potrafię zrozumieć sens powiedzenia, że mniej znaczy więcej? Jak? Skoro, a wcale nie kiedyś, na sztandze miałem ponad 100 kg, i to teraz gdy jest mniej, ale lżej? ... Czy to nie jest jak więcej? Lżę... Zgoda, że to jak odwrót, ale czy to znaczy, że przegrywam? Kto to zrozumie i czy trzeba, jak to mówi, cholera wie dlaczego nazwany-prosty naród, muszę dostać w dupę by docenić ręce, nogi i lżejszą sztangę? A przecież już poznałem co to jest szpitali cudowne ręce kardiochirurga z obietnicą nowego życia. To powinno mi kolorami zakryć szarość...

Czy dlatego, że zawsze wolałem łykać a nie jeść, dławić się zachłannie a nie rozsmakowywać.. Że zawsze było jak ostatni raz, jakby na zapas i tak było we wszystkim...

Było, ty... Było, a dla wielu już nie ma. Odeszli, z którymi jakby wczoraj tak, że było słychać słowa ze szkolnego korytarza... Odeszli.

Każde... " szczęśliwego nowego roku " to jeszcze jedno i jeszcze jedno odejście.

A mój kalendarz?  Kartki trzymają się. Nic dziwnego, każdego roku moja Renata przynosi następny, nowy oczywiście i nie ma w nim szarości. Może więc zamiast żyć o szarej godzinie, powinienem patrzeć w kolory nowego kalendarza?

A gdy "krążków " na sztandze będzie coraz mniej... napisać książkę o szarej godzinie?

Przecież nawet nie znam mojego miejsca, którego nie ma na żadnej mapie i z którego się nie wraca, więc po co przyśpieszać..

 Szary dzień 2016 

P. S. Banalny?

Zaczekaj do swojej szarej godziny... 

 
OLIMPIADA... . 2016
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
23.08.2016.

Chyba nie myślisz, że będę oceniał wyniki polskich sportowców?

Jest taka książka, którą cenię na tysiąc Nobli. a w niej jest takie zdanie:

"Kto tańcuje, a nie może temu Pan Bóg dopomoże. Kto tańcuje, a nie umie, tego Pan Bóg wyrozumie" Bohaterem książki jest Kichuś Majstra Lepigliny.

Kto zezwolił, aby Agnieszka Radwańska, miała godło Polski na prawej stronie a reklamę firmy (która jej płaci, na lewej!) Czy milionerka, jaką jest Radwańska poleciała Do Rio na własny koszt? Stać Radwańską by zapłacić za lot i utrzymanie w Rio, trzech polskich tenisistek wysłano tylko po to by DOSTARCZYŁY zwycięstw przeciwniczkom.

To jedna sprawa. Druga... Aż TRZY razy TVP pokazała przegrany mecz Radwańskiej!

W tym samym czasie "szły" na żywo ciekawe konkurencje. Co do godła... Radwańska od lat występuje nie jako Polka lecz... Krakowianka. Isia Krakowianka. Nie oficjalnie ale tak woli aby sprawozdawcy ją nazywali. Nie wyrażę się, że coś tu kurwa nie gra...

Proporcjonalnie do liczby mieszkańców, Polska wysłała NAJWIĘKSZĄ ekipę sportowców.

W tym takie "numery" jak najmłodsza sprinterka o imieniu Ewa, która ma wynik na 100 m. w pierwszej, ... dwudziestce na świecie, ale nie w tym rzecz...

Reporter (ten "regularny" łysawy )do niej poważnie ". . przecież nie lecisz do Rio z myślą o medalu? " A rozkoszniutka Ewunia też poważnie... " Oczywiście, że nie "... Więc po jaką cholerę, pytam! Na trening? wycieczkę turystyczną? Do towarzystwa?
A przecież ZA PIENIĄDZE frajerów, którzy opłacają twoje rozkoszniactwo!

Że kto tańcuje, a nie umie? Zgoda, ale od tego jest WŁASNE podwórko i za darmo!

Lata cztery temu napisałem, że w dobie Internetu wystarczy sprawdzić ile minut, sekund, kilometrów dzieli polskich sportowców od światowej czołówki.

Gdy wyniki pokazują, że dają polskim sportowcom miejsca w drugiej dziesiątce, ok, powiedzmy, że w najlepszym razie miejsce dziesiąte, to dzisiejszy sport jest 

GWARANTOWANIE PRZEWIDYWALNY by nie wiedzieć, że ten dziesiąty czy ta dziesiąta.

RAPTEM ( bo na Olimpiadzie )będą lepsi od REGULARNYCH medalistów świata!

Więc ponownie; Wysłać ich na... olimpijski trening?

Udział w Olimpiadzie to nie tylko wyróżnienie, to tak zwane MINIMUM olimpijskie.

Minimum NIE daje ŻADNYCH szans na medal, jedynie, że na olimpiadę nie wysyła się takich " sportowców "jak ja lub ty, internauto. Że JAKIŚ poziom muszą reprezentować!

Powtarzam się? CO CZTERY lata Polski Komitet Olimpijski TEŻ się powtarza!

A skoro o medalach... Że tylko, czy aż 11 na 243 olimpijczyków!

Oto nieśmiertelna mądrość Władysława Gomułki:" Z pustego i Salamon nie naliji "...

Polska to bogaty kraj. Stać Polskę by wysyłała na olimpiadę tyle samo lub więcej sportowców co takie biedne kraje jak... Wielka Brytania, Francja, Niemcy.

Niestety, w tym aspekcie na pomoc bożą bym nie liczył... A na grochowinach czarownica do Kichusia... " Drap! Drap!" Myślę, że Kichuś też byłby dobry na olimpiadę...
 

P. S. Czy wiesz, kto stworzył kółka olimpijskie? Nie uwierzysz?

Zrobił to... Adolf Hitler, Tak ten sam ( w " ząbek czesany ")

Pierwszy raz świat zobaczył ten symbol olimpiady w roku 1936 na Olimpiadzie w Berlinie.

 

    Sierpień 2016 

 

 
OBRIGADO RIO
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
22.08.2016.

OBRIGADO RIO 
 

Copacabana Copacabana
płyną tobą orzechowe carioci
biodrami płyną 
czekoladowe i waniliowe dziewczyny

Na Corcovado Chrystus wysoki
bielą krzyża wzniesiony
tuli dziurawe fawele
Rio w ramionach trzyma
palmową akwarelę..

Copacabana Copacabana
płyną tobą orzechowe carioci...
 

                                               Rio de Janeiro, Listopad 1977

 
FUTBOL AMERYKAŃSKI = ANTY SPORT.
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
04.08.2016.

Mieszkam w Polsce już kilka lat i ciągle słyszę adresowane do mnie o... głupocie Amerykanów... Dziwne, bo co roku Polska zaśmiecana jest wszystkim co Stany Zjednoczone mają jako najgorsze i dla zdrowia i dla mózgu...

Reklamy, że coś zabija (komary, owady ... na śmierć...) a co może zabijać inaczej?

Napoje gazowane, prażona kukurydza, chipsy, przyspieszacze w jedzeniu i Polacy są  coraz grubsi.

Można by tak w nieskończoność. Teraz doszła moda na amerykański futbol.

Jest on w Stanach niemal religią, futboliści to niemal bogowie.

Już w liceum dziewczyny ustawiają się w kolejce by jakiś  "bóg" zechciał je przelecieć.

Również w kolejce ustawiają się firmy farmaceutyczne aby pomagać tym "bogom" do kalectwa i często do śmierci.

Gdy w 1986 centrum badań sportowych, zadało pytanie futbolistom, czy gdy wiedzą, że chemiczny doping da im kontrakt na milion dolarów, tytuły mistrza NFL, ale również może zabić i okaleczyć, aż 82% odpowiedziało: I do! Będę brać.

Futbol jest jedynym sportem gdzie grube, "wylewające " się brzuchy, otyłość i grube dupska to norma.

To również marzenie milionów nastolatków by w to wejść. Wyniki testów wydolnościowych i wytrzymałościowych amerykańskich futbolistów są najgorsze ze wszystkich uprawiających sport.

Dość powiedzie, że przeciętny Johny pracujący za biurkiem ma lepsze i większe szanse  dożyć do późnego wieku bez kalectwa i... choroby mózgu...

Co ja o tym wiem? Pracowałem nie tylko jako fizykoterapeuta, ale również jako exercies physologist. Miałem pacjentów i klientów, w tym właśnie futbolistów.

Było bez sensu tłumaczyć im w co wchodzą. All amerycan: by all means - za wszelką cenę, było im Bogiem...

A na koniec niespodzianka, (dzięki której wygrałem masę forsy w zakładach).

Przeciętny mecz futbolu (a w podstawówce coś takiego nazywaliśmy: Kupa na dziada) trwa około lub trzy godziny. Jak myślisz internauto, ile w tym czasie futbolista się rusza, tak RUSZA się, a nie stoi... Nie zgadniesz więc mówię: Przeciętnie około 18-20 minut! 

Tyle trwa jego sportowy "wysiłek". Widziałem jak po przebiegnięciu 40m grubas potrzebował maseczki z tlenem.

Oto przyszłość tej najnowszej mody Made in USA, w Polsce.

To, że filmowe seriale, pomysły, są ŻYWCEM zerżnięte z amerykańskich, nie przeszkadza moim znajomym serwować  mi o głupocie Amerykanów...

Ale to, że prawie 80% leków reklamowanych w TV jest pochodzenia amerykańskiego, to może dobrze?... Na pewno dla lekarzy i zakładów pogrzebowych.

Amerykański środek dla ludzi powstrzymujący biegunkę (o polskiej nazwie lecz amerykańskich składnikach) właśnie uszkodził memu psu wątrobę i jest to opinia weterynarza .

Czyli obyśmy zdrowi byli i za bardzo w Made in USA nie wierzyli.
 

                                              Lipiec.2016.

 

P.S. Nasz Pies waży 62 kg. Układ trawienny psa jest o wiele mocniejszy od ludzkiego.

Pies zje padlinę i będzie zdrowy... (Nie radzę naśladować...)

 

 
NATO czyli " WŚRÓD SERDECZNYCH PRZYJACIÓŁ...
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
20.07.2016.

psy zająca zjadły "... Czy jest kraj, który w sprawie Polski (w obronie Polski ) rozpocznie... III wojnę światową? NIE ma? Oczywiście, że nie.

"Kraj" o nazwie NATO ma w sobie Niemcy, a w Niemczech ponad 75% obywateli i tyleż polityków jest przeciwnych wysłaniu niemieckich żołnierzy do Polski.

Batalion amerykańskich żołnierzy w Polsce... Co za kpina! Batalion, nawet gdy w warunkach wojennych powiększymy o jedną więcej kompanię (a ta powiększona bojowo jest do ok.120 Żołnierzy ) to ... OKOŁO 600 żołnierzy! To tak jakby na stadionie było około 600 kibiców...

To ma być odstraszająca siła? "Dla ewentualnego wroga Polski "...

Jak ogni szefowie UE i NATO unikają słowa - Rosja. Więc jakiego wroga? Iranu? Płn. Korei?

Marsjan?... Ale szczyt NATO to SUKCES Polski.

To jedna sprawa. Druga to niestety wtrącanie się prezydenta USA do  wewnętrznych spraw POLSKI. Sorry, Obama się nie wtrąca, on tylko recytuje to czego nauczył się z New York Times i Washington Post. Czyli: Przedruków z Gazety Wyborczej.

Te dwa dzienniki są równie lewicowe jak najbardziej lewicowe uczelnie: Georgetown i Columbia University.

Dokładnie tyle Obama wie o Polsce.

Prezydencie Obama, radzę zająć się amerykańskimi problemami, jak chociażby tym, że przez dwie kadencje nie dał pan dodatku do cost of living, czyli raz na rok podwyżki emerytom. Zawsze to było b.mało, bo od 1% do 2% , ale zawsze coś.

Dał pan ZERO dla najstarszych obywateli, a wielu głosowało na pana…

Oczywiście, UJARZMIENIE NIEPODLEGŁEGO kraju jakim jest Afganistan kosztuje!

Militarne i finansowe ratowanie Iraku UJARZMIONEGO pod pretekstem, że ten (równie niepodległy) kraj posiadał broń masowej zagłady było wygodnym kłamstwem, dziś daje rezultat dziesiątek śmiertelnych ofiar KAŻDEGO DNIA!

Wstyd, że tam w  pogwałceniu niepodległego kraju brali udział polscy żołnierze!

W tych dniach ponownie zginęli ludzie w USA. Tym razem policjanci.

Pojęcie: Afroamerykanin jest celowym pomysłem do ROZBICIA jedności w amerykańskim społeczeństwie. Wielu moich znajomych to po prostu Murzyni i ŻADEN nie nazywa siebie Afroamerykaninem. Uważają, że urodzili  się w Ameryce więc są AMERYKANAMI.

Wielu prominentnych Murzynów też tak uważa, a niech przykładem będzie Murzyn Clarence Thomas sędzia Sądu Najwyższego, który jak może, tak zwalcza ten "afroamerykanizm” ... To tak nie w nawiasie, a rasizm, podobnie jak... antysemityzm jest doskonałą bronią do osiągania celów...

Przylatując na tak ważny zjazd miał pan, panie Obama, znaleźć czas, by słuchać sił wrogim polskiemu rządowi, a w sprawie czy... Trybunał Konstytucyjny ma poprawkę do wyroku o poprawce w sprawie przystawki do poprawki...

Rząd w Polsce został wybrany DEMOKRATYCZNIE
co dla pana jest na pewno określeniem bardzo bliskim....

A przy okazji... internauto - śpij spokojnie.

Z NATO lub nie, a Putin NA PEWNO nie zakłóci twego snu...

                                                       Lipiec/12 /2016 

 

P.S. "Fachowcy militarni "z TV: Cztery bataliony to jeszcze NIE brygada, to dopiero pułk....

 

 
ZE ŚLEPYM O KOLORACH...
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
05.07.2016.

Nijaki vicek Frans Timmermans został wysłany z UE by fachowo i rzeczowo rozprawiać w Polsce o Trybunale Konstytucyjnym. Pięknie. Tyle, że ten facet jest z Holandii, a Holandia NIE MA Trybunału Konstytucyjnego.

Oto jak wygląda "prywatna rozmowa" szefa Trybunału, nijakiego Rzeplińskiego z tym Holendrem... Ty, Holender, żaden szanujący się, dobrze prosperujący kraj nie może istnieć bez Trybunału Konstytucyjnego. Kumasz?

A Timmermans... Co ty nadęty grubasie pierdolisz! Holandia jest w pierwszej dziesiątce najbogatszych, najlepiej prosperujących krajów świata i nie ma tego waszego Trybunału... typowa rozmowa ślepego z głuchym, a o kolorach...

Nijaka Federica Mogherini, szefowa unijnej dyplomacji przyjechała do Polski by też wsadzić swoje trzy grosze. Dokładniej to trzy... soldi jako, że ta Włoszka od lat jest komunistką, a do niedawna aktywną członkinią Komunistycznej Partii Włoch i już jako dziecko śpiewała wymachując... Bandera Rossa... "Avansa populo, avansa populo a la guerra nostra, a la guerra nostra"...

Pewno nie wiesz internauto, że do roku 1959 Polska Ludowa FINANSOWO utrzymywała włoską partię komunistyczną. Jak? Co jakiś czas z Warszawy do Neapolu leciał kurier z walizką dolarów. Oto jak. A po roku 1959? Nie wiem bo ludzie, których znałem, a którzy byli od tego "byli ,ale wyszli"...

Czy taka Mogherini może mieć choć ciut sympatii do prawicowego rządu w Polsce?

Przytoczę pana Stasia z Targówka: "Przypuszczam, że wątpię, powiedziała sąsiadka i po chwili dostałem w pysk"...

Internauto, czy nazwałbyś dupkiem kogoś tylko dlatego, że przegrał?

Przegrywają nawet najlepsi. Takie życie.

Ale gdy przegrany, a przegrał w równej, demokratycznej walce gdzie uznano go za ZBĘDNEGO, NIEPOTRZEBNEGO, PRZESZKADZAJĄCEGO, wszczyna (czyż to nie jest piękne słowo, prawie jak szczyny...) właśnie tak zaczyna szumieć jaki to on potrzebny i jacy ci co wygrali są nie tylko, że niepotrzebni, ale należy ich REWOLUCYJNIE usunąć!...

Mało tego, wychodzi na ulicę PŁACĄC frajerom by dołączali i maszerowali w… "OBRONIE DEMOKRACJI "...

Czyż nie nazwałbyś takim skrótem KOD? Że co?  Że Komitet Obrony Dupków!

Na co liczą? Tutaj użyłbym innego skrótu: HGW... Ale zaraz moja Renatka powie... to go zapytaj...

Swoje lata mam, ale to co mam... do lepszych czasów służy...

No i tym pięknym akcentem mówię Ch...z nimi, a Bóg z nami.

                                                                  Czerwiec, 2016

P.S. Nie zgadniesz, kto jest twórcą Trybunału Konstytucyjnego w Polsce...

A jest nim ...generał Wojciech Jaruzelski, który tyle ma wspólnego z demokracją co świnia z siodłem...

 
PREZYDENCKIE WYBORY W USA
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
23.05.2016.

Pierwszy raz zdecydowałem zagłosować w wyborach na prezydenta USA jesienią 1980 Dlaczego ? Może raczej dzięki komu..
Moi amerykańscy znajomi przekonali mnie, że jest to mój obywatelski obowiązek i temu tam patriotyczne sprawy. A, że znajomi mieli republikańskie przekonania więc zagłosowałem republikańsko i tak głosuję do dziś.

Nijaki Piotr Kraśko zajął się oceną amerykańskiego kandydata z ramienia republikanów...
Towarzyszu Kraśko... Zajmijcie się kimś kto wam ideowo i politycznie jak brat, a takim jest towarzysz Aleksander Kwaśniewski. Amerykanom zostawcie ocenę Amerykanów.

O to jak w "demagogicznym skrócie" głosują Amerykanie... Oczywiście, że wyjątek potwierdza regułę  .Na demokratów głosują:   Żydzi, Murzyni, Polacy, część Meksykanów i liberałowie oraz hipisi każdego sortu i religii.

Na republikanów głosują: Kubańczycy, Włosi, część Latynosów, Chińczycy i (orientalni ogólnie) oraz mieszkańcy małych miast, prowincja i farmerzy.

Jak będzie w tym roku? Maluczko, maluczko, a ujrzymy... Jakim prezydentem jest Obama? Nijakim.
Że to za ogólnie. Zgoda. W czasie kompani wyborczej obiecywał, że zlikwiduje amerykańskie więzienia w Guantanamo na Kubie. Nie zrobił tego do dziś, a mija 8 lat.
Obiecał, że gdy zostanie prezydentem to zakończy wojnę w Afganistanie.
Nie tylko, że tego nie zrobił, to w kilka miesięcy już jako prezydent wysłał do Afganistanu dodatkowo 30 tysięcy żołnierzy...

A jako człowiek? Na to może odpowiedzieć ktoś, kto go osobiście zna.
Ja mogę "ocenić" na podstawie tego co widzę w TV. Uważam, że prezydent Obama jest wrażliwym, szybko wzruszającym się człowiekiem i ma dobry serdeczny uśmiech, a to jest bardzo ważne. No i...dobrze gra w koszykówkę, a to, przynajmniej dla mnie jest bardzo, bardzo ważne. Co ja o tym wiem?

Przy 35 /i więcej /stopniach w cieniu, latami grałem w miejskiej lidze w Tucson, gdzie do tej pory mawia się..."Kaz's hook". Latem w przerwie NBA, czasem grali z nami absolwenci Uniwersytetu w Tucson tacy /sorry, takie gwiazdy/ jak Andre Igoudala, Jason,"Jet" Tery, Richard Jefersson i inni.

Wartość słów Billa Clintona jest dokładnie taka sama jak jego prawdomówność.
Jako prezydent KŁAMAŁ POD PRZYSIĘGĄ, w tak zwanej  seksualnej aferze.
KŁAMAŁ przed Kongresem i Senatem. Kłamał przed milionami telewidzów.
Że co? Że nijaka Monika Liwiński /stażystka w Białym Domu/ nie była jego kochanką.
Tak zwane "obciąganie loda" to nie jest seks?

A Clintonowa? Do tej pory nie rozliczyła się z milionowych przekrętów w Little Rock /Arkansas/. Kłamała  równie gładko jak jej mąż Billy Clinton. Określenie - hipokryta pasuje do tego Billa jak rękawiczki do rąk.

Ciekawe gdzie skończyłby ktoś na przykład we Francji, gdyby nadawał na swój kraj namawiając inne kraje by ukarały Francję? W kiciu? Może nie aż tak, ale nie jako... przewodniczący opozycyjnej partii jak to się ma... /a dobrze, syto i bezpiecznie się ma/ o nazwie Grzegorz Schetyna.

Polski Rządzie... pokaż, że masz jaja. Choć raz... Aż, habko patrzeć i słuchać, jak mawia mój ukraiński znajomy.

 

                                        17 Maja 2016

 
ACH, TA DUMNA HISTORIA POLSKI !...
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
14.05.2016.

 

Internauto, oto trzy pytania z histor Polski /mogą być na maturze 2017

 

1. Co dał Polsce tak zwany "Hołd pruski ".

2. Co dało Polsce tryumfalne wkroczenie wojsk polskich do Kijowa w 1920r.

3. DOKŁADNIE w którym roku wojska Prus,Austrii i Rosji wkroczyły do Polski

   by dokonać pierwszego rozbioru Polski ?

 

Odpowiedzi./Skoroś taki mądry i nie męczyłeś się za długo dając dowody

swojej znajomości historii.../

 

1. Hołd pruski "dał "Polsce jednoaktowy teatr ,klękanie przed polskim Królem,

   za cenę...odcięcia Polski od morza,utratą Prus Wschodnich i na wieki

   wzmocnienie się Zakonu Krzyżackiego.

   Czyli gówno dla Polski.../ale jak to ładnie wyglądało.../

 

2. Wkroczenie Polski do Kijowa "dało" Polsce nienawiść Ukrainców.

   /Nikt nie lubi gdy obce wojsko depcze jego ziemie./

   Głupotę marszałka Piłsudskiego obwieszczającego "wszem i wobec,"

   że Polska znowu będzie od morza do morza.

   A, że "po drodze" Ukraina i Ukraińcy? Jaka Ukraina, jacy Ukraińcy...

 

   Głupotę Piłsudskiego, który zamiast zawrzeć z Petlurą /przywódca Ukrainy/

   pakt wzajemnej pomocy i obrony przed wspólnym wrogiem czyli Rosją Sowiecką,

   to nazwał Petlurę watażką.

 

3. Wojska Prus, Austrii i Rosji NIE wkroczyły do Polski by dokonać rozbioru.

   Polski król /nie godny by wymawiać jego imię.../ i polska magnateria

   ZAPROSILI te trzy państwa by podzieliły Polskę między sobą.

 

Aktualizując... Ile jeszcze gnoju musi wylać na własny kraj-Polskę nijaki Schetyna

aby być postawiony przed trybunał stanu?

 

Ile jeszcze kłamstw, oszczerstw, OSOBIŚCIE /jak do tej pory/ da Unii Europejskiej

aby w ten lub inny sposób ukarała Polskę! Początkowo ustawami, a potem ?...

Izolacja militarna to następny krok. Już dzisiaj w wyniku starań Platformy Obywatelskiej

dającej w ręce "papa Szulce" i jego kolesi "dowody" że Polska jest "na drodze opuszczenia Unii" i, że w Polsce prawicowy rząd morduje /na razie.../demokracje...

aż 75% Niemców JEST PRZECIWNYCH wysłania niemieckich wojsk do Polski  na wypadek rosyjskiej agresji!!

 

Czyż to nie jest ZDRADA STANU? Czy to nie wystarczy by przestać zwracać się do 

Schetyny panie przewodniczący, ale ty, zdrajco!

 

A może rządzący Polską są bez jaj?

 

Na to wygląda.

 

 

                            Już rozkwitają bzy... Chociaż tyle....

 

                                   Maj ,2016 

 
 
TANGO DE MI VIDA
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
10.05.2016.

Księżyc wyszedł
obudził palmy swą melodią
dziś śpiewam Tobie La Cumparsite
La Cumparsita tak nie modną 
i tango brzmi jak żar nie modny
lecz noc ta wspomnieniami płynie
i widzę Ciebie jeszcze raz
w marzeniach i we snach

Jeszcze raz melodia płynie złota 
w przysięgach słowach i pieszczotach
w ramionach zamknę cały świat
tylko nie odchodz już ...

Sopot, jesień 1968

 

Tango de mi vida
tu ritmo tan querido
con tantas ilusiones 
tango de un partido
que nunca volvere

Palabras con pasiones
palabras con mentiras
heridos corazones
mi tango de querer...

W drodze do Argentyny ,Listopad 1977

 

 
STRACH POMYŚLEĆ...
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
24.04.2016.

Co będzie gdy wypali się komedia pomyłek wokoło TK.
Czym będzie żywić się opozycja czyli TWZ - Towarzystwo Wzajemnego Zrozumienia.
Że nie wzajemnej adoracji czy tolerancji ?Adorują się owszem,ale nie wzajemnie,
a tolerancji,zwłaszcza wzajemnej,w Polsce nigdy nie było.

To te pół uśmieszki jak z malutkiego i głupiutkiego,gdy zwolennik PiS-u zaproszony 
do Drugiego Śniadania Mistrzów, lub Loży Prasowej coś powie.
Jest jeden na trzech z TWZ,więc nawet gdy dopuszczą go do głosu,to i tak śmiechem zajebią.. 

Naiwny PiS przeją władzę nad Telewizją Polską,Bobu ducha winną i tylko czasem nie miłą 
PiS-owi.Nie tylko,że nic nie uzyskał,ale dostał od Unii Brukselskiej za tak zwaną 
Ustawę Medialną,gówno znaczącą.

TO TVN 24 JEST FAKTYCZNYM,choć nie formalnym RZĄDEM W POLSCE !
To z jego trybuny "wyrzucony"z  TVP Piotr Kraśko,śmieje się / i słusznie /
PiS-owi "prosto w pysk,nadając wiadomości ...o tej samej godzinie co dawał w TVN...

To wśród TWZ,bezpieczny,bo wśród swoich ,nijaki Cimoszewicz lży,ubliża wyzwiskami
Prezydentowi Andrzejowi Dudzie.
Oj,Cimoszka,ty Cimoszka,pabiedził ty niemnożko,a dobrze wiesz,że twój czas jeszcze przyjdzie.

Przyjdzie?NIGDY NIE ODSZEDŁ;Bez lustracji,bez dekomunizacji Polska wskoczyła
"harcerskimi",naiwnymi piosenkami o "tryumfie nad komunizmem"...

A ten dobrze dał pożyć prawie całej,artystycznej warszawce,większości sportowych działaczy i sportowców,jak ten ciężki bokser co dostał lanie od Adamka,a głosował na Bronka. Oczywiście,to za czasów Bronka oni ten były obijaka z "oktagoonu"dostali i wizy
i motocyklową wyprawę po USA w czasach gdy wizy były tylko dla "Bronkowców"...
/Bo co,władze USA odmówią wizy gdy prosi...polski rząd?./

Ale oto gaśnie ostatnia lampa rampy Trybunału Konstytucyjnego.

Opozycja łapie ostatni oddech,szuka następnej dziury w całym i gryzie...
Gryzie nie PiS,ale "jeden drugiego"...Ostrożnie ludziki,ostrożnie Petru,nie gryż za mocno 
Platformy,bo wierny piesio Schetyna,cały i zdrowy musi aportować do Brukseli...

Tylko z czego teraz kpić..Czym żyć...Może tym,że prezydent i prezes PiS-też będą się podgryzać ? Nie ? Ale czy narodek to wie? Nie. Więc należy narodkowi dać taką zabawę,
może coś z niej będzie..Trzeba czegoś się chwytać.
Gospodarka nie upada,USA się nie obraziły,sondaż,pomimo,że TVN24 pokazuje inaczej,
tak naprawdę wskazują na wzrost popularności PiS-u,wojny z Rosją nie ma,więc czego się chwytać? ! 
A tu jeszcze ponad trzy lata,a potem?Strach pomyśleć co potem,bo może narodek w Naród się zmieni? ! 

NIE POZWÓL Brukselo berlińsko moskiewska !Zrób coś! Aha! Jest ! W Polsce "ponownie podnosi ohydny łeb antysemityzm"! Że nie? A od czego mamy naprawdę genialnych prezenterów w TVN24...

Są naprawdę z wysokiej półki. Nigdy słowem nie skrytykują, tylko uśmiechną się tak jak my,dorośli,gdy jakiś maluch coś powie...

P.S. A kierująca Lożą Prasową,pani,czasem naprawdę uroczo się uśmiecha..
Taki uśmiech świadczy o duszy człowieka...

                                                                     Kwiecień 2016

 
KANALIE ŻYJĄ DŁUŻEJ
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
12.04.2016.

..."Cały naród z was się śmieje" ... "Komuniści i złodzieje !"...

Dziecinnie naiwne mrzonki PiS-u. Cały naród śmieje się z tego i wierzy w to co mu genialnie podaje TVN 24.

Oto rozmowa w telewizji, a na dole "wężykiem" ogłupiająca naród statystyka typu: "Czy odwołać Zbigniewa Ziobro. Tak czy nie? "Na tak jest...86%, na nie tylko 12%.

Ogłupiony Jasiu widzi i myśli... Skoro to jest w telewizji, to musi być prawda... Cały naród urabiany jest takimi jak to grube, brzydkie ,jadowicie lewicowe babsko kierujące "Lożą prasową", lub nieudolnie udający obiektywnego redaktorek z "Tak jest"... Cały naród?...

 

 

Kanalie żyją dłużej

Wierzyć
walczyć
płonąć
piać biało czerwono
krzyczeć protestem na murze
zdobywać złudzenia stracone
czy warto
kanalie żyją dłużej

Śmieją się szczerze mądrym śmiechem
z duszy za kratą
z serca na sznurze
z nadziei sprzedanej katom
służalczo gotowi strzelać do brata
za lepszy ochłap
prawo do strzału
miejsce w kulturze
w literaturze
za następnego Fiata...

Pękały serca
bielały kości
wapnem pokryto słowa niczyje
"nowy" wiatr powiał...
dawny kanalia w brata się zmienił
pierwszy najgłośniej krzyczał
                   Niech Żyje!
Garbił służalczo
na grobach swych ofiar sadził różę
znów śmiał się szczerym mądrym śmiechem
wiadomo
Kanalie żyją dłużej...

                              California, jesień 1981

                              12 / 04 / 2016

 
CZY MOŻNA WYGRAĆ Z TERRORYSTAMI?
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
30.03.2016.

Dziś? Jutro? Kiedyś?... NIE!

Terroryzm karmi się sam i wynika z nienawiści, a z nienawiścią nikt jeszcze nie wygrał. Jak długo jeden człowiek będzie uważał, że jest gorszy, tak długo będzie nienawiść i chęć zemsty.

Żydowski i Chrześcijański Świat zdecydował opanować Muzułmański. W procesie tego ten ostatni krwawi milionami ofiar. To jest pożywka dla terroryzmu i nie trzeba tu wielkiej ani psychologii ani filozofii. Jest to odwieczne COŚ ZA COŚ !

A z "technicznego" punktu widzenia? Europa i Stany Zjednoczone mogą tak "naszpikować " lotniska, dworce, hotele itp. miejsca policją i wojskiem, że będzie tego więcej niż cywili. Jak? A na jednego pasażera czy gościa hotelowego będzie trzech ochroniarzy każdego rodzaju i co?

I to ma odstraszyć terrorystów? Nie muszą być geniuszami taktyki aby ... wsiąść w samochód, zabrać jednego kałasza i trzy magazynki.

Każdy magazynek ma 30 sztuk amunicji. W sumie 90... A samochód? Jeden z setek i tysięcy na zatłoczonych przechodniami ulicy... Kumasz ? Dokończyć?...

Że bomba na lotnisku lub w metrze zabija dwadzieścia osób? Ile może zabić jeden magazynek z kałasznikowa?... A trzy magazynki?... W sumie KILKA minut jazdy samochodem i terroryści (najpierw go... ukradli) porzucą i znikną w tłumie...

Tylko "tyle"? Nie zupełnie, bo gdy są lepiej wyszkoleni, to umieszczają w bagażniku bombę. Wystarczy otworzyć bagażnik by wybuchła i gdy policja namierzy samochód, to oczywiście będzie chciał go przeszukać...

Czy taką akcję można, po pierwsze: Przewidzieć? Nie. Bo czy można z tysięcy samochodów na ulicy, na ulicach, wytypować właśnie ten jeden, a niczym się nie wyróżniający? Nie.

Po drugie: Co można zrobić gdy terroryści zaczną strzelać do przechodniów. NIC. Można jedynie liczyć, że strzały oddane w tłum, w zatłoczony chodnik trafią na któregoś przechodnia. Ale....Na 90 strzałów (magazynek Kałasza można opróżnić w ...TRZYDZIEŚCI SEKUND!) celnych będzie nawet mniej niż połowa, a to i tak więcej ofiar więcej niż od wybuchu bomby, prawda?

Czy to jest podręcznik dla terrorysty?

To jest abecadło do zabijania wroga, a wrogiem dla terrorysty jesteś ty internauto i jestem ja.

A tak "niewinnie" się zaczęło gdy wiosną 2003 roku premier Izraela Szaron, powiedział do Johna Boltona, podsekretarza stanu USA (Patrz; USA TODAY 3/17/2003 / War is not in US interest), że w pierwszej kolejności Stany powinny "zlikwidować" (dosłownie) Irak jako kraj zagrażający Izraelowi...

A co było dalej? "Likwidowani", czyli Arabowie na Bliskim Wschodzie powiedzieli... my też potrafimy likwidować...

No i tak z rewanżu, z odwetu, narodzili się terroryści.

A co dziś w Iraku? Syrii? Afganistanie? A "normalka"... Codziennie giną ludzie. W TYSIĄCACH ofiar.

Teoria i tłumaczenie, że terroryści to członkowie grup przestępczych lub ogłupione, nieświadome działania małolaty, można jako wygodne bajki między europejskie media włożyć....

                                                Marzec 2016.

 
O CO TAK NAPRAWDĘ CHODZI?
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
16.03.2016.

O CO TAK NAPRAWDĘ CHODZI?

Europie (i nie tylko...) NIE o polski Trybunał Konstytucyjny. Nie o to czy w Polsce łamie się prawa obywatela, pozbawia go demonstracji.

A tak przy okazji... Złamano komuś już za czasów rządu PiS? Pozbawiono kogoś prawa? Aresztowano bezpodstawnie? Zamknięto w więzieniu? Nie?

To właśnie za rządów Platformy Obywatelskiej aż 500 razy zmieniono przepisy VAT w ten sposób dezorientując obywateli. Cel?

Aby małe i średnie przedsiębiorstwa upadały,  aby Polska nie rosła w bogactwo.

Na podstawie donosów i /zazdrości/ pozbawiono tysiące ludzi pracy, majątków całego życia i skazano na długoletnie wyroki więzienia.

A prokuratorzy w tych sprawach? 

Gdy niewinny obywatel ostatecznie wyszedł na wolność, to po prostu byli przenoszeni do innego miasta. Gdzie wtedy był Trybunał Konstytucyjny?

Więc o co naprawdę chodzi tym komisjom jak ta z Wenecji.

Z kraju gdzie słowo korupcja... ubliża  korupcji...

Chodzi o rzucenie na kolana jedynego (obok Węgier) dużego kraju, który ośmielił się odrzucić (prawda, prawda, że jedynie w minimalnym stopniu) jako, że w Polsce Homosovietikus ma się doskonale a głównie w... mediach prywatnych jak TVN 24 (komunistyczny establishment).

Wierni, starzy, komunistyczni towarzysze jak nijaki Zemke, aż zapluwali się nienawiścią do nowej Polski, gdy nowi towarzysze z Platformy Obywatelskiej donieśli na Polskę do Unii Europejskiej.

Lewicowość UE, na czele której formalnie i faktycznie stoi Angela Merkel, komunistka z dawnej, komunistycznej części Niemiec DDR i koleżanka Putina, który jako major KGB był na placówce w Lipsku i Dreźnie, jest sprawą bezsporną.

Ta lewicowość nie może pozwolić aby Polska była naprawdę suwerennym krajem.

A USA? Oooo, tu kilka słów wyjaśnienia i powtórzę po prezydencie Reganie, który w dniu swojej inauguracji na prezydenta USA powiedział, o wojnie w Wietnamie, cytuję... " Wojna, której liberałowie i lewicowy Congress nie pozwoli nam wygrać.”

A senator Mc Cain niech przestanie płakać z miłości do Polski /a niby z jakiego powodu, prawda ?/ i zajmie się amerykańskimi problemami.

Czy w Warszawie powstanie " Majdan "? Czy poleje się krew?...

Naród, który przez ponad czterdzieści lat był więziony, męczony, MORDOWANY przez władzę komunistyczną, na swego prezydenta i premiera AŻ DWA RAZY wybrał komunistów!

Świat uznał to za NAJWIĘKSZĄ GŁUPOTĘ w dziejach ludzkości.

Gdzie wtedy był Trybunał Konstytucyjny? Towarzyszu wielkogłowy przewodniczący trybunału, przecież doskonale pamiętacie tamte wybory...

Taki naród jest zdolny do wszystkiego.

Czy do prawdziwego samostanowienia?

Uwidzim, skazał ślepoj, jak mawiają Rosjanie, a głupota i ślepota dobrze się mają nad Wisłą.

                                             Wiosna/tuż,tuż/2016 i oby spokojną była.

 

 
LOUSY LOSER
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
19.01.2016.

(ten co nie potrafi przegrywać)

Lousy = wszawy, /zawszony/, brudny. Loser = przegrany /w grze/żałosny/w konkurencji/.

Lousy loser = Platforma Obywatelska i jej przydupasy, Nowoczesna plus PSLw roli żabiego ogierka.

"Ptak nie kala własnego gniazda", kulturalnie to nazywając, czyli: Nie srajcie kolesie z PO we własne gniazdo - Polskę.

Czy gdy narkotyzowaliście się władzą przez osiem lat, to opozycja/PiS/ kapowała na was do Unii?

Czy demokratycznym było wylatanie na sumę 750 Tysięcy złotych, przez tego kurdupla z podwójnym podgardlem, jak mu tam,Borusewicz? Latał by "odwiedzać polonijne ośrodki na świecie", nawet tam gdzie nikt o takich nie słyszał?

A krzesła do gabinetu ministra Sz, za 56 tysięcy złotych też bardzo demokratyczne?

Przegraliście kolesie i nie potraficie zrozumieć, chociaż ja rozumiem, że odcięcie od narkotyku jakim jest władza, to trudna sprawa.

Nie zbadane są wyroki... Belzebuba, ale zdecydowana większość mediów tego świata jest lewicowa. Trudno się dziwić, że prawicowy rząd w Polsce jest jej solą w oku.

Washington Post i New York Times są odpowiednikiem Gazety Wyborczej, czyli Trybuny Ludu.

Skąd to wiem? Z prawie 40 lat życia w USA.

Prasa francuska? Już w 1920, Lenin oficjalnie nazywał Francję "Zachodnim bastionem komunizmu".

Rok później wysłał do Paryża, żydowskiego malarza Szagala, aby rozpracował przeciwników komunizmu /co Szagal przyznał w jednej ze swoich biografii.../

Media niemieckie Aaa...sprawa inna. Ale... czy Niemcy dały Polsce choć jednego feniga za zniszczenie Polski, za zamordowanie milionów polskich obywateli, za spalone miasta i wsie?!

USA odbudowały Niemcy. Bez amerykańskiej pomocy Niemcy byłyby... "Deutschland, Deutschland uber alles"...zwei kartoflen das ist alles.

"Unia daje Polsce miliardy "... Nie daje, ale pożycza na grube odsetki i ..."prawo" wtrącania się w Polskie Wewnętrzne Sprawy.

Jedynie mądra, lub jak kto woli, cwana Grecja regularnie dostaje unijną /również z polskich podatków.../ kasę "na wieczne oddanie ", czyli i wcale i nigdy.

Polskie media? Niezmiennie lewicowe od 1945. Nie? Masz internauto wątpliwości, bo to moja teoria spiskowa? A czy widziałeś, słyszałeś w polskich mediach coś POZYTYWNEGO o poczynaniach prawicy? Nie? Oczywiście, że nie.

Dziecinne pytania kolesi z PO typu... "A czy są dowody, że my donosimy do Brukseli na Polskę", nie wymagają komentarza poza tym, że ten smród KAPUSIA nie wypływa z PiS-u /kapować na samego siebie?.../

Macie cztery lata by ochłonąć. Wyprowadzicie ludzi na ulicę, by "bronili demokracji ."Głupole. A nie pomyśleliście, że to wyprowadzanie ludzi na ulicę JEST NAJLEPSZYM dowodem na istnienie demokracji w Polsce.

UNIA NIE pomoże wam odzyskać władzy. Czy do was to nie dociera? Pozostanie Polski w Unii jest dla Unii o wiele ważniejsze od tego co Polska robi we Własnym kraju! Kumacie, móżdżki? Kiedyś Polki były inne. Wtedy było coś takiego: Co mówią kobiety świata po nocy z kochankiem:

Francuska - byłeś cudowny,

Amerykanka - Hello boy, jak masz na imię?

Niemka - Liblich, zostaw skarpetki to wypiorę...

A Polka? I co pan sobie o mnie pomyśli...

Nie przejmuj się Polsko co mówią o tobie. Rób swoje.

P.S.  Powiedz Polsko, Europie: Pocałuj mnie w dupę.

Efekt będzie taki sam jak teraz, gdy tłumaczysz się i wyjaśniasz, bo Europa Cię potrzebuje...

                                                             07 Styczeń 2016

 
POLSKA WYCHODZI Z UNII...!
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
08.01.2016.

Spokojnie... Proszę  wstrzymać się z radością lub smutkiem.

To tylko mądra podpucha w stylu greckim aby Unia dała kasę. Właśnie, kilka dni temu Grecja znowu postraszyła, że opuści Unie i znowu dostała, tym razem tylko miliard euro.

Tak jak mądra Grecja, to nie głupsza Polska, też może brandzlować Unię. Czym się różni brandzlowanie od...? Każdy szewc wie gdy pyta; "Czy tylko pod brandzlować, czy dać zelóweczke ?"...

Tak brandzlowana komrad Merkel i jej przydupas "Szulce" najpierw będą kpić, a potem płacić.

Nie? A co, spróbować nie warto? Że to tylko moja wyobraźnia? Że takie straszenie zrobi z Polski raroga, a z Kaczyńskiego wilkołaka?

Już tak jest. Więc spoko.

Miłości nie można kupić za pieniądze? W coś takiego wierzą tylko przedszkolaki? A starsze to już nie? Oto przykład z mego życia.

W pażdzierniku 2015 byłem w "Galerii Bałtyckiej" (Gdańsk-Wrzeszcz). Podeszło do mnie dziewczę lat może trzynaście? Powiedziało, że za pięć dych zrobi mi dobrze. Nie uwierzysz internauto co było dalej...

Ja - A za ile możesz się we mnie zakochać? Cisza, spora i wyraźna myślówka.

"Zakochać się mogę za dwie stówy."... Czy dobiliśmy transakcji? Nie.

Powiedziałem, że sam mogę zrobić sobie dobrze i za darmo.

Usłyszałem, że jestem "Stara, głupia ciota"...

Więc jednak można kupić miłość za pieniądze.

Wyjście Polski z Unii pociągnie jej sąsiadów. Małe to bo małe, ale dla Berlina ważne jak dwa plus dwa daje cztery. Czy powiedziałem cztery? Może więc da Polsce cztery miliardy euro? A by tylko zatrzymać miłość Polski.

Zmieniając temat. Czy pamiętasz internauto, kiedy Trybunał Konstytucyjny,  ZADECYDOWAŁ o sprawach ŻYCIOWYCH, wagi PAŃSTWOWEJ dla Polski? Takich jak wojna, zawarcie pokoju, obrona kraju, międzynarodowe stosunki, a nawet kierunek dyplomacji?

Nie? Oczywiście, że nie, bo NIE JEST OD TEGO !

A od czego? Aaa... od spraw ważniejszych... Jak chociażby, poprawka do przypisu o ustawie dotyczącej poprawki do przypisu o poprawce. Życiowo ważne dla Kowalskiego!

USA, na których demokrację powołują się i ci i tamci mają coś w rodzaju Trybunału Konstytucyjnego i nazywa się Supreme Court - Sąd Najwyższy.

Co ma do powiedzenia w sprawach wagi państwowej? Dokładnie tyle samo co królowa w Wielkiej Brytanii, czyli ZERO! Nic, nothing, nada, gunisz, nienete piu i bolsze niczewo.

Jest od domowych "kwasów", pozwów i tego typu boleści na temat godności i równości.

O ile pamiętam, to jego sędziowie, a są to bardzo szanowani obywatele, piastują stanowiska do żywotnie, ale głowy nie dam, bo sprawy Sądu tak obchodzą przeciętnego obywatela, jak zeszłoroczny śnieg....

Tak więc rozgłaszaj internauto na lewo i prawo, że Polska wychodzi z Unii. Wiesz jaka jest siła plotki i każdej bździny powtarzanej często i głośno. Po czasie staje się bździnowatą "prawdą", jak to widzisz i słyszysz w TVN24.

Ileż to już lat Grecja doi Unię? Trzy? Więcej?

Pomnożyć to przez miliardy euro!!

"Boh żeszty moj"... Powiedział mój znajomy Ukrainiec.

                                                            04/01/2016

 
UTOPIA ZWANA DEMOKRACJĄ (DEMOKRACJA I KRASNOLUDKI)
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
21.12.2015.

To było w siódmej klasie podstawówki gdy nauczycielka tłumaczyła nam o demokracji. Mój kolega Runcka tak to podsumował: " Znaczy się, że każdy chuj na swój strój."

Czyli ci, których jest więcej decydują o tych, których jest mniej. Pełna demokracja, pomijając, że utopia, yo anarchia. Spokojnie...

Zgodzisz się, że podstawą ludzkiego społeczeństwa jest rodzina?

Czy w rodzinie jest demokracja? Dotarło? Nie? To uzupełnię: Oto tata, mama i dzieci. One chcą "na swój strój", ale rodzice się nie zgadzają. Mama chce na swój, ale tata ma inne zdanie. Jeżeli pięć osób sobie najbliższych i związanych życiowym interesem nie może mieć wspólnego zdania, to co może powiedzieć o większości? Co? Do rymu...

A Runcka to postać z niezapomnianych lat dzieciństwa odkrywania piwnic i niebezpieczeństw gruzowiska jakim był powojenny Elbląg.

Jest o tym i znacznie więcej w mojej, najnowszej książce. Jest o Gruzinkach upiększających gruzy. Prawdziwych? Prawdziwe to były seksualne usługi dawane przez te polskie "Gruzinki". Królowała legendarna "Małpa cycata", w której legendarności przypadkowo wpadłem i tak zostawmy... Jest o 20 letnich Polakach urodzonych w Uzbekistanie i "wsadzonych" do naszej klasy aby ukończyli podstawówkę.
Stali się postrachem Elbląga, gdy pewnego dnia wrzucili do elbląskiego kanału dwa "gaziki" z ubowcami... 

Jest o pierwszych przytulankach i oczywiście o... "przepychankach"... Jest tego sporo...

Ale dziś ma być o demokracji. Oto demokratycznie wybrano nowy rząd.

Co to znaczy demokratycznie? Czy to, że ci co nie chcieli tego rządu teraz muszą się na niego zgodzić, bo... "Demokracja to kompromis". Co za obłuda! Nie ma kompromisu między wygranym a przegranym, jest NATURALNA chęć REWANŻU!

Więc ci, których było więcej, bo wygrali, decydują o tych których jest mniej? Że "demokracja to władza ludu "...Jakiego ludu? Tego, którego jest więcej?

To jest WŁADZA WIĘKSZOŚCI i tak to powinno się nazywać. Nie mniej nie więcej, bo prawdziwie.

Czym to się różni od władzy dyktatora? Proste: Dyktator zapewnia pełną "demokrację", bo WSZYSCY muszą mówić i robić to samo

Że to nie jest miłe i nie pasuje do sloganów o równości i godności?

Takie życie, mój ty przegrany... W imię i... demokracji, jako przegrany jedz moje gówno, bo to dla mnie czekoladka... Smakuje?

Ty jesteś mocny intelektualnie i ważysz 60 kilo. Ja ważę 80, a 60 to podnoszę na rozgrzewkę. Kto, pytam, kto się zadecyduje o demokracji między nami? Dotarło?

Czy można pisać o czymś czego nie było, nie ma i nie będzie? Można nawet z takiego pisania dostatnie żyć i mieć naukowe tytuły.

Robią to zawodowo tak zwani specjaliści od "znajomości człowieka": Socjo-polito-pedagogo-filozo-fiści.

Tylko w ich pracach znajdziesz demokrację.

Gdy rodzaj ludzki się zaczynał, to Adam dostał sąsiada i na ziemi było dwóch facetów. Idealna proporcja dla demokracji, prawda? Ale ten nowy miał chrapkę na Ewę...

 Adam mu kulturalnie-ty, nowy, tak nie można, a on-A w ryja koleś chcesz?...

Że gdzieś jest demokracja? Tak? A "Królewna Śnieżka" też jest? Nie ma? Bo niby gorsza?!

No, to po demokracji i krasnoludkach...

                                                                             Szczęśliwego 2016

 

 
CZTERNASTE BARDZO POWAŻNE OSTRZEŻENIE
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
09.12.2015.

Niech mnie poprawią historycy, ale to było w połowie lat 50-tych ubiegłego wieku. Związek Radziecki i Chiny były w zbrojnym konflikcie o "Kraj Nadamurski" (Nad rzeką Amur). Jak zbrojny? Chińczycy zabijali TYSIĄCE radzieckich żołnierzy, ładowali trupy do pociągów i wysyłali w głąb Związku Radzieckiego.

Co robił Stalin? (Sorry, to już było chyba rok po śmierci Stalina) Co robili wodzowie Kraju Rad? Wysyłali ostrzeżenia tej ot treści…

..." W imię przyjaźni między naszymi narodami i braterstwa naszej klasy robotniczej wybaczamy naszym chińskim przyjaciołom, ale ostrzegamy przed następstwami..."

Ponieważ Chińczycy nadal zabijali radzieckich żołnierzy, to ZSRR wysłało "Drugie ostrzeżenie". Potem następne, aż do dziesiątego, bo od dziesiątego zaczęły się... poważne ostrzeżenia... Od trzynastego, poważnego, zaczęły się... bardzo poważne ostrzeżenia. Ostatnie? Skłamałbym, bo nie pamiętam, ale na czternastym na pewno się nie skończyło.

Chińczycy zdobyli co chcieli i ostrzeżenia się skończyły.

To były lata najczarniejszego terroru w Polsce. Urząd Bezpieczeństwa miał nieograniczoną władzę i Ludzie szli pod beton i na śmierć za powiedzenie "dowcipu" politycznego.

Miałem wtedy ile lat? Szesnaście, więc dobrze pamiętam. A jednak...

Sytuacja z tymi "poważnymi i bardzo poważnymi ostrzeżeniami" była tak komicznie nadzwyczajna, że nie omal otwarcie kpiło się z tego, nie omal bezkarnie...

Czego to dowodzi? Wtedy Związek Radziecki, a dziś Rosja (bardzo radziecka) zrobią wszystko, absolutnie wszystko aby uniknąć zbrojnego konfliktu z Zachodem, z NATO, z USA, nawet z samym diabłem...

Bo? Bo wojna to koniec Rosji, w jakiej jak kiedyś carom, dziś się żyje się klice Putina.

Może wypinać się na resztę świata jaka ona maguczaja - potężna, jaka imperialna i TAKĄ, NIE TKNIĘTĄ przez wojnę chce pozostać.

Że, np. nuklearny konflikt o nazwie III wojna światowa zniszczy i Rosję i Zachód?

Oczywiście, ale właśnie!! Zniszczy cara Putina i jego przydupasów.

No i po cholerę im taka perspektywa! Czy ty internauto, gdy masz wszystko, WSZYSTKO czego zapragniesz, chciałbyś to zniszczyć? Tylko głupi by chciał, prawda?

Że jakiś samolot ze strzelono? "Samaliotów u nas mnogo, ludziej toże "... (Sam sobie przetłumacz).

Gdy Armia Radziecka wywoziła nas na Syberię, to moja Mama pamięta, jak radziecki żołnierz mówił do matki, której niemowlę zamarzło na śmierć w wagonie ..."Młoda jesteś, urodzisz następne, a dzieci u nas mnogo"...

Gdzie w tym obecna Polska? A w Polsce setki, tysiące, nędzy "kurnych chat", gdzie grzyb, zimno, głodne i chore niemowlęta, jak to pokazuje telewizja.

Zamiast śmigłowców i rakiet do obrony Polski, której NIKT! NIKT! NIE MA ZAMIARU zaatakować, dać na walkę z nędzą, na protezy i po sto tysięcy kosztów rehabilitacji chorych dzieci!

TO JEST PRAWDZIWA OBRONA POLSKI!! Kumasz ty, jak ci tam "specjalisto" od obrony Polski! A jeżeli ja mylę się i będzie ta, totalna wojna?

To nawet tysiące śmigłowców i "Patriotów" ani Polski, ani... świata nie uratują.

Ale spokojnie, naprawdę spokojnie. Możni tego świata chcą dalej możnie i luksusowo żyć. Po cholerę im wojna i śmierć. To jest dla… "Arabów i Afryki"..

 

                   Wesołych Świąt !                    Grudzień,2015

 

 

P.S. Zmieniając temat. Rozpaczliwy jazgot Platformy Obywatelskiej:

"PiS chce zawładnąć Polską !"...

Frajerskie dupki z PO... Przegraliście, a mieliście, zawładnęliście wszystko.

Nie znacie powiedzenia: Zwycięzca bierze wszystko! Nie? No to teraz poznacie.

Smacznego...

P.S.2. No i gdzie jest ta OBIECANA napaść Rosji na Polskę, gdy PiS wygra wybory?

Platformo Obiecanek, a fe, nie ładnie tak obiecywać ogłupiałym Jasiom..

 

 
"HARCERZYKI" z PiS-U
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
26.11.2015.

Zwycięski PiS może obsadzać stanowiska, zmieniać i wymieniać, a przeciętny Jasiu nad Wisłą wie to co MY, MEDIA, MY "Dziennikarze" urabiający naród jak ciasto z zakalcem, powiemy Jasiowi.

No i kto tak naprawdę rządzi Polską? "Harcerzyki" z PiS-u, którzy zamiast atakować jak to robi genialna Platforma Obywatelska, wiedząc, że najlepszą obroną jest atak, to frajersko tłumaczą się i bronią.

Kto tak robi? WINNY! TYLKO WINNY SIĘ TŁUMACZY!

JEDYNĄ odpowiedzią każdego Pisowca, gdy w bazyliszkowatym, "obiektywnym" "Tak jest", czy przy każdej innej okazji, powinno być:PRZEGRALIŚCIE.

Bez względu na treść pytania, to samo: PRZEGRALIŚCIE...

Taka odpowiedź szybko zgasi uśmieszek na główce jak balon, ironicznie wykrzywionego Marcina Kierwińskiego. Szybko zgasi elokwencje tego, jak mu tam Szefielda, który gdy mówi, to tak jakby obciągał...

Rozmowa z kimś, kto ma zawsze gotowy taki pobłażliwy, ironiczny uśmieszek, jest jak gra w ping-ponga ze ścianą.

Czas grzeczne "harcerzyki" z PiS-u nauczyć się atakować, a nie bronić i wreszcie zrozumieć, że rację zawsze ma ten, kto ma media.

No i w ten sposób wracamy do teorii spiskowej tego narcyza z Arizony, że media i dziennikarstwo współczesnej Polski tkwi mocno i głęboko w peerelu i komunizmie, czyli: NAJGENIALNIESZYM w historii ludzkości, systemie propagandy i obłudy. Przyznaję to BEZ najmniejszej kpiny, bo zawsze, naprawdę zawsze podziwiam KAŻDE mistrzostwo!

Moje dzieciństwo to właśni lata tego mistrzostwa, więc dobrze wiem.

Dowód na dziś? Przyznanie nagrody i statuetki im. Bolesława Prusa dla nijakiego Żakowskiego. Ten osobnik otwarcie i z dumą (patrz: "Anty salon" Rafała Ziemkiewicza) chlubi się wiernopoddańczą miłością do generała Jaruzelskiego i żarliwie broni jego "zasług" dla Polski.

Znany ze swojej "twórczości" JEDYNIE w towarzystwie wzajemnego nagradzania, jakim są współczesne media i jadowicie anty prawicowa "warszawka", otrzymał nagrodę bo chwali kogoś, kto, niestety uniknął wyroku za śmierć tysięcy Polaków.

Nic dodać? Można bardzo dużo, ale tylko ten jeden dowód wystarczy.

Więc entuzjaści z PiS-u budujcie swoje zamki, ale... lód i kruchy jest i cierpliwie czeka...

A mnie, dziecku Polski Ludowej w uszach nieśmiertelna pieśń...

                      ..."Raz dwa

                      i od nowa 

                      Polska Ludowa

                      Polska Ludowa..."

No, Jasiu, kto ma rację? GŁOŚNIEJSZY, ZAWSZE GŁOŚNIEJSZY!

No proszę... bym zapomniał...

Happy Thanksgiving mojej Renatce...Dla mnie też...Thank you.

                                                            November, 26 th,2015

 
NO I GDZIE JEST TA WOJNA ?!
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
23.11.2015.

Naród wykopał Kopacz, wyrzucił to co von der Tuskie i Komoruskie, wybrał PiS, a wojny z Rosją nie ma! Spokojnie, może trzeba poczekać, jakoś zachęcić Putina?

Inaczej naród pomyśli, że Platforma Obywatelska i jej prezenterzy przydupasy wlewali narodowi gówno do mózgu, że jak wygra PiS, to Rosja napadnie na Polskę...

Ale straszenie PiS-em jest coraz mniej modne, to pogrobowcy komuny w rodzaju "Czerwone Piotrusie" z TVP i podobne... "kwiatki" (już mocno zwiędnięte...) w trosce o własne prace zaczną odkręcać kręgosłup w prawo?

A w "Tak jest" warto uzmysłowić sobie, że praco i mocodawcy PRZEGRALI  i postawić na PRAWDZIWY OBIEKTYWIZM...

Niedawno ulicami Warszawy przeszedł Marsz Narodowców. Nic tylko wrzód żołądka dla czerwonych, siwych Lesi i kwaśnych Alesi. Paskudztwo i tyle.

Pewne brzydkie i chude, na czarno tapirowane babsko o imieniu Renata, obserwując Marsz Narodowców z okazji Święta Niepodległości, w studio TVN 24, 11/11/2015, ok.godz.15-tej powiedziało, że to NIE JEST jej święto, bo na ulicy widziała szczyli co nieśli transparent: "Wolę kotleta od Mahometa"...

Tak ją to oburzyło! A sam napis: "Polska dla Polaków, Polacy dla Polski", to nic innego niż faszyzm. Ty na czarno tapirowana, radze dłuższy pobyt w KAŻDYM "kraju Mahometa" a szybko zatęsknisz za Polską, pomimo, że... nie jest twoją Polską, jak to uzasadniasz, często zapraszana do TVN 24...

Nie zgwałcą cię tam, boś za chuda, ale boleśnie nauczą szanować własny kraj i nie pytać co to jest... współczesny patriotyzm.

Ile jeszcze pieniędzy popłynie w telewizji na rozmówki i zabawianki typu "Loża prasowa" pod wodzą grubego, jadowicie anty prawicowego babska, lub w "Bez retuszu", czy "Kawa na ławę" gdzie ci sami przelewają, to samo, tak samo, z tego samego, w to samo, dla tego samego...

Kto płaci za takie brandzlowanie, telewidza? Tacy frajerzy jak ja i ty, internauto. Płacimy za "elokwencję" wybrańców. A... Wojny i tak nie ma.

Jako przemądrzały narcyz z Arizony parokrotnie na mojej stronie internetowej pisałem, że Putin prędzej da sobie rękę odciąć niż wyciągnie ją przeciwko Polsce. I co? I bez zmian takie samo gówno lało się z móżdżków

rządzących Polską i zalewało maluczkich. A...wojny i tak nie ma.

Że premierówka nie poleciała na Maltę? (a tak nawiasem… na Maltę się NIE JEDZIE, ale leci, prawda?) No bo jako kto? No kto. Że ciągle wierna przydupaska swego szefa, co na własna chwałę zorganizował nic nie znaczącą imprezkę?

Wstyd babie było, że jest NIKIM. Wstyd stanąć przed obliczem jej cesarskiej mości komrad  Merkel. Wstyd i tyle.

Nie tak dawno jeden z lewicowo wiernych zdobył się na "kąśliwość" pytania do pewnego Pisowca, czy ten nie myśli, że Beatę  Szydło mogą kiedyś odwołać? Trafił na frajera, bo ja bym zapytał: Ty wiernopoddańczy, a nie myślisz, że to ciebie mogą zastąpić, wymienić, bo jeżeli ten straszny PiS zacznie LUSTRACJĘ mediów!! Nie pomyślałeś ?..

 

P.S. Reakcja Putina na zwycięstwo PiS; Cytuję: "Gorszych stosunków z Polską jakie były do tej pory, nie będzie".

No i gdzie jest ta wojna!?!.

 

                                                                   23 Listopada 2015

 
 
NIE DACIE RADY
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
21.11.2015.

"Patriotyczne" zawołanie małego dupka.

Bez ciasnej obroży, krótkiej smyczy (kaganiec też by się przydał), Polska nie da rady... Że co! Że przestaniesz mniej czytać internauto? Bo co, jesteś człowiekiem 21 wieku i mieszkasz w 21-wiecznym, nowoczesnym państwie?

A gówno prawda, to nie łaska?! Mieszkasz w dokładnie takim samym warcholskim, pieniackim, skłóconym państwie jak to, które kiedyś zaprosiło sąsiadów by je rozebrali na kawałki.

Słuchając jak płynie jad z ust Polaków o losach Polski, gdy skomentowali może naiwne, naiwnie-optymistyczne lub po prostu bardzo pro-polskie expose pani Premier Beaty Szydło, pomyślałem właśnie o obroży, smyczy i kagańcu...

Że bardziej skuteczny w "jedności narodu" jest obcy but, obcy bat i obcy władca? Zgadzam się, a historia dowiodła tego aż za często. Ale to nawet gdy konieczność, to zła konieczność.

Więc co...? Takie ludziki jak nijaki Petru i jemu podobni to tylko kolejny dowód, że Polska bez obcego bata nie funkcjonuje, o ironio! Dla własnego dobra!

Dziś jest okazja by wreszcie wspólnymi siłami zrobić coś dobrego w Polsce, ale właśnie małe ale... WSPÓLNYMI SIŁAMI...

Co to znaczy? A to, że ja będę mniej ważny od niego, a on mi NIE BĘDZIE MÓWIŁ co jest dla mego dobra!

Dawne; "Polska nierządem stoi"aż tak bardzo się nie zdewaluowało.

Po prostu unowocześniło się formą: Ja wiem najlepiej co jest dobre dla Polski!

Niestety, to JA oznacza, że to nie on wie, ale JA, a to wyklucza coś tak egzotycznego w Polsce jak...MY.

Zagrożenie islamskim terrorem dla Polski? A przyjdzie, przyjdzie.

Świeżo z PZPR jako premier Polski "bez PZPR", Leszek Miller i prezydent z tego samego chowu, Aleksander Kwaśniewski, dziesięć lat temu wysyłali polskich żołnierzy do Iraku by pomagali Amerykanom zniewolić niepodległy kraj i w procesie nazwanym demokracją mordować jego ludność!

Czy wyznawcy Mahometa to pamiętają? Bo jeżeli tak, a przecież to Polscy żołnierze pomagają zniewolić Afganistan, gdzie od setek lat brytyjscy okupanci nie dali rady, gdzie Rosjanom przypalono i odstrzelono dupy, więc teraz usiłują Amerykanie mając do pomocy Polaków.

Świat wyznawców Mahometa nie lubi Międzynarodowego Policjanta, który chce narzucić mu demokrację z lufy czołgu. Nikt jeszcze nie wygrał z nikim nalotami bombowymi! Więc?..

Cierpliwości... Islamiści przyczają się, przeczekają i ponownie świat będzie śpiewał Marsyliankę, ale oby nie... "Jeszcze Polska..."

Wykluczyć nie można...

                                                         18 Listopada 2015

P.S.A co do smyczy i kagańca ,może warto zaczekać ?

 
ŻOŁNIERZE WYKLĘCI ?!!
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
04.10.2015.

CO za okrutna nazwa, okrutna kpina!

Taka nazwa mogła powstać jedynie w gabinetach ... zjednoczonej lewicy, czyli Komunistycznej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej .

To z takich gabinetów od 1944 do 1989 i ... szły rozkazy mordowania Żołnierzy Armii Krajowej i każdego kto nie zgadzał się z wytycznymi tej partii.

Tak nazwać zamordowanych Bohaterów mogli tylko ich mordercy!

Że nikt nie powiedział: To są... Żołnierze Pomordowani .Taka powinna być ich nazwa.

Naród, który gloryfikuje sprawców morderstw. Naród, który celebruje wydobywanie szczątków ofiar z dołów śmierci. Naród, który wygłasza patetyczne przemówienia nad szczątkami pomordowanych ofiar, a nie tylko, że nie karze ich morderców, ale płaci na ich syte i bezpieczne życie, nie zasługuje na nic innego niż na więcej ofiar.
                                   

                    Jest mi wstyd, za tak ogłupiały naród .

 
APOKALIPSA!
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
06.09.2015.

Arab morduje Araba w ilości nawet do stu ofiar dziennie. Tak jest od sześciu lat.

Spełniły się marzenia Ariela Szarona, premiera Izraela, że Arabowie bez wojny z Izraelem wymordują się wzajemnie.

A co robi Świat? Ten "pierwszy"... Nic. Przecież to tylko Arabowie.

Czy ten "proces" się nasila? Każdego dnia. Jeszcze kilka lat, a państwa Bliskiego Wschodu wyludnią się. Niedobitki uciekną do Europy. Jest to Holocaust o wiele większy niż śmierć Żydów w czasie drugiej wojny światowej.

Ile w polskich mediach jest o tym? Jest o zagrożeniu Rosją, o ofiarach konfliktu na Ukrainie (w ilości jak do tej pory kilkudziesięciu osób...)

Że "bliższa ciału koszula"? Niby, że ukraińska? Mego dziadka ze strony Mamy Ukraińcy przebili widłami i utopili w studni. Bandy UPA, dziś nazywane w Kijowie bohaterskimi siłami ukraińskich patriotów, paliły polskie wsie razem z jej mieszkańcami.

Ale Polska w bratnim geście dziś wysyła na Ukrainę karetki pogotowia...

NIE NAWOŁUJĘ do niczego... Jeżeli już, to do zachowania PROPORCJI w "braterstwie"...

W 400 tak zwanych wyższych uczelniach (każda krawcowa uszyje togę rektorską dla rektora z...wykształceniem magistra...) Polska produkuje tysiące socjologów z uczelni typu...Wyższa Szkoła Stosunków Społecznych (czy są inne?), ale jakoś żaden z tych najważniejszych socjologów, poza udowodnieniem, że po wtorku jest środa, nie kwapi się by oderwać się od tej, tak potrzebnej społeczeństwu nauki i coś powiedzieć o APOKALIPSIE HOLOCAUSTU na Bliskim Wschodzie.

A z drugiej strony... Czy należy żałować tych codziennie mordowanych bratobójczą ręką, gdy arabscy bracia z Arabii Saudyjskiej pływają w złocie, a ci z Kuwejtu lub Kataru i takich tam Emiratów topią miliardy dolarów w morzu, bo na piasku budują wyspy i pałace? Że ich pobratymcy giną w Palestynie, gdzie Żydzi podpalają arabskie domy wraz z ich mieszkańcami? Kogo to obchodzi.

Zacznie obchodzić Polskę? A zacznie, zacznie, gdy z każdym DNIEM uciekinierzy z masakry na terenie od Palestyny po Afganistan zapełnią obozy dla uchodźców.

Jest ważna, ważniejsza i... .nie ważna śmierć. Ta ostatnia istnieje ot, gdzieś, tam daleko... Ale zbliża się, oj zbliża się i to już nie będzie "cudzy ból brzucha". Komu mamy podziękować? Może inaczej...

"Zagrożenie Islamem" najbardziej zagraża wyznawcom Islamu. Jak do tej pory w Europie i w Stanach Zjednoczonych zginęło nie więcej, niż kilka osób. Tylko wczoraj w Iraku zginęło 89 osób i tak naprawdę nikt nie wie kto morduję kogo.

Tak to jest, gdy ten "pierwszy, lepszy Świat" miesza się do spraw tego trzeciego Świata... Gdy chce być policjantem Świata.

Nawarzyłeś piwo? Teraz będziesz je pił, a nie będzie słodkie.

 

                 Sierpień 2015

 
NIECH ŻYJĄ MORDERCY POLAKÓW!
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
10.08.2015.

A żyją, żyją tłusto za 5 tysięcy na miesiąc krwawo wypracowanej emerytury.

Naród, który potrafi jedynie gloryfikować ofiary, a nie potrafi ukarać sprawców, zasługuje na nic innego niż na więcej ofiar.

Nie tylko w Niemczech ściga się i skazuje zbrodniarzy hitlerowskich.

A zbrodniarze stalinowscy? A ci polskiego chowu winni śmierci tysięcy Polaków, winni zbrodni NIE stalinowskich bo Stalinowi zdechło się w marcu 1953 a w Polsce jeszcze wiele lat po tym ludzie byli wyciągani na śmierć, w środku nocy z domów.

Ja NIE NAUCZYŁEM się o zbrodniach z rąk komuny, lewicy, jak ją zwał tak zwał. Mnie i moją rodzinę 13 Kwietnia 1940 o 4-tej nad ranem żołnierze Armii Radzieckiej wrzucili jak pakunek do bydlęcego wagonu bez okien i wywieźli na Syberię, gdzie w 1945 moja Mama gołymi rękami pogrzebała w śniegu mego brata Zbysia.

Oczywiście, że nie wszyscy członkowie PZPR to kanalie, bo nawet normalni ludzie robią wiele złego dla lepszej kasy i pozycji w życiu. Ale to poprzednicy tej PZPR (w latach 1945-1989) zniszczyli mi zdrowie i dzieciństwo. O tym się NIE NAUCZYŁEM!

Nie ma co się obrażać towarzyszu generale z... koziej...

Może nie w Moskwie, ale w Warszawie przysięgaliście na wierność Polsce Ludowej, gotowi bronić ideałów marksizmu i leninizmu przed zakusami imperializmu. Bez takiej przysięgi zostalibyście na zawsze szeregowcem. TO SĄ FAKTY.

Dziś resztę 60-cio latków generałów WSZYSTKICH służb mundurowych, TAK SAMO przysięgających, tytułuje się per panie generale.

Nie wstyd wam, za to "per panie", gdy ślubowaliście walczyć z pańską Polską? A fe, skandał, tawariszcz gienerał!

Osiem Lat rządów Platformy Obywatelskiej i rządów towarzysza Komorowskiego prawdopodobnie odejdzie w przeszłość. Ale co zrobi biedulek doradca Komorowskiego, nijaki Nałęcz, profesorem zwany. (Profesor nie jest tytułem naukowym lecz nadanym przez radę Państwa. Jaka rada takie "profesory...") Przecież był od zawsze członkiem PZPR więc tak doradzał przebierającemu w miejscu, prezydentowi. Gdzie pójdzie biedaczek... 

Urząd Bezpieczeństwa, a potem Służba Bezpieczeństwa to złowrogie słowa dla wielu okaleczonych i zamordowanych w piwnicach.

Nie ma sensu o tym przekonywać. A jednak?...

Człowieczeństwo, Honor i zwykła uczciwość w naczelniku sekcji paszportowej Komendy Miejskiej Milicji Obywatelskiej w Sopocie, pozwoliły mi wyjechać z Polski w czerwcu 1969. Daremnie, już po powrocie do Polski szukałem tego Człowieka by uścisnąć Go, podziękować za słowa… "Ja wiem, że pan nie wróci, bo Renata nie chce wracać i zamyka mi pan dalszą karierę i awans, ale życzę powodzenia"... (Urząd pocztowy nr.2 w Gdańsku czytał wszystkie listy wychodzące i przychodzące do Polski, więc i Renaty z Londynu)

Chcę zawsze wierzyć w dobro w człowieku, nawet gdy we wrogim mi mundurze.
 

                                            Sierpień , 2015

 
KALA,KALA,KUKLA MU...
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
09.07.2015.

A wieczorem, jak od tysiąca lat, będzie zabawa i tradycyjne...Jasu! Jasu!...

Czyż już Mickiewicz nie powiedział..."Byś bawił się jak Greki..."

A co zostanie ogłupionemu Jasiowi nad Wisłą? Ogłupionemu przez "ekspertyzy" wróżenia z... fusów, czyli "fachowców od ekonomii"?

A więc tego samego od tak zwanych polityków i politologów tłuste życie mających wywiadami i "ekspertyzami "w polskiej telewizji, a opłacanymi przez kogo ? No, przez kogo są opłacani ci rzeczoznawcy i wróżący z fusów ? Przez takich frajerów jak ja i ty ,internauto.

W moim felietonie "Nie chodzi o Grecję" napisałem, że Unia Europejska zrobi wszystko aby utrzymać Grecję. Że nawet najmniej chętni do wydawania euro na beztroskie, greckie Hopa Jasu, jakimi są Niemcy, zacisną zęby (skoro Grecy nie chcą… zacisnąć pasa...) i zapłacą.

No i co z tym przemądrzałym Ostaszewiczem, że niby wie więcej od tych co wróżą z fusów? A to, że JESZCZE PRZED wynikiem greckiego referendum na tak lub nie ,szef Uni Europejskiej, E.Schultz powiedział; (niemal cytuję), że nawet jeżeli Grecy odrzucą warunki i warunki swych wierzycieli, to Unia Europejska ( i tu cytuję...) "Udzieli kredytów dla Grecji by uniknąć chaosu "...

Chaosu? Czy ktoś robi kogoś w bambuko? Jakiego chaosu panie Schultz.

Chaosem nazywasz pan to, że Grecja może powiedzieć, a pocałujcie nas w golo, wy tam w Berlinie i okolicach, bo już nie macie Grecji na paseczku...

Może Grekom obecnie nie jest najsłodziej, a przez lata żyło im się jak w słodkiej bakalawa, ale już wiedzą, że Europa (czytaj-ta pulchniutka Merkelowa, zrobi wszystko, czytaj-zapłaci ile będzie trzeba), aby ratować wspólną zagrodę dla proletariuszy wszystkich krajów.

Co tam jakieś 300 MILIARDÓW długu jaki ma Grecja (a będzie, oj będzie rósł, bo JUŻ to powiedział E.Schultz...) którego NIGDY Grecja nie spłaci, pomijając, że nie ma najmniejszej na to ochoty. Kto będzie spłacał, bo przecież ktoś musi jako, że banki "nie żyją za darmo"...

Kto? A między innymi ty internauto. Przecież twój były premier, ten facet z felerem wymowy, przy każdej okazji podkreśla, że Europa nie pozwoli Grecji na to by opuściła Unie. Nie pozwoli? Co to znaczy? A to, że będzie płacić i płacić.

A Grecy? To mądry naród i wiedzą, że jak dają to bierz..

Mój znajomy Grek Janis, w Nowym Jorku, powiedział klepiąc się po plecach: "Mi Grik, szmart pipul..." Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że miał rację.

By się brzydko nie wyrazić… Brandzlowanie polskiego telewidza "Grecką tragedią" to złota żyła dla wszelkiego rodzaju specjalistów od ekonomii i geopolityki Świata. Jest jak terroryzm - karmi się sobą i nigdy nie skończy.

Jest już póżno, więc czas bym ci powiedział internauto-Kali nichta "baby" czyli jak to mawiają Amerykanie, a po grecku kukla mu.(kukula na ogół bywa ładna, zupełnie jak perspektywy Grecji....)

 

                                                          6 lipca 2015

 
NIE CHODZI O GRECJĘ
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
01.07.2015.

Zagrożona jest idea marksizmu – leninizmu, czyli - proletariusze wszystkich krajów (Unii Europejskiej...) łączcie się. Zanim zaczniesz kpić, przeczytaj do końca.

Unia Europejska to ziszczenie się marzeń międzynarodowej komuny na spędzenie wszystkich ludzi do jednej zagrody.

Dopiero w taki sposób można zrealizować plany zlikwidowania tożsamości narodowych, a takie mogą prowadzić do samodzielnego myślenia, a w rezultacie do nacjonalizmu, faszyzmu i co najgorsze religijnemu oporowi wobec wspólnej zagrody dla bydła.

Kanclerz Merkel, urodzona i wykształcona w komunistycznej części Niemiec całe życie była aktywnym dygnitarzem i pseudonaukowcem komunistycznej partii DDR. Przez 17 lat bardzo blisko współpracowała z Putinem, który jako oficer KGB był "na placówce" w Lipsku i Dreźnie. To starzy kumple.

Pomysł Zjednoczonych Narodów Europy jako pierwszy miał Napoleon.

Nie szkodzi, że nie słyszał o komunizmie. Zjednoczone, pod władzą Francji narody Europy są łatwe do kontroli. Nie udało mu się.

Już w 1933 roku Adolf Hitler na europejski Hitlerland. Nie udało się.

Już w 1920 roku Lenin opracował plan rozszerzenia rewolucji od Moskwy do Paryża i w rezultacie to we Francji powstała silna i sponsorowana... złotymi pięciorublówkami ("świnki"), partia komunistyczna.

Jednym z pierwszym agentów Moskwy był malarz Szagal (z bardzo religijnej żydowskiej rodziny), który miał rozpracować przeciwników komunizmu w Paryżu. Jakiś czas pomagał mu piosenkarz Wiertyński, ale w balladzie "Żółtyj Angiel” śpiewał o "Slozach boli i wstyda" i wycofał się.

Wreszcie zwycięstwo nad faszyzmem i już w pierwszych miesiącach 1945 roku Beria z rozkazu Stalina opracował plan... Zjednoczonej Europy kierowanej właśnie z centrali w... Berlinie.

Grecja to nawet nie mały pikuś, ale to rysa, nawet jeżeli mała, a może spowodować pęknięcie tamy i wyleje się: Irlandia, Hiszpania, Wielka Brytania...

Spłyną resztki marzenia o zlikwidowaniu tożsamości narodowych.

Teoria spiskowa? Oczywiście. Internauto. Jesteś JUŻ spreparowany i zdany na prezenterów w TVN, a ci są na sznureczkach, które są ponad twoją i moją głową.

Nawet ponad głowami takich jak obecna premierówka czy przebierający nóżkami Komorowski. Oni to też małe pikusie i są jedynie aby wykonywać a nie myśleć.

Kto jest więc ponad naszymi głowami?

Nieśmiertelna i genialna idea marksizmu - leninizmu.

Dla naszego dobra. Oczywiście.

 

                                                   1 Maja 2015

P. S.

Karol Marks nawet nie myślał, że pochód pierwszomajowy może być tak piękny, gdy szło się za dziewczynami, a te w krótkich, gimnastycznych majteczkach.

Nie szkodzi, że to były koleżanki z klasy gdy tak rozebrane...

Nie mogliśmy się doczekać dnia pierwszego maja... Niech żyje komunizm w gimnastycznych majtkach !

 
IDIOTYZM POPRAWNOŚCI
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
01.07.2015.

Nie będzie tu o tej, politycznej, co nie znaczy, że mniej idiotycznej.

Ale na początku. Nie wszystko co "idzie” ze Stanów Zjednoczonych jest warte kopiowania. Mieszkałem w USA prawie 40 lat, były moim domem, a w domu jak to w domu, nie zawsze jest cacy, cacy. To, że polskie seriale są żywcem skopiowane z amerykańskich, jedynie dodana polska "łezka" i tygodniowe; "co sobie o mnie pan, pani pomyśli", to osobny temat.

Przejdźmy to tak ulubionego dziś słowa: Meritum (drugie to jest-przejrzystość). Co to jest cukierniczka? No, co, jak myślisz internauto? Że ja nie mam tematu, lub usycham umysłowo, bo mi się kalendarz kończy?

To drugie jest prawdziwe, ale nie słyszę odpowiedzi... Że, to jest naczynko do cukru? Tak było, ale już nie tylko tak jest.

Cukiernik to facet w zawodzie bardzo lubianym, ale, co się dzieje, gdy do tego zawodu idzie kobieta? Zostaje cukierniczką.

Wczoraj w TV widziałem panią i dopisek, że jest... socjolożką. To taka żeńska forma od socjologa. Poprawnie, oczywiście, bez seksizmu!

Przypominam paniom o poprawności wykonywania takich zawodów jak: Elektryk - elektryczka. Hydraulik - hydrauliczka, Piekarz - piekarniczka? Piekarka? Stolarz - stolniczka. Murarz-murarka. Marynarz-marynarka.

Można by i mnożyć. Chyba najbardziej ryzykownym poprawnie jest kobieta pracująca u prawnika, bo skoro od socjologa "pochodzi" socjolożka, to od prawnika prawniczka... Boże (każdego kościoła...) broń by nie było błędu w pisowni, bo wtedy wyjdzie… prawiczka.

Nasz znajoma ma 23 lata i na dniach zostanie… prawniczką... Że, co proszę? Że, bez komentarza…

Skąd ta poprawność? Kto jako pierwszy (a może pierwsza) postanowiła "skończyć" z seksizmem i "dominacją mężczyzn" w pisowni?

Co z tego wyszło, sam widzisz ,internauto.

Jak do tej pory cukierniczkę podawano z rąk do rąk... A fe..

A może to był pomysł feministek?

Byłem w ósmej klasie, wówczas pierwszej licealnej i pierwszy raz usłyszałem słowo - feministka. Nie byłem najgorszy z polskiego i podobno wiele lat po mojej maturze nasza pani polonistka, Nowak, czytała moje wypracowania jako przykład… poprawności (skromnie to określając). Wiem, wiem... skromność, to nie jest moja cecha.)

Gdy przyszła pierwsza telewizja to zobaczyłem feministki.

Bez wyjątku były to brzydkie lub grube kobiety. No i ta ich złość, zaciętość, plus ponuractwo twarzy... Czyżby to one wprowadziły idiotyzm poprawności i skazały cukierniczki by przechodziły z rąk do rąk?!

Najsłodziej to dla takiej nie jest...

 

                                                              4 czerwca 2015

 
ZAWIESIĆ SĄDY!
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
23.06.2015.

Które wydają wyroki w zawieszeniu.

Takie sądy są tak społeczeństwu potrzebne jak przysłowiowe świni siodło. Gdybym był zwolennikiem teorii spiskowej, to powiedziałbym, że wyroki w zawieszeniu są z polecenia "pogrobowców", którzy częściowo, ale TYLKO częściowo stracili władzę po 1989 roku...

Takie wyroki mają na celu rozbicie w społeczeństwie świadomości bezpieczeństwa i sprawiedliwości.

Jednym z durnych powiedzonek, że ryba psuje się od głowy są właśnie zaprzeczające mu wyroki w zawieszeniu dla nieletnich i małoletnich przestępców.

To oni od najmłodszych lat "psują się" świadomością, że są praktycznie bezkarni w butowaniu, wdeptywaniu starszych i słabszych w chodnik.

W rozbijaniu i niszczeniu, w wyrywaniu torebek starszym kobietom wiedząc, że otrzymają dozór (co za BZDURA! ) kuratora i wyroki w zawieszeniu, czyli żadne.

A. Polski Las, zaśmiecony, zmieniony w "magazyn" nie chcianych przedmiotów. A. Polskie Stawy, Rzeki i Jeziora zmienione w śmietniska. A. dosłownie zasrane miejskie Krzaki...

W czasach mojej młodości, a nie mówię o PRL, lecz o jej fundacji i początku jakim była Polska Ludowa, słyszało się, że... "Praca jest honorem i zaszczytem każdego obywatela"... Różnie bywało, ale NIE BYŁO WYROKÓW w zawieszeniu.

Odpowiednik dzisiejszego małolata, rozwalającego wiaty tramwajowe, bijącego i kopiącego nie tylko starszego, ale słabszych, czyli ówczesny chuligan, albo na miejscu był pałowany, albo szedł do poprawczaka, gdzie nie było telewizji, gier komputerowych, miłych pań socjoloszki odwiedzających i robiących doktoraty na wywiadach z młodocianymi przestępcami. A ci? Jeżeli już sami nie mieli tematów dla miłych pań, to te podpowiadały...

Oczywiście, że pobyt w zamknięciu kosztuje i ty internauto go opłacasz. A trzy miesiące sprzątania kraju ,tynkowania "liszajów '"na ścianach, nie za darmo! 

O nie. Praca powinna być wynagradzana nawet taka z wyroku sądu. Czyścisz koleś kraj, w którym mieszkasz? Masz 10 groszy za godzinę .

Na piwo nie starczy, ale na bułkę z masłem tak. Bezkarność rodzi nie tylko jeszcze większą bezkarność. Rodzi kryminalistów, właśnie tych po wyrokach w zawieszeniu.

Zawiesić takie sądy, zawiesić takich sędziów zanim frustracja społeczeństwa osiągnie punkt wrzenia i ktoś jako pierwszy krzyknie: Powiesić takich sędziów !

Drastycznie? Oto ty internauto... Masz Babcie lub młodszego brata.

Babcia i maluch zostali brutalnie pobici do tego stopnia, że to był poważny ubytek na zdrowiu. Pobili ich ci co MOGĄ. Mogą bo maja 14 lat i nie byli karani. Starym sposobem do wywiadu podstawili "pijaczkę Zośkę", aby za kilka dych udawała ich matkę, a więc są z rodziny alkoholicznej. Sąd dał wyrok w zawieszaniu.

Twój mały braciszek przez kilka lat będzie chodziło kulach.

A ty ? Może to ty któregoś dnia zawołasz; Powiesić sędziów!

                                                               Dzień w zawieszeniu 2015

 
 
KŁOPOT ZWANY: UKRAINA...
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
18.05.2015.

Albo inaczej: Komu potrzebna jest Ukraina?

Na pewno nie Francji, Wielkiej Brytanii, Niemcom, Stanom Zjednoczonym, Hiszpanii.

Nikomu poza Polską.

A  Polsce? A niby po jakiego... Jeżeli jutro zamiast graniczyć z Ukrainą będzie graniczyć z ... Rosją? Co to zmieni? Znasz mnie internauto, więc nie powiem, że gówno...  

Trzeba mieć móżdżek tej jak jej tam premierówki, czy tego jak mu tam Komoruskiego by straszyć Polaków napaścią Rosji na Polskę.

Nie lubię się powtarzać, ale muszę widząc i słysząc metodyczną obłudę tematu.

Tylko rządy PO uchronią Polskę od agresji Rosji. A pisałem, że Putin prędzej da sobie rękę odciąć niż zrobi krok do wojny w Europie, bo taką byłaby agresja na dawne republiki nadbałtyckie, nie mówiąc o Polsce. Wojna to koniec Putina.      

Kłopoty zwane: Ukraina? Oczywiście. Dyplomatyczna hipokryzja Zachodu nie pozwala nazwać rzeczy po imieniu. Co to jest, czym jest Ukraina dla Zachodu?

Niczym z punktu ekonomii. Jest inny punkt? Jest, ale na księżycu...  

Ukraina to ZERO znaczenia w aspekcie kasa, kasa i jeszcze raz kasa!

To z Rosją Zachód może robić interesy, to Rosja jest partnerem właśnie w tym JEDYNYM aspekcie. A Polska? Gdzie w tym jest Polska?

Parafrazując stare, komunistyczne powiedzonko: Jak Bóg da a Partia pozwoli... dziś trzeba powiedzieć: Jak Unia Europejska, da a Berlin pozwoli, to Polskę widać... 

Historycznie rzecz biorąc nikt i nic nie zmieni faktu, że NIE BYŁO UKRAINY, bo była Ruś Kijowska. A Kijów dla Rosji i Rosjan był... MATKĄ rosyjskich miast.

Dziwić się, że nie tylko Putin, ale Rosjanie uważają Ukrainę za sztuczny twór w którym większość mieszkańców NIE ZNA ukraińskiego...

Ale Zachodowi nijak tak otwarcie lekceważyć konfliktu na Ukrainie. No, bo przecież moralnie, humanitarnie nie wypada gdy giną ludzie, prawda?

Ale... to się samo "wypali"... Rosja okroi co się da i na tym się skończy, a wtedy wróci KASA, wrócą interesy z Rosją.    

Nie wierzysz internauto? To może "OGROMNA" obecność sił amerykańskich i zachodnich w postaci ... Stu kilkudziesięciu doradców wojskowych, karetek pogotowia z Polski. Rakiet obronnych z USA, ta "potęga" pomocy Ukrainie by zwyciężyła Rosję, powinna cię przekonać jak głęboko w ... Zachód ma Ukrainę.  

"Niesprawiedliwość dziejowa" z Krymem i "Donieckiem"?

Gdy w 1938 roku Polska "sprawiedliwie" bo silniejsza, więc mogła, zajęła Zaolzie, czyli część Czechosłowacji, to było sprawiedliwe?

Amerykanie mawiają: What goes around, comes around - czyli rzucisz gównem, to wróci i poczujesz na sobie.      

Ale to tylko powiedzonko, więc śpij spokojnie internauto.

Putin czuwa aby NIE BYŁO WOJNY!.

                     

                                                               4 Maja 2015

 
KOLESIOM OD WIERSZY
Oceny: / 3
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
12.04.2015.

Do pióra koleś do pióra 
nie będziesz pierwszy
tu przystaw tam przypnij
aby wizję graficznie widziano
aby cię tylko nie zrozumiano
będziesz poetą od wierszy...

Zacznij tak

Woda ma smak gwoździ
zapach elektryczności
kratą dnia zgarbiony
otworem lufy patrzę

Nie
to nawet ma jakiś sens
to może więc tak 

Pęknięciem muru dźwigasz dłoń 
wybojem otoków stalowych 
łamiesz dotknięcie światła 
motywem krwi kreślony

Nie 
chociaż lepiej ale za osobiście 

A tak 

Ramię
promieniem pełni
żelazem Źrenicy 
krzyk betonu 
krawędzią myśli 
rzucone

Tak
to już jest coś 
cwany bełkot

Nie będzie mądrych na twoją poezję
przy piórze ci nie zrobią
świni nie podłożą

Jest w tym głębia 
każdy spec powie
jak w cesarskich szatach 
nie obnażą

Do pióra koleś do pióra 
nie będziesz pierwszy 
sam się tylko nie obnaż 
będziesz poetą od wierszy...

California,Jesień 1980

 

 
ZAGROŻENIE" ISLAMEM?
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
30.03.2015.

Internauto... Jeżeli ja siłą wejdę do twego domu bo; Nie podoba mi się twoja religia, twój rząd i twoje prawa. Wymorduję twoich ludzi, bo MOGĘ, bo jestem silniejszy i powiem, że to dla twego dobra. Co zrobisz?

W lutym 2003 podsekretarz stanu USA John Bolton w towarzystwie sześciu amerykańskich kongresmenów poleciał do Izraela na zaproszenie Ariela Szarona, premiera Izraela.

Szaron, w krótkich słowach, po rozłożeniu mapy Bliskiego Wschodu, powiedział, że Stany Zjednoczone mają najpierw wyeliminować, Irak, potem Syrię, Iran i Północną Koreę. To są kraje zagrażające bezpieczeństwu Izraela.

Żródło; "USA TODAY”, 3 /17/ 2003, by Justin Raymondo - "War is not in US interest."            

Kilka tygodni później, w marcu 2003 USA napadły na Irak.

Tak zaczęła się nienawiść świata arabskiego do tak zwanego Zachodu.

Na kilka dni przedtem czołowy amerykański reporter Dan Rader przeprowadził wywiad z Sadamem Husseinem. Pokazały go, ABC, CBS i NBC na całe Stany.           

S. Hussein, pytał co ma robić, aby Ameryka nie napadła na jego kraj. Przecież nie ma broni jądrowej i wie, że USA to opiekun Izraela, ale Irak nie ma rakiet zdolnych dosięgnąć Izrael (oba fakty okazały się prawdziwe.) Że on nie zagraża nikomu poza granicami Iraku. Za późno. W kilka dni po wywiadzie, USA napadły na NIEPODLEGŁY kraj - Irak.

Tym wywiadem Dan Rader wyeliminował się z czołówki reporterów USA...          

Tak zaczął się proces "demokratyzacji " muzułmańskiego kraju.

Dziś mija 12 lat od pierwszego dnia tego procesu. Dziś Irak jest zrujnowany. Amerykańska okupacja to prawie 200 tysięcy okaleczonych dzieci, bez nóg lub rąk. To ponad 300 tysięcy śmiertelnych ofiar, a podają  to źródła europejskie. W rzeczywistości to prawie milion zabitych. Ponad 2 miliony Irakczyków uciekło do sąsiednich krajów. Dziś prawie codziennie około 30-50 osób ginie na ulicach Iraku w wyniku konfliktów etnicznych, czego nie było za panowania Husseina.          

Arabska krew rozlała się dziś na Syrię, doszedł Afganistan. Dlaczego?

Ingerencja tak zwanej koalicji krajów zachodnich, w tym Polski, w wewnętrzne sprawy NIEPODLEGŁYCH krajów.

Jak napisał amerykański dziennikarz Justin Raymondo, amerykańscy żołnierze powinni mieć wyryte na grobkach: " Umarli za Ariela Szarona."           

Przed marcem 2003 NIE BYŁO Państwa Islamskiego i nienawiści muzułmanów do Amerykanów i Europejczyków. Ale... Chciałbyś internauto, gdyby ktoś silniejszy, siłą zmieniał twój dom za cenę twego życia?            

Tak, 11/09/2001, KTOŚ / !! / porwał samolot i uderzył w WTC. Uderzenie tym dziwniejsze, że dwa samoloty uderzyły w dwa budynki, a stojący daleko  trzeci też USIADŁ, tak samo, jak od wysadzenia... W wyniku uderzenia zginęło ok. 3 tys. osób.

Do dnia dzisiejszego w wyniku amerykańskiej i europejskiej INGERENCJI na Bliskim Wschodzie, jest około TRZY MILIONY śmiertelnych ofiar!            

Dziś tak zwane zagrożenie muzułmańskim terroryzmem jest arabskim odwetem za "Wyprawę Krzyżową" w marcu 2003...            

Jest takie powiedzenie: Co komu do domu gdy chata nie jego. Jest, ale nie obowiązuje  silniejszego. Przemoc, siłą wprowadzane prawa i "poprawki" rodzą odwet i nienawiść. TO NIE MA końca.

PS. Życzenie Szarona aby Arabowie wymordowali się wzajemnie spełnia się każdego dnia. 

                                                                       Marzec, 2015

 
CZEGO BOI SIĘ PLATFORMA OBYWATELSKA?
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
20.03.2015.

Międzynarodowej komisji zbadania katastrofy smoleńskiej.

WSZYSCY europosłowie PO w Unii Europejskiej głosowali przeciwko powołaniu międzynarodowej komisji tej zbrodni, lub jak kto woli... meczu jak wygrała brzoza z samolotem...

Skoro większość Polaków oddaje głos na Platformę Obywatelską to znaczy, że proces ogłupiania obywatela przez osiem lat, już się dokonał.

Skoro Jasiu nad Wisłą nie może dodać dwa do dwóch?  Że co? Jak to co?

Przecież nie kto inny niż prezenterzy w TVN 24 i media na sznureczkach rządu codziennie powtarzają, że Rosji nie można wierzyć, że Putinowi nie można wierzyć, więc? Czy można wierzyć ROSYJSKIEJ opinii o katastrofie smoleńskiej?!

A to w oparciu o nią rząd Tuska, a teraz tej premierówki, uparcie lansuje właśnie... ROSYJSKĄ wersję w polskim wydaniu..

Więc, jak to jest? Kto tu zwariował, a kto z kogo robi durnia?

Opinie posłów z PO, że międzynarodowa komisja mogłaby za bardzo zobaczyć polskie, wewnętrzne brudy, jest to gówno warta przy sprawie wyjaśnienia tej tragedii.

NIE MA i NIE BĘDZIE kraju gdzie wewnętrzne sprawy są jak z bajki o krasnoludkach. Korupcja, przekręty, "afery" w Polsce, to naprawdę krasnoludki przy tym co od lat jest we Włoszech. Niech mnie ktoś poprawi, ale tam, od roku 1945 rząd, premierzy, zmienili się 59 razy!

Ja mam już tyle lat, że każdy rząd w Polsce, aby pozwolił człowiekowi godnie żyć i leczyć gdy ten zachoruje, jest mi miły.

Nie jest mi miłe kłamstwo broniące każdego rządu. Właśnie aby raz na zawsze takie kłamstwa zlikwidować, tylko międzynarodowa komisja obiektywnie może rozsądzić, jak to było, gdy brzoza "wygrała z samolotem".

Tusk, ma obecnie bardzo odpowiedzialną pracę... ustawianie krzeseł przed konferencjami w Unii Europejskiej, więc chyba, powtarzam, chyba nie będzie mógł przekazać by Polska wreszcie poznała całą prawdę, czy jest ona słodka czy gorzka.

Ta, jak jej tam, długonosa Julcia, mało orgazmu nie dostaje gdy broni się przed międzynarodową komisją. Samo to jest podejrzane, wszak ta Julcia reprezentuje rząd.

Podobnie ten z "jednym okiem", tyle, że on trzyma przy sobie.

Jeszcze nigdy i nigdzie nie było czegoś takiego, żeby jedno państwo NIE/!!!/ w czasach wojny, nie chciało oddać czegoś co należy do drugiego państwa.

Mija pięć lat od dnia gdy POLSKI samolot, a potem jego wrak jest w rękach Rosji.

Czego boi się Platforma Obywatelska, że nie upomina się o własność Polski?!

Może tego co napisałem w felietonie "Niepodległa Polska"...

Czyli, odpowiedzi Rosji:.. Chcesz swój samolot niepodległa Polsko?

A pocałuj mnie w dupę.


                                                              14.3.2015

 
"WYZWOLENIE" POLSKI?!
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
06.02.2015.

Co za bzdura! Jakie wyzwolenie?!

Czy Armia Czerwona mogła NIE PRZEJŚĆ PRZEZ TERYTORIUM POLSKI w drodze do BERLINA?

Internauto, jeżeli TVN 24 jeszcze nie zalał Ci mózgu i potrafisz samodzielnie myśleć, to pomyśl: Łaski bez, bez łaski, chciał czy nie, Armia Czerwona MUSIAŁA przejść przez Polskę by pokonać Niemców i dotrzeć do Berlina.  

Niby którędy, jeżeli nie przez Polskę mogła iść? No? Przez, Szwecję? Węgry?

A, że musiała również południem, to "wyzwoliła" Czechosłowację. Kumasz?!

A, że po drodze był Oświęcim, a w nim załoga niemiecka? To co, dzielni żołnierze z czerwonymi gwiazdami na czapkach (ci sami, którzy 13 Kwietnia 1940 wrzucili mnie jak pakunek do pociągu na Syberię...) mieli niby co? Nie wygnać Niemców z Oświęcimia?

17 stycznia 1945 "wyzwolili" Warszawę, również po drodze do Berlina. Czy do jasnej cholery nikt z polityków, polskich polityków tego nie widzi? Oczywiście, że ci z SLD i PO tego nie powiedzą, ale opozycja bijąca pianę?

Oto scenario: Armia Czerwona przekracza Rzekę Bug i rusza na zachód.

Cel: Berlin.

Ale którędy dzielni żołnierze Armii Czerwonej mają iść. No, którędy...

Po drodze Polska, co robić... Dylemat prawdziwy... Przeskoczyć powietrzem?

Opłynąć Bałtykiem? Iść przez Rumunię, aby tylko NIE przez Polskę?

 Czyli co? Pozostawić na terenie Polski Niemców aby broń Boże ich nie wypędzić i... "wyzwolić " Polskę?

Ależ musiał główkować ojciec narodów Stalin. Co robić!!

Oczywiście, że "Na Warszawu, tawariszcze, na Warszawu"! No i "...pamieszaj  krow, tawariszcz, pamieszaj krow". Czytaj: Gwałć każdą Polkę "po drodze"...

To-pamieszaj krow (zmieszaj krew) nie jest moim wymysłem, bo mam żal za 6 lat na Syberii i mego Brata Zbysia, który został pod śniegiem.

To były AUTENTYCZNE rozkazy politruków czyli oficerów politycznych NKWD dla żołnierzy.

"Pech Historii" chce, że jeszcze żyją Żołnierze Pierwszej Dywizji im.Tadeusza Kościuszki, Polacy w szeregach Armii Czerwonej i słyszeli takie rozkazy. Ci , którzy przeżyli rozkaz do ataku nad Rzeczką Mireją, gdy świeżo uformowane oddziały tej dywizji BEZ pomocy artylerii, BEZ tak zwanego przygotowania artyleryjskiego ze strony Armii Czerwonej, ruszyły na ogień sztyletowy z niemieckich okopów. TO BYŁA RZEŻ!!

Normalnie "kładzie" się "Wał ogniowy", a dopiero potem wysyła się piechotę.

Ale to tak przy okazji przyjaźni polsko - radzieckiej i sprawy "wyzwolenia" Polski.

A, proces "wyzwolenia "Warszawy w Sierpniu 1944? Zaczął się od strzelania do ochotników z polskich oddziałów. Przeprawiali się przez Wisłę by pomagać Powstańcom i ci sami politrucy z NKWD strzelali do Nich.

To też są fakty i żyją Ludzie, którzy byli … świadkami.

A wyzwolona, "niepodległa", Polska ciągle czeka na szczątki swojego samolotu z tragedii smoleńskiej. Może, pani premierówka ma więcej jaj niż były premier z felerem wymowy i upomni się?

                                                          Zima, 2015

 
GÓWNO W MÓZGACH!
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
13.01.2015.

Polskich polityków, którzy straszą atakiem Rosji na Polskę .

Jest tego gówna tyle, że wylewa się zalewając mózgi prezenterów w telewizji.

Ile razy muszę się powtarzać pisząc, że Rosja, że Putin, to nie banda durni lecz sztab wyrachowanych, mądrych ludzi, którzy zdają sobie sprawę, że w ich interesie jest POKÓJ w EUROPIE!

Że wojna, czyli agresja Rosji nawet na Ukrainę, to początek końca bardzo zdrowo odradzającego się Związku Radzieckiego. Dlaczego? Nie jestem bardzo religijny gdy krzyknę: Rany Boskie! Czy wy jesteście aż tak durni?!

Wy, którzy rządzicie Polską!

Że niby co Rosja uzyska taką agresją, chociaż by tylko atakiem na Polskę?!

Polskie "surowce, ropę, diamenty..." Ma tego tyle, że można nimi przykryć Polskę!

Wy zasrane móżdżki!

Dawne republiki nadbałtyckie? Ryzykować z ich powodu konflikt z NATO, a więc: Osłabienie zachodniego frontu, bo TYLKO NA COŚ takiego czekają Chiny! Czy to jest za trudne, kosmicznie nie osiągalne dla rządu tej, jak jej tam premierówki?

Czy może jest to "skuteczna" taktyka odstraszania, zniechęcania polskiego wyborcy by nie głosował na PIS?

"No, bo jak te pisiory dojdą do władzy, to mówię pani, moja złociuteńka..."

"Panie Kazku, nie mogę słuchać jak ten Kaczyński krzyczy...."

Kaczyński nie krzyczy. To ta szczekaczka Platformy Obywatelskiej, ten zaśliniony, zapluwający się, jak mu tam Niewesołoski krzyczy. Czy on nie boi się, że ktoś po prostu mu da w ten ohydny pysk? Aż tak jest głupi ?

A może to ja jestem głupi? Może to ja mam zasrany móżdżek?

Przecież w tym szaleństwie straszenie Rosją, jest metoda! NIC w Polsce NIE zmieniać! Żadnej zmiany rządu! Że brakuje tego i tamtego, ale jest spokój.

Przecież jest tyle samochodów co w Europie!

A, że jacyś młodzi wyjeżdżają z Polski? Ja też wyjechałem....

Taaak... To ja jestem głupi, bo nie widzę jak genialnie, codziennie, przydupasy PO, prezenterzy, wlewają gówno do główek narodu, a ten nawet oblizuje się, że nie daj Bożę, tylko nie te pisiory!
A Bóg? A co, śle jego urzędnikom? Ludzie, Ludziom zbierają grosze, bo im się dom czy dach spalił, a co rusz to widać nowy kościół.

Wczoraj znajomy się skarżył, że ksiądz nie przyjdzie na pogrzeb, bo mu się Toyota zepsuła...

Ja mam stare, 12 letnie Volvo, nie psuje się, ale też bym chciał mieć nową Toyotę. Że się zepsuła ? „Mówię panu! Te kaczory wszystko psują...!”

Ale żeby księdzu Toyotę?!

Chyba już dam odpocząć steranej maszynie. Przecież od dawna prosi, mówi mi ....

Ty, też nie najmłodszy, odpocznij.....

                                              
                                                                  21/12/2014

 

 
ŚWIĘTA W SAN BERNARDINO
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
08.01.2015.

Odległej dzielnicy Los Angeles nazwanej "All American City".

Powstało jako osada hodowców bydła i mentalności, że co obce etnicznie i religijnie, to wrogie. Do dziś nie brakuje jego mieszkańców delikatnie mówiąc bardzo niepoprawnych politycznie. Takie powiedzonka jak:"Better dead then red"(lepszy zdechły niż czerwony-komunista) oraz: "The only good Jew is dead Jew "(jedyny dobry Żyd to martwy Żyd), mają się bardzo dobrze.

Jest rok 1984 i w Stanach Zjednoczonych antysemityzm jest karany więzieniem... Oficjalne statystyki podają, że jedynie 4% ludności USA ma przekonania antysemickie. Oczywiście... Kto by ryzykował więzieniem, lub tylko utratą pracy gdy pytany w kwestionariuszach…   

Jestem zastępcą kierownika (ten, kto naprawdę pracuje) w jednej z 26 sklepów z biżuterią Sherwood Co. należących do Normana Sherwood, a tak naprawdę, to Joseła Szapiro rodem z Lodzi miasta...

Jednym ze sprzedawców, z tych co ...potrafią "Eskimosowi sprzedać lodówkę" jest Sal Cohen. Postać zmyłkowa i na pierwszy rzut "oka i ucha" mając coś z głową, jak to się mówi. W rzeczywistości to bardzo ciekawy, oczytany i inteligentny człowiek, przypominający mi Izaka z "Wielkiego Jabłka".

Z Żydowskiej rodziny rodem z Rzeszowa, ale urodzony i wychowany w Chicago, zna wiele polskich słów i nazywa mnie Staszki albo Kazył.

Łączy nas obustronna sympatia. Jest jedyny wśród ośmiu sprzedawców, który czyta coś więcej niż wiadomości sportowe.

W nielicznych chwilach nudy układamy żydowsko-angielską wersję kolędy; "Jingle bell". Jest okres Świąt Bożego Narodzenia i kolędy zachęcają do wydawania pieniędzy. Jednak z kolęd eliminuje się słowa takie jak: Chrystus, Christmas…

Sprzedawcom, zabroniono pozdrawiania klientów słowami: Merry Christmas. Muszą mówić: Happy Holidays.

W kolędach oczywiście króluje "Jingle bell "mających ze Świętami obchodzonymi przez Chrześcijan, co przysłowiowa Świnia z siodłem. Popularną "kolędą "jest ta o babci przejechanej saniami Świętego Mikołaja.

Święta to również czas żydowskiej Hanukah czyli za polania świec. 

Ci Murzyni, którym, co białe to wrogie, wymyślili w Nowym Yorku własne Święta Kwanza, czyli czas afrykańskiego urodzaju. Nikt w Afryce o czymś takim nie słyszał, ale amerykańskie media nie mają odwagi o tym mówić...

Za powiedzenie słowa Nigger grozi ze zwolnieniem z pracy włącznie. Wyobrażam sobie jak cieszą się Żydzi mieszkający w Polsce, widząc w oknach katolickich domów, żydowskie świeczniki menory lub po prostu siedmioramienne...

         Ale oto Sala i moja wersja" Jingle bell "Daję fonetycznie ...

                           ....Szlepa tru da sznej 

                           mit da hazareje

                           szlepa tru da field 

                           mit da gunisz gield

                           hazaraje,hazaraje

                           grojce hazaraje

                           oh,how fun is to runn

                           mit gojsze hedeje...

Ku naszemu zdziwieniu ta wersja bardzo spodobała się w kołach rządzących biżuteryjnym interesem.  

Sal co roku niby serdecznie, a naprawdę (tylko ja wiem) złośliwie i bardzo głośno pozdrawia Norma Sherwood - vel Joseła Szapiro, słownie: Happy Hanukah, boss. W sklepie tłok kupujących, w tłoku, tłok bardzo Hanukah nie lubiących, więc boss, kurczy się w sobie i nie od powiada na pozdrowienia...

Mówię, Sal, daj spokój, a on....Oj, Kazył, czy ty jesteś zupełny miszuge? Ja, tylko życzę mu szczęśliwych Świąt...

O tej pracy ciut więcej napisałem w najnowszej Książce, "Akwarium na kółkach" wydanej przez Ludową Spółdzielnie Wydawniczą, Warszawa-2013. Jest tam o brylantach z Baku, rosyjskiej mafii, rozbijającej sklepy z biżuterią i o moim szczęściu, że wyszedłem żywy...

Pamiętam, że w pierwszy dzień Świąt z Pustyni Mojave nadleciał suchy wiatr, zginał palmy do ziemi i podniósł rtęć do plus 40 stopni.

Kurz wciskał się wszędzie i chyba pierwszy raz od opuszczenia Polski w 1969 pomyślałem, że jest miło gdy pada śnieg...

Jestem w Polsce już dziewięć lat. Wracają wspomnienia z tamtej ziemi... czy jeszcze żyje Sal... Czy żyje Norm Sherwood - vel Joseł Szapiro, który co roku bardzo cicho, ale bardzo po polsku mówił mi: Wesołych Świąt, panu i pana rodzinie...

Oby takie nam wszystkim były i w tym roku i na każdej ziemi...

 

 

                                                                                12-25-2014

 
 
CZY POLSKA TO CIĄGLE MÓJ DOM?
Oceny: / 5
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
24.11.2014.

CZY POLSKA TO CIĄGLE MÓJ DOM?
 

Smutne, że muszę postawić znak zapytania... Kraj, który wstydzi się, wręcz ukrywa swój katolicyzm, bo obawia się, lub nie chce obrazić inne religie, a konkretnie:

1. Jewish Lobby w Kongresie Stanów Zjednoczonych.         

2. Jewish Defens League(Żydowska Liga Obrony).

Obie organizacje są jadowicie anty polskie.

W imię czego? Kilku dolarów które amerykańscy i kanadyjscy Żydzi zostawią w Polsce jako turyści?

To dlaczego w "reklamie" Polski "zdjęto" krzyż z Giewonta? To dlatego "usunięto" krzyże z "parafrazy" obrazu Matejki "Bitwa pod Grunwaldem"?

Pan, panie Komorowski, polski prezydencie dziwi się, że są tacy co nazywają pana - Komoruski?

A pani doktórka - premierówka?

Gdzie były wasze sumienia gdy słuchaliście Prezydenta Izraela oceniającego Polskę na podstawie kłamstw i oszczerstw polakożercy Grossa! Czy zwyczajny strach, czy taka sama głupota kazała wam milczeć, wam, którzy rządzicie Polską!

Kto i za jakie pieniądze zrobił  tą zerową w jakości "reklamę" ciągle mojego domu. Czy Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie miało nic do powiedzenia. A może jego obecny minister nic nie słyszał o Matejce i jego malarstwie.

Czy myślicie, że to cacy, cacy muzeum coś zmieni w opinii o Polsce i Polakach chociażby w USA?
Przez prawie 40 lat życia w Stanach Zjednoczonych, przy i bez okazji słyszałem, że Hitler to był potwór, ale Polacy to mordercy Żydów. Duża część ogłupionego amerykańskiego społeczeństwa wierzy w to.

Dlaczego nikt nie zapytał prezydenta Izraela, czy on wiedząc, że za ukrywanie... Polaka grozi kara śmierci... czy ryzykowałby śmierć własnej rodziny, tak jak robili Polacy ukrywając Żydów. Fizyka kwantowa? Najwyraźniej, a przecież to tylko proste pytanie do Żyda: Grozi ci śmierć za ukrywanie Polaka, co zrobisz?...

Ech, wy móżdżki srające na własny Kraj. Nic wam nie mówi fakt, że Brazylia reklamując się z okazji mistrzostw świata w piłce nożnej, nie "zdjęła" pomnika Chrystusa, który jak krzyż na górze Corkovado dominuje nad Rio de Janerio.  Pomimo otwartych, komunistycznych sympatii pani prezydent Brazylii, jest mi ona bliższa niż prezydent Polski...

2/11/2014

 

 
CZY PUTIN SIĘ BOI ?
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
16.11.2014.

Tylko głupi człowiek się nie boi.

Towarzysz Włodzimierz Putin nie jest głupim człowiekiem.

Nie tylko, bo prawie 20 lat służby w bezwzględnych, najokrutniejszych służbach specjalnych Związku Radzieckiego nauczyły go strachu.

Jak bardzo się boi zrobić militarny krok na zachód lub północ?

Prędzej da sobie odciąć rękę niż wyśle pojedynczego żołnierza by zaatakował nawet nie Polskę czy Litwę ale Ukrainę w otwartej wojnie.

Taka wojna, to jak mawiają bracia Rosjanie: "Kajuk Maskwy".

Gdyby się nie bał, to już dawno rosyjskie wojsko defilowałoby ulicami estońskich lub łotewskich miast.

Nie wiem, a właściwie, by spokojnie trawić kolację, wolę nie wiedzieć kto i dlaczego wlewa GÓWNO do MÓZGÓW prezenterów i większości polskich polityków, których i które oglądam w polskiej telewizji.

Są naprogramowani strachem i wizją wojny (czytaj: napaść Rosji na Polskę).

Co jakiś czas, to jakiś fachowiec od obrony Polski, a wychowany i wykształcony w PRL-u (chociażby tylko na swój wiek, prawda panie, czyli towarzyszu generale taki i siaki). Tak więc, co jakiś czas taki fachowiec od obrony popisuje się co on wie.

Tego czego nie wie tego nie mówi, bo jaki on generał i obrońca Kraju, jeżeli nie wie, prawda?

Medialna histeria wyjątkowej odwagi Putina jest najwidoczniej na rękę  obecnie rządzącym Polską. Tylko dzięki ich mądrości Polska jest bezpieczna, a do tego jaka niepodległa!

W sprawie POLSKIEGO SAMOLOTU, wraku, właściwie "Katastrofy Smoleńskiej" napisałem kiedyś w jednym z felietonów pt. "Niepodległa Polska" co i jak mówi Moskwa... Chcesz dostać swój samolot ?A pocałuj mnie w dupę, niepodległa Polsko...

To ma być jeszcze jeden dowód odwagi Putina, w rzeczywistości jest dowodem na strach... przed ewentualnymi dowodami w bajeczce o magicznej BRZOZIE co rozbiła samolot...

Ale odwracając scenario. Czy tak zwany ZACHÓD boi się Putina ? 

Tak zwany ZACHÓD boi się własnego cienia, chociażby dlatego, że ten cień od dawna własny nie jest. Gra słów? Gdy w "RODZINIE" takich militarnych "POTĘG" jak Holandia, Norwegia, Szwecja czy nawet Wielka Brytania, co wygląda jak spory Pies obdarty z większości futra... A Niemcy? Co Niemcy?

Towarzyszka Merkel, koleżanka Putina z lat Dobrego, Kochanego Związku Radzieckiego będzie się sama, SAMA, wygłupiać ze swoją rachityczną armią?

Gdzie jest właściciel cienia? Ponownie zacytuję Rosjan: "Do Boga wysoko, do Cara daleko"... A on? Za wielką wodą, Żabie ogierki z NATO, za wielką wodą i ma głęboko /by się nie wyrazić/... obawy i nadzieje EUROPY.

Już raz dał się zwariować w nie swoje nieszczęścia. Wystarczy.

".....No bo jak PISIORY dojdą do władzy, to BĘDZIE WOJNA...."

Więc bezpieczniej jest bić Pisowców niż Rosjan...

I obyśmy zdrowi byli.

                          11.Listopada.2014

 
NARÓD BEZ JAJ?
Oceny: / 3
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
26.10.2014.

Że, znak zapytania? Tak, bo jeżeli naród jest JUŻ doskonale okłamany, zniewolony nieustanną propagandą rządowych mediów (czytaj TVN24 plus niekończąca się lista dziennikarzy przydupasów), to czy może mieć własną opinię?

A jednak. Gdyby w mojej rodzinie był ktoś zamordowany przez towarzyszy z UB i Służby Bezpieczeństwa, czyli z powołania i rozkazu tych samych ludzi, z których wywodzi się PZPR, to czy nie domagałbym się nazwisk morderców?

Fizyka kwantowa? Najwidoczniej tak. Co jakiś czas Polska dowiaduje się o kolejnych grobach, kościach, szczątkach ofiar komunizmu lat 1945-198...i media dostają orgazmu, bo wreszcie wolna Polska widzi takie okrucieństwa. NIKT, powtarzam NIKT nie zapyta: A gdzie są MORDERCY? Nawet najgłupszy Jasiu potrafi dodać dwa do dwa i wychodzi mu... wiek towarzysza generała Jaruzelskiego i jego przydupasa Kiszczaka.

Tak więc nie są za starzy aby naród poznał ich twarze i ukarał.

O naiwność moja, wiadomo, niby poeta, a do tego tyle lat poza Polską. Skoro o niby, to niby prawda. W polskim prawie karnym artykuł: "Kto zabija człowieka..." podlega jako sprawca, łasce przedawnienia po 30 latach od popełnienia zbrodni.

Czy powinno być przedawnienie dla MORDERCÓW, którzy ciągle żyją za "marne" 4.000 emerytury na miesiąc (6.000 minus 70%) i kpią z narodu bez jaj.

A skoro o towarzyszu Leszku Millerze. Podziwiam wasz stoicki spokój towarzyszu, gdy dziennikarskie przydupasy usłużnie, wręcz z czcią zwracają się do was per: panie premierze. PANIE?! Przecież przez całe życie i karierze w KCPZPR, jako jeden z zasłużonych za nakreślony przez towarzyszy w Moskwie cel mieliście walkę z...Polską PAŃSKĄ! A, tu dziś jesteście panem? A fe, towarzyszu, fe, niesmacznie wręcz. Że cel uświęca środki? Też prawda.

Czas bym przeprosił redaktorów piszących w tygodniku "W sieci", Odszczekał, właściwie o wybaczenie proszę.

Wasza prawdziwie Polska postawa, patriotyzm jaki demonstrujecie chociażby w "Saloniku politycznym" daje mi wiarę i nadzieje, że tytuł tego felietonu jest wynikiem moich emocji.

Pod "wodzą" Rafała Ziemkiewicza, piękną polszczyzną (co jako pisarz podziwiam i chwilami zazdroszczę) Łukasz Warzecha, pan Janicki(Stanisław?) i pan Stankiewicz, nie tylko "dotykacie" czerwień rodem z PZPR, a więc symbolu i instytucji komuny, ale demaskujecie jej NAPRAWDĘ genialne metody ogłupiania narodu.

To już nie tylko wyświechtak typu: Masz kasę-masz prasę, bo- masz władzę-masz prasę.

A władza od 1945 do chwili obecnej z kilkoma latami przerwy na żabio-ogierkowe podskoki PIS-u jest bez zmian.

A więc? Skoro tak, to jak mogę nazwać obronę prawdziwie wolnej (w marzeniach...)Polski, jaką daje narodowi zespół redakcyjny "W sieci," Równie naiwną jak moje marzenia, gdy po 36 latach wracałem do Polski, zapewniany przez znajomych, że wolnej od komunizmu. No i co zobaczyłem w czerwcu 2005, w polskiej telewizji? Zobaczyłem towarzysza Leszka Millera jako premiera Polski i towarzysza Aleksia Kwaśniewskiego jako prezydenta Polski, wolnej od towarzyszy...

Czy więc mogłem, powinienem postawić znak zapytania kończący tytuł tego felietonu?

Ty mi powiedz ,doskonale ogłupiony Jasiu.

 

                                                                         20/10/2014.

 
 
GÓWNO POD GRUNWALDEM
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
17.09.2014.

A raczej co się stało z setkami ton gówna jakie pozostawili po sobie:

Rycerze, ciury, czyli ci od roboty. W sumie w obu armiach, jakieś 20 tysięcy ludzi.

Konie do jazdy i te pociągowe. Krowy i owce pod nóż do żarcia dla ludzi. W sumie ogromne stado też w dziesiątkach tysięcy sztuk.

W sumie ogromna ilość gówna "nagromadzonego" w zaledwie paru dni.

A może by zamiast tak "odkrywczej "pracy jak... Naród pije, są obszary biedy i nie tylko w miastach, osiedla pełne patologii, jakiś socjolog czyli przedstawiciel "nauki" tak potrzebnej społeczeństwu, jak włączenie dupy do orkiestry obok skrzypiec /każde wydaje dzwięk.../ powstanie praca pod tytułem: "Co się stało z gównem pod Grunwaldem".

Kpina? Naprawdę? Czy ja mam pretensje, że pobożne pielgrzymki do Częstochowy gdy w Tysiącach "sztuk" idzie młodzież i dorośli pozostawia po sobie zasikane lasy i "coś" więcej?

No,bo,gdzie..."U chłopa za stodołą"?Gdy pobożna"garstka"licząca kilkaset "przepełnionych"musi, po prostu dać "upust". Ciekawe, że wśród słów podziwu dla maszerujących nic nie ma o tym co pozostawiają po obu stronach drogi...

Ale to jest mini pikuś prz tym co pozostawiła po sobie bitwa pod Grunwaldem.

No panie profesorze socjologii... Czy ja mówie, żeś pan tak potrzebny jak świni siodło? Nie. Ale skoro społeczeństwo płaci za studia uczące nas, że po wtorku jest środa, to może by tak zlecić pracę doktorską o setkach ton gówna pod Grunwaldem?

Przecież tego NIKT NIE SPRZĄTAŁ! Wyobraż sobie pan, że ludność takiego miasta jak Gdynia, plus kilkadziesiąt tysięcy koni, krów i owiec TYLKO PRZEZ DWA, TRZY DNI zrobiła sobie na małej przestrzeni OGROMNY sraczyk!

Czy to jest naprawdę coś CODZIENNEGO?!

Czy ja nie mam oczym pisać? Włąśnie, wróciłem z długiego spaceru, a mieszkam w miasteczku otoczonym lasami. Szukając kurek-grzyby, już na samym skraju lasu wdepłem w gówno. Po prostu.

Było tego sporo jak min na polu minowym. Kurek mniej jako, że nie byłem jedynym zbieraczem.

Czyszcząc adidasy pomyślałem właśnie o bitwie pod Grunwaldem, jako, że ten Kraj regularnie przegrywa bitwy o CZYSTY LAS.

A przy okazji polecam: telewizory, zlewy, lodówki, materace i podobne dobra, ZA DARMO w jakie obfituje POLSKI LAS.

A może wspaniałe pióra autorów z tygodnika/miesięcznika? /"W sieci" czyżby złapani?.../ zamiast czarować nas ekwilibrystyką języka, a przyznaje, że piszą pięknie, co jako pisarz, a "ciut"starszy i pare razy nagrodzony stwierdzam z zazdrością!... Może by tak dali nam coś o zasrywaniu lasów?

Mieszkając w Arizonie widziałem taniec Indian w kółeczko, a w Środku ogromny grzechotnik...

Tylko czekał aż któryś z Indian się zbliży... Ale, oni ostrożni. Mądrze tańczyli tak by nie zbliżać się do niebespieczeństwa. "Tańczący" "W sieci" równie ostrożnie wolą nie dotykać tabu jakim jest...czerwień... Tak tą samą co na sztandarach Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej...

Każdy temat tylko nie czerwony...

Może więc coś o gównie? Śmiało. Prosty kręgosłup nie hańbi...

 

                                                                        15 lipieca 2014

 

P.S. Serdeczne wyrazy współczucia dla towarzyszy z PZPR dziś zwanych (dla zmyłki) nie towarzyszami z SLD... Wasz najbardziej lewicowy z lewicowych towarzysz Putin, podpad całemu Światu, a wy biedaki musicie:

1) Udawać durnia?

2) Być jak reszta nas nie lewicowych i potępiać lewicowego Putina..

3) Udawać nie lewicowych?..Współczuję i podziwiam wasze gimnastykowanie .

Naprawdę i bez ironii.

 
NIEPODLEGŁA POLSKA...
Oceny: / 5
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
09.06.2014.

Skoro taka niepodległa, to na co ci obce wojsko na twoim terenie? Czy myślisz, że te garstka amerykańskich pilotów zapewni ci więcej niepodległości?

Chcesz resztek (RADZIECKIEGO) Tupolewa, który tyle szkody narobił na naszej radzieckiej ("Na wieki złączyła je wielikaja Ruś"...) ziemi? A pocałuj ty mnie w dupę, niepodległa Polsko, to może za rok czy dwa dostaniesz te resztki.

Ten twój premier, jak mu tam, von der "Ząbek" miły nam jest, ale z towarzyszą Merkel łączy mnie osobiście braterskie 17 lat pielęgnowania socjalizmu w Lipsku i Dreźnie w Niemieckiej Republice Demokratycznej, więc kto jest bliższy memu radzieckiemu sercu? No kto?!

A fe, skandał z tym twoim ministrem od zagranicy. Czy zna powiedzenie: „Konia kują, a żaba nogę podstawia, bo ona też ogierek"?

A co zrobissz, gdy w następną rocznice zachwytów, ja przykręcę kurek z gazem? Poskarżysz się Unii Europejskiej, by ta wydała następną poważną ustawa o deklaracji o … ustawie sankcji zakazu turystyki na zachód od Bugu dla osiemnastu najbardziej nieznanych ludzi z mego resortu do spraw turystyki?

A może poskarżysz się w Onanizacji Narodów Zjednoczonych, znanej również pod nazwą Organizacji Narodów Zjednoczonych, by wystosowała 1356 ustawę o 1357 rezolucji?...

Za cztery lata planujesz otrzymać gaz z USA? A znasz powiedzonko: "Jak Mańce ch... stanie"?... Nasi towarzysze Lesiu Miller i Kwasiu Miły w lipcu 2001 zadbali byś nie miała norweskiego gazu i ropy. A nasi towarzysze z TVN24 ogłupili twój naród, że taki gaz jest ...pięć razy droższy od naszego, radzieckiego. A twój premier jak mu tam... zadbał, aby do Świnoujścia mogły wpływać jedynie małe jednostki, bo rurociąg przyjaźni rosyjsko-niemeckiej jest w tym celu tak blisko powierzchni wody...

No,co wtedy zrobisz? Niestety, odejdą wyrokiem kalendarza życia nasi towarzysze z SLD, dziś wiernie podtrzymujący tradycje PZPR i kto zostanie, by z ogonem między nogami prosić mój Gazprom o litość. No kto?

Garstka prowokatorów udających ruch narodowy? To miłe chłopaki, ale już teraz skutecznie wykpione przez moich ludzi w TVR24 i media.

Łupki gazowe? łupnij się w głowę... Zanim wyciśniesz choć kroplę gazu, to będziesz u drzwi moich śpiewać "stoję panie, czekam na twe zmiłowanie..."

Tak ci źle było w rodzinie narodów? Tak pragnąłeś kapitalizmu? To do kogo masz pretensje, że teraz dławisz się nim?

Niepodległe...

4 czerwca 2014  

 
BZDURA ZWANA NATO
Oceny: / 3
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
16.04.2014.

Powinienem napisać bździna zamiast bzdura, bo bzdura może oznaczać coś bez sensu, ale bździna nic nie oznacza/jedynie smród.

Status NATO generalnie okresla, że gdy jednemu z jego członków grozi niebezpieczeństwo, to pozostali musza udzielić pomocy. Cacy.

Pierwsza sprawa, to jedynie ktoś upośledzony umysłowo może myśleć,  że W EUROPIE, powtarzam, w Europie wybuchnie wojna.

Kto i dlaczego robi medialną, nieomal histerię, w polskiej telewizji (pytając kogo się da) czy Polsce zagraża niebezpieczeństwo wojny. Bo niby kogo z kim? Że Rosja napadnie na Polskę? A niby po jakiego... Aaa, że być może ktoś na przykład z Kaliningradu u zdzieła aszybke (popełni "bład") i na Polskę spadnie rakieta? Wykluczyć nie można, jak tego też, że za rakieta polecą przeprosiny.

Ale oto bździnowate scenario napadu Rosji na Poiske... Członkowie NATO są zobowiązani udzielić pomocy. Myślę, że zbrojne, bo jeżeli nie, to NATO w Polsce powinno sią nazywać...NACO.

NACO nam takie bździny, za które płacimy słoną kasę, prawda? Oto ty, internauto, osoba nie głupia, może ciut naiwna, może ciut ogłupiona naprogramowaniem z TVN24, ale ciągle jeszcze, powtarzam, jeszcze potrafiąca  myśleć. Czy Polskę będą bronili dzielni Czesi? Czy może w rewanżu za rok 1968, gdy polskie czołgi najechały na Czechosłowację, a może za Zaolzie?...

Czy może Polskę będą bronili żołnierze z Litwy, gdzie likwiduje się resztki polskości...

A może to Francja i Anglia przepraszając za pokazanie dupy Polsce w 1939, zechcą nastawiać własne na ruskie kopniaki?

Jak mawiał pan Stasio, cieć z Targówka:... "Przypuszczam, że wątpię, powiedziała sąsiadka i po chwili dostałem w pysk"...

A może internauto masz aż taką wyobraźnię, że widzisz niemieckiego żołnierza umierającego w obronie Polski?... To byłby złoty medal za wyobraźnie.

Więc może jednak nie NATO lecz NACO nam to potrzebne?

Aha! Przecież mamy potężnego sojusznika w USA!

Przypomną ci (internauto) co mawiali wcale nie starożytni Rosjanie gnębieni władzą cara..."Do Boga wysoko, do cara daleko..." Kumasz?

A tak w ogóle skoro przy temacie... W kim i dlaczego założyciele NATO widzą, wroga, że musieli się zjednoczyć  w "obronie". W Chinach? Może w Północnej Korei? A może w Iranie?

A niby dlaczego w/w kraje miałyby atakować... północny Atlantyk, a więc Europe? No słucham?

Czy ktoś z kogoś robi durnia? Tylko w jakim celu, skoro NIE MA CELU. Tego, do którego NATO ma strzelać, bo chyba nie do Rosji, skoro obecny (aż do wymiany) sekretarz generalny NATO wyraźnie powiedział, że Rosja nie jest wrogiem NATO. Dosłownie tak powiedział!

Biada wam kraje dalekiego Wschodu i tobie Iran, NATO czuwa! A może NACO to wszystko, gdy w Polsce za pieniądze na udział w NATO może niejedno upośledzone, chore dziecko mieć szansę na życie.

DOTARŁO !?

Czy może już za późno (bo TVN24 wlała ci tyle gówna do mózgu, że ty i tak wiesz lepiej, prawda?

 

30/03/2014

 
UKRAINA
Oceny: / 3
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
23.02.2014.

Przypomnienie dla tych, którzy nie wiedzą jak powstała, a  raczej z kogo powstała Ukraina. Lat temu wiele (i tak to zostawmy) polscy chłopi dostali tak zwaną wolniznę na 30 lat wolnych od szlacheckiego pana. Mogli opuszczać Polskę, wówczas mocarną, bo siedemnasty wiek był złoty dla Polski i osiedlać się na południowych i wschodnich terenach Rzeczypospolitej. A więc... U kraju Polski. Z uciekinierów oraz z legalnych osadników postał z czasem i naród i język ukraiński, bo i z ówczesnej Rosji również uciekali chłopi. Czyli rodowodem pra pra Ukraińców jest... bardzo skłócony Polak…

Przez 35 lat życia w USA spotkałem się z wieloma Ukraińcami. Amerykanie uważają, że bardziej skłóceni ze sobą od Polaków są tylko Ukraińcy…

Moja Mama urodziła się i wychowała w małym miasteczku Krystynopol, gdzie z języka ukraińskiego miała piątkę, a z polskiego czwórkę. Nauczyła mnie, piękna ukraińskiego folkloru. Znam wiele dumek ukraińskich i znam ten folklor.

Czy już wtedy Ukraińcy mieli zgodna politykę? Jeżeli to wobec... innych niż oni. Mawiali: „Smert Lachom, Żidom i komunistom. Chaj żywe narodana Ukraina”.

Obecne wydarzenia na Ukrainie nie wróżą ani zgody ani zielonego światła dla europejskiej przyszłości tego kraju, gdzie co drugi obywatel nie mówi i po... ukraińsku…

Bździny i w nonsensy światowych polityków, a w tym nijakiego Zbigniewa Brzezińskiego, że świat (czytaj-USA) powinien... „Twardo rozmawiać z Rosją: „...Świadczą o mocno zaawansowanym proces starości u tego człowieka.

A bak wcale nie nawiasem: Brzeziński NIGDY POZA POLSKĄ NIE PORUSZAŁ SPRAWY POLSKI, gdy ta była pod panowaniem Kochanego Związku Zdradzieckiego.

A gdy przylatywał do Polski? AAA... dostawał nieomal orgazmu, tak słodził o Polsce. Dyplomata? O tyle dziwny, że w jego AMERYKAŃSKIM otoczeniu, amerykańscy politycy nie oszczędzali krytyki ZSRR i jej polityki wobec krajów demoludu. Bardzo to ostrożny facet. TO SA FAKTY, które przekazuję ci, bo znałem wypowiedzi tego faceta, gdy był „drugim po Bogu" jako doradca prezydenta Cartera.

Ukraina... Obok Białorusi, ostatni bastion władzy radzieckiej. Tak, ale, Białoruś nie ma żadnych szans na zmiany za życia tego jak mu tam...

Potencjał Ukrainy, największego kraju Europy jest kolosalny. Równie kolosalną jest gospodarcza zależność od Rosji.

Gdyby nie to, że europejscy politycy i włodarze od lat całują Putina w dupę, to nazwałbym ich protesty podskakiwaniem żabiego ogierka...

Tak szczerze? Boleśnie szczerze... Czym dla Europy jest Ukraina? Jej zachłyśnięcie się Europa, dążenia do prawdziwej niepodległości? No, czym.

Niczym przy potędze Rosji, bez zmiany, dokładnie takiej jak za czasów ZSRR, bo co powtarza Putin, jak nazywa upadek ZSRR? „NAJWIĘKSZĄ TRAGEDIĄ” (dosłowne).

Kolejnymi żabimi ogierkami są polscy politycy i tak… politolodzy. Dziś jeden z nich powiedział, że Europa powinna zadbać o... (!!)PSYCHIATRYCZNY profil Janukowicza, jako że jest on psycholem. Tak?! A jeszcze tak niedawno był dla tych ogierków legalnie wybranym prezydentem Ukrainy. No, to co, gadamy o Misiu czy Zdzisiu?

A co będzie? Jak Bóg da, a Partia pozwoli, to będzie DOKŁADNIE tak samo jak było, czyli skłócenie.

Szkoda tego narodu. Jest obok rosyjskiego najbardziej romantyczny. Zasługuje na najlepszy los, ale... Nikt tego losu Ukrainie nie dostarczy w prezencie. Nie pomoże tradycja powiedzenia, dziś zmodyfikowana: Cztoby hetowo Janukowycza perwa pula ne mynuła. Ominie, bo ma pancerz wykuty w Moskwie.

Chaj żywe Ukraina!

 

22/02/2014

 

 
ODDAĆ PIENIĄDZE TRYNKIEWICZOWI
Oceny: / 3
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
16.02.2014.

 

Pieniądze, które należą mu się z tej racji, że przez prawie pół roku dostarczał materiału mediom, telewizji, tak zwanym specjalistom od znajomości człowieka i tegoż typu „ludziom prawa”.

Żyli i żyją na jego koszt. Dzięki niemu mają gotowy materiał aby codziennie, nieomal 24 godziny na dobę zabawiać nas opowieściami o żelaznym wilku. Ba, dziś nawet usłyszałem, że Trynkiewicz dokonał ...UWAGA!! - Wspólnoty narodowej! TVP Wiadomości, ranek

2/11/2014.

 

Przez ten (powyższy) czas w Iraku, w Syrii, w Afganistanie,

w Afryce i na każdym kontynencie umarło, zostało brutalnie zamordowanych, zgwałconych około tysiąc osób w tym połowa dzieci.

Amerykańskie samoloty bezzałogowe niosą demokrację dla Afganistanu, a przy okazji śmierć ludności cywilnej. „Demokracja” po wycofaniu się amerykańskich wojsk z Iraku, codziennie zabija kilkanaście lub kilkadziesiąt osób, w tym dzieci.

Tak, ale to nie jest ważne. Ważnym jest coraz większy balon nadmuchiwany mediami, balon o nazwie: Mariusz Trynkiewicz. Mam wrażenie, że siła rażenia tego osobnika równa się wybuchowi bomby atomowej. Dziwię się więc, że przed jej skutkami ma mnie i ciebie internauto chronić jedynie kilkudziesięciu policjantów! Skandal!

Niebezpieczeństwo tym większe, że cała Polska zna twarz tego zwyrodnialca gdy był młodszy o 25 lat i miał wąsy. A kto go pozna dziś? Jeżeli bez wąsów i o ćwierć wieku starszego? Ty internauto? Duch święty?

W USA i ochrona świadka koronnego i wyjątkowego przestępcy, gdy odbył karę i jest WOLNYM człowiekiem, odbywa się bez narodowej histerii. Taka osoba otrzymuje nowe dane personalne, a gdy sprawa świeża, to NAWET operację plastyczną twarzy.

Polska nie równa się obszarem z USA, ale gdy taki, jak (ostatnio nazywa się go - Pan Trynkiewicz i słusznie czyż nie jest kurą, znoszącą złote jaja dla mediów), on będzie nazywał się Jasiu Bzdziński i zamieszka w 11 piętrowym bloku mieszkalnym w Warszawie, gdzie sąsiedzi nie tylko, że się nie znają, to warczą na siebie, bo pies jednego obeszczał oponę samochodu, lub sąsiadka wygląda piękniej i młodziej od sąsiadki...

Kogo zainteresuje jakiś Bzdziński, czy Kopociński, prawda? A jeżeli będzie mu nudno i trudno, bo w obcym świecie tylu zmian i zechce wróć do pudła? No właśnie... Tysiąc policjantów nie upilnuje gdy złapie za gardło synka sąsiadów i zrobi swoje (Na klatce schodowej bloku nie zmieści się nawet kilkudziesięciu policjantów...) Więc co?

Więc do rymu... A co pomógł napisać kilka prac doktorskich socjopsycho­logopsychiatrom, to też powinni mu zapłacić!

Jeszcze raz przypomnę co powiedział pewien pedofil:

Panie sędzio, ja to bardzo lubię robić!

2/11/2014

 
CZY KARA ŚMIE­RCI OD­STRA­SZA?
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
04.02.2014.

Tak. Ab­so­lut­nie wszyst­kich, któ­rzy nie chcą umrzeć. Krót­ka pił­ka.

Co ja wiem na ten te­mat? Spo­ro. Od 1974 do 1977 pra­co­wa­łem jako so­cjał wor­ker (pra­cow­nik so­cjal­ny) naj­pierw w dziel­ni­cy Bronks (fo­ne­tycz­ne) mia­sta Nowy York, a po­tem w mie­ście Ne­wark w sta­nie New Jer­sey. Bronks by­ło miej­scem do któ­re­go (na­wet prze­jaz­dem ba­li­by wje­chać spe­cja­li­ści od zna­jo­mo­ści Sta­nów Zjed­no­czo­nych, czy­li tak zwa­ni Ame­ry­ka­ni­ści, jak to­wa­rzysz Le­wic­ki... Pra­co­wa­łem tam po 8 go­dzin dzien­nie.

Mo­imi klien­ta­mi — pod­opiecz­ny­mi czę­sto byli kry­mi­na­li­ści naj­gor­sze­go ga­tun­ku, bądź to na pro­ba­tion, bądź to po od­by­ciu od­siad­ki.

Już wte­dy by­łem cie­ka­wy jak „wi­dzą” ka­rę, śmier­ci. Bez sło­dze­nia so­cjo­lo­gów, bez „u­da­wad­nia­nia”” psy­cho­lo­gów i bez tych co wie­rzą w „Bóg jest spra­wie­dli­wy cho­ciaż nie­ry­chli­wy” 

W 100% za­py­ta­ni o ka­rę śmier­ci, czy bo­ją się, od­po­wia­da­li, że wo­lą pięć razy do­ży­wo­cie niż hot cha­ir. „Go­rą­ce krze­sło”” re­pre­zen­to­wa­ło każ­dy ro­dzaj eg­ze­ku­cji.

Za­py­ta­ni, czy wie­dząc, że do­sta­na hot cha­ir zro­bi­li­by co zro­bi­li, sły­sza­łem, że tyl­ko głu­pi wpa­da, nie oni. Ale jed­nak gdy­by... Aaa, wie­dzą jak so­cjop­sy­cho­lo­gów zro­bić dur­ni i do­stać do­ży­wot­kę...

W la­tach 1979-1988 miesz­ka­łem w Los An­ge­les. Pra­ca pra­cą­‚ a sport spor­tem, że co? Że gra­łem i w pił­kę noż­ną (w TEJ sa­mej li­dze co kie­dyś Ka­zi­mierz Dey­na) i w ko­szy­ków­kę. Ta ostat­nia sku­pia­ła ele­ment nie wy­ma­ga­ją­cy szko­ły ak­tor­skiej i cha­rak­te­ry­za­cji do fil­mów w „g­dzie coś stra­szy”

Po­now­nie... Gra­łem z eks kon­wik­ta­mi, z ko­le­sia­mi na pro­ba­cji, z ludź­mi, któ­rzy zna­ją wię­zie­nie le­piej niż twór­cy se­ria­li „Pla­ne­te”

Kara śmier­ci? Do­kład­nie taka sama oce­na jak w No­wym Yor­ku i w Ne­wark. Ze są tacy co chcą umrzeć? A kto im bro­ni. Po­wie­trze bę­dzie czyst­sze...

Spo­tka­łem się z sa­mo­bój­stwem z rę­ki po­li­cjan­ta... By­ło to tak zwa­ne su­ici­de by cop... Sa­mo­bój­ca mie­rzył do po­li­cjan­ta z dzie­cin­nej za­baw­ki — re­wol­we­ru i po­li­cjant miał pra­wo się bro­nić.

Czy więc kara śmier­ci od­stra­sza? Wszyst­kich, któ­rych o to py­ta­łem. Czy po­wstrzy­ma ich przed do­ko­na­niem czy­nu? Aaa, to już in­sza in­szość, jako że 1) kry­mi­na­li­ści są na ogół dur­ni. 2) Dzia­ła­ją w im­pul­sie. 3) Naj­pierw ro­bią po­tem my­ślą… Ale wszy­scy wo­lą do­ży­wot­kę od go­rą­ce­go krze­seł­ka.

Aha, bo bym za­po­mniał... Co taki kur­du­pel (173 cm wzro­stu) ro­bił na kor­cie ko­szy­ków­ki? Praw­da? A jest taka, że na przy­kład do dziś w Tuc­son pa­mię­ta­ją... Ka­z’s hook. Wcho­dzi­łem pod dziu­ra i nie pa­trzą­ce na kosz, już z wy­so­ko­ści bio­dra WY­SO­KIM łu­kiem rzu­ca­łem tak by pił­ka otar­ła się o ta­bli­cę i by­ło­..słyszsz” (siat­ki, that is..)

Z kim i prze­ciw­ko komu gra­łem? Gdy ab­sol­wen­ci Uni­wer­sy­te­tu Ari­zo­na Tuc­son mie­li let­nią prze­rwę w roz­gryw­kach NBA, to za­szczy­ca­li na­szą miej­ską li­gę i gra­li z nami. Kto? Oto tyl­ko kil­ka na­zwisk: An­drew Igo­uda­la, Ja­son „Jet” Ter­ry, Gil­bert Are­nas...

Szpa­nu­ję? A chcesz in­ter­nau­to za­kła­dzik? Mam dziś 75 lat i wy­mie­nio­ne lewe bio­dro więc nie po­wi­nie­nem ska­kać. Nie ma spra­wy. Nie mu­szę, bo cho­dząc, bie­ga­jąc w grze one on one z to­bą, gdy na przy­kład grasz w li­dze kla­sy z tych co wi­dać w te­le­wi­zji, prze­ko­nać cię,że za­nim za­kpisz, to się za­sta­nów bo moja życz­li­wość ci tak ra­dzi...

A mia­ło być o ka­rze śmier­ci (chy­ba już o tym pi­sa­łem po­przed­nio) A tak zwa­na re­so­cja­li­za­cja kry­mi­na­li­stów, cho­ciaż­by w pol­skich wię­zie­niach, czy ko­muś słu­ży? Ab­so­lut­nie tak, bo po­zwa­la na pi­sa­nie prac dok­tor­skich, ty­tu­ły pro­fe­so­rów so­cjop­sychp­sy­chia­tro­lo­gii...

A prze­stęp­cy? Zna­ją nie tyl­ko ję­zyk tych „spe­cja­li­stów” od zna­jo­mo­ści czło­wie­ka, wie­dzą, że ci spe­cja­li­ści chcą usły­szeć to co im pa­su­je do na­stęp­ne­go roz­dzia­łu pra­cy ha­bi­li­ta­cyj­nej...

Jak po­wie­dział pe­wien pe­do­fil... „Pa­nie sę­dzio, ja to bar­dzo lu­bię ro­bić”

 

27/01/ 2014

 
POLSKA NIE ISTNIEJE...
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
17.12.2013.

POLSKA NIE ISTNIEJE...

Ale tytuł! Na co ten narcyz (to ja) liczy? Że czytelnik się wkurwi?! Dokładnie na to. A że, to chociażby z małpiej ciekawości przeczyta. Że Polska nie istnieje? Tak. Nie istnieje w światowych mediach.

Nie pierwszy raz. A co takiego dziś? A to, że polskie media nieomal dostały orgazmu pokazując Wałęsę i film Wajdy w amerykańskim Kongresie. To było wydarzenie na skalę może nie światową, ale na pewno na amerykańską? Ja znam tylko dwa na pewno: 1-umrzemy. 2- musimy odwiedzić sraczyk. Innych nie ma.

CNN, BBC World News, Euronews, Bloomberg News, nawet słówkiem nie wspomniały o spotkaniu Wałęsy w amerykańskim Kongresie i pokazie filmu. Oczywiście, że kongresmeni mieli za frajer radochę i przerwę w pracy, ale tylko tyle. Oczywiście, że znana z wyjątkowo małego móżdżku Barbara Mikulski wykorzystała okazję do zaistnienia innego niż super-hiper liberalną polityką rozdawania dolarów dla każdego, kto czuje ucisk imperializmu (czytaj: woli brać zasiłek niż pracować), że nie ma pracy?

Przez 55 lat życia w USA nie znałem BEZROBOTNEGO Meksykanina, który NIELEGALNIE dostał się do USA. Nie ma takiej pracy, której by się nie podjął. To są fakty.

 A co pokazywały w/w kanały telewizyjne? A dziesiątki dupereli z całego świata w tym samy dniu, gdy Wałęsa jak to on nadymał się i jak to robił kiedyś Benito Mussolini dumnie "wypinał" brodę...

Pokazywały uroczyście otwieraną szkołę dla murzyńskich nastolatek w ciąży (w Zimbabwe). Przy okazji apelując o kasę dla 12 i 13 letnich matek... Afryce nie kasy trzeba ale kondonów. Na troje noworodków, dwoje rodzi się z AIDS!

Nie jest to pierwszy raz, gdy świat nie zauważył, że Polska istnieje. Lat temu kilka Polskę odwiedził brytyjski następca tronu (jak mu tam na imię...) i jego przyjaciółka Kamila. Wydawać by się mogło, że tak ważna (politycznie) wizyta, tak ważnej pary powinna być odnotowana w światowych mediach? O tym jakie są trzy prawdy nie będę ci internauto przypominał, bo jakąś, powtarzam, jakąś kulturę (chyba?) mam...

Oczywiście, że i wtedy śledziłem wyżej wspomniane i chyba najważniejsze media. l co? I do rymu... Czyli zero. Tak jakby Polska nie istniała. Dlaczego? Jednym z powodów jest opinia, że Polacy to więksi antysemici niż Hitler… Nie pomagają uściski w Warszawie z przedstawicielami z Izraela. Nie pomógł zakaz uboju rytualnego, ani menora w pałacu prezydenckim w Warszawie.

Gdy w 1998 w Tucson podchodziłem do szkół, by dla liceum w Toruniu "znaleźć" bratnią szkołę do korespondencji i wymiany turystycznej, to słyszałem od dyrektorów szkół i cytuję "Kiedy wy Polacy wreszcie przestaniecie prześladować Żydów i przeprosicie ich, bo Niemcy już dawno to zrobili..."

Dla mnie było to jak udowadnianie, że nie jestem wielbłądem... Amerykańskie media są wyjątkowo uczulone na nawet najmniejszą niechęć do

Żydów i Izraela. Co to ma do Polski? Tak zwany "prosty" człowiek może powiedzieć, że ni go w oko ni go w dupę...

G.W.Bush wprowadził wolność słowa na zasadzie: Jakikolwiek przejaw antysemityzmu będzie karany, z karą więzienia włącznie. To też jest fakt.

Że gdzie tu i Wajda i Wałęsa? No właśnie...

5/12/2o13

 

 
PROWOKACJA!!!
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
23.11.2013.

Czy rząd Donalda Tuska ma nas obywateli Polski za idiotów? Za bezmyślnych roboli?

11 listopada 2013 jest tego dowodem, że tak uważa. Dlaczego? Trasę Marszu Niepodległości poprowadzono, wręcz „wygięto” tak by szła obok ambasady Rosji… Przecież wiadomym jest, że prowokowało to do antyrosyjskich sentymentów, więc nawet czynów. W Warszawie wybrano właśnie taką trasę.

To pierwszy dowód prowokacji ze strony rządu Platformy Obywatelskiej, ma to tyle z moimi politycznymi sympatiami co dupa ze skrzypcami, to prawda że jedno i drugie wydaje dźwięki...

Drugi dowód na prowokację, a raczej DYWERSJĘ jest zatrzymanie kogoś, kto podpalił tęczę. Czy nie pomyślałeś Internauto w jaki sposób w tłumie setek, setek tysięcy uczestników wydarzeń na Placu Zbawiciela policja potrafiła ustalić podpalacza! Genialna praca operacyjna prawda?

Gówno, a nie genialna, bo w sumie byli ludzie ze służb specjalnych, udający narodowców, to jest genialne zgadzam się.

Burdy, podpalenia itp., jakie miały miejsce tego dnia być może to tylko wyczyny chuligańskie, ale fakt, że zatrzymano właśnie sprawców ponownie „wyłowionych” z tysięcy uczestników zamieszek świadczy, że policja i służby specjalne miały swoich ludzi wśród uczestników marszu.

Metoda prowokacji jest stara jak świat.

Nie twierdzę, bo nie mam żadnych dowodów, że wraz z narodowcami szli WYBRANI ludzie lewicy, by właśnie mącić, palić, rozrabiać jako… „Młodzież Wszechpolska”, prawda? A jaka jest prawda?

Tacy frajerzy jak ja i ty internauto nigdy się nie dowiedzą, jednak tylko fakt że trasa marszu proponowana tak aby przeszła obok ambasady Rosji, taką właśnie prawdę, ci co decydują o prawdzie dla mnie i dla Ciebie… frajersko zrobili fuszerkę.

A fe, towarzysze z SLD. Tyle lat doświadczeń jak z ludzi robić durni i taka fuszerka?!

Wstyd mi za was jako, że jestem pod produktem waszego systemu i przyznaję, że wiele razy stojąc na baczność śpiewałem… „Wyklęty powstań ludu ziemi”…

Oj, oby nie powstał, oby nie powstał…

                        12.11.2013

 

 
BROŃ PALNA W USA
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
02.11.2013.

BROŃ PALNA W USA

NIE JEST DOSTĘPNA LEGALNIE DLA KAŻDEGO MIESZKANCA USA!

Mówię o broni krótkiej, czyli pistoletach i rewolwerach. Wbrew bzdurze jaką wciskają ci Internauto tak zwani amerykaniści typu, jak ten niechlujnie niedogolony grubas Lewicki, aby nabyć pistolet

lub rewolwer na przykład w tak "dzikim" stanie jak Arizona... trzeba wypełnić podanie zapytania o karalność. W centralnej kartotece karalności każdy, kto został SKAZANY za popełnienie przestępstwa jest odnotowany. Taka osoba LEGALNIE nie może nabyć krótkiej broni palnej, a więc takiej, którą można łatwo ukryć. Może kupić karabin lub armatę, to fakt, ale MUSI tak to nosić, aby BYŁO WIDOCZNE! Ukrywanie jakiejkolwiek broni BEZ posiada licencji jest nazywane CONCEAL, czyli ukrywanie i jest karalne.

Że można kupić karabin? Tak. Konstytucja USA gwarantuje prawo To BEAR arms, czyli NOSZENIA broni (dosłownie).

Możesz Internauto łatwo sprawdzić jaki stan w USA pozwala na… wejście do sklepu z bronią palną i od ręki kupno pistoletu lub rewolweru. Przyznam, że nie znam takiego, ale mogę się mylić.

Przez 17 lat /życia/ w Arizonie, NlE odnotowano ani jednego przypadku napadu na dom, na sklep, na człowieka z użyciem broni palnej.

Element przestępczy doskonale wie, że może się „spotkać z porcją ołowiu. Istnieje prawo automatycznego skazania za: „USE the gun - go to jail”, czyli użyłeś broni, idziesz do więzienia. Bez zawieszenia, odwołania, procesu AUTOmatycznie idziesz za kratki.

Wyolbrzymianie przestępstw z użyciem broni w USA, nie ma czegoś, co polski obywatel, ty, Internauto, powinieneś wiedzieć, a nazywa się to? „B on B”. Jest to policyjny skrót od: Black on Black. Około 90% zabójstw z użyciem broni palnej w USA jest w społeczeństwie tak zwanych Afroamerykanów, czyli Czarni na Czarnych, czyli Black on Black...

Tego ci nie mówią polscy amerykaniści, czyli wczorajsi marksiści znający Stany Zjednoczone z pobytów w Jackowie (Chicago), gdzie jest już, JUŻ CZWARTE pokolenia Polonusów nie znających angielskiego, lub na gościnnych dla dawnej kadry dyplomatów PRL-u (polonijnych „dworach” w Nowym Yorku.

Zadziwiająca jest również cisza o... broni palnej w ... Iraku, gdzie spuścizna prób amerykańskiej demokracji CODZIENIE zabija przeciętnie 50 ofiar w religijnych dysputach.

Amerykańska agresja i okupacja niepodległego kraju, jakim był Irak, obaliła władze Saddama Husseina, to prawda. Prawdą, również jest, że za jego władzy nie było CODZIENNYCH morderstw na ulicach Iraku! Co wy na to, towarzysze amerykaniści?

Starą prawdą jest, że to nie bron zabija, ale człowiek, który ją używa. Równie starą prawdą jest, że jeszcze nikogo nie uszczęśliwiono siłą...

Irak od dnia wyjścia amerykańskich sił zbrojnych, tylko od tego dnia stracił więcej istnień ludzkich niż za czasów całego panowania Saddama Husseina. Powiedzenie o deszczu i rynnie pasują jak ulał (nomen omen).

Ponieważ moje imię i nazwisko nie raz było za długie dla amerykańskiego komputera to musiałem czekać cały miesiąc, aż przyszło poświadczenie o mojej niekaralności. (Renata czekała ustawowy tydzień) dopiero wtedy mogłem kupić 357 magnum.

W mieścinie, gdzie obecnie mieszkam w Polsce znajomy, emerytowany policjant powiedział mi: „Kaziu, gdybyśmy mogli posiadać broń w Polsce, to musielibyśmy mieszkać w... kanałach”.

O czym by wtedy słodzili nam, tak zwani amerykaniści...

05/10/2013

 
ZAGANIACZE KIEŁBASY...
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
20.09.2013.

ZAGANIACZE KIEŁBASY...

 Co cztery lata ja i ty Internauto płacimy na bandę pasożytów nazywanych działaczami sportowymi. Co oni właściwie robią, aby w ilości: UWAGA! Prawie stu jechać na Olimpiadę. Co tam robią? A bieg 4X4 po sto gram na setkę i podnoszenie i zaganianie kiełbasy to mało?

Wiem na sto „i dwieście procent”, a wiem z 35 lat życia w USA, gdzie miałem dosłownie w rękach, jako fizjoterapeuta, kilku olimpijczyków, że tak bogaty kraj jak Stany Zjednoczone NIE wysyła aż tylu tak zwanych „działaczy sportowych”.

W dobie Internetu, komputera i tego typu informatycznych cudów łatwo jest sprawdzić czy polski olimpijczyk ma szanse na miejsce w pierwszej 20-tce na Olimpiadzie. Nie jest prawdą, że właśnie w czasie Olimpiady sportowcy bija rekordy, czy to świata, czy krajowe.

Więc skoro (a jest to przykład) minimum kwalifikacyjne w skoku w dal wynosi 8 metrów, a polski skoczek,  jako NAJLEPSZY wynik ma coś „około tego” to czy potrzeba geniusza, by NIE wysłać go na olimpiadę? Bo niby po co? NA TRENING? Na „otrzaskanie się z atmosferą? Po olimpijskie „doświadczenie”?

Trenuj koleś w kraju. Ilu sportowców Polska co roku wysyła na Olimpiadę? Dokładnie nie wiem, ale czy przesadzę mówiąc, że około 200-stu?

Ile medali przywożą? A jakieś DZIESIĘĆ…

Ale co cztery lata, wraz ze sportowcami jadą zaganiacze kiełbasy, czyli „działacze sportowi”. Słowo - działacz w etymologii ma chyba coś z działania?

Chyba w Pekinie, jeden z tych od „działania” pijaniutki cała noc przeleżał na trawniku...

Polski Związek Piłki Nożnej liczy ilu działaczy? Kilka tysięcy? Ilu z nich bierze nie małą kasę? Chyba łatwo nie tylko sprawdzić...

Jak wygląda polska piłka nożna jest tematem na który szkoda słów. W smrodzie „działania” w sporcie polski olimpijczyk i medalista w podnoszeniu ciężarów NIE ma materialnej pomocy by płacić za rehabilitację dziecka, które urodziło się z niedotleniem mózgu w wyniku karygodnego błędu lekarzy...

Ale są pieniądze na działaczy w Polskim Związku Podnoszenia Ciężarów. Czy lalkowato ładna minister od sportu, jest tylko od rozdawania setek tysięcy złotych grubasom odpowiedzialnym za fuszerkę w budowie Stadionu Narodowego? Chyba tylko tak.

Ciągle słyszę o kryzysie ekonomicznym w Polsce, to znaczy, że już go nie ma, jak twierdzi facet z felerem wymowy (i nie tylko...), a już słyszę, że na igrzyska olimpijskie w Soczi szykują się saneczkarze i narciarze. Ponownie na...TRENING?

Czy ktoś wreszcie przemówi do Justyny Kowalczyk, ze jest po prostu PRZETRENOWANA! ZAMĘCZONA! Jej konkurentki z Norwegii trenują o połowę mniej, a to są dane OFICJALNE! A wyniki?...

Ale brawa i złoto za ogromne serce Pani Justyny.

Narciarki, biegaczki sztafetowo - podobne, regularnie plasujące się w pierwszej dwudziestce zawodniczek... „Ponownie pojadą na „TRENING? Ja i ty, jako obywatele frajerzy płacimy na to. Ale one muszą mieć też zaganiaczy – działaczy…

Zmieniając temat… Czy ktoś wreszcie powie polskiemu sprawozdawcy od piłki nożnej, że gdy w Londynie słyszy, że na boisko wejdzie… ASZLI Cole, aby nie zapowiadał, że wejdzie ESZLI Cole!...

Zatelefonowałem do TVP3, że w języku angielskim słowo: Flesz (fonetycznie) znaczy… świeże mięso, więc nie powinno się zapowiadać sportowych wiadomości (wiadomości w ogóle) jako… mięso, lecz słowem: Flasz (fonetycznie), czyli błysk (skrót). Co usłyszałem od pani z news room?... „My w Polsce tak mówimy” (dosłownie).

No to pod te mięso i kiełbasę, jako, że jesteśmy w Polsce i na … Jacksona mówimy Jeckson/Dżekson… Webster? Co on tam wie! Przecież nie jest Polakiem, więc nie zna angielskiego…

17/09/2013

 
POLSKI RZĄD DZIĘKUJE... KIBOLOM!
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
03.09.2013.

POLSKI RZĄD DZIĘKUJE… KIBOLOM!

Kpina? Chory wymysł „przyszywanego Amerykańca” udającego Polaka? Chciałbyś, Internauto, prawda?

A prawda jest inna. To co wyrabiają tak zwani kibole, dało obecnej władzy w Polsce idealny pretekst do bicia KAŻDEGO obywatela, który nie zgodzi się z rola posłusznego baranka.

Jak? Niestety, nie zanotowałem kiedy dokładnie minister spraw wewnętrznych powiedział coś co mogę, nieomal zacytować... Kibole nie mają prawa do przemocy, to państwo ma prawo do przemocy...

Do przemocy? Przejęzyczył się. A przecież jest jednym z najbardziej elokwentnych ministrów w rządzie faceta z felerem wymowy (i nie tylko..).

Jeżeli Internauto naiwnie myślisz, że wolno ci będzie bezkarnie wyjść na ulicę, z protestem wobec tego czy śmego, to państwo użyje PRZEMOCY, a nawet powie ci, że to dla twego dobra, bo walczy z... terroryzmem. Nie podoba ci się? Zapisz się na listę kandydatów do podróży na Marsa.

Wielokrotnie pisałem o prawie pod tytułem „BO MOŻE”. Dokładniej? Ty ważysz 70 kilo trenowane w towarzysko uczęszczanej siłowni, gdzie większość czasu spędzasz na obserwacji panienek. Ja ważę 90 kilo i nie szkodzi, że mam 75 lat, bo na ławeczce wyciskam 138 kilo i „bawię się” hantlami 20 kilowymi. Szpan? A nawet jeżeli tak? Ja MOGĘ ci rozbić nos i poprawić gdy fuszerka. Bo MOGĘ? Oczywiście.

W lutym 2003 na kilka tygodni przed NAPAŚCIĄ USA na Irak podsekretarz stanu USA John Bolton w towarzystwie sześciu kongresmanów poleciał do Izraela, gdzie Ariel Szaron rozłożył przed amerykańską delegacją mapę Bliskiego Wschodu mówiąc, że najpierw należy rozbić (wyeliminować Irak, dosłownie) potem Syrię i Iran...

Zacytowałem za: USA TODAY 03/17/2003 artykuł Justine Raymondo: „War is not in U.S. interest”. W kilka tygodni po lutowej wizycie w Izraelu Stany Zjednoczone napadły na niepodległy kraj, który do dziś dnia nie może podnieść się po zrujnowaniu wprowadzeniem demokracji...

Jest tylko kwestią czasu, aby Syria poczuła amerykańską demokrację, a każdy pretekst dobry. Dlaczego? Naprawdę dlaczego? Bo ja mogę ci rozbić nos i żadne twoje teoretyczne umiejętności karate, czy innego szmate ci nie pomogą. Bo ja MOGĘ. Bo jestem silniejszy.

A tak przy okazji... Gdyby jakiś kraj zechciał napaść na Polskę bo mu się nie podoba to czy śmo w Polsce, to czy walczyłbyś w obronie Polski. Oczywiście? Tak samo oczywiście nazwano by cię terrorystą.

Czy ja ci wykręcam rękę, przystawiam spluwę do głowy byś ćpał? Byś ćpał heroinkę z makówek afgańskich? Afgański rolnik ma prawo uprawiać co chce we własnym kraju, co nie znaczy, że ty musisz być narkomanem.

Gdyby Ameryka Północna nie chciała kokainy, to Ameryka Południowa nie uprawiałaby koki. Uprościłem? Naprawdę?!

Konkluzja? Jeszcze jest możliwa. Gdy jesteś na stadionie piłkarskim (na plaży w Gdyni...) i widzisz zaczynającą się „imprezę”, to NIE czekaj na policję, ale BIJ półgłówa, który niszczy stadion lub wywiesza rasistowskie napisy. Bij ZANIM państwo podziękuje kibolom za prawo do przemocy nad tobą.

 Bo widzisz, ty taki krytyczny, w tym szaleństwie jest METODA. Pozostaje pytanie: KTO tak naprawdę podpuszcza kibolowe móżdżki?...

19/08/ 2013

 

 
GDY ZABRAKNIE KRWI...
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
24.07.2013.

Nie ma sprawy… Jest życiodajna plazma (złota w kolorze..) Że co? Jaka plazma? Jak to przecież w Polsce przeprowadza się rewelacyjne operacje, a czegoś, co może ZASTĄPIĆ, DOSKONALE i BEZPIECZNIE krew a nagłych wypadkach (dosłownie, w wypadkach) nie ma? W styczniu 1984, w Los Angeles miałem wypadek w wyniku którego zginął człowiek. On miał wszystko popękane w środku, ja rozbitą głowę, jechaliśmy tą samą karetką do szpitala…

On, Meksykanin co nielegalnie przekroczył granice USA, naćpany koką, kradzionym samochodem, bez prawa jazdy, zdecydował zjechać z sąsiedniej jezdni (z przeciwnego kierunku) i w ostatniej chwili wjechać pod prąd uderzając mnie czołowo. Ja miałem ciężki van, on lekki samochód. Mnie pielęgniarki usiłowały podłączyć do kroplówki, wbić igłę, ale z rozbitej czaszki płynęło tyle krwi, że moje żyły opadły. Wreszcie udało się to lekarzowi i... w moje żyły popłynęła złocista, życiodajna plazma. Ile? Straciłem litr krwi. Jak? Czaszka jest bardzo ukrwiona, a pielęgniarki zmieniały ręczniki, krew po prostu płynęła. Tak, byłem cały czas przytomny i jest o tym w mojej najnowszej książce „Akwarium na kółkach” która w końcu tego roku ma ukazać się by Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza w Warszawie. Robię sobie reklamę? A dlaczego nie, lecz nie o to chodzi.

Otrzymałem plazmę bo raz że nie było czasu by szukać mojej grupy krwi, a dwa, że NIE CHCIAŁEM tej „uniwersalnej” bo początki lat 80-tych w Los Angeles to był „rozkwit” Hifu i AIDS wychodzących z tak zwanych „łaźni homoseksualistów”, gdzie grano w...polskie, gimnazjalne „słoneczko” i w zabawę każdego z każdym...

W 1984 nakazem prezydenta (majora) Los Angeles policja likwidowała takie miejsca, ale hif i AIDS nie dały się zlikwidować...

Litr plazmy zamiast krwi. Krótka piłka. Już na drugi dzień byłem dobry i gotowy... kopać piłkę (dosłownie, jako że grałem w miejskiej lidze). Sędzia widząc mnie z ogromnym „turbanem” na głowie (otrzymałem szwów) wygonił mnie z boiska...

A co, czy wszystko w tym felietonie ma być na poważnie?

Ale plazma! Gdzie w Polsce jest plazma?! NIGDZIE? Może tylko ja nie wiem, ale gdy w dniu 28 maja 2011, kilka dni po operacji biodra (endoproteza) powiedziałem, że nie zgadzam się na transfuzję krwi i chcę plazmy, to usłyszałem że nie ma…

Gdy ty, internauto jesteś szlachetnym człowiekiem, a wczoraj oddałeś krew (a tydzień temu bzykałeś się na golaska z kimś kto ma hifa, to twoja krew już ma hifa, ale gdy ją zbadano (jak każdego dawcy), to JESZCZE laboratorium nie wykryło hifa, bo to diabelstwo JEST w okresie „przyczajenia się"…

Ale oto ktoś potrzebuje krwi i otrzymuje twoja... Kumasz? Jak jest w Stanach? Nie wiem bo tylko w Kalifornii i w Arizonie pracowałem jako fizjoterapeuta, a w sumie ponad 20 lat, więc byłem „o ścianę” ze sprawami wypadków, transfuzji itp… itde...

W Arizonie krew bada się... DWA razy. Raz, gdy dawca oddaje. Drugi raz, gdy krew się podaje. Ten drugi raz (niestety, okres „uśpienia” hifa to około 12 dni) zawsze wykrywa czy krew jest bezpieczna. Ale... Właśnie dlatego, że te 12 dni, NIE daje się tak świeżej krwi, a gdy brakuje właściwej, to daje się ŻYCIODAJNĄ PLAZMĘ.

Koniec filmu.

Niestety, to nie jest film, lecz życie.

24/07/2013    

 
MINISTER S.Z.R.Sikorski, NAPROGRAMOWANY?
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
25.03.2013.

Potwierdzenie polskiego obywatelstwa uzyskałem pięć lat temu. Amerykańskie obywatelstwo mam już 33 lata i każdą stratę, każdy ból jakie odczuwa amerykańskie społeczeństwo, naród, kraj, odczuwam jak własne.

Znam wiele amerykańskich rodzin, bliskich mi ludzi, przyjaciół dla których wojna w Iraku to osobiste tragedie śmierci synów, mężów, córek... W tych dniach jest 10 rocznica tak zwanej wojny w Iraku, która w rzeczywistości była zbrojną ingerencją Stanów Zjednoczonych w suwerenny, niepodległy kraj Irak. Saddam Hussein zamordował około 5 tysięcy Kurdów, którzy planowali go zamordować... Karę śmierci poniosło wielu Irakijczyków którzy... chcieli zamordować Saddama Husseina. Wyroki wykonywano przez ścięcie głowy, co trwało ułamek sekundy. Czy wiesz internauto jakim wyrokiem skończy się zbrojny spisek na życie prezydenta USA? Wyrokiem śmierci. Jak wykonywaną? Tak, że skazaniec często męczy się kilka minut czyli... „humanitarnie”, a nie jak „barbarzyńsko” w Iraku.

Dlaczego o tym, zwłaszcza, że powtarzam się?

W wywiadzie dla TVP program 3 rankiem 19 marca 2013 minister spraw zagranicznych Polski, Radosław Sikorski o mało nie udławił się i nie rozpłakał mówiąc, że Stany Zjednoczone poniosły materialne straty w wysokości bilionów dolarów wojny w Iraku. To się zgadza, ale panie Sikorski, a co z ceną jaką zapłacił Irak? Czy aż tek naprogramowano pana by ani słowem nie wspomnieć o ponad 2 milionach ofiar, śmiertelnych ofiar jakie poniósł Irak. O ponad milionie Irakijczyków, którzy uciekli z kraju, gdzie Stany wprowadzały demokrację z lufy czołgu. Wreszcie o kilkudziesięciu (dane nie są dokładne, ale mówi się o ponad 100 tysięcy kalek) tysięcy okaleczonych dzieci, bez rąk, bez nóg, oślepionych. O ich okaleczonych w taki sam sposób rodzicach. Czy widział pan chłopca poruszającego się na rękach bo jest bez nóg... Uśmiechniętego...

To są dla pana straty bilionów amerykańskich dolarów... Gdy byłem w Waszyngtonie, to broniłem politykę Leszka Millera. Ponownie, ani słowa o ty że w rezultacie amerykańskiej agresji na Irak, ten kraj już chyba nigdy nie podniesie się z ruiny. To żelazna ręka Saddama Husseina trzymała religijne frakcje i etniczne mniejszości w Iraku, by nie mordowały się wzajemnie jak to ma miejsce dziś, po interwencji amerykańskiej.

Panie Sikorski, codziennie giną dziesiątki ludzi na ulicach irackich miast gdzie lata amerykańskiej okupacji wprowadziły chaos i nienawiść religijną. Udziel pan wywiadu telewizji irackiej, W IRAKU, a na tle szkieletów jakimi są irackie miasta.

Syn znajomych, w Tucson, Sam F. wrócił z Iraku i leczył rany w szpitalu dla weteranów, ale na odzyskanie pełnej sprawności w lewej ręce nie ma szans. Jego ojciec kiedyś wrócił z Wietnamu. Gdy siedzieliśmy u Betty i Billa przy grillu, to i ojciec i syn powiedzieli... „For What!” Po co!Dlaczego... Tak, ale oni wrócili żywi. Inni wrócili okryci gwiaździstą... Po dziś dzień do rodzinnej ziemi chcą z Syrii, z Libanu, z Turcji wrócić Irakijczycy. Ale do czego? Do zrujnowanego kraju, bo w Pentagonie jakiś półgłów wziął ciężarówki do wywozu śmieci za... platformy do przewożenia pocisków nuklearnych? Bo premier Szaron w lutym 2003 powiedział do amerykańskiej delegacji, na czele której stał podsekretarz stanu USA John Bolton plus sześciu kongresmenów, że Irak jest na liście arabskich krajów zagrażających Izraelowi, więc musi być „Wyeliminowany” /dosłowne/. Miesiąc później USA napadły na Irak.

Ale o tym pan chyba wie, panie Sikorski.

Czy był pan głodnym dzieckiem do tego stopnia, że spuchniętym jak od przejedzenia? Ja byłem przez 6 lat na Syberii i dla mnie widok głodnych dzieci wszędzie, a konkretnie w Iraku, to coś bez porównania więcej niż materialne straty USA w wyniku „wojny” w Iraku.


20/03/2013

 
SPRAWIEDLIWOŚĆ W POLSCE...
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
12.03.2013.

SPRAWIEDLIWOŚĆ W POLSCE...

Opaskę Temidy w Polsce nakładają prokuratorzy. Niby nic kategorycznie złego, gdyby nie fakt, że system prokuratury w obecnej Polsce NIE różni się od tego w latach PRL-u. Niby ponownie nic urągającego Temidzie, gdyby nie to, że sędziami w obecnej Polsce są ludzie bardzo często nieomal zaraz po studiach. Aplikacja, znajomość... i nominacja. ŻADNEGO doświadczenia śledczego. Jak taki (taka) sędzia może rozstrzygać mając jedynie dowody prokuratury, a ta robi wszystko by sprawa trafiła na oskarżenie i skazanie. Ponownie, niby nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że Polska jest krajem gdzie od zatrzymania do skazania sprawcy i strony czekają LATAMI!

Telewidz widzi, że przed sędziami leżą akta. Jedne gniotą drugie... Leżą, piętrzą się jako tony papieru, bo tylko tym są. Przecież ŻADEN normalny człowiek, sędzia lub nie, NIE jest w stanie przeczytać tego, a co dopiero wydać wyrok. Ale ponownie, to nic tak groźnego jak fakt, że prokuratorów NIKT NIE ROZLICZA z błędów. Zniszczą człowieka, zniszczą setki ludzi, przekręcili ich życiowe dorobki, a ich ofiary okazują się niewinne.

Co się dzieje z takim (taka) prokuratorem w dzisiejszej Polsce? Są przenoszeni, do innego województwa, do innego miasta jako PROKURATORZY by kontynuować niszczenie niewinnych ludzi.

To prokuratura od lat, od 1949 do dnia dzisiejszego SAMA dobiera biegłych w sprawie, SAMA uznaje, lub odrzuca świadków... Sędziowie mogą jedynie przyglądać się i UCZYĆ, tak UCZYĆ od adwokatów.

Bez uprzedniego doświadczenia w adwokaturze, w prokuraturze, nie wolno być sędzią! Minimum wieku to 40 lat życia.

Oczywiście, że zadaniem, rolą sędziego jest osądzać. A po wtorku jest środa... Jak może osadzać ktoś, kto nie ma własnego zdania popartego doświadczeniem prawniczym.

Telewizyjne słodziki typu sędzina Wesołowska to kpina ze sprawiedliwości dostarczanej w pigułce... Tak nawiasem mówiąc to ten „prawniczy” serial jest ŻYWCEM zerżnięty z amerykańskiego serialu „Judge Judy”. W ciągu ponad trzech dekad życia w USA widziałem go wystarczająco wiele razy.

Oczywistym jest też, że w sprawach gdzie dowody winy są jak na talerzu nawet bardzo młody sędzia potrafi osądzić sprawiedliwie. Pomimo prób zagmatwania dzisiejszego Kodeksu Cywilnego, młody sędzia może „mu dać radę”. Jestem wdzięczny pani sędzi O. w miasteczku gdzie mieszkam, że obroniła mnie przed kanalią pozywającym mnie na dziesiątki tysięcy złotych i zniesławienie. Sam się udławił niby „dowodami” tak, ale to była sprawa nie życia lub śmierci, pomimo, że pozywający mnie i moja żonę Renatę ciągnął ją przez dwa lata dostarczając coraz to nowych powodów w nadziei, że wygra.

Jeżeli w Austrii osadzono i skazano zwyrodnialca w terminie nieomal kilku dni, to taka sprawa w Polsce byłyby przynajmniej na kilka lat!

Jaj to się dzieje, że sprawiedliwość w dzisiejszej (tak podkreślam to być może naiwny...) Polsce jest jak w powiedzonku nierychliwa, tyle, że nic ze sprawiedliwością aż za często nic nie mająca?

Jak to się dzieje, że tak zwane tymczasowe zatrzymanie ciągnie się latami? A po latach okazuje się, że policja i prokuratura usmażyła potrawkę na swój smak i gust?!

Wreszcie, kto decyduje o losach sędziów, którzy zhańbili swój zawód? Zawód? Co za niefortunne określenie. Czyż nie powinni służyć... powołani co nie znaczy, że przez skostniałą, starcza izbę najwyższą?....

Scenka w sądzie. Biegli się spóźniają... Wysoki sąd zastanawia się czy przypadkiem nie zażądali za mało, czy wygrali, bo dali w łapę prokuraturze dość dużo... Ale się spóźniają. Wreszcie na sale wpada kilku facetów...

Sędzia pyta... - Panowie biegli?

- Nie, przyjechaliśmy taksówka...


02/03/2013


P.S. Wyroki w zawieszeniu to nawet nie kpina ze sprawiedliwości w Polsce. To kryminał.

 
WOLNOŚĆ SŁOWA
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
02.12.2012.

„WOLNOŚĆ SŁOWA 2

Dziś jest 18 września. Przed chwilą na kanale WIG pulchnawa brunetka (ta z lekkim wyłupem oczu) powiedziała i cytuję... „A teraz zaglądniemy sobie”... A fe! Tak publicznie? (Przed kamerami, SOBIE zaglądać)!

Lat temu sporo, po pracowitej nocy z panienką pytałem: A zaglądnęłaś sobie? A ona - tak. A ja na i co? A ona – ruina... Tak, ale my zaglądaliśmy sobie bez świadków, prywatnie. O mowo polska...

Wczoraj była rocznica 17 września 1939, gdy Armia Radziecka w porozumieniu z Hitlerem wbiła bagnety w plecy polskiego wojska. Daremnie czekałem na jakąś wzmiankę w polskich mediach. Naiwny. Skoro po tylu latach „wolnej od komunizmu” Polski, towarzysz Ryszard Kalisz mówi o ofiarach katastrofy smoleńskiej, że „Rosja zrobiła wszystko zgodnie z prawem”... Czyim prawem? Jakim prawem? Silniejszego? To się zgadza.

Że inny towarzysz z SLD (a więc partii, która jest po prostu konty­nuacją Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej... Że co? Że lewica wtedy i dziś to Bractwo Różańcowe od świętego Niczego?) ... Że czas skończyć z postkomunistyczną lustracją. Jaką POST, towarzyszu, jaką POST...

14 września "z okazji" sprowadzenia do USA zwłok Amerykanów zabitych w Libii, Hilary Clinton powiedziała, że w USA jest wolność słowa – poglądów, dlatego nie można - ukarać autora - antyislamskiego filmu.

Zanim to powiedziała, to świat usłyszał, że autorem filmu jest izraelski Żyd, a może amerykański Żyd i dostał 5 milionów dolców na film.

Teraz okazuje się, że autorem jest amerykański chrześcijanin i JUŻ ma zarzuty w prokuraturze, bo... nie wie, że w USA istnieje wolność poglądów politycznych, KAŻDYCH! Jak to pięknie zasłodziła Hilary Clinton, że nawet gdy poglądy obrażają kogoś, są mu nie miłe, to konstytucja USA gwarantuje wolność słowa.

Po 11 września 2001 JW Bush ustanowił prawo karania wyrokami więzienia za wyrażanie poglądów antysemickich. Masz amerykański robolu wolności słowa, ale tylko wtedy, gdy mówisz wszystko, co każdemu jest miłe. Konstytucja? A czytaj, czytaj, w pierdlu też poczytaj...

Tylko jakby powiedział pan Miecio, cieć z Targówka: Coś tu kurwa nie gra... A może towarzysz amerykanista jak mu tam, Lewicki/?/ to wytłumaczy? Jakiś czas temu towarzysz amerykanista Lewicki powiedział w telewizji, że Amerykanie nie maja dowodów osobistych, więc nie mogą wyka­zać się tożsamością... No, chyba że w samolocie, to wtedy muszą, się wykazać tożsamością... No, więc jak to jest towarzyszu, mają czy nie mają?

A o ID Card słyszeliście, towarzyszu? KAŻDY, kto mieszka w USA ma albo prawo jazdy, a w nim DOKŁADNIE tak samo jak w polskim dowodzie osobistymi, a jeżeli nie ma prawa jazdy, to ma właśnie ID Card, czyli kartę identyfikacji posiadacza, a w niej dokładnie tak samo jak w polskim dowodzie osobistym.

A jeżeli ma tak zwaną „zielona kartę”, to czy na niej rysunki Kubusia Puchatka, czy dane osobiste..

Pracowałem w takich środowiskach USA, w Bronksie, w Newark, New Jersey, gdzie byście towarzyszu nie opuścili samochodu, przejazdem, przypadkiem...

Znam i hiszpańsko i anglojęzyczne środowiska w USA, bo takimi językami mówili moi klienci i pacjenci. Znajomy z Polski, którym pokazywałem
południowy Bronks bali się wysiadać z samochodu, a to było miejsce mojej pracy. Dzielnice, gdzie chodnik pokrywało szkło z wybitych okien, a na 5
piętrze opustoszałego budynku palono ogniska... Gdy musiałem skręcić do klienta (jako social worker), na rogu stała gromada Murzynów grzejących
ręce nad beczką z ogniem, butelka krążyła z rak do rak... Bywało, że pociągnąłem łyk i przybiłem piątkę...

Po 11 września 2001 nastały w USA nowe czasy... By w niedzielny poranek panienka w gimnastycznych majteczkach mogła pobiegać po parku, to musi mieć dowód tożsamości, bo każdy policjant ma prawo ją wylegitymować. Powód? (poza atrakcją majteczek...) PROBABILITY CAUSE, czyli prawdopodobieństwo podejrzenia. Że laseczka biega w majteczkach? Co z tego. Czy w majtkach nie można przenosić niebezpieczeństwa?...

No, to jak panienko z WIG-u, zaglądniemy sobie? Co prawda wolę szczuplejsze, ale w moim wieku...

 

P.S Nie dotarło z tym SOBIE? Nie dziwię się, skoro celebryci, aktorzy, publicyści mówią: „Usiądziemy sobie”... „Wędrujemy sobie”... A może wędrujemy
KOMUŚ... Kumasz, ty mój krytyczny?.

 
PASOŻYTY! 2
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
02.11.2012.

PASOŻYTY! 2

Jest taka praca, w której możesz nieustannie robić błędy i nikt cię z pracy nie wyrzuci. Co robić by zdobyć taką pracę? Zostać meteorologiem.

Doprawdy nie mam innego określenia na tak "bezużyteczne zajęcie opłacane przez takich durni jak ja i ty, mój ty oburzony i szlachetny...

Ofiarami tego zajęcia są prezenterki i prezenterzy pogody. W dobie łączności telefoniczne chyba wystarczy zatelefonować do kolegi pasożyta i zapytać... Ty, profesor, doktor, magister cwaniactwa - CZY PADA U CIEBIE? Tylko tyle. Żaden radar, żadne komputery, zwykły telefon.

W środkowej części Wybrzeża (polskiego) od trzech dni nie spadła kropla deszczu i jest słonecznie. Jednak pasożytnictwo uparcie pokazuje tą część Polski jako deszczową i pochmurną. Czy nie może człowieka ponieść i w określeniach nie wybierać?!

Spróbuj ty, oburzony na słowo - pasożyt, w swojej pracy REGULARNIE robić kardynalne błędy, a pod koniec miesiąca chwalić się, że byłeś aż 80% dokładny. Nie wywalą Cię na zbity pysk? Nie?!...

Ale... Prezenterki pogody to najatrakcyjniejsze laski w Polskiej TV. Wiec, nie tyle, że wybaczam, ale oglądam. A skoro o numer jeden, to nie od pogody ale pani Diana Rudnik ma u mnie 10 plus za subtelna, dziewczęca urodę. To tak a wcale nie na marginesie.

Kontrastem jest prezenter z TVN nijaki towarzysz Zubilewka, jako żywo przypominający mi towarzysza sekretarza PZPR z Elbląga... Towarzysz Zbilewka coś mi widzi się, że jest wiernopoddańczym wielbicielem towarzysza chorującego na „filipińską chorobę”.

Postacią innego koloru jest mizdrzący się do kamery, na ogół na czarno ubrany blondasek o lekko falujących włoskach i dokładnie TAKIEJ samej rutynie prezentowania: Prawa raczka do przodu, obrót dłoni w lewo, obrót dłoni w prawo. Ale jest w MOJEJ telewizji, czyli TVP więc oglądam.

Że słowo pasożyt jest za mocne? Przyznaję, że tak, ale jak można określić nieudacznictwo opłacane przez miliony frajerów?

W tym kraju hipokryzja pseudokultury osiągnęła szczyt. Gdy słyszę... "Że użyje nieładnego określenia – obleci..." Co za delikatność mowy! A mówią, to ludzie, którym gdy nasrają na głowę, to oni, że to taki inny deszcz.

Odbiegając od meteorologów (niestety, cholera, nie da się...) Panie "Niewesiołowski", czy nie boi się, pan, że któregoś dnia ktoś panu po prostu przypierdoli w ten zadowolony pysk? Że pańskie określenia typu: "Bojówki gestapowskie" i "hitlerowskie metody Pisu"... Mogą_ komuś puścić nerwy? Że do sądu mnie za powyższe? Zapraszam... A co będzie, gdy sad przy­dzieli panu psychiatrę?

Bycie posłem w sejmie chyba zobowiązuje do obiektywizmu? Ostatecznie tacy frajerzy jak wyborcy za coś panu płacą.

Chwali się pan, że... „Własnoręcznie obalałem pomnik Lenina"... Szkoda, że nie zrobił pan nic by „obalić" kolor mundurów obecnej policji; identyczny do tych, w które byli ubrani wyciągający o 2 w nocy niewinnych ludzi na śmierć. Rozjeżdżających czołgami kobiety demonstrujące o więcej chleba w Poznaniu, w czerwcu 1956. Pamięta pan? A czy to nie w takie mundury ubrani byli ci, którzy podobno internowali pana w dni Solidarności?

Czy pytał pan ludzi okaleczonych łapami tych sinych mundurów, rodziny, które straciły zamordowanych, co DZIŚ czują, na widok sinych mundurów policji?

Może w sejmie zaproponuje pan zmianę koloru? No co, brak jaj? A to, że do tej pory Rosja nie zwróciła Polsce polskiego wraku samolotu, który zawadził o brzozę i rozleciał się na kawałki jak od... wybuchu bomby, to też panu nie przeszkadza? Bo, że nie przeszkadza towarzyszom z SLD nie dziwię się i mam do nich autentyczny szacunek, bo zachowali prawdziwą twarz, prawdziwy kręgosłup.

A ja? Mój kolor? Gdy po prawie 40 latach poza Polska wróciłem do NIEJ pozostał biało-czerwony i nie ma na nim ŻADNYCH inicjałów, żadnej partii. To tak wcale NIE na marginesie.

10/07/2012

 
CZY PRAWICA MOŻE WYGRAĆ?
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
29.09.2012.

CZY PRAWICA MOŻE WYGRAĆ?

Tak. Gdy Bóg da a Partia pozwoli. Prosty naród (czy są krzywe narody?...) doda: Jak Mańce Chu.. stanie.

Zostawmy "teorie spiskowe" i chamstwo przemądrzałego Kazia i prze­jdźmy do rzeczy. W 2007 spotkałem się z posłanką PiSu. Pani jest ze Słupska i bardzo blisko władz swojej partii. Powiedziałem, że jeżeli PiS chce wygrać, to musi mieć WŁASNE media. Oto co usłyszałem: Czy pan wie jacy ludzie proponują, nam na to pieniądze? To „na to” zabrzmiało, jak co najmniej o złodziejach. Takie rozumowanie dobre jest dla harcerzy lub Bractwa Różańcowego. Polityka to KAŻDE pieniądze gdy ktoś chce wygrać by mieć władzę. Mając władzy może wybielić i siebie i najgorszego złodzieja. Mając media może przekonać narodek, że jest dla niego najlepszym wyborem.

Obserwuje, fenomen i zarazem genialność obecnie rządzącej partii. Co jakiś czas, jako coś bardzo podkreślanego, telewizja pokazuje, że PO ma ponad 30% poparcia w narodzie. Bardzo, wyjątkowo, oraz na bardzo krótko można zobaczyć w TV, że aż 64% narodu jest NIEZADOWOLONYCH z rządu. Gdzie w tym jest te 30% poparcia dla rządu, ty mi powiedz, ty taki krytyczny...

Od powrotu do Polski po prawie 40 latach poza Polską regularnie słyszę o głupocie... Amerykanów. Olewam, bo aby rozmowa miała sens, to obie strony muszą mieć znajomość tematu.

Program "Kosmita" w polskiej telewizji i miliony wierzących w karciano, „różdżkarskie” cwaniactwa jest tylko jednym dowodem na głupotę... Polaków. Cwaniactwo pułapek typu Amber Gold drugim, a przecież nie tylko starzy ludzie w tą pułapkę wpadli, prawda?

W każdym felietonie na tej stronie, w każdej ukończonej książce podkreślam genialną logikę i mądrość lewicy. Bez znaczenia jak się nazywała i jak się teraz nazywa, bo i jej ludzie i polityka to kontynuacja czegoś, do czego prawica może jedynie podskakiwać jak przysłowiowy żabi ogierek. Lewica to pokolenia ciągle doskonalące się, bo już od, a właściwie przed rokiem 1917 do 2005...

Jeżeli po latach tłamszenia, zniewolenia Polski, a lat było 40, na swego prezydenta Polacy wybrali przedstawiciela tej tłamszącej Polskę władzy, a na premiera jej wysokiego kacyka? Że pierwszy raz "z marszu" i genialnym "liczeniem głosów"? To mogę zrozumieć. Ale drugi raz?

Tylko gratulować i podziwiać. Nic dodać.

Prawica może wygrać, ale tylko wtedy, gdy lewica POZWOLI. Dlaczego pozwoli? Da wrogowi wygrać, by się skompromitował. Jak? Otem potem.

Prawica już teraz (by się nie wyrazić) dała ciała. Jej harcerzyki poobrażały się na siebie i potworzyły własne partyjki... Pozornie niegłupi, a jednak zapomnieli, że w jedności siła. Moja Mama wychowana na starogalicyjskich mądrościach mawiała, że dureń chce być jak najważniejszy harcesrulik...

A jak skompromitował prawicę? Aaa, to już nasza sprawa, towarzysze, spoko. Obecnie cały świat idzie na lewo. Tylko pozornie jest inaczej w USA... Od czasu sławnego procesu Eli Kazana, wiadomo jest, że Hollywood nosił i nosi może dziś nie legitymacje, ale komunistyczne przekonania i ponad 70% tych, "pięknych ludzi" z Planety snów – Hollywood, gdyby mieszkało w PRL, to nosiło by legitymacje PZPR-u. Wystarczy zobaczyć w jakim świetle pokazują własny kraj dzięki któremu są milionerami. Ale co tam jakiś Hollywood, gdy prawicą w Polsce żyje takimi antykami jak: "Polska jest Chrystusem narodów"... Takie rozumowanie to szczyt nacjonalizmu w najgorszej formie. Dlaczego? Przecież dołuje inne narody, innych ludzi że są gorsi. Bóg nie dzieli ludzi i narody na lepszych i gorszych, prawda?

Ale prawica nie może wygrać inaczej niż na KRÓTKĄ próbę naiwnych, harcerskich obietnic, które NIE mają szans. Żadnych szans. To NIE prawica wywołała światowy kryzys, kumasz? A w kryzysie, jak w mętnej wodzie tylko najsilniejsze ryby mogą pływać...

Nie może wygrać, bo zapomina, że ZWYCIĘZCĘ i SILNEGO nikt nie ma ani szans ani odwagi rozliczać. Więc, gdy ktoś ci daje KASĘ, to bierz i rządź, a twoje media przekonają nawet opornych, że jesteś najlepszy.

NIE DOTARŁO? Tak myślałem.

 

12/09/2012

 

 

P.S. Byli, ale wyszli czasy, gdy aby mieć władzę potrzebne były bagnety i czołgi. Dziś nic NIE BIJE mocniej, nie łamie skuteczniej niż KASA.

P.S.2. A genialnie ogłupiony narodek wierzy, że Platforma Obywatelska, to taka nieomal z nieba zesłana „inna prawica”. Ponownie, tylko pogratulować.

 

 
NIECH ŻYJE STALIN czyli NIEWAŻNA ŚMIERĆ
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
16.07.2012.

NIECH ŻYJE STALIN czyli NIEWAŻNA ŚMIERĆ

Prawo obecnej Polski zakazuje pokazywania, noszenia, demonstrowania każdego rodzaju symboli hitleryzmu jak swastyki, znaku SS i tego typu „pamiątek” po hitlerowskim ludobójstwie. Zamordowało miliony ludzi.

Prawo obecnej Polski NIE ZAKAZUJE pokazywania, noszenia, demonstrowania każdego rodzaju symboli stalinizmu., lewicy, komunizmu jak czerwonej gwiazdy lub sierpa z młotem i tego typu „pamiątek” po stalinowskim – komunistycznym ludobójstwie. Zamordowało ponad 30 milionów ludzi. Nikt nie zliczy masowych grobów więźniów kopalni węgla i złota.

Mego brata Zbysia w grobie dosłownie ze śniegu też nikt nie liczy.

Stalin tak zagłodził Ukrainę, że przypadki matek poświęcających małe, chore dzieci, by starsze i silniejsze mogły... jeść ich ciała, Nie BYŁY z horroru filmowych scenariuszy.

Czy ktoś zapytał ofiary bestialstwa komunizmu co czują na widok czerwonej gwiazdy? Czy ktoś zapytał co ja czuję?

To lokomotywa z czerwona gwiazdą 13 kwietnia 1940 pociągnęła pociąg śmierci, który wywiózł mnie, moją rodzinę n a6 lat Syberii.

Pociąg śmierci? Ale patos! Prawda? A prawda była taka, że w bydlęcych wagonach bez okien upychano ludzi tak, że leżeli na sobie, załatwiali się na siebie. Nie było: Dziury w podłodze jako ubikacji, piecyka w środku wagonu, jak to miało miejsce w wywózce z 10 lutego 1940.

Gdy po trzech dniach jazdy pociąg stanął, to żołnierze z CZERWONYMI gwiazdami powiedzieli, że można załatwić naturalne potrzeby. W pociągu 80% stanowiły kobiety i młodzież. Nastolatki wstydziły się kucać przy wszystkich, a dookoła była tylko biała pustaka. Chowały się pod wagony i za koła. Bez ostrzeżenia pociąg ruszył. Matki wyciągały pocięte ciała. Nie było czasu pochować w śniegu...

Niemowlęta zamarzały na śmierć w czasie tygodni jazdy. Oczywiście, że jako dwulatek nie pamiętam tego. Moja mama zapamiętała.

Wróciłem z Syberii pół ślepy. Przez następne pięć lat nosiłem najmocniejsze okulary. Dzieci to skarb narodu, ale bywają okrutne. Przezywały mnie „Cztery oczy piąty nos” i „W ryja tego Ruska”. Tak, biły mnie, nie byłem najsilniejszy.

Nie skarżę się, ale wróciłem z Syberii odarty ze zdrowia i dzieciństwa.

W myśl prawa obecnej Polski śmierć mego brata Zbysia, śmierć setek tysięcy, które przykrył syberyjski śnieg jest NIEWAŻNA.

Czego lub kogo boicie się towarzysze rządzący obecną Polską. Może tego co się stało na Węgrzech, gdzie NARÓD uznał lewicę za organizację przestępczą i teraz dostaje się Węgrom, oj mocno dostaje od towarzyszy z Brukseli. Tego się boicie?

A sumienie, towarzysze, sumienie, to jedno wielkie gówno?

Tylko słaby i głupi ogląda się na sumienie... Genialne! Nic dodać. Wstyd mi, że należę do narodu, który nie ma odwagi być naprawdę wolny.


Bez daty



P.S. Że to żołnierze z czerwonymi gwiazdami „wyzwolili” Polskę? Internauto... A co? Mieli OMINĄĆ Polskę w drodze do Berlina?... Nie daj się zwariować.

 
ŚMIERĆ PRZYJACIELA
Oceny: / 3
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
18.05.2012.

ŚMIERĆ PRZYJACIELA …

Był z Tobą od dziecka. Razem zaczynaliście poznawać świat. Pomagał Ci rozumieć tyle spraw, pomagał odpowiadać na pytania i był jak to później, gdy dorastałeś powiedzieć, że jest pod ręką.

W chwilach gdy miałeś wątpliwości był zawsze blisko, był na odległość dotyku. Czerpałeś z jego mądrości i wydawała się bez granic, oczywiście, przecież był dużo, dużo starszy, a jednak nie czułeś różnicy wieku, bo był jak kolega. Dorastałeś i zrozumiałeś, że jest kimś więcej niż kolegą i że jest przyjacielem.

Uczył Cię wrażliwości, pokazując, cierpienia innych, dla których los nie był tak łaskawy jak dla ciebie.

Uczył Cię tolerancji pokazując, że Ty możesz być gorszy w przekonaniu tych, którzy nie są Ci życzliwi, więc powtarzał, że nie ma gorszych i lepszych. Nauczył Cię wierzyć to.

Pewnego dnia zrozumiałeś, że uczy Cię MYŚLEĆ… Samodzielnie myśleć i to było jego największym darem dla ciebie.

Nie wiedziałeś, że samodzielne myślenie nie wszystkim się podoba, że Twój przyjaciel ucząc Cię myśleć wydał na siebie wyrok śmierci…

Nie mogłeś tego zrozumieć, a on był coraz dalej, choć nie z własnej woli. Ci, którzy decydowali o Twoim myśleniu stworzyli mechanicznego potwora, który miał zabić Twego przyjaciela. Ten potwór udawał twego przyjaciela i też był o dotyk, był pod ręką, ale zamiast pomagać ci poznawać świat, podawał go jednym dotknięciem twego palca.

To było takie łatwe, takie wygodne i choć przypominało ci o przyjacielu, to powoli, małymi kroczkami oddalało go, aż któregoś dnia wydał ci się niepotrzebny i zaczynałeś zapominać, że kiedyś był, dorastał z Tobą, ciepły jak miś przytulanka, bo czy nie zasypiałeś z nim?

Ten nowy? Był zimny i choć miał tyle kolorów, to tylko udawał, że jest żywy. Któregoś dnia zrozumiałeś, że jest potworem, który zabił Twego przyjaciela i żyje jego życiem.

Tak umarła książka…

3 maja 2012

 

 
POLSKI ANGIELSKI nr 3 - kompromitacja TV Polsat
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
22.03.2012.

 

POLSKI ANGIELSKI nr 3

Czyli kompromitacja polskich mediów. Konkretnie w tym WYPADKU (bo NIE przypadku!) Polsat News TV.

Nie uwierzysz internauto, ale zmieniłem coś w telewizji! A było to tak. Szóstego lutego 2012 o godz. 10.32 zatelefonowałem do Polsat News Warszawa /tel.22 514 52 50/ i zapytałem, co to za słowo Flesh ukazujące się zaraz po słowie Wydarzenia.

Pani w słuchawce powiedziała, że to znaczy skrót. Dalej było tak:

- Nie, proszę pani, słowo Flesh oznacza mięso. Na przykład freshly roasted flesh, czyli świeżo upieczone mięso. Skrót to słowo Flash.

Przeliterowałem oba słowa.

Pani w słuchawce powiedziała, że przekaże to do redakcji. Czy zmieniłem? Śledzę kanał ósmy (Polsat),  dziś jest już 8 lutego i nie widzę ani „fleszu ani flaszu". Czyżby redakcja tak długo sprawdzała? Byś się nie trudził, internauto, to podaje ze słownika Webster II znaczenie obu wyrazów.

 

“Flesh 1. The soft tissue of the body. 2. Meat.”

„Flash 2. An instant. 3. A briew news dispatch" /Sam sobie przetłumacz, przecież „biegasz” po angielsku.../

Oczywiście, że zrobiłem głupio spiesząc się z wytknięciem takiej KOMPROMITACJI dziennikarzy! Przecież mogłem najpierw napinać ten felieton, a dopiero po jakimś czasie zadzwonić do Polsatu. Wtedy na pewno byś mi uwierzył. A teraz? Być może za kilka dni redakcja Polsatu zmieni na Flash.

Niestety, często działam, a dopiero potem myślę. Czy coś straconego? Jeżeli ktoś mi nie wierzy, to czy można w jakiś sposób zobaczyć wcześniejsze wydania Polsatu gdzie była ta kompromitacja po słowie Wydarzenia, Wiadomości flesh...

Tak czy inaczej, przez długi czas ta bzdura istniała na ekranie telewizyjnym i przyznam, że patrzyłem i nie widziałem, podobnie jak wielu z nas. Ale TO BYŁO! Było i nikt z redakcji na czele z nijakim, nadętym Gugałą nie sprostował! W 21 wieku, w nowoczesnym kraju, gdzie język angielski jest nieomal jak swój, mylić... mięso ze skrótem?!

Czy ja czepiam się drobiazgów? Chyba żartujesz?! To ma być drobiazg. W telewizji będącej RÓWNIEŻ instrumentem NAUCZANIA?!

Drobiazg? Mięso jako "skrót" wiadomości?!

Czy bardzo się internauto zdziwisz, gdy pewnego dnia zacznie się... amerykańska „demokratyzacja” Syrii? Tak, to ten kraj, który Ariel Sharon /wtedy premier Izraela/ w rozmowie z amerykańską delegacją /John Bolton plus sześciu kongresmenów/ w lutym 2003 - czyli na kilka tygodni przed amerykańską inwazją na Irak powiedział, że... Syria ma być kolejnym krajem: "it will be necessary to deal with threats from Syria..." Podaje za artykułem Justina Raimondo w USA TODAY z 3/17/2003.

Podobno nic w przyrodzie nie ginie (jedynie zmienia właściciela jak powiedział pewien znany złodziej). Nic, zwłaszcza w 20 i 21 wieku zapisane w publicznych mediach...

Kiedy? To znaczy, kiedy może nastąpić amerykanizacja, sorry, demokratyzacja Syrii? O wiele za późno wołają w Izraelu... O wiele za wcześnie odpowiadają w Waszyngtonie. Poparzenie się w Iraku, a teraz równie bolesne w Afganistanie, może powstrzymać proces... demokratyzacji Syrii.

A teraz wrócę do felietonu: Nie poddamy się. Napisałem go parę godzin temu. Czy ja mam niedoceniony kompleks wizjonera? Najinteligentniejszym na pewno nie jestem, bo są lepsi, ale najgłupszy też nie. Żyję już kilka lat i potrafię myśleć. NIE STRASZĘ i pamiętam o może dziecinnym powiedzonku: Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz... Więc kpij internauto, kpij. Pożyjesz dłużej to przekonasz się, kto, z kogo kpi, na którym końcu kpiny się znajdujesz... To ci Gwarantuję jak po lutym jest marzec.

Przeceniam siłę WŁADZY? Czyż NIE nazywa się... WŁADZA? A ty, intelektualisto? Kpij sobie, kpij...

 

8.02.2012

 

P.S. Że najpierw należy „zdemokratyzować Iran? Tylko żeby nie skończyło się jak w powiedzonku o straszeniu...

 

 
NIE PODDAMY SIĘ
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
22.03.2012.

 

NIE PODDAMY SIĘ

Jesteśmy silni! W pysku i tyle.

To, że nie mam imejlowego adresu nie znaczy, że nie wiem co się mówi o moich felietonach... właśnie dziś... „Panie Kazimierzu, może pan ma obsesję samobójczą, ale my nie jesteśmy jak barany prowadzone na rzeź. Nie damy się!” Tak i w tym sensie, że nie widzę szans na walkę z władzą, z góry skazując ją na przegraną.

Nie ja, nie ja... Zgodzisz się internauto, że od początku istnienia człowieka dążył on do panowania nad drugim człowiekiem. Ten drugi też nie był baranem na rzeź, ale ten pierwszy systematycznie opracowywał metody powiedzmy panowania nad światem. Setki filmów nakręcono o durniach, którzy za pomocą, jakiejś super broni próbowali szantażować między innymi (bardzo popularne) amerykański rząd. Wiadomo jak kończyli, przegrywali, jako że (zwłaszcza w amerykańskich słodzikach) dobro zwycięża zło.

To są zwykłe bździny taniutkich, głupiutkich scenariuszy, aby była kasa. Równie durni są dzisiejsi „oburzeni” protestujący przed amerykańskim bankami, jako że winę za wszelkie zło ponoszą bankierzy.

To nie Wall Street jest winny, ale Waszyngton. To tam powinni pikietować, przed Kongresem (jako, że Biały Dom to tylko przykrywka).

Ale nawet nie o tym.

Od tysięcy lat, jak już wspomniałem, metoda panowania jednego cwaniaka nad resztą (szlachetnych) frajerów jest coraz lepsza. Oczywiście, że religia jest dobrym narzędziem i nie na darmo towarzysz Lenin nazywał ją „opium dla mas”... Chrześcijaństwo wyznacza zachowanie się wyznawców nakazując im wybaczanie winnym zbrodni i pokorę, a nie mówię o prymitywnych bździnach typu – pokorne cielę dwie matki ssie. Każdy rolnik wie, że pokorne ciele jest ostatnie do cycka i pierwsze do śmierci...

Ale nawet nie o tym...

Od czasów Rzymu, Persji, agresji Arabów w dynastiach Omajadów, ich władcy usiłowali z podbitych ziem robić coś jak „Unię cesarsko królewska”. Pomysł jak widać nie nowy...

Jednak ani miecz, ani karabiny maszynowe nie zapewniły jedności i zastąpiono je pieniądzem... Towarzysze prosto z linii partyjnych Millerów i Kwaśniewskich wiedza, że byt określa świadomość. Jest to jeden ze słodzików lub jak to woli - populików międzynarodowej komuny.

Jednak sam pieniądz jest jak w powiedzonku o Herkulesie... Jakim? „I Herkules dupa, gdy narodu kupa”... A jednak, pieniądz powoduje, że wielu z nas odnajduje w sobie niszczycielski instynkt, zazdrość, nienawiść, chciwość.

To są doskonałe podpałki do ognia, ale dziwny ten ogień... Spala, a nie widać go. Chowa się za zasłoną bankierów, których najłatwiej jest winić za wszelkie zło, a przecież oni jedynie wykonują rozkazy...

Rozkazy? A co, niby tak sobie, z palca, z sufitu, by się nie wyrazić (z czego jeszcze, wytrzepują procenty i dywidendy). Są przecież TYLKO urzędnikami i co z tego, że bajońsko opłacanymi. Widocznie KOMUŚ się to opłaca. Właśnie... ten „KOMUŚ"... Malutkimi, genialnymi kroczkami przyzwyczaja i mnie i ciebie do akceptacji zachodzących zmian. Wszyscy widzimy i czujemy, że nie zawsze są na lepsze, ale żyć trzeba. Kumasz? ŻYĆ TRZEBA. Wykarmić siebie i rodzinę, nie dać się wyrzucić z ciepłego kąta, więc oramy nosem by go nie stracić. W między czasie zapewnia się nam głuptaki telewizyjnych seriali, „artystów” piszczących w naśladowaniu murzyńskich falsetów, sport (następne opium dla mas, które są coraz grubsze, ale kochają sport...)

To wszystko jest na drodze nie do rzeźni, oczywiście, że nie, bo takie numery to prymityw, ale do wspólnej zagrody...   

Oczywiście, że są i opozycje i demonstracje i słodzenia, ale w końcowym rozrachunku... TRZEBA ŻYĆ! Nie przeskoczysz, nie uciekniesz w egzotykę, bo tam też trzeba żyć, ale tam ciągle są metody rzezi...

Jeżeli internauto wpadniesz na pomysł ulepszenia tego świata, to daj mi znać. Ale w miedzy czasie idź do sklepu po zakupy. Że tam coraz drożej? No i co z tego. Nie kupisz w proteście?...

8.02.2012

 

 

P. S. Powiedzmy, że protestem uwolnisz się od obecnej władzy. Wygrałeś? Z „Europą” nie wygrasz... To już nie tamte czasy protestów "Chcemy więcej chleba"... Ten, co wyznacza jego cenę CHCE JESZCZE WIĘCEJ. Nie wygrasz z wrogiem, którego nie widzisz...

 

 
DOKĄD IDZIESZ POLSKO
Oceny: / 3
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
23.02.2012.

DOKĄD IDZIESZ POLSKO

Idziesz? O naiwności powszechna. Polska nie idzie. Polskę PROWADZĄ! Gra słów? Żeby... Ten, kogo prowadzą musi pamiętać o jednej, jedynej zasadzie: MORDA W KUBEŁ! Musi się również uczyć. Kilka lat temu prawicowy kandydat na prezydenta Austrii naiwnie myślał, że żyje w wolnym kraju, więc może mówić co chce zwłaszcza, gdy nie kłamie. Powiedział, że esesmani to byli twardzi faceci... Byli zwyrodnialcami, ale na pewno nie mięczakami. W Europie zrobił się. krzyk i giewałt, a on tłumaczył, że jedynie powtarza po... Amerykanach, którzy w czasie wojny twierdzili, że oddziały SS stawiały zacięty opór i nigdy nie kapitulowały, jak to robił Wermacht. Powiedział również, że Austria powinna być dla Austriaków.

USA odwołały swego ambasadora z Wiednia, a Unia Europejska ogłosiła ekonomiczny i turystyczny bojkot Austrii. Maluczko, a Austria zaczęła skomleć o wybaczenie.

Obecnie w Rosji nacjonalistyczne bojówki biją każdego, kto nie wygląda słowiańsko i oficjalnie, w mediach, nawołują, że Rosja powinna być dla Rosjan. Nikt nie odwołuje ambasadorów z Moskwy. Ale Rosja to i potęga i partner. A co ma Austria? Walczyki, katedrę św. Stefana i skoczków narciarskich...

Nie tak dawno Węgry uznały socjalistyczna /lewica/ partię, za organizacje przestępczą. A fe! Tak szargać światłe ideały marksizmu - leninizmu?! Tłumaczenie, że ta partia w 1956 zaprosiła Czerwoną Armię by zdusiła, zamordowała węgierski zryw do wyzwolenia się spod socjalizmu nie pomogły.

Uznano to za niegodną zemstę i rozgrzebywanie przeszłości. Kto uznał? Czy ja powiedziałem, że komunistyczna Międzynarodówka Europy? Uznała Unia Europejska i już Węgry czują nieśmiertelna siłę wartości marksizmu - leninizmu... Ucz się Polsko, ucz. Nie zapominaj lekcji z lat 1944-2000 (wartości nie maja terminu) Ucz i pamiętaj o jednej, jedynej zasadzie: MORDA W KUBEŁ.

Nie pytaj dlaczego polski premier NIE DOMAGA się by Rosja zwróciła polską WŁASNOŚĆ, jaką jest wrak samolotu smoleńskiej katastrofy.

Nie pytaj dlaczego przydupasy premiera nie wytłumaczą Polsce dlaczego Rosjanie cieli, niszczyli wrak tego samolotu, a najważniejszego DOWODU w sprawie...

Nie pytaj dlaczego przydupaśni publicyści typu Wołekszmołek tak głośni w krytykowaniu "pisiorów" milczą na ten temat...

Zapytaj dlaczego za kradzież jest wyższy wyrok niż za... wprowadzenie stanu wojennego. Dlaczego? Frajerze, SIŁA marksizmu leninizmu jest nieśmiertelna.

 

 

A co u braci Węgrów? A nie najlepiej. Obserwuję polskich dziennikarzy i wsiakich, telewizyjnych popisywaczy jak ostrożnie, oj, bardzo ostrożnie tańczą wokoło tematu Węgier. Że rynek nie taki, że błędy w obliczeniach, że rząd się przeliczył, więc źle oblicza... Wszystko, aby tylko nie ruszyć trefnego tematu o złym potraktowaniu węgierskiej lewicy.

Przypomina to temat o... Żydach. Ostrożny, oj bardzo ostrożny taniec, w którym jedynie Żydzi poruszają się jak chcą...

Nu... Jakby powiedział mój przyjaciel w Tucson, dziś już św. pamięci Abe Lewkowitz (jest o nim w książce „10:0 dla zła”).

Czy Węgry wyjdą z dołka? Czy europejska Międzynarodówka wybaczy premierowi Węgier naiwne myślenie o wolnym kraju? Myślę, że tak, bo lepszy jest żywy zdechlak, niż zimny trup, z którego krwi już nie wytoczysz...

Rosjanie przez bliskość ze Wschodem maja wiele genialnych powiedzonek wschodniej mądrości i finezji (w której kiedyś absolutnymi mistrzami byli galicyjscy Żydzi).

„Cicho siedź, to dalej zajedziesz jest subtelnym: MORDA W KUBEŁ. Ostaszewicz, czy masz nas za durni?! Skoro Polskę (prowadzą - to nie tańcz jak ci w telewizji, tylko powiedz, kto prowadzi!

Nie mam siebie za durnia...

Równia pochyła polskiej drogi... Gdzie jest jej koniec? Nie wiem, ale wiem, że gdy nazbiera się wiele nędzy, głodu, lekceważenia małych, niezauważalnych ludzi z małych, nieważnych wsi i miast, to ich siła wyrówna tę drogę i dopiero wtedy powiedzenie: Dokąd idziesz Polsko będzie miało sens.

27/01/2012

 
KPINA ZWANA OPOZYCJĄ
Oceny: / 2
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
19.02.2012.

KPINA ZWANA OPOZYCJĄ

Psy szczekają, a karawana jedzie dalej.

Psy to opozycja, karawana to rząd. Kumasz? W tym starym porzekadle zawarta jest żelazna logika: Rządzący i rządzeni, czyli kto może, a kto nie może.

Nawet gdyby opozycja miała najcudowniejsze pomysły, to właśnie, że są takie, właśnie dlatego rząd je ukatrupi z zazdrości, lub z obawy.

NIE BYŁO i NIE BIDZIE ŻADNEJ państwowości, gdzie opozycja przeforsuje swoje pomysły. A ty, internauto, powiedzmy, że rządzisz, czy chcesz aby opozycja była mądrzejsza, dyktowała ci co masz robić?

Opozycja to ktoś przeciwny rządzącym, samo to wyklucza, aby była ważniejsza od rządu. Powiedzmy, że jakiś pomysł opozycji jest prawie bliski przegłosowania w polskim sejmie. Co się stanie? Opozycja z SLD i prawdopodobnie ci od palącego.. kota, dołączą się do... rządu i ukatrupia pomysł opozycji z PiS-u. Nie na darmo siwiuteńki, poprawnie uśmiechnięty Lesiu Miller siedzi ramię w ramię z tą babą od Palikota, a tuż obok sam Palikot.

Lesiu Miller to cwany gracz. Nie udało się dokończyć za komuny, to liczy, że Unia Europejska pomoże wybić z polskich nadziei NIEPODLEGŁĄ Polskę na rzecz ZINTEGROWANEJ Polski. Podkreśla przy każdej okazji, że właśnie taka Polska jest mu miła. A tak się starał, gdy był sekretarzem KCPZPR, partii, która tak chciała zintegrowanej Polski. Nie udało się, więc liczy, ze teraz się uda i każdy przydupas jest dobry.

Nic, rozumiesz, koleś, nic się nie zmieniło od zarania ludzkości w relacjach rządzący - rządzeni. No, chyba, że siłą, ale to już jest inna, jak to mówią bajka.

Moje zdanie o ACTA? Drogie dzieci i wy już wyrośnięci... To jest dopiero MALUTKI POCZĄTEK. Dnia pewnego, a z pewnością, gdy zima sroga, euro­pejska Centrala otrzyma rozkaz z głównej Centrali i usłyszysz internauto, że jest koniec z „wolnością pływania” w Internecie. To też będzie dopiero początek, bo zaraz potem rząd powie ci, że już jest KONIEC zabawy w Internet dla celów prywatno - przyjemnościowych. Zaprotestujesz? Wyjdziesz na ulice? Czy przeoczyłeś co napisałem o srogiej zimie?... Ja, będąc rządem wybrałbym właśnie taką porę roku by ogłosić koniec twojej zabawy w „pływanie po świecie”. Co zrobisz? Oczywiście, że będziesz protestował, ale czy potrafisz żyć z... protestowania? Czy protestowanie da ci na zakupy, da ci zaliczyć studia, utrzymać prace? Kumasz, frajerze, kumasz?

Pokrzyczysz, a mróz ci powie byś stulił pysk i tyle. Że może nawet w proteście narobisz szkód rozbijając samochody i okna? Aaa, to już nie ma nic, wspólnego z ACTA i jako zwyczajny kryminalista dostaniesz po dupie.

Ale niby dlaczego WŁADZA, kumasz, koleś, WŁADZA ma zlikwidować prywa­tność zabawy w Internet? Wytłumaczy ci, że to jest dla twego dobra, bo: Światowy terroryzm przenika przez Internet do twojej głowy. Bo poddaje ci pomysły i buntuje najmłodsze umysły. A przy okazji rząd powie, że „Zlikwidujemy odradzająca się hydrę faszyzmu i antysemityzmu i odetniemy ten ohydny łeb...

To przecież też jest dla twego dobra, chyba się zgodzisz? Nie... Ponownie zaprotestujesz, bo myślisz, że się uda „siła ludu” wygrać protest? A znasz powiedzonko o Mańce, której stanie?...A o kaktusie co wyrasta z dłoni? Też nie znasz?

No, chyba, że siłą... Aaa, to już nie będzie mała jebajka, lecz poważna jebitwa. Jak myślisz, kto wygra? Czy twoje transparenty, czy policyjna siła. Ty nie dostaniesz podwyżki, ale policjant dostanie i w JEGO INTERESIE jest by NIC SIĘ NIE ZMIENIŁO. Tak było, tak jest i tak będzie.

Rewolucja? A czy wiesz frajerze, jakie jest etymologiczne pochodzenie tego słowa? Krótko - od obrotu i od ...rewolweru (obrotowego... czyli jak mawiają Hiszpanie – rewolver odwracać, tak jak drzwi obrotowe...)

Czyli... powrót do punktu wyjścia, a ty mały człowieczku, jak byłeś bity w dupę tak będziesz. Dla twego dobra, oczywiście.

26/01/2012

 
MARUDNY POLAK
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
05.02.2012.

 

MARUDNY POLAK

Bodajże to było zimą 2008, gdy gaździna (góralka) w Zakopanem powiedziała: ... „Polakom wsyćko przeszkadza, nawet ich własna skóra na grzbiecie”...

Co kraj to obyczaj... Oczywiście. Już w latach wojny, gdy polskie odziały znalazły się w Londynie (a droga, przez Libię i Włochy) polskie żołnierki mawiały... „Gdy na sali porodowej jakaś kobieta krzyczy, to wiadomo, że nie jest to Angielka..."

Gdy niemieckie bomby paliły Londyn i Anglik tracił bliskich, to zapytany w pracy jak mu „idzie” odpowiadał... „Not too good”.  I tyle, bez dalszych komentarzy. Często mówił: „I had better days..."

Że co mi raptem strzeliło? Jak wiemy tegoroczny początek zimy to żadna zima, więc co słyszę i od prezenterek pogody i od „publicznych” ludzi w TV... „Kiedy wreszcie przyjdzie prawdziwa zima” i tak dalej i tak w tym sensie. Że co w tym dziwnego? Że już w końcu października, gdy zimny i mokry, słyszę: Znowu przyjdzie ta cholerna zima, znowu nie będzie „ciepełka”... Nie mówią  to ludzie urodzeni i wychowani w tropiku, prawda? Mówią to ludzie, którzy NIE znają innego klimatu, jeżeli nie liczyć paru tygodni urlopu pod palmami.

Ja żyłem pod palmami 27 lat, bo 10 w Los Angeles i 17 w Tucson i wiem, że od października do maja w Polsce NIE jest ciepło i że jest to normalne, więc ubieram się odpowiednio. A przecież 8 lat w Nowym Yorku też mnie nie mroziło, bo bywało, że na Boże Narodzenie jeszcze widziało się kwitnące róże...

Mendzenie, marudzenie, wybrzydzanie, narzekanie, trucie, krytykanctwo, to ulubione przysmaki mowy polskiej...

Powiedzmy, że przyzwyczajenie, ale przecież ci od pogody chyba pamiętają, że prawdziwa zima to miliony wydane na odśnieżanie i zasolanie (sól zabija roślinność) ulic, to korki i kolejki do lekarzy... A przy okazji, gdy moja Renatka kupuje w aptece bandarze, wodę utlenioną itp, bo mając dwa duże psy i sześć (własnych, nie licząc cztery dochodzące) kotów, to widzi tłumy (młodszych od niej ludzi) kupujących leki, że aż torby pękają...

Apetyt Polaków na lekarstwa jest chyba w rekordzie świata.

Lakoniczność, skromność i twardość Amerykanów wzięła się z angielskich korzeni. Jest absolutnie BEZ znaczenia czy są to cechy WYUCZONE, by nie powiedzieć że... wytresowane( co na jedno wschodzi, bo co, pies to gorszy uczeń?!). Liczy się końcowy efekt NIE MARUDZENIA.

Jakże łatwiej jest żyć w kraju, gdzie zamiast uderzenie w plecy wózkiem z zakupami i jak gdyby nic sieknie stało, słyszy się I'm sorry.

Że to sorry jest sztuczne, wyuczone tak, jak zdawkowy, ale uśmiech? Być może. Wole to niż nadęte, złe, zawistne mordy na co dzień...

Nie będę wspominał o zazdrości... Po 40 latach socjalistycznego gołodupia ludzie mają prawo być ciut pazerni na bogactwo, a więc i zazdrośni o takie. Z całą pewnością zazdrość jest nieco, nieco mniejsza w krajach, gdzie nie było socjalistycznego gołodupia.

Ciekawe, co nowego może powiedzieć Leszek Miller potencjalnym wyborcom za pięć lat poza tym, że był sekretarzem KC PZPR, a więc partii, która wprowadziła gołodupie... co nowego może powiedzieć...

Tylko gratulować samozaparcia... Na samo zaparcie, w wieku lat 64 jest sporo leków przeczyszczających... Ale... trzeba przecisnąć się przez tłum w aptece, tłum bardzo głodny... marudzeniem o lekarstwach, czyli manipulowaniu takowymi.

Więc jak tu NIE MARUDZIĆ, proszę pani gaździny...

 

     30/12/2011

 

 
ŻEŃŚKA SIATKÓWKA...
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
03.02.2012.

ŻEŃŚKA SIATKÓWKA...

Z pełna świadomością pełnej podpadki i utraty wielu (mam nadzieję...) mi życzliwych piszę poniższe ...

Popularność żeńskiej siatkówki polega głównie na walorach wizualnych. Duża ilość jej kibiców stanowią faceci, a dokładnie tatuśkowie.

Czy można się dziwić? Gdy tatusiek ogląda się, za panienkami, a idzie z mamuśką, to dostanie mu się, oj dostanie i nie ma sensu dalej o tym pisać. Więc przebiegły tatusiek udaje kibica żeńskiej siatkówki i zabiera na mecze, gdzie SZCZUPŁE laski podskakują, wyginają się i padają w pozach tatuśkom miłym. A mamuśka? A co mamuśka... Też „kibicuje”...

Że nie tylko są tacy kibice, bo widzi się młodzież płci obojga? Oczywiście. Młodzi ludzie identyfikują się z tymi, co na korcie siatkówki i „widzą” tam siebie. Dlaczego? Siatkówka jest grą masową... Można bawić się w piłeczkę i na plaży i na trawce i nawet na imieninach na podwórku.

Fizyczny wymóg takiej zabawy jest minimalny acz dobry dla zdrowia. Że na poziomie wyczynowym jest inaczej? W pinponga na poziomie wyczynowym jest bez porównania trudniej, bo bywa, że zmęczony (SPOCONY!) zawodnik wpadnie na róg stołu. Nie, to nie jest żart. Tak więc masy bawią się w podaj piłeczkę, odbij piłeczkę, przebij piłeczkę, ponad siateczkę...

Siatkówka męska powoduje zapadnięte klatki piersiowe (pozycje w grze) i wygląd długich „robaków” z cieniutkimi ramionami.

Czy ja coś wiem o sporcie? Poza tym, że przez ponad dwadzieścia lat przeszło przez moje ręce fizjoterapeuty i fizjologa wielu sportowców, to... (Sorry, że musisz to przełknąć, bo jak to... Pisarz, poeta, a nawet jest w OFICJALNYM życiorysie, że śpiewa...) mam puchary za grę w lidze piłkarskiej, gdzie kapitanowałem moim Eagels (1984-87), a w drużynie było tylko dwóch Polaków - Janusz Oleśniewicz (grał w Legii) i ja. Jaka to była liga? Podobna do tej w której grał Kazimierz Deyna. Ile miałem lat? Wystarczająco „mało” by nie dać się ograć dwadzieścia lat młodszym.

By kontynuować twoją niestrawność dodaje, że mam puchary za grę w kosza w miejskiej lidze w Tucson. Gościnnie mieliśmy takie gwiazdy NBA jak Gilbert Arenas, Jason „Jet” Terry (dziś w Dallas Mavericks) i Andrew Igoudala (to absolwenci uniwersytetu UA Tucson). Mało szpanowania, to dodam  miejsce w trójboju siłowym wagi do 188 funtów w West Covina, Los Angeles, rok 1984 (miałem 46 lat). Tak, zapraszam do siebie byś zobaczył te puchary i zdjęcia.

A poza szpanowaniem? Fakty: Wysiłek siatkarza podskakującego i powoli (BARDZO POWOLI) przekuwającego się na przestrzeni kilku metrów jest głównie, psychiczny. Piłkarz biegnący z przeciętną szybkością ok. l5km/h, gdy zderza się z piłkarzem o tej samej szybkości naraża się na kontuzje przy szybkości ok. 3O km/h. Przyspieszenia, zahamowania, nagłe zwroty, skoki, upadki często na głowę, lub „na płasko” na plecy, to normalka i w piłce nożnej i w koszykówce. W siatkówce bywają kontakty z... siatką.

Tak, jestem za masowym: Podaj piłeczkę, odbij piłeczkę, przebij piłeczkę ponad siateczkę, bo i nikt nikomu krzywdy nie robi i serce się cieszy. Czy ja oglądam siatkówkę? Jeżeli, to o najwyższe podium, ale i wtedy NIE WIDZĘ kropli potu na zawodnikach i zawodniczkach.

W naszej lidze piłkarskiej Walnut-Diamond Bar mieliśmy kilku siatkarzy. Jeden był w naszym zespole. Mógł grać może jakieś kilkanaście minut by paść ze zmęczenia. Nie gloryfikuje jednego sportu i nie potępiam innego, ale nikt mi nie powie, że sport to NIE jest OGROMNY wysiłek fizyczny.

A taki NIE jest w każdym sporcie.

A co z tym wizualnym efektem siatkówki żeńskiej?

Na kanale Orange Sport, w dniu 30 grudnia 2011, o godz. 8:28, młody prezenter komentując ostatnie rozgrywki żeńskiej ligi powiedział: „Było na co popatrzeć, a nie mówię o siatkówce...”

Powiedział to bardzo młody facet, czy więc można się dziwić, że żeńska siatkówka jest tak popularna wśród tatuśków?

 

30/12/2011

 

P.S.

W maju bodajże to był rok 1999 zaprószono mnie do TV Kraków (dawała na 9 województw), by „dać coś” o „Długie Drogi Syberii” (z okazji Dnia Matki). Zaprosiłem koszykarzy ligowych na grę 1 na 1 o sto zielonych. Ja już wtedy stary pierdziel i tylko 174 cm wzrostu. Z tego co wiem nikt się nie zgłosił... Tak więc nie tylko /dziś/ na stronie internetowej szpanuję

 
GDYBYŚ BYŁ ŻYDEM...
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
03.02.2012.

GDYBYŚ BYŁ ŻYDEM...

Zbierałbyś gratulacje z całego świata za to, że ścigasz i osadzasz morderców swego narodu i tak jak oni - karą śmierci.

Że nie wybaczasz mordowania, tortur, więzienia i NIE nazywasz ZEMSTY czymś niegodnym, lecz pomszczeniem krzywd i ODROCZONYM wyrokiem sprawiedliwej kary.

Że nie wybaczasz, bo „jesteś wyższy ponad zbrodnie i zbrodniarzy, wszak oni nie wybaczali ci, że byłeś inny, że myślałeś inaczej niż oni.

Ciągle żyją okaleczone rodziny, a ich oprawcy metodyczną hipokryzją władz mają się nie tylko dobrze, ale bogato krwawo wypracowanymi wysokimi emeryturami. Odebrałbyś takie.

Media prześcigają się... w ogłupianiu narodu przy najmniejszej próbie wołania o sprawiedliwość nazywając je zemstą, jakby ten wyraz znaczył coś innego niż wyrównanie krzywd. Nawołują do wspólnej, zgodnej przyszłości, bo przeszłość jedynie dzieli, a nie łączy. Ma łączyć co i kogo? Katów z ofiarami? Zlikwidowałbyś tak okrutną hipokryzję.

Nie musiałbyś wierzyć w wybaczanie, w uszlachetnianie cierpieniem, w „odpuszczanie win winowajcom”, bo tak nakazuje ci wiara...

Masz koleś pecha... Tak, ty, który kpisz z tego co napisałem. Kpij, koleś, kpij, aż do dnia, gdy jakiś zwyrodnialec okaleczy, zamorduje, zeszmaci gwałtem osobę ci najbliższą. Gwarantuję, że wtedy przestaniesz kpić. A czy wybaczysz? Oby cię nie spotkała taka próba wierności wierze i przykazaniom o wybaczaniu...

Ciekawe jak tłumaczą wybitni religioznawcy, poprawka... Jak tłumaczą głowy Kościoła... istnienie Kodeksu Karnego. Przecież jest zaprzeczeniem tego w co wierzą. Przecież nie powinni naginać wiary w zależności od okoliczności...

Bóg wystawia ludzi na próby. Ale to chyba diabeł czyni je okrutnymi, ohydnymi, niegodnymi bożej, a przecież nieskończonej dobroci, prawda?

Za okrutne, a dokonane „próby” Izrael ściga i karze oprawców swego narodu. Nikt, rozumiesz koleś, nikt, żaden kraj, żadne media NIE NAZYWAJĄ TEGO NIEGODNĄ ZEMSTĄ. Przeciwnie, podziwiają i gratulują dokonania sprawiedliwych wyroków.

29/12/2011

 
INDIANIN W REZERWACIE
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
15.01.2012.

„INDIANIN W REZERWACIE”...

Polityk, który to powiedział nie ma, nie, że zielonego, ale żadnego pojęcia o Indianach Stanów Zjednoczonych, a zwłaszcza „rezerwatów”.

By nie rozwodzić się nad tytułem polecam lekturę mojego reportażu w: „Poznaj świat”, numer 1/552/2003. /Strona 55 „Moja Arizona”.

Na dwunastu stronach znajdziesz internauto dość materiału fakty­cznego plus masę kolorowych zdjęć z tak zwanych rezerwatów Indian. A w skrócie: stanie Arizona mieszka 19 plemion (w tym trzy nazywające się narodami), różniących się nawet językiem!

Rezerwaty Indian to ziemia oddana Indianom w wieczystą dzierżawę. Niektóre plemiona, tak jak Hawasupai i Yawapai na terenie Wielkiego Kaniom przejęły nieomal „własność” nad zachodnią częścią Kanjonu, gdzie wybudowano (za pieniądze federalne...) widowiskową rampę.

Jednak cały obszar USA jest własnością federalnego rządu i nawet, gdy jakiś Johny ma domek na ćwierci akra, lub taki Robert Redford (głośny krytyk swego kraju...) ma50 tysięcy akrów w stanie Colorado, to gdy zacho­dzi potrzeba przeprowadzenia drogi, wykopalisk itp. to rząd federalny ma prawo wywłaszczyć i małego Jasia i dużego Roberta. Czyż inaczej jest w Polsce?...

Indianie są, obywatelami pierwszej kategorii, drugiej są Murzyni, następnie Latynosi i na końcu biali mężczyzni. W takiej kolejności odbywa się... przyjmowanie na studia lub do pracy. Jest to według samych Indian i Murzynów błędna polityka wcale nie pomagająca w likwidowaniu dyskrymi­nacji, wręcz przeciwnie. Ma to być „wyrównywaniem krzywd”.

Jedynie Indianie mają prawo budowania kasyn gry na terenie rezerwatu (czyli raz jeszcze ziemia ZAREZRWOWANA dla Indian).

Na ternie rezerwatu Indianie maja swoja policję, drogówkę, areszty, budynki sądowe itp.

Jeden z moich pacjentów (przez 17 lat w Tucson byłem fizjoterapeutą) Mikę Martinez ma ranczo na 5 tysięcy akrów i hoduje Indiańskie konie rasy Appalusa. Jest po studiach w akademii rolniczej. Jego kuzyn Joe jest alkoholikiem i żyje z dożywotniej zapomogi z kieszeni amerykańskiego podatnika. Takie są realia. (Mike i Joe to Indianie Apache White Mnts.)

Nie jestem... dziwicą, ale dziwię się naiwniakom zdziwionym, że Alesio Kwaśniewski powiedział „Wolę tożsamość Polski od niepodległości”... Coś w tym sensie. Że Lesiu Miller w wywiadzie telewizyjnym powiedział, że jest nie za niepodległą Polska, lecz zintegrowana Polską.

Obaj reprezentują kierunek wytyczony przez Polską Zjednoczoną Partię Robotnicza, której byli członkami bynajmniej nie na niskim szczeblu. Lesiu Miller był chyba sekretarzem KC PZPR. Czerwieni z serca nie można wyrzucić, więc nie dziwię się. Towarzysze NIE ma TOŻSAMOŚCI BEZ NIEPODLEGŁOŚCI!

Dziwię się naiwności niemłodego już powielacza... Kuczyński w wywia­dzie dla POLSAT-u /5/12/2011/ powiedział, że albo Polska będzie w mocnej Unii Europejskiej, więc będzie bezpieczna, albo gdy Unia się rozpadnie to... Niemcy będą atakować na lewo i prawo...

Jak „widać” siwe włosy /nawet ich resztki/ potwierdzają stara prawdę, że nie gwarantują mądrości.

Byli, ale wyszli czasy, gdy w tak zwanej ważnej Europie ktoś napadał na kogoś agresją, wojną. Że na Bałkanach? Tam, podobnie jak w reszcie tak zwanego mniej ważnego świata /podkreślam - tak zwanego i nie moja to opinia/ zawsze będą wojenki i rozróby. Dziś zachłyśnięty wyzwoleniem się od... kolonializmu afrykański kraj Ruanda ponownie jest w stanie wojny miedzy HUTU a jak jej tam  mniejszością plemienną. W 1994 Murzyni Ruandy wyrżnęli się (głównie maczetami i siekierami) w ilości 800 tysięcy! Do dziś winni nie są winni (wyrżnęli się w 100 dni!).

Tak więc zostawmy amerykańskich Indian, że niby tacy tez głosu i zamknięci, prawie że w klatkach. Zajmijmy się własna dupą, a przypieka się, oj przypieka, a na WŁASNYM ogniu...

Wesołych Świąt.

10/12/2011

 

P.S.

Polecam mój felieton „Czarno radość waszą widzę” i wiersz „Wejdą nie wejdą” na rocznicę 13 grudnia...

 

P.S.2.

Arizona jest niewiele mniejsza od Polski, a jedna piąta obszaru to... rezerwaty Indian, gdzie szosy, drogi mają nie amerykańskie lecz indiańskie oznakowania.

 
WITAJ... 2012
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
15.01.2012.

WITAJ... 2012

Jakiekolwiek będziesz, bo to i tak nie twoja wina.

Odchodzi rok 2011 i dobrze. Tragiczny był nie tylko śmiercią polskich żołnierzy w beznadziejności kłamstwa pod nazwa wojna z terroryzmem...

Kto takiemu Gugale (Polsat TV, 22/12/2011, godz:10:50) pisze teksty? Bo chyba nie on sam? Aż tak ważny jest, by samodzielnie!? Tym gorzej dla przeciętnego telewidza, którego wprowadza w bajery ozdobione populistycznymi sloganami prosto z amerykańskich mediów.

Zachwycanie się sukcesem demokratyzacji Iraku? Że zginęło wielu Amerykanów, więc cena ogromna? Oczywiście. Zapomniałeś Gugała powiedzieć o cenie jaką Irak zapłacił za 9 lat „demokratyzowania”. Amerykanie odeszli zostawiając za sobą nie tylko doszczętnie zrujnowany kraj, ale setki... tak, setki tysięcy śmiertelnych ofiar cywilnej ludności i nieomal... MILION okaleczonych (utratą kończyn itp.). Do tego ponad dwa miliony uciekinierów spod procesu „demokratyzowania”. Schronili się w sąsiednich krajach.

I co? Co z sukcesem „pokojowego” Iraku? Powiedzieć, że gówno, to by obrażało ten rzeczownik. Tak, do tego stopnia! Irak dziś jest mniej bezpieczny dla jego mieszkańców, niż za panowania Huseina, który wcale NIE mordował 5 tysięcy ludzi każdego roku. Fakt, mordował spiskujących na niego. Pytanie: Jakim wyrokiem skończył by się proces spiskujących zbrojnie na życie prezydenta Stanów Zjednoczonych? Prawda?... Jakim? Elektryczne krzesło, które zabija dłużej i w męczarniach niż miecz w Iraku!

Irak dostał wyrok z rąk Ariela Szarona w lutym 2003 i pisała o tym konserwatywna część prasy w USA. Irak był najbardziej niebezpiecznym przeciwnikiem dla Izraela, co niejednokrotnie słyszałem od amerykańskich Żydów.

Afganistan... Ponownie bzdury nijakiego Gugały, który powiedział, że w Afganistanie nie można wygrać (co NIE JEST BZDURĄ, więc?)... Więc... dlatego „Tam jesteśmy by wygrać z terroryzmem...”

Skoro nie można wygrać, bo z kim? Z KIM? Z ludnością, która nienawidzi okupanta w mundurach amerykańskich i polskich żołnierzy, plus kilka innych mundurów? Afgańczycy wyraźnie mówią reporterom CNN (bywa, że taki reportaż CUDEM jakimś uniknie nożyc), że NIE chcą okupacyjnych wojsk. Ale afgańscy cywile nie mają szans walczyć z obcymi siłami, więc walczą „terroryści” zwani jak Zachodowi wygodniej. Terroryści „zagrażający światu”! Że niby jak? Afgańscy Talibowie i inna Alkaida dokona inwazji na Europę lub Stany?

Już po pierwszej wojnie arabsko - izraelskiej. Arabowie zapytani dlaczego pałają taką niechęcią (wtedy to była niechęć) do USA, odpowiedzieli krótko: Gdy USA przestanie zbroić i utrzymywać Izrael (od 38 lat, 3 miliardy dolarów rocznie NIE pożyczki lecz darowizny), to świat arabski uzna Stany za przyjaciela. Słyszałem to wielokrotnie w początkach tej niechęci, aż do końca mego życia w USA, gdy ta niechęć przerodziła się w nienawiść.

Przez ponad sto lat nie udało się Anglikom spacyfikować Afganistanu i zamienić go w... „jeszcze jedną perłę Korony Brytyjskiej”.

Przez 10 lat nie udało się militarnej potędze Związku Radzieckiego spacyfikować, podbić, skolonizować, wcielić jak republikę... Afganistanu. Sowieci ponieśli straty, których jedyną „wartością” są obecnie „romantyczne” filmy o bohaterstwie swych żołnierzy...

NIE uda się zmienić muzułmańskiego Afganistanu w demokratyczny kraj. Za kilka lat i Amerykanie i Polacy i reszta aliantów wycofają się z Afganistanu pozostawiające za sobą dziesiątki tysięcy śmiertelnych ofiar cywilnej ludności i zrujnowany kraj, który wróci do tego, co robił przez tysiące lat.

Chcesz Ameryko lub Europo ćpać heroinę? Afgański rolnik NIE zmusza cię do tego!

Mój przyjaciel Jim Krimse (dziś już ś.p.) weteran wojny w Wietnamie (w stopniu majora) zakończył swoja książkę o Wietnamie powtarzając słowa tych co ją przeżyli: „FOR WHAT!” Po co, dlaczego...

Wojny, która tak określił prezydent Reagan:...”Lewicowy Congress i liberałowie nie pozwolili nam wygrać...”

FOR WHAT Irak i Afganistan?!

Czy aby nie było wojny to rzeczywiście muszą umierać miliony niewinnych ludzi?

 

28/12/2011

P.S.

Powyższe fragmenty mają tyle z antysemityzmem, co twoja dupa ze skrzypcami.

 
NIE STRZELAĆ DO POSŁAŃCA!
Oceny: / 0
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
31.12.2011.

NIE STRZELAĆ DO POSŁAŃCA!

Nie obwiniać kelnera!

Wszak i jeden i drugi jedynie coś dostarczają. Moi znajomi /w większości/ nie lubią prezenterów, bo ci PREZENTUJĄ nie miłe im poglądy lub wieści.

Przyznam, że i ja mam swoich ulubieńców i tych, których nie wyrabiam. Oceniam ludzi za ich... oczy... Czyż te nie są odbiciem duszy?

Nie lubię prezentera z Polsatu. Mowie o tym w lekko rudawym kolorze włosów. Facet ma w sobie coś zimnego i...wyszło przysłowiowe szydło z worka! Dziś jest Międzynarodowy Dzień Misia Pluszaka. I co? I ten, ledwo co dorosły facecik powiedział do koleżanki prezenterki /super sypmatyczna!/, że on nie lubi misiów pluszaków, bo to tylko kurz i nie dokończył...

Aha... Ktoś, kto nie lubi pluszaków nie nadaje się do przytulania.

W Stanach mawia się o rudych ludziach, że... rudy jest fałszywy, a ruda jebliwa...

A posłańcy? Nijaki Gugała z Polsatu jakiś czas temu, gdy Polska otrzymała prezydencję Unii Europejskiej o mało nie dostał orgazmu, tak zachwycał się tym! Że dziejowa, chwalebna chwila w historii Polski, że to i by się nie wyrazić, że sro... Więc co /by się nie wyrazić do rymu/ i co z tą prezydentura? Polska nie potrafi pozamiatać własnego podwórka, ot co!

Sądy skazują ludzi za... prawidłowe prowadzenie przedsiębiorstwa, bo „prokuratura ma dowody”... Ludzie idą na bruk /ostatnio 300 pracowników/ a koszta sądowe rosną w setki tysiące złotych. Koszta „sądowej sprawiedliwości”, Heje, heje, Ostaszewicz, ty naiwniaku, ty dupku! Przecież O TO CHODZI! Nie kumasz? Zdołować w Polsce niezależną myśl gospodarczą, zdołować Polskę!

A „dziejowa chwila” polskiej prezydentury w UE? Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego do tej pory NIE SĄ UKARANI winni za przekazanie Białorusi materiałów o białoruskiej opozycji Łukaszenki!? To było jak nóż w plecy!

A co na to Unia Europejska? Łukaszenka odpowiedział za mnie mówiąc moimi słowami, że gówno. Jedno wielkie gówno. Bo tylko tyle może zrobić Unia, gdy siła despoty tłamsi i morduje na zasadzie, starej, stalinowskiej: Dajcie mi człowieka a paragraf znajdę.

Czy prezenterzy czytają własne teksty? Bywa, że tak, gdy są nie posłańcami lecz o takich decydują. Są tacy? Myślę, że są. Zawsze było jest i będzie tak, że naczalstwo decyduje co mamy i jak mamy myśleć.

Ale... czy naczalstwo nie jest tylko posłańcem?... Ooo, to już całkiem inny temat, a ogromny jak morze, ogromny co nie znaczy, że bezkresny, bo gdzieś jest ten kres. Czy za naszego życia dowiemy się gdzie... Najlepiej ujęła to pewna pani w starej Warszawie, a potwierdził pewien pan... „Przypuszczam, że wątpię, powiedziała sąsiadka i po chwili dostałem w pysk”...

Więc tłumaczę znajomym o posłańcach i kelnerach, ale oni i tak wiedzą lepiej, a na zasadzie, że Polak wie wszystko, a niczego dobrze. Dzwonią i słyszę: „Słyszałeś, co ta idiotka powiedziała?!” A „ta idiotka” to tylko prezenterka, a ten premier, to tylko kelner przynoszący nam dania od szefa europejskiej kuchni.

Maluczko, maluczko, a spadnie bielmo zaślepienia Pełną Obietnic...

Gdy coraz trudniej będzie napełnić wózek z zakupami, bak benzyną, to może zaślepieni zastanowią się nad powiedzeniem -Obiecanki cacanki, a głupiemu stoi.

A „stoi” od wieków i na całym świecie mądrością: Gdy coś wygląda za dobrze, to nie próbuj smakować...

 

11/25/2011

 

P.S. Kpisz z moich „teorii spiskowych”?

Nie dziwię się, przecież jesteś człowiekiem 21 wieku wolnym od ciemnogrodów. Dupku, dupku do potęgi, mam zła dla ciebie wiadomość: WSZYSTKO co wydarzyło się w historii ludzkości zaczęło się od teorii - skończyło na praktykach. NIC, rozumiesz dupku, NIC nie wydarzyło się BEZ SPISKU. Czy zrozumiesz? Wątpię. Może kiedyś...

 
KARA ŚMIERCI...
Oceny: / 1
Redaktor: Kazimierz Kaz Ostaszewicz   
31.12.2011.

KARA ŚMIERCI...

W latach 1973 - 77 pracowałem jako -socjal worker najpierw w Cardinal McKloskey School and Home przy 49 ulicy w południowym Bronksie /New York/, a następnie w DYFS w Newark, New Jersey.

Moi podopieczni /nazwijmy to umownie/ rekrutowali się z nędzy portorykańskich, często patologicznych rodzin, byłych więźniów, a wśród nich najgorszych kryminalistów po... wyrokach śmierci, ułaskawionych.

Temat za długi by rozwijać. Ale... Kara śmierci, jako wyrok NIE odstraszała. Oczywiście, byli tacy, którzy otwarcie przyznawali się, że wolą dożywotkę w najgorszym wiezieniu od „gorącego krzesła”. Jednak zdecydowana większość uważała, że śmierć to moment, że nic nie czujesz i w tym sensie.

Prawdziwą karą na granicy najgorszych tortur, było czekanie na śmierć w tak zwanych celach śmierci /izolatki/, gdzie skazani często latami, a nie były wyjątki, że dziesiątkami lat czekali na wykonanie wyroku. TEGO ABSOLUTNIE WSZYSCY bali się najbardziej.